Emil Kalinowski

Siedemnaście pokoleń historii mojej (nie)zwykłej rodziny

 

 

Niewielu potrafi przewidzieć, dokąd ich zaprowadzi droga, dopóki nie dotrą do jej końca

J.R.R. Tolkien, Władca Pierścieni: Dwie Wieże

Kalinowscy herbu Bujno-Ślepowron, moja Rodzina, to typowi przedstawiciele swojej warstwy społecznej. Należymy do drobnej szlachty zwanej szaraczkową, cząstkową, zagrodową lub zaściankową, zamieszkującej w ogromnej liczbie pogranicze Mazowsza i Podlasia począwszy od XIV-XV w. aż po dziś dzień.

Kalinowo to istniejąca do dzisiaj drobnoszlachecka okolica położona w historycznym województwie podlaskim, ziemi bielskiej, powiecie brańskim. Zachodnia granica założonej pod koniec XV w. parafii w Kuleszach nad rzeką Rokitnicą oddzielała jednocześnie Podlasie z Mazowszem oraz diecezje łucką i płocką. Protoplastami dwóch głównych gałęzi rycerskiego rodu z Kalinowa (de Calynowo, 1493), Kalinowskich byli Trojan i Sulek (Sulisław). Owi szlachcice herbu Ślepowron zostali tutaj osiedleni być może już w pierwszej połowie XV w. Popularne ówcześnie na Mazowszu tak herb, jak i ich imiona zdają się jednoznacznie wskazywać na ich pochodzenie z którejś z ziem mazowieckich. Otrzymali oni spore dosyć nadanie, liczące około 40 włók, podzielone na dwie dwudziestowłókowe wsie: Sulki i Trojanki. Na obrzeżach Sulków powstało również Kalinowo-Czosnowo, którego geneza nie jest jasna. Być może wydzielono tam ziemię dla młodszej linii Sulków-Kalinowskich, na której później wytrzebiono rodową puszczę (stąd nazwa, od „ciosać” – „wycinać, rąbać”). W ostatniej ćwierci XVI w. w wyniku podziału powstały dwie wsie Kalinowo-Trojanki: Trojanki Stara Wieś oraz Nowa Wieś, zwana też początkowo Dąbrówką. Kwestią nierozstrzygniętą jest, czy Kalinowscy-Trojankowie, Kalinowscy-Sulkowie i Kalinowscy-Czosnowscy byli ze sobą spokrewnieni w linii męskiej. Pierwsze, sondażowe badania żyjących w XXI w. męskich potomków tych odłamów rodu przy użyciu narzędzi genealogii genetycznej zdają się sugerować brak takowego pokrewieństwa. By jednak je definitywnie wykluczyć, należałoby poddać badaniom znacznie większą liczbę osób.

Najstarszym zachowanym dokumentem wspominającym Kalinowo jest akt fundacji parafii Kulesze-Rokitnica z października 1493 r., w którym występuje czterech dziedziców wsi, prawdopodobnie już przedstawicieli drugiego pokolenia osadników. Kolejny to zachowany w Metryce Litewskiej w odpisie z 1539 r. dekret Mikołaja Mikołajewicza Radziwiłła z lipca 1502 r., w którym rozsądza on spór pomiędzy Kalinowskimi a miejscowym urzędnikiem Abrahamem Mazurem. W dokumencie mówi się o wytyczeniu gruntów Kalinowa „od granic Sokołowskich do granic Gołaszewskich”. To zdarzenie, dzięki identyfikacji występujących w nim urzędników, można datować na około 1457–1459/1460 r.  Pomiędzy innymi dziedzicami Kalinowa wzmiankowanymi w dokumencie znalazł się także Marek, syn Trojana. Obaj ci szlachcice rozpoczynają przedstawiony obok wywód moich przodków.

Drzewo genealogiczne, które Państwu prezentujemy, jest wynikiem ponad trzech lat żmudnych badań archiwalnych, podczas których – trzeba przyznać – koncepcje odnośnie przodków Jana, ojca Wawrzyńca (XVI w.) ze względu na niedostatek źródeł aż trzykrotnie się zmieniały. Należałoby właściwie czytać je od tyłu, albowiem w genealogii, inaczej niż w przyrodzie, drzewa powstają od liści i gałęzi aż do korzeni – do których trzeba się, kolokwialnie mówiąc, „dokopać”.

Poszukiwanie przodków rozpoczęło się w moim przypadku od rozmowy z Dziadkiem, Władysławem (ur. 1922 r.), przeprowadzonej prawie dwie dekady temu:

– Dziadku, czy my jesteśmy szlachta, czy chłopi? – mniej więcej tak brzmiało owo pierwsze pytanie – kamień, który poruszył lawinę. U dwunastolatka od zawsze pasjonującego się historią zrodziła je lektura „Trylogii” Henryka Sienkiewicza, gdzie znalazł swoje nazwisko. Skąd my się tam wzięliśmy (jeśli to my)? Skąd my się w ogóle wzięliśmy?

W początkach lat dwutysięcznych w małej miejscowości na polskiej prowincji ciężko było zaspokoić głód wiedzy. Temat genealogii nie cieszył się jeszcze taką popularnością, jak obecnie. Z domu – od Rodziców, Dziadków – coś-niecoś się wynosiło o dawnych czasach, o (rzekomo) szlacheckiej przeszłości, choć ważniejsze było wychowanie w duchu patriotycznym i katolickim. Jednak nawet wśród nauczycieli pokutowały przeżytki komunistycznej propagandy. Warto wspomnieć dość charakterystyczną konfrontację na lekcji języka polskiego, bodaj w klasie szóstej, kiedy mowa była o powstawaniu nazwisk. W tej okolicy w zasadzie wszyscy potrafili je przyporządkować analogicznie brzmiącym nazwom miejscowości występującym w swej własnej lub sąsiedniej parafii czy gminie. Był to element miejscowej tożsamości – nazwiska biorą się od wsi, której dziedzicami byli niegdyś nasi przodkowie, czyli szlachta, przeważnie na -wski, -ski, -cki, -dzki, lecz nie tylko. Nauczycielka stwierdziła natomiast, z pewnym politowaniem w głosie, że to nieprawda, a w rzeczywistości jeden szlachcic-dziedzic, archetypiczny kułak, nadał takie nazwisko swoim poddanym, chłopom.

Komu wierzyć? Autorytetowi pedagoga czy przekazom rodzinnym? Rzeczony młodzieniec postanowił sam dowiedzieć się prawdy. Najpierw były rozmowy ze starszymi, potem wyszukiwanie herbarzy z pomocą księgarza z najbliższego miasteczka. Najbardziej jednak pomocny okazał się internet – encyklopedia i biblioteka w jednym. W ten sposób w latach nauki w gimnazjum i liceum udało się dotrzeć do podstawowych informacji o rodzie, choć o najbliższej rodzinie pamięć sięgała nie dalej niż do prapradziadków. Zainteresowanie przeszłością zaprowadziło go na studia historyczne do Warszawy. Tam zaś okazało się, że w pracy genealoga najważniejsze są trzy rzeczy: pasja, upór i – przede wszystkim – szczęście. To ostatnie przydatne jest zarówno do owocnych poszukiwań, jak i do życzliwych ludzi, służących radą i pomocą.

Moim mentorem był Pan Jerzy Antoni Jamiołkowski, białostoczanin o szlacheckich korzeniach, niegdyś działacz „Solidarności”, którego ogromnej wiedzy i życzliwości zawdzięczam swoje niebywałe „postępy” w genealogicznych badaniach dziejów rodu. Od strony stricte naukowej prowadził mnie natomiast od początku Pan Profesor Andrzej Tadeusz Karpiński, mój promotor w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pod jego kierunkiem mogłem rozwinąć swoją pasję, przygotowując najpierw licencjat pt. „Historia rodu Kalinowskich herbu Ślepowron do końca XVI wieku” (2010), potem zaś magisterium „Kalinowscy herbu Ślepowron z ziemi bielskiej jako typowy podlaski ród drobnoszlachecki w XVII wieku” (2012). Ta druga praca, po pewnych poprawkach i uzupełnieniach, wyszła niedługo potem drukiem jako „Ród Kalinowskich herbu Ślepowron w XVII wieku” (Wydawnictwo NERITON, Warszawa 2013). Zwieńczeniem naszej wieloletniej relacji mistrz-uczeń było uzyskanie stopnia doktora nauk humanistycznych w zakresie historii na podstawie dysertacji „Szlachta ziemi bielskiej wobec bezkrólewi w XVI-XVII wieku” (2018).

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

66 views
Zmień rozmiar