Kroniczka
kuleskiego plebana
Historia parafi w Kuleszach Kościelnych
Edycja źródeł z XIX wieku

Kroniczka
kuleskiego plebana
Historia parafi w Kuleszach Kościelnych
Edycja źródeł z XIX wieku
Stanisław L. Jamiołkowski
Wstęp, opracowanie i redakcja
Małgorzata Krystyna Frąckiewicz (UwB)
Łomża 2017
Wydano nakładem:
Łomżyńskiego Towarzystwa Naukowego im. Wagów w Łomży
e-mail: ltn.wagowie.pl
Wydział Filologiczny UwB
Publikacja sfnansowana z funduszu Starostwa Powiatowego
w Wysokiem Mazowieckiem
Wstęp, opracowanie i redakcja naukowa
Małgorzata Krystyna Frąckiewicz (UwB)
Tłumaczenie tekstu łacińskiego
Magdalena Bejm (UKSW)
Recenzenci
ks. prof. dr hab. Witold Jemielity (UKSW)
dr hab. Beata Kuryłowicz, prof. UwB
Opracowanie grafczne
Katarzyna Kwiatkowska
Korekta
Marta Chojnowska
© Copyright by Towarzystwa Naukowego im. Wagów, Łomża 2017
© Kronika udostępniona ze zbiorów archiwum parafalnego w Kuleszach Kościelnych,
Kulesze Kościelne 2017
ISBN 978-83-65668-03-5
Skład i łamanie
Marek Jadczak
Druk i oprawa
Drukarnia Libra-Print, Aleja Legionów 114B, 18-400 Łomża,
tel. (86) 473-77-84, e-mail: biuro@libra-print.pl, www.libra-print.pl
V
Od wydawcy
Książka, którą oddajemy w ręce Czytelników, jest absolutnie wyjątkowa. Po
pierwsze ze względu na bardzo długi, liczący około 140 lat, okres, jaki minął od
momentu rozpoczęcia jej pisania do momentu wydania, po drugie ze względu
na jej charakter – jest ona swoistą monografą niezwykłej, choć reprezentatywnej pod wieloma względami dla mazowiecko-podlaskiego regionu, erygowanej
525 lat temu parafi św. Bartłomieja Apostoła w Kuleszach Kościelnych, opracowaną na podstawie źródeł historycznych, z których ogromna część już dziś
nie istnieje. Po trzecie wyjątkowy jest sam autor Kroniczki. Stanisław Ludwik
Jamiołkowski to syn ziemi pogranicza podlasko-mazowieckiego, przedstawiciel
szlacheckiego rodu, duchowny, nieustający autorytet dla społeczności lokalnej,
o którym pamięć była i jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ponadto,
co nie mniej ważne, był on człowiekiem dobrze wykształconym i przygotowanym do podjęcia systematycznego opracowania o charakterze naukowym,
jaki pod wieloma względami niniejsza kronika przedstawia; po czwarte stanowi ona źródło historyczne, wielokrotnie już wykorzystywane fragmentarycznie
w rozmaitych rozprawach naukowych.
Nie przez przypadek więc Kroniczka ks. Stanisława L. Jamiołkowskiego
została odkryta jako dzieło ze wszech miar warte opublikowania, nade wszystko
zaś jako źródło do badania historii miejsc i ludzi, języka i kultury regionu oraz
dziejów parafi i Kościoła lokalnego w szerokim i zróżnicowanym kontekście:
organizacyjnym i obyczajowym. Zawarte w szczegółowych zapiskach ks. Jamiołkowskiego treści, dzięki jego rozległym zainteresowaniom, pozwalają na
analizę różnorakich problemów badawczych, co czyni je wyjątkowo cennym
materiałem dla naukowców wielu dziedzin. Kroniczka zainteresuje nie tylko historyków, ale także etnografów, kulturoznawców czy językoznawców. Plastyczność opisów i żywy, gawędziarski styl narracji autora z pewnością trafą także do
masowego odbiorcy. Kuleską kronikę pod wieloma względami można porównać
do odkrytego nie tak dawno Pamiętnika podlaskiego szlachcica Juliana Borzyma,
który otworzył wyobraźnię czytelników na przeszłość, ukazując życie drobnego
ziemianina w perspektywie różnych jego doświadczeń. Kroniczka wskazuje inne
konteksty tej przeszłości, sięgając do czasów zasiedlania ziem nad Rokitnicą,
może służyć uzupełnieniu wiedzy o historii miejsc i rodów.
Za swego rodzaju paradoks należy uznać, że dzieło tej miary, jakim jest
Kroniczka kuleskiego plebana, tak długo czekało na możliwość dotarcia do

VI
masowego odbiorcy i dopiero w XXI wieku zyskało szansę zaprezentowania się
ku chwale przeszłości, tudzież lepszemu rozeznaniu dziedzictwa i tożsamości
mieszkańców prastarej ziemi nad Rokitnicą oraz obszarów do niej przyległych.
Można ją bowiem uznać za otwartą księgę wiary, obyczajowości, charakterów,
postaw, a także swego rodzaju świadectwo dla tych, którzy „kochają przeszłość”
i wierzą, że „pamięć na prochy przodków daje natchnienie i moc do walki o
przyszłość…” (Adam Chętnik).
Edycja Kroniczki nie byłaby możliwa, gdyby nie życzliwość i zaangażowanie obecnego proboszcza parafi Kulesze Kościelne, świetnego gospodarza
kuleskiego kościoła, ks. kan. Bogdana Malinowskiego, któremu winniśmy serdeczne podziękowania.
Koniecznie też trzeba zaznaczyć, że niniejsza publikacja ukazuje się
dzięki świadomości jej wartości nie tylko dla regionu wysokomazowieckiego,
którą wykazały władze samorządowe, reprezentowane przez Pana starostę
Bogdana Zielińskiego, przeznaczając środki na jej wydanie. W tym miejscu
należy więc wyrazić uznanie dla wymiernej troski o niezwykłe dziedzictwo
kulturowe stale nie dość zbadanego i rozpoznanego regionu, a jednocześnie
podziękować za działanie na rzecz jego ocalenia i upowszechnienia dziejów i
kultury drobnej szlachty podlaskiej, co niniejszym czynimy jako przedstawiciele
środowiska dbającego o popularyzację wiedzy i badania naukowe pogranicza
mazowiecko-podlaskiego.
Dziękujemy również przedstawicielce rodziny Autora kroniki, Pani Alinie
Dąbrowskiej z domu Jamiołkowskiej za użyczenie materiałów, książek i dokumentów, istotnych dla naszego opracowania.
Wyrażamy nadzieję, że Kroniczka ks. S. L. Jamiołkowskiego przyczyni się
do podniesienia świadomości historycznej jej Czytelników, a nade wszystko do
lepszego rozeznania i utrwalenia tożsamości jako wartości, elementu szlachetnej
i zobowiązującej dumy mieszkańców pogranicza mazowiecko-podlaskiego, a w
praktyce do ciągłego wysiłku pomnażania dorobku przodków oraz umiłowania
piękna ziemi rodzinnej.
Małgorzata K. Frąckiewicz
Łomża, 20 września 2017 r.
(w 132. rocznicę śmierci ks. S. L. Jamiołkowskiego)
VII
Podziękowanie
„Zobiektywizowane i utrwalone na piśmie dzieje narodów
są jednym z istotnych elementów kultury – elementem,
który stanowi o tożsamości narodu w wymiarach czasowych”.
„Naród jest tą wielką wspólnotą ludzi, których łączą różne spoiwa,
ale nade wszystko właśnie kultura. Naród istnieje ‘z kultury’ i ‘dla kultury’.
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, s. 79.
Szanowni Czytelnicy, trafa do Waszych rąk książka o pewnej wyjątkowej
treści, która pod koniec drugiej dziesiątki XXI wieku zaświadcza i dokumentuje historię i tradycję Kościoła lokalnego, Kościoła katolickiego tworzonego
przez ludzi w szczególnym miejscu Polski. Jest ona opowieścią o postawach
i wyborach, o losach ludzi, o ich zaletach i ułomnościach, wielkości i małości
człowieka, jest to także opowieść o sile wiary i fundamencie tradycji – przedstawionych z perspektywy źródeł i świadomości księdza.
W ostatnim kwartale 2017 roku, na rok przed 525. rocznicą erygowania
parafi w Kuleszach Kościelnych ukazuje się publikacja przedstawiająca dawne
dzieje kościoła i parafi kuleskiej, historię miejsc i osób, a niekiedy całych rodów
i rodzin, które współtworzyły wspólnotę naszego Kościoła. Zostały one spisane
w formie kroniki przed około 140 laty przez mojego czcigodnego poprzednika ks. prałata Stanisława Jamiołkowskiego, proboszcza kuleskiego w latach
1873-1885. Stanowią one udokumentowaną historię Kościoła i społeczności
kuleskiej, tworzącej na przestrzeni wieków wspólnotę Kościoła katolickiego
w obrębie terytorium mazowiecko-podlaskiego obecnie – administracyjnie –
przynależnego do diecezji łomżyńskiej i do województwa podlaskiego.
Drodzy Parafanie, odbiorcy i główni adresaci Kroniczki kuleskiego plebana.
Historii parafi w Kuleszach Kościelnych, kieruję do Was słowo podziękowania,
widząc w Was potomków współtwórców naszej wspólnoty i jej godnych przedstawicieli, za trwanie w wierze ojców, za ciągłe ocalanie tradycji, za budowanie
Kościoła w XXI wieku jako odpowiedzialnie przejętego obowiązku kultywowania
tradycji udokumentowanej i tym samym potwierdzonej w kronice. Jednocześnie
zachęcam do jej lektury, bowiem jest to rzecz o Was, o dziedzictwie, jakie otrzymaliście i którego jesteście powiernikami. Kroniczka wskazuje na Waszą tożsamość i przynależność do Kościoła, do wiary ojców, do ziemi kuleskiej.

VIII
Jako obecny proboszcz Parafi Rzymskokatolickiej pod wezwaniem św.
Bartłomieja Apostoła w Kuleszach Kościelnych chcę serdecznie podziękować
Redaktorce Kroniki, która doceniła wartość zapisków ks. Stanisława Jamiołkowskiego, a następnie pochyliła się nad dziewiętnastowiecznym dokumentem
z parafalnego archiwum i zechciała poświęcić mu swój czas i naukową cierpliwość, by stał się popularną, dostępną publikacją potwierdzającą i upowszechniającą tożsamość naszej kuleskiej dziedziny i jej silnych wiarą, mocnych duchem
i miłością do ziemi rodzinnej mieszkańców.
Bardzo dziękuję Samorządowi Powiatu w Wysokiem Mazowieckiem,
w osobie Pana Bogdana Zielińskiego, który użyczył środków na opublikowanie
Kroniczki parafi w Kuleszach Kościelnych, zaświadczając, że docenia i szanuje
naszą wspólnotę i jej dziedzictwo.
ks. kanonik Bogdan Malinowski
Proboszcz Parafi w Kuleszach Kościelnych
Kulesze Kościelne, 27 sierpnia 2017 r.
IX
Spis treści
Od wydawcy . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . ..V
Podziękowanie.. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .VII
Karty z życia ks. Stanisława Ludwika Jamiołkowskiego
Emil Kalinowski, Ksiądz Stanisław Jamiołkowski – kuleski proboszcz
i kronikarz .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. XIII
O kronice parafalnej w Kuleszach Kościelnych
O Kroniczce kuleskiego plebana . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .LI
1. Kronika jako gatunek . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . LX
2. Język polski w rękopisie kroniki kuleskiej. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . . LXII
3. Dzieje osób i miejsc .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . LXVI
Notka o edycji Kroniczki . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. LXXIV
Kroniczka kuleskiego plebana
I. Dzieje kościoła parafalnego w Kuleszach (Rokitnicy) . .. . .. . .. . .. . .. . .. 1
Kościół I. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .14
Kościół II. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .18
Kościół III. . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .20
Proboszczowie kulescy . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .21
Pomocnicy proboszczów kuleszskich .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .49
Wikaryuszowie . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .50
Alterya .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .53
Organiści . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .55
Szkoła .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .56
Szpital .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .57
Cmentarz . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .58
Krzyż żelazny .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .59
Dzwonnica . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .59
Kostnica.. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .60

X
II. Budowle plebanialne .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .61
Rezydencja. . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .68
Wikaryat. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .69
III. Budowle plebanialne ekonomiczne. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .71
IV. Inwentarz kościelny .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .75
4.1. Inwentarz ekonomiczny plebanialny ruchomy . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .80
4.2. Uposażenie proboszcza kuleskiego. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .82
V. Terytorium parafalne.. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .142
VI. Parafa kuleska . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .156
VII. Opisanie obecnego stanu Kościoła parafalnego i probostwa w Kuleszach 195
Inwentarz kościelny. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .200
Aparaty .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .200
Bielizna .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .205
Argentera . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .206
Dzwony . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .210
Sygnaturka w kopule kościelnej. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .212
Naczynia i Sprzęty szklanne, kamienne, drewniane itp.. .. . .. . .. . .. . .. . .. .213
Relikwie, Krzyże, Obrazy, Chorągwie, Portatyle, Kanony i Przywileje. . .. .215
Portatyle . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .216
Księgi kościelne . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .217
Przywileje kanoniczne tutejszego kościoła oraz Porządek odprawianego
w nim Nabożeństwa. . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .217
Bractwo Matki Boskiej Różańcowej w Kuleszach .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .221
Do Kroniki parafalnej w Kuleszach (Rokitnicy) ks. Stanisława
Jamiołkowskiego. Uzupełnienie . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .234
Kulesze herbu Ślepowron. .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .234
Fundacja i erekcja kościoła w Kuleszach. . . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .234
Summary . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .238
Słowniczek niektórych wyrazów, wyrażeń i zwrotów łacińskich . . .. . .. . .. .241
Indeksy .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. . .. .244
Karty z życia
ks. Stanisława Ludwika
Jamiołkowskiego

XII
Ks. Stanisław Ludwik Jamiołkowski
(1834-1885)
XIII
EMIL KALINOWSKI
Kalinowo-Solki
Uniwersytet Warszawski
Ksiądz Stanisław Jamiołkowski
– kuleski proboszcz i kronikarz
S tanisław Ludwik dwojga imion Jamiołkowski urodził się 25 sierpnia 1834 r.
we wsi Jamiołki-Godzieby koło Sokół na Podlasiu, w ówczesnym powiecie tykocińskim (obecnie powiat wysokomazowiecki), z obojga rodziców
stanu szlacheckiego, Wojciecha Jamiołkowskiego i Joanny Katarzyny de domo
Duchnowskiej.
Matka przyszłego księdza używała na co dzień swego drugiego imienia,
tylko jako Katarzynę znały ją jej dzieci, w tym Stanisław. Była córką małżonków zamieszkałych we wsi Jamiołki-Świetliki – Andrzeja oraz Antoniny
z Jamiołkowskich (o przydomku Syzda). Wywodziła się z rodziny już od XVII
w. zasiedziałej w Jamiołkach, przybyłej z którejś ze wsi Duchny na Mazowszu,
w niedalekiej parafi Rutki-Kossaki (Duchny-Wieluny) lub w nieco odleglejszej parafi Śniadowo (Duchny Młode, Duchny Stare), lub też spod Tykocina,
gdzie istniała niewielka osada tej nazwy, notabene założona zapewne przez tych
samych Duchnowskich. Jego ojciec pochodził natomiast z gałęzi rodu Jamiołkowskich noszącej przydomek Ralik (znany od XVII w.).
Okolica szlachecka Jamiołki (Jemyolky) składa się współcześnie z czterech
wsi: Jamiołki-Piotrowięta, Jamiołki-Świetliki, Jamiołki-Godzieby oraz Jamiołki-Kowale. W przeszłości pojawiały się też inne nazwy, oznaczające dawniej
szersze (Mikołajowięta) lub węższe niż obecnie terytorium (Kłosy, Rawki).
Jamiołki powstały w wieku XV w efekcie masowej drobnorycerskiej kolonizacji spornego pogranicza Księstwa Mazowieckiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, terenów przyszłego Podlasia. Korzeni założycieli osady, noszących
przydomek Jamiołka vel Jemiołka, który dał początek nazwie wsi i nazwisku
jej późniejszych dziedziców, szuka się zazwyczaj w Wielkopolsce. Przynajmniej
od końca wieku XIV istniała tam, w ziemi sieradzkiej, osada Jemiołkowo (dziś
Imiełków), gniazdo Jemiołkowskich herbu Doliwa. Teoria ta byłaby o tyle

XIV
prawdopodobna, że w okolicy podlaskich Jamiołek osiedliło się wiele rodzin
rycerskich z sąsiedniej ziemi łęczyckiej. Co więcej, wioski owych przybyszów
(Wnory, Piszczaty, Stypułki, Garbowo, Franki, Mojki) należały do parafi kobylińskiej, z której w 1475 r. Jamiołki odłączyły się do nowopowstałej, z siedzibą
w pobliskich Sokołach1
.
Kwestia przynależności herbowej poszczególnych linii Jamiołkowskich,
podobnie zresztą jak w przypadku wielu innych miejscowych familii drobnoszlacheckich, jest dosyć skomplikowana i trudna do jednoznacznego rozstrzygnięcia. Przed ostatecznym wykrystalizowaniem się nazwisk szlacheckich
około połowy XVI w. osiedlały się tam bowiem różne rodziny, pieczętujące się
różnymi herbami. Sam Stanisław Jamiołkowski, ze swoim charakterystycznym
zacięciem dociekliwego naukowca, zanotował o sobie: „z legitymacyi ojcowskiej
herbu Doliwa, z przeświadczenia się w dokumentach własnego, raczej chyba
Godziemba”. Tę jego intuicję potwierdził niedawno Jerzy Antoni Jamiołkowski, zasłużony działacz białostockiej „Solidarności”, genealog i badacz dziejów
swego rodu, autor m.in. niezwykle cennej pracy „Historia genealogiczna Jamiołkowskich” (Białystok 2011) z późniejszymi uzupełnieniami2
. Od tegoż
herbu Godziemba wzięła swoją nazwę rodzima wieś Ralików-Jamiołkowskich
– Godzieby.
Stanisław był szóstym dzieckiem w rodzinie. Dzieciństwo jego przypadło
na trudny okres po powstaniu listopadowym. Najpierw wysiłek wojenny na
rzecz wojska polskiego w postaci podatków oraz innych obciążeń i składek
publicznych, potem rabunki i rekwizycje armii rosyjskiej, wreszcie wysoka kontrybucja nałożona przez władze carskie na Królestwo Polskie doprowadziły do
zubożenia kraju. Wśród panującej biedy, nierzadko na granicy głodu, łatwiej
rozprzestrzeniała się epidemia cholery, przywleczona w 1831 r. z Azji przez
rosyjskie wojska przysłane do stłumienia powstania. W następnych latach
zaraza wielokrotnie powracała, zbierając straszliwe żniwo. Rozwój medycyny
1 S. Jamiołkowski, Zapiski genealogiczne dla bratanków, 1881-1885, rkps w posiadaniu krewnych
księdza, rodziny Dąbrowskich ze wsi Jamiołki-Godzieby, s. nlb 20; J.A. Jamiołkowski, Historia genealogiczna Jamiołkowskich, Białystok 2011, s. 9-37, 156; A. Pazdur-Strokowska, Dzierżawcze nazwy
miejscowe na terenie dawnych województw łęczyckiego i sieradzkiego, „Rozprawy Komisji Językowej
Łódzkiego Towarzystwa Naukowego”, t. 14, 1968, s. 141; T. Jaszczołt, Fundacje kościelne na Podlasiu
do końca XV wieku, w: Kościoły a państwo na pograniczu polsko-litewsko-białoruskim. Źródła i stan
badań, red. M. Kietliński [et al.], Białystok 2005, s. 47-48. 2 S. Jamiołkowski, Kronika parafi Kulesze Kościelne, rkps, Archiwum Parafi Kulesze Kościelne [dalej: APar Kulesze], ok. 1884, s. 90; tenże, Zapiski, s. nlb 16-17, 33; zob. J.A. Jamiołkowski, Historia,
passim; tenże, Historia Jamiołk. Genealogia Jamiołkowskich, Białystok 2017, passim.
XV
następował powoli, zwłaszcza na prowincji, a śmiertelność dzieci utrzymywała
się wciąż na wysokim poziomie, one też były w szczególności narażone podczas epidemii. Choroba uderzyła mocno także na Podlasiu. Wiele lat później,
już jako proboszcz sąsiedniej parafi, ksiądz Jamiołkowski zanotuje, że dopiero
z powodu wielkiej liczby zmarłych na cholerę rozpoczęto w Kuleszach pochówki na „nowym” cmentarzu, wytyczonym jeszcze przez władze pruskie w 1803
r.3
Pomimo jednak, że Stanisław całe życie uważany był (także przez samego
siebie) za osobę słabego zdrowia, cudem udało mu się przeżyć.
Przyszedłszy na świat pod koniec sierpnia 1834 r., chłopczyk był pociechą
dla pogrążonego w głębokiej żałobie domu. Miesiąc wcześniej bowiem Jamiołkowscy stracili w niewiele ponad tydzień dwie najmłodsze córeczki – pięcioletnią Apolonię (zm. 4 lipca) i dwuletnią Franciszkę (zm. 13 lipca). Z pewnością
był to silny cios dla rodziny. Spośród dziewięciorga rodzeństwa przyszłego
kapłana najstarszym był Franciszek Dionizy (ur. 1822), po nim zaś urodzili się
Marianna (1825), Ignacy Karol (1827) oraz umarłe przed narodzinami małego Stasia siostry Apolonia (1829) i Franciszka Balbina (1832). Po Stanisławie
małżonkowie Ralikowie-Jamiołkowcy doczekali się jeszcze czwórki młodszych
dzieci: Jana Andrzeja (1837), Józefy Małgorzaty (1839), na koniec zaś bliźniąt
Konstantego i Józefa (1842). Z nich Konstanty niestety zmarł po zaledwie
pięciu tygodniach krótkiego życia wczesnym rankiem 18 kwietnia 1842 r.4
Rodzice przyszłego księdza w chwili jego narodzin posiadali już ponad
trzynastoletni staż małżeński. Pobrali się w 1820 r., na krótko przed adwentem
– 20 listopada. Różnica wieku między nimi była spora, gdyż Wojciech, choć
kawaler, w chwili ślubu miał ukończonych 27 lat, a Katarzyna zaledwie 19.
Sytuacja taka nie była ówcześnie czymś nadzwyczajnym, mieściła się w normie.
Stanisław imię otrzymał niewątpliwie po dziadku, urodzonym w 1730, a zmarłym około 1805 r. Jamiołkowscy-Ralikowie należeli do jednej z majętniejszych
linii rodu, a cząstki ziemi posiadali w kilku częściach Jamiołek – Kłosach, Rawkach, Godziebach i Kowalach. Wedle rodzinnych podań, co potwierdzają zresztą źródła podatkowe, do połowy XVIII w., rodzinna siedziba przodków księdza
Stanisława, jego pradziada Wawrzyńca i prapradziada Pawła, znajdowała się
w Godziebach. Dopiero wspomniany imiennik naszego bohatera przeniósł się
do domu w Kowalach, ożeniwszy się tam z dziedziczką. Z tej wioski pisał się
3 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 112. 4 Archiwum Parafi Sokoły [dalej: APar Sokoły], Księga zmarłych 1830-1837, rok 1834, nr 63 i 67,
s. 350-352; ibidem, 1838-1848, rok 1842, nr 48, s. 298.

XVI
też w 1820 r. Wojciech Jamiołkowski w chwili ślubu, jednak ta część dostała
się przy podziale ojcowizny jego starszemu bratu, a stryjowi kapłana – Franciszkowi. Toteż założywszy rodzinę Wojciech „powrócił na stare kukrzysko na
Godzieby”5
.
Car Mikołaj II, dumny despota upokorzony wobec Europy i świata wojną
ze swoją prowincją, która przez ponad rok paraliżowała jego imperium, chciał
przykładnie ukarać bunt. Na społeczeństwo Królestwa Polskiego i tzw. Ziem
Zabranych po przegranym zrywie niepodległościowym spadały więc coraz to
nowe represje. Dotknęły one także warstwę, do której należała rodzina Jamiołkowskich-Ralików. Zwłaszcza że drobni szlachcice w latach 1830-1831
dali liczne dowody swego patriotyzmu. Jeden z emigrantów popowstaniowych
zanotował w swym dziele, wydanym w Paryżu rok po narodzinach Stanisława:
„Tak zwana drobna szlachta była bardzo przychylna sprawie ojczystej, ta doskonale rozumie ojczyznę”6
. Podzielali to przekonanie i Rosjanie, stąd zarządzenia
carskiego rządu uderzały często w tę właśnie grupę.
Z początkiem 1836 r. zaczęło obowiązywać w Królestwie Polskim nowe
prawo o szlachectwie, wprowadzające obowiązek udowodnienia rycerskiego
rodowodu przed powołaną do tego celu Heroldią. W przypadku braku dyplomu potwierdzającego szlacheckie urodzenie, traciło się wszelkie przywileje
z nim związane. Działania te, wraz z szeregiem innych, miały zmierzać do
deklasacji drobnej szlachty, i tak już w wielu przypadkach niewiele różniącej
się od chłopów. Utrata szlachectwa tej licznej, patriotycznie nastawionej i wyraźnie podatnej na agitację narodową grupy stanowiła istotny punkt w dalekosiężnej rusyfkacyjnej strategii władz. Najbardziej dotkliwą konsekwencją
w praktyce było podleganie przeprowadzanej regularnie po 1832 r. represyjnej „brance w sołdaty”. Przymusowa służba w wojsku carskim była niczym
wyrok. Trwała niemal ćwierć wieku, a polskich rekrutów z zasady kierowano
daleko w głąb imperium, do najbardziej zapalnych i najmniej gościnnych jego
zakątków. Powodowało to ogromną wśród nich śmiertelność, sięgającą nawet
70%. Ci zaś, którym udało się przetrwać, wracali w rodzinne strony rzadko,
a jeśli już, to często zdemoralizowani i wynarodowieni. Nic dziwnego zatem,
że w rodzinnych stronach księdza Stanisława groza otaczająca pobór przetrwała
gdzieniegdzie do dzisiaj w przekazywanej z pokolenia na pokolenie pamięci.
5 APar Sokoły, Księga zaślubionych 1820-1820, rok 1820, nr 39, s. 30-31; S. Jamiołkowski, Zapiski,
s. nlb 22; J.A. Jamiołkowski, Historia, s. 74, 76, 80, 174, 178. 6 A. Jełowicki, W. Chrzanowski, O powstaniu i o wojnie partyzanckiej, Paryż 1835, s. 24.
XVII
Chęć uniknięcia katorżniczej iście służby popychała nieszczęsnych poborowych
nawet do samookaleczeń, emigracji oraz podejmowanych z narażeniem życia
ucieczek z transportów7
. Ona to, jak się zdaje, była pośród innych czynników
tym, który w największym stopniu motywował do uciążliwych, kosztownych
i trwających niekiedy latami zabiegów o szlachecki dyplom w Heroldii.
Ciągnące się przez 13 lat usilne starania i kłopoty ojca związane z legitymacją silnie wryły się w pamięć Stanisława. Był to z pewnością długo główny
temat rozmów w domu, który zdominował jego dzieciństwo. Jako mały chłopiec
pierwsze nauki pobierał zresztą, jak sam z dumą zaznaczył, od swych rodziców, dorastał więc niejako chłonąc atmosferę genealogicznych dociekań, wśród
starych łacińskich papierów, przechowujących szczątki informacji o losach
jego szlacheckich antenatów. To z domu wyniósł swój idealizm oraz głębokie,
szczere przywiązanie do tradycyjnych wartości, wiary katolickiej, a także niemniej gorącą miłość Ojczyzny. Pięknym świadectwem stosunków panujących
w rodzinie Jamiołkowskich jest napisane przezeń po latach, a przechowywane
z pietyzmem do dzisiaj przez jego krewnych, krótkie pisemko skierowane do
bratanków, synów Ignacego Karola. Stanisław kończył je charakterystycznym
wezwaniem, w którym znać jego własne wychowanie:
Ażebyście Rodziców waszych, pokąd ci przy życiu, kochali i szanowali, ażebyście
ich wolę we wszystkiem dobrem spełniali; żebyście siostrom kiedyś byli opiekunami i bracią prawdziwą. Ażebyście sami między sobą żyli w świętej zgodzie,
żebyście pod jednym dachem mieszkając, […], mieli jedną myśl zacną, jednakie
serca poczciwe.8
Kolejnym etapem w edukacji Stanisława po domowych naukach była
szkoła elementarna przy parafi w położonych kilka kilometrów dalej Sokołach. Jego preceptorami byli miejscowi duchowni: proboszcz ksiądz Paweł
Janczewski oraz wikariusz ksiądz Grzegorz Lewkiewicz. Przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych XIX w. przyniósł istotne zmiany w życiu nastoletniego już wówczas młodzieńca. W 1848 r. jego najstarszy brat, pierworodny
syn Jamiołkowskich – Franciszek, ożenił się z dziedziczką Marianną z Porowskich, a po ślubie osiadł w jej rodzinnych dobrach we wsi Porośl-Kije,
także w parafi sokołowskiej. Niedługo później, w latach 1849-1850, udało
7 Zob. W. Caban, Służba rekrutów z Królestwa Polskiego w armii carskiej w latach 1831–1873, Warszawa 2001, passim. 8 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 90; tenże, Zapiski, s. nlb 16, 35.

XVIII
się wreszcie pozytywnie sfnalizować kwestię legitymacji szlacheckiego pochodzenia rodziny9
.
Miało to duże znaczenie dla przyszłości szesnastoletniego Stanisława. Kto
wie, może zresztą przejawiający już wtedy nadzwyczajne zdolności w nauce młodzian, m.in. dzięki swej biegłości w łacinie, osobiście przyczynił się do załatwienia
sprawy. Spokojny, że nie czeka go los przymusowego rekruta, rzuconego daleko,
hen gdzieś w bezkresny interior carskiego imperium, mógł poświęcić się dalszej
edukacji i rozwijaniu pasji. Niestety, nieszczęśliwie zbiegło się to w czasie z kolejnym etapem represji carskich wymierzonych w polską oświatę.
W roku 1850 zaczyna się kilkuletni łomżyński etap w życiorysie naszego
bohatera. Zmiany administracyjne w Królestwie, w wyniku których dawny obwód łomżyński stał się powiatem, a w jego skład wszedł niegdysiejszy powiat
tykociński, przeprowadzono jeszcze w latach trzydziestych. W Łomży Stanisław
rozpoczął naukę w nowo utworzonej szkole powiatowej, która zastąpiła zlikwidowane właśnie gimnazjum. Władze zaborcze zarządziły, aby w poszczególnych
guberniach (zastąpiono nimi w 1837 r. zbyt polsko brzmiące województwa)
utrzymywana była tylko jedna szkoła średnia. W ten sposób „zmodernizowana”
łomżyńska szkoła początkowo miała kończyć edukację swych uczniów na czwartej klasie, udało się jednak już w 1851 r. przedłużyć kurs o klasę piątą. Program
obejmował naukę języków polskiego, rosyjskiego i łaciny, arytmetyki i geometrii,
kaligrafi i rysunku, religii oraz – w formie skróconej – historii polskiej, rosyjskiej i powszechnej. Stanisława przyjęto od razu do drugiej klasy, co pozytywnie
świadczy o jego dotychczasowych postępach. Inspektorem, czyli kierownikiem
łomżyńskiej szkoły został w 1850 r. Jakub Ignacy Waga, przyrodnik, uczony
o ogólnopolskiej sławie, ciepło wspominany przez wychowanków i otoczony
powszechnym szacunkiem. Trwałość jego zasług na polu naukowo-oświatowym
najpełniej obrazuje fakt, że powołane sto lat po jego śmierci Łomżyńskie Towarzystwo Naukowe właśnie Wagów przyjęło za swych patronów. Pod czujnym
okiem dyrektora, mimo narzucanych przez zaborcę ograniczeń, placówka utrzymywała wysoki poziom kształcenia, przez co nazywana była „pięcioklasową szkołą
flologiczną”. To najpewniej w Łomży Jamiołkowski ukształtował swoje odręczne
pismo o nienagannym kroju, podziwiane przez współczesnych i następców oraz
łatwość w posługiwaniu się rysunkiem. Przyrodniczo-botaniczne zainteresowania
księdza być może należałoby przypisać wpływowi samego dyrektora Wagi.
9 J.A. Jamiołkowski, Historia, s. 197, 249; S. Jamiołkowski, Zapiski, s. nlb 16-17.
XIX
Jamiołkowski szkoły jednak nie ukończył. Będąc w ostatniej klasie, w wieku niespełna 20 lat, wstąpił do seminarium duchownego. Miało to miejsce 8
marca 1854 r., w tydzień po rozpoczęciu Wielkiego Postu. Seminarium mieściło
się w stolicy ówczesnej diecezji augustowskiej, dalekich Sejnach. O powodach
tego kroku ksiądz Stanisław w żadnym bodaj ze swych pism nie wspominał.
Przy swoim literackim zacięciu w ogóle zresztą niewiele pisał o sobie, co przypisać należy jego autentycznej skromności, cesze podkreślanej u niego przez
jemu współczesnych. Domyślać się można, że decyzję podjął po konsultacji
z rodzicami podczas pobytu w domu w bożonarodzeniowe ferie zimowe
1853/185410. Na przyspieszenie jej wpłynęły zapewne ówczesne wydarzenie
związane z wielką polityką. Jesienią 1853 r. wybuchła wojna krymska. Wobec
spodziewanej interwencji mocarstw zachodnich na pewno pojawiły się obawy,
że Rosja ogłosić może powszechną mobilizację, która obejmie również Królestwo. A wtedy nawet szlachecki dyplom ojca nie uchroniłby przed posłaniem
na wojnę będącego w wieku poborowym, chorowitego, a przy tym niezwykle
uzdolnionego młodzieńca.
Tradycje kapłańskie istniały w rodzinie matki Stanisława – duchownymi
byli jej wuj Paweł Jamiołkowski (o przydomku Syzda), a także dalszy nieco
krewny, ksiądz Wojciech Duchnowski, proboszcz w Płonce w końcu XVIII w.
Posiadanie członka rodziny stanu duchownego niejako nobilitowało ją w oczach
ówczesnych, przekonanie to wciąż zresztą utrzymuje się w drobnoszlacheckich
okolicach Sokół i Kulesz. Takie przeświadczenie miał i Stanisław, który – sam
notabene będąc księdzem – skrupulatnie zbierał wszelkie wzmianki o innych
księżach z bliskich mu stron, czy to kreśląc dzieje wsi i rodów parafi Kulesze,
czy swoich przodków Jamiołkowskich. Równolegle do prestiżu społecznego
wyróżniającego kapłaństwo, wśród drobnej szlachty istniało silne przekonanie
o jego intratności, co oddaje popularne powiedzenie „kto ma księdza w rodzie,
tego bieda nie ubodzie”. Działało to poniekąd na zasadzie naczyń połączonych
– właśnie bogatsze, bardziej zapobiegliwe, a przy tym więcej poważane rodziny
miejscowe mogły zdobyć się na posyłanie swoich synów na nauki, niezbędne po
drodze do seminarium. Wybór kariery duchownej dla jednego z synów pozwalał im też na zachowanie większej części majątku dla pozostałych dziedziców
nazwiska w licznie zazwyczaj rozrodzonych familiach. Losy siedmiorga dzieci
10 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 90; A. Malanowska, Szkoła Powiatowa o pięciu klasach w Łomży (1850-
1861), w: 380 lat szkoły średniej ogólnokształcącej w Łomży: 1614-1994, red. A. Malanowska [et al.],
Warszawa 1994, s. 211-212, 222.

XX
Wojciecha i Katarzyny Jamiołkowskich były w tym względzie bardzo typowe
dla swoich czasów i swojej grupy społecznej. Najstarszy syn „poszedł do dziedziczki”, trzeciego, najzdolniejszego, wyuczono na księdza, a dwóch młodszych
posłano do Warszawy. Z dwóch córek jedną wydano za sąsiada z Jamiołek-
-Piotrowiąt, a druga pozostała bodaj panną, zamieszkałą przy bracie w rodzinnym siedlisku, pomagającą przy dzieciach oraz w gospodarstwie. Dzięki temu
nieuszczuploną fortunkę mógł odziedziczyć drugi pod względem starszeństwa
syn Ignacy Karol11.
Oczywiście, prócz wspomnianych wyżej uwarunkowań rodzinnych, społecznych i ekonomicznych, u podstaw wyboru życiowej drogi przez Stanisława
legło zapewne przede wszystkim „zwyczajne” powołanie do służby kapłańskiej.
Na to, zdawać by się mogło, nieweryfkowalne twierdzenie paradoksalnie może
nietrudno znaleźć mocne dowody. Bez wątpienia bowiem całe późniejsze życie
Stanisława pokazało tak jemu współczesnym, jak i potomnym, że księdzem
był istotnie z powołania. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym rozwinięciu
się w Stanisławie tego daru przy – jako się rzekło, wyniesionej najpewniej już
z domu żarliwej religijności, była atmosfera łomżyńskiej szkoły. Dużo uwagi
poświęcano tam życiu religijnemu uczniów: ich uczestnictwu w uroczystościach
kościelnych i przystępowaniu do sakramentów12.
Jako kleryk Stanisław nie zagrzał długo miejsca w Sejnach, gdyż tam –
widząc, że wybija się zdolnościami ponad przeciętność – zdecydowano o skierowaniu go do Akademii Duchownej w Warszawie (1856). Warunkiem wstępnym do przyjęcia na studia tamże było odbycie co najmniej dwuletniej nauki
w seminarium diecezjalnym. Akademia powołana została w 1835 r. jako szkoła
o niższym prestiżu, po zamknięciu Uniwersytetu Warszawskiego oraz Seminarium Głównego, co było jeszcze jednym z elementów represji po 1831 r. Stosunkowo szybko jednak wyrobiła sobie markę dzięki wysokiemu i nowoczesnemu
poziomowi nauczania, to zaś odbywało się w językach polskim i łacińskim. Rolą
Akademii było kształcenie przyszłych nauczycieli religii w szkołach, profesorów
seminariów duchownych, kaznodziejów i urzędników konsystorskich. Nauka
trwała cztery lata, czas ten podzielony został po równo między kursy flozofi
i teologii. Studenci mogli zgłębiać wiedzę przede wszystkim z tych dwóch dziedzin, ale także m.in. historię, archeologię, historię literatury polskiej, rosyjskiej
11 S. Jamiołkowski, Zapiski, s. nlb 32; J.A. Jamiołkowski, Historia, s. 76, 89, 159. 12 A. Malanowska, Szkoła Powiatowa, s. 214.
XXI
i światowej. Pozostałością po obowiązkowych na Akademii lektoratach języków
obcych była zdradzana przez Jamiołkowskiego znajomość języka francuskiego,
zaś po kursach ze śpiewu kościelnego – napisane przez niego i wydane własnym
nakładem kolędy13.
Zamieszkawszy w Warszawie w 1856 r., Stanisław przez następne lata
chłonął wzmagający się tam stopniowo nastrój patriotycznego zapału. Był to dla
niego czas ostatecznej formacji wewnętrznej nie tylko jako kapłana i przyszłego
naukowca, ale również jako Polaka-patrioty. Albowiem śmierć znienawidzonego przez Polaków tyrana Mikołaja I (1855) oraz sromotna przegrana Rosji
w wojnie krymskiej (1856) dały mieszkańcom Królestwa Polskiego nadzieję
na zmiany. Zdawały się te oczekiwania potwierdzać pierwsze kroki nowego
monarchy, cara Aleksandra II, który m.in. zakończył trwający nieprzerwanie
od 1830 r. stan wojenny i wstrzymał „brankę”. Jeszcze w 1856 r., podczas koronacyjnej wizyty Aleksandra II w Warszawie, padło z jego ust sławne zdanie
„Żadnych marzeń, panowie”, mówiące wszystko o jego realnym stosunku do
Polaków. Chcąc jednak przypodobać się swoim polskim poddanym władca
przyznał w nagrodę „wiernopoddaństwa” (acz było to z jego strony – jak powiedzielibyśmy dzisiaj z angielska – myślenie życzeniowe) specjalne odznaczenia głowom wszystkich wylegitymowanych szlacheckich domów. Taki właśnie
„medal brązowy na pamiątkę wojny w latach 1853-1856 ustanowiony, nosić się
mający w pętlicy na wstążce Orderu Ś-go Włodzimierza” dostał we wrześniu
1858 r. również ojciec księdza Wojciech Jamiołkowski.
Należy wątpić, czy takie wyróżnienie (którego nieprzyjęcie nie wchodziła
wówczas w rachubę) ucieszyło Jamiołkowskich. Nieco wcześniej miały jednak
miejsce dwa z pewnością radosne dla rodziny wydarzenia. Na początku sierpnia
1858 r. dziewiętnastoletnia Józefa wyszła za mąż za młodego wdowca Ignacego
Piotra Jamiołkowskiego, starszego od niej o kilka lat, dość majętnego (również
stać go było na legitymację szlachecką) dziedzica z Piotrowiąt. Przy ceremonii
w sokołowskiej świątyni obecny był miejscowy pleban, ksiądz Walenty Osiński.
Lecz ślubu udzielał młodej parze alumn warszawskiej Akademii Duchownej –
świeżo wyświęcony na księdza brat panny młodej14.
13 J. Gwardiak, Stanisław Jamiołkowski (1834–1885), w: Słownik biografczny białostocko-łomżyński, z. 1,
Białystok 2002, s. 57; Encyklopedia katolicka, t. 1, Lublin 1973, s. 211. 14 J.A. Jamiołkowski, Historia, s. 266-267; APar Sokoły, Księga zaślubionych 1849-1864, rok 1858,
nr 29, s. 318; Zaświadczenie wydane W. Jamiołkowskiemu, Suwałki, 9 IX 1858, rkps w posiadaniu
krewnych księdza S. Jamiołkowskiego ze wsi Jamiołki-Godzieby; por. Полное собрание законов
Российской империи, t. 31, 1856, cz. 1, nr 30878, s. 798.

XXII
Święcenia kapłańskie Stanisław przyjął w Janowie Podlaskim 22 lipca 1858 r.
Uroczystość odbyła się w sąsiedniej stolicy biskupiej, ponieważ biskupstwo augustowskie od 1847 r. wakowało (była to jeszcze jedna forma represji ze strony
caratu). Młody alumn otrzymał sakrę albo z rąk miejscowego ordynariusza, księdza
biskupa Beniamina (Piotra Pawła) Szymańskiego, albo sufragana, księdza biskupa
Józefa Twarowskiego. Był to akt o wymiarze symbolicznym, obie diecezje pochodziły bowiem od dawnego biskupstwa łuckiego, któremu podlegało Podlasie przed
rozbiorami. Stanisław, z urodzenia i głębokiego własnego przekonania szlachcic
podlaski, rozpoczynał swą duchową drogę w tymże Janowie, w którym przez wieki
wyświęcano księży-Podlasian. Nawiasem mówiąc, obaj biskupi janowscy tak jak
Jamiołkowski pochodzili z warstwy drobnoszlacheckiej, Szymański z Szymanowic
nad Wisłą w dawnej ziemi czerskiej, a Twarowski ze wsi Brzeźnica pod Brańskiem.
W ukształtowaniu się w księdzu Jamiołkowskim etosu kapłana-patrioty
mógł mieć swój udział inny drobny szlachcic podlaski w sutannie, ojciec Bazyli
Kalinowski. Był to wieloletni superior warszawskiego klasztoru bazylianów przy
ulicy Miodowej i niegdysiejszy prowincjał zakonu (1834-1838). Z powodu swej
patriotycznej postawy zastąpiony został przez carskie władze mnichem o zgoła
odmiennym nastawieniu. Wizyty sędziwego zakonnika w roku 1859 „na Franciszkanach” (tj. w klasztorze franciszkanów przy ulicy Zakroczymskiej, gdzie
mieściła się Akademia Duchowna) z sympatią wspominał później Stanisław,
pisząc, że go „dobrze znał”. Niemało czasu spędzili zapewne na rozmowach,
starzec wypytując o swe rodzinne strony, młodzian pochłaniając jego opowieści
o historii, której w carskiej szkole nie uczono. Kalinowski miał mu sporo do
powiedzenia o powstaniu listopadowym, w które był zaangażowany, czy o rzezi
Pragi 1794 r., którą pamiętał ze swej młodości. Dzięki staruszkowi Jamiołkowski
poznał także jego bratanka Karola, człowieka niemniej interesującego – patriotę,
spiskowca, potem zaś żołnierza w karnej kompanii carskiej armii na Kaukazie.
Jego opowieści i wspomnienia, wydane potem drukiem, z pewnością również
były pasjonujące. Obaj Kalinowscy wywodzili się z drobnej szlachty, dziedziców
wsi Kalinowo-Solki w sąsiadującej z sokołowską parafi Kulesze, o przydomku
Kuc. Poprzednikiem księdza Kalinowskiego jako prowincjała był ksiądz Izydor
Jamiołkowski (1749-1834), rodem z Jamiołek-Piotrowiąt, z przydomku – Kowalak. Do zakonu bazylianów należał także ksiądz Sylwester Jamiołkowski15.
15 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 90; tenże, Zapiski, s. nlb 31; A.M. (ks.), Słowo pośmiertne o śp. Ks. Józefe
Twarowskim, Biskupie Sufraganie Podlaskim, „Przegląd Katolicki”, 1866, nr 51, s. 805; J.M. Cygan,
Beniamin Szymański, kapucyn, biskup podlaski, „Szkice Podlaskie”, t. 5, 1996, s. 111; J. Kładoczny,
XXIII
Interesujący się historią i genealogią, a także odkrywający w sobie kapłańskie
powołanie Stanisław słyszał zapewne o nich obu od osób starszych w swoich
rodzinnych Jamiołkach.
Wysoka pozycja zakonników ze szlacheckich rodzin „odwiecznie” rzymskiego obrządku w unickim zgromadzeniu bazylianów wydawać się może
dzisiaj niezrozumiała. Kościół greckokatolicki, kojarzony obecnie z ukraińskim
ruchem narodowym, stał się takim w wyniku antypolskich działań zaborców
w XIX w., przede wszystkim Austrii. Rosja przyjęła inną politykę, niemniej
antypolską, zmierzającą do podporządkowania unitów cerkwi prawosławnej.
Miało to na celu zatrzymanie procesu dalszej katolicyzacji i towarzyszącej temu
polonizacji ludności o ruskim pochodzeniu, szczególnie na Podlasiu. Integracja obu kościołów katolickich pod koniec istnienia Rzeczypospolitej była tam
tak daleko posunięta, że po kasacie jezuitów (1773-1814) podlaskie rodziny
szlacheckie posyłały swoich synów w szeregi zakonu bazylianów, mającego swe
placówki m.in. Tykocinie, Drohiczynie i Supraślu. Bazylianie na przełomie
XVIII i XIX w. kontynuowali niejako religijno-narodową misję jezuitów, z tego
też powodu cieszyli się poparciem polskiego społeczeństwa, a przez carat byli
prześladowani.
Losy tak bazylianów, jak i jezuitów, co widać wyraźnie z późniejszych
pism księdza Stanisława, były mu szczególnie bliskie. Doskonale łączył te
zainteresowania życiorys księdza Izydora Jamiołkowskiego, wykształconego
w Drohiczynie jezuity, który po kasacie tego zakonu przyjął regułę św. Bazylego. Chociaż duchowny ów zmarł przed narodzinami Stanisława, ten znał jego
postać z opowieści. Zapewne także za sprawą bratanka bazylianina, Ignacego
Jamiołkowskiego, który „jemu zawdzięczał swoje wychowanie jako stryjowi”.
Albowiem temuż z kolei Ignacemu, członkowi augustowskiej deputacji szlacheckiej i radcy gubernialnemu w Suwałkach, zawdzięczał prawdopodobnie
pomoc w legitymacji przed Heroldią Wojciech, ojciec Stanisława16. Sam natomiast Stanisław miał pewnie okazję spotkać się z Ignacym, znajomym rodziny,
podczas swego pobytu w sejneńskim seminarium. Może to właśnie dzięki jego,
Dzieje prowincji bazyljańskiej w Królestwie Polskiem 1810-1865, „Sprawozdania Towarzystwa Naukowego we Lwowie”, 1936, nr 3, s. 306-308; W. Kołbuk, Bazylianie w Królestwie Polskim w latach
1817-1872, „Roczniki Humanistyczne”, t. 31, 1983, nr 2; s. 166-168, 176; J. Berghauzen, Kalinowski
Karol (1821-1882), w: Polski Słownik Biografczny, t. 11, Kraków-Wrocław 1964-1965, s. 459-460. 16 S. Jamiołkowski, Zapiski, s. nlb 31; K.W. Wójcicki, Ksiądz Izydor Jamiołkowski bazylian, w: tenże,
Cmentarz powązkowski pod Warszawą, t. 2, Warszawa 1856, s. 39-40; J.A. Jamiołkowski, Historia, s.
276-277.

XXIV
bazyliańskiego wychowanka, pośrednictwu zawarł znajomość z księdzem Kalinowskim. Powyższy wywód dobrze pokazuje, jak funkcjonowały i jak daleko
sięgały rodzinno-towarzyskie powiązania szlachty z Podlasia w XIX w. Jamiołkowski miał jednak także kontakty z innymi wysoko postawionymi osobami, co
świadczy o tym, jak ceniono zdolności tego młodzieńca. Skądinąd wiadomo, że
w roku 1859 otrzymał ozdobną stułę i pasek w prezencie od pani Tekli Łęskiej,
polskiej arystokratki, siostry ministra rządu Królestwa Polskiego Adama Tytusa
Michała Łęskiego, która osobiście wykonała je księdzu „na pamiątkę”17.
Ukoronowaniem czterech lat spędzonych przez Stanisława w Akademii
Duchownej było jej ukończenie w 1860 r. w randze „kandydata św. Teologii”.
Przyznawano ów stopień absolwentom uczelni, którzy nie przystąpili do procedury magisterskiej (egzaminy, napisanie i obrona rozprawy). Radość księdza ze
swych dokonań byłaby z pewnością większa, gdyby nie śmierć ojca w marcu tego
roku18. Po studiach młody ksiądz powrócił do diecezji augustowskiej, gdzie – jak
sam zaznaczał – wedle własnego życzenia otrzymał „pod d[atą] 3 lip[ca] 1860
r. aplikację na wikariusza do parafi rodzimej, Sokół”. Lata następne, spędzone
na sokołowskiej plebanii, oddał najlepiej sam ksiądz Jamiołkowski własnym
piórem, pisząc z nostalgią:
Tu przy zacnym plebanie ks. Walentym Osińskim przeszedłem nową i lepszą
niż tamta szkołę, a byłem w niej najszczęśliwszym w życiu. Obowiązki parafalne, praca nad stu z górą dzieciakami w szkole i praca książkowa nad
sobą wszystkie chwile mi zajmowały, ster dobrego zwierzchnika i przyjacielskie
z nim stosunki były mi najzupełniejszym zadowoleniem. Wzywano mię na wikariusza do Sejn, alem się nie kwapił
19.
Zarówno cechujące księdza Stanisława skromność i pokora, jak też swoista
„autocenzura” (pokazująca chyba zresztą, że nie wykluczał publikacji kroniczki)
kazały mu przemilczeć istotną część tego tyleż najszczęśliwszego, co najburzliwszego może okresu swego życia.
Kościół katolicki był podporą spontanicznie rodzącego się w tym czasie
oporu polskiego społeczeństwa przeciwko carskiej władzy. Masowe manifestacje, które począwszy od 1859 r. z Warszawy poczęły rozlewać się po kraju, miały zazwyczaj charakter uroczystości religijnych: nabożeństw, procesji. Śmierć
17 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 347-348. 18 S. Jamiołkowski, Zapiski, s. nlb 20. 19 Tamże, s. 90–91; Encyklopedia katolicka, t. 1, Lublin 1973, s. 211.
XXV
„pięciu poległych” podczas demonstracji na warszawskim Krakowskim Przedmieściu 27 lutego 1861 r., zapoczątkowała żałobę narodową oraz przyspieszyła
i wzmogła rozprzestrzenianie się wystąpień w całej Kongresówce i poza jej granicami. W marcu patriotyczne uniesienie ogarnęło Augustowskie, gdzie m.in.
podczas uroczystych nabożeństw zbierano podpisy pod „wywrotową” petycją do
cara. Julian Borzym, ziemianin zamieszkały w sąsiadującej z Sokołami parafi
jabłońskiej wspominał:
Wpoście, dnia nie pomnę, […] byliśmy na nabożeństwie demonstracyjnym wWysokiem Mazowieckiem. Zjechało dużo księży, którzy odprawiali nabożeństwo, nawet
[ks. Feliks] Bańkowski, unita z Hodyszewa, miał mszę przy bocznym ołtarzu. Po przemówieniu ks. [ Jana] Dąbrowskiego, miejscowego proboszcza,
wszyscy udali się na plebanię i podpisywali adres do cesarza. […] W nim Polacy domagali się między innemi żądaniami Konstytucyi, a raczej przywrócenia
ustawy 3 Maja.20
Impulsem do dalszych demonstracji było wrażenie wywołane dokonaną
przez carskie wojska 8 kwietnia masakrą demonstrantów w Warszawie:
Po upływie miesiąca cały kraj zamienił się w jedną manifestacyję[…]. Sławniejsi
i śmielszej natury kaznodzieje od razu wyróżnili się i wyrośli nad swych
towarzyszy. Lud na rękach znosił ich z ambon. Na odpustach przy wielkich
zgromadzeniach, na cmentarzach, na dzwonnicach pourządzano ambony,
z których od kaznodziei naród dowiadywał się strasznych rzeczy o swej niewoli
i dowiedział się, że nadszedł czas do oswobodzenia się spod panowania Rosyi.
Lud od razu wezbrał. Zaczęły odbywać się procesyje do kościołów na odpusty ze
śpiewem polskich pieśni. Posprawiano odpowiednie z insygniami narodowemi
chorągwie i obrazy. […]. Śpiewano 3 pieśni: „Boże, coś Polskę”, „Z dymem pożarów” i „Boże Ojcze, twoje dzieci”. […] O kilka mil chodzono na odpusta, nie
opuszczano żadnej parafi, tak że co parę dni odbywały się pobożne pielgrzymki
po kilka tysięcy osób w każdej kompanii.21
Wspomniane przez Borzyma miasto Wysokie Mazowieckie stało się lokalnym ośrodkiem manifestacji religijnych jako siedziba dekanatu, do którego
należały m.in. parafe Kulesze i Jabłoń. Sokoły wchodziły natomiast w skład
dekanatu tykocińskiego, zatem księża tamtejsi brali zapewne też udział
20 Działo się to marcu, bowiem Wielkanoc w 1861 r. przypadała 31 marca. J. Borzym, Pamiętnik
podlaskiego szlachcica, oprac. D.K. Rembiszewska, Łomża 2009, s. 106. Tekst poddałem pewnym
modyfkacjom (wydawcy zrezygnowali z jego modernizacji), wszelkie moje ingerencje w cytaty
źródłowe tutaj i gdzie indziej zaznaczone zostały nawiasem kwadratowym [ ]. 21 J. Borzym, Pamiętnik, s. 108-109.

XXVI
w uroczystościach w Tykocinie, który stał się szczególnie ważnym miejscem
wystąpień w tej części Augustowskiego, podobnie jak stolica powiatu – Łomża.
Carskie władze powiatowe już w lipcu 1861 r. wystosowały pisma do wójtów, nakazujące im raportowanie o „nieprawomyślnych” kazaniach głoszonych
przez księży oraz – z tygodniowym wyprzedzeniem – o mających się odbyć
w poszczególnych parafach odpustach. Niezwykle sugestywnym obrazem były
procesje z Tykocina i Białegostoku spotykające się nad Narwią na granicy Królestwa Kongresowego i Cesarstwa, czyli tzw. Ziem Zabranych, czemu początkowo dość nieudolnie starały się przeciwdziałać władze carskie. Współcześni
podkreślali szczególnie podniosły charakter „ogromnej procesyi manifestacyjnej
z Łomży do Piątnicy” na Św. Rocha z 28 sierpnia, w czasie której poświęcono
krzyż upamiętniający zabitych przez carskie siły demonstrantów22.
Także w Sokołach uczczono w ten sposób poległych, gdzie równym zapałem charakteryzowali się tak proboszcz, jak i przybyły przed rokiem z Warszawy
wikariusz ksiądz Jamiołkowski, zapewne czerpiąc inspirację z Łomży. Pomnik
w postaci prostego żelaznego krzyża z uwidocznioną datą „1861” umieszczony
został przed kościołem cmentarnym p.w. Podwyższenia Krzyża Świętego, przeniesioną w 1833 r. z Tykocina dawną cerkwią bazylianów (z 1758 r., istnieje
do dzisiaj). Miało to zapewne miejsce podczas uroczystego odpustu w tymże
kościółku, obchodzonego dnia 14 września. Najpewniej to w związku z tymi
właśnie uroczystościami miesiąc później aresztowano księdza Jamiołkowskiego.
14 października 1861 r. władze carskie ogłosiły stan wojenny na terenie Królestwa Polskiego. Dzień później rozkaz aresztowania księdza Stanisława wydał
namiestnik hrabia Karol Lambert. Powodem były „podburzające kazania” wygłaszane przez niego w Sokołach oraz śpiewanie zakazanych hymnów (chodziło
zapewne o „Boże, coś Polskę”). Żandarmi przyszli po księdza w nocy z 15 na 16
października 1861 r. Aresztanta przewieziono do Warszawy, gdzie został osadzony w twierdzy aleksandrowskiej, osławionej Cytadeli, razem z innymi więźniami
politycznymi. Przyjaciele i zwierzchność księdza Jamiołkowskiego zareagowali
szybko, podejmując próby jego uwolnienia. 4 listopada pisał w tej sprawie do
22 M. Choińska, Tykocin w czasie powstania styczniowego, „Studia Podlaskie”, t. 16, 2006, s. 11-12; Archiwum Państwowe w Białymstoku [dalej: AP Białystok], Akta gminy Stelmachowo, nr 2, s. 22, 27.
Przyjęta powszechnie data procesji w Łomży 28 IX jest chyba błędna. Manifestacje były wówczas
planowane na odpust św. Rocha, a to podczas tej uroczystości tradycyjnie spotykały się procesje
z Łomży i Piątnicy; por. Cz. Brodzicki, D. Godlewska, Łomża w latach 1794-1866, Warszawa
1987, s. 238-239; J. Borzym, Pamiętnik, s. 109; Piątnica: kościół Przemienienia Pańskiego, w: http://
dziedzictwo.ekai.pl/text.show?id=1280 [dostęp: 8.03.2017].
XXVII
Komisji Rządowej Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego administrator
diecezji sejneńskiej, ksiądz Jakub Choiński (jak pamiętamy, biskupstwo wakowało
od 1847). Początkowo planowano chyba wysłać niepokornego księdza do Rosji,
o czym świadczą ślady takich zamiarów w zachowanej dokumentacji sprawy.
Być może zrezygnowano z tego na skutek wspomnianej interwencji. Namiestnik
Królestwa w listopadzie polecił naczelnikowi guberni augustowskiej dokładniej
zbadać i wyjaśnić tę sprawę. Ksiądz Jamiołkowski spędził w cytadeli Boże Narodzenie roku 1861, ostatecznie został jednak zwolniony pod koniec grudnia23.
Młody ksiądz, wcześniej już ceniony za inteligencję i obycie w świecie, powracał
teraz w rodzinne strony otoczony sławą bojownika o wolność Ojczyzny.
Kilkumiesięczny pobyt w więzieniu w warunkach dalekich od komfortowych, zwłaszcza wśród jesienno-zimowej aury, z pewnością nie przysłużył się
Stanisławowi, który często narzekał, że był już „od młodości lichego zdrowia
i trapiony różnemi chronicznemi dolegliwościami”24. Jeśli zamiarem władz było,
aby aresztowanie i uwięzienie skruszyły i nauczyły Jamiołkowskiego pokory, to
ich działania odniosły skutek zgoła odwrotny. Przykrości doznane z powodu
służby świętej sprawie narodowej budziły w typie człowieka, który sobą reprezentował ksiądz Jamiołkowski raczej radość i dumę. Nie ma powodu, aby
wątpić w szczerość cytowanych wyżej własnych jego słów, że to właśnie wtedy
był „najszczęśliwszym w życiu”.
Jamiołkowski, pomimo że władze dalej miały na niego baczne oko, działalności „wywrotowej” nie tylko nie zaprzestał, ale stał się prawą ręką zajmującego czołowe miejsce w konspiracji niepodległościowej w Sokołach proboszcza,
księdza Walentego Osińskiego. Ten ostatni, członek kapituły sejneńskiej i wykładowca teologii, jesienią 1861 r. wybrany został do rady powiatowej, co może
uchroniło go wówczas od podzielenia losu swego wikariusza. Osiński wygłaszał
bowiem niemniej „podburzające” kazania, o czym wiedziały władze. Od 1862 r.
on również został objęty nadzorem policyjnym. W tym czasie organizował już
zbiórki pieniędzy na cele narodowe „za pokwitowaniami” konspiracyjnych władz
powstańczych, Komitetu Centralnego Narodowego (KCN). Z ich ramienia powołany został bowiem na naczelnika okręgu Sokoły w strukturach „państwa
23 P. Kubicki, Bojownicy kapłani za sprawę Kościoła i ojczyzny w latach 1861-1915: materjały z urzędowych świadectw władz rosyjskich, archiwów konsystorskich, zakonnych i prywatnych, cz. 1, t. 3, Sandomierz 1933, s. 311; cz. 3, t. 3, 1939, s. 185-186. Także tutaj podane są błędne daty, pomylono
miesiące lub rachubę dni (używano bowiem datacji juliańskiej i gregoriańskiej). 24 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 15.

XXVIII
podziemnego”. Powiat łomżyński podzielony był na pięć takich okręgów: trzy
w dawnej części mazowieckiej – Zambrów, Miastków, Kolno oraz dwa na dawnym Podlasiu – Sokoły i Tykocin. Uważano, że powszechna sympatia, jaką
sokołowski pleban był otoczony, zapewni mu posłuch w terenie. Pozostawał on
w ścisłej współpracy ze stojącymi na czele konspiracji w tym rejonie inżynierami kolejowymi, zatrudnionymi przy budowie trasy warszawsko-petersburskiej
na odcinku do Białegostoku: Bronisławem Szwarce, Władysławem Cichorskim
(ps. Zameczek) i Ignacym Mystkowskim. O roli księdza Osińskiego najlepiej
świadczy charakterystyka nakreślona w jednym z donosów przez konfdenta
rosyjskich służb, księdza Juliana Zaleskiego, plebana z pobliskiego Kobylina,
który nazwał go „najpierwszym i najczynniejszym okręgowym”25.
Aby uniemożliwić wybuch powstania, poprzez wyprowadzenie z kraju najwartościowszego rekruta, władze zaborcze zaplanowały znienawidzoną „brankę” do
wojska. Jej przeprowadzenie zapowiedziano wpaździerniku 1862 r., lecz listy imienne
poborowych wójtowie musieli sporządzić już wiosną-latem. W gminie Truskolasy,
do której należała rodzinna wieś Stanisława Jamiołki-Godzieby, na liście znaleźli się
jego dwaj młodsi bracia – Jan i Józef. Najmłodszemu Józefowi wpisano tu błędną
datę urodzenia (1839 zamiast 1842), którą następnie skorygowano, jednak przez
pomyłkę korekty dokonano przy imieniu Jana, to jego wykreślając z listy26. Być
może więc miejscowy wójt nie zachował sprawy w tajemnicy, a rodziny wiedziały
o tym, kto jest przewidziany do „branki”? Jeśli tak było, domyślać się można, że
wzmogło to jeszcze antyrosyjskie nastawienie u Jamiołkowskich-Ralików.
W grudniu 1862 r. odbył się zjazd księży diecezji sejneńskiej w Suwałkach,
który podjął decyzję o poparciu duchowieństwa dla KCN. Niedługo później
aresztowano w Warszawie członka KCN związanego z konspiracją w Augustowskiem i Grodzieńskiem, Szwarcego. Od początku stycznia 1863 r., kiedy
przygotowania powstańcze wchodziły w najważniejszą fazę, w związku z czym
proboszcz miał pełne ręce pracy, to ksiądz Jamiołkowski zastępował go przy
prowadzeniu ksiąg metrykalnych27.
Pamiętnej nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r. ksiądz Osiński „prowadził swoją
parafę na Kozaków będących w Wysokiem Mazowieckiem”28. Wskutek fatalnej
25 S. Chankowski, Powstanie styczniowe w Augustowskiem, Warszawa 1972, s. 48, 69, 166; P. Kubicki,
Bojownicy, cz. 3, t. 3, s. 189-191; Cz. Brodzicki, D. Godlewska, Łomża, s. 240. 26 AP Białystok, Oddział w Łomży, Akta Komisji Konskrypcyjej Powiatu Łomżyńskiego, nr 5, k.
59v-60. 27 S. Chankowski, Powstanie, s. 55, 76; zob. APar Sokoły, akta metrykalne za rok 1863, passim. 28 W. Jemielity, Duchowieństwo w diecezji augustowskiej, czyli sejneńskiej a powstania narodowe, „Rocznik
XXIX
pomyłki lub sabotażu natarcie na garnizon wysocki przełożono, nazajutrz postrzeżono się w sytuacji, jednak utracony został podstawowy atut, efekt zaskoczenia. Mimo
to ataki na mniejsze posterunki rosyjskie w okolicy zakończyły się sukcesem Polaków.
Z Sokół wyparł Rosjan powstańczy oddział przybyły spod Stelmachowa, dowodzony
przez Leopolda Chrzanowskiego, ale pod Wysokie po raz kolejny swoich parafan
wiódł ksiądz Osiński, idąc „naprzód z krzyżem w ręku”29. Całkowita liczba zebranych sił wynosiła około 400 ludzi, głównie kosynierów, przede wszystkim drobnych
szlachciców z okolicznych parafi. Dowództwo objął naczelnik tykociński Cichorski-
-Zameczek. Mimo przewagi liczebnej nad broniącą się w mieście sotnią Kozaków,
powstańcy ponieśli w walce dotkliwe straty, przez co odniesione zwycięstwo było iście
Pyrrusowe. Przeprowadzone nazajutrz (24 I 1863) natarcie tychże sił na Tykocin nie
powiodło się. Uderzenie powstańców na Mężenin dzień później również zakończyło
się niepowodzeniem, a przy tym także okupione zostało znacznymi stratami. Niebawem insurgenci kontrolujący tory kolejowe w rejonie Łap rozbici zostali przez Rosjan
pod Płonką Kościelną (27 I 1863), a wielu z nich odstało się do niewoli.
Gdy Zameczek stanął na czele stałego oddziału i ruszył z nim w pole,
ksiądz Osiński przejął jego kompetencje jako naczelnika. Nadzorował odtąd
prace cywilnej konspiracji w połączonym okręgu sokołowsko-tykocińskim, odbierał także przysięgi od powstańców. Poza wikariuszem księdzem Jamiołkowskim, najważniejszym bodaj współpracownikiem proboszcza jako naczelnika
okręgu był miejscowy drobny szlachcic Walenty Dworakowski, który zbierał
podatki, werbował i uzbrajał ochotników.
Po krwawej, przegranej bitwie pod Siemiatyczami (6-7 II 1863) powstanie na pograniczu Augustowskiego i Cesarstwa straciło impet. Inicjatywę
przejęli Rosjanie, przechodząc do kontrataku. Wzmocnione oddziały rosyjskie
w guberni augustowskiej rozpoczęły przeczesywanie terenu w poszukiwaniu
partyzantów, siejąc postrach wśród ludności. Chcąc odwrócić losy zbrojnego
zrywu, kierownictwo powstańcze zaplanowało na wiosnę zebranie nowych
partii”, które miały wejść do walki z Moskalami30. Jednym z takich oddziałów był będący jeszcze w stadium organizacji zastęp ochotników z powiatu
łomżyńskiego (ok. 300-400 osób), który w końcu maja kwaterował w lasach
między Rutkami a Kuleszami. Ten 28 maja 1863 r. „wystawiony był na rzeź
Białostocki”, t. 18, 1993, s. 151. 29 P. Kubicki, Bojownicy, cz. 3, t. 3, s. 190. 30 W. Jemielity, Duchowieństwo, s. 149, 151; S. Chankowski, Powstanie, s. 85-87, 92, 102-106, 114-116,
166; Cz. Brodzicki, D. Godlewska, Łomża, s. 247-249.

XXX
dziczy moskiewskiej pod wsią Wykno Stare […] przez opieszałość i haniebną
ucieczkę z pola bitwy dowodzącego oddziałem instruktora [kapitana] Adama
Szajewskiego”. Pełen dramaturgii opis tych mrożących krew w żyłach wypadków w korespondencji datowanej na 1 czerwca opublikował krakowski „Czas”.
Autorem owej anonimowej relacji „znad Narwi” był nastoletni syn ziemianina
z Jeżewa pod Tykocinem, słynny później badacz i miłośnik Podlasia Zygmunt
Gloger31. Ów miał potem zetknąć się z Jamiołkowskim przez wspólną im obu
pasję. Upamiętniający zabitych w tej istnej rzezi patriotów krzyż, znajdujący
się przy drodze wiodącej z Kulesz do Czarnowa-Bików do dziś stanowi jedno
z najważniejszych miejsc pamięci na terenie parafi i zarazem gminy kuleskiej.
Niedaleko od miejsca majowej masakry, w rejonie wsi Sanie-Dąb i Szczodruchy doszło do kolejnej potyczki na początku września 1863 r. Konny oddział
powstańczy dowodzony przez majora Juliusza Nadmillera ponownie napotkał
wroga kilka dni później pod Zbrzeźnicą (okolice Zambrowa), skąd cofnął się
w kierunku Tykocina. Podczas noclegu we wsi Wnory-Pażochy zdarzyły się opisane przez pamiętnikarza Borzyma wypadki, w wyniku których żołnierze omal
nie rozsiekali dowódcy. Ten bowiem, znalazłszy podczas obchodu pozycji śpiącego wartownika, kazał go rozstrzelać, co – mimo późniejszego złagodzenia decyzji
– żandarmi wykonali. Nieszczęśnikiem był tutejszy drobny szlachcic Melchior
Kulesza, rodem ze wsi Kulesze-Niziołki Stare, co chyba dodatkowo rozsierdziło
podłamanych klęską żołnierzy. Komendanta oddziału pochwycono przy wtórze
okrzyków: „To taka wolność, równość, niepodległość! On nas gorzej morduje, jak
Moskal; rozsiekać go, tego tyrana, Kobyliński naszym naczelnikiem!”. Uratowała
go interwencja szanowanego przez miejscowych właściciela folwarku w Pażochach, Florencjusza Smorczewskiego, zaprzyjaźnionego z Borzymem32. Od niego
najpewniej też, a więc niejako z pierwszej ręki, pochodzi przytoczona relacja.
Późnym latem 1863 r. władze carskie trafły na trop księdza Osińskiego,
który został aresztowany, podobnie jak znaczna część miejscowego duchowieństwa. Wraz z nim zatrzymano także młodego wikariusza Jamiołkowskiego.
W aktach zmarłych z tego roku ostatni raz podpis księdza Stanisława fguruje
31 Prasa tajna z lat 1861–1864, cz. 1, oprac. S. Kieniewicz, I. Miller, Wrocław 1966, s. 504; „Wiadomości z pola bitwy”, nr 12, 5 VI 1863, s. 2; [Z. Gloger], Znad Narwi, „Czas”, nr 134, 16 VI 1863,
s. 1 (przedruk w „Dzienniku Poznańskim”, nr 137, 19 VI 1863, s. 2). 32 AP Białystok, Akta gminy Stelmachowo, nr 2, s. 326–327; 331–332; Dokumenty Wydziału Wojny
Rządu Narodowego 1863–1864, red. S. Kieniewicz, I. Miller, wyd. S. Kieniewicz, S. Chankowski,
Wrocław 1973, s. 142; J. Borzym, Pamiętnik, s. 129; S. Zieliński, Bitwy i potyczki 1863–1864, Rapperswil 1913, s. 270.
XXXI
pod datą 27 sierpnia, po miesięcznej przerwie pojawia się pod aktem ślubu
w końcu września, a potem znika ostatecznie. Najpewniej właśnie w owym
czasie (sierpień-wrzesień) miał miejsce jego drugi pobyt w cytadeli, tym razem
krótki. Podczas śledztwa przyznał się jedynie do „dysponowania na śmierć” powieszonego przez powstańczych żandarmów ekonoma (rządcy jednego z okolicznych majątków) Łuniewskiego. W Sokołach obowiązki wikariusza tymczasem przejął wyświęcony niedawno ksiądz Feliks Dmochowski (ur. 1840),
proboszcz Osiński został wywieziony w głąb Rosji, gdzie miał spędzić wiele lat
na katordze, a księdza Jamiołkowskiego władze diecezji zdecydowały ściągnąć
do Sejn. Zapewne chciano w ten sposób uchronić młodego, dobrze rokującego, a jednocześnie mocno zaangażowanego patriotycznie kapłana przed losem
plebana z Sokół. Jak zapisał sam Jamiołkowski: „biskup Łubieński pod d[atą] 4
lutego 1864 kazał mię przez konsystorz powołać na profesora do seminarium.
Prawda, że i tu dla mnie uczącego i uczącego się, była to wielka szkoła, zwłaszcza przy takim jak Łubieński biskupie”33.
Słowa księdza Stanisława są czytelną aluzją do kontrowersji wokół osoby
nowego sejneńskiego arcypasterza. Nieobsadzone od prawie dwóch dekad biskupstwo Konstanty Ireneusz Łubieński otrzymał pomimo silnego oporu znacznej części Kościoła polskiego. Sprzeciw wyrażał ponoć „cały niższy kler kraju”,
a także niektórzy spośród nielicznego wówczas, na skutek represyjnej polityki
zaborcy, grona polskich biskupów. Kandydat pochodził z zamożnej hrabiowskiej
rodziny ustosunkowanej w Cesarstwie, sam zresztą opowiadał się za współpracą
z Rosją i nie poparł powstania. Trudno o gorsze dossier z perspektywy gorąco
zaangażowanego w narodową „rewolucję” społeczeństwa i duchowieństwa diecezji. Łubieńskiego zatwierdziła Stolica Apostolska, jednak w odpowiedzi na
jego prekanonizację w Rzymie (2 VI 1863) tajny powstańczy rząd zakazał pod
karą śmierci biskupom z Królestwa dopełnienia jego konsekracji. Mimo to 20
grudnia 1863 r. otrzymał on sakrę w Janowie od tamtejszych, znanych nam już,
biskupów Szymańskiego i Twarowskiego, którym towarzyszył sufragan lubelski Walenty Baranowski34. Współpraca w niewielkich Sejnach zapalczywego
33 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 91; W. Jemielity, Duchowieństwo, s. 148; P. Kubicki, Bojownicy, cz. 1, t. 3, s.
311; cz. 3, t. 3, s. 189-191; APar Sokoły, Księga zmarłych 1859-1869, rok 1863, s. 196, nr 83-84; Księga
zaślubionych 1849-1864, rok1863, s. 521-522, nr 20-21; A. Petrani, O wywiezieniu biskupa Konstantego
Ireneusza Łubieńskiego z Sejn w 1869 roku, „Nasza Przeszłość”, t. 27, 1967, przyp. 12, s. 224. 34 W. Jemielity, Duchowieństwo, s. 154; M. Stępień, Biskupi diecezji augustowskiej, czyli sejneńskiej
(1818-1925) a Stolica Apostolska, „PERSPEC†IVA. Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne”, R.
VII, 2008, nr 2 (13), s. 201-202.

XXXII
i ambitnego patrioty Jamiołkowskiego z o wiele bardziej ugodowym względem
Rosji Łubieńskim zaprawdę musiała to być, wedle słów tego pierwszego, „wielka szkoła”. Dalece nie był jednak biskup Łubieński postacią jednowymiarową,
co pokazują już jego pierwsze kroki po wyświęceniu w Janowie, które skierował do Łomży. Oddajmy głos jego biografowi i zarazem bratankowi, Rogerowi
Łubieńskiemu:
Zaledwo zajechał [do Łomży], dowiedział się, że na drugi dzień mają rozstrzelać dwóch żandarmów powstańców. Biegnie do wojennego komendanta,
ażeby życie dla nich uzyskać, ale wszelkie przedstawienia były daremne, otrzymał tylko […] pozwolenie dysponowania ich na śmierć. Na drugi dzień wczas
rano, otoczony znacznym zastępem ludu, idzie do więzienia, gdzie byli dwaj
nieszczęśliwi, […] sam ich spowiada, […], ducha i odwagi dodaje i przyjmuje
na siebie wykonanie ostatnich zleceń światowych. Wychodząc stamtąd, […],
odzywa się do zebranych: „Teraz dzieci chodźmy do kościoła pomodlić się za
umierających”. Lud z płaczem rzuca się za nim, […]. Przy litanii do Wszystkich Świętych wszyscy obecni z płaczem powtarzają: „módl się za nami”, a gdy
odgłos strzałów z murów więziennych zwiastował wykonanie wyroku, i lud
cały oniemiał z trwogi, odezwał się X. Biskup zmienionym głosem: „wieczne
odpoczywanie racz im dać Panie”.35
Relacja ta jest może nieco udramatyzowana czy podkoloryzowana, cytowana biografa ma bowiem charakter mocno apologetyczny, lecz nie została raczej
zmyślona. Skądinąd wiadomo, że w sam tylko dzień 20 grudnia aresztowano
w powiecie łomżyńskim 14 żandarmów powstańczych, z których tylko dwóch
wypuszczono na wolność36. Wydarzenie z Łomży już na wstępie jego posługi, mimo poprzedniej jego postawy, ustawiło biskupa „na kursie kolizyjnym”
z moskiewskimi włodarzami kraju. W niedalekiej przyszłości Łubieński miał
podobno podpaść również katowi powstania na Litwie i w Augustowskiem,
gen. Michaiłowi Murawjowowi „Wieszatielowi”.
Inną przesłanką świadczącą o zmianie stosunku Łubieńskiego do powstania była sprawa księdza Zaleskiego, wspomnianego wyżej zdrajcy i konfdenta. Biskup odwołał go z probostwa w Kobylinie – jak twierdzi bratanek
Łubieńskiego, dodajmy, nie zawsze dobrze poinformowany – ponoć „wskutek
35 [R. Łubieński], Konstanty-Ireneusz Pomian hrabia Łubieński biskup sejnejski, Kraków 1898, s. 233-234. 36 Spis wszystkich politycznych „przestępców” powiatu łomżyńskiego z 1863 roku, oprac. M. Kaczyński, nr
38, w: http://www.bialystok.ap.gov.pl/arch/lomza/spis1863.html [dostęp: 15.03.2017].
XXXIII
spraw czysto prywatnej a bardzo delikatnej natury”. Odmówił też mu „pewnej
posady”, mimo protekcji ze strony kniazia Władimira Czerkasskiego, nieustannie mieszającego się w sprawy sejneńskiej kurii. Informacje o tym, że ksiądz
Zaleski posiadał na swe poparcie „odezwę od potajemnego rządu narodowego
rewolucyjnego” oraz że „znanym on był dawno jako główny przywódca ruchu
w Tykocińskiem” są więcej niż bałamutne. W kontekście pracy księdza Jamiołkowskiego w seminarium na uwagę (i wiarę) zasługuje natomiast inny passus,
mówiący o tym, że kniaź Czarkasski „nie potwierdził regensa i kilku profesorów
przez biskupa mianowanych”, w zamian zaś „chciał narzucić kilku cywilnych na
profesorów”. Tak oto pisał dalej niestrudzony apologeta swego stryja:
W tem trudnem i bolesnem położeniu wielką było dla X. Biskupa pociechą
i kilkakrotnie o tem wspominał, że znalazł gorliwych kapłanów, którzy
posłuszni głosowi pasterza, poruczone im obowiązki profesorów w seminaryum, […] wypełniali bezpłatnie, i to nawet często przez długi przeciąg
czasu, gdy im ks[iążę] Czerkawski nie dawał potwierdzenia na posady,
i pensyi do tychże przywiązanej wypłacać nie pozwalał. […] Wybór ludzi
na profesorów był bardzo szczęśliwy; wszystko to byli ludzie pracy i nauki, […]. Jednym z nich, a zarazem ojcem duchownym i spowiednikiem był
X. Stan[isław] Jamiołkowski, znany [potem] na polu piśmiennictwa duchownego i historycznego w kraju.37
Ksiądz Stanisław wykładał język polski, literaturę i liturgię. Szczególnie
w tej ostatniej dziedzinie uznawany był za autorytet. Opinię tę ugruntowały
jego liczne artykuły z zakresu liturgii opublikowane później w „Encyklopedii
Kościelnej”, wydawanej od 1873 r. Nie bez przesady pisano potem o nim, że
„duchowieństwo uważało go za jednego z najuczeńszych między sobą w rzeczach kościelnych”. Zygmunt Gloger podsumował jego pracę w seminarium
następująco:
W ciągu swoich obowiązków znamienity wpływ wywarł na ukształcenie całego pokolenia młodych księży. Była to niewątpliwie największa z jego zasług.
Jamiołkowski twierdził, że w czasach dzisiejszych, każdy pleban, aby wśród
swojej owczarni utrzymał powagę wiary i kościoła, powinien górować nad
owieczkami wykształceniem. To też księży wyświęconych za czasu [jego] działalności nauczycielskiej […], można było łatwo poznawać.
38
37 [R. Łubieński], Konstanty-Ireneusz Pomian hrabia Łubieński, s. 222-223, 225-226; por. S. Chankowski, Powstanie, s. 74. 38 J. Gwardiak, Stanisław Jamiołkowski, s. 57; ✝ Ksiądz Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Świąteczna”,

XXXIV
Jako wicekustosz katedry w Sejnach, ksiądz Stanisław miał swój udział
przy odnowieniu tej świątyni, co było może najważniejszym z osiągnięć podczas kilkuletniej posługi biskupa Łubieńskiego. Zebrał przy tym bogaty materiał, na podstawie którego powstała rozprawa „Opisanie Kościoła Sejneńskiego
pod względem historycznym, architektonicznym i inwentarskim” (Sejny 1871,
rękopis obecnie w Archiwum Diecezjalnym w Łomży), „pisana kaligrafczne,
ilustrowana fotografami i rysunkami” oraz bogato oprawiona. Napisał wówczas
także „broszurę o fgurze szafkowej Matki Boskiej Sejneńskiej”39.
O tym, że Jamiołkowski zdobył sobie uznanie biskupa świadczy fakt,
że Łubieński wysłał go w charakterze swego delegata na zjazd księży w Poświętnem 25 lipca 1866 r. Zebrało się tam aż 16 duchownych z okolicznych
parafi. Domyślać się można, że omawianą tematyką był ukaz carski z końca
poprzedniego roku. Zarządzenie uderzało w podstawy bytu duchowieństwa
świeckiego w Królestwie Polskim poprzez konfskatę – notabene zazwyczaj
skromnych – dóbr ziemskich, stanowiących od stuleci uposażenie poszczególnych kościołów. Biskup Łubieński zaangażował się w bezpośrednie negocjacje
w tej kwestii z rosyjskimi dostojnikami, wysłał nawet memoriał do wielkiego
księcia Konstantego Romanowa, co m.in. ksiądz Jamiołkowski tłumaczył być
może zgromadzonym kapłanom. Gdy o zjeździe dowiedziały się władze, obłożyły jego uczestników karami pieniężnymi. Większość z nich, w tym i ksiądz
Stanisław, zapłacić musiała z tego tytułu 25 rubli.
Niecałe dwa lata później, gdy biskup Łubieński ośmielił się sprzeciwić
kolejnym dążeniom do podporządkowania miejscowego Kościoła, zapłacił za
to zesłaniem w głąb Rosji. Tam, w Niżnym Nowogrodzie, rychło zmarł latem
1869 r., do czego przyczyniły się najpewniej warunki przymusowej „podróży”40.
Po śmierci Łubieńskiego nowego ordynariusza diecezji wyznaczono dopiero w 1872 r. Niedługo później księdza Jamiołkowskiego odsunięto od nauczania
w seminarium i „zesłano” czy „usunięto” na parafę. Zdaniem jednych była to
opóźniona zemsta caratu za patriotyczne zaangażowanie duchownego w latach 1861-1863, inni dopatrywali się tu intrygi sejneńskich księży Litwinów,
na czele z księdzem prałatem Marmo. Był to czas rodzenia się nacjonalizmu
1885, nr 247, s. 2; [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Warszawska”, 1885, nr 279,
dodatek, s. 5. 39 J. Złotkowski, Biografa ks. S. Jamiołkowskiego, w: S. Jamiołkowski, Kronika, s. 93. 40 P. Kubicki, Bojownicy, cz. 1, t. 3, s. 311; por. J. Maroszek, Dzieje powiatu Wysokie Mazowieckie 1866-
2006, Białystok 2008, s. 85-86 (tu błędna interpretacja, że ks. Jamiołkowski był wciąż wikariuszem
w Sokołach); [R. Łubieński], Konstanty-Ireneusz Pomian hrabia Łubieński, s. 278-292.
XXXV
litewskiego, nacechowanego silnym antypolskim resentymentem, wspieranego
przez władze zaborcze, nie tylko moskiewskie, ale i pruskie zza kordonu. Nic
dziwnego zatem, że ich – niechętnych Polakom synów litewskich chłopów,
których rodzima klasa społeczna dużo zyskała dzięki carskiemu uwłaszczeniu
– zraziła „natura szlachecka księdza Jamiołkowskiego ambitna”. Tak czy inaczej, już 20 listopada 1872 r. nowy biskup sejneński, Piotr Paweł Wierzbowski,
przedstawił władzy świeckiej do zatwierdzenia księdza Jamiołkowskiego jako
administratora parafi w Kuleszach. Ta zwolniła się właśnie po zmarłym tydzień
wcześniej (12 listopada) księdzu Wawrzyńcu Wareckim. Zatwierdzenie owo
„spóźnione (z powodu nieobecności w Warszawie) Namiestnika” hr. Fiodora
Berga, podpisane zostało 6 lutego 1873 r. Po kilku dniach nadeszło do Sejn,
gdzie 13 lutego biskup ofcjalnie powierzył wspomnianą parafę księdzu Stanisławowi. Tydzień później, 20 lutego 1873 r., nowy proboszcz przybył „do swego
benefcjum” w Kuleszach41.
Nowy rozdział życia niósł ze sobą dla księdza Jamiołkowskiego nowe
wyzwania, albowiem kuleska parafa w dekadę po powstaniu styczniowym
przedstawiała się niezbyt zachęcająco. Prałat Złotkowski, urodzony w 1877 r.,
zapamiętał z opowieści starszych od siebie, że „na on czas miała opinię bardzo
zaniedbanej i złodziejskiej, grasowała tu banda słynna koniokradów zambrowskich”42. Poprzednik księdza Jamiołkowskiego na probostwie nie ustępował
swemu następcy w patriotycznym nastawieniu, w 1863 r. był bowiem więziony
wraz z ówczesnym wikariuszem kuleskim księdzem Janem Dziekońskim, lecz
przejawiał dużo mniej talentów jako administrator, organizator i budowniczy.
Chodziło tutaj także o różnice charakterologiczne obu kapłanów. Więzienie
i represje, które w Jamiołkowskim wzmocniły siłę ducha, Wareckiego dodatkowo złamały i załamały, toteż po powstaniu bardziej jeszcze zaniedbał swą
parafę i pod względem materialnym, i duchowym. Znał go, także od tej strony,
ksiądz Stanisław za życia, ponieważ w jego dzieciństwie, do 1848 r., ksiądz
Warecki był jednym z dwóch wikariuszy w Sokołach, lecz – wedle słów samego Jamiołkowskiego – „nic a nic tam dobrego nie zrobił”. Podobnie, a nawet dosadniej jeszcze skwitował on owoce jego pasterzowania w Kuleszach:
„żaden z plebanów kuleskich takiego nieładu po swoim poprzedniku jak ja
po X. Wareckim nie zastał; za żadnego większej krzywdy temu benefcjum
41 J. Gwardiak, Stanisław Jamiołkowski, s. 57; W. Jemielity, Duchowieństwo, s. 148; J. Złotkowski, Biografa, s. 93; S. Jamiołkowski, Kronika, s. 88-89. 42 J. Złotkowski, Biografa, s. 92.

XXXVI
nie wyrządzono”43. Żalu doń za owe niedbalstwo nie potrafł ukryć również na
stronicach swej kroniczki, choć zdawał sobie sprawę z tego, że reagował tak, bo
„do poprzedników bezpośredni następcy zwyczajnie miewają niechęci”44. Było
to właśnie raczej takie typowe, „zwyczajne” sarkanie niźli głębsza, pośmiertna
uraza. 12 maja 1873 r., w pół roku po śmierci księdza Wareckiego, nowy pleban
kuleski wyprawił uroczyste nabożeństwo za jego duszę. Podczas niego w asyście
dwóch innych księży, wikariuszy kuleskiego i wysokomazowieckiego, poświęcił
powtórnie cmentarz grzebalny, przez tegoż zmarłego niedawno powiększony45.
Kościół w Kuleszach – szacowną, ponad stuletnią drewnianą budowlę
– zastał ksiądz Jamiołkowski w trakcie rozpoczętych, acz prowadzonych nieumiejętnie, bez znawstwa prac remontowych. Jego zmarłego poprzednika do
podjęcia owych wysiłków zmobilizował monit przesłany w maju 1870 r. przez
administratora diecezji, księdza Andruszkiewicza (jak pamiętamy, po wywózce
biskupa Łubieńskiego w latach 1869-1872 Sejny nie miały arcypasterza). Prace
nad odnowieniem wnętrza kościoła ruszyły w 1871 r., powierzono ich wykonanie stolarzowi i rzeźbiarzowi z Tykocina Franciszkowi Trollowi oraz malarzowi
z Ostrowi Mazowieckiej Józefowi Gutremu. Pierwszy z nich wykonał nową ambonę, którą ksiądz Stanisław uznał za „bardzo gustowną”, uzupełnił boczny ołtarz
patrona parafi św. Bartłomieja Apostoła o „odpowiedniejszą górną kondygnację”
oraz pobudował nowy ołtarz główny, zdaniem nowego proboszcza „pracowicie,
ale nieforemnie”. Jamiołkowski jako znawca sztuki i pasjonat historii z pewnością
wolałby odrestaurować stary ołtarz z 1651 r., który tuż przed jego przybyciem
rozebrano i usunięto (1872). W swej formie zabytek należał do przełomu późnego renesansu i wczesnego baroku, „cały rzeźbiony, w kwiaty, liście, i ładnemi
główkami aniołków zamiast sporników”, a „zamiast obrazu we środku ołtarza
była grupa rzeźbiona, zwana św. Rodziną”46. Owa rzeźba, przez historyków sztuki
datowana na połowę XVI w., mająca cechy późnogotyckie i renesansowe47, to
najcenniejszy skarb i zarazem największa świętość kuleskiej parafi, która do dziś
otoczona jest żywym kultem przez okolicznych mieszkańców.
Prace remontowe pozostały nieukończone, zapewne z powodu braku środków, ponieważ „parafanie wedle kontraktu rat nie wypłacali”, a ksiądz Warecki
43 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 84-85. 44 Tamże, s. 85. 45 Tamże, s. 88-89. 46 Tamże, s. 42, 87, 336-338. 47 Katalog zabytków sztuki w Polsce, seria II, t. 9: Województwo łomżyńskie, z. 2: Ciechanowiec, Zambrów,
Wysokie Mazowieckie i okolice, oprac. M. Kałamajska-Saeed, Warszawa 1986, s. 51.
XXXVII
nigdy nie narzekał na nadmiar gotówki. Jedną z pierwszych rzeczy, którymi
miał się zająć jego następca było zresztą uporządkowanie kwestii fnansowych
po nieboszczyku. Kontrola dozoru kościelnego wykazała spore ubytki w majątku parafi, a w samych tylko „aparatach” liturgicznych pretensje wyceniono
na 240 rubli srebrnych. Kłopoty te udało się jednak odsunąć od osoby nowego
plebana, a należną sumę decyzją z lipca 1873 r. postanowiono wyegzekwować
od spadkobierców (rodziny) zmarłego. Inwentarz podawczy, rejestrujący stan
posiadania parafi w momencie przybycia księdza Jamiołkowskiego, udało się
spisać dopiero po kilku kolejnych miesiącach, 19 października tegoż roku, co
daje wyobrażenie o panującym tu bałaganie48. Przez ten początkowy okres miał
pewne wsparcie w wikarym, księdzu Jerzym Żegocie, przysłanym do Kulesz
w marcu. Jednak po zaledwie pół roku, 23 września został stąd przeniesiony,
a kolejnego kapłana-pomocnika otrzymał ksiądz Jamiołkowski dopiero dwa
lata później49.
Odziedziczywszy wprawdzie sporo, aczkolwiek będących w opłakanym stanie szat liturgicznych, nowy kuleski pleban w swym pierwszym roku na probostwie przystąpił do działania w tej „materii”. Kilka ornatów dał do przerobienia
i „okomponowania” z zastanych na miejscu, starych i podartych, dwa otrzymał
od Kapituły Sejneńskiej, jeden od zaprzyjaźnionego księdza Maleszewskiego,
własnym zaś sumptem jeden zakupił, a drugi, swój dawniejszy, kazał naprawić.
Tegoż pierwszego roku posługi w Kuleszach otrzymał też stułę „w prezencie
od Siostrzyczek w Rodzinie Maryi w Warszawie”. Wiedziony przez swą żyłkę
historyka od razu wziął się za przetrząsanie archiwum parafalnego, w którym
poczynił porządki. Rozpoczął też upiększanie kościoła, dokupując ozdobną
przykrywkę do starej, pamiętającej jeszcze czasy króla Michała Wiśniowieckiego drewnianej chrzcielnicy50.
Najbardziej palącą potrzebą okazało się jednak zapewnienie sobie porządnego dachu nad głową, ponieważ plebania z 1828 r. popadła w ruinę tak dalece,
że na dłuższą metę nie nadawała się ani do zamieszkania, ani do remontu.
Toteż z początkiem 1874 r. wystarawszy się najpierw o odkupienie od dozoru
kościelnego owej rudery, ksiądz Jamiołkowski usunął ją i przystąpił do wznoszenia nowego domostwa. Jeszcze w tymże roku ukończył budowę okazałej
48 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 42, 153. 49 Tamże, s. 101. 50 Tamże, s. 338.

XXXVIII
i stylowej siedziby, która do dziś stanowi ozdobę Kulesz51. I tu dała o sobie
znać iście sarmacka natura księdza, swemu mieszkaniu nadał bowiem kształt
klasycznego polskiego dworu ziemiańskiego. Niczym w Mickiewiczowskim
Soplicowie dom ów „niewielki, lecz zewsząd chędogi”, parterowy, wzniesiony został „z drzewa, lecz podmurowany”, z gankiem w formie wspartego na
drewnianych kolumnach tympanonu52. We wnętrzu znalazł się zdobiony piec
kafowy, na którego zwieńczeniu podziwiać można ceramiczną kopię pomnika
króla Jana III Sobieskiego z Łazienek. Być może pleban-Sarmata uczcił w ten
sposób przypadające właśnie dwóchsetlecie wyboru zwycięzcy spod Chocimia
na polski tron (1674 – 1874). A uczynił to wszystko własnym, niemałym kosztem oraz nakładem pracy, przy niewielkim wsparciu ze strony parafan, którzy
pomogli tylko w zwózce materiałów. Ci jako uboga szlachta zagonowa nigdy
nie byli w stanie łożyć większych sum na składki, zwłaszcza teraz, w trudnych
latach popowstaniowych. A przy tym wszystkim, jak pamiętamy, ich niewielkie
zasoby nadszarpnęły niedawne wysiłki na rzecz odnowienia kościoła.
Ambitnego i upartego księdza Jamiołkowskiego do wytężonej pracy nad
podniesieniem kuleskiego probostwa z upadku mobilizowało dodatkowo ogłoszenie na lato 1874 r. wizytacji biskupiej, w której miał zamiar wziąć udział
bardzo nań „zawzięty” litewski prałat Marmo. Odbyła się ona w dniach 18-20
lipca, przy budującej się nowej plebanii, a biskupowi Wierzbowskiemu prócz
wspomnianego zawistnika towarzyszył także przychylny nowemu kuleskiemu
duszpasterzowi ksiądz Dereszkiewicz. Przebieg wizyty bardzo plastycznie odmalowany został przez Jamiołkowskiego w kroniczce. Z opisu tego dowiadujemy się, że proboszcz rodem z niedalekich Jamiołek dobrze zdawał sobie sprawę
z ówczesnej kondycji swoich owieczek i krążącej o nich „famy”. Jak sam zapisał,
w mowie powitalnej do biskupa napomknął o tym, „jaki w tej parafi obecnie
lud, a jakim być przyrzeka”, jednakże w bardzo wyważonych słowach, ponieważ
„nie wypadało” mu własnych „parafan kompromitować”. Admonicję pozostawił
biskupowi, z którym wcześniej się rozmówił, toteż Wierzbowski przemówił
z dość ostrą reprymendą, wzywając podłamanych klęską narodową ludzi do poprawy. Pomogło, bo do bierzmowania zgłosiły się aż 1804 osoby. Tak duża liczba
przystępujących do tego sakramentu wiążę się przede wszystkim z faktem, że
51 Plebania w 2017 r. przechodzi remont, zainicjowany przez obecnego proboszcza ks. kan. Bogdana
Malinowskiego. 52 Katalog zabytków, s. 51-52. Ganek posiadała też i poprzedniczka nowej budowli, zob. S. Jamiołkowski, Kronika, s. 124.
XXXIX
od dawna nie było w parafi biskupa, jednak świadczy też o pobożności i szczerym postanowieniu poprawy ze strony wiernych. Owoce wizytacji sam ksiądz
Stanisław oceniał jednak bardzo surowo, zarzucając wprost zwierzchności
niedostateczną troskę o powierzone swej pieczy dusze. „Spójrzano, obejrzano,
spytano, powąchano i odjechano. I pewne już za mego żywota, ci gorliwcy raz
drugi z wizytą tych stron już się niepokażą”53 – zanotował z goryczą. Miał rację.
Stosunki księdza z jego trzódką z początku nie układały się sielankowo.
Przede wszystkim dlatego, że złamany został odwieczny zwyczaj „prezenty”, co
miejscowym „w głowie […] pomieścić się nie mogło”. Albowiem gdy po powstaniu styczniowym rząd carski pilniej przyłożył się do kontrolowania Kościoła
w Polsce, w odstawkę poszły dawne obyczaje i przeżytki prawa staropolskiego.
A takim właśnie były słynne na całą diecezję (uczono o nich nawet w seminarium
sejneńskim) wybory proboszcza przez niezwykle licznych kolatorów kuleskich,
których bywało nawet do 424 osób. Gdyby zebrać ich na jednym wiecu, utworzyliby prawdziwy sejmik! Ksiądz Stanisław pozostawił tak dowcipny opis owych
tradycyjnych zabiegów o probostwo kuleskie, że nie sposób go nie zacytować:
Zpapierów jeszcze to tak szpetnie nie wygląda, bo tu przecie pewne decorum zachowywano: ale wpraktyce było to arcygłupio. Forytujący kandydata kolator, sam albo
i z tymże kandydatem, z baryłką gorzały w wózku, jeździł od chaty do chaty,
i drożących się elektorów całował, prosił, traktował, aż zezwolenie i przyjęcie
się pióra uzyskał
54.
Jamiołkowski tłumaczył się opiekunom kościoła w Kuleszach, niepocieszonym z powodu zerwania tradycji (i pomniejszenia swoich praw szlacheckich), popowstaniowym ukazem carskim, ale starał się im także wynagrodzić
ich „krzywdę”. Toteż „po innych wypominkach co niedziela, za dusze fundatorów, kolatorów i dobrodziejów miejsca tego, zdrowaśkę odmówić” nigdy
nie omieszkał, aby obłaskawić elitę swych parafan. Od początku też szczerze
polubił swoje owieczki, skoro nawet – do czego się bez ogródek przyznaje –
podczas wizytacji zawyżył ich liczbę, aby nie stracić prawa do wikariusza. Ten
drobny grzeszek, choć ad maiorem Dei gloriam, ku zbożnemu celowi uczyniony,
odniósł skutek. W październiku 1875 r. przysłano do Kulesz nowego wikarego,
po dwóch latach przerwy. Odtąd aż do końca proboszczowania księdza Jamiołkowskiego było przy tej świątyni dwóch kapłanów.
53 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 323, 331-333. 54 Tamże, s. 300-301.

XL
Stanisław Jamiołkowski był plebanem zapobiegliwym, gospodarnym,
pracowitym, pełnym energii i inicjatywy. Na kartach jego kroniczki można
dokładnie prześledzić jego dalsze zakupy, budowy, remonty. „Kościół drewniany odnowił, odmalował i zaopatrzył w piękne aparaty ze znawstwem sztuki
i materiałów; rozszerzył cmentarz grzebalny; […]; zabudowania gospodarskie
przeniósł zza sadzawek bliżej plebanii; w ogrodzie zasadził rozmaitość drzew
i krzewów, a w środku urządził zwaną dziś »pustelnię« i w niej zbiór najrozmaitszych kamieni” (ksiądz Złotkowski)55. Prócz wspomnianej już nowej drewnianej
plebanii (1874) Jamiołkowski wzniósł dwa inne budynki, posiadające dziś dużą
wartość historyczną. Jednym z nich był do dziś stojący szpital – niedawno zresztą
kosztem parafan odnowiony – używany potem jako dom dla służby kościelnej,
pobudowany z cegły w stylu późnoklasycystycznym (1882)56. Historia dopisała
mu smutną rolę w czasie II wojny światowej, kiedy to został zajęty na garnizon
dla zbrodniczej żandarmerii niemieckiej. Drewno ze starego szpitala, rozebranego po zbudowaniu murowanego, użyte zostało do wzniesienia w 1884 r. tzw.
domku szwajcarskiego, zwanego potem wikarówką, pierwotnie przeznaczonego
na mieszkanie dla księdza Osińskiego. Kapłan-patriota, mentor Jamiołkowskiego, zesłany za udział w powstaniu 1863 r. w głąb rosyjskiego Imperium po
dziesięciu latach katorgi miał znaleźć tu bezpieczne i wygodne schronienie na
lata swej starości. Nie dane mu jednak było się zadomowić w Kuleszach, „był
tylko trzy dni, ale go żandarmi do Galicji wywieźli”57, tj. odstawili na granicę
z zaborem austriackim, który podówczas cieszył się już znaczną autonomią (po
roku 1867) i stał się schronieniem dla weteranów powstania. Był to spory cios
dla księdza Stanisława, który przez długi czas zesłania utrzymywał przyjaźń
ze swym dawnym sokołowskim proboszczem. Wiemy np., że Jamiołkowski
wysłał mu do Spaska w guberni tambowskiej, gdzie ów przebywał na zsyłce,
„portatyl maleńki od Matki Boskiej z relikwiami św. Teodora M[ęczennika]”58.
Był to zabytkowy ołtarzyk tablicowy pochodzący z kuleskich zbiorów parafalnych, zapewne osiemnastowieczny. Ofarował mu też swoje dwie „pamiątkowe”
stuły z czasów powstania, które ksiądz Osiński miał ze sobą także podczas wygnania w Galicji. Ów duchowny zrewanżował się przesyłając z Rosji w 1882 r.
cztery paski lniane, własnoręcznie wykonane. Przekazał do Kulesz też dwie swoje
55 J. Złotkowski, Biografa, s. 93. 56 Katalog zabytków, s. 52. 57 J. Złotkowski, Biografa, s. 93. 58 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 364.
XLI
komże, lichtarz blaszany, rytuał i kancjonał (księgi kościelne) oraz pomniejsze
przedmioty z cyny59. Poza szczerą przyjaźnią obu księży łączyła pewna tajemnica
z czasów zrywu niepodległościowego 1863 r., można by rzec – wagi państwowej.
Ksiądz Stanisław przechował i zarządzał zebranym podczas powstania przez
Osińskiego kapitałem, który dysponował w swym późniejszym testamencie „na
dobro publiczne, na kościoły” w Sokołach i Kuleszach. Nie była to żadna samowola ze strony Jamiołkowskiego, gdyż – jak wyjaśniał ksiądz Złotkowski – sumy
owe „nie wiadomo przez kogo złożone i komu mogły być zwrócone”60.
Za proboszczowania księdza Stanisława „Kulesze stały się rezydencją
męża uczonego”. Proboszcza interesowało wszystko w jego parafi – przyroda,
historia, język, obyczaje okolicznej drobnoszlacheckiej ludności. Odbywając wędrówki po jej terenie zbierał u miejscowej szlachty podania dotyczące dziejów
bliskich i dalekich oraz stare dokumenty, ale też pieśni nabożne i wszelkiego
rodzaju – jak dziś byśmy powiedzieli – materiał etnografczny. Wykorzystał go
potem w swej kronice, przechowując wiele niezwykle cennych dla historyka
tych ziem informacji, które bez jego pracy zaginęłyby. Interesowały go szczególnie tak frapujące i tajemnicze ślady przeszłości jak grodzisko w pobliżu wsi
Stare Grodzkie czy wczesnośredniowieczne cmentarzyska zwane Żalami. Rozmaite „menhiry” i stare kamienie od żaren zbierał do założonego przez siebie
nieopodal plebanii lapidarium. „Gościł u siebie często znakomitych profesorów
uniwersyteckich […], Akademia Krakowska uznała go za swego członka, koledzy akademiccy, księża bracia Chodyńscy, uzyskali dlań kanonikat Kolegiaty
Kaliskiej” (ksiądz Złotkowski)61. „Czasami pracował piórem pisząc różne rzeczy do druku” („Gazeta Świąteczna”)62. Była to przede wszystkim współpraca
z „Encyklopedią Kościelną”, o której wspomniano już wyżej, ale Jamiołkowski
chętnie pisał też do „Przeglądu Katolickiego”. W nim ukazały się najbardziej
cenione jego artykuły – dobrze przyjęta przez środowisko badaczy przeszłości
monografa miasta Tykocina oraz niemniej wartościowa rozprawa o kolędach63.
Jego opus magnum stała się atoli pozostająca dotąd w rękopisie kronika, którą
zamyślił – i chwała mu za to – spisać pod koniec swego życia, w latach 1882-
1884, czując się bardzo schorowanym. To jego przeczucie okazało się prorocze,
59 Tamże, s. 346-348, 350, 357. 60 J. Złotkowski, Biografa, s. 93. 61 Tamże, s. 92. 62 ✝ Ksiądz Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Świąteczna”, 1885, nr 247, s. 2. 63 [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Warszawska”, 1885, nr 279, dodatek, s. 5.

XLII
choć nie umarł od trapiących go dolegliwości zdrowotnych, lecz w wyniku
nieszczęśliwego wypadku z końmi.
Niewątpliwie podniósł ksiądz Jamiołkowski swe probostwo z upadku
i doprowadził do rozkwitu, a stary kościół poddał gruntownej renowacji, czym
wszystkim – nie licząc innych swoich przymiotów ducha – zaskarbił sobie
i wdzięczność, i szacunek miejscowych. Kulescy parafanie bowiem, z dziada
pradziada rycerze-rolnicy, zresztą tak jak przodkowie księdza Stanisława, cenili
sobie przede wszystkim ludzi prawych i dobrych gospodarzy. Nic dziwnego
zatem, że pamięć o Jamiołkowskim przeżyła go o wiele dekad, wędrując w opowieściach od jednej okolicy szlacheckiej do drugiej, utrwalając się w tradycji
ustnej, która jest żywa po dziś dzień. I to niezależnie od spisanej przez niego
kroniki, dotąd dostępnej bardzo nielicznym. Jego następca w kuleskiej parafi
w latach 1927-1946, ksiądz Złotkowski, zanotował ku czci swego poprzednika:
„Do dziś dnia piękna tradycja [o ks. Stanisławie – EK] trwa i jeśli kto chce
nadać wagę jakim czynom, lub je pochwalić, powiada: »tak ksiądz Jamiołkowski
powiedział, tak ksiądz Jamiołkowski robił«”64. Jeszcze ciekawsze są wspomnienia
o nim, zapamiętane przez jednego z parafan z opowieści jego dziadka65. Dowiadujemy się z nich, że postać księdza obrosła taką legendą, że przypisywano
mu dar przewidywania przyszłości. Na poły z przyczyn nadprzyrodzonych, co
najpewniej w opinii miejscowych miało źródło w szczególnej łączności z Bogiem wiodącego świątobliwe życie kapłana, na poły zaś z mądrości wyniesionej
z książek, faktu „bycia uczonym”. Powiadano, że już będąc „profesorem seminarium w Sejnach” stwierdził, „że Polska z niewoli się wyzwoli, ale z powrotem
w niewolę wpadnie”, czemu przypisywano jego „zesłanie” na parafę. Oprócz
losów Polski przepowiedział ponoć m.in. obie wojny światowe oraz pożar kościoła w Kuleszach.
Wedle tradycji parafa kuleska „miałaby być najmniejsza w diecezji sejneńskiej”, lecz „ks. Jamiołkowski przepowiedział, że jeżeli podżyje to będzie
najpierwsza w diecezji”66. I faktycznie, pod koniec życia, na nieco ponad miesiąc
przed tragicznym wypadkiem, ksiądz Stanisław zapisał na stronicach kroniczki:
64 J. Złotkowski, Biografa, s. 92. 65 „Wspomnienia o ks. Stanisławie Jamiołkowskim Teofla Kuleszy l. 50, który opowiadał o księdzu dla
Czesława Przezdzieckiego – dziewięcioletniego chłopca (na podstawie ręcznych zapisków – tekst
autoryzowany)”, maszynopis komputerowy w: APar Kulesze, s. nlb. 1-5. Za udostępnienie zapisków
wdzięczny jestem ks. Bogdanowi Malinowskiemu. 66 Tamże, s. nlb. 1.
XLIII
Tu, w Kuleszach, [piszę d. 5 sierpnia 1884 r.], na tem małem, w porównaniu
z innemi probostwie, tak mi dostatnio i tak dziś dobrze, że daj Boże tak wszystkim. Com tu przeniósł i com tu mógł dobrego zrobić, to łaska Boża sprawiła,
o którą i nadal, człek mierny, proszę67.
Powiadano później również, że ksiądz wiedział, iż „będzie od zwierząt
zabity”68. Jego los dopełnił się 18 września 1885 r. Gdy Jamiołkowski wybierał się, jak to miał w zwyczaju, na przejażdżkę po okolicy, konie poniosły,
przestraszywszy się podobno gołębi, przewracając powóz wraz z pasażerem,
który bardzo ucierpiał. Wśród kilku opisów tego nieszczęśliwego przypadku
najbardziej szczegółowy i wiarygodny pozostawił Zygmunt Gloger w „Gazecie
Warszawskiej” (zachowana pisownia oryginału):
Kanonik J[amiołkowski] wyjeżdżał ze swego dziedzińca, i siedząc na bryczce,
wysłał woźnicę po zapomniane w mieszkaniu książki, a sam tymczasem trzymał lejce. Konie ruszyły nagle w złym kierunku, kapłan chciał je nakierować,
przyczem na pochyłości pagórka bryczka wywróciła się, nieszczęśliwy nie mógł
wydostać nóg z pod zapiętego fartucha, i konie pociągnęły go razem z bryczką
kroków kilkanaście69.
Miejscowa tradycja o tym smutnym wydarzeniu opisuje momeny, które
zwiastowały tragedię: sen na dwa dni przed tragedią, zaprzęgnięcie nie tego
konia do powozu (omyłkowo zamiast konia pociągowego wzięto wierzchowca),
po złej stronie dyszla, wreszcie zamknięcie się bramy. Wypadek wydarzył się
„w sobotę, a w niedzielę ksiądz [wikariusz – EK] z ambony wezwał do modlitwy, że się [proboszcz – EK] mocno męczył. Cały kościół uderzył w płacz”70.
Niestety, „uderzenie głowy i kręgu pacierzowego były tak silne, iż chory po
60-ciu godzinach nieprzytomnego stanu, oddał ducha Bogu”71. Był 20 września
tegoż 1885 r.
Śmierć księdza Jamiołkowskiego nie tylko pogrążyła w żałobie parafan,
wśród których był otoczony ogromnym szacunkiem i sympatią, ale odbiła się także
echem w całej Polsce, przekraczając granice zaborczych kordonów. Informowały
o niej prócz cytowanej „Gazety Warszawskiej” także wydawana w Warszawie
„Gazeta Świąteczna” oraz poznański „Przegląd Katolicki”, którego zmarły był, jak
67 S. Jamiołkowski, Kronika, s. 91. W nawiasie kwadratowym dopisek ołówkiem. 68 „Wspomnienia o ks. Stanisławie Jamiołkowskim…”, s. nlb. 1. 69 [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Warszawska”, 1885, nr 279, dodatek, s. 5. 70 „Wspomnienia o ks. Stanisławie Jamiołkowskim…”, s. nlb. 2. 71 [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, op. cit., s. 5.

XLIV
pamiętamy, wieloletnim współpracownikiem. Doniesienia prasowe w zgodnym
tonie żałowały wielce zasłużonego kapłana, godnego, szanowanego i lubianego
człowieka. „Przegląd Katolicki” z 1 października 1885 r. pisał:
Nieszczęsny wypadek wydarł naszemu społeczeństwu niepospolitych zasług
pracownika […], śp. ks. Stanisław był kapłanem podług serca Bożego, prawdziwie świątobliwym. Ale nie zmniejsza to żalu naszego za nim a stratę naszą
tem bardziej stawia nam na oczy. […] Był on prawie idealnym proboszczem.
Oddany całkowicie swoim obowiązkom, spełniał je wszystkie z najściślejszą
skrupulatnością, ale zarazem w duchu najżywszej miłości.72
„Gazeta Świąteczna” z 27 września 1885 r. podawała: „Parafa i całe duchowieństwo żałują go bardzo, bo był to kapłan zacny, światły i zasłużony”73. Dużo
obszerniej pisała o nim „Gazeta Warszawska” z 15 grudnia 1885 r., piórem
Zygmunta Glogera uzupełniając poprzednie, skrótowe doniesienie o zgonie
Jamiołkowskiego:
Zacny kapłan, gruntowny badacz przeszłości i biegły znawca literatury krajowej, tudzież rzeczy kościelnych u nas, sumienny współpracownik „Encyklopedyi
Kościelnej”, stracił życie w 50-m roku swego wieku […]. Parafa kuleska, […]
straciła w nim niepospolitego pasterza i opiekuna, kraj zacnego obywatela,
a duchowieństwo dyecezyalne luminarza najbieglejszego w sprawach kościelnych. […] Pędząc żywot przykładny i cichy, probostwo, w którem zamieszkał,
przemienił z ruin w ponętną wiejską siedzibę. Odnowił miejscową świątynię,
pobudował prawie własnym kosztem obszerną i gustowną plebanię, wikaryat,
dom dla służby kościelnej z gospodą chrześciańską. Gromadził książki, pielęgnował ogrody, szerzył zamiłowanie do sadownictwa i naprawiania dróg, tak, że
podróżni po dobroci dróg poznawali terrytoryum do parafi kuleskiej należące.74
Szczególna dbałość księdza Jamiołkowskiego o stan gościńców i przydrożnych
krzyży to motyw powtarzający się we wspomnieniach o nim:
W parafi kuleskiej krzyże przydrożne żelazne w kamień oprawne wznoszą się
na pięknych grupach kamieni za wskazaniem ks. Jamiołkowskiego ułożonych. […]
W całej swojej parafi kazał na gościńcach wyzbierać pastuszkom kamienie, za
co im jadąc miedziakami płacił.
75
72 „Przegląd Katolicki”, R. 23, 1885, nr 40, s. 633. 73 ✝ Ksiądz Stanisław Jamiołkowski, „Gazeta Świąteczna”, 1885, nr 247, s. 2. 74 [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, op. cit., s. 5. 75 J. Złotkowski, Biografa, s. 93.
XLV
Ksiądz Jamiołkowski zauważył, że niejeden gospodarz kamienie ze swego
pola przerzucał na sąsiada, więc napominał, aby zbierać kamienie […]. Także
zaproponował, aby każda wioska nazbierała kamieni i urządziła kopiec pod
krzyż i każda wioska to zrobiła i krzyże na kamiennych kopcach byli tylko
w kuleskiej parafi.
76
Poza serdecznie usposobionymi parafanami i przyjaciółmi z duchowieństwa i świata nauki, ksiądz Stanisław pozostawił też pogrążoną w żałobie najbliższą rodzinę, którą bardzo ukochał. Do nich to, szczególnie do bratanków
„domowych”, przyszłych dziedziców rodowej siedziby, skierował swój testament
duchowy, zapiski genealogiczne, które cytowano już wyżej. Poza tym opracował
także testament sensu stricto. Ten piękny w swej wymowie dokument spisał 19
marca 1885 r., „proroczo” równo pół roku przed śmiercią. Warto przytoczyć go
in extenso (pisownia oryginalna)77:
W Imię Trójcy Przenajświętszej, przez którą pragnąc być zbawionym tak ją
do zgonu wyznawam i wychwalam, jakom w symbolach liturgicznych przez
31 lat życia mego duchownego odmawiał. To jest mój Testament który w myśl
świętych kanonów ne intentatus decedam, zawczasu własnoręcznie spisuję
i zostawiam. Choroby trapione mnie przez życie przyciskają ostatecznie i widzę
że w krótce przyjdzie się mi stawić na trybunał Boga sędziego.
Proszę, błagam ukorzony do miłosierdzia Jego apelując niechaj mi winy życia
mojego przebaczy. Boże, Boże, noli me condemnare! Najświętsza Panno, Patronowie święci: módlcie się za mną! Szczupłem mieniem jakiego mi Pan Bóg
ze swego błogosławieństwa z starań i oszczędności moich udzielić raczył, w ten
sposób rozporządzam:
Dwanaście tysięcy rubli w Listach Zastawnych Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego złożonych w tymże Towarzystwie chcę ażeby stanowiły fundusz budowlany, dziś tak zwany stroitelny78 kapitał, a których dwa tysiące rubli, z procentami
jakie się zaległe okażą przeznaczam na kościół [rzimskokatolicki]79 do Sokół lub
gdzieby indziej dla tej mojej rodzinnej parafi miał kościół nowy być budowany,
a zaś dziesięć tysięcy rubli także ze wszystkim uzbieranym od nich procentem
w kasie Towarzystwa zaległym przeznaczam na rzimsko katolicki kościoł mający
się kiedyś budować nowy w Kuleszach oraz na jego ozdobę, gdyby się fundusz
procentem tak dalece zwiększył. Nie z Kulesz zebrany to grosz, bom tu wszystko
co zebrał, tanquam rota fdelium et pretia peccatorum w probostwo i Kościół
76 „Wspomnienia o ks. Stanisławie Jamiołkowskim…”, s. nlb. 1. 77 Testament ks. S. Jamiołkowskiego, rkps, ss. nlb. 3, w posiadaniu krewnych księdza, którym jestem
za jego udostępnienie bardzo wdzięczny. 78 Stroitelny – z ros. „budowlany”. 79 Dopiska.

XLVI
włożył, jeno że parafanie moi do ofar nie szczodrzy, a przytem w większej części
i ubodzy, więc ja przewidując wielkie kłopoty kiedyś następców moich jako
je mieli z podobnej okoliczności dwaj poprzednicy moi, X. Wojciech Wnorowski i X. Marcin, z miłości ku Panu Bogu z przywiązania do miejsca tego na
pamiątkie po sobie na dzieło w najwyższym stopniu czynili racyjne na tę szkołę
duchowną katolicką (bo nie przypuszczam ażeby kiedy był tam rząd barbarzyński, coby intencye moje przewracał) niniejszem zapisuję i przeznaczam. Boże!
przyjm tę ofarę moją, doprowadź to kiedyś do skutku! Wszystko zresztą
com tu w Kuleszach sprawił i zbudował dla miejsca przeznaczam i oddaję,
do tego nikt żadnych pretensyi rościć nie może. Kronikę tutejszą kuleską przeze
mnie ułożoną, szczególniej pieczy by nie zaginęła następcom moim uprzejmie
poruczam. Rozrządziwszy w ten sposób głównym funduszem moim i tem co za
najkosztowniejsze cenię i uważam, resztę mojego mienia i sprzęcików moich mam
w Bogu nadzieję że rękodajnie rozdysponuję i umrę w gniazdku moim, którem tu
sobie zbudował. I Funidulo meo moriar! Co do pochowania mojego rozumiem
Dignum est ut ibi requiescat sacerdos ubi oferet censuerit: gdy jednak prawo krajowe przeciwko temu proszę niech jak najgłębiej w ziemię na cmentarzu
grzebalnym w kąciku, którym sobie na wieczny spoczynek obrał będę pochowany,
a kolatorowie i parafanie życzliwi grób mój przygotowanym już kamieniem nakryją. Proszę o przebaczenie wszystkich, których w czemkolwiek mógł zgorszyć
obrazić lub skrzywdzić. Parafan za jakiebądź przykrości, penitentow któremi
źle kierowałem, słuchaczow których nie tak gorliwie jakby należało nawracałem
wielce przepraszam.
A starać się będę i o to mieć was po zejściu mojem abyście na te rzeczy Których
was nauczyłem pamiętali. Wszystkich mi znajomych pozostających przyjaciół
i nieprzyjaciół żegnam, przebaczam, Wierzajcie słowom umierającego.
Do zobaczenia się w szczęśliwej wieczności.
Kulesze Kościelne, dnia dziewiętnastego Marca tysiąc ośmset ośmdziesiątego
piątego roku.
Ksiądz Stanisław Jamiołkowski.
Oddajmy teraz głos księdzu Złotkowskiemu:
Na jego grobie według testamentu spoczywa dużych rozmiarów meteor. […]
Opatrznościowo się stało, że ten fundusz łącznie z legitymą (czwartą częścią
spadku po innych proboszczach tu zmarłych) utworzyły z procentami sumę 45
tysięcy rubli, i w roku 1908, gdy się kościół w Kuleszach spalił, można było
przystąpić do budowy wspaniałej świątyni, jaką zaprojektował Inżynier
[Ignacy Pius] Dziekoński z Warszawy. Na pogrzebie głosił mowę Ks. Kachnowski proboszcz z Jabłonki, i powiedział, że „długie lata miną zanim przez
Kulesze bodaj przejedzie tak uczony i wielkiego ducha kapłan jak zmarły ks.
XLVII
Jamiołkowski”. Miał lat 50 i mógł jeszcze długo żyć.
Bibljoteka po nim zapewnie została duża i bogata w cenne dzieła, lecz pozostawiona bez opieki zaginęła, jest zaledwie kilkadziesiąt książek małej wartości,
krom paru egzemplarzy jeszcze w pergamin oprawnych.80
Następcą księdza Jamiołkowskiego na kuleskim probostwie został ksiądz
Wojciech Wyszyński (ur. 1818), niemal siedemdziesięcioletni, honorowy kanonik sejneński, rodem z tutejszej parafi, ze wsi Chojane-Sierocięta, dotąd
proboszcz w Szczepankowie81.
Opinię, jaką zostawił po sobie ksiądz Stanisław najlepiej oddał cytowany
już kilkakrotnie Zygmunt Gloger, szczerze go podziwiający:
Prawdziwy kapłan chrześciański, obok nadzwyczajnej słodyczy i łagodności,
miał duszę pełną hartu, nieugiętych szlachetnych zasad i odwagi cywilnej.82
Jako historyk od lat czerpiący ze spuścizny księdza Stanisława Jamiołkowskiego, a także jako z dziada pradziada parafanin kuleski, praprawnuk pary,
której ów w 1882 r. udzielał ślubu, w pełni zgadzam się z ową oceną i wyrażoną
w niej wdzięcznością dla tego prawdziwie szlachetnego człowieka.
Kalinowo Solki – Warszawa – Kundzicze – 2017
80 J. Złotkowski, Biografa, s. 92-93. 81 Tamże, s. 93. Zob. też J. Gwardiak, Stanisław Jamiołkowski (1834–1885), w: Słownik biografczny
białostocko-łomżyński, z. 1, Białystok 2002, s. 57–58; J. Maroszek, Dzieje powiatu, s. 36. 82 [Z. Gloger], Śp. ks. Stanisław Jamiołkowski, op. cit., s. 5. Wyróżnienie – EK.

Kroniczka
kuleskiego plebana
O kronice parafalnej
w Kuleszach Kościelnych

L
LI
O Kroniczce kuleskiego plebana
A utor Kroniczki kuleskiego polebana Stanisław Ludwik Jamiołkowski w zasadniczych częściach swojego opracowania proponuje jego odbiorcom
przeniesienie się w czasy odległe, o których mamy mało świadectw. Jego zaproszenie to gratka dla chcących rozeznać dzieje jednej z małych ojczyzn, jaką
tworzy od wieków dla swoich mieszkańców parafa w Kuleszach Kościelnych.
Ksiądz-kronikarz dość skutecznie zachęca do zapoznania się z jej historią, pisząc:
„Zapuśćmy się (…) myślą w te wieki i czasy, z których żadnego świadectwa na piśmie o tej okolicy nie mamy. To najpewniejsza, że wonczas
te żyzne dziś pola na Grodzkich, Litwie, Pażochach i Kalinowie, równie
jak i te brzydkie bagniska, chrapy i sapy, tu i ówdzie w obrębie dzisiejszej
mojej parafi do reszty wysychające, oraz te jeszcze brzydsze wydmy i piaski pomiędzy Wyknem a Mościckami, Czarnowem a Kuleszami, zalegała
nieprzejrzana puszcza, której mieszkańcem był zwierz dziki i ptastwo.
Nazwy Puszcza (Gołasze), Dąb, sześć wiosek Chojane, cztery Kalinowa,
Podlipne w mojej parafi, a sąsiednie Dębniki Olszewo najoczywistszym
takiego obrazu z zamierzchłej przeszłości dowodem. Same zresztą Kulesze
dziś Kościelne niegdyś Rokitnica, od rokity, czyli rokiciny (salix rosmarinifolia) [wierzba] t. j. gatunku wierzby do dziś dnia na mojej wilgotnej
łączce się krzewiącej, czyliż nie taką tu leśno-gajową przeszłość przypominają? A nazwa krainy Polesie, Podlasie83 pod lasem mieszkających:
których w średniowiecznej łacinie zwano Sylvicolae [mieszkańcy lasu] (ob.
Naruszewicza „Histor. Narodu Polsk.” Lipsk 1836 r. t. I str. 90), Subsilvani
[mieszkający pod lasem] (t. VI. 129 i 132) czyż także ongi lasów wielkich tu
nie dowodzi? Kawałki bursztynu, znalezione na polach Grodzkich Starych
i Gołaszów Górk. Także za taką przeszłością tutejszą przemawiają.”84
Przywołany fragment kroniki i dość obszerne inne jej partie brzmią jak
Stara baśń, echem przeszłości, która współtworzyła bliskie i dobrze znajome
miejsca, czasoprzestrzeń życia przodków współczesnych mieszkańców prezentowanego terenu a dziś jest odziedziczonym dobrem.
83 Ten wywód etymologiczny kuleskiego kronikarza ma raczej charakter ludowy. W opracowaniach
znajdujemy informację, że nazwa ta pojawia się w żródłach w XV wieku, zaś jej upowszechnienie
to wiek XVI. Przez historyków jest motywowana jako pochodząca od wyrażenia przyimkowego
„Pod Lachami”, czyli określająca terytorium u granic ziem polskich; por. J. Wiśniewski, Podlasie, w:
Słownik starożytności słowiańskich, t. IV, cz. 1, Wrocław 1970, s. 172-174. 84 S. L. Jamiołkowski, Kroniczka kuleskiego plebana, s. (dalej skrót: Kkp).

LII
Parafa w Kuleszach Kościelnych to obszar graniczący z rodzinnymi stronami ks. Jamiołkowskiego. Nie dziwi, że jako predysponowany do tego swoim
wykształceniem i chęcią opisania ziemi sobie bliskiej, a dodatkowo jako proboszcz parafi w Kuleszach, podjął on trud spisania jej dziejów i to zadanie
starannie wypełnił. Pisanie Kroniczki jej autor motywował w słowach: „Dla własnej satysfakcyi i dla wiadomości następców moich umyśliłem je złożyć w jedną
porządną całość”85. Tak też powstała kronika stanowi wartościowe źródło do
poznania historii parafi i lokalnego Kościoła, lecz także dziejów rodów i rodzin
kuleskich oraz miejscowości znajdujących się w parafi i jej otulinie. W tym
kontekście szczególnie cennym – nie tylko z perspektywy historyka – wydaje
się fakt, że ks. Jamiołkowski:
„Korzystając z miejscowego archiwum kościelnego i zebranych od szlachty dokumentów rodzinnych”, napisał „Kronikę parafi Kulesze”, którą
pozostawił w rękopisie w luźnych arkuszach. Jest to właściwie historia
kościoła i parafi oparta na dokumentach, które umiejętnie rozsegregował
i w snopki… zeszyte zostawił”.86
Kronikarz postawił przed sobą ambitny cel i właściwie go zrealizował,
zdając sobie sprawę z rozmaitych ograniczeń, między innymi z tego, że trudno
przeniknąć i odtworzyć przeszłe zdarzenia, najodleglejsze czasy. Stąd jego powściągliwa, lecz jakże znacząca refeksja:
„To tylko najpewniejsza, że najdawniejsi mieszkańcy tego tu Polesia, a więc
i dzisiejszej Kuleskiej parafi, byli Jadźwingowie. Ilekroć w historyi mowa
o Bielskiem, Brańskiem, rozumieć w tym obszarze należy i nasze Kulesze,
bo terrytoryum to aż poza Niziołki, Czarnowo i Dąb, od wieków z Bielskiem i Brańskiem był w łączności”87.
Dość skromnie ocenia kuleski kronikarz pokłosie swoich dociekań, które
jednak wcale niemało najdawniejsze czasy, ich „pomrokę (…) rozjaśniły”, utrwalając tę najdawniejszą i nieco bliższą historię i ocalając ją dla współczesnych.
O predyspozycjach intelektualnych ks. Jamiołkowskiego, o jego zdolnościach
twórczych i interpersonalnych krążyły rozmaite anegdotki. Talent pisarski
85 Por. Kkp, s. 8. 86 Tamże, s. 46. 87 Tamże, s. 10.
LIII
kaznodziei, umiejętność obserwowania rzeczywistości i konsekwencję w działaniu88 odzwierciedla m.in. zbiór utworów pt. KOLENDY ułożone, przerobione
lub dobrane przez X. Stanisława Jamiołkowskiego PLEBANA KULESKIEGO89,
który ukazał się w 1883 w Warszawie w Drukarni Stanisława Niemiery. Ksiądz
Złotkowski w biogramie kuleskiego kronkarza wspomina:

„Ks. Jamiołkowski napisał kolendy i wydał kantyczkę, w której dwie
pieśni z dobraną melodią są oryginalne, na tle miejscowych stosunków rodzin szlacheckich ułożone i chętnie przez starsze pokolenie
śpiewane”.90
Strona tytułowa wspomnianego tomiku ze zbiorów rodzinnych użyczonych
przez panią Alinę Dąbrowską z Jamiołk Godziebów
88 Por. tamże, s 44-47. 89 Zapis wg oryginału. 90 Tamże, s. 46.

LIV
Poniżej – dla popularyzacji – przywołujemy tekst jednej z nich:
KOLENDA PODLASKA
Kto był smutny dziś wesoły niechaj każdy będzie,
Natoć chodzim i weselim ludzi po kolendzie;
Bo cóżby znaczyły te święta godowe,
Gdybyśmy siedzieli jak pod stropem sowy.
Moi państwo gospodarstwo, posłuchajcie prosim,
Jaką wam tu w tej kolendzie ciekawość ogłosim;
Słuchajcie uważnie jak to wonczas było,
Kiedy się w Betleem Dzieciątko rodziło.
Pan Bóg zdawna był łaskawy i na Podlasiaki,
Choć źli ludzie wydziwiają: a ty siaki taki;
Na tę ludzką niechęć, nie trzeba nic gadać,
Boć komuś tam wolno, by na Krzyż ujadać.
A tymczasem prawdę mówiąc, wiemyć jak tam było,
I te rzeczy wypowiedzieć, jest nam bardzo miło;
Słuchajcie, nadstawcie uszu wszyscy bacznie,
Bo zaraz w tej chwili ta powieść się zacznie.
Kiedy się rodził Pan Jezus w miasteczku Betleem,
Tedy zewsząd doń bieżeli ludziska z weselem;
I my też choćby też stracić na to wiele,
Biegliśmy, jechali na ono wesele.
Mazowszanie leżąc w sianie wieźli je dla osła,
A nasi im przymawiali że nie wzięli owsa;
Od słówek do główek prędko się czepnęli:
Aż ciekła jajecznica jednemu z kobieli.
LV
Bo trza wiedzieć że z Mazowszem to zawżdy na udry:
Mazur że się ślepo rodzi, zda mu się że mudry;
Zapomniał co mu Pan mówił w Betleemie:
Pamiętaj żeś jedno z Podlasianem plemię.
Lecz jak mówią że pies z wilka, na wilki jest skorszy,
Tak-ci bywa między ludźmi, kto bliższy ten gorszy;
Dajmy temu pokój wieleby hałasu,
Chcemy tylko mówić o swojem Podlasiu.
Więc mówmy że Podlasie zdawiendawna szczodre,
Jak dziś księżom tak i w szopce dało dary dobre;
Czem kto mógł rad służył Maleńkiemu Panu,
Bogato, ubogo, wedle swego stanu.
Więc też wedle swych przydomków co komu przypadło,
Brał na furę i wyruszał, bacząc by nie spadło;
Ci nieśli, ci wieźli, jak na jarmark jaki,
Ten kury, ten gęsi, a ten białe raki.
Naprzód Joce91 niby połcie nieśli plastry miodu,
Dla Dzieciątka pacholątka, by nie miało głodu;
Chojane – śmietanę i masło jak złoto,
W ładyżkach i dzieżkach dźwigali z ochotą.
Dalej Rząski92 nieśli gąski, Gawkowie93 koguty,
Jakby na święty Mikołaj piejące bez nuty:
Baczyli radzili by czego nie mało,
Więc każdy rzecz inszą, by wszystkiego stało.
91 Dla przykładu podano w przypisach dodatkowe informacje objaśniające przywołane przez ks. Jamiołkowskiego nazwy, by wskazać zawarty w nich kontekst społeczno-kulturowy. Tak więc nazwa
własna Joce pochodzi od im. Jocz ( Józef ) lit. n. os. Jocis, Jocys, por. Słownik historycznych nazw osobowych białostocczyzny, t. 1, red. L. Citko, Dacewicz, Abramowicz, Białystok 2004, s. 138. 92 Od rząsa ‘obftość’; Rząski – od n. m. Rząski (krak., gm. Zabierzów), por. K. Rymut, Nazwiska
Polaków. Słownik historyczno-etymologiczy, t. 2, Kraków 1999 (dalej skrót: NP), s. 381. 93 Gawki – n. m. Gawki (ostroł., gm. Stary Lubotyń), NP, t. 1, s. 223. Kolejne potwierdzenie historii
zasiedleń i mazowiecko-podlaskiego charakteru badanego regionu.

LVI
Pan Paweł z panem Grzegorzem dziczyzny nabili,
Jemiołuszek i kuropatw torby nałożyli;
Jelenia i sarnę na drągu za nogi
Wlekli a trąbili w swe myśliwskie rogi.
Byli tacy co pomnieli, że mąka potrzebną,
Więc i mąkę i nie byle ale samą przednią;
Ci rybki, ci grzybki, pięknie wianeczkami,
Orzechy i jabłka, nieśli węzełkami.
Ich-mość Dzierki94 bez wybierki jak mleka brzeziny,
A zaś Wzorki95 pięknie w snopki jałowca, choiny,
Nacięli, nasiekli, dobrze wysuszyli,
I z tem do Betleem żwawo wyruszyli.
Więc już wiemy jak to było, jak wszyscy bieżeli,
Jak tam nasi chętnie nieśli to co tylko mieli;
Ujęci, kontenci, że Bóg przyjąć raczył,
Nie jak Mazurowie, co chcą by im płacił
*
.
Miły Boże! I dziś od nas przyjm serdeczne dary,
Jakie u stóp Twych składamy bez liczby i miary;
Pokorę, oborę, wszystko mienie nasze,
Bądź łaskaw i nadal na nasze Podlasie.
* Bóg zapłać.
X. S. J.
W kolędzie tej zachowały się poświadczenia normy ówczesnej ortografi
i interpunkcji, której w przywołanym tekście nie poddano modernizacji, aby
pokazać dla przykładu, jak wyglądał w oryginale także tekst rękopisu Kroniczki.
94 Dzierki – od stp. dzierać ‘drzeć’, za: NP, t. 1, s. 170. 95 Wzorek – od wzorek, wzór, za: NP, t. 2, s. 712.
LVII
Jednak o wiele istotniejsze wydaje się wskazanie, że w cytowanej kolędzie jej
autor utrwalił pewną tradycję relacji międzyludzkich, stale budowaną i głęboko zakorzenioną do dziś w świadomości i gestach Mazowszan i Podlasian.
W przywołanej kolędzie w aluzjach pobrzmiewa dziewiętnastowieczny realizm,
oddając dość subtelnie, lecz bezpośrednio obraz stosunków, jakie wówczas panowały między rodami i wsiami. Znajdujemy w niej również odzwierciedlenie
ludzkich charakterów w postawach mieszkańców dwóch graniczących ze sobą
regionów. Te pardygmatyczne rysy obyczajowości ludzi zamieszkujących północno-wschodnią Polskę wzbudzają skojarzenia i refeksje także w kontekście
współczesności. Trudno nie dostrzec w nich pewnej zachowanej poniekąd
tradycji. Dodatkowo lokalny koloryt utrwalają liczne w tym tekście, historyczne nazwy miejscowe i osobowe, których nosicieli dobrze znał i opisał kuleski
proboszcz. Stanowią one przejaw dziedzictwa łączącego przeszłość z teraźniejszością, pomost między dawnymi i nowymi laty.
Konsekwencja w działaniu ks. Jamiołkowskiego pozostała widoczne w jego
tomiku, poświadczając zacięcie pisarskie naszego szanownego kronikarza, niewątpliwe zdolności obserwacji świata oraz krytyczny stosunek do rzeczywistości, który pobrzmiewa wielokrotnie także w Kroniczce.
Spisanie historii parafi dodatkowo wymagało umiejętności panowania
nad obszernym materiałem faktografcznym, jaki wyzyskał kuleski pleban, dokumentując dzieje powierzonego mu kościoła. W efekcie realizacji tej aktywności znajduje potwierdzenie opinia, że wraz z objęciem kuleskiego probostwa
przez ks. Jamiołkowskiego:
„Kulesze stały się rezydencją męża uczonego, który gościł u siebie często znakomitych profesorów uniwersyteckich (ks. Kwapiński), Akademia
Krakowska uznała go za swego członka, koledzy akademiccy, księża bracia
Chodyńscy uzyskali dlań Kanonikat Kolegiaty Kaliskiej, a w Sejnach go nie
honorowano – pozostał tylko wiejskim plebanem. Sąsiedzi księża otaczali
go czcią należną, a parafanie ulegali wpływom jego ducha i zmienili się
prędko na dobre. Do dziś dnia piękna tradycja trwa i jeśli kto chce nadać
wagę jakim czynom lub je pochwalić, powiada: „tak ksiądz Jamiołkowski
powiedział, tak ksiądz Jamiołkowski robił”96.
96 Por. Kkp, s. 45.

LVIII
Tak więc w autorze Kroniczki odnajdujemy osobę wybitną, która stworzyła dzieło nie do przecenienia, pozostawiając potomnym materiał na niejedną
monografę, lecz nade wszystko przekaz o dziedziczonej tradycji, opisy stosunków społecznych i sąsiedzkich relacji czy charakterów przedstawicieli drobnej
szlachty podlaskiej – wyraźne ślady jej tożsamości zaświadczone w źródłach
historycznych i w żywym przekazie doświadczenia kronikarza.
Dzieje kościoła parafalnego w Kuleszach (Rokitnicy) to tytuł wstępu do opracowania ks. Jamiołkowskiego, bowiem Kroniczkę – jako dokument historyczny
– otwiera prezentacja źródeł wykorzystanych przy jej redakcji. Ks. Jamiołkowski
nazywa ten materiał „źródłami, z których ta „Kroniczka” powstała”97, a w swoim
omówieniu dzieli je na dziewięć grup i dość dokładnie opisuje, określając stan
zachowania i funkcję, jaką spełniły one w jego pracy. Są wśród nich cenne
i oryginalne dokumenty miejscowe oraz kopie zaginionych oryginałów np.:
„Erekcya” parafi w Kuleszach, „Summaryusz Dokumentów”, „Księgi Wizyt
Kanonicznych”, „Akta Processu ze dworem sąsiednim, zwanym pierwotnie
Rokitnicą, potem Kursztakami” czy „rozporządzenia biskupa Rupniewskiego”.
Jak stwierdza kronikarz: „Nieoceniony to dla naszych dziejów materyał, bo
szczegółów w nim tyczących się miejscowości dużo, których skądinąd zgoła
byśmy nie mieli, gdy oryginalne pisma (…) przepadły”98. Ponadto kuleski pleban korzysta także z ówczesnych opracowań drukowanych. Pośród nich jest
m.in. „Historyia Narodu Polskiego” Adama Naruszewicza z r. 1836 i „Herbarz”
Ignacego Kapicy Milewskiego, wydany w 1870 r. Wszystkie one wielokrotnie
przywoływane w prezentowanym dziewiętnastowiecznym woluminie służą jako
materiał ilustracyjny czasów minionych i stanowią bazę historycznego opisu
dziejów parafi i kościoła.
Główny tekst kroniki, tytułowany przez autora: Kroniczka kuleskiego plebana, to owoc działań, które tak pokrótce opisał:
„(…) przez dziesięć lat tuż pobytu i zarządu mojego przy tym Kościele
i parafi, starałem się poznać jak dokładniej jej położenie topografczne,
oraz zkąd tylko była możliwa pozbierać szczegóły tyczące się tej okolicy,
osobliwie też tej parafi, a najosobliwiej tutejszego kościoła”99.
97 Por. tamże, s. 1. 98 Tamże, s. 4. 99 Wszystkie cytaty z Kroniczki zawarte w niniejszym opracowaniu przywołano zgodnie z zapisem
oryginału.
LIX
Po tych słowach kronikarz przenosi czytelnika „myślą w te wieki i czasy,
z których żadnego świadectwa na piśmie o tej okolicy nie mamy”100. Najpierw
opisowo przedstawia on czasy przedhistoryczne, sięga do etymologii nazwy Rokitnica, a następnie przywołuje dzieje późniejszego terytorium parafi w Kuleszach zaświadczone w źródłach, które notuje m.in. „Encyklopedia Orgelbranda”.
Potem odtwarza czasy zasiedlania Podlasia, charakteryzuje „nowoosiedleńców”
i ich znanych przedstawicieli na podstawie rozmaitych źródeł. Wskazuje ich
jako zaczyn osadniczy w parafi kuleskiej. Następnie kreśli w kolejności – wyodrębnioną w podtytułach – historię tzw. Kościoła I, łacińskiego, który „stanął
przed r. 1472” w Kuleszach-Rokitnicy; Kościoła II – „pobenedykowanego w r.
1737”, budowanego za czasów ks. Wojciecha Wnorowskiego – i Kościoła III,
postawionego za proboszcza ks. Marcina Wnorowskiego, a jeszcze za czasów
ks. Jamiołkowskiego będącego w dobrym stanie. Po tych opisach dokonanych
na podstawie źródeł i przekazów ustnych, pod śródtytułem: Proboszczowie
kulescy tworzy kronikarz 14 biogramów swoich poprzedników, utrwalając ich
zasługi dla parafi i Kościoła. Nie szczędzi przy tym uwag mniej pochlebnych,
chcąc oddać prawdę. Jako 15. biogram załącza informację o sobie. Tę część
kroniki datuje na 5 sierpnia 1884 r. Dalej zostawia puste strony na uzupełnienie swego życiorysu przez następnego proboszcza kuleskiego i ewentualne
dopisanie informacji o kolejnych. Tak wyrażony zamysł ks. Jamiołkowskiego
został spełniony, stąd w jego Kroniczce, w ninejszym jej wydaniu pomieszczono
opracowane przez ks. Złotkowskiego biogramy kolejnych 8 księży, gospodarzy
kościoła w Kuleszch, aby udokumentować ciągłość dziejów parafi.
Następny podtytuł: Pomocnicy proboszczów kuleszskich rozpoczyna prezentację ponad 70 księży wikariuszów, opisanych raczej dość ogólnikowo lub jedynie
wymienionych z nazwiska. Po niej znajdujemy osobne informacje o: alterzyście
i 12 organistach kuleskich „pomienionych w źródłach”. Dalej kronikarz podaje
wiadomości, do których dotarł, o szkole istniejącej na terenie plebani już w roku
1670, szpitalu-przytułku z 1717 roku, cmentarzu przykościelnym, krzyżach
żelaznych, dzwonnicy, kostnicy, „budynkach plebanialnych”, tzw. rezydencji
i wikariacie. Kolejne treści dotyczą takich obiektów plebanialnych jak: braxatorium101, karczma, kuźnia, gumna i obory, sklepy, lodownia, studnia, sadzawka,
altana i młyn, stanowiących dobra przynależne proboszczowi w Kuleszach.
100 Kkp, s. 9. 101 To dawna nazwa browaru.

LX
Bardzo dokładnie, retrospektywnie opisuje ks. Jamiołkowski inwentarz
kościelny i inwentarz ekonomiczny („plebanialny ruchomy”) oraz tzw. „uposażenie proboszcza kuleskiego”, korzystając z zachowanych dokumentów.
Póżniej przechodzi do prezentacji „terytorium parafalnego”, wyodrębniając ten
dość istotny i dobrze opisany w Kroniczce fragment jako punkt 1. Następnie
stwierdza: „Dotąd mówiliśmy o samem terrytoryum plebanialnem: obejrzyjmyż
teraz parafę całą, rozejrzyjmy się w wioskach ją składających”. W ten sposób
wyraźnie wydziela część drugą, tytułując ją: „Parafa Kuleska”102. Zawiera w niej
bogate omówienie poszczególnych miejscowości, należących do parafi kuleskiej, m.in. wraz z etymologią ich nazw, dziejami, a niekiedy przywołaniem
nazwisk założycieli i mieszkańców. Ten fragment opracowania jest niezwykle
cenny. Ma on charakter monografczny i może stanowić punkt wyjścia dla wielu opracowań szczegółowych, lecz przede wszystkim dla współczesnych jest
świetną podstawą do rozeznania historii miejsca zamieszkania, do rozpoznania
przejętego dziedzictwa.
Za odrębną należy uznać część zamykającą „zbieraninę” ks. Jamiołkowskiego, zawierającą, jak na to wskazuje jej tytuł: „Opisanie obecnego stanu Kościoła parafalnego i probostwa w Kuleszach” oraz jego inwentarza. Kronikarz
podejmuje swoistą inwentaryzację własną, z której zdaje szczegółową relację.
Jej wynik stanowi dokładny, kronikarski opis kościoła kuleskiego w II poł. XIX
wieku z odwołaniami do histrii wielu obiektów, co wydaje się nader cennym
kontekstem. Jest to bowiem obraz dziedzictwa, jakie obecnie znajduje swoją
reprezentację pośród zabytków Kościoła kuleskiego103. Całość zamyka skrupulatny wykaz tradycji i współczesnego kronikarzowi porządku nabożeństw
sprawowanych w parafi kuleskiej wg przywołanych – niekiedy w całości – rozporządzeń zwierzchnich władz Kościoła.
1. Kronika jako gatunek
Prezentowana publikacja został napisana jako kronika, co odzwierciedla nie
tylko jej tytuł. Kronika to gatunek wypowiedzi, który kojarzy się ze średniowiecznymi dziełami historycznymi zaliczanymi do epiki i nurtu tzw. dziejopisarstwa.
Były to opracowania historiografczne, mające charakter literacki. Podstawę
102 Kkp, s. 156. 103 Por. fotografe zabytkowego relikwiarza i monstrancji dołączone do niniejszej publikacji.
LXI
dla ich powstania tworzyły źródła i przekazy ustne. Konwencja dziejopisarska
wymagała, by kroniki zachowywały układ chronologiczny. Ponadto cechowały
je: brak krytycyzmu przy wykorzystaniu materiałów źródłowych i informacji
ustnych, swobodne uzupełnianie źródłowych danych, wprowadzanie elementów fkcyjnych, nieautentycznych (listy, mowy, opowieści) oraz dydaktyzm (pouczanie i moralizowanie) i panegiryzm (przesadne wychwalanie)104. Kroniczka
spełnia te kryteria, bowiem prezentuje wydarzenia, miejsca i ludzi w porządku
chronologicznym. Między innym w formie biogramów przywołuje kolejnych
proboszczów kuleskich, począwszy od roku 1583, od niejakiego ks. Mikołaja
Kołaczkowskiego. Jednocześnie podaje liczne opisy dziejów wsi „składających”
parafę kuleską. Niekiedy koduje krótkie informacje o osobach, niewątpliwe
przyczynki do ich biografi. Zwykle są pośród nich rozmaici dostojnicy kościelni
czy też przedstawiciele znamienitych rodów kuleskiej parafi. Głównie jednak
opisuje ks. Jamiołkowski dzieje kuleskiego Kościoła – w wymiarze materialnym
i duchowym.
Niewątpliwie czerpie kuleski pleban z polskiej tradycji kronikarskiej,
z pewnością ta tradycja była dla niego asumptem i inspiracją do stworzenia
Kroniczki, w której notuje: „My, że Kroniczkę piszemy, musimy przedstawiać
rzecz nie tak, jakbyśmy byli radzi, żeby się działo, lecz jak się w istocie działo.
A działo się w istocie różnie”105. Takie założenie i postawa kronikarza, wskazującego wyraźnie: „nam chodzi o wierność historyczną i świętą prawdę”106,
czyni jego dzieło jeszcze cenniejszym, nadając mu walor obiektywizmu. Ten zaś
wielokrotnie przełamuje swoim subiektywnym oglądem spraw, ludzi i miejsc, co
z pewnością dodaje jego dziełu atrakcyjności podobnie jak poczucie humoru,
które miał szczególne kuleski pleban. Widać je w słowach przed wywodem
dotyczącym rodu Kuleszów Paluchami zwanych: „A co nam zaszkodzi, jeżeli
sobie nawet, tak piękne drzewo, czy przynajmniej ziółko, Zaleskich Paluchów
wyrysujemy?”107 To „ziółko” to w Kroniczce bardzo prosty szkic drzewa genealogicznego, które składa się zaledwie z kilku elementów. W wielu miejscach znajdzie czytelnik podobnie subtelny humor, aluzję czy ironię w kontekście faktów,
niekiedy dość gorzkich i trudnych, jak też zawiłych relacji i skomplikowanych,
104 Por. M. Plezia, Kroniki, w: Litreatura polska. Przewodnik encyklopedyczny, t. I, red. J. Krzyżanowski,
C. Hernas, Warszawa 1984, s. 510. 105 Kkp, s. 139. 106 Tamże, s. 26. 107 Tamże, s. 98.

LXII
badawczych, a niekiedy niemalże detektywistycznych dociekań. Kroniczka bowiem utrwaliła historię i codzienność pewnej społeczności i jej przedstawicieli,
zachowała pamięć o tradycji i obyczajowości ludzi i miejsca, o uwarunkowaniach politycznych, ekonomicznych czy socjalnych, jakie kształtowały ówczesną
rzeczywistość.
2.Język polski w rękopisie kroniki kuleskiej
Od razu trzeba powiedzieć, że ks. Jamiołkowski posługuje się staranną dziewiętnastowieczną polszczyzną, która należy przede wszystkim do odmiany tzw.
polszczyzny kościelnej. Kuleski kronikarz posiada nieprzeciętne wyczucie językowe
i umiejętność posługiwania się językiem, odzwierciedlającym jego wykształcenie,
kulturę i osobowość. Dodać jeszcze należy, że ów język doskonale reprezentuje
profesję kronikarza-księdza, który świetnie orientuje się np. w nazewnictwie kościelnym, co potwierdza, kiedy opisuje m.in. paramenty zgromadzone w kuleskim
kościele, odtwarza ich historię i dokładny wygląd. Ponadto zna łacinę i posługuje
się nią bardzo często w opisach i partiach narracji, a niekiedy przywołuje (przepisuje) w całości łacińskie dokumenty kościelne, ważne ze względu na zawartość
treściową, istotną dla tradycji i dziejów lokalnego Kościoła.
Pismo dziewiętnastowiecznego zabytku, jakim jest Kroniczka, cechuje stosunkowa staranność i jednolitość pod względem charakteru. Nie znajdujemy
w nim zbyt wielu skreśleń czy miejsc trudnych bądź niemożliwych do odczytania, jeśli chodzi o zapisy w języku polskim, gorzej to wygląda w przypadku
dość licznych łacińskich passusów. Te wymagały profesjonalnego odczytania
i korekty. Przyjrzyjmy się nieco dokładniej grafi i ortografi ks. Jamiołkowskiego utrwalonej w Kroniczce, lecz także materiałowi ilustrującemu język wcześniejszych epok, który reprezentują cytacje z dokumentów, jakie wykorzystywał
i przywoływał kronikarz.
W prezentowanym tekście pod względem grafcznym została wyodrębniona, chociaż dość niekonsekwentnie, samogłoska o pochylone, którą zapisuje
się jako o, ó i u. Widać to np. w zapisach: dowod // dowód, poł // pół,
wojta // wójta, zaniosł // zaniósł; gront // grunt, Jakób // Jakub.Pisownia w tym
zakresie jest niestabilna.
Natomiast warto zwrócić uwagę, że w zakresie pisowni i oraz y analizowane zapiski kronikarskie właściwie oddają stan zbliżony do współczesnej
LXIII
normy ortografcznej, choć znajdujemy m.in. zapis originał // oryginał. Kuleski
kronikarz posługuje się jotą (np. notuję, jeno, majstrów, przynajmniej, kancelaryą, jest, miejsce, jesienią, nadzwyczajnie, wyziębiają, pokój), na oznaczenie której
najczęściej używa y, np. zawsze po spółgłosce c: benefcyatom, Erekcya, kollacyi,
licytacyi, tradycya, a niekiedy po innych spółgłoskach jak np. w wyrazie kancelaryi. Znajduje tu jeszcze jedno potwierdzenie zjawisko upowszechnienia się j,
która do połowy XIX wieku raczej pojawiała się rzadko108.
Uwagę współczesnego czytelnika może zwrócić zapis grupy spółgłoskowej ks, która w omawianej kronice niekiedy jest oddawana za pomocą litery x, np.: appellacyę, exkomunikę, extrakcie, Felix, Kalixty, nowo-Alexandryjski,
pretextem. Ten charakterystyczny dla dziewiętnastowiecznej polszczyzny zapis
konsekwentnie też pojawia się w skrócie X. (zawsze zapisywanym wielką literą) od wyrazu ksiądz. Pełny zapis wyrazu xiądz występuje jedynie w cytatach
z dokumentów z XVII i XVIII wieku. Jednak częściej w Kroniczce znajdujemy
poświadczenia zapisów z ks np.: księga czy książę.
Dość charakterystyczna jest pisownia podwojonych spółgłosek, występujących głównie w wyrazach obcego pochodzenia, np. appellacyę, exkommunikę,
possessyi, procesu, lecz także m.in. w wyrazie szklanne. Raczej nie należy tych
geminant postrzegać jedynie jako odzwierciedlenie dawnej pisowni, lecz także
traktować je jako poświadczenie ówczesnej wymowy obcych wyrazów, które
wchodziły do polszczyzny i się w niej dopiero popularyzowały, dostosowując
się do polskiego wzorca artykulacyjnego.
Użycie wielkich i małych liter odzwierciedla XIX-wieczny zwyczaj.
W oczywisty sposób kronikarz konsekwentnie wielką literą rozpoczyna nowe
zdanie i zapisuje liczne w jego dziele nazwy własne, np.: Gierałta, Kursztatki,
Litewka, Podawce, Rokietnica. Prócz tego wielką literą jest zapisywany wyraz
Bóg, jak również pozostałe imiona osób Trójcy Świętej (zwanej też Trójcą
Przenajświętszą) i przypisane im określenia, np.: Błogosławiony Pan, Chrystus
Ukrzyżowany, Jezus Chrystus, Pan Jezus oraz imiona odnoszące się do Matki Bożej np.: Matka, Najświętsza Panna. Podobnie wielką literę znajdujemy
w zapisach: rok Pański i w nazwach własnych świętych: Ś. Józefem, Ś. Joachim,
Ś. Anna z Dzieciątkiem Jezus. Tu także skrót nazwy święty // święta jest zapisywany wielką literą i tylko przez ś z kropką a nie jak obecnie św. Wielką literą
znamionowane są także nazwy wydarzeń z przekazu biblijnego, np.: Zesłanie
108 Por. S. Jodłowski, Losy polskiej ortografi, Warszawa 1979, s. 81-82.

LXIV
Ducha Świętego oraz nazwy nabożeństw np. „po skończonej Jutrzni Godzinki
o Niepokalanem Poczęciu Najśw. Pannie Maryi”109. Ponadto wielką literą, chociaż niekonsekwentnie, zapisuje kuleski kronikarz niektóre nazwy pospolite, np.:
Broxatorium ‘browar’, Cmentarz, Karczma, Kościół ‘obiekt’, Lodownia, Sadzawki,
Staw obok karczma, piwnice, wikaryat. Poprzez użycie wielkiej litery piszący
wskazuje na jednostkowy charakter danego miejsca, obiektu czy przedmiotu,
lecz przede wszystkim wyraża szacunek np. dla osoby. Stąd też liczne rzeczowniki opisujące sferę sacrum są zapisane wielką literą np.: Apostoł czy Święty, lecz
także Księgi, Ołtarz Matki Boskiej, Różaniec ‘nabożeństwo’, Sakrament – jako
łączące się z kultem religijnym. Poza tym kronikarz zapisuje wielką literą nazwę
pospolitą Kolatorowie, wskazując na darczyńców kuleskiego kościoła.
Dość znamienny i konsekwentny jest zapis małą literą wyrazów żyd,
niemiec, szwedom. Natomiast należy odnotować brak konsekwencji w posługiwaniu się wielką literą w pisowni nazw narodowości w wyrazie Rusin. Obok
podanego zapisu pojawia się: rusin, rusiny. Zawsze zaś spotykamy pisownię:
Litwin, Litwini, Polak, Polacy.
Ponadto inaczej niż współcześnie zapisywał kronikarz nazwę jednostki
administracyjnej Rzeczypospolitej oraz dość niekonsekwentnie nazwy godności,
funkcji, zawodów i tytuły, np.: ksiądz // Ksiądz // X., Pisarz Ziemi Bielskiej //
pisarz Ziemi Bielskiej, Sędzia Zjazdowy // Sędzia księdza // sędzia Jan Smarczewski. Wyraz Kraje tylko w cytacie ze starych dokumentów został zapisany wielką
literą, co poświadcza dawną jego pisownię.
Tak przedstawiający się obraz użycia wielkich i małych liter wskazuje, że
nie można tu mówić o konsekwencji w ich stosowaniu, lecz o zapisach dominujących, które sygnalizują pewne późniejsze znormalizowane tendencje
poprawnościowe.
W prezentowanym dokumencie brak również konsekwencji co do pisowni
łącznej i rozdzielnej. Stanowi to przejaw dość powszechnego jeszcze w XIX
wieku zjawiska. Najczęściej łącznie zapisywane są zestroje akcentowe, np. partykuła przecząca nie z czasownikami: niedopuścił, nieodymowaliśmy, niemogła,
niepozywali, nieprzyszło obok pisowni rozłącznej np. nie ma, nie mógł, nie znajdujemy, co zaprzecza twierdzenu, że o stabilizacji rozłącznej pisowni nie z czasownikami można mówić w odniesieniu do lat 1831-1840, jak stwierdza Irena
109 Por. Kkp, s. 226.
LXV
Bajerowa110. Natomiast tylko raz wystąpiło połączenie trójwyrazowe: partykuły
przeczącej nie z czasownikiem i zaimkiem zwrotnym w zapisie utartego powiedzenia, jak zauważa kronikarz: „prostego przysłowia podlaskiego”, którego
druga część – „z akcentem litewskim” – brzmi: niedajsię. Mamy tu potwierdzenie zachowania dawnego sposobu artykulacji w spopularyzowanym zwrocie.
Poza tym znajdujemy w Kroniczce inne zaprzeczone części mowy, które zaświadczają, że nie z przymiotnikami i imiesłowami przymiotnikowymi zapisywał kronikarz łącznie i czynił to dość konsekwentnie np. w wyrazach: niecałe,
niemniejszymi, niezdatny, nieoceniony, nieoddaną. Łączna pisownia dotyczy też
licznych wyrażeń przyimkowych np. nanoc, naprzemian, oddawna, przedewszystkim czy też nieodmiennego frazemu tembardziej. Osobno (etymologicznie
poprawnie) jest zapisywany przyimek z pod dziś spod.
Natomiast brak poświadczenia występowania formy ściągniętej wyrażenia
przyimkowego weń ‘w nim’, zaś notuje się dość częste użycie analogicznych
form dlań, doń, nań, odeń, zań. Ponadto język Kroniczki zachowuje m.in. w zakresie feksji formy charakterystyczne dla polszczyzny XVIII wieku np. w użyciu szerszym niż współcześnie końcówki – ów w D. i B. lm. rzeczowników
męskich (Danielów, funduszów, kommisarzów, parafanów). Wpływ tej ekspansywnej końcówki111 widać także w formach deklinacji żeńskiej, w dopełniaczu
liczby mnogiej w wyrazach Wnorów, komżów, wsiów.
Pojawia się również końcówka – owie, która najprawdopodobniej pełniła
wówczas funkcję podkreślającą godność, status osoby i urzędu, stąd np. formy
fundatorowie, kollatorowie, proboszczowie.
Wspomieć trzeba jeszcze o formach liczebników, które dość często występują w kuleskim źródle. Wielokrotnie są one zapisane cyfrą. Najczęściej
spotykamy ich użycia w formie C. np. obudwom stronom (historycznie poprawna
forma) i w Msc. np.: o dwa półwłoczki. W formie N. znajdujemy poświadczenie
dominującej już, nowszej formy liczebnika dwa np. z dwoma córkami, z dwoma
sąsiednimi proboszczami, z dwoma miechami, dwoma osobkami, z dwoma szafkami, z dwoma pieczęciami, z temi dwoma, dwoma progami żelaznemi, z dwoma
szlachty. Poświadczone zostało także użycie form: dwaj ostatni, z włók dwóch
i historycznych form dwom synom oraz dwiema kopami oziminy, która jest już
110 Por. I. Bajerowa, Polski język ogólny w XIX wieku. Stan i ewolucja, t. I, Ortografa, fonologia z fonetyką,
morfonologia, Katowice 1986, s. 44. 111 Por. np. S. Gajda, Oboczności końcówkowe rzeczowników polskich w I połowie XIX wieku, „Wrocławskie
Towarzystwo Naukowe. Rozprawy Komisji Językowej” IX, Wrocław 1973, s. 93–114.

LXVI
formą archaiczną. W badanym materiale możemy więc zaobserwować kształtowanie się nowego paradygmatu odmiany liczebnika dwa, w którym forma:
dwa łączy się z rzeczownikami w M. (dwa kwitki) i B. rodzaju nijakiego (dwa
półwłoczki), a dwom w C. rodzaju męskiego (dwom synom).
Znajduje też poświadczenie kształtowania się kategorii męskoosobowości
w liczebnikach nieokreślonych wiele // wielu np. wiele z powyżej przytoczonych
szczegółów, wiele dokładności; Danielów wielu, od wielu lat, dziedzictwo wielu.
Wydaje się, że są to cechy najbardziej charakterystyczne dla prezentowanego
dokumentu i zarazem najbardziej zauważalne dla współczesnego jego odbiorcy.
Osobne miejsce przynależałoby w tym opisie słownictwu, które jest bardzo bogate i zróżnicowane. Jednak nie podejmujemy tego tematu, bowiem jest on zbyt
obszerny i szczegółowy jak na ramy niniejszego opracowania. Dość zaznaczyć,
że prócz form wyrazowych przywołanych wyżej występują w Kroniczce takie
wyrazy jak: kierz (krza), najprzedniejszy, odwłoka, podobnież, snadź, szpetnie.
Osobną grupę stanowią nazwy dawnych urzędów: podkomorzy, podsędek, podstarościc czy dość specjalistyczne słownictwo związane z wyposażeniem kościoła:
ampułki, trybularze, pacyfkał, sedes, kitajki, kamki, stabima itp., lecz także z jego
otoczeniem i samym budynkiem.
Materiał językowy kuleskiej kroniki stanowi interesujące źródło do badania dziewiętnastowiecznej polszczyzny także w kontekście jej wcześniejszej
postaci, utrwalonej w przywoływanych w Kroniczce dokumentach.
3.Dzieje osób i miejsc
Niewątpliwie Kroniczka to rzecz kapitalna dla rozpoznania tożsamości
rodów i rodzin oraz miejscowości tego wyjątkowego terenu, jakim jest parafa
kuleska jako obszar pogranicza mazowiecko-podlaskiego, a właściwie terytorium ciążące ku Podlasiu, co uświadamia ks. Jamiołkowski w swoich wypowiedziach, zaś przede wszystkim zaświadcza na podstawie historycznych źródeł.
Jest to wskazanie szczególnie cenne dla popularyzacji stale zobowiązującego
dziedzictwa drobnej szlachty – tak silnie naznaczającego i dynamizującego procesy kulturotwórcze całego regionu, który sytuuje się na pozycji swego rodzaju
bohatera kroniki. Dlatego też badacze dziejów szlachty i zajmujący się genealogią wielokrotnie sięgali do Kroniczki, rozpoznając zawarty w niej materiał jako
świetne źródło historyczne.
LXVII
Z miejscami kojarzymy ludzi. Z parafą w Kuleszach są od wieków związani
m.in. przedstawiciele rodu Grodzkich112, Kalinowskich113, Kuleszów114 i Wnorowskich115, rodów, których herby nie przez przypadek zdobią wnętrze dzi112 W źródłach metrykalnych z Kobylina Borzymów zapisano licznych nosicieli tego nazwiska m.in.:
Franciszek Grodzki, syn Franciszka lat 30, właściciela cząstkowego i Balbiny Choińskiej lat 28, urodzony w Wnorach Wypychach 04.03.1890, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 45/1890;
Piotr Grodzki, syn Stanisława lat 38, właściciela cząstkowego i Ludwiki Konopki lat 30, urodzony
w Wnorach Wypychach 12.07.1890, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 120/1890; Paweł
Grodzki, syn Franciszka lat 30, właściciela cząstkowego i Antoniny Maciorkowskiej lat 30, urodzony
w Kobylinie Pieniążkach 13.11.1890, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 194/1890; w aktach wiskich zaś: Jan Grodzki ojciec zmarłej Stefanii mąż Aleksandry drobna szlachta w Menczkach
mieszkający 1890, Księga Aktów Zgonu parafi wiskiej 88; w prasie łomżyńskiej z XX wieku zapisano: Czesław Grodzki, inżynier miernik z Niziołk Starych; kandydat na posła do sejmu z ramienia
PSL („Ziemia Łomżyńska” 2/1919); nazwisko utworzone od nazwy miejscowości Wlkp: Grodziec,
dziś Grójec, włoc., gm. Lubraniec; Maz: Grodziec, dziś Grójec, ciech., gm. Czernice Borowe (za:
Słownik etymologiczno-motywacyjny staropolskich nazw osobowych, red. A. Cieślikowa, M. Malec,
K. Rymut, cz. 3, Kraków 2000, s. 58); też od nazwy miejscowości Gród (za: Słownik historycznych nazw osobowych białostocczyzny…, dz. cyt., t. I, s. 102) formantem –ki. W opracowaniach
onomastycznych nie wymienia się miejscowości Grodzkie (Grodzkie Stare i Grodzkie Nowe, gm.
Kulesze Kościelne, powiat wysokomazowiecki). Wszystkie przywołane materiały źródłowe zostały
zaczerpnięte z „Katalogu osobowo-miejscowego”, będącego w dyspozycji „Laboratorium badań nad
dziedzictwem kulturowym Mazowsza i Podlasia” w Łomżyńskim Towarzystwie Naukowym im.
Wagów w Łomży. 113 W źródłach to nazwisko pojawia się dość często np.: Jakub Kalinowsky 1613, Metryki chrztu parafi łomżyńskiej 1264; Christophorus Kalinowski – 1620, Akta sejmikowe łomżyńskie; Jacobus
Kalinowski de Wielbory – 1620, Akta sejmikowe łomżyńskie; Joannes Kalinowski de Wielobory – 1620, Akta sejmikowe łomżyńskie; Szczepan Kalinowski, syn Piotra lat 30, właściciela
cząstkowego i Aleksandry Wnorowskiej lat 25, urodzony w Garbowie Nowym 04.01.1892,
Akta metrykalne urodzonych parafi Kobylin Borzymy 3/1892; nazwisko utworzone od nazwy
miejscowości Wlkp.: Kalinowiec, włoc., gm. Bąkowo; Śl.: Kalinów, opol., gm. Strzelce Opolskie
(za: Słownik etymologiczno-motywacyjny…, dz. cyt., cz. 3, s. 70). 114 Nosicieli tego nazwiska znajdujemy w rozmaitych dokumentach historycznych m.in. w Aktach sejmikowych łomżyńskich, gdzie są zawarte następujące informacje np.: Wawrzeniec Kulesza – podpisany
pod manifestem do króla Stanisława Augusta Poniatowskiego z sierpnia 1776 r. przeciwko sędziemu Janowi Skarzyńskiemu i podczaszemu Florianowi Drewnowskiemu nadużywającym władzy,
gwałcącym prawa szlachty i nieuczciwie gospodarującym państwowymi pieniędzmi; we „Wspólnej
Pracy” 2/1910 wspominany jest Ignacy Kulesza, „stowarzyszony z guberni łomżyńskiej mający
prawo uczestniczenia w zebraniu okręgowym Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego w Łomży
dnia 14 kwietnia 1910 roku o godzinie 10 rano”; nazwisko utworzone od apelatywu kulesz, kulesza
‘mamałyga’, ‘potrawa z mąki kukurydzianej’ (za: Słownik etymologiczno motywacyjny…, dz. cyt., cz. 3,
s. 135) lub od nazwy miejscowej Kulesze (gm. Kulesze Kościelne). 115 To nazwisko wielokrotnie potwierdzają źródła. Jest ono częste wśród mieszkańców historycznej ziemi
łomżyńskiej i pogranicza mazowiecko-podlaskiego. Wyekscerpowano je m.in. z Aktów metrykalnych
parafi Kobylin Borzymy np.: Kazimiera Wnorowska, córka Stanisława lat 46, właściciela cząstkowego
i Klementyny Kamińskiej lat 30, urodzona w Makowie 16.07.1892, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 112/1892; Marta Wnorowska, córka Jana lat 28, właściciela cząstkowego i Franciszki
Kropiewnickiej lat 25, urodzona w Garbowie Nowym 20.08.1892, Unikat urodzonych parafi Kobylin
Borzymy 124/1892; Amelia Wnorowska, córka Antoniego lat 32, właściciela cząstkowego i Adeli

LXVIII
siejszego kościoła kuleskiego, usytuowane nad głównym portalem, u samego
wejścia, znamionując historię parafi. W Kroniczce znajdujemy wielokrotne
przywołania i opisy nosicieli tych nazwisk oraz sytuacji, jakich byli oni uczestnikami. Ta perspektywa przekazu ks. Jamiołkowskiego jest wyjątkowo atrakcyjna, ponieważ otwiera na poznanie osób za pośrednictwem opisów sytuacji,
w jakich one uczestniczyły, współtworząc historię opisywanej parafi i jej
mieszkańców, przedstawicieli społeczności lokalnej i Kościoła katolickiego,
a także koduje ślady pamięci prywatnej, istotnej dla poznania rodów i rodzin
kuleskich konstytuujących tę społeczność. Daje nam to wgląd w skład społeczeństw na badanym terytorium.
Ks. Jamiołkowski notuje m.in.:
„Zawracając do wieku XV i XVI, z papierów miejscowych, i z Herbarza
Kapicy widzimy, że dzisiejsze nazwiska na ski, były skrócone116: np. Gołaś117, Wnor118, Gierałt
119, Faszcz120, Jamiołka121; inne dziś zgoła w okolicy
Frankowskiej lat 30, urodzona w Wnorach Kuzelach 10.09.1892, Unikat urodzonych parafi Kobylin
Borzymy 133/1892 (Ślub w Kobylinie 29.07.1919 z Edwardem Mańkiewiczem); Anna Wnorowska,
córka Konstantego lat 26, właściciela cząstkowego i Teofli Śleszyńskiej lat 27, urodzona w Wnorach
Wypychach 16.10.1892, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 171/1892; Kunegonda Wnorowska,
córka Józefa lat 40, właściciela cząstkowego i Salomei Roszkowskiej lat 26, urodzona w Wnorach
Wypychach 28.12.1892, Unikat urodzonych parafi Kobylin Borzymy 201/1892; nazwisko utworzone
od nazwy miejscowości Młp: Wnorów, tarnob., gm. Koprzywnica (za: Słownik etymologiczno-motywacyjny…, dz. cyt., cz. 3, s. 216) lub od nazwy miejscowości Wnory (za: Słownik historycznych nazw
osobowych Białostocczyzny (XV-XVII w.,) t. II, dz. cyt., s. 177) formantem –(ow)ski. 116 Są to formy przydomków, nazwań, „nazw familii”, jak defniuje termin nazwisko „Słownik języka
polskiego” M. Olgelbranda, Wilno 1861. Funkcjonowały one nim zaczęto używać form derywowanych z sufksem –ski. 117 Jest to antroponim, który na Podlasiu pojwia się w XVI wieku. Opisuje się go jako apelatyw golas
‘człowiek goły; człowiek łysy; biedak, chudopachołek’, por. Z. Abramowicz, L. Citko, L. Dacewicz,
Słownik…, t. 1., s. 98-99. 118 Podobnie ta nazwa osobowa występuje w źródłach podlaskich w XVI wieku, pochodzi od apelatywu
wnor ‘nałog’; wnorzyć ‘pogrążyć się, dopuścić się czego’, a obok niej pojawia się nazwisko Wnorowski;
por. j.w. Z. Abramowicz, L. Citko, L. Dacewicz, Słownik…, dz. cyt., t. 2., s. 177. 119 Nazwa osobowa od imienia pochodzenia germańskiego Gerwald, od gêr ‘oszczep’ + walt ‘panować’;
znana w Polsce od XIII wieku. 120 Ten antroponim objaśnia się jako utworzony od faścić ‘zwodzić, oszukiwać’, łac. fascia ‘wstęga, poprąg, pas; rzemyki do obuwia’; za: Z. Abramowicz, L. Citko, L. Dacewicz, Słownik…, t. I, s. 89. 121 W źródłach metrykalnych znajdujemy nosicieli nazwiska powstałego od apelatywu jemioła ‘krzew
rosnący na drzewach’. Pośród nich są np.: Ignacy Jamiołkowski, Księga Aktów Urodzenia parafi Kobylin Borzymy (dalej: KAUKB) 1818: „w przytomności Ignacego Jamiołkowskiego liczącego lat
dwadzieścia dwa w Jamiołkach Kłoskach zamieszkałego”; Augustyn Jamiołkowski KAUKB 1818:
„w przytomności (…) Augustyna Jamiołkowskiego liczącego lat pięćdziesiąt we Frankach Piaskach
zamieszkałego sąsiada [Wincentego Kurzyny]”; Mikołaj Jamiołkowski gospodarz 1864, Księga
LXIX
niesłychane: Doroszczyk122, Ostrozik, Piszczał
123. Imiona też dziwne: jedne
niemieckie, drugie starego zakonu, a inne chyba całkiem pogańskie: Brikcyusz, Hinka, Kaus; Abraham, Mojżesz, Dawid, Salomon, Enoch, Eliasz,
Cherubin; Boruta, Daćbog, Falisław, Grzymisław, Gogorno, Hermosław,
Kołak, Krzesław, Marcibella, Mruczysław, Mirzon, Niemierza, Paris, Pomścibor, Raciborz, Staneta, Szenbor, Wichrzon, Wszebor, Zbilut, Ządzian,
oto imiona, które się i tu w owe wieki plątały. Inne zwyczajne polskie:
Stanisław, Wojciech, Szczęsny; albo też ruskie: Bohdan, Jarosz, Mścisław
i t. p. te jednak rzadkie, i pomimo nazwisk przeważnie rusińskich, imiona
od najdawniejszych czasów przeważnie polskie.”124
Wywód ten ma charakter raczej pewnych intuicji flologicznych autora,
jednak trudno odmówić mu racji. Rzeczywiście w opracowaniach onomastycznych m.in. nazwy własne: Faszczewski125, Gierałtowski126, Gołaszewski127 są
klasyfkowane np. jako nazwy odmiejscowe, łączone – choć nie zawsze – z miejscowościami z terenu parafi kuleskiej. Kontekst źródłowy wielu z nich zaświadcza, że nosiły je osoby szlachetnie urodzone: gospodarze, właściciele cząstkowi
– drobna szlachta, aktywni przedstawiciele tej wyjątkowej społeczności.
Zestawione przez kronikarza nazwy osobowe mają układ alfabetyczny i są
podawane według wcześniej wskazanej klasyfkacji. Trudno się jednak zgodzić, że
np. nazwa osobowa Kołak „jest dziwna”, ponieważ należy ona do odapelatywnych
Aktów Zgonów parafi Łomżyńskiej 99; Paweł Jamiołkowski 1865, Księga Aktów Zgonów parafi
Łomżyńskiej 127; Jakob Jamiołkowski były asystent kasy powiatu łomżyńskiego 1867, Księga Aktów
Zgonów parafi Łomżyńskiej 113; nazwisko utworzone od nazwy miejscowości Jamiołki (łomż., gm.
Sokoły) formantem –owski. 122 Od imienia na Dor – typu Dorota, Dorofej, Teodor (za: NP, t. 1, s. 144). 123 Od piszczal ‘piszczałka’ (za: NP, t. 2., s. 245). Zane jest na badanym terenie nazwisko Piszczatowski
jako utworzone prawdopodobnie od pisk, piszczeć ‘wydawać przenikliwy głos’ (za: Z. Abramowicz, L.
Citko, L. Dacewicz, Słownik…, t. II, s. 35) formantem –owski. W gm. Kobylin Borzymy znajduje
się miejscowość Piszczaty, którą należy łączyć z tym nazwiskiem. 124 Kkp, s. 188. 125 Być może ta nazwa pochodzi od apelatywu chwast i zachowała w sobie poświadczenie małopolsko-
-mazowieckiego przejścia chw – w f-, stąd Faszcza i wtórnie Faszczewski – nazwisko, którego nie
notuje K. Rymut. Jest ono związane z nazwą wsi Kalinowo Faszcze w gm. Sokoły, należącej do
dawnego województwa łomżyńskiego, dziś w woj. Podlaskim. Mogłoby to wskazywać na kierunek
osadnictwa tego rodu. 126 Według NP., t. 1, s. 232: Gierałt to nazwa pochodząca od germańskiego imienia Gerwald, od ger
‘oszczep’ + walt ‘panować’; zaś nazwisko Gierałtowski objaśniono w tym opracowaniu jako pochodzące od nazwy miejscowej Girałtowice, nie podając miejscowość Nowe Gierałty, która znajduje się
w powiecie wysokomazowieckim i w obecnym woj. podlaskim. 127 Por. m.in. K. Rymut, Nazwiska Polaków. Słownik historyczno-etymologiczny, t. 1., s. 249.

LXX
nazw osobowych utworzonych od apelatywu kołacz ‘placek okrągły’128. W innym
miejsu kronikarz zapisał przezwiska, których „też co niemiara”:
„Bazylak129, Bartul130, Czajko131, Gala132, Gawek133, Dzierka134, Koś135, Koczan136, Ładuga137, Raźnik138, Rurka139, a wszystko Kuleszowie, Choińscy
a Grodzcy, 1731 r. w skardze o dziesiecinę do biskupa Rupniewskiego
wniesionej, wymienieni. Indziej Daćbog140, Paliświat, Poterała141 i t. p.
Przezwiska te czy przydomki niewiada, z jakiej okazyi powstawały i upadały, ustępując miejsca innym, jeszcze więcej prostaczym. Świńskie podroby szczególniej były tu upodobane: Schab, Szczecinka, Kiełbasa etc.;
na skomponowanie całej świni podziśdzień pomiędzy tutejszą szlachtą
przezwisk dobierze; jedna gałąź Grodzkich w Szczepanowiętach ma przydomek tak sprośny, iż go powtórzyć bez grzechu nie można, a oni przecie
wobec kobiet i dzieci, z upodobaniem i bez najmniejszego zawstydzenia
się, nawzajem go sobie przypominają”142.
Te informacje dają nam wgląd w skład społeczeństwa na badanym terytorium,
w procesy osadnicze, jakie miały tam miejsce. Ich przegląd i analiza mogą dopełnić
wiedzę np. na temat przynależności nosicieli poszczególnych typów nazwisk (odapelatywne, odmiejscowe, patronimiczne) do konkretnych grup społecznych czy zawodowych. Między innymi np. „obecność formacji typu patronimicznego dowodzi
aktywnej obecności wschodniosłowiańskiej kultury nazewniczej, która bazowała na
wartościach związane z przynależnością do wspólnoty rodzinnej i rodu”143.
128 Por. Słownik etymologiczno-motywacyjny…, dz. cyt., t. 1., s. 115. 129 Od Bazyli, imienia pochodzenia grec., od basileús ‘wódz, król’ (za: NP, t. 1., s. 240). 130 Od niem. nazwy osobowej Berthold, Barthold, te od im. Bercht-wald: bercht ‘sławny’ i wald ‘panujący,
rządzący’ (za: NP, t. 1., s. 30). 131 Od ap. czajka ‘gatunek ptaka’ (za: NP, t. .1, s. 107). 132 Od może od galić ‘sprzyjać, służyć’ (za: NP, t. .1, s. 213). 133 Od imienia Gaweł, słowiańskiej przeróbki im. Gaulus (za: NP, t. .1, s. 222); por. też przypis 92. 134 Por. przypis 93. 135 Może od gwarowego kosak ‘sierp; pogrzebacz’ (za: NP, t. 1, s. 443-444). 136 Od kaczan ‘głąb kapusty’ (za: NP, t. 1, s. 364). 137 Od podstawy ład-, np. ładzić ‘porządkować’, ładny, stp. okrzyk łado, łada (za: NP, t. 2., s. 31). 138 Od razić ‘uderzać’, stp. raza ‘cios’ (za: NP, t. 2., s. 342). 139 Od rura ‘metalowy przewód do transportu cieczy i gazu’ (za: NP, t. 2., s. 372). 140 Słowiańskie imię złożone (za: NP, t. 1., s. 122). 141 Od poterać dawniej potyrać, poturać ‘zmarnować, poniewierać’, potera, potyra ‘poniewierka’ (za: NP, t.
2., s. 286). 142 Kkp, s. 189. 143 L. Dacewicz, Historia nazwisk na resach północno-wschodnich Rzeczpospolitej (XVI-XVIII w.),
Białystok 2014, s. 282.
LXXI
Bardzo ciekawy materiał poznawczy znajdujemy również pośród danych
na temat wsi tworzących opisywaną parafę. Poświadcza on istnienie wielu dziś
już nieistniejących miejscowości i utrwala ich nazwy oraz wskazuje, jak były
one motywowane. Między innymi kronikarz wymienia miejscowość Chojane
jako „najpóźniej” powstałą „na miejscu borów (sośniny tu prowincyonalnie bez
różnicy najpospoliciej choiną zwanej) trzebisk wioski”144 i koryguje wg spisu
z natury zapisy Kapicy, który w swoim „Herbarzu” „poplątał” nazwy sześciu
„wsi generice Chojane” (Chojane Bąki, Chojane Piecki, Chojane Gorczany, Chojane Pawłowięta, Chojane Stanki, Chojane Sierocięta). Ich etymologie objaśnia,
pisząc „Chojane Piecki, od jakiegoś smolanego pieca tak nazwane”; „Chojane
Gorczany, Gurczany (…). Być może, że się pierwiej na przyległych wzgórkach gnieździły, i ztąd ich nazwa”; „Chojane Pawłowięta od jakiegoś Pawła
tak zwane”; „Chojane Stanki, Stankowięta, widocznie od Stanisława; u Kobosków r. 1608 Stankowietha pisane; w wizycie Kłosowicza 1750 r. Janowiętami
zwane”145. Dalej notuje np.: „Cztery Kalinowa od kaliny krzewu”; „Kalinowo
Czosnowo zapewne kiedyś się zwało Szczęsnowo i tylko z przekręcenia potem
tak”146 itd. Każda miejscowość znajduje w Kroniczce swoje opisanie. Szczególnie ciekawie rozwija się wywód dotyczący motywacji nazwy Gołasze Mościckie,
kiedy kronikarz próbuje dociec, skąd taką nazwę posiada ta miejscowość.
„Jeżeli wieś Mosciska, toby było od mostów, których tu chyba jak świat
nie było: bo dzisiejsze dwa przecieki trudno tak nazywać. Prawdopodobniej nazwanie Mościck pochodzi od tytułu Mość, skróconego z Miłość.
U przodków naszych ulubiony to tytuł JegoMość, Waszmość; sami pomnimy jeszcze starych ludzi, u których w mowie nieodzowne było Mospanie,
Mości Dobrodzieju. A inni tak to Mość skracali, że dziwolągi śmieszne
z tego się składały. Np. aptekarz Piasecki w Łomży każde zdanie przeplatał
tem Mostordzieju; inny mówił Macamdzieju, a inny Mosmrodziu; Mospanów i Mopanow i Mosianów przydomki się poformowały.
Od jakiegoś tedy Gołasza, co za zbyt często dodawał Mości, i te Gołasze
Mościcki nazwane. A jeźli Mościcki ma się zwać Mościczny, to pewne od
przysłowia: Mój śliczny (mój piękny! mój złoty!)”147
144 Kkp, s. 175. 145 Por. Kkp, s. 176. 146 Tamże, s. 178. 147 Tamże, s. 182.

LXXII
Niekiedy autor kroniki odwołuje się do swojej intuicji językowej, wskazuje na język „prostaczy”, jakim się posługiwali parafanie kulescy. Przy tym
uzasadnia etymologie nazw miejscowych, stwierdzając np. „A zaś Mikosy od
jakiegoś Mikołaja, skrócone prostacze nazwanie” lub powłując się na zasłyszaną
informację, że Gołasze kiedyś były zwane Hołyszami, więc na tej podstawie
wnioskuje, że być może „Gołaszewscy, podobnie jak Kuleszowie, są rusinami”148.
Wiele z jego etymologicznych tropów znajduje potwierdzenie w opracowniach
onomastycznych, gdzie np. podaje się, że nazwa osobowa Mościcki pochodzi od
nazwy miejscowej Mosty149 lub Mościska150.
Ks. Jamiołkowski wykazuje wielokrotnie swoją kompetencję językową
i badawczą. Powołuje się m.in. na „papiery Kobosków pisane w r. 1675” i w innym czasie. Nie jest, kiedy może, gołosłowny, stale stara się dokumentować
czynione wywody, jak to widzimy w prezentacji klejnych miejscowości np.:
„(…) Gołasze Dąb, z którego „Mathias haeres de Dąb” był i zgadzał się na
Erekcyę Kościoła w Kuleszach 1493 r. (…) Musiał tu być jakiś osobliwy
dąb, od którego i nazwa tej wsi, ale w dokumencie z r. 1540 jest wymieniony Quercus jakiś dąb starowieczny jako znak graniczny.”151
Lekturę Kroniczki warto więc potraktować jako obowiązkową, ponieważ
stwarza ona niepowtarzalną i rzadką możliwość poznania dziejów ziemi rodzinnej,
historii rodów i rodzin, które na niej żyły i do dziś mają tam swoich potomków.
* * *
Z pewnością należy podkreślić, że Kroniczka kuleskiego plebana ma duże
znaczenie dla badania i popularyzowania historii mazowiecko-podlaskiego pogranicza. Jej wnikliwa analiza to szansa na dopełnienie wiedzy o regionie podlaskim i podniesienie poziomu świadomości jego dziejów, a także możliwość
budowania dystansu do siebie, by można było przekuwać przejęte dziedzictwo
w wartość ocalonej i trwałej tradycji.
Przekazując Czytelnikom Kroniczkę kuleskiego plebana, pozostajemy ze
spełnioną w części nadzieją, że uczyniliśmy zadość oczekiwaniom ks. Jamiołkowskiego, który prosił:
148 Tamże, s. 179. 149 Z. Abramowicz, L. Citko, L. Dacewicz, Słownik…, t. 1., s. 252. 150 Por. NP, t. 2., s. 119. 151 Kkp, s. 184.
LXXIII
„Niech nie będzie rzucona na poniewierkę, ani też molom lub myszom na
pastwę, ta nasza kilkoletnia ochotna i pilna praca!”152
Czytelnicy niniejszej publikacji, mamy nadzieję, dopełnią reszty i zechcą
mieć swój udział w tym działaniu, podejmując ochoczo jej lekturę.
Małgorzata Krystyna Frąckiewicz
152 Kkp, s. 169.

LXXIV
Notka o edycji Kroniczki
P rzekazany do druku tekst Kroniczki kuleskiego plebana napisał ks. prałat
Stanisław Ludwik Jamiołkowski urodzony 25 sierpnia 1834 r. we wsi
Jamiołki-Godzieby koło Sokół na Podlasiu. Jego dzieło było pisane z pewnością w 1884 roku, ponieważ data 5 sierpnia 1884 roku pojawia się w nim
jako jedyna odnosząca się do czasu związanego z jego powstawaniem. Tę datę
zapisał kuleski kronikarz na końcu strony 91 pod napisanym przez siebie swoim
częściowym biogramem. Jednak w innym miejscu, pisząc o podjętej dokumentacji dziejów, ks. Jamiołkowskie ujawnia, że pracował nad kroniką kilka lat153.
Jest to informacja wiarygodna, ponieważ mamy tu do czynienia z monumentalnym opracowaniem, a jak wiadomo, ks. Jamiołkowski zmarł pod koniec lata
1885 roku, więc trudno sobie wyobrazić, aby tekst oparty na źródłach i swoistej
inwentaryzacji m.in. paramentów kościelnych powstał tak szybko, bo zaledwie
w ciągu roku. Np. spis wikariuszów (por. strony 96-102 w oryginale) wskazuje,
że nazwiska tych pomocników proboszcza z 1870, 1872 i 1873 roku były zapisywane wcześniej niż te z roku 1875. Jednak nie jest to pewny trop. Z całą
pewnością natomiast możemy powiedzieć, że przekazywany tekst powstał w latach 1873-1885, czyli w okresie probostwa ks. Jamiołkowskiego w Kuleszach.
W oryginale Kroniczki, czyli tak zwanym autografe (tekście autorskim154),
który znajduje się w archiwum parafalnym w Kuleszach Kościelnych, ten powstały w latach 1873-1885 dokument liczy 389 stron: ponumerowanych i zapisanych (głównie)155 przez autora. Strona 128 pozostała czysta. Na stronach:
116, 117, 121, 122, 124, 126, 127, 314, 335 znajdujemy odręcznie wykonane
ryciny, które zachowano w drukowanej wersji Kroniczki. Obrazują one budynki
przykościelne. Jedna z nich przedstawia plan kościoła. Na stronie 178 pojawia
się rysunek drzewa genealogicznego Zaleskich Paluchów. U dołu strony 360
odciśnięto wzory czterech pieczęci, używanych w parafi, wraz z ich opisem.
W niniejszym opracowaniu układ wszystkich stron i rycin zachowano zgodnie
z oryginałem.
153 Por. Kkp, s. 169. 154 Por. R. Loth, Podstawowe pojęcia i problemy tekstologii i edytorstwa naukowego, Warszawa 2006, s. 35. 155 Jedynie na stronach 92-95 i początku strony 96 znajduje się, zgodnie z życzeniem ks. Jamiołkowskiego, uzupełnienie: życiorys jego i kolejnych proboszczów parafi kuleskiej do roku 1927 poczynione przez ks. Józefa Złotkowskiego.
LXXV
Na ostatnich stronach kroniki (s. 367-386) znajdujemy duże partie cytowanego tekstu łacińskiego przepisanego przez Autora z oryginalnych dokumentów kościelnych, do jakich miał on dostęp. Te łacińskie fragmenty nie
zostały w tej edycji Kroniczki przepisane i przetłumaczone jako reprezentacja
materiału szczególowego, znaczącego dla specjalistów, lecz włączono je do
drukowanej wersji w postaci fotografi stron oryginału, by zachować materiał
poglądowy. Kontekst objaśnia jego treść.
Aby dać wyobrażenie o tekście, trzeba zauważyć, że został on napisany
dość wyraźnie. Ksiądz nienagannie opanował kaligrafę. Jednak czas zatarł niektóre litery. Ponadto maniera kaligrafczna podlaskiego duchownego także nie
ułatwiała odczytania wielu wyrazów, co utrudniało kilkakrotnie właściwe ich
odtworzenie. W takich przypadkach sygnalizowano to zapisywanymi w nawiasie zwykłym słowami: (tekst nieczytelny) lub (zapis niejasny).
Uznano, że w redakcji kroniki warto zachować odautorską ingerencję
w tekst, dlatego też wprowadzono podkreślenia, oznaczając w ten sposób zapis
w oryginale wykreślony przez Autora156. Niektóre ze skreśleń były nieczytelne,
dość starannie zamazane, więc nie zostały przepisane. Poza tym ks. Jamiołkowski wprowadził do tekstu nieliczne przypisy, które zachowano, oznaczając je gwiazdką* i numerem kolejnym157, jaki wynika z porządku niniejszego
opracowania. Ponadto w tekście ks. Jamiołkowskiego tytuły przywoływanych
książek i czasopism zostały podkreślone, natomiast w druku wyróżniono je
cudzysłowem, aby dobitniej wskazać na dostępną lekturę, z jaką kronikarz miał
do czynienia.
Zdecydowano się tylko w niewielkim stopniu poddać modernizacji tekst
prezentowanego dokumentu, głównie ze względu na potrzebę pozostania wiernym dziewiętnastowiecznemu źródłu. Starano się, by redakcyjna ingerencja nie
była tu zbyt duża. Nadrzędnym celem niniejszej publikacji jest rozpowszechnienie jej treści jako przekazu historyczno-kultrowego ważnego dla budowania
i umacniania poczucia wartości własnej tożsamości pośród tradycyjnej ludności
156 W Kroniczce jest widoczna ingerencja osób postronnych, które próbowały wpływać na jej treść,
dokonując wykreślenia pewnych fragmentów. W dopisku ks. Złotkowskiego czytamy: „(Kiedy
w odrodzonej Polsce (1918) konserwatorem sztuki na województwo białostockie został ks. Piotr
Sledziewski, on tę kronikę zabrał do siebie i musiałem ją aż w Wilnie od niego odebrać, i oprawiłem
w książkę, by już więcej z Kulesz wziętą nie była.) Brał ją też Bisk. Żukowski do Łomży i kreślił”.
Por. Kkp, s. 106. 157 Nie jest to więc numeracja wierna porządkowi oryginału, lecz wpisująca się w całość niniejszego
opracowania.

LXXVI
lokalnej, która zachowała swoje dziedzictwo, stąd pomysł modernizacji. Ów cel
zrealizowano zgodnie z zasadą:
„(…) modernizacja winna tylko usuwać przestarzałe zwyczaje i ujęcia
ortografczne, zastępując je dzisiejszymi, tak aby czytelnik otrzymał tekst
zrozumiały grafcznie, względnie łatwy do odczytania. Ale to ma być modernizacja pisowni, tylko pisowni, a nie modernizacja języka. Język nie
powinien ulegać zmianom”158.
Poddano więc dziewiętnastowieczną polszczyznę pewnym drobnym zmianom, by tekst stał się bardziej przystępny, lecz jednocześnie zachował styl języka
autora i aurę epoki, w której Kroniczka powstawała i którą w pewien określony
sposób utrwaliła, i też reprezentuje jako swoisty zabytek, przenosząc Czytelnika w dawne czasy. Jak to podkreślała Bajerowa: „Chodzi tu o wierne oddanie
języka epoki i o po kazanie owoczesnej prawdy językowej, o pozostawienie
dziełu właściwego danym czasom kolorytu”159.
W stosunku do rękopisu zmieniono więc oryginał w niewielkim, koniecznym stopniu, by stał się on przez to nieco łatwiejszy w odbiorze i nazbyt nie zakłócał przede wszystkim obrazu współczesnej normy ortografcznej
i interpunkcyjnej. W tym celu postanowiono konsekwentnie wprowadzić do
tekstu oryginału znaki interpunkcyjne: przecinek (zwykle w pozycji przed że
jako spójnikiem zdań podrzędnych dopełnieniowych) oraz średnik (w nielicznych miejscach, przede wszystkim w zastępstwie nadużywanego przez Autora
dwukropka). Ponadto równie systematycznie zmieniono w tekście oryginału
niekonsekwentną łączną pisownię nie z czasownikami, stosując współczesną
normę ortografczną, a więc zasadę pisowni rozdzielnej. Pozostawiono zaś
stosowany przez Autora i dość niekonsekwentny łączny zapis wyrażeń przyimkowych, np. przedewszystkim, często używane podziśdzień czy zkądtylko itp.
Oddają one sposób artykulacji tych jednostek językowych i ich akcentowania.
Czytelność XIX-wiecznych zapisów, dość trudnych stylistycznie i językowo (leksyka kościelno-religijna, wtręty łacińskie, przestarzałe słownictwo,
archaiczne struktury składniowe cytowanych dokumentów, dawne regionalizmy
i formy feksyjne), pisanych tzw. polszczyzną kościelną nie należy do prostych.
158 I. Klemensiewicz-Bajerowa, Modernizacja pisowni w tekstach z pierwszej poł. XIX wieku. Artykuł
dyskusyjny, „Pamiętnik Literacki” XLVI, 1955, z. 3, s. 145. 159 Tamże.
LXXVII
Jednym z elementów, które ułatwią lekturę kronik parafi w Kuleszach, jest przetłumaczenie łacińskich wtrętów: wyrazów, wyrażeń i zwrotów, jakimi posługiwał
się – zgodnie z kanonem tzw. polszczyzny kościelnej – solidnie wykształcony
i nieprzeciętnie zdolny ks. Jamiołkowski. W czasie redakcji zachowano zapis,
jaki zawiera kronika kuleska, a dla ułatwienia i lepszego zrozumienia tekstu
oryginału w nawiasach kwadratowych [] ujęto bezpośrednio tłumaczenia fragmentów łacińskich, które zapisano kursywą np. „fenestras habet quinque, tres
vitreas, duos absque vitris” [okien ma 5, 3 okna z szybami i 2 okna bez szyb]. Nie
podjęto się tłumaczenia tekstów obszernych, litych, ciągłych, które pojawiają
się w kilku miejscach. Z kontekstu wynika, czego one dotyczą jako dokumenty,
więc ich nieodczytanie nie zakłóca właściwego rozumienia całości tekstu, zaś
one same w sobie oddają walory dziewiętnastowiecznego przekazu o charakterze kościelnego źródła historycznego.
Niniejsze opracowanie Kroniczki zostało uzupełnione o spis treści, który
umożliwia sprawniejsze dotarcie do interesujących Czytelnika kwestii. Redaktorowi przyświecała idea popularyzacji treści Kroniki jako źródła do poznania
dziejów rodzin i rodów z parafi kuleskiej oraz miejsc z nią związanych, a mających swoją ciekawą przeszłość, która odsłania historię lokalną na tle historii
Polski. Wskazuje także kulturowe rysy Mazowsza i Podlasia oraz pogranicza
tych regionów. Kierowała redakcją tego dokumentu potrzeba ciągłego ich
uświadamiania. Jednocześnie więc podjęto próbę spopularyzowania kanonu
pewnych charakterystycznych postaw i paradygmatów zachowań, na których
miały one szansę być utrwalane i przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Dla łatwiejszego odbioru treści i jej wyszukiwania, zgodnie z preferencjami czytelnika, stworzono dwa indeksy: osobowy i miejscowy, aby ukazać w warstwie onomastycznej Kroniczki bogactwo odniesień autora – poprzez lokalnie
rozpoznawalne nazwy własne – do konkretnych kwestii i spraw. Indeksy ułatwią
wyszukiwanie informacji interesujących czytelnika, bez konieczności przebijania się kolejny raz przez cały, niełatwy tekst dziewiętnastowiecznego źródła.
Ponadto sporządzono Słowniczek niektórych wyrazów, wyrażeń i zwrotów łacińskich, wybierając z tekstu głównego najbardziej charakterystyczne łacińskie
jednostki językowe, jakimi kronikarz posługiwał się najczęściej.
Na końcu niniejszej publikacji zamieszczono opracowanie ks. Antoniego
Czajkowskiego pt. Do Kroniki parafalnej w Kuleszach (Rokitnicy) ks. Stanisława
Jamiołkowskiego. (Uzupełnienie). Stanowi je zbiór informacji o dokumentach
i źródłach do badania dziejów parafi w Kuleszch Kościelnych, których nie

LXXVIII
wymienił i nie uwzględnił w kronice ks. Jamiołkowski. Jest to swoisty suplement do tego dzieła, wynikający z jego inspirującej lektury.
Małgorzata K. Frąckiewicz
1
Kroniczka
kuleskiego plebana1
I. Dzieje kościoła parafalnego w Kuleszach (Rokitnicy)
Źródła, z których ta „Kroniczka” powstała2
.
Najprzedniejszem źródłem do napisania dziejów kościoła parafalnego
w Kuleszach (Rokitnicy) są dokumenty miejscowe, a mianowicie:
1. Erekcya, czyli tak zwane Litterae Fundationis [Pismo założycielskie]
tutejszego Kościoła z r. 1493. Originał tej Erykcyi napisany na pergaminie
przez Notaryusza publicznego Wojciecha (oczywiście Księdza) de Wągrowice, jak jest w extrakcie p. Grodzkiego i w Summaryuszu fol 6 folium [karta],
czyli raczej de Wągrowiec jak jest w renowacyi Erekcyi pag. [pagina – strona]
7 (zapewne z Wągrówca poznańskiego, z którego ks. Wujek pochodził) i opatrzony pieczęcią wspólną braci Kursztaków na sznurku wiszącą „ad corrigium
pendenti” [na sznurku wisząca] miał jaszcze X. Rokitnicki w r. 1597 dnia 21
Maja. Podał go bowiem do oblaty w Konsystorzu Łuckim pod powyższą datą,
a to satisfaciendo decreto in synodo nuper (zapewne tegoż 1597 r.) celebrata de
hoc edito [a to w celu wypełnienia zobowiązań dekretem na niedawnym synodzie,
podany do publicznej wiadomości w tym wydaniu], albo liteż nieco wcześniejszego
z r. 1589, na którym polecono, ażeby proboszczowie privilegia ipsarum ecclesiarum et erectiones fundationes quacunque habent authentice descriptas Rmo
(Episcopo) mitti curent [przywileje swoich kościołów i akty erekcyjne gdziekolwiek
mają w posiadaniu własnoręcznie spisane – oryginały starali się dostarczyć Najczcigodniejszemu Biskupowi]. W r. 1624 w poniedziałek po Ś. Trójcy, tenże sam
X. Rokitnicki oryginału Erekcyi już nie miał, bo pod powyższą datą w Akta
1 Tak zatytułował swoje zapiski ks. S.L. Jamiołkowski. 2 Tekst podkreślony oznacza zapis, który w oryginale Kroniki parafalnej w Kuleszach Kościelnych został
skreślony.

2
Ziemskie Bielskie na Roczkach w Tykocinie, aktykował „ob aliquem infortuitum casum” [z powodu jakiegoś przypadkowego zdarzenia losowego], już nie
z oryginału, lecz extrakt z Akt Konsystorskich Łuckich za biskupa Bernarda
Maciejowskiego (w r.1597) zaszłych z podpisem i pieczęcią biskupa Marcina
Szyjkowskiego. Renowacya Erekcyi mówi wprawdzie dwakroć (ob. p. 2 i 4), że
X. Wojciech Wnorowski w r. 1722 dnia 28 sierpnia pokazywał w konsystorzu
(czy w zamku) Janowskim oryginał pargaminowy tylko bez pieczęci (pargamenas originales sigillo dumtaxat carentes [pergaminy oryginalne nie posiadające
tylko pieczęci], ale to nie zdaje się być prawdziwem, gdy i sam X. Rokitnicki
w r. 1624 oryginału już nie pokazywał, i w r. 1670 przy wizycie (fundationis)
,,tantum rescriptum Rndus plebanus (X. Zapartowicz) sine originali ostendit’’
[tylko kopię Czcigodnego proboszcza bez oryginału okazał], i dlatego nie bez racyi
p. Tomasz Zaleski na powyższym terminie renowacyi Erekcyi autentyczności
temu mniemanemu oryginałowi zaprzeczył. „Productum Instrumentum (Fudationis) non esse verum ac legitimum (ob. p. 4) [wydany dokument założenia
kościoła nie jest prawdziwy i zgodny z prawem]. Extrakt wierzytelny miewali
jednak proboszczowie Kulescy, jak widzimy przy wizycie dekanalnej w r. 1700
(ob. Sum. I fb; II). W r. 1702 na prośbę X. Zufikowskiego, pan Paweł Grodzki, komornik Ziemski Bielski, sam własną ręką na pargaminie takowyż extrat
z Akt Ziemskich Bielskich w Tykocinie przechowujących się zrobił, ale prócz
zaręczenia swego o zgodności extraktu z Aktami, legalizacji należnej na nim nie
masz. Extrakt ten mamy jeszcze obecnie pod ręką. Musiał on jednak mieć walor
autentyczności, gdy go od Kollatorów tutejszych w r. 1719 do oblaty w Akta
Grodzkie Brańskie przyjęto (ob. Sum. [Summarium – streszczenie, wyciąg, spis,
wykaz] I f. [folia, karta] 6; II 12).
Biskup Rupniewski, gorliwy o dobro Kościoła, nakazał wszystkim benefcyatom, a między tymi pod d. 5 maja 1722 kuleskiemu, dokumenty uposażenia sobie przedstawić w celu ich zatwierdzenia. Na zatwierdzenie fundacyi
Kuleskiej był naznaczony dzień 28 sierpnia tegoż 1722 r., i dla tego obwieszczenia stosowne były przed tym terminem z ambon. X. Wojciech Wnorowski,
z sąsiednich plebanów nie było żadnego, a z Kollatorów stawił się tylko p.
Tomasz Zaleski ,,collator ac patronus primarius suo et Generosorum Kuleszów
concollatorum… nomine’’ [kolator – dobrodziej Kościoła i pierwszy fundator kościoła w swoim i szlachetnych kolatorów imieniu] i jakośmy rzekli, autentyczności
produkowanej Erekcyi przez X. Wnorowskiego, zaprzeczył. Biskup, wysłuchawszy tego zaprzeczenia, kazał X. Wnorowskiemu postarać się o Extrakt
3
legalny i termin roboracyi po Ś. Krzyżu odłożył. Dnia tedy 16 Września 1722
r. wobec biskupa Rupniewskiego, sześciu prałatów i tegoż p. Zaleskiego w Konsystorzu Janowskim porównano, i extrat legalny przez X. Wnorowskiego świeżo
z Akt Ziemskich w Tykocinie będących, wyjęty i ów przez biskupa oryginałem
zwany. Przekonawszy się o ich zgodności, nakazał biskup renowacyę Erekcyi
Kościoła Kuleskiego na nowo, co uczyniono na 4 zwojach (in quatuor foliis)
[na 4 kartach] pargaminu. Okrom pierwotnego uposażenia w dosłownym ujęciu
wciągnięto do niej wszystkie nadania późniejsze i ich używalność niezaprzeczoną alboliteż i dokumenty, na których takowe się opierały ustalono. Biskup
Rupniewski i jego nadworny Notaryusz X. Jan Temesvari takową Renowcyę
Erekcyi własnoręcznie podpisali. X. Bystram przy wizycie w r. 1737 wychwala,
że prawa Kościoła były tu dobrze składane (optime trutinatas) [najlepiej rozważane], ale to niecałkiem prawda. Starano się wprawdzie rzecz dobrze zbadać
i z wszelkiemi formalnościami uposażenia tutejszego kościoła zlegalizować,
ale mimo to usterków nie uniknięto. Wytkniemy poniżej źle oznaczone granice poświątnego na Grodzkich (ob. f 9); pana Zaleskiego najnieprzezorniej
nazwano pierwszym Kollatorem, z czego potem ansa do różnych warcholstw,
niektóre nazwy wsi (ob. p 3 i 11) parafę tę składających poprzekręcane. Takie
też waryanty jak granica Ciarniowska (zamiast Czarnowskie), a może i Wągrowiec (zamiast Wągrowice) w takim dokumencie miejsca mieć nie powinny.
Oblata tej Renowacyi zrobiona w Aktach Brańskich w r. 1744 nazajutrz po
Bożem Ciele. Membrany, czyli zwitki pergaminowe tej Renowacyi kazał X.
Koćmierowski w skórkę oprawić i pomimo że je z racyi sporów, wielekroć po
rożnych Sądach włóczono, do dziś takową na 8 dużych dwustronnych paginach
pargaminowych, z których 15 stronic jest zapisanych, posiadamy. Kopij przedrenowacyjnej Erekcyi mamy w Summaryuszach dokumentów trzy (ob. Sum I f
3-6; II f 5-12 i 255-258). Renowacyi w całej rozciągłości mamy aż kilka (ob.
Sum II f. 259–274, wizycie z r. 1838 i 1874, i w aktach różnych processów);
w skróceniu zaś razy kilkadziesiąt w różnych papierach i w druku w „Herbarzu”
Kaplicy str. 196. Cytowaliśmy je przez skrócenia: Erekc. lub Renow. Erekc.
2. Drugiem źródłem z papierów miejscowych jest już zatytułowany Summaryusz Dokumentów. Jest to manuskrypt in folio minori [na karcie mniejszej] w tekturkę oprawny, 84 stronnic pisma w sobie zawierający. Myśmy go
w r. 1873 przeglądając i porządkując po objęciu probostwa miejscowe papiery zatytułowali: Dokumenty Kościoła Kuleskiego przez p. Pawła Grodzkiego…

4
w r. 1723 spisane. I rzeczywiście cały manuskrypt (prócz fol. [karty] pierwszego
na początku i 5 na końcu) jest własną ręka pana Pawła Grodzkiego, Komornika
Ziemi Bielskiej, na mającą się odbyć wizytę biskupa Rupniewskiego, spisany.
Wizyta była zapowiedziana w r. 1722 na 23, a p. Komornik pisał in anno
praesenti [w roku obecnym] 1723. Rzecz dziwna jednak, że w r. 1723, pisząc,
Komornik nie przepisał na pierwszym miejscu Renowacyi Erekcyi z 1722, ale
dawniejszy extrakt, legalizowany przez Dzierżka, z dwoma pieczęciami Ziemstwa Bielskiego, przekopiował. Snadź ten dawniejszy dokument był w oczach
jego ważniejszym, a powtóre, że Renowacya świeża na pargaminie kopiowania
jeszcze nie potrzebowała: tymczasem ów extract legalny z pieczęciami stosowna
było na pierwszym miejscu do Summaryusza wciągnąć.
Summaryuszem go zowiemy, gdy Wojciech Mościcki (K. Z. B.) Summaryuszem ten manuskrypt zatytułował. Nie jest to jednak Summaryusz w pospolitym tego wyrazu znaczeniu, bo dokumenty podane tu nie w streszczeniu
tylko ani też w porządku chronologicznym, ale snać jak były w fascykułach,
tak je na 6 sexternach po 6 arkuszy wybornego papieru w sobie zawierających,
p. Paweł per extensum [w całości] przekopiował. Sam zaczął tytułem takim:
Munimenta et Jura praecipua ac principaliora Ecclesiam Pparochialem Kuleszensem concernentia, ex suis originalibus et authenticis scripturis de verbo ad verbum
collecta et descripta, pro visitatione generali etc. [Dokumenty i Prawa wyjątkowe –
znakomite i początkowe – główne Kościoła Parafalnego zgromadzone w Kuleszach,
ze swoich oryginałów i autentycznych pism zebrane i od słowa do słowa spisane
z powodu odwiedzin zwierzchnika, etc. [et caetera – i tak dalej] Nieoceniony to
dla naszych dziejów materyał, bo szczegółów w nim tyczących się miejscowości
dużo, których skądinąd zgoła byśmy nie mieli, gdy oryginalne pisma, z których
p. Paweł kopiował, przepadły. Kopiowanie jest wierne archiwistycznie; piszący
wolał błąd kopiować niż być niewiernym w kopiowaniu. Pierwsze folium na
początku i pięć na końcu, są ręką pomienionego Wojciecha Mościckiego przy
końcu zeszłego wieku dopisane. Dopisywał to także jurysta jakiś z dokładnością
i znawstwem, a na zagłówku położył Dokumenta Kościoła Kuleskiego i wszelka
istność, która się w nich znajduje, przy zanotowaniu roku i dnia każdej tranzakcyi.
Źródło to cytujemy Summaryuszem pierwszym: w skróceniu Sum I. Na wizytę
w r. 1793 Summaryusz powyższy żywcem na nowo przekopiowano i z tego się
uformował Summaryusz drugi w skróceniu Sum II przez nas cytowany. Jest to
manuskrypt in folio majori [w formacie większego arkusza, karty]: dość gruby
w półskórek oprawny, mający na okładce ręką X. Koćmierowskiego położony
5
napis: Summaryusz różnych dokumentów do Kościoła parafalnego Kuleskiego należących, w czasie wizyty kościelnej w r. 1793 dnia 26 marca odbytej sporządzony.
Od fol. 1-112 jest dosłowna kopia Summaryusza I – go, jeno że kopista nie rozumiał, co kopiował, więc błędów dużo narobił. Tym samym charakterem ad fol.
[do karty] 113-144 ciągnięto dalsze dokumenty, których już w Summaryuszu
Pawłowym nie masz, jedne w skróceniu, drugie per extensum [w całości]. Od
fol. 145-274 lepszym charakterem i atramentem, ale z niemniejszymi błędami
spisane dokumenty, z których jedne są powtórzeniem z powyższych, inne zaś
nowsze na nowo tu w całej rozciągłości wciągnięte. I ten był w 11 sexternach
spisany; Po fol. 145 zaszła omyłka w numerowaniu dwóch foliów: dla tego 146
i 7 cytujemy bis [dwa razy]. W Księdze tej na początku i przy końcu jest jeszcze nie mało papieru czystego, na którymby można było niektóre dokumenty
późniejsze zamieścić, ale że to dziś korzyści materyalnej już nie przyniosą, więc
też ich pewno nikt tu i wpisywać nie zechce.
3. Trzeciem a równie ważnem źródłem są Księgi Wizyt Kanonicznych
(Libri Visitationum). Mamy ich tu trzy woluminy i cytujemy Libr. Visit. [Księgi
Wizyt] I, II, III. Jedną z nich tylko t. j. drugą in statu quo [w dotychczasowym
stanie] zostawiliśmy. Do pierwszej wszyliśmy excerpto [wyciąg] wizyty z r. 1670,
wizytę Przebendowskiego z r. 1717 w oryginale i część w kopii, oraz wizytę z r.
1737 część niekompletną w wierzytelnej kopii, a część w oryginale, bo tylko
w takich ułomkach w miejscowych papierach znaleźć się je dało. A wszystkie te
ułomki są tylko przyczepione do wizyty biskupa Straszyńskiego z r. 1838. Do
tej też wizyty należący Dekret Reformacyi w oryginale znaleziony, dołączyliśmy,
zamykając wolumin, kilku skryptami odnoszącemi się do wizyty z r. 1874. Jest
to tedy zbieranina nieporządna, ale ciekawa i ważna. Drugi exemplarz oprawny tejże wizyty Straszyńskiego wzięliśmy z Akt Konsystorskich Sejneńskich;
a w nim są na początku wszyte Articuli [artykuły, normy prawne] t. j. informacya
dana do wizyty przez biskupa Straszyńskiego na rok przed samą wizytą, druk
dosyć ważny, któremu odpowiada podobnyż druk (w Rupnievianach) w r. 1772
przez biskupa Rupniewskiego wydany. Przy końcu tego duplikatu (który był
Nr 1) jest w wierzytelnej kopii Inwentarz Podawczy tutejszego benefcjum z r.
1815. Trzecią nareszcie Księgę Wizyt stanowi oprawny wolumen ostatniej wizyty generalnej w r. 1874 za nas przez biskupa Wierzbowskiego odbytej.

6
4. Do tych Ksiąg Wizyt podobna treścią jest stara księga in folio [formatu
arkusza] w jednym woluminie w skórę cała oprawna, którąśmy zatytułowali
Rupnieviana. Są to różne rozporządzenia biskupa Rupniewskiego, od r. 1722–
1729. Charakter pisma całkiem podobny do pism p. Pawła Grodzkiego; więc
albo i ten wolumin jest ręki pana Pawłowej, alboliteż ten i tamten Summaryusz I, przypisywany panu Pawłowi, jest pracą X. Wojciecha Wnorowskiego;
bo i on miał charakter zamaszysty, temu podobny. Na fol. [folio karcie] przy
okładce wierzchniej są niektóre daty zejścia kilku proboszczów kuleskich; oraz
ta interesująca notatka, że renowacya Erekcyi była spisana na 4 zwojach ,,in quatuor foliis” [na 4 kartach] pargaminowych i to już z pewnością ręki Pawłowej.
Notatki te są tej samej co skrypt, czyli excerpt z księgi domowej, przez Pawła
Grodzkiego na starość spisany, któryśmy do Miscelaneów wszyli. Za tem idzie
drukowana instrukcya biskupa Rupniewskiego względem wizyty generalnej,
którą miał odprawić (foliów 8), która jest tak tu, jak i między rozporządzeniami cała przepisana. Rozporządzeń jest arkuszy 17, czyli kart półarkuszowych
dwustronnie zapisanych 34. Ku końcowi jest Inwentarz Podawczy r. 1744, t. j.
po śmierci X. Wojciecha Wnorowskiego, X. Szymonowi Zaleskiemu podany.
Inwentarza Podawczego dawniejszy od tego urywek jest z r. 1720; w Sum. [summarium – zestawienie – wyciąg] I f. [folium – karta] 71; II f. 109. Ostatni arkusz
pisma w tych tu Rupnievianach zajmuje wizyta X. Kłosowicza z r. 1750.
5. Mniej ważnem, atoli bardzo przydatnem źródłem do napisania tych
dziejów, były Akta Processu ze dworem sąsiednim, zwanym pierwotnie Rokitnicą, potem Kursztakami. Mamy tego aż 4 spore woluminy in folio [formatu
arkusza]. Pierwszy i drugi ułożyliśmy porządkiem, o ile możności chronologicznym, z dochowanych fascykułów, i zatytułowali Akta Processu vol. [volumen
– tom; volumina – tomy] I. II. Pierwszy od r. 1663 t. j. od daty kopii zastawy
danej X. Zapartowiczowi, aż do r. 1756 t. j. do Komplanacyi zaszły w tym
roku pomiędzy X. Szymonem Zaleskim a p. Serwacym Zaleskim. Jest tu bez
mała 40 arkuszy różnych, przeważnie z pieczęciami, wierzytelnych dokumentów, które (z wyjątkiem jednego, przez pomyłkę tu wszytego) wszystkie się do
tej samej sprawy odnoszą. Wolumin drugi, także z fascykułów zkomponowany
składa się z arkuszy przeszło 80 (z małym wyjątkiem pomyłki), zawierających
w sobie dalszą kolej processu od r. 1789 – 1806 i potrzebne ku temu wskazówki. Wolumin trzeci, za X. Koćmierowskiego zeszyty, lubo nie wyłącznie, ale
przeważnie tej sprawy tyczące się dokumenty ma w sobie. Wolumin czwarty
7
przez nas skomponowany zawiera w sobie wyłącznie Akta tegoż processu od r.
1841–1862. Cytujemy je w skróceniu: Process vol. I. II. III. IV. Dodatkiem do
tego będzie skrypt p. Pawła Świerżewskiego obrońcy sądowego, który w „Kroniczce” Inkwizycyami tytułujemy. Z nim też zeszyliśmy (lubo mniej właściwie)
topografczne opisanie parafi przez X. Marcina Wnorowskiego, przy końcu
wieku zrobione.
6. Do tegoż rodzaju źródeł mniej ważnych, ale w uzupełnieniu bardzo
przydatnych, liczymy manuskrypty. Pierwszy, któryśmy zatytułowali Miscelanea
[rozprawy rozmaitej treści], w którym są różne charakterystyczne i arcyciekawe
szczegóły tyczące się tej miejscowości, od r. 1669. Drugi: Varia decreta ratione
decimae manipularis [różne postanowienia – wyroki w sprawie – dotyczące dziesięciny snopowej]. Trzeci: Dokumenty tyczące się Altaryi Różańcowej i Czwarty: Spisy
Tabellaryczne z r. 1819–1858 i Deklaracya podobna tamtym z r. 1865. W tymteż
woluminie jest Inwentarz Podawczy z r. 1855 X. Wareckiemu podany, wykazy
pomiarowe gruntów do tutejszego probostwa niegdyś należących oraz najwyższy ukaz z r. 1865 i jego następstwa, czyli zabór inwentarza żywego i częściowo
nieżywego.
7. Tu też użyte były Akta tyczące się reparacyi Kościoła, z których najdawniejsze w Miscelaneach, osobne od r. 1819, i w dwóch fascykułach, a raczej
wiązkach, kontrakty, kwity etc. przy restauracyi kościoła i malowaniu onego za
X. Wareckiego oraz pokryciu kościoła, a restauracji dzwonnicy za mnie. Papiery
tyczące się Cmentarzy, Dzwonów i Ołtarza Matki Boskiej. Akta Dozoru Kościelnego od r. 1842 aż do dziś w dwóch woluminach. Akta tyczące się Urzędnika
Stanu Cywilnego od r. 1849, także w dwóch woluminach, gdzie nie jedno tyczące się kościoła lub księdza wmieszane. Regestra dziesięcinne od r. 1765 aż do
dziś w fascykułach i woluminach, sztuk 19. Papiery tyczące się Szpitala tj. Domu
dla służby kościelnej od r. 1845 i Szkółki. Wreszcie: Proces z Litewką wolumin
I osobny, a wiele z tego w Summaryuszu I, II, oraz w Procesie ze Dworem wol.
III, i w Miscelaneach.
Akta processów tutejszych plebanów z nieszczęsnej pamięci p. Florencyuszem Smorczewskim o dziesięcinę, procenta i z wieli innych okazyi prowadzone, których się aż dwa woluminy zebrały, dały nam także do dziejów nie jedno
ciekawe.

8
8. Przy pisaniu tych dziejów musieliśmy przejrzeć i, o ile było konieczne,
uporządkować: Akta tyczące się Pokładnego od r. 1811 aż dotąd, woluminów
dwa. Papiery tyczące się Assekuracyi budowli kościelnych i plebanialnych tutejszych, oraz Składki Ogniowej, z czego acz bezładnie uformował się wolumin jeden. Rozporządzenia różnych Władz od r. 1740 aż dotąd: woluminów 8
(z teraźniejszym) w jedna wiązkę złożone. Rozumie się, że się i tu coś godnego
wynotowania znalazło.
9. Lubo dla „Kroniczki” nic się z nich nie przydało, za jedną drogą jednak
przejrzeliśmy i ile tyle uporządkowali: Akta tyczące się Dyspens do związków
Małżeńskich od r. 1806 aż dotąd, woluminów dwa. Akta zawierające w sobie różne rozporządzenia Rządowe względem Szkółek Elementarnych od r. 1808-1820,
wolumin jeden. Cyrkularze pisane i drukowane (ob. przy Aktach Urzędnika
Stanu Cywilnego) oraz fascykuł złożonych w kopercie z różnych lat Kwitów
skarbowych, tutejszym plebanom wydanych.
Mielibyśmy tu pono z miejscowych dokumentów źródło jeszcze obftsze,
gdyby ich był nie zabrał (zrabował) p. Serwacy Zaleski w r. 1743 po śmierci
X. Wojciecha Wnorowskiego. Z dzieł drukowanych do naszej niniejszej pracy
korzystaliśmy głównie przy wstępie: z Historyi Narodu Polskiego przez biskupa
Adama Naruszewicza niegdy ułożonej, a w r. 1836 w Lipsku wydanej; i z wielce nam tu przydatnego „Herbarza” Ignacego Kapicy Milewskiego, wydanego
w Krakowie w 1870 r.
Ja ksiądz Stanisław Jamiołkowski pleban czy proboszcz, (czy też administrator, jeśli się to komu podoba) Kuleski albo z ruska Kuleszski, bo tak
i tak nieźle, przez dziesięć lat tuż pobytu i zarządu mojego przy tym Kościele
i parafi, starałem się poznać jak dokładniej jej położenie topografczne, oraz
zkąd tylko była możliwa pozbierać szczegóły tyczące się tej okolicy, osobliwie
też tej parafi, a najosobliwiej tutejszego kościoła3
. Dla własnej satysfakcyi i dla
wiadomości następców moich umyśliłem je złożyć w jedną porządną całość.
A nie kwapiłbym się jeszcze z tem złożeniem, gdyby nie to, że odbierając coraz zkądś doniesienie, że ten lub ów z kapłanów, moich znajomych, przyjaciół
i kolegów seminaryjskich, nawet młodszy a niegdyś tak czerstwy i silny, z tym
3 W oryginale dopiero przed tym wstępem znajdyjemy zapisany tytuł dzieła S.L. Jamiołkowskiego:
Kroniczka kuleskiego plebana.
9
się pożegnał światem, lękam się, bym sam, będąc od młodości lichego zdrowia
i trapiony różnemi chronicznemi dolegliwościami, nie postawił się w tej smutnej doli, iżbym obłożnie leżąc, chciał a nie mógł zbieraniny mojej w należyty
porządek zestawić. Obecnie więc przy jakiemtakiem zdrowiu fzycznem, chcę
projektu mojego dokonać. Zaczynam w Imię Boże: Niechaj się stanie = Amen!4
Zapuśćmy się więc myślą w te wieki i czasy, z których żadnego świadectwa
na piśmie o tej okolicy nie mamy. To najpewniejsza, że wonczas te żyzne dziś
pola na Grodzkich, Litwie, Pażochach i Kalinowie, równie jak i te brzydkie
bagniska, chrapy i sapy, tu i ówdzie w obrębie dzisiejszej mojej parafi do reszty wysychające, oraz te jeszcze brzydsze wydmy i piaski pomiędzy Wyknem
a Mościckami, Czarnowem a Kuleszami, zalegała nieprzejrzana puszcza, której
mieszkańcem był zwierz dziki i ptastwo. Nazwy Puszcza (Gołasze), Dąb, sześć
wiosek Chojane, cztery Kalinowa, Podlipne w mojej parafi, a sąsiednie Dębniki
Olszewo najoczywistszym takiego obrazu z zamierzchłej przeszłości dowodem.
Same zresztą Kulesze dziś Kościelne niegdyś Rokitnica, od rokity, czyli rokiciny
(salix rosmarinifolia) [wierzba] t. j. gatunku wierzby do dziś dnia na mojej
wilgotnej łączce się krzewiącej, czyliż nie taką tu leśno–gajową przeszłość przypominają? A nazwa krainy Polesie, Podlasie pod lasem mieszkających: których
w średniowiecznej łacinie zwano Sylvicolae [mieszkańcy lasu] (ob. Naruszewicza
„Histor. Narodu Polsk.” Lipsk 1836 r. t. I str. 90), Subsilvani [mieszkający pod lasem] (t. VI. 129 i 132) czyż także ongi lasów wielkich tu nie dowodzi? Kawałki
bursztynu, znalezione na polach Grodzkich Starych i Gołaszów Górk. także za
taką przeszłością tutejszą przemawiają.
Jako miłośnik drzew i krzewów z rozkoszą sobie w imaginacyi ten obraz przedhistoryczny odtwarzam; a przypatrując się tym, jakie po dziś dzień
w parafi rosną, i jakie w moim niewielkim ogrodzie zastałem i pielęgnuję,
przywodzę sobie na pamięć słowa poety, i owe to czasy: kiedy tę przestrzeń
całą zalegały lasy Podlaskie,
„(…) tak poważne i tak pełne krasy!
Czeremchy oplatane dzikich chmielów wieńcem,
Jarzębiny ze świeżym pasterskim rumieńcem.
Leszczyna, jak menada, z zielonymi berły,
Ubranemi jak w grona, w orzechowe perły;
4 Powyższy fragment „Kroniczki” został skreślony, co każdorazowo w niniejszym opracowaniu będzie
sygnowane podkreśleniem.

10
A niżej, dziatwa leśna: głóg w objęciu kalin,
Ożyna czarne usta tuląca do malin”5
.
Wszystkie te listek w listek dziś w moim gaju i ogrodzie:
„Drzewa i krzewy liśćmi wzięły się za ręce
Jak do tańca stające panny i młodzieńce
Wkoło pary małżonków. Stoi pośród grona
Para nad leśną gromadę wzniesiona
Wysmukłością kibici i barwy powabem
Brzoza biała, kochanka z małżonkiem swym grabem”6
.
Do kompletu gatunków liczonych przez poetę nie mam tylko buków, ale
że i te na gruncie mojej parafi były, dowodem wioska Bucino (Buczyno). Pień
zieleniejącego się jeszcze kilkowiecznego dębu, co się pono rodził, gdy taki
obraz z tej tu okolicy znikał, stoi za gumnami we Wróblach. Oprócz borów
i gajów, zarośli i bagien, przezroczystej wody było tu niewiele. Modra wstęga
wijącej się rzeczki Rokitnicy, (niekiedy Czerwoną Strugą zwanej, dlatego że
bierze początek spod czerwonego Kamienia za Mościckami), jeziorko na Górkach, i moje drugie niewiele większe, gdzie dziś biel pażochowska, tyle było
wody. A piaski dziś lecące, nieznośne kamienie, których tu pełno, spały w najlepsze pod grubą pościałką kolek z choiny. Kiedy poczęto tę puszczę trzebić,
rąbać i na trzebieżach, rubieżach, po lesiu, z nieociosanych bierwion budować
mizerne chatki, tego odgadnąć nietrudno. Kamienna siekierka znaleziona na
polach Grodzkich i kilka exemplarzy żarn litewskich, t. j. wyżłobionych (moździerzowatych), świadczą o bardzo dawnych tutejszych mieszkańcach. Lecz
jacy oni byli, ci co tych narzędzi odległej epoki zażywali, pewnikiem oznaczyć
się nie da. Lubośmy przeczytali o Jazygach, Jadźwingach wszystkie znane historye, te jednak mało co nam pomrokę tę rozjaśniły. To tylko najpewniejsza,
że najdawniejsi mieszkańcy tego tu Polesia, a więc i dzisiejszej Kuleskiej parafi,
byli Jadźwingowie. Ilekroć w historyi mowa o Bielskiem, Brańskiem, rozumieć
w tym obszarze należy i nasze Kulesze, bo terrytoryum to aż poza Niziołki,
Czarnowo i Dąb, od wieków z Bielskiem i Brańskiem był w łączności.
Rodowitość Jadźwingów dziś już stanowczo udowodniona polska (ob.
„Encyklop. Orgelbr.” więk. t. XII. 862). Była to cząstka ludu mazowieckiego,
5 Por. A. Mickiewicz, Pan Tadeusz, wersy 550-555. 6 Tamże, wersy 556-561.
11
pozostała w pogaństwie. Język ich też, pomimo sprzecznych świadectw w Naruszewiczu (t. I 92; t. VI 128 w przyp.), oczywiście był polski (Encykl. str. 863;
w Naruszewiczu I 92 Sarnicki). Był to „naród waleczny” mówi biskup historyk
(I 91.), a cytując Tacyta (na str. 89), powiada, jak z wieków „nieskrowici” do
walki aż zbyt pochopni byli. Był to lud, który ani „nogi cofnąć, ani tyłu podać”
nie miał we zwyczaju (ob. „Hist. Powszech.” Hotzwartha t. VI str. 599). Tak
też o nich z dawna powszechnie rozumiano, gdy kaznodzieja Młodzianowski
(„Kazań.” t. II 344) prawi, że „bitwa Jaćwingów uporna, by i po przegranej nie
uciekać”. Proste przysłowie podlaskie (dosadnie zawziętość tę jadźwingowską
odmalowało – tekst skreślony przez autora), którego druga połowa z akcentem litewskim: … niedajsię! Naruszewicz tę wadę geniuszem narodowym zowie,
i powiada, że takowy i później w dziejach polskich nieprzeistoczony dojrzeć się
daje. My to twierdzenie słuszne kładziemy po prostu za dowód jednorodowości
Jadźwingów z Mazurami. To, co o Kurpiach, niby potomkach Jadźwingów, pisali
Wojewódzki, Osiecki (ob. „Gazet. Warszaw.” z r. 1857 Nr. 50 i 1881 dodat. do
Nr 117) i inni, jeżeli nie do bajek to do hipotez na niczem nie opartych zaliczyć
można. Co do terrytoryum powiada Naruszewicz, „że osiadłości Jadźwingów
przed XII wiekiem były nierównie obszerniejsze, niżeli teraźniejsze Podlasie,
nim one Rusin od Wołynia, a Polacy od Mazowsza i Lublina w ściślejszych
zamknęli obrębach”. Włodzimierz I (za świętego i u nas poczytany) Książę
ruski „(…) urwał w w. X część Polesia od Wołynia, pobiwszy Jadźwingów pogranicznych”. A że obyczaj był onych wieków, iż monarchowie swoje dzierżawy
i zarazem religię mieczem szerzyli, więc „rzecz do prawdy podobna, że podówczas wprowadzona była religia obrządku słowiańskiego w te (tam) Kraje”
(ob. T. VI 130 i 133). Z drugiej znów strony Bolesław Chrobry zbiwszy Prussaków (około r. 1012 lub 13) przyłączył do Korony część pogranicznych im
Polesiaków, czyli Jadźwingów. Domyśla się Naruszewicz (str. 131), że waleczna
szabla Chrobrego „zhołdowała sobie tę część teraźniejszego Podlasia, która nam
jest znajoma pod imieniem Ziemi Bielskiej”: a więc i tę tu naszą okolicę (Cfr.
Holzwarth l.c. str. 580.) Odtąd już jedni za drugimi, ruskie carzyki, i polscy
Królowie nieszczęsnych Jadźwingów szarpali, gnębili, nim się ich w dodatku
czepnęła (dopisane) wczepiła Litwa.
Około r. 1030 (ob. „Encykl. Orgelbr.” więk. XIII. 97) Jarosław syn Włodzimierza, książę kijowski, ciągnąc z wojskiem Bugiem i nad Bugiem, spustoszył
Polesie aż do Mazowsza, i „wyprowadził ztamtąd wielkie mnóstwo niewolników, a swojemu osadami ruskiemi kraje napełnił”. Otóż te osady dały naówczas

12
początek elementowi ruskiemu na Podlasiu. W r. 1192 Kazimierz Sprawiedliwy
trapił Jadźwingów wojną (ob. Naruszewicz t. VI. 133). W ruskich latopisach
(ob. Sołowiew II 391) stoi, że w r. 1226 Jadźwingowie przyszli wojować około Brześcia z księciem Danielem Romanowiczem, lecz przezeń byli pobici.
W r. 1241 Brańsk i Bielsk na Jadźwingach przez Litwę zdobyte (ob. Naruszewicz VII. 74) i odtąd ich łączność z Litwą.
Bulla Innocentego IV z 19 maja 1253 r. (u Teinera Vet. Monum. Pol.)
oddaje Podlasie Kazimierzowi, księciu łęczyckiemu i kujawskiemu. W tym samym czasie część Jaćwieży około Rajgroda do Litwy już należała (ob. Enc. Org.
XII. 863). Bitwa stoczona pod Brańskiem przez ich wodza Konutha z Bolesławem Wstydliwym 23 czerwca 1264 r. zgubną klęskę na nich sprowadziła (Naruszewicz I. 93) atoli w ruskich latopisach (Sołowiew II. 207 – 208) czytamy
jeszcze z r. 1279 żałosną prośbę Jadźwingów do księcia Włodzimierza, ażeby
im nie dał z głodu poumierać, a przysłał Bugiem i Narwią zboża, za jakiem
sam zechce wynagrodzeniem. Naruszewicz za Długoszem dopiero Leszkowi
Czarnemu wygładzenie do reszty Jadźwingów w r. 1282 przypisuje (t. VIII. iv.)
Koniec końców upadł biedny naród Jadźwingów pod przemocą silniejszych sąsiadów. Wybili ich i rozsypali częścią Polacy, częścią Rusini, porobiwszy w ich ziemi
osady swoje, a grunta między rycerstwo w zasługach oddawszy. (Fragm. skreślony.) „Szlachta teraźniejsza na Podlasiu mieszkająca jest obca, z Litwy, Polaków
i Rusinów złożona, nic wspólnego z dawnymi Jadźwingami prócz ich ziem
niemająca” (t. VI. 129.) Tem się też tłómaczą jak na dłoni owe nazwania wiosek
Litwa, Litewka w mojej parafi, a tuż Mazury, Rusie, Jaźwiny, nieco dalej Lachy.
Lecz i ci nowoosiedleńcy w spokoju nie byli od Jadźwingów szczęśliwsi. Zagarnęła ich Litwa, bo w r. 1341 Piotr Gastold pan litewski dziedzicem był
na Tykocinie. Ugodą z r. 1366 Kazimierz W. zapewnia księcia Kiejstuta, że
do Drohiczyna (stolicy dawnych Jadźwingów), Mielnika i Bielska praw nadal
rościć nie będzie. Traktatem z 29 wrześ. 1379 r. w Trokach Kiejstut tej dzielnicy ustąpił Witoldowi. W r. 1391 Władysław Jagiełło udarował nią księcia
mazowieckiego Janusza. W r. 1393 napadli Janusza Krzyżacy w Złotoryi. W r.
1413 strony te należały do nowo utworzonego województwa trockiego, w roku
jednak 1424 tenże Janusz nadawał Tykocin prawem magdeburskiem, ale już 31
grud. 1426 Witold ten przywilej dla Tykocina potwierdzał. (ob. Przegląd Katol.
z r. 1879 str. 714 i n.)
W r. 1520 Zygmunt Stary erygował udzielne województwo podlaskie,
a w skład jego weszło i nasze bielskie (ob. Naruszewicz t. VI 132) w r. 1546
13
z rozkazu Zygmunta Augusta robiono w tej tu mojej parafi „popis granic i znaków między W. X. L. [Wielkie Księstwo Litewskie] a między Koroną Polską
i Księstwem Mazowieckiem” (ob. Miscelanea). Dopiero 5 marca 1569 r. na
ostatniej Litwy z Koroną unii lubelskiej Podlasie jako „prawdziwy członek do
własnego ciała i głowy” t. j. do Korony Polskiej został przywrócony. Takie tło
ogólne.
Zawróćmy w szczególności do Kulesz. Krom wyżej wymienionych najdawniejszym śladem zamieszkań ludzi w tej okolicy są wioski Grodzkie. Musiał
to być gród jadźwingowski, a tuż za niemi sterczące podziśdzień wspaniałe
horodyszcze, (którego opisanie ob. w „Tygodniku Ilustrowanym” z r. 1873 Nr
295 str. 92) takowej procedencyi przekonywającym dowodem. Coś podobnego
do owego horodyszcza jest i na Wyknie Starem: w lesie niewielka góra, na
wierzchołku rozkopana, a otoczona wąwozem, zowie się zamczyskiem i grodziskiem, najprawdopodobniej była to objatnica pogańska. Cmentarzysko dawne
zwane podziśdzień żalami za Wyknem Nowem na lewo, jadąc do Mazowiecka,
i uroczysko Jaźwiny za dzisiejszym cmentarzem grzebalnym obok dawniejszych
gruntów proboszczowskich, są także takiemi śladami. Dowodem zaś trzebieży
tutejszej puszczy są trzy pieczyska do dziś jeszcze znaczne. Z tych dwa na terytorium quondam [niegdyś] plebańskiem: za gróbką w rogu od Jaźwin i przed
brodem tuż z prawej strony, idąc do Niziołk, u młynika przy drodze. Trzecie za
Łosiakiem w rozdołach na lewo, na gruntach Litewski. Wieś Chojane Piecki
albo Pieczuchy (ob. „Herbarz” Kapicy str. 76) takichże smolarni dowodem.
Na piśmie najdawniejszy dokument z r. 1421 cytowany w „Herbarzu”
Kapicy (str. 195), w którym się niejaki Paweł pisał z Kulesz (de Kulesze). W r.
1447 (ob. tamże str. 196 i n.) już mamy wyraźnie Jakóba Kuleszę dziedzica
na Rokitnicy. Owoż od tego to Jakóba Kuleszy, który z nazwiska widocznie
był Rusinem (fragment wykreślony) dawna Rokitnica dostała nazwę Kulesz:
a widocznie, jak zobaczymy dalej, i inne wioski Litwę, Litewkę, Podawce, Podlipne, Wykna, Czarnowo, Niziołki, ciż Kuleszowie zagnieździli i Kuleszami od
siebie przezwali. Z r. 1448 mamy na miejscu ciekawy dokument (widziałem
go w kopii u Czarnowskiego Łukasza w Czarnowie) nadania przez Bolesława
księcia mazowieckiego braci Cholewów synów Stanisława z Kołomyi, dziesięcią włókami, czyli łanami (mansi) miary chełmińskiej. Z tych 5 włók obok
granic Czarnowa Dębnik Borowskich „nad ruskimi Płosy i 5 włók łąki nad
rzeczką Wielka Zeleźnica (welga Zalauznicza) o granice Kołacowa (skreślone,
a na górze zapis) Colacowa (może Kołaków?) „in districtu Varschoviense” [na

14
obszarze Warszawskim]. Książę Bolesław tytułowany w tym akcie Księciem
Mazowieckim, Ruskim, Warszawskim, Wyszogrodzkim, Zakroczymskim,
Czerwińskim; a wydający ten dokument był kanclerz Stefan Warschwicz Kanonik płocki7
. Należy jednak zwrócić uwagę, że 5 włók gruntu, o których tu
mowa, podziśdzień Cholewizną zwane, nabyte potem przez szlachtę i tylko
z tej racyi jako przyległe Czarnowu liczą się w obrębie mojej parafi Kuleskiej
(wyraz dopisany): bo należały one wówczas do ziemi łomżyńskiej na Mazowszu
i granica tędy biegnąca, oddzielająca Podlasie od Mazowsza, pomimo przyłączenia possessyą tych włók, podziśdzień widoczna.
Do jakiejby się parafi terrytoryum dzisiejszej parafi Kuleskiej liczyło, odgadnąć trudno. Tem bardziej że w sąsiedztwie wszystkie kościoły dopiero w XV
wieku powstawały. Zambrowo datuje się z r. 1283, t. j. w rok po ostatecznej
zagładzie Jadźwingów, ale Zambrowo było na Mazowszu. Pażochy i Wiechy,
wnosząc z alternaty dziesięcinnej snać przedtem należały do Kobylina, gdyż
kobylińska parafa starsza. Nie da się atoli to samo stosować do Chojanego,
Pawłowiąt, Sierociąt i Stanków względem Mazowiecka, bo parafa mazowiecka
nieco młodsza od Kuleskiej.
Kościół I.
W Kuleszach-Rokitnicy pierwszy Kościół łaciński (bo obrządku wschodniego nigdy tu nie było) stanął przed r. 1472. Pokazuje się to z processu i ugody
Grodzkich pozywających się pomiędzy sobą i godzących się w r. 1582 (ob. Sum.
I f. 2 i 7; II fol. 3 i 14), gdzie jest wzmianka o gruncie Grodzkich Nowych
do poświątnego Kościoła w Kuleszach należącym. A choć i w tym akcie daty
powyższej (t. j. r. 1472) nie masz, to jednak taki archiwista, jak spisujący ten
Summaryusz Paweł Grodzki zapewne nie bez racyi (na pargaminowym extrakcie erekcyi na drugiej stronie) zauważył, iż „na lat kilkanaście” przed formalną
erekcyą był tu kościół, a przy nim i ksiądz „de communi eleemosyna vivens”
[żyjący ze zwyczajnej, powszechnej jałmużny], i datę powyższą t. j. r. 1472 takiej
antecedencyi granicą położył.
Formalna erekcya Kościoła w Kuleszach-Rokitnicy stanęła d. 31 października 1493 r. (ob. Renowacya tej erekcyi w r. 1722 przez Rupniewskiego,
7 Dokument ten oblatowany w Akta Ziemskie (zapis nieczytelny) in Bielsk per. 2 pt f. (zapis nieczytelny) 1776.
15
i w „Herbarzu” Kapicy str. 196 i 62). Biskup łucki Jan II Andruszewicz Pudełko
(mylnie w wizycie Przebendowskiego Księciem Olszańskim tytułowany: ob.
„Encykl. Orgelbr.” więk. t. III. 650; Enc. Kościel. XII. 615) pod powyższą datą
pokonsekrował go, a po konsekracji wobec siebie kazał spisać erekcyę. Anniwersarz Konsekracyi był naznaczony na niedzielę po Wszystkich Świętych
(ob. Renowac. Erekc.; Sum. I. f. 6, Sum. II. fol. 11, 12, 85 i 112). Wizyta z 29
października 1670 r. mówi, że świątynia ta „consecrata sed per hostilitatem
(zapewne Szwedów) violata” [poświęcona, lecz zniszczona przez wrogów]. Pleban
miał tylko indult [pozwolenie] na odprawianie w nim nabożeństwa.
Tytuł się liczył i teraz Świętego Bartłomieja, ale „dedicatio (powiada pomieniona wizyta) celebratur cum Cathedrali post festum S. Francisci Dominica
prima” [święto poświęcenia Kościoła jest obchodzone z Katedrą po święcie św. Franciszka w pierwszą niedzielę]. Kościół ów pierwszy stał więcej ku wschodowi (ob.
Inkwizycya f. 2) względem dzisiejszego, ołtarzem wielkim też ku wschodowi
„sita ad ortum solis” [położony – usytuowany na wschód], mówi wizyta powyższa.
Musiał być niewielki, gdy okien w nim było tylko pięć: „fenestras habet quinque,
tres vitreas, duos absque vitris” [okien ma 5, 3 okna z szybami i 2 okna bez szyb].
Drzwi dwoje „fores habet duas” [ma dwoje drzwi]. W opłakanym był on wówczas
stanie: „Ecclesia haec lignea maximam ruinam machinatur, in superfcie summa
raritas tegulorum (+na dachu gont gdzie niegdzie); tabulatum in superlacunaribus
rarissimum (= na pułapie ledwie gdzie deska) [Kościół ten drewniany, popada
w wielką ruinę, w kościele tym zarysowywuje się – robi się szczelina w murze [brak
szczelności dachu]; okna trzy niby oszklone, dwa całkiem bez szkła. Drzwi wielkie
z kruchty do kościoła, „majores in uno cardine appensas destructas vecte tantum
occlusae” większe na jednym zawiasie wiszące, zniszczone zamknięte – podparte
tylko drągiem, na jednej zawiasie połamane i tylko drążkiem przyparte. Przy wejściu z cmentarza do kruchty drzwi zgoła nie było „reclinatorium pauperum nullam habet clausulam” [przytułek dla ubogich nie miał żadnego zamknięcia]. Wizyta
biskupa Przebendowskiego z r. 1717 mówi podobnież „ecclesia … tota lignea,
nunc vetustate consumpta” [kościół cały z drewna, teraz zniszczony z powodu starości]; a jednak w notatce X. Wojciecha Wnorowskiego z r. 1723 położon parietes
tamen bonos habens” [że jednak ściany posiada w dobrym stanie]. (ob. Sum. I. f.
74; II f. 112) I rzeczywiście, musiał być ten pierwszy kościołek ze starodrzewów
dobrze pobudowany, skoro mimo złych czasów i niedbałych ludzi, przetrwał do
r. 1730 (ob. Lib. Visit. I.; Sum. Ii f. 156).

16
Ołtarzów w tym pierwszym kościele, w czasie owej wizyty w r. 1670 było
cztery: Wielki, lubo niedość dokładnie opisany, aleć niezawodnie ten, który w r.
1872 usunięto, i który dziś na składzie leży. Jest to przecie sprzęt kościelny godny opisania. W stylu renesansowym, cały rzeźbiony, w kwiaty, liście i ładnemi
główkami aniołków zamiast sporników. „Cyborium in medio hujus altaris non
extat”, [kielich na komunikanty nie znajduje się w środku ołtarza] powiada wizyta,
i aż do ostatka cyborium, raczej tabernaculum, było osobno dorobione a nędzne. Zamiast obrazu we środku ołtarza była grupa rzeźbiona, zwana Ś. Rodziną;
wizyta pisze, że to wyobrażenie „Beatissimae Virginis Mariae et Sancti Josephi
et alii” [Najświętszej Maryii Panny i Świętego Józefa i innych]. W rzeczy samej
jest to Najświętsza Panna ze Ś. Józefem oraz Ś. Joachim i Ś. Anna z Dzieciątkiem Jezus. W wyższej kondygnacji był obraz Ś. Bartłomieja, przystojny
(„decens”), który nie wiemy, gdzie się zapodział, lubo ówczesny „decens” może
być ten bohomaz, co i dziś jest na składzie. Na wierzchu („in superfcie” pewnie
ołtarza) było Imię Jezus. Ołtarz ten był fundowany przez X. Stanisława Kuleszę, proboszcza turośnskiego, dziś w dyecezyi wileńskiej, a można na nim dziś
jeszcze czytać takowy, złoconemi literami napis:
“Ad laudem et ad gloriam
trini et unius Dei et ad
Deiparae Virginis Mariae
Sanctique Bartholomei honorem hoc majus
altare Adm Rndus
Dnus Stanislaus
Kulesza paroch.
Turosnensis Collator
hujus ecclesiae Kulensensis propriis sumptibus suis erexit
et comparavit”.
Anno Dni 1651
die 25 Novembris.
“Opus manuum metrum ne
despicias Domine
sed parce peccatis meis.
Viotator operis
mei infelix esto”.
17
[Na chwałę i sławę Trójcy Przenajświętszej i Jedynego Boga i na chwałę Bożej
Rodzicielki Maryi Panny, św. Bartłomieja ten większy ołtarz
Najczcigodzniejszy Ksiądz Stanisław Kulesza, proboszcz turośnieński, dobrodziej – kolator tego kościoła w Kuleszach własnym staraniem wybudował
i urządził. W roku Pańskim 1651, w dniu 25 listopada.
Dzieła rąk moich, Panie nie lekceważ, lecz odpuść mi moje grzechy.
Świętokradco dzieł moich, bądź nieszczęśliwy].
Zamiast cyborium, czyli tabernakulum była u dołu owej grupy rzeźbionej,
jako i teraz widzieć to można, szafeczka „ad instar cistae extructum” [na wzór
wydobytej szkatułki], powiada wizyta, w której się przechowywało Najświętszy
Sakrament dobrze zamknięty. Na boku ołtarza była kolumna „antiquo more
comparata” [dawnym zwyczajem zaopatrzona], a w niej oleje święte. Dalej była
chrzcielnica, piękna zapewne, ta sama, którą i dziś mamy, lecz bez zamknięcia.
Drugi ołtarz po prawej stronie od wielkiego w tymże kościele był Matki Boskiej:
„muratum” = murowany, zapewne sama mensa, jako i dziś jest, lecz portatyla
na nim nie było. Na głównem miejscu tabulatury była Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus na ręku (pewnie ta z klęczącym X. St. Kuleszą prob. turośnskim
z r. 1650) wyżej Ś. Stanisław, po bokach sześć obrazów greckich (sic [tak!]),
i alabastrowa fgura Pana Jezusa, bez rąk.
Po tejże stronie ku drzwiom był jeszcze ołtarz a na nim rzeźba: Matka
Boska z Dzieciątkiem Jezus na pierwszym planie; po bokach Ś. Bartłomiej
(„imago picta” [wizerunek namalowany]) i Ś. Katarzyna. Domyślamy się, że to
te same fgury rzeźb, które są podziśdzień na składzie. Ponad niemi wyżej było
Zesłanie Ducha Świętego. Wedle wizyty z r. 1717 jeden z tych dwóch ołtarzy,
zapewne ten drugi, był w presbyteryum „altare parvum ad cornu ewangelii
altaris majoris”; (ob. Sum. I f. 54 – 55; II f. 85 i 152) [ołtarz mały po stronie
ewangelii ołtarza większego] dopiero drugi po nim z tejże strony z obrazem
Ś. Stanisława „in majori navi Ecclesiae” [w większej nawie kościoła], a to snać
dla tego, że w miejscu, gdzie w r. 1670 stał ołtarz drugi w nawie przy prawej
ścianie kościoła, obecnie był chór urządzony na czterech słupkach z pozytywem
szkatulnym (ob. Sum. I f. 55; II 86 i 153).
Na drugiej stronie, gdzie dziś Ś. Bartłomiej, w r. 1670 był ołtarz z obrazami i obrazkami Ś. Stanisława i Ś. Wawrzyńca; wyżej Koronacyi Najświętszej
Panny; po bokach Ś. Piotra, Pawła, Wojciecha i Stanisława. W r. 1717 był tu

18
ołtarz z obrazem także Matki Boskiej „cum imagine Beatissimae” [z wizerunkiem Błogosławionej].
Na ścianie gdzieś była rzeźbiona fgura Ś. Bartłomieja, zapewne ta, którą
podziśdzień na składzie mamy.
Chorągwi na kościele sześć. Ławek kolatorskich połamanych w kawałkach
27. Organów wizyta nie wymienia: snać jeszcze po staremu scholares [uczniowie], których tu było dwóch, śpiewem przy nabożeństwie służyli. Podłogi przynajmniej w r. 1717 wcale tu nie było „pavimentum ecclesiae nullum, sed tota
arena repleta” [podłogi w kościele nie było, lecz cały plac zasypano piaskiem].
Kościół II.
Kiedy biskup Rupniewski w r. 1726 wizytował kościoły w tej to okolicy
(w Kobylinie, w Sokołach, w Płonce) i ubolewał między innemi nad starością
kościoła w Kuleszach, szlachta Kolatorowie do obietnic skorzy a zwykle niedbali
w ich dotrzymaniu, zobowiązali się „sponte ac libere ad contribuendam certam
quotam pecuniariam pro ecclesia de nova radice extruenda” [z własnej i wolnej
woli do wpłacenia pewnej sumy – kwoty pieniężnej dla odbudowy – odnowienia
kościoła od podstaw], (ob. Miscelanea). Gdy atoli tej obietnicy do skutku przywieść nie chcieli, X. Wojciech Wnorowski miejscowy proboszcz zaniósł na nich
skargę przed tegoż biskupa i domagał się, ażeby do wypełnienia zobowiązania
się przez klątwę byli przynagleni. Pogroził im biskup dnia 15 marca 1728 r., ale
nie u wszystkich snadź to skutkowało, gdy znów powtórnie w r. 1730 po Trzech
Królach znajdujemy Kondemnatę w Grodzie Brańskim na tychże Kolatorów
„de non contribuendo” [o nie wpłacaniu – o nie wnoszeniu opłaty] wpisaną (ob.
także w Miscelaneach skrypt p. Pawła Grodzkiego).
Bądź co bądź jednakże w tym roku 1730 (ob. Lib. Visit. I, Summar. II f. 156)
X. Wnorowski przy pomocy parafan i ochotniejszych Kolatorów przedsięwziął
nowy kościół zbudować. Jakoż w przeciągu trzech lat zbudował go, ale nie tęgo.
Pan Paweł Grodzki Komornik Ziemi Bielskiej, w pomienionym skrypcie tak
to opisuje: „W Kuleszach trzy lata budowaliśmy kościół z nieboszczykiem X.
Wnorowskim plebanem Kuleskim i ja byłem do budowania kościoła wielką pomocą. Sam robiłem i zdrowia naruszyłem, starałem się o cieśle, o chleb, vivendę
[życie] dla nich i o robotniki codziennie, i o podwody, gdyż X. Wnorowski
był trudny, uciekali robotniki od roboty, a przy mnie nigdy nie przeszkadzał,
woleli mnie niż Xiędza słuchać i robić, którym Xiądz zapłacił z summy przez
19
nas kollatorów, a z włoki8
każdej po złotych dwanaście złożonej i z sejmiku
złotych pięćset dano za staraniem jmci pana Szymona Grodzkiego Skarbnika
Z. B. i mnie samego. Żali się więc Paweł Grodzki, że ze składkami i ręczną
pomocą zwłoczono. Byli jednakże i tym razem jak zawsze ludzie lepszej woli.
Grodzkie Nowe d. 22 grudnia 1730 r., uważając, iż pierwsza składka na kościół
niedostateczna, uchwalili między sobą i obiecali na ręce proboszcza na Ś. Grzegorz wypłacić z każdego dymu po bitym talarze t. j. po złp. ośm. Po wielu trudnościach stanąłci nowy kościół zbudowany „sumptu Dominorum Collatorum
ac cura Ipsiusmet et subsidio ac activitate Rectoris” [staraniem Panów Kolatorów
i troską i ofarą oraz aktywnością/działalnością jego – tego właśnie Rektora t. j. X.]
Wojciecha Wnorowskiego (ob. Lib. Visit. I; Sum. II f. 156), pobenedykowany
w r. 1737 przez X. Krzysztofa Wyszyńskiego, dziekana Brańskiego, proboszcza
Wyszonkowskiego (ob. tamże f. 157).
Ale jako się rzekło, nie tęgo był zbudowany, kiedy przy oddawaniu Inwentarza synowcowi X. Wojciecha, X. Marcinowi Wnorowskiemu d. 5 marca 1765
r. wyraźnie napisano, iż „Kościół mchem porosły i ściana, wchodząc do niego,
pras potrzebująca”, a „przez gonty stare więcej niż na połowie przecieka” (ob.
Summar. II f. 131).
Kościół ten (tylko niekożuchowany i kopuła blachą nieobita), kształt całkiem miał jak dzisiejszy; skarbiec, gdzie dzisiaj zakrystya, i zakrystya, gdzie
dziś przysionek; zachowanka przy kruchcie; tylko drzwi z boku w kościele były
i drugie jak przy obecnym, przed restauracyą ostatnią. Okien miał 12 i 2 w zakrystyach ogółem 14 w ołów oprawne. Drzwi do kruchty, jak i u pierwszego, nie
było (ob. wizyt. z r. 1793) jeno „kuna żelazna ręczna jedna”. Wizyta w r. 1737
(ob. Lib. Visit. I, Sum. II f. 157) liczy okien 16: zapewne z temi dwoma, co za
ołtarzem i na chórze.
Następca X. Wojciecha, X. Szymon Zaleski wielce ten kościół zaniedbał.
(f. 143) X. Marcin jak mógł go podtrzymywał, ale do gruntowniejszej restauracyi przystąpiono niewcześnie. W r. 1784 d. 14 lutego uchwalili Kolatorowie
i parafanie składkę na reparacyę kościoła po 6 złp. z włóki, coby uczyniło razem
talarów 1764, czyli złp. 10.584. A miał tę składkę wybrać pan Marcin Kulesza
8 Włók w parafi liczyło się 294 i morgów 10. „A ci Ich Mość Panowie Dystrybutorowie nie
powinni dystrybuty na bezdroże odkładać, wiedząc dobrze, że kościół parafalny Kuleski tameczni
Ich Moście Panowie Kollatorowie (zapis nieczytelny), jakoż dawny kościół rozebrany; seccurendo
pro opori Ich Mościom tamecznych obywatelów jako Braci naszych pięćset złotych z Szelężnego
przyszłorocznego in restanti w Administracyi Im Pana Trzeszczkowskiego będącego naznaczony”
Ob. Uchwała Sejmiku Ziemi Bielskiej odprawianego w Brańsku d. 21 Sierpnia 1730 r.

20
Wzorek z Wykna Starego, patron sądowy w Brańsku, aliści jak zwykle bywa,
w znacznej części składki nie dobrał, a to co zebrał, za sobą obrócił. Więc skargi
nań po grodach od r. 1782 aż do jego śmierci w r. 1788, w tym roku umarł
więc na jego żonie Marcyannie z Czajkowskich i sukcesorach tej należności
poszukiwano. (ob. w Miscelaneach) Wywindykowano ją czy nie, dosyć, że X.
Marcin przebywszy w tym drugim kościele lat 30 z górą, osądził z parafą, iż
ten już reparacyi niewart, i umyślił trzeci zbudować.
Kościół III.
Już w r. 1793 (jak widać z wizyty owoczesnej dziekańskiej) miał X. Marcin Wnorowski 152 ciesi przeszło ośmiosążniowych oprawionych a przygotowanych „na przestawienie kościoła”, 62 sosen na Kossakch wywiezionych
z puszczy (starzy mówią, że flary i belki z Pruszków będących pomiędzy Gacią
a Wybranami, resztę z Olszyn z nad Narwi), 4 na dziedzińcu; tarcic długich
heblowanych 202; cegły palonej 20.250 i kamieni wapiennych na kilkadziesiąt
korcy. Obiecywał też sobie X. Marcin, że przestawając „jednak drzewo w tymże
kościele do większej części lub połowy będzie zdatne”, drzwi też „wszystkie od
starego kościoła wzięte i tu stawione” (ob. wizyta z r. 1798) nawet z okuciem,
bo na zasuwie u przysionka dochowanej jest r. 1733.
Powiadali mi tu owi starzy, których dziś już nie masz, że i X. Marcin
począł na kościół zbierać składki, ale gdy szlachta swoim obyczajem poczęła
się znosić i przechwalać, ksiądz wszystkim ofarodawcom pieniądze z workiem
z ambony podał i zwrócił, a o własnych siłach kościół dalej budował i „zbudował go kosztem własnym” (ob. wizyty z r. 1798, 1802 i 1804.) Zkąd mu
starczyło na tyle wydatków, trudno odgadnąć, dosyć, że tak jest, jego staraniem
i kosztem, przy jakiej takiej ręcznej pomocy i zwózce parafan, już w r. 1798
stanął ten kościół dzisiejszy, jak pokazują jego własne pisanie i wizyty dekanalne
z lat pomienionych. Tylko że wówczas naprędce był jeszcze snopkami pokryty,
i szopa jeszcze przed Kościołem stała.
Ten kościół do dzisiaj w dobrym stanie będący z drzewa sosnowego
w kostkę na podmurowaniu przedtem kamiennem z cegłą na wapno, obecnie,
o ile na zewnątrz widać na samych kamieniach z wapnem, ma długości łokci
warszawskich 50, szerokości 22, a wysokości od podmurowania pod dach łokci
12. Pokąd żył X. Marcin, pamiętał ciągle o jego wykończeniu i utrzymaniu, w r.
21
1802 gontami go pobił, a po jego śmierci już dwakroć znacznie restaurowany
w r. 1837, i po raz drugi w 1868 i 9. Przy tej ostatniej restauracyi, kierowanej
głównie przez Macieja Wojnę, byłego wojta gminy Chojane, a dziedzica na
Wyknie Nowem, zapłacono samemu cieśli Benedyktowi Żochowskiemu rs. 450;
a w ogóle za materiały i majstrom blizko 1500 rubli ze składek parafan. Poprawiono podmurowanie, dano prawie wszystkie nowe podwaliny, prassy, czyli lisseny i kożuchowanie; oddzielono kruchtę, podbito suft na całym kościele, dano
szczyt nowy od frontu i nowe okna. Wieżyczkę na dachu zbudowano nową
(lecz w stolarsczyznie i kształcie gorszą od dawnej), obito ją blachą angielską,
umocowano stary żelazny krzyż na wierzchu, ale nie dano okien, i niewykończono. Dopiero w r. 1877 pobito dach na całym kościele gontami osowemi,
pociągniętemi olejem gotowanym z ugrem (poprzednio był pobity w r. 1861
gontami sosnowymi, i niemalowany); dano okna w wieżyczce, wykończono ją
i pomalowano cynobrem. Ta ostatnia fabryka kosztowała rs. 750: a zaspokojona
ze składek parafan. Wewnętrzne wykitowanie i pomalowanie olejno w flunki
dokonane przez malarza Jana Gutrego z Ostrowi kosztem parafan w r. 1871,
ale że parafanie wedle kontraktu rat nie wypłacali, więc i malarz roboty nie
dokończył, nareszcie i sam umarł, i tak to malowanie niewykończone pozostało
do r. 1881. W r. pomienionym i bieżącym 1882 wyzłocono ołtarze i wykończono pomalowanie kościoła i sprzętów w nim znajdujących się, przez Władysława
Skiwskiego ofarą niektórych poszczególnych osób i ogółu parafan.
Tyle o kościele w Kuleszach. Teraz o proboszczach.
Proboszczowie kulescy
Jacy tu księża z kolei lat od początku proboszczowali, nie wykazują akta.
Dosyć, że jako najdawniejszy pleban w Kuleszach znany jest:
1. X. Mikołaj Kołaczkowski, archidyakon łucki pleban i dziedzic („haeres”) kuleski (ob. Sum, I F. 38; II f. 63 i 66) o tej godności jego czy urzędzie
archidyakońskim trudno co pewnego powiedzieć. Byłli to prałat w dzisiejszem
rozumieniu, czy też tylko tak zwany archidiaconus ruralis [archidiakon wiejski]?
Chybać jedno i drugie: bo wiadomo, że w dawniejszych dyecezyach, dziś w obrębie imperium rosyjskiego będących, aż dotąd trwa podział na archidyakonaty. Po tym tu znów poprzedniku mojem nim najprawdopodobniej pozostała

22
pieczęć do laku z wyobrażeniem Trójcy Przenajświętszej i napisem w otoku:
Sigillum Capituli Lucioriensis [Pieczęć Kapituły Łuckiej]:
Jeżeli tak, więc był de gremio Capituli Suceorientist [w zespole kapituły
Suceorientist]. Tento X. Kołaczkowski, jak widać z aktu wnoszonego w Surażu
d. 28 czerwca 1583 r., jako opiekun niejakiego Wojciecha syna Wojciecha, godził szlachtę zwanych Szczęsnowięta i Dobkowięta, o jakieś alluvia (zalanie łąk
snać z okazyi wodnego młyna), i grunta na Niziołkach (ob. Sum. I. f. 35 i II
f. 61.) W r. 1584 w poniedziałek przed Ś. Filipem i Jakóbem aktem w Surażu
kupował dla siebie grunta także na Niziołkach, lub w zamian na Kuleszach–
Rokitnicy od Dawida Kuleszy syna Mikołaja, dziedzica na Kuleszach Rokitnicy
i na Niziołkach (ob. tamże f. 38 i f. 66 i 213.) W r. 1586 w poniedziałek po
niedzieli Judica robił donacyę w Brańsku na rzecz Stanisława synowca (ob.
Proces. II). W r. 1595 już nie żył X. Kołaczkowski, jak to widać z aktu (u Łuk.
Czarnowskiego w Czarnowie Cfr. Proces. II) Stanisława Kołaczkowskiego synowca, który odstępuje dziedzictwa na Niziołkach, Wyknie, Czarnowie i Rokitnicy od nieboszczyka księdza nabytego. X. Kołaczkowski tutejszy ziomek
miejsce rodzinne przełożył nad inne, boć Kulesze, zwłaszcza wonczas, nie były
rezydencyą odpowiednią dla dygnitarza. Nie tylko miejsce rodzinne, ale i rodzinę X. Archidyakon kochał, i to nepotycznie, bo sukcessyę swoją i nabytki nie
Kościołowi, lecz synowcowi zostawił.
2. X. Stanisław Rokitnicki, syn Jana, zwący się także Kuleszą (ob. Renow.
Erekc. p. 8) Kursztakiem (ob. Summar. I f. 33 i II f. 59), a nawet Koziełkiem
(Inquisitio an 1690 Sum. II f. 149) i także jak poprzedni „dziedzic” (ob. Sum. I f.
23; II f. 44 i 114) na Kuleszach–Rokitnicy, ale wyłącznie tutejszemu Kościołowi
życzliwy. Pierwszy raz wzmianka o nim w r. 1597, ostatnia zaś w r. 1624. W r.
1628 przed Ś. Wawrzyńcem już nie żył, jak widać z aktów przechowujących
się do dziś u szlachty Czarnowskich. Z papierów mamy to przekonanie, że był
to pleban wzorowy. O fundusze przez poprzedników niedbalstwo poszczuplane
kołatał i uzyskane dokumenty do ksiąg publicznych dla zabezpieczenia wnosił
(ob. Renow. Erekc. i wilekroć indziej). A i sam część swoją dziedziczną na Kuleszach–Rokitnicy z 17 zagonów składającą się „penes coemeterium Kuleszense
jacentes” [leżącą przy cmentarzu w Kuleszach], z siedliskiem i budynkiem na
niem stojącym, na własność tutejszego Kościoła pod dniem 29 października
1623 (in Curia Regia) we dworze zambrowskim zapisał. (ob. Sum. I f. 23, Ii f.
115 i 147.) Po nim też najprawdopodobniej mamy puszkę srebrną na podstawie
23
w kształcie sześciu listków koniczyny grawirowanej w narzędzia Męki Pańskiej,
kapa w ażurowej koronce, na pokrywce krzyżyk z Panem Jezusem, obok dwie
fgurki. Na jednem uszku kapy (bo kiedyś przykrywka była na zawiasce) cyfra:
SRK (Stanislaus Rokitnicki parochus Kuleszensis) [Stanisław Rokitnicki proboszcz w Kuleszach].
Od r. 1624 aż do 1663 nie znajdujemy śladu ktoby tu proboszczował,
gdy akta miejscowe z tej doby przepadły, najprawdopodobniej jednak ten sam,
którego tu dopiero w r. 1663 spotykamy.
3. X. Andrzej Zapartowicz
Wiadomości z jego nieporządnego życia mamy niemało w aktach
miejscowych (ob. Miscelanea na początku), z wizyty też Stanisława Bedlińskiego,
archidyakona łuckiego, w r. 1670 w Kuleszach odbytej. X. Zapartowicz niedbałym kapłanem się pokazuje. Originał tej wizyty jest w Bibliotece Głównej
Warszawskiej pod Nr 393. Stoi tam o X. Andrzeju, że w roku pomienionym był
już proboszczem w Kuleszach „ab annis (nie dołożono ilu) canonice institutus
per olim defunctum Reverendum Erasmum Kretkowski ofcialem Podlachiae
et introductus per Reverendum Simonem Wnorowski parochum Wysocensem”
[od lat ustanowiony kanonikiem przez św. Pamięci zmarłego Czcigodnego Erazma
Kretkowskiego, ofcjała Podlaskiego i wprowadzony przez Czcigodnego Szymona
Wnorowskiego, proboszcza Wysokiego].
W jak opłakanym stanie był wówczas kościół, jużeśmy opisali wyżej.
Przytaczamy słowa wizyty na dowód, jaki był nieład w kościele. „Altare majus
antepedio (zapewne obrus… nieczytelne) vili coopertum gradus tres panno
rubro tectos (habet)… Extat pixis argentea fracta sub se corporale non habet
… nec sacculus lineus invenitur tabernaculum” (t. j. że na puszce nie było sukienki) [Ołtarz większy przykryty obrusem lichym, 3 stopnie przykryte czerwonym
dywanikiem, kielich srebrny do przechowywania Hostii Św. nie miał białej lnianej
chusty ani nie znaleziono lnianej sukienki] tabernakulum jednak wewnątrz było
wybite czy wysłane „intus velo albo obductum” [wewnątrz pokryte/powleczone
płótnem]. Portatyl przecie był cały przez Kędzierskiego podpisany. Lichtarzy na
wielkim ołtarzu ledwie 4, na bocznych po 2, i to niektóre bez świec. Oleje śś.
stare „ab aliquot annis” [od wielu lat], a wzywani na świadectwo nawet szkolnicy
(scholares) niepamiętali, kiedy takowe były prokurowane. W wodzie chrzcielnej
kurz, chrzcielnica bez zamknięcia. Babiniec zgoła niezamykany: „Reclinatorium
pauperum nullam habet clausulam, nec etiam tegalas, foramina multa tantum

24
apparent (bez nakrycia a w ścianach same dziury), quod est summum dedecus
ecclesiae. [Budynek dla osób ubogich – przytułek nie ma żadnego zamknięcia, ani
nawet dachu, dziury tylko liczne ukazują się, co jest największą hańbą Kościoła].
Dla dokładności i by się nie powtarzać przytoczmyż i resztę: „Sacristia habet
fores in cardinibus, sero occluduntur fenestram habet unam, cistas duas in qua
(sacristia?) servantur res ecclesiae. Armarium unum non occlusum caetera vero
et complura non apparent (to znaczy sprzętów kościelnych wielki niedostatek),
tantum corporalia tria male composita et purifcatoria duo tantum immunda”
[Zachrystia ma drzwi na zawiasach, pozostają otwarte, ma jedno okno, 2 szkatułki,
w których przechowywane są rzeczy kościoła. Jedna szafa niezamknięta, sprzętów
zaś wielki niedostatek, tylko 3 białe lniane chusty, źle złożone i tylko 2 brudne ręczniczki do oczyszczania kielicha].
Po poprzednikach jednak, może po zacnym X. Rokitnickim, musiało być
inaczej, dowodem: „Suppellex argentea” [sprzęt liturgiczny srebrny]. Monstrancya srebrna „argentea cum personis deauratis” [monstrancja srebrna z pozłacanymi
postaciami], Melchizedech srebrny, krzyż wieki cały srebrny, item krzyżów dwa
złamanych (widocznie srebrnych); kielichów 4, jeden złocisty z takowąż patyną,
drugi srebrny po brzegach trochę złocisty, trzeci srebrny złocisty z gałką, czwarty
srebrny trochę po brzegach złocisty. Patyn dwie srebrnych. Puszka w cyboryum
srebrna. Trybularz srebrny z czterema łańcuszki. Ampułek srebrnych wielkich
dwie. Ampułka srebrna mała jedna. Supków (czy nie kubków) srebrnych dwa.
Łamanego srebra sztuczek 9. Cyna i mosiądz: Lichtarzów mosiężnych wielkich
2, cynowych także wielkich 4, drewnianych 6, kociołków (zapewne do święconej wody) mosiężnych 2; ampułek cynowych 2. Dzwonów na dzwonnicy 4,
„sygnet” (sygnaturka) na kościele mały, dzwonków małych przy ołtarzach 3,
czwarty w worku (przy bursie do chorych). W tymże tytule zaliczone: żelazo
do pieczenia opłatków, i skrzyń dwie.
Dalej tytuł: Casulae [ornaty]. Ornatów było 6, t. j. dwa czarne, 2 białe,
1 foletowy, i 1 nie wiadomo jakiego koloru, ale adamaszkowe lub aksamitne, widocznie pozostałe po poprzednikach gorliwych. Obrusy 7, tuwalnie 3, szerzynki
(?) 2, ręczniki 5, a o wszystkich dano świadectwo, że liche. Alba 1, komża 1,
chłopięcych (studenckich) 6, „fartuchów białych przy krucyfksach 2.” Antepedia
vexilla et libri [zasłony na ołtarzu, chorągwie i księgi]. Antepedya były axamitne lub
malowane na płótnie. Chorągwi 6. Mszał dobry, drugi zły. Graduał 1. Psałterz.
Agenda wielka druga mała. Tak było za X. Zapartowicza w kościele.
25
Nie lepiej było na cmentarzu. Cmentarz „malis sepibus obductum” [złymi płotami ogrodzony] bez furtek. Dzwonnica w reparacyi bedąca, a kostnica
dziurawa „multa foramina habens” [liczne dziury mająca]. W plebanii jednak
było daleko lepiej, lecz tylko pod względem ekonomicznym. Plebania (sita ad
orientem [położona na wschód], snać od Kościoła) była dogodna, przyzwoita
i osobna (oddzielna) „hypocaustum cum camera” [ogrzewanie w pokoju] to jest
dom dwuglenny, w którym było dwa pokoje dla księdza i dwa dla służby, „piekarnia”, a krom tego gorzelnia „braxatorium”, stodoła choć dalej stoi „holodia
tria segetibus impleta [spichlerz wypełniony zasiewami], bo było to oglądane 29
i 30 października. „Item alia aedifcia quam plurima pro conservandis peccoribus et pecudibus” [zatem inne budynki dla licznej hodowli bydła i nierogacizny].
Miał pleban młyn, zapewne deptak, bo w nim mielono tylko dla siebie. Miał
propinacyę9
i czterech poddanych. Byłać tu i schola [szkoła] „ad aquilonem in
qua manent duo rectores ecclesiae” [od północy, w której pozostawało 2 przełożonych kościoła] (chybać w znaczeniu świątników, kantorów albo zakrystyanów).
Mieli na mieszkanie izbę z komorą i sienią. Ich utrzymanie „solutionem habent
post villas Piecki, Kalinowo Stare item tertiam proventuum partem ecclesiasticorum” [na ich utrzymanie miał łożyć Piecki za miastem, Kalinowo Stare zaś miało
przekazywać 3 część przychodów należącą do kościoła]. Gruntów liczył u siebie X.
Zapartowicz włók 6 „in omni triplici campo cum pratis, agris pascuis piscinis,
piscatoriis, paludibus, borris agris (powinno być gais) et aliis attinentiis, item
tabernam liberam, item decimam manipularem” [na każdym polu składającym się
z 3 części z łąkami, stawami rybnymi, zwierzętami i innymi przynależnościami,
tak samo wolny kram/karczma – wolny wyszynk, tak samo dziesięcina snopowa…].
Praw tych, czyli nadania oryginalnego dokumentu już na miejscu nie było:
„tantum rescriptum (fundationis) Reverendus plebanus sine originali ostendit”
[tylko odpis założenia, czcigodny ksiądz okazał bez oryginału].
Z tej wizyty tedy widzimy, że za X. Zapartowicza stan ekonomiczny benefcyum Kuleskiego, pomimo nieszczęść w tej dobie krajowych, był dostatni,
stodoły pełne zboża, obory „quam plurima” [jak najliczniejsze], a pełne bydła
i trzody. Smutny był jeno stan zabudowań kościelnych. Lecz smutniejsze było
zaniedbanie się plebana in cura animarum. Z pomienionej wizyty tego jeszcze
tak dalece nie dostrzedz, ale na miejscu w aktach zostawiono mu decretum
9 W dawnej Polsce: wyłączne prawo szlachcica do produkcji trunków; też obowiązek kupowania
przez chłopów kupowania tych trunków. (por. Słownik PWN; www.sjp.pwn.pl)

26
reformationis [dekret naprawy], który się do dziś dzień dochował (ob. Sum.
I f. 40; Ii f. 68). Z miejscowych też akt (ob. Sum. I f. 41, 46, II f. 71 – 77)
dowiadujemy się nie tylko, że X. Zapartowicz cierpiał nieład w kościele, ale
że o błahe rzeczy prowadził waśnie i processa, że pono zmarnował pieniądze
a funeralibus [z pogrzebów] vulgo [potocznie określane] wkładne i workowe (ob.
Sum. I f. 45) będące w skarbonie kościelnej a przeznaczone też na potrzeby
kościoła; obwiniony nawet o zmarnowanie srebrnych ampułek i korony od obrazu Matki Boskiej ówcześnie waloru złp. 300. Ludu nie nauczał, msze nawet
w niedziele i święta częstokroć opuszczał, dzieci umierały bez chrztu, starzy bez
innych sakramentów (ob. Miscelanea) (chował zaś w parafi i w domu swoim
„mulieres suspectas [kobiety podejrzane] Zofę Mościczankę i Marynę Grądzką. W dekrecie zapadłym w Janowie dnia 26 sierp. 1669 r. nie tylko obwiniamy,
że z niemi „peccat et pueros procreat ab annise tribus de Moscicanka duos
flios et unam fliam, de Grądzka duas flias” [grzeszył od trzech lat i miał troje
dzieci z Anną Mościczanką 2 synów i jedną córkę, z Grądzką 2 córki], ale że się
jeszcze z tego przechwala exindeque de suis malefactis gloriatur [a następnie
o swoich złych uczynkach przechwala się]. Nawet w Konsystorzu nie wstydził się
sam przyznać Cum Zophia peccasse et unicum flium procreasse” [że z Zofą
grzeszył i spłodził jedną córkę] (ob. Miscelanea), inne zaś dzieci miały być
sprawką jego organisty (ministri ecclesiae). Kazano mu zapłacić na fabrykę
katedry grzywny złp. 30, a dziewkę wygnać.
A są jeszcze i inne w tej skardze excessa [występki], jak samowolne odroczenie jubileuszu „revelationis confessionis cujusdam mulieris” [wyjawienie
spowiedzi jakiejś kobiety etc.], lecz na sprawdzenie tych Konsystorz naznaczył
kommisyę, której rezultatu nie mamy. Nie wywłóczylibyśmy tu tak brzydkiej
pamięci poprzednika naszego, lecz nam chodzi o wierność historyczną i świętą
prawdę, a oraz obrzydzenie obrazu kapłana, który się w świętobliwości powołania
swego zaniedbał. Trudno, ażeby obok istotnie pięknej postaci X. Rokitnickiego
X. Zapartowicz bez cienia wyglądał. Kto, kiedy zechce przyganiać pisaniu naszemu, niechaj pamięta, że i w Żywotach Świętych i w Piśmie świętem, ba, by
i w Ewangelii samej, znajdzie judaszostwa podobne. X. Zapartowicz, któremu
prawie w przed dzień śmierci tyle zarzucono żył jeszcze 7 grud. 1760 r., ale
wkrótce umarł, bo w r. 1671 już o nim mowa jako o zmarłym (ob. Summar I f.
48; II f. 77). Po nim introdukowany na probostwo Kuleskie (ob. Sum I f. 73; II
f. 111).
27
4. X. Szymon Jan Wnorowski z przezwiska Pławacz (ob. Sum II f. 214).
Może to być ten sam, który, jakośmy wyżej zacytowali jako proboszcz wysocki
introdukował X. Zapartowicza, aleby w takim razie Zapartowicz nie mógł być
bezpośrednim po X. Rokitnickim. Przynajmniej naszego X. Wnorowskiego
widzieliśmy (u jakiegoś p. Szymborskiego, który przed kilku laty, szukając spadków, z papierami aż z Poznańskiego tu przywędrował) metrykę wydaną przezeń
w Kuleszach 20 czerwca 1673 r. Dnia 25 września tegoż 1673 r. miał on proces
w Janowie z Józefem Zaleskim o zastawione Kościołowi tutejsze grunta na
Kuleszach–Kursztakach za życia poprzedniego plebana w summie 240 złp.,
przez Agnieszkę Kuleszankę (ob. Sum. I f. 25, II f. 48); a dnia 29 listop. 1675 r.
tenże Józef Zaleski zobowiązał się w Konsystorzu wypłacić X. Wnorowskiemu
złp. 240 z zapisu testamentowego Jana Kuleszy (ob. Sum. I f. 51, II 80). Za
niego niejaki Stanisław Kalinowski z Kalinowa Trojanek dn. 28 paźdz. 1676
r. darował do plebanialnej biblioteki dzieła Polianthea Nova (author. Joseph
Langi), które aż dotąd zostało, Szymon i Adam Kalinowscy, dziedzice na temże
Kalinowie Trojankach, cedowali na msze, posag po siostrze na Pieckach, aktem
z dnia 27 paździer. 1679 r. (ob. Sum. I f. 32, II 58, 115 i 116 oraz 146 bis).
W r. 1690 też zań prowadzona inkwizycya o półwłoczki, o które w Ziemstwie i w Grodzie processował Zaleski (ob. Sum. II f. 148). W r. 1691 X. Szymon
Wnorowski plebanus Kuleszensis in actibus castrensibus Branscensibus scribit se
[proboszcz w Kuleszach w aktach grodzkich Brańskich wpisuje siebie – fguruje] (notuje
palestrancką łaciną Kapica w swoim „Herbarzu” s. 461). Oprócz od Zaleskiego
doznawał ten pleban wielkich przykrości od Kuleszów Jana, Walentego i Tomasza
z Podlipnego, a jeszcze więcej od Jakóba Choińskiego z Gorczan. Rozpasanie się
szlachty w te czasy, którego dokumentów pełne dawne archiwa tej okolicy, i w tym
ubogim zakątku doszło do tego stopnia, że ów Jakób Choiński szlachciura ze
wzmiankowanymi wyżej i inną hołotą (dopisane: innymi towarzyszami) naszedł
w dzień Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia 1700 r. zbrojno mieszkanie X.
Wawrzyńca Woykiela Komendarza (= wikaryusza przy X. Wnorowskim), powybijał mu okna i do pojedynku wyzywał. Nie dosyć na tem, kiedy X. Woykiel szedł
na nieszpory, on go lżył różnymi słowy, w kościele publicznie wymyślał i bluźnił,
nieszporów nie dał odprawić, księdza chciał wywlec za kościół i zabić, a nie mogąc
podołać, porwał krzyż srebrny z relikwiami z ołtarza i poniosł go do karczmy. Potem
przyniosł krzyż wprawdzie na ołtarz, ale miotany jakby wścieklizną jaką nieprzytomny chciał otworzyć cyboryum i Najświętszy Sakrament wyjąć. W rok później
prawie po tamtych gwałtach napadł na szpital, dziady ubogie pobił i porozganiał.

28
Raz po exekwiach, gdy wedle zwyczaju ludzie opatrzyli żebractwo jałmużną a część złożyli dla księży, Choiński zagrabił (dopisane: zabrał) księże
ofarki, chleb i mięso dziadom odebrał i powędrował z łupem w towarzystwie
podobnych sobie do karczmy. Wszystko to opisano ze szczegółami w skardze
X. Woykiela w imieniu swojem i skrzywdzonego proboszcza (bo i temu niemało dokuczył = „diversimodo persecutus fuerit” [prześladowany w różny sposób]) przed sądem nadwornym królewskim z Zambrowie d. 13 grudnia 1701 r.
wniesionej (ob. proces vol. – volumen [tom] I), w której te fakta nazwano gorsze
aryanizmu: a wiadomo, że do rejestru aryanizmu najgorsze sprawy powoływano
(ob. Kitowicz „Opis obyczajów” t. I str. 158).
Umarł X. Szymon Wnorowski jako starzec „valetudinarius pedesque habens ulceratos a a multis annis” [chory i mający wrzód na stopie od wielu lat
w roku] r. 1702 (ob. Sum. I f. 52; II f. 81). Po nim nastał:
5. X. Jan Antoni Zufikowski notaryusz (= pisarz po dzisiejszemu regens – [kierujący/zarządzający] kancelaryi) Konsystorza Janowskiego, który
się na probostwo Kuleskie z następnej dostał okazyi. Po śmierci X. Szymona Wnorowskiego ubiegali się o tutejsze probostwo X. Tomasz Wróblewski,
wikariusz Kobyliński, i X. Adryan Gołaszewski, wikariusz Wysocki; obadwaj
w Konsystorzu Janowskim dnia 5 maja 1702 r. na Kuleskie benefcyum [dobrodziejstwa] prezenty okazali, ale X. Gołaszewski zarzucał swojemu rywalowi, iż
jego prezenta podpisane przez kolatorów samych złodziei, którzy po zmarłym
plebanie rzeczy porabowali: a więc utracili prawo patronatu. Konsystorz wezwał
X. Woykiela, komendarza przy zmarłym plebanie, ażeby testament nieboszczykowski w Konsystorzu złożył. Tymczasem usunąwszy obu pretendentów,
jako przez examin niezdatnych Kulesze oddał per commendam [przez polecenie/
zarządzenie] w administracyą X. Janowi Stefanowi Obiedzińskiemu, plebanowi
Wysockiemu.
X. Wróblewski tegoż dnia swojej prezenty zrzekł się, a osiemnastu ze
szlachty kolatorów, którzy z tamtymi konkurentami do Janowa przyjechali,
imieniem swojem i tych, którzy ich wysłali, ofarowali prezentę X. Zufikowskiemu, w obec i pod piórem którego poprzednie historye się działy. Z X. Zufikowskim konkurował jeszcze dalej X. Gołaszewski, ale uznany przez examin
za mniej zdolnego, a nawet cale niedostatecznego, musiał ustąpić X. Zufikowskiemu, którego X. Paweł Konstantyn Dubrawski, biskup Loriceński, sufragan
i administrator łucki, dnia 15 maja 1702 r. instytuował proboszczem kuleskim.
29
Ten X. Zufikowski w prezencie dokumencie prezentacyjnym pięknie rekomendowany, a w instytucyjnym rzetelnie chwalony, musiał być godnym kapłanem
i godnym plebanem. Introdukowany w Kuleszach dnia 24 maja t. 1702 r. przez
X. Stefana Obiedzińskiego proboszcza Wysockiego w obecności X. Stanisława
Wnorowskiego (proboszcza mylnie Płockiego plocensis nazwanego powinno
być Plonscensis Płońskiego albo Płonkowskiego ob. w „Herbarzu” Kapicy str.
461), X. Adryana Gołaszewskiego i X. Wawrzyńca Woykiela.
W kilka dni po introdukcji swojej, bo 29 maja 1702 r. wniósł X. Zufikowski przed Biskupa skargę na kolatorów Kuleszów Rząsków i innych o porabowanie pozostałości po zmarłym poprzedniku X. Szymonie Wnorowskim.
Biskup raz i drugi nalegany o wymiar sprawiedliwości odesłał sprawę do grodu
Brańskiego i już nakazana była inkwizycya, gdy tymczasem w r. 1704 umiera X. Zufikowski. Sprawa zatem upadła (ob. w Miscelanea skrypt p. Pawła
Grodzkiego). Jako pamiątkę po X. Zufikowskim mamy po dziśdzień naczyńko
srebrne, składane (vasculum [naczynie] do chorych) u spodu z wygrawerowaną
literą C (?) i rokiem 1703. Jemu się też zawdzięczamy kopię erekcyi kościoła kuleskiego na jednym membranie przez Pawła Grodzkiego K. Z. B. z akt
Ziemskich Tykockich na żądanie X. Zufikowskiego w r. 1702 przepisaną (ob.
Sum. I f. 6, II f. 12), a która się tu podziśdzień przechowuje.
Krom owej skargi na Rząsków X. Zufikowski w r. 1703 po Ś. Janie Chrzcicielu zanosił skargę przed sąd nadworny królewski w Zambrowie na Litewkę
za wypasienie łąki i rany jego ludziom zadane (ob. Proces. vol. I). Tytułowany
w tej skardze „praepositus [proboszcz] Noryscensis” (gdzie to było, nie wiemy).
Umarł X. Zufikowski w kwietniu 1704 r. (ob. Sum. I f. 52, II f. 81) a po nim
jednozgodnie przez Kuleszow i Grądzkich już 8 kwietnia prezentowany:
6. X. Stanisław Kaczyński. 6 paźdz. 1699 – 8 lut. 1701 r. widzimy go
wikaryuszem w Sokołach, w 1704 wikaryusz kuleski Instytuowany w Łucku,
ale ten także krótko proboszczował, bo umarł w maju 1707 roku (ob. Sum. I f.
52, II f. 81). Po jego śmierci Zalescy, dziedzice na Kuleszach wszelkimi sposoby
(forytują) popierali (ob. skrypt Pawła Grodzkiego w Miscelanea f. 8) X. Macieja
Zaleskiego swojego stryja, natenczas wikaryusza w Wyszońkach (ob. Sum. I f.
53. II f. 83.) I powiodły się im te zabiegi, bo po krótkiej komendzie X. Stefana
(?) Obiedzińskiego plebana Wysockiego danej mu 16 maja 1707 r. (ob. Sum.
I f. 54, II f. 84) już został instytuowany.

30
7. X. Maciej Zaleski. Introdukowany 16 czerwca 1707 r. Za niego w r.
1717 dnia 13 października wizytował Kulesze biskup łucki Joachim Przebendowski a z dekretu reformacyi widno, że X. Zaleski nie tęgim był proboszczem
(ob. Sum. I f. 57, II f. 89 i 90.) Sam stary i niedołężny wikaryusza nie zawsze
chował, a obowiązkom parafalnym podołać nie umiał. W kościele nieporządek, niedbalstwo o funduszowe grunta, które sąsiadującym familiantom, (za
poprzedników nieprawnie pozagrabiane) jako „swoim” dzierżyć dozwolił (ob.
excerpt Inquis. 1748 r. Sum. II f. 203) i. t. p. dowody niedołęstwa nieosobliwie
przypominają X. Macieja. Umarł 1719 r. dnia 1 czerwca (ob. Sum. I f. 73, II. 82
i 110.) Po nim Zalescy i Grodzcy (forytowali) przedstawili X. Jakóba Sokołowskiego, a Kuleszowie X. Wojciecha Wnorowskiego. X. Wnorowskiemu kazano
na termin 17 lipca po św. Bartłomieju produkować dokumenty za wyłącznem
prawem swoich kolatorów Kuleszów. Proboszczem jednak w Kuleszach tym razem nie został ani jeden ani drugi z konkurentów, lecz tymczasową komendę na
nie już po raz drugi czy trzeci dano X. Stefanowi Obiedzińskiemu, dziekanowi
brańskiemu (ob. Sum. I f. 54 i 73, II. F. 84 110 i 111) w r. 1720 proboszczowi:
„in Wysokie Mazowieckie et Magna [Wielka] Dąmbrowa”. Po skończonych
sporach o prawo kollacyi otrzymał instytucyę.
8. X. Mateusz Stanisław Kamieński, regens [zarządzający] kancelaryi czy
pisarz (notarius Konsystorza Janowskiego, kanonik (zapewne honorowy) łucki
(ob. Sum. I f. 69 – 71, II f. 110, 95 i 109). Ten jednak niedługo Kuleszami się
kontentował, zrezygnował, jest bowiem dnia 23 lutego 1720 r., a w r. 1721 8
stycznia już go widzimy proboszczem Niemirowskim (ob. Sum. I f. 6, II 98.)
Po nim dnia 24 lutego 1720 r. instytuowany w Janowie.
9. X. Wojciech Wnorowski z przydomku Nosal rodem z Wnorów Pażoch
(ob. Renowac. Erekc. p. 1 i Sum. II f. 259). Instytuowany dnia 24 lutego 1720
r. (ob. Sum. I 69, Ii f. 105.) Introdukowal go do Kulesz dnia 4 marca t. 1720
r. jego poprzednik na probostwie X. Kamieński (ob. Sum. I f. 70, II f. 108.)
Proboszczowanie X. Wojciecha było kłopotliwe, gdy mu zostawiono kościół od
starości upadający (ob. Sum. I. f. 74; II 112), inwentarz dość szczupły (ob. Sum.
I f. 71, Ii. 109), a nadto zaraz w pierwszych latach musiał zapłacić zaległych
po poprzednikach i za siebie podatków złp. 270 (ob. Sum. I f. 73, II f. 111), co
na owe czasy było niemałą kwotą. Sprawa o dziesięcinę po dwie kopy z włóki
od wszystkich zarówno aż w Nuncyaturze pod dniem 21 czerwca 1721 r. na
31
korzyść X. Wojciecha i jego następców sądzona, a Renowacya erekcyi, którą
przecie pod dniem 16 września 1722 r. od biskupa Rupniewskiego uzyskał
także niemałym kłopotem dlań była (ob. samą Renowac. I Sum. Ii f. 259.)
W r. 1724 X. Wojciech sprawił dzwon ważący funtów 514, który jako
spękały w r. 1882 na większy przelano. W październiku 1726 r. snać był X.
Wojciech na synodzie dyecezalnym łuckim, gdzie go kommisarzem inkwizycyjnym na dekanat Brański wyznaczono (ob. Synod Rupniewskiego c. XLIV.)
Kościół drugi w Kuleszach, jako się opisało wyżej, jego staraniem pobudowany,
co zapewne uwzględniając, zwierzchność zrobiła go dziekanem Brańskim 1737
r. (ob. Summar. II f. 131 i 161 oraz „Herbarz” Kapicy str. 461.) Wizyta X. Jana
Bystrama dnia 3 grudnia tegoż 1737 r. w Kuleszach odbyta, zarzuca wprawdzie
X. Wojciechowi (niektóre punkta i grube) niejedno, jak podatek po 3 grosze
z okazji spowiedzi wielkanocney (zapewne składka na dokończenie kościoła
przy kartkach zbierana: ob. Sum. II. F. 161), exporty odbywane przez samego
organistę (f. 162) (zapis nieczytelny) i inne. Są to oskarżenia, nie wiemy czy
dowiedzione, a trzeba wiedzieć i o tem, że wizytator był w złym humorze, dlatego że mu szczury i myszy starej plebanii w nocy srodze dokuczały, bo i za to
jest tu nagana X. Wnorowskiemum, że się jeszcze do nowej (zapewne z resztek
starego kościoła pobudowanej) plebanii nie przeniósł (f. 162.)
W papierach Kobosków znaleźliśmy rachunek z pogrzebu ich przodka
taki: „Regestr wydatków Jmci X. Wojciechowi Wnorowskiemu z r. 1739 pisany
d. 22 februarii… [dnia 22 lutego] (którego dnia ociec umarł) 1. wołu valoris
tynf. [o wartości 38 tynfa10]. 2. grochu szanek tynf. 3. 3. gryki szanek tynf. 2. To
się dało samemu Imci Xiędzu a po ciało nie był”. Pominąwszy te niepochlebne szczegóły, X. Wojciech miał jeszcze w ciągu swego proboszczowania wiele
nieprzyjemności od Kurpiewskiego, ojczyma sąsiednich dziedziców Zaleskich
(ob. Proces. v. I), już też od szlachty ambitnej, a głupiej. Miał jakieś zatargi
z proboszczem z Jabłonki, i o jakieś rachunki z Kościołem Domanowskim (ob.
w Miscelanea.)
Ot! kłopoty jak w życiu każdego, osobliwie czynnego człowieka. Lubo
co prawda X. Wojciech z wielu papierów nie całkiem charakternie wygląda.
A mimo to współczesny, i dobrze go znający p. Paweł Grodzki, choć nie przemilcza o drażliwem usposobieniu X. Wnorowskiego, gdy go „trudnym” zowie,
10 Tynf ‘potoczna nazwa polskiej srebrnej złotówki’, za: Słownik języka polskiego, red. J. Szymczak,
Warszawa 1985, s. 38.

32
oddaje mu jednak po śmierci tę sprawiedliwość, że był to „godny pleban” (ob.
Skrypt jego.) Pilnował on sumiennie funduszów probostwa, przynajmniej tych,
jakie objął, budowle wszystkie zostawił w porządku (ob. Sum. II f. 143.) Dokumenty wszelkie starannie zbierał i następcom przekazał, przynajmniej te,
których Serwacy Zaleski (ochrzczony d. 13 maja 1721 r. przez X. Wojciecha)
późniejszy wróg proboszczów kuleskich i wielki zadziora (fragment skreślony)
po śmierci X. Wnorowskiego wynieść nie zdołał.
Umarł dnia 17 grudnia 1743 r. Po nim choć p. Serwacy Zaleski stracił
warchoły z podobną sobie partyą kolatorów: jedni dali prezentę X. Grzegorzowi Jamiołkowskiemu, a drudzy X. Szymonowi Zaleskiemu, proboszczowi
kobylińskiemu. Gdy jednak X. Jamiołkowski wkrótce umarł (może to był ten
sam wikaryusz waniewski, który w 1748 chrzcił przyszłego biskupa Jana Klemensa Gołaszewskiego), X. Zaleski otrzymał probostwo kuleskie.
10. X. Szymon Zaleski, po śmierci poprzednika tem się najbardziej kolatorom zalecił, że kościół w Kobylinie „przez jedno lato 1740 r. z wielkim
kosztem zbudował” (ob. skrypt Pawła Grodzkiego). A nie tylko probostwo Kuleskie, ale i dziekania Brańska przeszła na X. Zaleskiego po X. Wnorowskim.
Kiedy go Kanonia Brzeska spotkała, daty nie mamy, dosyć, iż i ten tytuł przy
jego nazwisku zawsze spotykamy. Introdukowany w Kuleszach d. – die [dnia]
20 Grudnia 1744 r. (ob. Rupniew. ad fn.)
Dwudziestoletnie proboszczowanie X. Szymona w Kuleszach było mozolne i przykre dla ciągłych utarczek z Zaleskim Serwacym, dziedzicem sąsiedniego dworku. Najprzykrzejsze z tych zajść było w r. 1747 w wigilię Przemienienia
Pańskiego (ob. Sum IIf. 193), bo aż do tego przyszło, że chłop dworski wśród
obelg przy p. Serwacym „rznął księdza struganicą aż mu welgnęła” (ob. it f 198.)
Proces od tej daty z Zaleskim ciągnął się prawie aż do rezygnacji X. Szymona
(ob. niżej f.) X. Marcin Wnorowski bezpośredni następca po X. Zaleskim oddaje mu tę sprawiedliwość, że był „pasterzem czułym in omni cura animarum”
[w duszpasterstwie] (ob. Sum II f 143), ale w dojrzeniu kościoła, w dochowaniu
budynków i inwentarza, w dochodzeniu utraconych gruntów „najemnik” (f.
142 i 141.) Mając przed sobą tyle procesów i opis tylu nieprzyjemności z p.
Serwacym Zaleskim (ob. f 193 – 203), przymówkę X. Marcina niesłuszną być
sądzimy. Owszem, mamy w papierach dokument i na to, że i za X. Zaleskiego
to i owo się reperowało, lub nawet sprawiało (ob. wizyta Kłosowicza w 1750 r.
27 sierp. W Rupniew. ad fn.) Sprzykrzyły się nareszcie X. Zaleskiemu zatargi
33
ze dworem innych Zaleskich, a może mu też na starość i to się niestosownem
zdało, że dwa benefcja incompatibilia [niepołączone] dzierży, dość, że Kulesze
w r. 1764 w Janowie libera resignavit [dobrowolnie zrzekł się], kontentując się
ukochanem, a przez siebie fundacyami dobrze uposażonem Kobylinem, gdzie
też w lat kilka i umarł. W poniedziałek po Ś. Trójcy 1768 r. jest jeszcze wyrokowany przez Sąd Ziemski Tykociński na zwrot summ altaryjskich kuleskich, źle
ulokowanych; 28 stycz. 1770 r. trzymał jeszcze do chrztu w Kobylinie; wkrótce
znać umarł, bo w r. 1771 już ma następcę.
Po nim, pomimo prezenty, X. Adamowi Dąbrowskiemu wikaryuszowi
kuleskiemu pod d. 17 stycznia 1764 podpisanej, proboszczem kuleskim został:
11. X. Karol Marcin Wnorowski synowiec X. Wojciecha (ob. Sum II f.
142), urodzony dnia 1 listop. 1738 r. w Pażochach, z Mateusza i Konstancyi
z Butfłów małżonków Wnorowskich (ob. metryka nr 2051), dziedziców na Pażochach, Wiechach i Penzach (w parafi Rutkowskiej). Poświęcony na kapłana
przez Wołłowicza biskupa łuckiego w r. 1765, czyliteż jeszcze 1761, bowiem
pod starość sam własnoręcznie pisząc, nie pamiętał); d. 25 stycznia 1765 r. przez
tegoż biskupa instytuowany na probostwo kuleskie dnia 5 Marca 1765 r. (ob.
Sum. II f. 130.)
Pleban w uporządkowaniu benefcyum niezmordowany, w nakładach hojny, gorliwy obrońca własności kościelnej, fundator (w r. 1770) dotąd stojącej
a pięknie zbudowanej dzwonnicy, trzech piwnic z cegły na wapno murowanych,
podziśdzień do użytku plebańskiego dogodnych, a zwłaszcza, jako się wyżej
rzekło, wyłączny fundator teraźniejszego kościoła w Kuleszach. Okrom zanotowania w dwóch wizytach (z r. 1798 i 1802) za tą wyłącznością jego fundatorstwa
mamy i ten dowód, iż za rządów Pruskich koszta budowli kościelnych opłacały
się z majątku kościelnego, robociznę zaś i sprzężaj dawali bezpłatnie parafanie
(ob. „Encyklop. Kościelna” t. XI str. 248). Tak też i tu w wizycie z r. 1798 powiedziano, że kościół „teraz przez WJX. Marcina Wnorowskiego teraźniejszego
proboszcza, po rozebraniu starego, źle zdezelowanego, kosztem własnym, przy
pomocy parafanów, w roku teraźniejszym postawiony, jeszcze nieskończony”.
W roku zaś 1802 X. Marcin własną ręką pisze: „Ecclesia denoviter per modernum parochum, cum exiguo auxilio parochianorum, est extructa” [kościół od
nowa został wybudowany przez obecnego proboszcza, z niewielką pomocą parafan].
Proboszczowanie X. Marcina było najdłuższe, bo przeszło 43 lata, a pożycia przy tutejszym kościele bez mała lat 55. A było to w najsmutniejszej epoce

34
trzykrotnego szarpania Rzeczypospolitej. Najścia i rekwizycye wojsk różnych,
brutalne rządy Kamery Białostockiej, przykre a grubo silbergroszami i talarami
opłacane processa z Zaleskimi dały się X. Marcinowi we znaki. Zaraz po objęciu probostwa musiał coprędzej myśleć o dachach, bo X. Zaleski zostawił mu
je „niebem pokryte” (ob. Sum. II f. 142); potem tyle fabryk około dzwonnicy,
różnych zabudowań plebanialnych, kościoła.
Na domiar tylu przykrości, za niego się jeszcze dnia 20 lutego 1802 r. spaliła
stara plebania (za stryja X. Wojciecha pobudowana), a to „przez nieostrożność
z ogniem służącej”, gdy „xiądz pleban odjechał w nocy do chorego”. Spaliły się
niestety! w tym pożarze metryki dawniejsze; rzecz dziwna, że ocalały dokumenty
miejscowe, przynajmniej co ważniejsze. Spaliła się argenterya kościelna, najpiękniejsza bielizna i apparaty bogatsze, po większej części przez X. Marcina sprawiane, a które tu na plebanii, gdy w kościele jeszcze okien nie było, przed złodziejami przechowywano. Wszystek sprzęt gospodarski, cała zamożność, dorobek lat
kilkudziesięciu poszedł z płomieniem; została jeno piwnica, ta która i dzisiaj tuż
przy plebanii stoi, przezeń zbudowana. Potrzeba było wielkiego hartu duszy, żeby
na siłach nie upaść. X. Marcin jednak naprędce wszystkiemu zaradził. Sprawił (d.
22 sierp. 1802 r.) nowy srebrny kielich, drugi bronzowy (1806 r.) dorobił jaką taką
podstawę do dawnej monstrancyi, sporządzał ornaty, bieliznę; tegoż 1802 r. nakrywał kościół gontami, prowadził dalej proces o pograbione grunta, aż nareszcie
sprzykrzywszy sobie te mozoły, a snadź i przez władzę ku temu skłaniany, dnia 8
Czerwca 1808 r. zrezygnował Kulesze w Konsystorzu waniewskim, prosząc tylko
o przytułek i utrzymanie stosowne do stanu. Jakoż Konsystorz tę rezygnacyę
przyjął, zastrzegłszy u następców dla X. Marcina jako „weterana i emeryta” stół
przyzwoity i 300 złp. rocznie do zgonu. X. Marcin i przy następcach nie stracił
miłości dla postawionego przez siebie kościoła.
Gdy w r. 1809 X. Zawadzki upiększał ołtarz Matki Boskiej, X. Marcin na
ten cel odstąpił mu złp. 400 z zaległej dziesięciny u synowca Józefa w Wiechach; w r. 1817 d. 21 czerwca oddaje wszystko drzewo, jakie miał na dziedzińcu na potrzeby tegoż kościoła. Ale czy to kto, kiedy ludziom dogodzi? Następcy
zarzucają mu, iż był życzliwszym dla Kobylina niźli dla Kulesz, a to dlatego
iż na Altaryę Rożancową w Kobylinie, aktem d. 18 marca 1817 r. zdziałanym,
a co w aktach Tykocińskich oblatowanym, zapisał sześć tysięcy złp, które miał
(tekst nieczytelny) z 24 Czerw. u Antoniego Mleczka lokowane na jego majątku dziedzicznym Otolach za 5% do śmierci dla siebie, po zgonie dla Altarzysty
Kobylińskiego.
35
Altarzysta zaś za to miał mieć obowiązek co czwartek odczytać zań
mszę ś. przed ołtarzem Matki Boskiej Różańcowej, i stawić przy tymże ołtarzu dwie lampy gorejące podczas śpiewania różanca (ob. ten zapis w Aktach
Kobylińskich).
Napewno trudno dociec, dlaczego X. Marcin fundacyę tę robił nie dla
Kulesz, ale dla Kobylina: słyszeliśmy od starych ludzi gadki: że X. Marcin
w Kuleszach jak zwykle? pro RP propheta [jak zwykle prorok w swojej ojczyźnie]
in patria [parafan] zna i od parafan, i od współbraci nie doznał powinnej za
tyle zasług wdzięczności.
Żył on dość długo, ale i chorował często. Pono w r. 1802 „bez nadziei
życia zostając”, zrobił testament prywatny; urzędowy zaś drugi 9 marca 1816
r. a także w ciężkiej chorobie. Syt wieku mając lat 81 w dniu 7., opatrzony śś.
Sakramentami zmarł w dniu 8 Listop. 1819 r. o godzinie 9 wieczorem (ob.
metrykę jego Nr 2051) w domu plebańskim, na wyszykowanie którego już po
rezygnacyi dał 155 sztuk drzewa. Pochowany na cmentarzu z prawej strony
wchodząc przy wielkich drzwiach kościelnych.
W r. 1875 d. 6 Listop. z powodu wyrestaurowania przezeń przed stu pięcią
laty zbudowanej dzwonnicy, a w 56 rocznicę śmierci sprawiliśmy zań anniwersarz. Przed ubranym stosownie katafalkiem leżała belka wyjęta przy reparacyi
z dzwonnicy, z tym tamtoczesnym napisem: Per Illu… (wyrazy nieczytelne)
Martinum Wnorowski [Dzięki Dostojnemu proboszczowi Marcinowi Wnorowskiemu] ma się rozumieć fundowana 1770 r. Katafalk otaczało 19 obojga płci
starców, których ochrzcił X. Marcin, i którzy dobrze go pamiętali, dziś już
żaden nie żyje.
Wychwalaliśmy stosownym panegirykiem tego zacnego poprzednika naszego, pokazując, jak to chwalebna dobre pamiątki po sobie zostawić, a jakby
była niegodna rzeczą, gdyby następcy o należnej wdzięczności poprzednikom
swoim nie pamiętali; gdyby ich pamiątek nie uszanowali, i gdyby się za nich
i sami nie modlili, i modłom parafan ich nie przypominali. Po rezygnacyi X.
Marcina Wnorowskiego proboszczem w Kuleszach został słynny:
12. X. Hieronim Emilian Zawadzki ex pijar drohiczyński, tak głośny niegdyś
w dyecezyi i okolicy. Objął on Kulesze w r. 1808 wnet po rezygnacyi X. Wnorowskiego, bo pomimo że z 6. czerwca br. mamy Inwentarz podany przez Dzierżawców
i Kolatorów X. Antoniemu „Kulesie” altarzyście kobylińskiemu spisany 20 maja
z rozporządzenia „Jaśnie Prześwietnego Konsystorza dyecezyi Wigierskiej”, dnia

36
22 czerwca X. Zawadzki pisze się tu już proboszczem. Dnia 24 czer. 1810 r. tenże
X. Zawadzki pisze się dziekanem tykocińskim, a 30 czerwca br. i rektorem liceum
sejneńskiego. Proboszczowanie jego w Kuleszach było ruchliwe, czynne. W kościele
ozdobił rzeźbami ołtarz Matki Boskiej; do wielkiego zafundował obraz Przemienienia Pańskiego. Prawda, że lichy to obraz jakiejś ruskiej szkoły, atoli stokroć lepszy
od dawniejszego, który dziś mamy jako pamiątkę zawieszony w archiwum.
W Apparatach po X. Zawadzkim została dość bogata, z wytłaczanego aksamitu, srebrną koronką garnirowana granatowa kapa, której wartości następcy
nieznając, przez używanie na exporty bardzo zniszczyli.
Na około kościoła sadzone przez niego lipy, dziś są tu miłą ozdobą. Prawdziwej plebanii po spaleniu się w r. 1802 X. Wnorowski nie wybudował, jeno
po rezygnacyi dał 155 sztuk budulca, z którego X. Zawadzki do wikaryatu,
stojącego, gdzie dziś lodownia w ogrodzie, dwie stancyjki w szczycie na lewo
od wejścia i salkę z boku do północy przybudował: i to aż do roku 1827 była
plebania. W ogrodzie, czyli sadzie chciał X. Zawadzki urzeczywistnić ideały
Dellila. Wielka szkoda, że ich nie urzeczywistnił! Planował sobie przenieść
nawet kościół: budowle plebańskie na wzgórek ku Niziołkom za dzisiejszym
sadem, a to dlatego ażeby kościół stał na wzgórzu, i żeby sączący się zza grzebalnego cmentarza strumyczek, mógł wejść do plebańskiego sadu.
Byłoby w Kuleszach małe sans–souci, gdyby tu X. Zawadzki był dłużej
zamieszkał. Ale buńczuczna i niesforna szlachta kolatorowie, osobliwie Litwaki
tak mu dokuczyła, że X. Zawadzki prędko zmierziwszy sobie Kulesze, snadź
powołany przez władzę świecką, opuścił je prawie nagle, bez wiedzy i zezwolenia zwierzchności duchownej, a wypłynął Rektorem Liceum w Sejnach,
przynajmniej dnia 30 Września 1810 r. tu już go widzimy. Gdzieś w Aktach
Konsystroskich Sejneńskich czytaliśmy, że tymczasowo zostawił tu zastępcą
X. Antoniego Jamiołkowskiego, ale X. Jamiołkowski dopiero w r. 1814 do 29
listop. pisze się przy metrykach miejscowych Komendarzem Kuleskim.
Czytaliśmy też w Aktach Konsystorskich list o tem zdarzeniu (szkoda że
go obecnie nie mamy pod ręką i daty nie pamiętamy) biskupa Gołaszewskiego
do Ofcyała Marciejewskiego, w którym zaleca biskup obchodzić się „z tym
panem grzecznie, jako z indywiduum mającem wysokie protekcye”. W r. 1815
X. Zawadzki zrezygnował Kulesze, a wszystkie rzeczy jego, jakie tu były, czy za
umówionem wynagrodzeniem, czyli też jak zwykł innym robić, z swej pańskiej
fantazyi i szczodrobliwości, skryptem z dn. 24. października br. dał i darował
swojemu następcy X. Koćmierowskiemu.
37
Będąc w liceum, dostał bogate probostwo na Litwie Wiłkowyszki; żalił
się jeszcze, że mu odjęli prusacy Szelwy Korale. Miał ten logogryf znaczyć
dwa folwarki Szelwy (dziś stacja kolei) i Korale. Jako proboszcz Wiłkowyszki
i rektor liceum sejneniskiego w roku 1817 jest też (wyrazy nieczytelne) sędzią
prosynodalnym, a był nawet razem z Marciejewskim przedstawiany na Sufragana. Przy tworzącej się Kapitule sejneńskiej w r.1822 wszedł odrazu do jej gremium jako prałat scholastyk, rektor liceum łomżyńskiego. Przy Choromańskim
jest ofcyałem generalnym, jednocześnie też dekorowany orderem ś. Stanisława
klasy trzeciej.
Anegdot o nim pochlebnych i niepochlebnych z czasów proboszczowania i rektorstwa słyszeliśmy wiele, od jego znajomych i wychowańców. Lubił,
gdy mu się kto zgrabnie odciął i w lot. Niejaki X. Szumowicz przybył doń na
wikaryusza.
— Jak się waćpan nazywasz i kto jesteś, zapytał Zawadzki?
— Szumowicz, Illustrissime [Najdostojniejszy], odpowiedział x. wikary.
— A ja Zawadzki, tylko czemu Szumowicz, przekąsił prałat.
— Ja zaś zawsze Szumowicz, ale nigdy Zawadzki, odparł stante pede [natychmiast] wikary: i kwita.
Umarł X. Zawadzki d. 19 lutego 1836 r. w wieku lat 74, kapłaństwa 42,
i pochowany w Wiłkowyszkach. We Wspomnieniach z przeszłości X. prałata
Butkiewicza mamy sarkastycznie opisany pogrzeb X. Zawadzkiego, ale Butkiewiczowi, jeżeli gdzie, to tu zawierzyć nie można, bo był to niewdzięczny uczeń
i wróg osobisty swojego niegdyś rektora, a jak Zawadzki twierdził za jakieś
plagi w szkole odebrane. W Kuleszach na probostwie nastąpił po nim:
13. X. Wojciech Koćmierowski urodzony w Jabłoni Kościelnej d. 25
Kwiet. 1783 r. (ob. metryki w tamtejszych księgach Nr 547) syn Piotra i Maryanny z Jabłońskich, małżonków Koćmierowskich. Chrzcił go X. Jan Truskolaski
proboszcz miejscowy. W r. 1807 czytamy go w rubrycelli wigierskiej jedynym
pierwszoletnim alumnem w Tykocinie. Krótkie to bywały wonczas studya seminaryjskie, jakoż i on 29 czerwca 1809 r. już wyświęcony na kapłana przez
biskupa Gołaszewskiego. Przebywszy lat sześć wikaryuszem w Waniewie d. 5
czerwca prezentowany, a 11 lipca 1815 r. instytuowany przez tegoż biskupa
na probostwo kuleskie, 13 lipca już się pisze proboszczem i jest w Kuleszach,
22 lipca przyjmuje inwentarz fundi instructi [wyposażone dobra wiejskie] a 6
sierpnia introdukowany przez X. Antoniego Konarzewskiego proboszcza

38
Sokołowskiego wicedziekana tykocińskiego w obecności byłego proboszcza
Kuleskiego X. Marcina Wnorowskiego, X. Andrzeja Roszkowskiego proboszcza płońskiego, X. Antoniego Kuleszy prob. kobylińskiego, X. Kazimierza Zawadzkiego prob. jabłońskiego, i ludu na odpust zgromadzonego.
Proboszczowanie jego prawie 33–letnie było jak innych pełne kłopotów.
Głównie ambarasowała go wlekąca się od stu lat sprawa z Zaleskimi i sukcessorami ich, której X. Koćmierowski do śmierci, pomimo wielkich zawodów
i kosztów, nie zaniechał. On także pierwszy po X. Macieju Zaleskim od stu
lat zaniedbaną kwestyę niewłaściwego oddawania dziesięciny alternatim [kolejno] z Pażoch i Wiechów do Kobylina, a z trojga Chojanego do Wysokiego
poruszył, i przychylną opinię kommisarzów w r. 1819 dla Kuleskiego kościoła,
czyli proboszcza uzyskał.
Pan Florencyusz Smorczewski, kto go jako intryganta i nieprzyjaciela
księży nie znał, i X. Koćmierowskiemu złośliwym językiem i piórem niemało
dokuczył. Prowadził z nim X. Wojciech dość ciężkie sprawy o dziesięcinę i procenta, inną z Szepietowskim dziedzicem Mazur, także o dziesięcinę; z Litewką
o łąki, i wiele innych pomniejszych. Nie należy go jednak stąd winić o ducha
pieniaczego: i owszem, X. Koćmierowski był wielce łagodny, uprzejmy; dla parafan aż nadto pobłażliwy; do dziś go też oni najwięcej wspominają: chodziło
mu tylko o owo: ablata pro posse recuperabo [odzyskanie podatku feudalnego].
Gospodarz był staranny. Chował dobrze konie, z któremi się bawił, karmiąc je skibkami chleba przed gankiem; podobnież z owcami; chował też tęgie
na postrach brytany. Pędził na browarku, ale paliwo kupował, miał karczmę
tuż przed kościołem: ludzie się rozpijali, ale go aż dotąd chwalą. Przysłowie
miał ordynaryjne, bo do każdego zaczynał przemowę; „byku – byku! Albo też
grzeczniej: nieboże – nieboże!”. U siebie dla wszystkich był bardzo gościnny;
kubek gorzały i karwasz pieczeni, który się nawinął szlachcic dostawał: to też
w kieszeni bywały pustki.
Familia, w której jednych nadawał do szkół (X. Jana, co był prob. w Piekutach a umarł w Jabłoni), innych wyposażał albo wspomagał, także go przez
całe proboszczowanie podbierała. W r. 1827 w dzień ś. Michała, gdy księża odjechali na odpust do Jabłonki, spaliła się mu plebania, przerobiona z wikaryatu
przez X. Zawadzkiego. Z wielkim mozołem w roku następnym budował nową,
gdy 18 kwiet. 1828 r. upraszał u rządu o 1241 złp. i gr. 15 z sum pokładnego
na „dokończenie” już za uszaki podniesionej plebanii. Była to ta sama, którąm
ja w r. 1874 zniósł jako reperacyi niewartą ruderę. W r. 1844 d. 1 stycznia
39
spalenie się gumien z krescencją i licznym inwentarzem żywym i martwym,
a 30 listopada t. r. karczmy, bardzo go skłopotało i do reszty zgubiło. To też
umierał ubogim. Przed samym zgonem pytał go synowiec:
— Stryjaszku Dobrodzieju! a na wypadek śmierci za co go pochowamy?
A stryj mu na to:
— Jak mię widzisz żywego nie mam okrom 33 ruble za zboże u p. Fiszera
w Wysokiem.
I temi to 33 rublami opędzono koszta pogrzebu. Umarł d. 7 czerwca 1848
r. pochowany na cmentarzu grzebalnym. Wszystka pozostałość po nim oceniona na r. 52 kop. 44 ½.
Zwierzchność duchowa bardzo go poważała: podobno biskup Straszyński
chciał go nawet wprowadzić do gremium kapitulnego, ale X. Wojciech awansu
nie przyjął. W papierach miejscowych nie lubił się też podpisywać z tytułami,
okrom kurata, dlatego nie wiemy, odkąd i dokąd był dziekanem wysockim.
Za Manugiewicza dostał kanonię honorową augustowską, za Choromańskiego
czytamy go w rubrycelli Examinatorem Dyecezjalnym na Ofcyałat Łomżyński.
W kościele najważniejsza pamiątką po nim jest organek, jak na nasz kościół
niezły, w r. 1836 sprawiony. Obrazy lichego pędzla, Ś. Rodziny za jego 2 ruble
i Ś. Michała (dziś w archiwum) z dołożeniem się jego sprawiony, musieliśmy
z ołtarzów usunąć. Mamy jego własnoręczną notyskę, że ozdobienie dwóch
bocznych ołtarzy i sprawienie dwóch konfesyonałów, kosztowało go złp. 316.
Z grubego płótna alby z cyfrą N. W. K., po nim są jeszcze. W trzydziestą
rocznicę śmierci X. Wojciecha sprawiłem anniwersarz za duszę jego. Byli księża
z Tykocina i Mazowiecka, X. Jan Dąbrowski dziekan a nieboszczyka dobry
przyjaciel miał patetyczna mowę do zgromadzonego ludu na nabożeństwo. Po
X. Koćmierowskim ubiegało się o probostwo kuleskie trzech kandydatów: X.
Roch Włostowski altarzysta kobyliński, X. Szymon Dąbrowski wikaryusz rutkowski potem kommendarz jabłonkowski, i X. Wawrzyniec Warecki altarzysta
sokołowski. Gdy tamci jeden za drugim wkrótce pomarli, X. Warecki otrzymał
Kulesze.
14. X. Wawrzyniec Warecki urodzony w Zambrowie d. 10 sierp.1806
r. Ojciec jego był organistą przy Choromańskim, a w czasie rewolucji pono
i burmistrzem zambrowskim: z tych stosunków promocja na kapłaństwo X.
Wawrzyńca. Wyświęcony d. 15 sierp. 1832 r. Przez lat 14 wikaryusz i altarzysta w Sokołach, nic a nic tam dobrego nie zrobił. Za jego posesyi d.19

40
marca 1848 r. spaliły się zabudowania altaryjskie na Bruszewie, i dobrze, że mu
je X. Janczewski, jako kolator tej altaryi odbudował; w Sokołach X. Warecki
budowle srodze poospuszczał, tak że Janczewski musiał się na to aż żalić przed
władzą duchowną pismem d. 1 sierp. 1848 r. Do Kulesz, jako się namieniło, X.
Warecki był trzecim kandydatem, i byłby ich pewnie nie dostał, gdyby dwaj
pierwsi nie poumierali. Popierany silnie przez Smorczewskiego, X. Warecki się
utrzymał, zatwierdzony przez Kommisyę Rządową d. 19/31 lipca 1850 r. I chociaż niektórzy kolatorowie, zmieniwszy zdanie, podali pod d. 4/16 paźdz. 1850
r. skargę do Rady Administracyjnej, chcąc X. Wareckiego usunąć, a z prośbą
o X. Dominika Ładę, to jednak żądanie ich jako niewczesne już odrzucone,
a skoro administrator dyecezyi prałat Butkiewicz wrócił z zagranicy, i X. Warecki instytuowany d. 29 grud.1853 r. za Nr 917; w Kuleszach introdukowany
przez X. Szymona Gąsowskiego proboszcza wyszonkowskiego dziekana wysockiego dnia 6 sierp.1854 r.
Prawda, że do poprzedników bezpośredni następcy zwyczajnie najwięcej
miewają niechęci: kto wie, azali i mój następca jakich pretensyj ode mnie rościć
nie będzie, ale też Bogiem a prawdą X. Warecki jako proboszcz niczem się
nie odznaczył, nie upamiętnił. Troszkę się jeszcze krzątał około windykowania
awulsów, ale bez skutku; niektóre zabudowania gumienne poklecił. Żebyż choć
był przy zaborze w skutek ukazu wybrał na fundusz co lepsze! On co najlepsze
po X. Koćmierowskim dopuścił rozszarpać, na fundusz zaś zostawił stodołę
o trzech ścianach, obórkę lichą przez siebie z wszelakiego rodzaju i gatunku
drzewiny skleconą, na półzgniły szpichlorek i całkiem rozwalone a zgniłe,
bez drzwi i dachu chlewki. Nie w lepszym stanie były dachy nad piwnicami,
w wychodku chyba pod parasolem można się było załatwić, a w bawialnym
pokoju plebanii siedziały kury i kaczki, wychodząc i wchodząc swobodnie przez
podwaliny przegniłe. Za takowe opuszczenie i niedbalstwa pod d. 20 maja 1870
r. dostał był admonicyę do X. Andruszkiewicza administratora dyecezyi; tłómaczył się z tego pod dniem 21 czerwca t. r., ale do śmierci nic zgoła nie poprawił.
Kościółek także byłby w ostatniem niechlujstwie, gdyby go byli sami parafanie
nie ochludzili. Za jego to czasów w r. 1861 kościół pobity sosnowymi gontami,
ale tak błahymi, że w lat dziesiątek całkiem struchlały; w r. 1868 ujęty w prassy
i okożuchowany. Przez jego niezaradność i nieznawstwo w r. 1871 wyrzucono
pięknej struktury ołtarz stary, a nowy niby to lepszy ustawiono. Co dobra zań
się sprawiło, to nowa ambona i acz niewykończone pomalowanie wewnątrz
kościoła, ale ani to jego zabiegom, ani też jego szczodrobliwości przypisać to
41
należy. Dał wprawdzie 100 rubli jednorazowej ofary, i jeden złoty osobistej
składki, nadto nic a nic. Jeżeli się zdarzyło dzień drugi jakiego majstra przeżywić, albo gdzie furmankę za interesem kościelnym posłać, i za to sobie pokwitował. (Tekst nieczytelny) był to pleban ni zimny, ni gorący. Suma, kazanko
z dawnego skryptu licho przeczytane, były co niedziela i święto; administracya
sakramentów śś. na zawołanie, bo formy obowiązków X. Wawrzyniec pilnował.
W pożyciu przyjacielski, dosyć gościnny, uprzejmy, poczciwy, ale nadto nic.
Otoczony familią, która go niby dorabiała a obierała, wiele też uskapionego
grosza. Wiele mienia stracił w czasie powstania narodowego w latach 1864/5,
będąc rok z górą po różnych więzieniach włóczony. Resztę uczciwego grosza
około 25 tysięcy złp. oddał przed śmiercią familii, na kościół nic. Owszem,
zostawił ubytku w inwentarzu tutejszym, lekko rachując na 367 rubli kop. 88;
nadto po X. Koćmierowskim za ubytek wzięte r. 19, kop. 27½, które pomimo
starań moich snadź na zawsze przepadły. Jedna jedyna pamiątka po nim w kościele: biała stuła pięknej krzyżowej roboty, ale i ta go pono nic nie kosztowała.
Umarł na zapalenie płuc d. 12 listopada 1872 r. opatrzony Sakramentami
śś. Pochowany w metalowej trumnie na cmentarzu grzebalnym, na wzgórku,
blisko Florencyusza Smorczewskiego, z którym się dosyć napieniali, ale przed
śmiercią Smorczewskiego szczerze się pogodzili. Grób dlań kazano wymurować
z cegły, a cegła ta była za jego dopuszczeniem niebacznie rozebrana z mensy
wielkiego ołtarza, którąm ja na nowo z takim ambarasem musiał wymurować.
Familia pono od X. Łopuszyńskiego gotówkę wydarła, bo i X. Łopuszyński,
mając sobie oddaną przez nieboszczyka gotówkę, grób z cudzej cegły kazał
murować na glinę, bo wapna darmo nikt nie dał: to też się grób zaraz z zimy
zawalił; sterczącą pod wierzchem trumnę kazałem z wiosną wprost ziemią narzucić. Requiescat in pace! [Niech odpoczywa w pokoju!] Za objęciem probostwa
naznaczyłem na dzień 12 maja 1873 r. za poprzednika nabożeństwo żałobne;
ogłosiłem je, ale się żaden krewniak i spadkobierca X. Wareckiego na niem nie
pokazał. Dnia 12 list. 1882 r. sprawiłem zań anniwersarz: był X. Łopuszyński
ze swym kapelanem i księża z Rutek, ale parafan bardzo mało.
Po X. Wareckim bodaj czy kiedy Kulesze mieć będą proboszcza przysięgłego. Bezpośrednio po nieboszczyku, za Nr 1377 pod d. 8/20 listopada 1872
r. byłem przedstawiony do Namiestnika w Królestwie przez biskupa Wierzbowskiego na administratora w Kuleszach X. Stanisław Jamiołkowski, wszelako
nim przyszło zatwierdzenie, tymczasowie w probostwie tutejszym po śmierci X. Wareckiego rządzili X. Jan Ostrowski wikaryusz z Kobylina, a po nim

42
X. Alexander Boratyński, prawie w czasie śmierci X. Wareckiego naznaczony
dlań wikaryuszem. Gdy dla mnie X. Jamiołkowskiego zatwierdzenie (spóźnione z powodu nieobecności w Warszawie) Namiestnika za Nr 1530 pod d. 25
stycz. /6 lut. 1873 r. podpisane nadeszło do Biskupa, wnet za Nr 244 pod d. 13
lutego wydana mi kommenda na Kulesze, do których też dnia 20 lutego pomienionego roku jako do mego benefcyum przybyłem. I owoż w rzędzie znanych
przynajmniej z nazwiska proboszczów kuleskich przypada mi kolejny numer.
15. X. Stanisław Ludwik Jamiołkowski z legitymacyi ojcowskiej herbu
Doliwa, z przeświadczenia się w dokumentach własnego raczej chyba Godziemba, z przydomku szlacheckiego Ralik. Urodzony w Jamiołkach Godziebach z Wojciecha i Katarzyny z Duchnowskich małżonków Jamiołkowskich
dnia 25 sierp. 1834 r. Pierwotne nauki pobierałem w domu rodziców i w szkole
elementarnej pod X. Janczewskim i Lewkiewiczem w Sokołach, od r. 1850
w szkołach łomżyńskich od klassy drugiej; w r. 1854 z klassy piątej dnia 8
marca wstąpiłem do seminaryum, skąd znowu w r. 1856 wysłany byłem do
Akademii Duchownej Warszawskiej. Wyświęconym na kapłana w Janowie d.
22 lipca 1858 r., po skończeniu akademickich kursów w stopniu kandydata
Ś. Teologii, wróciłem do dyecezyi i tu, wedle mego życzenia, dano mi pod d.
3 lipca 1860 r. applikacę na wikaryusza do parafi rodzinnej Sokoł. Tu przy
zacnym plebanie X. Walentym Osińskim przeszedłem nową i lepszą niż tamte
szkołę, a byłem w niej najszczęśliwszym w życiu. Obowiązki parafalne, praca
nad stu z górą dzieciakami w szkole i praca książkowa nad sobą, wszystkie
chwile mi zajmowały, ster dobrego zwierzchnika i przyjacielskie z nim stosunki
były mi najzupełniejszym zadowoleniem. Wzywano mię na wikaryusza do Sejn,
alem się nie kwapił. Dopiero biskup Łubieński pod d. 4 lutego 1864 kazał mię
przez konsystorza powołać na Profesora do Seminaryum. Prawda, że i tu dla
mnie uczącego i uczącego się była to wielka szkoła zwłaszcza przy takim jak
Łubieński biskupie.
Tu w Kuleszach, pisze 5 sierpnia 1884 r., na tem małem, w porównaniu z innemi probostwie, tak mi dostatnio i tak dziś dobrze, że daj Boże tak
wszystkim. Com tu przeniósł i com tu mógł dobrego zrobić, to łaska Boża
sprawiła, o którą i nadal człek mierny proszę. A kiedy teraz mojego curriculum
vitae skończyć nie mogę pozostawiam to Tobie, Następco mój. Osądź mię, jak
ci się podoba: jeżeli zechcesz dalej życiorysy kuleszskich proboszczów kreślić,
nakreśl dla mnie, jak ci się zda z tych papierów, tradycyi i pozostałych po mnie
43
pamiątek, boć i ja tak pisząc, dla poprzedników moich robiłem. Osobiście tylko
X. Wareckiego od mego dziecięctwa dobrze znałem i na jego postępki z bliska
patrzyłem, wszystkich innych z papierów, pamiątek i tradycyi malowałem. Może
X. Zapartowicz przed Bogiem lepszy niż który inny z proboszczów kuleszskich,
ale u nas ludzi tak Cię piszą, jak Cię z papierów widzą.
Abym Ci zaś ułatwił spisanie życiorysu mego, pozostawiam tu parę kart
czystego papieru.
d. 5 sierpnia 1884 r.11
11 Dalej w „Kroniczce” na pozostawionych kartkach znajduje się zapis (wykonany innym charakterem
pisma), który poniżej przywołujemy. Są to biogramy ks. Jamiołkowskiego (uzupełniony) i następnych proboszczów kuleskich. Ich autorem jest ks. Złotkowski.

45
K s. Stanisław Jamiołkowski jako uczony profesor pisał artykuły do „Encyklopedii Kościelnej” w zakresie Liturgii, podpisując inicjałami XSJ. Jako
historyk i vicekustosz katedralny zebrał materjał z Archiwum i napisał dzieło
wielkiej wartości „Opisanie Kościoła Sejneńskiego pod względem historycznym,
architektonicznym i inwentarskim”. Jest ono dotąd przechowywane w rękopisie
z wielkim pietyzmem w Sejnach. Księga in folio [w formacie arkusza] pisana
kaligrafcznie, ilustrowana fotografami i rysunkami, oprawna czerwona skórką
kozłową, z narożnikami i klamrami złoconymi. A co najważniejsze ma wszyty
na końcu oryginał zapisu na klasztor Dominikanów Jerzego Grudzińskiego
w języku rusińskim z pieczęciami sygnatarjuszów podpisany. Dużo też działał
przy odnowieniu katedry przez Biskupa Łubińskiego w Sejnach i napisał broszurę o Figurze szafkowej Matki Boskiej Sejneńskiej.
Natura szlachecka księdza Jamiołkowskiego ambitna utrudniała mu
współżycie z kolegami Litwinami, szczególniej naraził się księdzu prałatowi
Marmo tak, że w końcu został usunięty z Sejn na parafę, która na on czas miała
opinję bardzo zaniedbanej i złodziejskiej, grasowała tu banda słynna koniokradów zambrowskich, to jest do Kulesz.
Niezrażony tą złośliwością losu, uczony profesor wziął się do pracy parafalnej z całym zapałem i w ciągu dwunastu lat swego pasterzowania odmienił
oblicze Kulesz. Kościół drewniany odnowił, odmalował i zaopatrzył w piękne
aparaty ze znawstwem sztuki i materjałów; rozszerzył cmentarz grzebalny; pobudował nową plebanię typowy dworek szlachecki; wymurował duży dom parafalny dla służby kościelnej i księdza wikarego; wystawił „rezydencję” stylowy
domek szwajcarski dla księdza Osińskiego, dawnego swego proboszcza z Sokół,
który za powstanie 1863 roku zesłany na Sybir miał wrócić i tu zamieszkać;
był tylko trzy dni, ale go żandarmi do Galicji wywieźli; zabudowania gospodarskie przeniósł zza sadzawek bliżej plebanii; w ogrodzie zasadził rozmaitość
drzew i krzewów, a w środku urządził zwaną dziś „pustelnię” i w niej zbiór
najrozmaitszych kamieni, poczynając od nagrobków pogańskich („menhiry”),
litewskich żaren, dużą kolekcję różnych głazów najdziwaczniejszych kształtem
i pochodzeniem, jakie tylko można było znaleźć na terenie tutejszej parafi. Na
jego grobie według testamentu spoczywa dużych rozmiarów meteor.
Kulesze stały się rezydencją męża uczonego, który gościł u siebie często
znakomitych profesorów uniwersyteckich (ks. Kwapiński), Akademia Krakowska uznała go za swego Członka, koledzy akademiccy księża bracia Chodyńscy
uzyskali dlań Kanonikat Kolegiaty Kaliskiej, a w Sejnach go nie honorowano

46
– pozostał tylko wiejskim plebanem. Sąsiedzi księża otaczali go czcią należną,
a parafanie ulegali wpływom jego ducha i zmienili się prędko na dobre. Do
dziś dnia piękna tradycja trwa i jeśli kto chce nadać wagę jakim czynom, lub
je pochwalić, powiada: „tak ksiądz Jamiołkowski powiedział, tak ksiądz Jamiołkowski robił”.
Korzystając z miejscowego archiwum kościelnego i zebranych od szlachty
dokumentów rodzinnych, napisał „Kronikę parafi Kulesze”, którą pozostawił
w rękopisie w luźnych arkuszach. Jest to właściwie historja kościoła i parafi
oparta na dokumentach, które umiejętnie rozsegregował i w snopki zeszyte
zostawił. (Kiedy w odrodzonej Polsce (1918) konserwatorem sztuki na województwo Białostockie został ks. Piotr Śledziewski, on tę kronikę zabrał do
siebie i musiałem ją aż w Wilnie od niego odebrać, i oprawiłem w książkę, by
już więcej z Kulesz wziętą nie była.) Brał ją też Bisk. Żukowski do Łomży
i kreślił.
Ks. Jamiołkowski napisał kolendy i wydał kantyczkę, w której dwie pieśni
z dobraną melodją są oryginalne, na tle miejscowych stosunków rodzin szlacheckich ułożone i chętnie przez starsze pokolenie śpiewane.
W parafi Kuleskiej krzyże przydrożne żelazne w kamień oprawne wznoszą się na pięknych grupach kamieni za wskazaniem ks. Jamiołkowskiego
ułożonych. Jest po księdzu Jamiołkowskim srebrny kielich mszalny z pateną
złocony gustownie ubrany monetami, jak również monstrancja, której podstawa
oblepiona numizmatami pochodzenia polskiego.
Jeździł on powozem, cztery piękne konie hodował, a w całej swojej parafi
kazał na gościńcach wyzbierać pastuszkom kamienie, za co im, jadąc, miedziakami płacił. Konie go też zgubiły, bo wyjeżdżając dnia 18 września 1885 roku
na spacer, gdy furman poszedł wrota zamykać, a z gołębnika stado zatrzepotało
skrzydłami, konie zestraszone poniosły i przy parafalnym domu wywróciły wolant, a proboszcz upadł na gościniec i pobił się tak, że nieodzyskawszy mowy
na trzeci dzień duszę oddał Bogu!
W testamencie swoim pięknie napisanym przekazuje dziesięć tysięcy rubli
na budowę kościoła w Kuleszach i dwa tysiące rubli na kościół w Sokołach.
Wyraźnie pisze: „nie z Kulesz zebrany to grosz, bo parafanie moi do ofar nie
szczodrzy i przy tem ubodzy”. Był to fundusz pozostawiony przez ks. Osińskiego z powstaniowych kapitałów, które nie wiadomo przez kogo złożone i komu
mogły być zwrócone, poszły na dobro publiczne na kościoły. Opatrznościowo się stało, że ten fundusz łącznie z legitymą (czwartą częścią spadku po
47
innych proboszczach tu zmarłych) utworzyły z procentami sumę 45 tysięcy
rubli, i w roku 1908, gdy się kościół w Kuleszach spalił, można było przystąpić do budowy wspaniałej świątyni, jaką zaprojektował Inżynier Dziekoński
z Warszawy. Na pogrzebie głosił mowę Ks. Kachnowski proboszcz z Jabłonki,
i powiedział, że „długie lata miną zanim przez Kulesze bodaj przejedzie tak
uczony i wielkiego ducha kapłan jak zmarły ks. Jamiołkowski”. Miał lat 50
i mógł jeszcze długo żyć.
Bibljoteka po nim zapewne została duża i bogata w cenne dzieła, lecz
pozostawiona bez opieki zaginęła, jest zaledwie kilkadziesiąt książek małej
wartości, krom paru egzemplarzy jeszcze w pergamin oprawnych.
Pod koniec grudnia 1885 roku przybył na proboszcza do Kulesz ze Szczepankowa:
16. Ks. Wojciech Wyszyński kanonik honorowy sejneński rodem z Chojanego Sierociąt parafi tutejszej, człowiek mający blizko lat siedemdziesiąt,
niedołężny, raczej na dożywocie niż do pracy twórczej. Więc korzystając z gotowego, co ś. p. Ks. Jamiołkowski zbudował i urządził, żył jak przeciętny pracownik w winnicy Pańskiej.
Ulegał wpływom brata swego p. Jana, któremu kupił majątek Wierzbowo
około Czyżewa, a pozwalał mu wywozić zapasy materjału budowlanego i innych rzeczy wartościowych z probostwa w Kuleszach, aż po śmierci braciszek
do reszty ogołocił i plebanię jakby własny spadek rodzinny. Umarł proboszcz
12 kwietnia 1892 roku. Żył lat 74, a tu rządził 7 lat.
Dnia 15 maja 1892 r. z Jabłoni nastał:
17. Ks. Wojciech Święszkowski też starzec nerwowy. Ponieważ kiedyś,
gdy jechał do chorego, uderzył piorun, furmana i konie zabił, a ksiądz ocalał, tak
był przerażony, że nadchodząca burza zawsze go o atak nerwowy przyprawiała.
Również przez lat siedem proboszczując w Kuleszach, spokojnie pożywał chleb
pański, chwaląc Boga, spełniał obowiązki duszpasterskie i dożywał. Jedyny ślad
po nim, to okno w ostatnim pokoju, gdzie sypiał, zakratowane inicjałami XWS.
Zmarł 30 listopada 1900 roku.
20 kwietnia 1901 roku z Adamowicz przybył na proboszcza dość młody:
18. Ks. Piotr Iwanowski, Litwin, były wikariusz katedralny i profesor
śpiewu w Sejnach, zagrożony suchotami. Tu go odwiedził ks. prałat Antonowicz, Administartor Djecezji, który uznał, że dojazd do Kulesz jest wielce

48
niewygodny, i chcąc korzystać z częstej gościny, przeniósł go po roku do Bargłowa, gdzie Ks. Iwanowski wkrótce umarł.
16 października 1902 roku nastał:
19. Ks. Marcjan Włostowski z Porytego, starzec siedm krzyżyków dźwigający. W drugim roku swego pobytu w ogrodzie idąc, poślizgnął się, i nogę złamał, wskutek czego do końca życia Msze św. odprawiał na plebanii, a za niego
proboszczował wikary Ks. Konstanty Ostrowski mieszkając razem na plebanii.
Powiadają, że był to człowiek zamożny, i poczynił zapisy nie tylko rodzinie,
ale i na kościół w Porytem, cóż kiedy po jego śmierci domownicy uprzątnęli
wszystko, że ani rodzina, ani kościoły nic nie skorzystały. Najlepiej to ciepłą
ręką rozdać, co się ofarowało, to i pożytek, i zasługa większa u Boga. Zmarł 9
paź. r. 1905, mając lat 72, a proboszczowania w Kuleszach trzy wszystkiego.
3 listopada 1905 roku objął parafę:
20. Ks. Wincenty Jonkajtys, wikary z Dąbrowy Wielkiej, Litwin. Był to
czas, kiedy Litwini księża gęsto obsiedli Podlasie: Mazowieck Dziekan Ks.
Dyczpinigajtys, Kołaki Ks. Girgowski, Zuski – Ks. Akielewicz, Kobylin – Ks.
Aleksandrowicz, Jabłoń – Ks. Hollak, Dąbrówka – Ks. Jurgielewicz itd. Nie
licząc wikarych.
Jako młody, zdrów, jowialny i gościnny proboszcz Ks. Jonkajtys miałby
też beztroski żywot w Kuleszach, gdyby nie w 1908 r. spalił się kościół od
wypadku, który spowodował zakrystjan pozostawiając za ołtarzem niezgaszoną
świecę po pogrzebie. Ponieważ dzwonnica była osobno przed kościołem nikt
nie zauważył ognia aż wieczorem, kiedy już płomienie wybuchnęły przez okna.
Nic więc już nie dało się uratować i te wszystkie cenne piękne rzeczy, o które
tyle starań położył ś.p. Ks. Jamiołkowski wraz z kościołem drzewianym poszły
z dymem, a został tylko popiół.
Na razie z kupionej stodoły zrobiono kaplicę słomą krytą i przystąpiono
do nowego kościoła, mając 45 tysięcy rb. gotówką w Banku na budowę, ale
Inżynier gubrenjalny w Łomży Przecławski, Polak, cztery lata zatwierdzał plany słynnego Dziekońskiego, domagając się łapówki, aż dopiero w 1911 roku
położony został fundament i poczęła się wznosić świątynia gotycka. Roboty
prowadził budowniczy p. Adam Piotrowski z Siedlec. Na skutek niesumienności dostawców cegły i opieszałości proboszcza do roku 1915 kościół zaledwie
był zmurowany do okapu, aż wybuchła wojna, robota przerwana na cały czas
49
wojny i pozostałe fundusze w Banku przepadły. Nowe dzwony, stojące na placu
samo wojsko rosyjskie zakopało do ziemi, co potem niemcom zdradziła stara
Dąbrowska gospodyni mieszkająca obok kościoła, lecz ich odnaleść nie mogli
pomimo kłócia szpilarami; za co Dąbrowskiej na pogrzebie nie dzwoniliśmy. Po
wojnie już ze składek parafan budowę prowadzili raczej wikarzy, bo proboszcz
z nadużycia alkoholu dostał raka w gardle i był dłuższy czas nieczynny. Zmarł
13 stycznia 1926 roku po dwudziestu latach pobytu w Kuleszach.
13 lutego 1926 r. nastał:
21. Ks. Jerzy Kamiński ze Śniadowa, Litwin, który tylko co ukończył tam
budowę kościoła. Kapłan pełen ducha Bożego, wielkiej gorliwości, nie szowinista, był Dziekanem Śniadowskim. Wziął się oburącz do budowy tak, że wciągu
roku przeniósł nabożeństwo ze stodoły-kaplicy do nowej świątyni. Tylko ten
błąd popełnił, że robił wszystko na kredyt, od parafan choć ze łzami wołał
o składki na ambonie, przy załatwianiu akcydensów nie robił żadnego nacisku
na uregulowanie należności, to też zostawił po sobie 17 tysięcy zł. długu na
kościół. Pojechał dnia 18 sierp. 1927 roku na stację kolejowa do Pażoch, i tam
na udar serca zmarł nagle.
Dnia 22 października 1927 r. przybył z Łomży
22. Ks. Józef Złotkowski wice-Regens Semin. Duch. Prałat domowy jego
Świątobliwości i prepozyt Kapituły Sejneńskiej. Urodzony w Grajewie 26 sierp.
1877 r. herbu „Topor”12.
Pomocnicy proboszczów kuleszskich
Nie mogąc, jak wyżej nadmieniłem, skreślić życiorysu mojego w zupełności, przechodzę do szeregu wikaryuszów, kapelanów, tytułowanych pomocniczo
w posłudze religijnej proboszczom kuleskim, i tych imiona, jakie w papierach
mogłem połapać, chronologicznym porządkiem przytaczam:
12 Ten wpis kończy prezentację proboszczów kuleskich, dokonany inną ręką. Dalej znajdujemy zapis
poczyniony przez ks. S. Jamiołkowskiego.

50
Wikaryuszowie:
1639 d. 6 grudnia Idzi Zendzian, bernardyn,
W r. 1669 d. [die – dnia] 26 sierp. skarżą się szlachta na X. Zapartowicza „ratione vicarii quem non fovet, cum pro eo sustentando sufcientem victum
habuerit” [nie wspiera wikarego należną mu częścią, chociaż na utrzymanie
jego wystarczający wikt posiada],
1672 18 kwiet. X. Walenty Kulesza późniejszy prob. w Jabłonce,
1677 29 czerw. X. Stanisław Wnorowski,
1679 i 1680 d. 19 list. X. Andrzej Kamieński, wikar. kuleski,
1688 r. 3 lut. X. Marcin Jabłoński wikar. kuleski dawał ślub w Sokołach ob.
Metryki tamtejsze Nr 443,
1701 d. 13 grudnia X. Wawrzyniec Woykiel,
1704 X. Stanisław Kaczyński,
1707 d. 23 grud. X. Wojciech Kaczkowski Komen. (wikar.) kuleski,
w r. 1717 biskup Przebendowski obowiązuje „obliganno et in conscientia oneramus, ut Vicarium idoneum foveas” [nakazujemy i zobowiązujemy w sumieniu, abyś odpowiedniego wikariusza utrzymywał], ażeby proboszcz, sam
będąc niedołężnym, wikaryusza chował,
w r. 1722 biskup Rupniewski w renowacyi Erekcyi (p.13) zaleca chować wikaryusza, i to: „sacerdotem saecularem, pietate ac literis optime eruditum”,
[księdza diecezjalnego, bardzo dobrze wykształconego i pobożnego],
1731 X. Stanisław Wendziński,
1737 X. Jakób Przygodzki: jego brzydka przygoda ob. w Miscelaneach pod r.
1737,
1742 d. 1 lutego X. Antoni Mroczkowski wikar. kuleski,
1744 i 1745 d. 11 kwiet. X. Michał Wnorowski – 1747 d. 5 sierp. jeszcze
wikaryusz Wnorowski (ob. Sum. II f. 217)
1748 d. 22 stycz. tenże ob. F. 199 „sześć na siódmy”. Umarł przed r. 1788,
1748 sabbato post convers S. Pauli [sobota po Święcie Nawrócenia św. Pawła] X.
Wojciech Kulesza (ob. Sem II fol. 176),
1756 d. 12 sierp. X. Adam Dąbrowski komend. kuleski,
1762 d. 29 kwiet. X. Kacper Godlewski,
1764 d. 8 lut. X. Adam Dąbrowski pokazywał w Janowie praesenta na Kulesze
ob. Miscelanea.
1766 d. 10 grud. Fr. Klemens Woyno, dominikan, kapel. kuleski,
51
1767 d. 22 września, X. Paweł Jabłoński, wikar. kuleski,
1775 d. 15 kwiet. X. Piotr Jaworowski vicarius. Applicatur Ecclesiae Kuleszensis [wikariusz jest opłacany przez kościół w Kuleszach],
1779 d. 12 marca X. Antoni Jaworowski komendarz kuleski; tu i umarł, i tu
pochowany,
1788 d. 26 lutego Honoryusz Darski, karmelita,
1792 d. 14 lut. i 27 mar. X. Stanisław Jamiołkowski vicar. Applicatur Ecclesiae
Kuleszensis [wikariusz jest opłacany przez kościół w Kuleszach],
1798 d. 16 listop. i 24 grud. X. Stanisław Miłkowski vicar. Applicatur Ecclesiae
Kuleszensis [wikariusz jest opłacany przez kościół w Kuleszach],
1800 r. d. 14 paźdz. Edward Olszewski, karmelita z Bielska, kapel. kuleski,
1801 d. 2 sierp. Teofl Kalinowski, bernardyn tykociński, kapel. kuleski,
1802 d. 8 paźdz. i 1803 d. 10 mar. Kazimierz Chodakiewicz, dominikan z Warty, kapelan kuleski,
1803 d. 10 kwiet. Franciszek Maykowski, bernard. tykociński, kapel. kuleski,
1803 d. 27 czerw. Anzelm Jabłoński, bern. tykoc. kap. kul.,
1803 d. 18 sierp. Teofl Kalinowski, bern. tykoc. kapel. kuleski,
1804 d. 23 kwiet. i 30 paźdz. Anzelm Jabłoński, bern. tykoc. kap. kul.,
1804 d. 30 wrześ. Teofl Kalinowski, bern. tykoc. kapel. kuleski,
Ten to kapelanił aż do 13 stycz. 1806 r. A w tymże czasie pomagali: X. Stanisław
Miłkowski, altarzysta wysocki i X. Antoni Kulesza, altarzysta kobyliński,
1806 d. 13 i 20 paźdz. (zapewne gość) X. Piotr Kalinowski, missyon. tyk.,
1806 d. 31 paźdz. i 1 grud. Anzelm Jabłoński, bern. tyk. kap. kul.,
1807 spotykamy znowu pomocnikiem X. Stan. Miłkowskiego,
1808 d. 14 czerw. X. Marcin Wnorowski pisze się już „post resignationem” [już
po jego rezygnacji],
1808 d. 3 lip. i 7 sierp. (może gość) Jan Piramowicz, bazylian,
1810 d. 5 sierp. X. Stanisław Gosiewski, wikar. kuleski,
1813 d. 18 listop. tenże X. Gosiewski „zastępca prawy proboszcza”,
1814 d. 18 maja, tenże już tylko wikaryusz.
1814 d. 30 lip. do 18 wrześ. X. Antoni Jamiołkowski, vicar. applicatur kuleszensis
[wikariusz jest opłacany przez kościół w Kuleszach], a 29 listop. tegoż roku
tenże ksiądz pisze się „Commendarius Kuleszensis” [posiadacz prebendy],
1814 d. 12 grud. X. Kasper Mioduszewski „Commendarius ofciosus Kulescensis” [posiadacz prebendy, ofcjator] do 3 lip. 1815 r.,
1818 d. 4 kwiet. do 1822 d. 22 maj. X. Maciej Dudarzewski, wikar. kul.,

52
1819 d. 27 wrześ. jeszcze chrzcił X. Marcin Wnorowski były pleban,
1820 d. 18 marca Justus Dębieński, bern. tykoc. kapel. kuleski w tymże czasie
pomagali tu Zacharyusz Mieleszkiewicz pop unicki z Wysokiego (d. 19
czerw. 1822 r.) i Kajetan Radzieński, bern. tykoc. (3 i 4 sierp. t. r.),
1822 r. d. 18 sierp. był tu powtóre gościem „hospes” X. Piotr Kalinowski, missyonarz tykociński,
1822 od 22 sierp. do 17 paźdz. 1825 r. X. Jan Stypułkowski, wicar. kuleski
(rodem z sąsiedniego Gemzina. Rok późniejszy vice–kustosz sejneński,
umarł proboszczem barznickim,
1827 d. 30 grud. X. Kazimierz Szabłowski, wikar. kuleski,
1833 i 1834 X. Łukasz Niciporski,
1835 X. M. Ruciński wikaryusz kuleski,
1838 w lip. i 1840 d. 5 sierp. X. Piotr Konarzewski, dziś proboszcz Piątnicy,
1844 d. 18 lut. X. Romuald Prawdzikowski,
1844 w sierp. – 1849 X. Jan Krassowski, dziś prob. w Piekutach,
18 X. Michał Pożarowski, prob. i dziek. augustow., kan. katedr. sejneński, zmarły,
X. Karol Lubowidzki,
X. Zakrzewski,
X. Józef Kulesza, były prob. kołakowski, umarł w Nowogrodzie d. grudnia 18
X. Ludwik Stankowski, umarł w Poświątnem d. 7 stycznia 1863 r. w wieku lat
53,
1859 r. d. 20 wrześ. do 1863 d. 25 czerw. X. Tomasz Łopuszyński, obecnie prob.
kołakowski,
1863 r. d. 29 czerw. do 17 sierp. t. r. X. Jan Dziekoński, obecnie prob. w Grabowie,
Podczas detencyi X. Wareckiego z X. Dziekońskim, zdarzało się, że w Kuleszach nabożeństwa ani kapłana nie było, przerwami też obsługiwali parafę Albert Gołębiewski (od 30 sierp. do 30 listop. 1863 r.) bernardyn tykociński, X. Józef Lendo, obecnie prob. w Jedwabnem i X. Paweł Supiński,
obecnie prob. w Poświątnem – 1864 od 1 lut. do 10 marca X. Wojciech
Pogorzelski, dziś prob. w Łochowie,
1865 d. 27 czerw. do 2 wrześ. 1866 r. Mikołaj Mikołajewski, bern. tykociński,
1867 d. 26 stycz. do 25 lut. 1869 r. X. Kazimierz Jasiulewicz, wikar. kuleski,
obecnie prob. w Pohojniach,
1869 d. 6 mar. do 3 lut. 1870 r. X. Wojciech Święszkowski, obecnie prob.
w Jabłoni,
1870 d. 13 mar. do 14 sierp. Aloizy Gosiewski, kapucyn łomżyński,
53
1870 d. 15 paźdz. do 17 czerw. 1872 r. X. Wiktor Dąbkowski, obecnie prob.
w Szczebrze,
1872 d. 22 czerw. przez parę tygodni X. Wacław Kulikowski, 1872 d. 5 grud.
do 20 lut. 1873 r. X. Alexander Boratyński, obecnie flialista w Rydzewie,
1873 d. 9 mar. do 21 wrześ. X. Jerzy Żegota umarł w Matelach 1 lut. 1880 r.,
1875 d. 8 paźdz. do 25 stycz. 1877 r. X. Jan Barthus,
1877 d. 28 stycz. do 29 wrześ. 1878 r. X. Leon Bulwin,
1878 d. 10 paźdz. do 11 maja 1883 r. X. Grzegorz Kojko: temu d. 8 maja 1882
r., gdy bawił u mnie w gościnie podczas kolacyi skradziono 1512 rubli, co
go o wielkie zmartwienie, a po części nawet i samą śmierć przyprawiło,
i umarł u matki we wsi Czerwone parafi Kolno 27 czerwca 1883 r.,
1883 r. 22 paźdz. applikowany, przybył do Kulesz 5 listop. JX. Franciszek Lendo.
Z tego tu Elenchus [spis/lista] widzimy, że proboszczowie kulescy bardzo
często się obywali bez wikaryuszów, albo też miewali tymczasowie pomocników
z sąsiednich kościołów lub kapelanów zakonnych z sąsiednich klasztorów. Gdy
jednak przed ukazem 1865 r. fgurował tu wikaryusz X. Jan Dziekoński, i etat
dlań naznaczono.
Altarya. W połowie przeszłego wieku myślano tu szczerze o ufundowaniu
Altaryi Różańcowej. W wizycie z d. 27 sierp. zanotowano, że niejaki pan Piotr
Dąbrowski zapisał testamentem, approbowane Aktami Grodzkiemi Brańskiemi złotych polskich 300 „na początek ufundowania Ś. Różańca”, zabezpieczone
na Wnorach Starej wsi, na części zwanej Chrypaczewizna. W tejże wizycie
obok zanotowano, że drugie 300 złotych, a także „na Rożaniec”, zapisał testamentem z 10 sierp. 1749 r. młodzian Stanisław Wnorowski na Wyknie Nowem
(ob. Rupniew. ad fn. i ten testament w Miscelancach.) Takowa atoli kwota
niepewna i na pomienioną Alteryę nie wystarczała.
Widząc to pan Mateusz Łapiński cześnik Bracławski, d. 6 maja 1751 r. w Kuczynie Gródku uczynił zapis na erekcyą Rożańca ś. w Kuleszach „żyto (w Gołaszewach Górkach korcy 600) we dwóch tysiącach, srebro jak taksa grodowa
pokaże, summę u Wielmożnego Imci Pan Stanisława Brzezińskiego podkomorzego Nurskiego, w białej monecie tynfów 1460, i czerwonych złotych 32,
z prowizyą już przysądzoną i grzywnami w dekrecie wyrażonemi”.
Pan Łapiński chciał dusznie takowej fundacyi, bo testamentem w Górkach
d. 30 września tegoż 1751 r. przekazał 141 dukatów u Eliasza Rabinowicza

54
w Wysokiem Mazowieckiem, i 100 dukatów u żydów w Orli, na sporządzenie
obrazu, ze srebrną sukienką, do różańcowego ołtarza, oraz na apparaty, kielich
i mszał. Cynę na lichtarze do kościoła kuleskiego, kontusz piaskowy i żupan
atłasowy karmazynowy, i pas od tegoż garnituru, na ornaty i 12 łyżek srebrnych na kielich i paterę, a wszystko to do różańcowego ołtarza. Dla księdza
zaś różańcowego legował „chłopa z żoną i trzema synami, i z trzema córkami,
z gruntem nazwanym Leśniewszczyzna, z chałupą i siedliskiem”.
Summy te naturalnie po różnych processach, ogromadziły się przeciw i już
w r. 1768 w poniedziałek po ś. Janie Chrzcicielu aktem w Brańsku bracia (X.
Marcina) Wojciech i Kasper Wnorowscy przyznali wniesioną przez X. Szymona Zaleskiego na ich dobra Pażochy i Więchy summę złp. 2000, na rzecz
Altaryi Rożańcowej Kuleskiej. W r. 1782 dnia 27 maja aktem w Tykocinie pan
Marcin Wnorowski Cześnik Rożański przyznał prostym długiem (także z tych
summ po panu Łapińskim) złp. 1000 lokowane na majątku swoim Makowie
i Wnorach Starych, a także na rzecz tutejszej Altaryi. W r. 1792 d. 25 czerwca,
aktem w Ostrowi, przyznali brat i synowiec X. Marcina, lokowane na swoich
majątkach złp. 4906 i gr. 20, powstałe z procentów i przezysków, z owych 1460
tynfów i 32 dukatów zapisanych na Altaryę przez p. Łapińskiego. Ogółem tedy
summa funduszu alt aryjskiego wynosiła złp. 7906 gr. 20.
Do tego gruntu na Górkach, jedni pisali morgów tylko 3, X. Koćmierowski dowodził, że powinno być 7½, a X. Warecki liczył 6, z siedliskiem. Fundator
p. Łapiński, jako bezdzietni, kolatorami pomienionej Altaryi wyznaczył Mateusza Wnorowskiego (ojca X. Marcina) i Kazimierza Gołaszewskiego (kołacza
w Puszczy) komorników Bielskich i ich sukcessorów. Ci jednak aż do r. 1802
nikogo na altarystę nie prezentowali, uważając ten fundusz jeszcze za niedostateczny. W tym czasie wszczęta kwestya o tej Altaryi, i załatwiona ostatecznie
pod dniem 19 stycznia 1804 r. przez Konsystorz Waniewski aktem Inkorporacyi, czyli przyłączenia jej do probostwa kuleskiego. Włożono jeno obowiązek
na proboszcza, ażeby zawsze trzymał przysięgłego wikaryusza „perpetuo foveat
Vicarium juratum”, któryby obligacyom zadosyć czynił „qui obligationibus incorporatae Altariae nempe oferendi duo missae sacrifcia quavis feria quarta
et sabbatho pro animabus Mathaei et Petronillae fundatorum et decantandi
Rosarium diebus dominicis et festivis satisfaciat, et in cura animarum juvans
Parochum, commodo sit parochianis in obsequiis spiritualibus [który obowiązkom ofary Ołtarza mianowicie ofarowania dwóch Mszy św., w dowolną środę
i w sobotę za dusze Macieja i Petronelli fundatorów, i wreszcie 10 różańców w dni
55
niedzielne i świąteczne zadośćuczyni i w trosce o dusze, wspierając Proboszcza, niech
będzie usłużny parafanom w obowiązkach duchowych].
Kamera Białostocka pod dniem 20 marca 1804 r. (ob. Akta tyczące się
Altaryi). Rozumiemy jednak, iż tym obligacyom nie wikary, lecz proboszcz
zadosyć czynił. Z tego wszakże powodu, że proboszcz kuleski powinien mieć
pod sobą altarzystę albo wikaryusza przysięgłego, nawet kanonicznie plebanem
tytułować się może.
Organiści
Po księżach jacy tu kościołowi służyli nie będzie od rzeczy, gdy i organistów wspomnimy. W czasie wizyty w 1670 r., jakośmy wyżej nadmienili, jeszcze
organów w Kuleszach nie widać. Duo rectores ecclesiae [dwaj rektorzy kościoła]
pomienieni pod paragrafem Schola [szkoła] będą tu w tej naszej wizycie tak
zwani scholares, których w Kobylinie ci sami wizytatorowie tytułują „baccalaureus et cantor” [bakalarat i organista/śpiewak]. Dopiero w r. 1717 (ob. Sum
II f. 86 i 134) wzmianka o pozytywku szkatulnym, zapewne tym, z którego
taka podziśdzień stoi na dworze jako grat stary, a który wowczas z chórem był
przy prawej ścianie kościoła. X. Koćmierowski z zebranych składek w r. 1836
dotychczasowy organek fundował. Kilku też z organistów w aktach wspomnianych mamy:
1718 r. Adam Łada,
w r. 1722 Renowacya Erekcyi każe chować „organarium” et „cantorum” – [organistów i śpiewaków/ śpiewających],
1719 i 1723 Ludwik Białkowski „miał sobie odstąpioną dziesięcinę na Grodzkich Starych (ob. Sum II f. 92, 161, 172),
1728 do r. 1748 wspominany: fol. 200 „23 lat” więc snać w przerwach Maciej
Modzelewski (ob. Sum II f. 172 i w osobliwej roli woźnego f. 200),
1737 Piotr Świętochowski (ob. Sum II f. 161); w tym też roku wizytator gani
to owoczesnemu proboszczowi, że sam organista „per organasium solum”
[tylko przy organach] exporty odbywa (ob. it. f. 162),
1739 Łukasz Zieliński, króremu Koboskowie za pogrzeb ich ojca dali „tynfa
jednego”,
1748 d. 16 wrześ. Marcin Kowalewski,
1765 Mikołaj Jaśkiewicz,

56
W r. 1820 Idzi Ziękowicz.
W bieżącem stuleciu przy X. Koćmierowskim przez lat 15 był Władysław Jabłoński, przez rok niejaki Rakowicz z Tykocina, Franciszek Dobecki przez
lat parę i Józef Porowski, który był jeszcze przez rok i przy X. Waniewskim. Potem od 23 kwiet. 1850 r. Leopold Dmochowski.
1851 d. 23 kwiet. Jakób Pianowski,
1853 d. 16 maja z powrotem Leopold Dmochowski i ten aż do dziś. W r. 1864
i 5 Józef Omilianowski.
Szkoła
Była też w Kuleszach i szkoła, pueri [chłopcy]: boć bez nich, gdy jeszcze nie było organów, nabożeństwa wystawnie nie możnaby było odprawiać.
Przynajmniej w r. 1670 widzimy ją na terrytoryum plebanialnem, bodaj czy
nie tu, gdzie dzisiaj plebania, bo od tamtoczesnego kościoła „ad asymiloneus”
na północ (ob. wyżej życiorys X. Zapertowicza). Przed r. 1748 szkoła tutejsza
stała gdzieś na gruncie, o który potem ze dworem proces toczono. W r. 1669
nauczycielem tej szkoły „rector scholae” [kierownik szkoły] był niejaki Mikołaj
Korytkowski (ob. Sum. II f. 71.) W r. 1717 pleban także chował krom organisty
i zakrystyana „baccalaureum” = bakałarza (ob. f. 88.) W r. 1722 w renowowanej
Erekcyi (ob. p. 13) każe biskup trzymać proboszczowi organistę i kantora „Viros benemoratos quorum unus juventutem parochianam in lectione et scriptura
intenera possit” [wyjątkowych, dobrze zasłużonych, wśród których jeden mógłby
młodzież w parafi uczyć pisać i czytać]. W r. 1737 fgurują tu „organarius et
cantor” [organista i śpiewak], z których jeden miał młodzież parafalną uczyć
czytać i pisać (ob. Sum.II f. 160).
Wizytator tem się nie kontentuje i każe mieć „baccalaureum”, bo w tak
rozległej parafi może być dosyć młodzieży do nauki (ob. ib. f. 161). Za X. Szymona Zaleskiego nie widzimy jej, jeno wzmianka (f. 197), gdzie przed r. 1748
stała, a X. Marcin Wnorowski (w r. 1802) wyraźnie odpowiada, że w obrębie
parafi „ludi Magistri non sunt” [nie ma nauczycieli szkoły elementarnej].
Za jego następców znów się podniosła; osobliwie X. Zawadzki uczył i sam,
i miał do pomocy nauczyciela wiejskiego niejakiego Piętkę, a w jego szkole
kuleskiej uczniami byli i tacy jak synowie dziedzica Mazur, posła tykocińskiego
tu jeno od r. 1808–1820. W 1822 wizytatorowi kościelnemu dano odpowiedź:
„Żadnych nie masz (nauczycieli) innych, prócz wikariusza, który przez dwa
57
lata ucząc dzieci i rekompensaty za prace nieodbierając, zaprzestał swych prac
poświęcać na próżno”. W r. 1837 d. 21 marca tenże sam X. Koćmierowski pisze:
„Dom szkolny nieco reperacyi potrzebujący, a szczególniej w poszyciu, exystuje.
Ale ani nauczyciela, ani ucznia, żadnego nie masz z przyczyny braku funduszu,
którego od szlchty ubogiej trudno żądać”.
Biskup Straszyński w wizycie z d. 1 lip. 1838 r. powiada: „Domum pro
schola erectam, vidimus nullum vero scholarem. In futurum quocirca studebit
Illustris Curatus, ut vel Reverendissimus vicarius saltem nonnullos pueros doceat legere, scribere, et articulos fdei [Widzimy budynek przeznaczony na szkołę,
natomiast żadnego ucznia. W przyszłości wobec tego będzie się troszczył Przewielebny Duchowny, aby kuleski wikariusz przynajmniej kilku chłopców uczył czytać,
pisać i prawd wiary].
Jakoż X. Prawdzikowski jeszcze po trochu uczył, potem się wszystka młodzież tutejszej parafi ćwiczyła w słynnej schole elementarnej w Sokołach lub
Mazowiecku, dopiero po tak zwanem powstaniu rząd ją tu w dawnym domu
przerobionym wskrzesił i do dziś tleje, pod niedbałym, a często i niemoralnym
sterem świeckiego nauczyciela, bez żadnego udziału ze strony księży; gdyżem
się na proponowany po rusku wykład religii nie zgodził.
Szpital
Xenodochium w znaczeniu przytułku dla chorych i ubóstwa, wspominany
tylko w r. 1717 (ob. Sum. II f. 88). Natenczas był to dom przez zacnego parafanina tylekroć tu wspominanego pana Pawła Grodzkiego K. Z. B. pobudowany,
a w nim przemieszkiwało jedynaścioro ubóstwa, żyjącego z jałmużny. Potem już
tylko widzimy tu szpital w znaczeniu domu dla służby kościelnej. Owe domy
stały na różnych miejscach: „na tej stronie od strugi”, na owych 17 zagonach po
X. Rokitnickim, „poniżej kościoła”.
W r. 1744 „Szpital, w którym pomieszkania Nr 4, pieców Nr 2 z kominkami, okien Nr 9, drzwi Nr 5 stół Nr 1. Słomą pokryty”. W r. 1765 „Szpital
z komorą i spiżarenką, w której drzwi na zawieszkach drzewnianych, w sieni
dwoje i z izby szpitalnej trzecie na biegunach także drzewnianych. Przez sień
do tegoż szpitala mieszkania dwoje, drzwi dwoje, w tej całej strukturze pieców
trzy, kominów dwa, okien w drewno potłuczonych dziewięć, dach słomą pokryty, stary, dziurawy, oblatujący (ob. Sum II f. 141 i 218).

58
Czasami mieszkali dziady za drogą, gdzie dzisiejsza szkoła: przedostatni
zaś dom duży (dlatego przez szlachtę ratuszem zwany), drewniany, o dwóch
dymnikach lepionych w brożyny, pobudowany w 1793 r. przez X. Marcina
Wnorowskiego (ob. wizytę z r. 1802); stał on aż do r. 1852 w tym roku dnia 12
paźdz. za r. 19 zlicytowany i jest zeń do dziś dom w Sierociętach na tem samem
miejscu i w takiem samem położeniu, jak ten, któryśmy za Bożą pomocą w r.
1881 pomurowali. Szpital ostatni w r. 1854/5 przez Wińskiego dziedzica Kulesz jako entroprymasa za rb. 750, ale z lichego materyału był zbudowany, w r.
1867/8 staraniem X. Jasiulewicza z kosztem około trzechset rubli licho poprawiony, w r. 1882, gdy nikt ani nie chciał dać 150 rubli, przeze mnie rozebrany
i w roku teraźniejszym 1884 w części do budowania domku szwajcarskiego alias
[inaczej] Rezydencyi użyty.
Cmentarz
Cmentarz przykościelny wedle tamtych wieków praktyki był razem i grzebalnym. W r. 1670 znajdujemy go „malis sepibus obductum” [lichym, marnym
płotem ogrodzony], i bez furtek, t. j. bez drzwi czy choćby wrotek do zamykania.
W r. 1737 „coemeterium septum cmentarz ab integro cum portis tribus”, t. j.
mający trzy wyjścia, lecz także niezamykane „absque clausura et foribus” (ob. Sum.
II f. 157). W r. 1765 przy objęciu probostwa przez X. Marcina Wnorowskiego
było „około cmentarza dylowanie z balów sosnowych w słupy stare”, w większej
połowie powywracane i parkan porozbierany (ob. f. 137). W r. 1793 też „przez
większe dwie części parkanem w słupy balami oprowadzony, trzecia część niemająca nic oparkowania drewnianego, która docześnie złożoną cegłą jest zastąpiona”.
Przejścia były jak dziś, przez dzwonnicę, ku dworowi, i ku probostwu, ale bez furtek. Nawet w 1802 r. narzeka X. Wnorowski, że: „Coemeterium est quidem bene
septum, non tamen ita clausum ut est opus, nam impediebat hucusque fabrica
ecclesiae” [cmentarz jest z pewnością dobrze ogrodzony, jednak nie tak zamknięty jak
potrzeba, aby można uznać pracę za skończoną]. Częściowo został okolony brukiem,
z muru pokładnego między r. 1820 a 1824.
Oprócz tego tu cmentarza przy kościele, w r. 1830 z rozkazu rządu pruskiego, wymierzono cmentarz grzebalny na polu i takowy przez X. Marcina, na
mocy udzielonej mu władzy, został poświęcony (ob. wizytę z r. 1804). Lecz ten
był wówczas nieogrodzony i tylko w r. 1830 zmarłych na cholerę, w miejscu, gdzie
dziś założony fundament na kaplicę, pogrzebiono. Jeszcze w r. 1840 chowano
59
nieboszczyków na cmentarzu przykościelnym. X. Koćmierowski w r. 1842 nazwoził do cmentarza w polu 16 sążni kamieni, za które sobie wedle anszlagu
z r. 1841 potrącił, także z pokładnego rb. 43 kop. 11. X. Paweł Janczewski kan.
kon. aug. proboszcz sokołowski w grudniu 1849 r. cmentarz nowoobrukowany,
z upoważnienia władzy, poświęcił powtóre, a ja, dlatego że za X. Wareckiego
w ostatnim roku, znacznie go powiększono, z upoważnienia biskupa Wierzbowskiego, d. 12 maja 1873 r. przy assystencyi ś. p. X. Józefa Legoty miejscowego
wikaryusza i X. Andrzeja Borkowskiego, wikar. mazowieckiego, poświęciłem go
po raz trzeci.
Na koniec w r. 1883, gdyśmy już i przybrany za X. Wareckiego cmentarz
zgoła trupami zapełnili, i gdy nieprzetruchlałe groby otwierać było przykro,
z funduszu wywindykowanego z Banku po ś. p. Antonim Wnorowskim, kupiliśmy od Jana Dmochowskiego udarowanego najwyższym ukazem z gruntów
dawniej plebańskich około dwóch morgów, stronę od północo–zachodu, za rubli srebrem 230, aktem prywatnym d. 18 lut./2 marca 1883 r. spisanym. Grunt
takowy parafanie coprędzej obrukowali, a jam go z upoważnienia z d. 27 marca
tegoż biskupa d. 15 czerwca, w assystencyi X. Antoniego Szrzednickiego, wikar.
rutkowskiego, na nowo poświęcił. Cfr. osobne Papiery tyczące się Cmentarzy.
W r. 1884 wymurowany fundament pod kaplicę cmentarną.
Krzyż żelazny
Tegoż 1883 r. aktem prywatnym dnia 28 czerwca zdziałanym za 23 ruble
(20 z kassy brackiej 3 dał prezes p. Faszczewski) nabyliśmy od Lejbki Koziaka
rozstańki, gdzie niegdyś stała kuźnia plebańska, i tuśmy d. 3 listop. postawili
i poświęcili ów krzyż żelazny, ważący pudów 15 a kosztujący rs. 63 – porto i obsadzenia rubli kilka: na to rs. 45 dała Stanisława Grodzka, a rs. 20 z kassy brackiej.
Dzwonnica
Na cmentarzu przykościelnym przynajmniej już w roku 1670 była dzwonnica Campanile, wonczas w restauracyi będąca. W r. 1717 „Campanile sat commodo extructum e regione portae ecclesiae (a więc jak dziś), non adeo vetus,
cum campanis quinque” [Dzwonnica wybudowana w odpowiedni – stosowny
sposób w rejonie drzwi kościoła, nie tak bardzo stara, z 5 dzwonami] (ob. wizytę
Przebendowskiego: Sum. II f. 86). W r. 1737 „Campanile antiquum reparatum
cum campanis quatuor” [Dawna dzwonnica naprawiana z 4 dzwonami] (ob. f.

60
157). W r. 1744 „Dzwonnica nadrujnowana, na której dzwonów 4”. W 1765
zapewne ta sama, a przecie napisano, że stała „a meridie” = od południa „dzwonnica w krzyżownice budowana stara tarcicami obita około, z kopułą i krzyżem,
gontami pobita, już oblatująca (ob. f. 137).
Obecna w r. 1770 przez X. Marcina Wnorowskiego, z bardzo pięknego
starodrzewu zbudowana. O dwóch kondygnacyach, pierwsza w kostkę, druga
w klatkę; z kopułką żelaznym krzyżem zakończona; podstawa w kwadrat łokci
warszawskich niemal 13, wysoka od ziemi do wierzchołków krzyża łokci 36.
W r. 1808 druga kondygnacya potrzebowała „całkowicie nowego postawienia”;
w 1822 już była „piękna i dosyć dobra”. Potem reperowana w r. 1837; po wielkiej
zaś dezolacyi za X. Wareckiego „scissuri hiaus proximamque ruinam minans –
tekst nieczytelny – szpary … grożąca zawaleniem (ob. wizyta r. 1874) ledwie
także można było z niej pierwszą kondygnacyę, reszta jako zgnilizna zrzucona.
W latach tedy 1875–6 i 7 wyrestaurowano ją od nowa, obito deskami, kopułkę
pobito blachą angielską, wedla mojego życzenia przeniesiono schody na druga
stronę: z prawej od wejścia z rynku, urządzono archiwum skład różnych rupieci,
z lewej trupiarnię; dano dwoje drzwi i bramę frontową. Wszystko niemałym
kosztem, bo rs. 674 kop. 48½ przez parafan złożonych, pod niedbałym kierunkiem owoczesnego dozoru kościelnego.
Kostnica
W summaryuszu dokumentów pp. Zaleskich (Paluchów) pod r. 1649 wyczytaliśmy, że „xiądz pleban zdjąwszy kośnicę, chałupą i karczmą (to miejsce)
zabudował”. W r. 1670 była w Kuleszach kośnica już bardzo licha, dziurawa
„multa foramina habens ossorium, ne ossa in Dno morientium per feras distrahantur parochus reparari curabit” [liczne dziury mająca kostnica, aby kości
zmarłych przez dzikie zwierzęta nie były rozciągnięte, proboszcz powinien zatroszczyć się o naprawę]. W r. 1717 (ob. Sum. II f. 89 i oryginał wizyt. Przebend.)
Kazano ją naprawić. W r. 1737 (ob. f. 137) „ossorium vetustum” [starą kostnicę]
wizytator każe przebudować: „Ossorium funditus desolatum pro asservandis
ossibus putridis defunctorum, ideo necessarium melius” [kostnica założona dla
przechowywania kości zmarłych została zniszczona, dlatego niezbędne jest, aby
została naprawiona]; w 1744 „kośnica niepokryta”; w 1765 „ab oriente” = od
wschodu względem owoczesnego kościoła; „kośnica drewniana bez wierzchu
będąca (ob. f. 137). W r. 1793 „kośnica stara bez dachu z oknem i okiennicą,
61
dla zbytniej starości nową będzie potrzeba postawić”; w r. 1798 „kośnica przez
dawność zewszystkiem zdezelowana”; w 1802 „ligneum desolatum” [odpady
drewna]; w 1804 „cale zdezelowana”; w 1808 już o niej i wzmianki nie ma;
a w 1822 napisano wyraźnie „kośnicy żadnej nie masz”.
II. Budowle plebanialne
Plebania w r. 1670 była „sita ad orientem” [usytuowana/położona na wschód]
= na wschód względem kościoła. A był to dom dwuglenny, przyzwoity (honesta) o czterech stancyach: w tych dwie „hypocaustum cum camera” [dwa pokoje
z centralnym ogrzewaniem], izbą ikomorą z (alkierzem) zajmował sam pleban,
a w dwóch mieściła się służba.
Zarys Plebanii Kuleskiej z r. 1670
W r. 1737 wizyta opiewa: „Etsi quidem pro residentia nova, cura adfuit moderno Rectori, non tamen adhuc fnita , cum uno hypocausto magne,
et quatuor minoribus cubiculis, cum tecto stramineo ac fornace parata, circa
quam anterioris structurae (może połowa z onej szkoły za X. Zapartowicza)
pro residentia hypocaustum cum camera, in quo ad praesens adhuc manet Adm
Rudus Parochus, etiamsi notabiliter desolata” [Jeśli zatem w nowej siedzibie

62
należało otoczyć troską nowego Rektora, dotąd nieskończonej, z jednym pomieszczeniem ogrzewanym i z 4 mniejszymi pomieszczeniami – sypialniami z dachem
pokrytym słomą i z przygotowanym piecem tak jak w dawniejszych budynkach, dla
dostojnika duchownego należy przeznaczyć pokój z kominkiem / piecem, w którym
do chwili obecnej pozostaje proboszcz], ale z pewnością opuści ten pokój dla znakomitego gościa.
Wizytator zaś na to: „Etsi quidam domus plebanalis reperta congrua, sed
nescitur qua de causa , non totaliter perfecta, tamen magis nescitur qua de
causa, complacuit sibi habitare in antiqua in qua sub Visitationem pernoctandi
unus mihi terror ob mures et glires” [Jakkowiek dom księdza został odnowiony
należycie i odpowiednio, jednak tym bardziej nie wiadomo z jakiego powodu żalił
się, że mieszka w starym domu, w tym w którym spędził jedną noc podczas Wizyty
Biskupa i w którym obawiał się myszy i szczurów].
Zarys Plebanii kuleskiej z r. 1737
W r. 1744 „Rezydencya plebańska. Izba jedna wielka z czteroma pokoikami, piec zielony Nr 1 z kominkiem, okien Nr 9, szafa Nr 1, stoł Nr 1,
stolik Nr 1, łóżek Nr 4, stołków Nr 8, drzwi Nr 6 na zawiasach. Ex opposito
[naprzeciwko] Izba stara z komorą, okien Nr 3, piec z kominkiem Nr 1, stoł Nr
1, żarnów Nr 2, drzwi Nr 3 na zawiasach. Plebania słomą pokryta”.
63
W r. 1765 „Plebania wchodząc od kościoła do sieni drzwi dwoje naprzeciwko sobie; na prawą stronę izba ze czteroma pokojami (a więc ta sama co
w r. 1737), piec zielony, szafa, stoł lipowy; w małym pokoiku piec biały, stolik sosnowy, skrzyniów trzy, łóżek dwie (sic); pokoików zaś trzy bez pieców;
w całej tej strukturze okien z okiennicami w ołów robionych potłuczonych
dziewięć, drzwi wszystkich siedm: pięć fasowanych (flunkowych) a dwoje prostych, wszystkie z zawiasami żelaznemi. Ex opposito kościoła wchodząc na lewą
stronę izba z komorą stara czeladna, okien trzy w drewno robione, piec prosty,
żaren dwoje, drzwi dwoje, na zawiasach żelaznych, sień bez pułapu, kominów
dwa. Dachy na pomienionej strukturze słomą okryte starą, wszędzie dziurami
przeciekające prawie nic niewarte” (ob. Sum. II f. 138).
Wizyta z r. 1793 te szczegóły interesujące dodaje, że kominy były niemurowane, a więc lepione z brożyny; okna w blejtramach dwukwaterowych,
z okuciem, ramy malowane pod pokost – szyby ordynaryjniejsze osadzone
w drzewo w oknach dwóch, i w oknach czterech w drzewo (więc może pod
kit?), w czterech zaś w ołów oprawne, razem okien 10.
Ale wewnętrzny rozkład plebanii w tym roku znajdujemy inny. Wchodząc
do plebanii na lewo prowadziły drzwi do pokoju rezydencyonalnego plebańskiego, więc po staremu tak jak było za wizyty Bystrama w r. 1737. Drzwi te
były z zawiasami, krukami, zamkiem francuskim i gałką żelazną. W pokoju po
prawej ręce stał piec biało polewany z facyatą i fasonami, przy nim kominek,
przy kominku ławeczka stolarskiej roboty. W tym też pokoju stał stół malowany. Dalej w prawo były drzwi stolarskiej roboty fasowane (flunkowe) na
zawiasach i krukach, z antabą, zaszczepką i dwoma progami żelaznemi, wiodące
do następnego pokoju. Piec z pierwszego pokoju był ścienny, ogrzewał tedy
i ten pokój drugi, a miał z tej strony facyatę, fasony i osobny kominek, jak
w pierwszym. Te dwa pokoje stanowiły rezydencyą plebana.
Na prawo od wejścia do frontowej sieni „w prospekcie drzwi pokojowych”
była „izba czeladna, duża, na posadzce z tarcic ułożonej, do której wchodząc
drzwi fasowane”, co pokazuje, że była to właśnie ta sama co w r. 1737 plebania,
jenoże owo hypocaustum magnum [ten wielki pokój z kominkiem]: za czasów saskich salę stołową obrócono w czeladnią. W tej to czeladniej, po wejściu do niej
na lewo, stał piec z kafi szarych, kominek i piecyk przez komin, do pieczenia
chleba. Z owych czterech kubikulów (snadź przedtem gościnnych) znajdujmy
dwa tylko, z wejścia i czeladni jedno, i to do tego, co się znajdował po prawej,
dalszy od wejścia z sieni zwany komorą: dopiero z tej komory, prowadziły drzwi

64
do pokoiku, w którym posadzka (podłoga) z tarcic, piec z kafi polerowanych
białych, lecz bez kominka. Wizyta z r. 1798 nazywa ten pokoik „zimowy” –
domyślamy się, że w nim, jako z trzech stron osłoniętym, a więc cieplejszym,
proboszcz mieszkał zimą.
Dalej z tego pokoiku wiodły drzwi do sieni (zapewne tylnej), a w „sieniach” była kuchnia pruskiego wiązania, gliną oblepiona. W sieni frontowej
były zapierzone deskami wschody na górę; góra zaś rozdzielona przepierzeniem
na dwie osobne strony. Z tejże wizyty dowiadujemy się, że malowanie okien
było na zielono. Do sieni od frontu drzwi były pojedyncze, proste; sień ta była
na wylot, na drugą stronę i tam „na tyle plebanii drugie drzwi”. W rezydencji
plebana wszystko jakeśmy widzieli przed pięcią laty, dodano tylko że sufty
(pułapy) i podłoga dobre „z tarcic sosnowych”. Z zimowego pokoju były tu
drzwi do sieni owej, a tę „na tyle plebanii”.
Zarys Plebanii Kuleskiej z r. 1793.
W r. 1802 dnia 20 lutego, jak się już mówiło, spaliła się ta plebania (której
część lewa mogła być jeszcze ze szkoły Zapartowiczowskiej, a prawa z pierwszego kościoła) i dlatego podczas wizyty d. 14 października tegoż roku, X.
Wnorowski pisze: „Domus residentialis parochi nulla adhuc existit, nam vetus
per incendium casuale in absentia parochi anno currenti cum omni supellectili
65
tom domestica quam ecclesiastica combusta est” [Dom / siedziba – plebania
proboszcza parafi dotąd nie powstała, dawna siedziba przez podpalenie przypadkowe w czasie nieobecności proboszcza w bieżącym roku spłonęła doszczętnie ze
wszystkimi sprzętami / z całym wyposażeniem domowym jak i kościelnym].
Jest tu w papierach (ob. Visit. II) osobny Regestr Rzeczy Kościoła Kuleskiego
czasu wszczętego ognia w Plebanii Kuleskiej dnia 20 februaryi [lutego] 1802
roku zgorzałych, pod dniem 20 marca tegoż roku, przez dziekana Tykockiego
zaświadczony.
W r. 1804 wizyta mówi: „Idąc z cmentarza ku stronie północnej furtką
jest podwórze plebańskie, na którym jest miejsce pełne gruzów, na którem stała
plebania drewniana, która w r. 1802 d. 20 lutego, gdy X. Pleban odjechał w nocy
do chorego, przez nieostrożność z ogniem służącej ze wszystkiemi sprzętami
tak kościelnemi jako i gospodarskiemi, tak inwentarskiemi jako i własnemi X.
Plebana, spaliła się”. W r. 1808 dnia 20 maja jest napisano: „Plebanii nie masz,
bo zgorzała w r. 1802 d. 20 lutego”. Pleban mieszkał tymczasem w tak zwanej
komendzie t. j. wikaryacie. Było już jednak 155 sztuk drzewa i 150 różnej
długości tarcic, na nową plebanię przygotowanych. X. Wnorowski je darował,
a X. Zawadzki z nich przybudował dwa pokoiki dla wikaryatu. Oto jej zarys:
Plebania Kuleska przerobiona z wikaryatu
Zdaje się, że te dwa pokoiki to były dwie strony zewnętrze z prawej i lewej,
a środek tylko stary pozostał. Cały ten dom X. Zawadzki zewnątrz i wewnątrz

66
wapnem otynkował i pokoiki dla siebie papierem (obiciem) wykleił (ob. Libr.
Visit I oraz Inwent. Podawczy z r. 1815); mimo to w r. 1822 czytamy: „Plebanalny dom na optykę niezły, wapnem cały obtynkowany, ale gdy się zacznie
psuć reparacyi niewart, bo z większej części z bardzo poprochniałego drzewa
wystawiony – dosyć pomieszkań, czyli stancyjków zawierający”. Ten się spalił
dnia 29 września 1827 r. miał być długi łokci warszawskich 35, szeroki 11,
zaasekurowany (rzecz dziwna już po pogorzeli, bo d. 20 listop. 1827 r.) na złp.
1025. Po spaleniu się tej improwizowanej plebanii, X. Koćmierowski mieszkał
z wikaryuszem w owoczesnej szkółce, w tem miejscu, gdzie i dziś szkoła.
W roku następnym 1828 tenże X. Koćmierowski z wielką biedą i stękaniem pobudował nową plebanię, na tem samem miejscu, gdzie stała stara
przed pogorzelą w r. 1802. Był to domek na wzgórku cale pokaźny, frontem
do południa, długi łok. warszaw. 31½ (okrom przystawki) szeroki 12½, wysoki
pod dach łok. 4½. Od północy miał przystawkę węższym bokiem przypiętą,
długa łok. warsz. 9½, szeroka łokci 9. Pobity był gontami, na dachu dymnik
Zarys Plebanii Kuleskiej w r. 1828 pobudowanej
67
duży i drugi mały, oba murowane. Szczyty miał tynkowane po prusku, na drążki
i słomę. Z przodu wystający ganek na słupkach, otwarty. Sień jedna kamieniami
brukowana. Na prawo czeladnia, czyli kuchnia, także wybrukowana, o dwóch
oknach, piec i angielka (za X. Koćmierowskiego komin) jak ja zastałem pogruchotana. Z niej na lewo komora, z podłogą, o jednym oknie. W sieni, od strony
kuchni, wschody na górę, a między rosochami komina, wejście do spiżarki.
Z tejże sieni na lewo, pokój recepcjonalny o dwóch okniach, a z tego na prawo,
pokój sypialny o jednem oknie, z sypialnego dalej wejście do przystawionej
w tyle salki, o trzech oknach, w czasie zgromadzeń jadalny. Z pokoju recepcjonalnego wprost prowadziły drzwi do dwóch pokoików gościnnych, w zachodnim szczycie domu będących. Oto jest:
X. Wareckiemu podobało się z owych gościnnych dwóch zrobić jeden bawialny. Wyrzucił więc ścianę przedzielającą je, po środku przy ścianie
wewnętrznej postawił piec i wywiódł odeń dymniczek, zakasował okno od
północy, dał trzy okna nowe, pomalowane, podbitką z desek nad suft, drzwi
podwójne porządniejsze nowe, i cały ten pokój nędznem obiciem wykleił. Taką
przeróbką tę część domu zrujnował, bo ściana szczytowa przez wypróżnione
(wyraz nieczytelny) wnet się spaczyła. Niepoprawione drewniane rynny przy
ganku i przystawce spowodowały w powiązanych wągłach nacieki. Szczyty
poddasza się powywalały, strona czeladnia jako na złym gruncie (snadź zdroju,
jak się dziś przekonywam) stojąca w większej połowie od fundamentu zgniła,
dach niezdatny – „въ которомъ не толъко (…) зимю…” (zapis nieczytelny) napisał o nim urzędownie naczelnik powiatu mazowieckiego d. 11 marca
1874 r. Jako tedy taki, dozor kościelny sprzedał mi go na licytacji d. 18-30
marca t.r. za ru. 120 kop. 30, i wnet został zniesiony. A na tem miejscu, w tym
samym 1874 r. przy Bożej łasce, a bardzo lichej pomocy w zwózce materiałów
parafan, pobudowałem moim własnym kosztem (dotąd wydałem nań ru. 2705
k. 88. krom fatygi, chleba, pracy służby, własnego sprzężaju, i exponów dawnych
do obliczenia). Dom drewniany, długi łokci warszawskich 38, szeroki 18, wysoki
pod dach 5½; obejmujący na dole pokoi 9, dwie sienie, spiżarnię i ganek; na
górze pokoj jeden. Dom ten oceniony przez budowniczego powiatu i zaasekurowany mojem imieniem rubli srebrem 3040. Plan był wprawdzie zrobiony
przez budowniczego, lecz wedle moich pomysłów.

68
Dla przestrogi następców moich notuję, że dom ten byłby ze wszech miar
wygodny i praktyczny, gdyby jeno przez lepszych majstrów był budowany. Naprzód fundamenty należałoby zrobić murowane z luftami, przynajmniej pod
kancelaryą, gdyż tu gdzieś jest miejsce wilgotne. Powtóre, dmące przez całą
jesień i zimą wiatry wschodnie, nadzwyczajnie wyziębiają pokój sypialny: należałoby go więc mocno okożuchować i dogrzewczym piecem opatrzyć.
Rezydencja.
Mając zapas materiału budulcowego, ze starej plebanii i szpitala, dla wygody
własnej, bądź też kapłanów, kiedy tu rezydować chcących, w r. b. 1884 pobudowałem
domek dwuglenny, zgoła tych samych rozmiarów i rozkładu, jak był szpital ostatni,
nazywając go Rezydencją. Jest to domek drewniany 7 sążni długi a 5 szeroki, na
wysokiem podmurowaniu z kamieni i cegły z wapnem, surowemi gontami pokryty,
w guście szwajcarskim, z wystającym dachem i galeryjkami, pobudowany: mający
mieć frontowy ganek i na tyle altanę oszkloną. Oto jego zarys:
Zarys Plebanii Kuleskiej w 1874 r. pobudowanej
69
Wikaryat.
Oddzielny domek dla wikaryuszow, znajdujem po raz pierwszy w wizycie
w r. 1737: „alia gaza [inne skarby], in qua manet Admodum Rudus Commendarius [w którym pozostaje przynajmniej zarządzający]. Mizerna ta była gaza,
gdy drzwi do sieni ledwie na biegunach. W r. 1744 „Rezydencja dla Imci X.
Wikarego nowa, z komorą, stajenką i sienią, słomą pokryta, okien Nr 5, drzwi
z zawiasami Nr 4, piece Nr 1 z kominkiem”.
W r. 1765 „Ab occidente tegoż kościoła, kommenda dla Imci X. Kommendarza, z alkierzem, piec prosty, okien pięć w drewno, wszystkie podłączone,
z okiennicami trzema; zewnątrz sień ze stajenką, dla jednego konia. Drzwi
troje na zawiasach żelaznych, komin odarty, dach słomą pokryty, stary, dziurawy,
oblatujący” (ob. Sum. II f. 144.)
W r. 1793 „Komęda – idąc do kościoła po lewej ręce stoi komęda, na
której poszycia słomiane, komin w brożynach gliną lepiony. Wchodząc do sieni
drzwi pojedyńcze, przy których zawias dwie, kruków dwa, zaszczepka i probojów żelaznych dwa. Na prawej ręce wszedłszy do sieni, drzwi ordynaryjne,

70
na zawiasach, krukach, z klamką, zaszczepką i dwoma probojami żelaznemi,
w której posadzka (= podłoga) z tarcic ułożona z pułapem. Po lewej ręce piec
z kafi zielono polewanych z kominkiem. Okien w drzewo oprawnych trzy,
z okiennicami ze środka zasuwanemi. Z pierwszej izby drzwi do alkierza takoż
zawiasami, klamką, zaszczepką i dwoma probojami żelaznemi. W tym alkierzu
posadzka z pułapem z tarcic, okien w drzewo oprawnych dwie (sic). Z sieni tej
komendy stajenka bez podłogi i drzwi”.
W r. 1798 „Dom Kommendarski. Na którym dach słomiany, poczęści poprawy potrzebujący, z kominem z gliny lepionym dobrym.” Reszta wszystko jak
wyżej, w końcu tak samo: „W sieni tej kommendy stajenka bez drzwi; kuchnia
z gliny lepiona”.
W 1804 „Dom zwany Kommenda, dawniej był mieszkaniem dla wikaryuszów i kapelanów, a teraz po spaleniu się plebanii, jest mieszkaniem xiędza
Plebana, wraz czeladzi. Dom ten stary, budowany w węgieł, o jednej izbie z alkierzem, sienią dużą i stajenką w sieni bez drzwi. Wchodząc do sieni drzwi
ordynaryjne z tarcic sosnowych na zawiasach żelaznych z skublem, zapadką
i ryglem żelaznym. Z sieni w prawą rękę do izby drzwi takoweż, z okuciem
takiemże. W tej izbie i alkierzu pułap dobry, podłoga nadpsuta. Piec z cegły
murowany w r. 1802 postawiony i piec mniejszy z kominka, z izby się w nim
pali, takoż z cegły. Okien w drzewo nowych Nr 3, z okiennicami z izby środka
zasuwającemi się. Z tej izby do alkierza drzwi z takimże żelastwem. W tym
alkierzu okien dużych dwie (sic) w drzewo oprawnych dobre. Komin wielki
z gliny lepiony, dach słomą pokryty reparacji potrzebuje”.
Dla wikaryusza w tym czasie, „gdy będzie”, przygotowano stancye w szpitalu, gdzie przedtem mieszkał organista. W r. 1808 jeszcze w „budynku wikaryusza”
mieszkał Imść X. Proboszcz, a stan tego budynku był „zły”; roskład zaś i przybory
jak pierwej. X. Zawadzki to, jak mówiliśmy, porobił doń przybudówki i razem
otynkował; i ta Komenda, czyli wikaryat tak wyszykowany, stojący, gdzie dziś
lodownia (przerobiona przeze mnie właśnie ze sklepu niegdyś pod nią będącego)
służył plebanom kuleskim za mieszkanie, nim się w r. 1827 nie spalił. Wikaryuszowie od owego to czasu mieszkali w szpitalu, w r. 1822 „wraz z proboszczem
pod jedynemże dachem mieścił się”, potem zaś w domu szkolnym, za gościńcem.
Kiedy pobudowano w r. 1854/5 nowy szpital, dla wikaryusza w nim przeznaczono całą prawą stronę, t.j. dwa pokoje, od wejścia. Obecnie od czerwca 1882 r.
w nowym tak zwanym szpitalu, wikaryusz zajmuje cały koniec domu od wejścia
lewy: t.j. osobna sień, kuchenka, dwa pokoje i składzik ze sklepikiem.
71
III. Budowle plebanialne ekonomiczne
Osobnego domu dla służby (jak to wedle konstytucji synodów łuckich być
winno) w tych stronach folwarkiem zwanego w Kuleszach nie widać. Była tu
jeno od r. 1670 Piekarnia, do pieczenia chleba, suszenia lnu i t. p. W r. 1744 stoi:
„Piekarnia stara, dranicami pobita z piecem 1.” W r. 1765 „Piekarnia z dylików
w słupy, deskami pobita” (ob. Sum. II f. 139). W r. 1793 „Piekarnia, której zdrąb
w słupy stawiany”; w 1798 „Piec piekarniany ze wszystkiem zdezelowany”.
W r. 1744 prócz tamtej wymieniona jeszcze „Izba stara z komorą, sienią, okien
Nr 2, drzwi Nr 3, piec Nr 1 z kominem, w której mieszka człowiek zachodzy
Symon Lipnicki z żoną”. Dalej: „Budynki ze drogą alias z drugiej strony kościoła.
Budynek dla organistego (sic) stary z komorą, stajenką i sienią, okien Nr 3, drzwi
Nr 3, piec z kominkiem Nr 1. Budynek mieszkalny z kuźnią przez połową pokryty
deseczkami, druga połowa słomą: okien Nr 2, drzwi Nr 2”.
Braxatorium t. j. browar, był tu nieodzowny. Mamy go już w r. 1670.
W r. 1737 jest też „domus braxatoria [dom – browar]”; w r. 1744 „Browar
stary pokryty dranicami, przy którym stajnia dla wołów pokryta; także Ożnica
(hozdownia, czyli słodownia) dranicami pobita”. W r. 1765 (ob. Sum. II f. 139),
1798 i aż ostatni za X. Koćmierowskiego stał, gdzie dziś pierwsza stodoła,
blisko studni.
Karczma, „Karczemka”, ba! później i potężne karczmisko plebańskie,
w owe to czasy konieczne przy posagu probostwa, stała też w różnych miejscach. Już13 w r. 1670 zanotowano, że proboszcz kuleski ma „tabernam liberam”
[wolny wyszynk/karczmę]. W renowacyi Erekcyi 1722 r. (ob. oryg. p. 10) powiedziano, że „adpraesens Taberna Ecclesiastica reparitur” [do chwili obecnej
Karczma kościelna jest odnawiana] = stoi na siedlisku zapisanem w r. 1623
przez X. Rokitnickiego: a więc gdzieś, gdzie dzisiejsza żydowska. W r. 1737
pisze się: „tum ad proventum Taberna, quam ad commodum proprium in Sanctuario” [wtedy karczma prowadzona dla dochodu własnego]. W 1744 „Karczma
nowa, sień wjezna z komorą, okien Nr 5 drzwi: Nr 3, piec z kominkiem Nr 1:
słomą pokryta. Stajnia nowa z wystawą, drzwi duże na zawiasach Nr 1, podłoga
żłobów Nr 2, przy której koleśnia na podłodze drzwi Nr 1, słomą pokryta” (Cfr.
Sum. II f. 216.)
13 Owszem jeszcze w r. 1649 on. Niżej dokładniej p. 250.

72
W r. 1748 pan Serwacy Zaleski dziedzic kuleski, zagrabił grunta, siedlisko,
dwa budynki plebańskie: tę to karczmę (ob. Sum. II f. 177). Od owego czasu
wyraźnie nie widzimy plebańskiej karczmy aż w r. 1793 „Karczemka przy rozjeznych drogach”, niewielka i licha. Dopiero w r. 1795 X. Marcin Wnorowski
pobudował tuż przed dzwonnicą i kościołem karczmę dość dużą, przy której
był sklep murowany, czyli piwnica na trunki, podziśdzień na kartofe bardzo
dogodna (przydatna). Karczma ta 30 listop. 1844 r. spłonęła; X. Koćmierowski
podniosł połowę za nią assekuracji, lecz tylko nowy zdrąb pobudował: ten stał
lat kilka nienakryty aż go zniesiono; a w skutek układu dwór kuleski plebanowi
za propinacyą zobowiązał się płacić rocznie ru. 38.
Chłopi poddani „subditi”, jakich w r. 1670 czterech u proboszcza kuleskiego znajdujemy, nie wiemy, gdzie mieszkali. W r. 1737 powiedziano o nich tylko
jako o wyrobnikach: „Tres quoque domunculae quas inhabitandas (zapewne
inhabitantae) praestant obsequium ad domum plebanalem ex conventione”
[Trzy takie domki, które służą za mieszkanie dla służby przy domu parafalnym na
mocy porozumienia pozostają]. Potem już okrom owego przychodnia Szymona
Lipnickiego w r. 1744 innych jak czeladzi zwyczajnej w Kuleszach nie masz:
jeno na Górkach w r. 175… (brak cyfry) ów chłop altaryjski, z żoną i z dziećmi
(ob. supr. f.)
Kuźnia, przynajmniej od r. 1744 także własną miał pleban kuleski, z kowalikiem przyrządy. Plac po niej, na rozstajnych drogach do Wykna i Czarnowa,
kupił od rządu w r. 1883 żyd Lejbko Kociah, a my od żyda (ob. wyżej f. puste
miejsce); i na tem miejscu stoi krzyż żelazny przydrożny. Przyrządy kowalskie
sprzedano w skutek ukazu z r. 1865.
Gumna i Obory, dawniej gdzieś stały na wschód, bo od „Kościoła niżej”
– „ku drodze Podlipińskiej,” mówią w r. 1798 inkwirowani świadkowie. Obserwując miejscowość i badając tradycję, uważam, iż Gumna te stały niedaleko
środkowego kopca ze strony wschodniej terytoryum plebańskiego, wyżej ku
południu, gdzie nawet kilka większych kamieni przy płocie, jako gumnisko
to przypominających, umyślnie pozostawiłem. Gumna te dawniej, z powodu
znacznej krescencyi i dziesięciny, bywały duże. Za X. Zapartowicza w r. 1670
„halodia tria segetibus impleta. Item alia aedifcia quam plurima pro conservandis peccoribus et pecudibus” [3 stodoły wypełnione zasiewami, tak samo inne
budynki, w których przechowywana jest duża liczba trzody i bydła]. W 1737
73
„Grandium unum, Stabulum magnum, item stabula tria minora, Holodia tria”
[obora jedna, wielka stajnia, tak samo 3 stajnie mniejsze, 3 stodoły]. W 1744
„Gumna osobne od plebanii. Stodoł Nr 3, jedna o dwóch sąsiekach; druga
o sąsieku i o komorze, u której drzwi na zawiasach, szkubel, kłódka u których
stodoł wszystkie wierzeje dobre. Chlewów dla bydła i owiec Nr 5, obora na
gumnie odylowana”.
W r. 1765 zdaje się gumna były jeszcze na dawnem miejscu od zimowego
wschodu na dzisiejszej łące, a tak opisane: „Wchodząc do gumna brama o czterech kwaterach popsuta; przy tejże bramie stodoła dwuzasieczna; przy niej
szopka z dobrem pokryciem słomianem; na boku tejże stodoły druga stodoła
ze spichrzem w jednym zasieku; trzecia stodoła przejezdna o jednym zasieku;
w szczycie stajnia wołowa. Dach na dwóch stodołach już się wali i w cale upada, w obydwóch szczytach podparty, pokryty gdzieniegdzie naszczęt dziurawy,
na których żaden snopek nowy nie jest przyszyty” (ob. Sum. II f. 139.) Dalej
tam opisana Stajnia, Obory, Chlewy: w nich zboże i inwentarz, żywy i martwy
(f. 140). Powiadają, iż gumna te spaliły się i to w dzień biały, podczas któregoś
odpustu: a więc chyba z furmańskiej fajerki. Dopiero w r. 1793 mamy wyrażono,
że od probostwa t. j. od plebanii do gumien szło się „przez mostek, za którym
do gumna ze sztachet (zapewne parkan) z furtką”. Na tem też miejscu i lat
następnych widzimy gumna duże, w czworobok okólnie, bramą zamykane.
Spaliły się one w dzień nowego roku 1844, w nich liczny i ładny inwentarz
żywy, i martwy, a z powodu, że brama była zamknięta, i żyd, co był przyczyną
pożaru, o mało nie spłonął. Były zaasekurowane tylko 150 rubli: połowę tej
kwoty podniosł X. Koćmierowski i w roku następnym odbudował dwie stodoły,
które i obecnie służą benefcyatowi, resztę dobudował X. Warecki, ale już im nie
przywrócił dawnej okazałości. Resztki w nich, niezagrabione w skutek ukazu
z r. 1865, dla większej dogodności, jak dziś z małą służbą, i bezpieczeństwa od
napaści złodziejskiej, ztamtąd z zasadzawek, przewieźliśmy w r. 1873 i 1875 na
dzisiejsze gumnisko.
Prócz plebańskiego gumna, bywało tu jeszcze na terrytoryum plebańskiem
gdzieś blisko szpitala, gumienko dla służby kościelnej. Zostałem jeszcze i ja
takowe, nędzne, spróchniałe, ale i to już było własnością prywatną, w skutek
najwyższych ukazów. Staraniem mojem, a w części i kosztem, stanęła w r. 1876
drwalenka i wychodek dla wikaryusza, w r. 1881 stodoła o klepisku, zasieku,
zasieczku; komorce, oraz w r. 1883 trzy chlewki dla świątników i organisty. Trzy
inne chlewki kupione w r. 1879 są tymczasowie.

74
Do budowli plebanialnych zaliczyć należy piwnice, czyli sklepy: z tych
jeden na rogu przy plebanii przez X. Marcina Wnorowskiego przed r. 1798
wymurowany, miał na sobie ocembrowanie z bali i dach z tarcic, w którym było
drzwi troje, ku jakiejś wygodzie, ale ten dach w r. 1802 przy owym pożarze
plebanii spłonął, sklep jednak o trzech przedziałach ocalał, i dziś jest bardzo
dogodny. Idąc od tego sklepu na dół ku sadzawkom, po lewej, gdzie dziś wądoł
a w nim niedawno posadzona jabłoń, była cembrowana dylami warzywnia.
Drugi sklep dawny, kamieniem na glinie wycembrowany, jest ten z pod
dawnej komendy, czyli wikaryatu, późniejszej plebanii; w r. 1875 urządzałem
zeń Lodownią: lecz gdy w r. 1876 w nocy z 9 na 10 czerwca paliła się za gościńcem żydowska karczma, pomimo takiej odległości, drzew i kościoła, wiatr
przyniosł płat palącej się nafty i tę improwizowaną lodownie mi spalił. W tym
samym roku urządziłem ją na nowo, i do dziś acz nie całkiem skutecznie, za
lodownią mi służy.
Trzeci sklep z palonej cegły na wapno, przez X. Wnorowskiego pod karczmą wymurowany, mogący pomieścić w sobie za 300 korcy kartafei, na kartofe
mi służy. Czwarty pod kościołem, prawdziwa piwniczka, na wino. Studnia najdawniej (ob. Sum. II f. 214) ku wygodzie plebańskiej była w bliskości tamtoczesnej karczmy i browaru za drogą, gdzie dziś żydowska przy karczmie; w r. 1765
już w tem jak dziś miejscu była. W r. b. 1884 na nowo ją aż do dna rozkopałem
i wycembrowałem – przy czem tamtoczesne smolne bale wyrzucono.
Dwie Sadzawki wykopane przez X. Marcina Wnorowskiego, lecz te już
w r. 1798 były „zapuszczone, szlamownia potrzebujące”. Szlamowali je moi
poprzednicy i jam je w latach 1876 i 7, 1878 i 9 szlamował, groblę pomiędzy
niemi uszykował, porobił przecieki i burty podniosł, zarybiał karpiami z czechowskiego stawu i karasiami z Wierzbowa: wszystko na próżno, gdy wody
w nich za mało, a złazu z pól i drzew wprędce za wiele.
Altana stojąca obecnie tuż przy sadzawkach, a przeniesiona tu przeze mnie
w r. 1874, przerobiona z byłego szpichlarka, który stał tuż przed plebanią. Służy
ona obecnie na pomieszkanie majstrów, pralnię i t. p. użytki.
Mielenie w młynach kolatorskich, i to bez miarki (sine mensura) mieli
sobie zapewnione fundacyą z 1493 r. proboszczowie kuleszcy (ob. Renov. Erekc.
p. 6), ale mieli też z dawień dawna i swój inwentarski Młyn. Nawet wodny, bo
struga Rokitnika snadź była większą, lubo i w Erekcyi „torrens” [potok/strumyk]
nazywana. Brod i miejsce, gdzie ten młyn mógł być, przy dawnym łomżyńskim
75
gościńcu, i chyba jakimś, choćby przy tym samym młynie, moście14, w r. 1793
i do dziś młynikiem się zowie, a renowacya Erekcyi (p. 10 §3) wyraźnie o byłym młynie plebańskim wodnym mówi. Grobelka, za którą był zbiór wody
ściekającej z boru od Czarnowa, przy drodze po prawej jadąc do Niziołk, dotąd
widoczna, a miejsce na łące niegdyś plebańskiej zwane „grąbką” (ob. Sum. I f.
20; II f. 39) dziś grobką (grobelką) to samo przypomina. Renowacya Erekcyi
w r. 1722 (p. 10) też mówi, że pleban tutejszy ma w swojem władaniu „aggerem (groblę) quoque in rivulo per villam Kulesze currente factum, in quo
olim extabat molendinum plebanale, locumque stagni prope dictum agerem
(sic) quondam existentis” [uczyniona grobla także na rzeczce, przez wieś Kulesze
płynąca, na której niegdyś był młyn proboszcza i mówiono, że blisko pola w miejscu
istniejącego zbudowano stajnię]. W r. 1670 za X. Zapartowicza czytamy także
„molendinum”, ale to był chyba już tylko deptak, gdyż w nim mielono tylko dla
siebie. X. Warecki, przyjmując inwentarz podawczy w r. 1855, pisze: „W miejsce
młyna deptaka, ze starości walącego się, z tegoż drzewa z przydaniem nowego… pobudowana jest stajnia w większej obszerności jak uprzednia”.
Okrom tych budowli są ślady zduńskich pieców, suszarni dziś na gruncie
szkolnym, szopki dla kaczek tuż za sadzawką; w wizytach zaś i inwentarzach
podawczych są wzmianki kurnika i gołębnika, oraz bramy przed plebanią (ob.
Sum. II f. 138), i sztachet od południa (ob. wizyt. z r. 1838 vart f. 17), alem ja
nic z tego nie zastał, nawet prostych płotów wokół.
IV. Inwentarz kościelny
Apparaty jakie były w r. 1670: za X. Zapartowicza, już wiemy: 6 ornatów,
kapy żadnej nie widać. Bielizny mało, i ta licha, bo wszystko to znać poniszczone za proboszczostwa tego niedbałego kapłana. Argenterya za to, pomimo że z niej niejedeno X. Zapartowicz uronił (ob. Sum. II f. 69 i 75) jeszcze
dość liczna. Kielichów 4, paten 2, puszka do kommunikantów 1, krzyżów 3,
monstrancya, nawet trybularz, ampułek 2 dużych i 1 mała, jakieś łupki (?),
a wszystko srebrne; prócz tego 9 sztuczek srebra łamanego.
Wiemy też, jaka była natenczas w kościele tutejszym Cyna i mosiądz; jakie
antepedya, chorągwie i księgi liturgiczne (ob. supr. f. 50). W r. 1737 mamy
kompletny inwentarz sprzętów kościelnych w Kuleszach, i w kopii wierzytelnie
14 Cfr. infr. p. 183 i 4.

76
i oryginalnie przez X. Jana Bystrama podpisany (ob. Libr. Visit. I). Ornatów
wonczas liczyło się tu 14, w różnych kolorach i z różnych materyi: kitajki, atłasu,
kamki, bławatu, axamitu, stabima; kap było 2; franki, vela, bursy i t.p. Bielizny
niewiele, ale „komeszek prostego płótna na chłopców 22, obrusów 23 kolińskiego płótna”. Z argentyi monstrancya, puszka, kielichów 4, paten 4, krzyż srebrny
„wielki z dziesięcią gałeczkami pozłocistymi”; pacyfkał z relikwiami srebrny,
z sedesem mosiężnym, puszek ad infrmos dwie, wotów tabliczek 4 srebrnych
większych, piąta mała i szósta rączka. Także koron srebrnych dwie do obram
Najświętszej Panny, jedna noviter sprawiona z gwiazdą, a druga stara z koralami”. Korony te zabrano w r. 1794 na gwałtowną potrzebą upadającej ojczyzny:
dzisiejsze są ich imitacyą. „Figura Christi Crucifxi [Chrystusa Ukrzyżowanego]
spiżowa pozłocista maleńka. Lichtarzy cynowych większych par dwie, i mniejszych para; noviter sprawionych mosiężnych para większych, para mniejszych.
Ampułek cynowych para z miseczką, szklanych par dwie. Trybularz mosiężny
z łódką blaszaną i łyżka żelazna. Lampa przed ołtarzem wielkim wisząca blaszana”. Dzwonki, kociołki etc. Żelazo o trzech hostyach nowe (do dziś będęce).
Pomiędzy księgami był Mszał Dominikański. W r. 1744 ornatów znajdujemy 15, a także z axamitu, dymy, grodeturzu, adamaszku: jeden nawet z galonem
srebrnym. Godna zanotowania, że i w inwentarzu z r. 1737 jest „ornat zielony
axamitny w kwiaty z kolumną białą w krzyż”; i w r. 1744, ale „szary z kolumną
przed sobą grodetorową żółta w tyle w krzyż biała w kwiaty, z galonikiem
ceglastym w strzępki”, zapewne ten sam. Alby 7: jedne miały koronki u ziemi,
i u rękawów; inne tylko u ziemi. Komże i komeszki, tych 14; paski, tuwalnie,
obrusy etc.; poduszka pod mszał, zasłonek od monstrancyi 3, subkorporałów
11, i t.p. Z argenteryi monstrancya, 4 kielichy z tyluż patenami, ów krzyż wielki
z relikwiami, puszka, puszeczki, wotów 4 i 2 korony w Najświętszej Panny.
Lichtarze, dzwonki, jak dawniej. Księgi kościelne jak przedtem; w końcu dodano: „Stan ksiąg tak łacińskim, gockim, jako też greckim drukiem, mniej do
używania zdatnych pełna skrzynia in 83.”
W r. 1765 ornatów 19, kap 3, albów 5, etc. (ob. Sum. II f. 134 i n.) Wyliczono tu i zasłonki „do okrywania krzyżów”, tempora passionis, i resurekcya już
wonczas „zdezelowana”, i paschał na 8 cali wysoki, i to zapewne drewniany (ob.
f. 136) Baldachimek był jednoręczny; zasłonka do monstarncyi gazowa ze wstęgą różową. Argenterya, jeszcze wszystka jak lat poprzednich. Ksiąg w skrzyni
już tylko 52 (ob. f. 137), ksiąg metrykalnych podartych 4, nowych 3.
77
W r. 1793 ornatów było 18 (jeden na nieboszczyka X. Jaworowskiego
włożony), para dalmatyk, kap 2. Księgi kościelne, i w skrzyni, jak wyżej. Między ozdobami ciekawa Głowa Jelenina w mniejszej części kościoła od drzwi
wielkich zawieszona – drewniana – przy której rogi prawdziwe:” gdzieby się
podziała? śladu niemasz. W r. 1798 ornatów, prawda, że tylko 15, z materyi
kałamajkowej, adamaszkowej, partyrowej, a nawet „per modum lamy” ale z tych
pięć było srebrem galonowanych, inne wyraźnie szychem albo też taśmą; na
podszewkach astrachaniowych lub z kasieniny. Było też dwie dalmatyk, a także
srebrem garnirowane.
X. Marcin był tyle znający się na tem i troskliwy, że przy wizycie okazał
„materyi foletowej parterowej w białe kwiatki, tudzież gredyturowej białej dwie
sztuczek, na tandecie (przezeń) na kolumny do ornatów kupione”. Kap było 3
„biała partyrowa bladoróżowa, w kwiaty białe, galonem wązkiem złotym obszyta,
z klamerkami srebrnemi…” przez X. Marcina sprawiona. Grugasowa z galonem
szychowym i kałamajkowa z kampanką jedwabną. Sukienek na puszkę dwie,
a obie bogate: grodeturowa i z materyi tureckiej na dnie niebieskiem z złotemi
kwiatkami. Antepedya, baldachim, franki, chorągwie, obrazy, wszystko to za
X. Marcina ma na sobie cechę, jeżeli nie okazałości, to przynajmniej porządku.
Alb w r. 1798 było tu dziewięć, z różnego płótna. Komżów 8, komeszek serwitorski 12. Zasłonki, opony do obrazów i fgur, wszystko to było. Argenterya
w tym czasie już uszczuplona, a to z powodu, że w r. 1794 w czasie powstania
Narodowego, osobna Delegacya, jak po innych kościołach, tak i tu zabrała:
kielichów 3 z patenami, krzyż srebrny, Pacyfkała wierzch okrągły, Pacyfkał
nowy srebrny, od drzewa Krzyż ś. w promieniach pozłacany, wotów 5 małych,
koron od Najświętszej Panny dwie. Zostawiono jednak monstrancyę, puszkę,
kielich jeden nowy, drugi ze starych, z patenami i puszką maleńką do chorych.
Miedź, mosiądz i spiż, cyna, żelazo i sprzęty drewniane, obacz wyszczególnione
w wizycie w tym roku.
Księgi kościelne i dawnych metryk, warte też przejrzenia w onej to wizycie. Księgi w plebanii będące też tu przynajmniej raz spisane, lubo niedokładnie:
w czasie pożaru w r. 1802 ledwie która z nich ocalała. Przy końcu tego katalogu
ksiąg zanotowano: „Ksiąg dużych 2, małych 4 słowiańskim drukiem zdezelowanych”. Przypuścićby można, że referent tej wizyty wziął druki gockie, jakie do dziś
tu mamy, za słowiańskie: ale że tym referentem zdaje się nam być X. Stanisław
Miłkowski, wikaryusz miejscowy, kapłan cale światły, więc może to i naprawdę
były jakowe druki słowiańskie: co jeżeli tak, to wielka szkoda, że się spaliły.

78
Spaliło się też w tym nieszczęsnym pożarze: ornatów 10, dalmatyk 2, kap
2, sukienka na puszkę, baldachim, 5 alb, komżów i komeszek 13; prócz wielu
sztuk drobniejszych bielizny i apparatów. I to co najporządniejszych i najkosztowniejszych, bo się tu takowe właśnie, dla bezpieczeństwa przed złodziejem,
przechowywały. Z argenteryi spaliła się monstrancya, obadwa kielichy z patenami, fonta od wody chrzcielnej „dla mrozu do plebanii wniesiona”. Lecz
największa a nieodżałowana szkoda to 14 ksiąg metryk różnych, z których
„żadna niezostała”, a któreby nam i do tej „Kroniczki” były źródłem niezmiernie
pożądanem; i 46 ksiąg z biblioteki plebanialnej, które tu tażke spłonęły. Co
do aparatów, tych co gorszych 7 w kościele było, ósmy darował X. Waleryan
Kruszewski prob. kobyliński, resztę powoli sprawiono.
Co do argenteryi, X. Marcin w tymże roku po spaleniu się „z srebra ogniem
stopionego z gruzów wybranego” sporządził: Monstrancyę nową: chyba tylko
podstawę, gładką, niezdarną, bo gloria prawdopodobnie jest ta sama, co była
w r. 1670 (ob. wyżej f. 49.) Kielich (którego podstawa do dziś ma datę r. 1802
d. 22 Aug. [sierpnia] i vasculum. Wizyta w r. 1804 powiada, że i „Koron dwie
srebrnych nowo sporządzonych” na głowę Najśw. Panny i Pana Jezusa, ale jeżeli
to te same, co dziś na obrazie Matki Boskiej, z pewnością są tylko posrebrzane.
Księgi Kościelne w r. 1804 były te same co dawniej, a między plebanialnemi wpisano kazania Skargi in folio w skórę oprawne, których dziś tu nie masz.
Inwentarz Podawczy z r. 1808 te szczegóły ciekawe ma w sobie: „Ołtarz Najświętszej Panny nowy snycerskiej roboty nic niemalowany, przez WIX. Marcina
Wnorowskiego i Ich Mość panów Pawła Świerżewskiego i Stanisława Kuleszy,
parafanów kuleskich wystawiony”. „Ołtarz Ś. Michała, dawny nic niemalowany,
snycerskiej roboty”. Ornatów było 8, kapa tylko jedna. Pomiędzy obrazami był
już portret (który i do dziś jest) „JWIX. Antoniego Gołaszewskiego biskupa
przemyskiego”, rodem z Dębu tej parafi, którego życiorys ob. u „Encyklopedyi
Orgelbranda” większej tom X str. 160.
W Argenteryi zanotowano, że monstarncya z kawałków niespalonego
srebra starej „z dokładką” znaczy srebra, i malchizedach w tejże całkiem nowy
srebrny, suto wyzłacany (w starej był tylko cynowy wyzłacany) kosztem X. Marcina sprawione: tylko na wyzłocenie przyłożyli po dukacie Kalisty Bagieński
członek dozoru, i niejaki Paweł Fabiańczuk. Kielich, którego podstawa do dziś
ta sama, jeno kapę za X. Wareckiego i jego kosztem u Wernera w Warszawie
kazałem zrobić nową z pateną z obu stron złoconą „z samej monety” sprawione przez X. Marcina. Pomiędzy księgami kościelnemi były jeszcze dwie stare
Agendy, z nich jedna duża, dziś żadnej z tych nie masz.
79
W inwentarzu podawczym w r. 1815 mamy ornatów 16, kap 2, alb 8,
etc.; argenterya ta sama; pomiędzy miedzią był krzyż processyonalny mosiężny:
gdzie się podział, nie wiemy; w książkach były jeszcze wyżej pomienione „Kazania” Skargi. Taki sam stan inwentarza kościelnego był i na wizytę w r. 1822. X.
Koćmierowski liczbę apparatów kościelnych znacznie pomnożył. W r. 1848 d.
6 lipca spisano i X. Warecki przyjął je w liczbie 23, ale pod względem wartości
materyi, galenów, były to błahoty. X. Warecki tak je poszarzał i zniszczył, że po
jego śmierci zaledwie 6 zdatnych było do użycia, a 9 zgoła poszarpanych. Reszta
łachmanów przed samą śmiercią dał do naprawy, ale naprawa tak marnie była
dokonana, że się i dawnej materyi i reparacji zgoła wyrzec przyszło.
Za X. Wareckiego ze składki kupiono od Kanigowskiej z Maryampola,
białą parczową kapę, i biały z kolumną włoczkami niby to haftowany ornat;
proboszcz zaś ze swojej szczodrobliwości sprawił podobnyż ornat czerwony
z kolumną białą szklanną sieczką naszywaną; wszystko to kosztowało około stu
rubli, a ledwie dziesiątą część tego warte. Z arcybractwa Adoracyi Najśw. Sakr.
z Warszawy dano też w r. 186… (puste miejsce) tutejszemu kościołowi kapę
białą i czerwoną, a kapę białą, którąm na czarną kazał przefarbować, za rządów
X. Wareckiego sprawiła Anna Wojnowa żona Macieja wójta gminy, z Wykna
Nowego.
Bieliznę też X. Koćmierowski zostawił liczną acz lichą: alb 12, komżów
księżych i studenckich 8, obrusów 15, ręczników 35 etc. Argenterya ta sama po
X. Marcinie; z cyny 8 lichtarzy zużyto w r. 1836 na dudki do organów. W księgach uwagi godna, że metryki od r. 1802: akta stanu cywilnego przy pożarze
plebanii w r. 1827 ocalały; Erekcyą na pergaminie widać X. Koćmierowski kazał
mocno w skórkę oprawić; Wizyty biskupie i dziekańskie też ocalały, brakujące niektóre księgi Akt Cywilnych potem Sąd Pokoju Okręgu Tykocińskiego
odesłał. Z argenteryi za X. Wareckiego przybyło: krzyż platerowany ołtarzowy,
dwie ampułek z tacką i takaż puszka do kommunikantów, ofarowane tutejszemu kościołowi przez państwo Łubów; on ziomek tutejszy, rządca w hotelu
saskim a potem współwłaściciel hotelu europejskiego w Warszawie.
Dnia 20 lip. 1869 r. X. Felix Kulesza syn Macieja z Niziołk Starych prob.
włostowicki, dzieka nowo-Alexandryjski (a dziś i kanonik kollegiaty zamojskiej)
przysłał do tutejszego kościoła kielich, którego kupa i podstawa mają być srebrne a tylko rączka (nodus) z kompozycyi, i dwie pateny wyzłacane, także z kompozycyi. Do biblioteki zaś plebanialnej ten sam ofarodawca przysłał: „Pisma
święte” w dwóch tomach, konkordancyą, „Teologię Moralną” Antoin’a w dwóch

80
tomach, „Historyę Kościelną” skróconą, albowiem w jednym tomie: Sevoa Obowiązki dla osób stanu kapłańskiego, tylko trzy tomy. Na uzupełnienie braków
w aparatach po X. Wareckim, podano pretensyi na ru. 240, lecz Prezes decyzyą
z d. 30 czerw./12 lipca 1873 r. odesłał Dozor kościelny do innej drogi prawa,
na wywindykowanie tej kwoty od spadkobierców nieboszczyka proboszcza.
4.1. Inwentarz ekonomiczny plebanialny ruchomy
Jakiby był za X. Zapartowicza, nie wyszczególniono. Najdawniejszy spis
inwentarza funduszowego żywego mamy tu z r. 1720 (ob. Sum. I f. 71.) przy introdukcyi X. Wojciecha Wnorowskiego: koni 3, wołów roboczych para, krów 3,
jałowiaków sztuk 5, owiec jagniąt 41, trzody chlewnej sztuk 5, gęsi z gąsiorem
6, kaczek z kaczorem 6, kura 1. Prawie takiż w r. 1744 po śmierci X. Wojciecha
Wnorowskiego, a przy objęciu probostwa Kuleskiego przez X. Szymona Zaleskiego, dnia 20 grudnia spisany (ob. f. 4 od końca Rupniew.) koni 3, wołów
para, krów 3, jałowiaków sztuk 6, owiec i jagniąt 41, świń sztuk 5, gęsi 6, kaczek
6, kura 1.
Księdzu zaś Marcinowi w r. 1765 (ob. Sum. II f. 140) tenże X. Zaleski
zostawiał: koni parę, wołów 5, krów 6, jałowiaków sztuk 11, owiec 20, kóz 10,
świń 24, gęsi 13, kaczek 7. A oprócz tego inwentarz martwy: wozów 2, soch 2,
bron 2, siekier 2, zboża młóconego (ob. f. 139) żyta ‘miary sokołowskiej” szanków 35½, jęczmienia 8½, owsa 22½, grochu 2, gryki 2½. W r. 1793 X. Marcin
miał: koni parę, bydła sztuk 22, owiec 20, kóz 10, trzody chlewnej sztuk 24, gęsi
13, kaczek 7: rozumie się funduszowych, bo o własne nie pytano. W r. 1798 taki
sam w liczbie inwentarz plebanialny żywy, tylko kur 7 starych przybytku.
Naczynia i sprzęty gospodarskie jedne z dawniejszego funduszu pozostawione (ob. Sum. I f. 72), lubo nie wszystkie spisywane, inne (bo dodano,
że „przez teraźniejszego JX. Proboszcza sprawione”) na nowo, ze szlachetnego
poczucia, przymnożone, w gospodarstwie nieodzowne, a porządne i liczne.
Dużo z nich zgorzało w palącej się w r. 1802 plebanii: X. Marcin jednak nie
zaniechał i pod tym względem inwentarza uzupełnić, i w r. 1808 mamy na
nowo te wszystkie naczynia i sprzęty gospodarskie, aż do drobiazgów, jako
fundusz miejscowy, ogromadzone i następcy przekazane. Inwentarz żywy także
w komplecie: krowy i stadnik, gęsi i gąsior, kury i kogut. Przy krowach jeno
później, zamaszystem pismem X. Zawadzki położył MB „Trzy wzięte przez N.
81
wiadomo konsystorzowi”. A zaś w texcie spisu w tym samym 1808 r.: „Czasu
transmarszu wojska francuskiego wzięto jałowic po lat 6 sztuk dwie”.
W r. 1815 d. 22 lipca X. Antoni Konarzewski prob. Sokołowski a vice-
-dziekan tykociński, spisywał inwentarz podawczy po X. Zawadzkim dla X.
Koćmierowskiego. I choć tu wszystko było w porządku, „rola i ogrody całe
obsiane, płoty u ogrodów i cmentarza, oraz podwórze, należycie opatrzone”,
zapasy żywności niemałe: mąki, kaszy, okrasy, nawet soli 10 garncy, to jednak w inwentarzu, przynajmniej żywym, już uszczuplono. X. Wareckiemu w r.
1855 (a raczej w 1848) poddano: koni starych parę wołów 4, krów 6, buhaja
1, nicuków 7, trzody chlewnej sztuk 11. Owce, gęsi i kury, lubo w pożarze w r.
1844 ubyły, jednakże za kompensatą od spadkobierców X. Koćmierowskiego,
X. Warecki zobowiązał się na piśmie, na nowo zaprowadzić.
Pozostawił też X. Koćmierowski swojemu następcy pszczół ulów 6, i próżnych pni na zapas 8; przytem narzędzia i sprzęty gospodarcze różne, naczynia
folwarczne, stołowe etc., nawet mebli pokojowych sztuk kilkanaście; a za 16
sztuk sprzętów „nietrwałych”, na licytacyi po X. Koćmierowskim za uznaniem
Dozoru przez rejenta sprzedanych, wziął X. Warecki do rąk gotowizną ru. 19
kop. 27½.
W skutek ukazu z r. 1865, w r. 1866 w dniach 11, 12, 13 i 14 marca,
nastąpiło przez delegowanych zajęcie na skarb funduszów plebanialnych w Kuleszach. Z inwentarza żywego sprzedano d. 5 kwiet. t. r. wołów 4, krów 4,
nicuków 4, buhaja 1, owiec sztuk 11, wieprzy 2, kur sztuk 5. Za wszystko na
rzecz skarbu wzięto ru. 213 kop. 59. Za braki w inwentarzu żywym zaraz przy
zaborze d. 14 marca zapłacił X. Warecki ru. 92 kop. 37½; narzędzia funduszowe z kuźni nakazano mu pod d. 5 sierp. 1868 r. złożyć w urzędzie gminnym.
Pozostawiono zaś po dawnemu jako funduszowe (ob. w papierach o tam zawiadomienie Łomżyńskiej Pałaty Nr 906 z d. 27 stycz. z r. 1873 r.) parę koni,
2 krów, 10 owiec, i wszystkie sprzęty i narzędzia gospodarskie jak w inwentarzu
podawczym z poprzednich lat były.
X. Warecki atoli zmarnował pszczoły jeszcze przed ukazem, i od dozoru
kościelnego pod pretextem epidemii na pszczoły, uzyskał uwolnienie od odpowiedzialności. Wzięte za sprzęty po X. Koćmierowskim ru. 19 kop. 27½, także
u niego siąkły, bo notyska, znanego z łgarstwa dziekana X. Dąbrowskiego w r.
1873 w inwentarzu w tem miejscu na boku dopisano, jakoby tę kwotę ściągnięto do skarbu, nic nie dowodzi. Nadto z jego śmiercią przepadły funduszowe

82
2 krowy ocenione ru. 60, 10 owiec ru. 15 i 48 pozycyj różnych sprzętów, ocenionych lekkomyślnie na ru. 52 kop. 88.
Po objęciu probostwa pukałem o to do różnych władz, nawet z nakładem
i ostro: mianowicie d. 9 marca 1875r. sprowadziłem delegowanego urzędnika
z bióra Powiatu na miejscu w celu spisania protokólarnie ubytków i spłaciłem
go; w r. 1878 d. 24 grud. zrobiłem energiczne podanie do Konsystorza Sejnenskiego, powtóre tamże pod d. 14 stycz. 1879 r.; prócz wielu innych, d. 12 list.
1882 do Naczelnika Powiatu. Lecz wszystko napróżno: prawdziwie oleum et
operam perdidi! Kto po mnie Inwentarz Podawczy obejmować będzie, niech
zajrzy do takowegoż Inwentarza pod d. 19 października 1873 r. mnie podanego.
W apparatach kościelnych znajdzie, że przyjąłem ornatów podartych 15, kap
5; bielizny dosyć, ale nieporządnej; argenterya w nieładzie; obrazy bohmazy,
księgi poszarpane; zabudowania zrujnowane trochę sprzętów nierozkradzionych w gratach, trochę żywności w kapuście i kartofach. Żaden z plebanów
kuleskich takiego nieładu po swoim poprzedniku jak ja po X. Wareckim nie
zastał; za żadnego większej krzywdy temu benefcyum nie wyrządzono.
4.2. Uposażenie proboszcza kuleskiego
W gruntach. Pomiar gruntów do probostwa Kuleskiego przed ich na skarb
zaborem, należących, o ile wiemy, kilkakroć był tu robiony. Najprzód zaraz w samej Erekcyi (ob. p. 6) w r. 1493 powiedziano, że kolatorowie nadali przedtem
probostwu 4 włoki wymierzone = „quatuor mansos … distinctos mensuratos et
limitatos, quilibet mansus juxta consuetudinem terrae (t. j. wedle miary chełmińskiej) triginta modios (bo wedle litewskiej byłoby 33) in se habendo” [każda
włóka zwyczajem ziemskim połączyła ze sobą 30 miar w swoim posiadaniu]. Dwie
zaś włoki, krom tamtych, przy samej erekcyi dodane, miały być również nie
na chybił trafł, ale wymierzone, czyli morgowane „liberos et mensuratos juxta
terrae consuetudinem” [wolne i wymierzone zwyczajem ziemskim]. Powtórny
pomiar tych gruntów był dokonany około r. 1598, przez miernika t.j. jeometrę
pana Gierałka (dziśby się zwał Gierałtowski), i w 1600 r., pomiarów jednak
w tym jak i poprzednich razach dokonywano tylko względem głównego terrytoryum, odnośnie do Litwy, Litewki, Podawc, Podlipnego, Rokitnicy i Wykna
(ob. Sum. I f. 15; II f. 28 i Sum. I f. 19; II f. 37.)
83
Potem choć były zjazdy na miejscu i oględziny, ale pomiaru nie widzim
aż w r. 1798: jeometra niemiec, żyd przy nim tłómaczem; drugi takiż pomiar
w 1801, gdy w r. 1802 X. Wnorowski pisze: „Frendi … per Commissionem
Pruthenicam anno elapso emensurati”; [przyjąłem… przez Komisję … w roku
kończącym się wymierzone] trzeci w r. 1812 przez niejakiego jeometrę Bartłomieja Kulwieca (czy Kalnieca), lecz pomiar jego był imaginacyjny, niedokładny.
Dopiero w r. 1830 na żądanie X. Koćmierowskiego Franciszek Dąbrowski
z Wiśniowka jeometra przysięgły, zmierzył i zrobił mappę (podpisaną d. 6
wrześnie) naprzód terrytoryum głównego, a potem wymiar dodatkowy gruntów cząstkowych do probostwa kuleskiego należących, a po różnych wsiach
rozrzuconych.
Trybunał Cywilny I Instancyi gubernii warszawskiej pod d. 11/23 września
1852 r. zalecił raz jeszcze, wobec Sądu Okręgu Tykocińskiego, grunta do parafi
kuleskiej należące przemierzyć. W skutek tego zalecenia w r. 1853/4 jeometra Antoni Zaleski z Otol pomierzył je i zrobił mappę: za co mu X. Warecki
zapłacił ru. 90 kop. 5. W skutek ukazu z r. 1865 grunta tutejszego probostwa
najprzód drapał jeometra Kazimierz Pstrokoński w r. 1868; powtórnie niejaki
Kowalski w sierpniu 1869 r.; i po trzecie Franciszek Dmochowski w r. 1879.
Wielka jednak szkoda, że z żadnego z tych pomiarów duplikatu mappy na
miejscu nie zostawiono: a oryginałów z r. 1830 i 1854, lubo te były prywatnym
kosztem tutejszych proboszczów sprawione, pomimo osobistych prośb moich
w biórze Prokuratoryi zanoszonych, zwrotu mi odmówiono.
Niemając tedy przed sobą mappy, przytrudniej będzie wszystkie działy
tych gruntów opisać: tembardziej, że niezażywając ich zgoła (okrom plebańskiego na 6 morgach siedliska) ledwie głównego terrytoryum dokładne mam
ograniczenie, o innych jaka ich pozycja, nie mam wyobrażenia. Usypane jednak
kopce, ograniczające dział każdy przy rozdaniu ich w skutek ukazów, ciekawemu kiedyś ułatwią dojście dawnego takowych obszaru: ograniczenia. My się
w tym względzie kierować będziemy li tylko powtarzaniem z papierów dawnych opisów i jaką taką zaoczną informacyą od znających miejscowość ludzi.
1. Najdawniejsze nadanie gruntem tutejszego kościoła, bo jeszcze pono
w r. 1472, jest łąka na Grodzkich Szczepanach, czyli Szczepanowiętach (ob.
adnotacyą P. Pawła Grodzkiego, na drugiej stronie pargaminowego Extraktu
Erekcyi; oraz Sum. I f. 2.) Dział ten „poczynający się od południa, od Wnorów Więchów, kończący się przy granicy Więchowskiej, na przeczach Wnory

84
Więchy, trzymający szerokości od Wnorów Więchów prętów 15, długości od
tejże wsi do granicy szczepanowskiej prętów 16, pręcików 3. Szerokość przy
granicy od Grodzkich Szczapanowiąt prętów 11, pręcików 6”. Cały obszar
działu miał powierzchni wedle Dąbrowskiego prętów 220; wedle Zaleskiego
201 (ob. Inkwiz. Dodatkowy wymiar p. 5.)
Na Grodziskach Starych dział „od południa gruntów wsi Wnorów, od
północy wsi Grodzkich Starych, od wschodu wsi Grodzkich Starych, od zachodu w temże samem położeniu, obejmujący fgurę trójkąta, po wymiarze jeometrycznym (Dąbrowskiego) obejmujący 300 prętów”; wedle Zaleskiego morg 1,
prętów 28.
Na Grodzkich Nowych dział „poczynający się od południa od miedz
(NN.), od zachodu od Kulesz Litwy Starej, od wschodu Grodzkich Nowych
szerokości działu od strony Litwy Starej w łąkach wynosi prętów 17, pręcików
6. Długości zaś od stron objazdczych 34. Położenie tego objektu, w samych
łąkach, w małej ilości zaroślinami objętych ma swoje położenie w ogóle miary
jeometrycznej polskiej morg 1: 217 prętów,” (wedle Dąbrowskiego); wedle pomiaru Zaleskiego morgów 2, prętów 54.
W ogóle na trzech wsiach Grodzkich renowacya Erekcyi (od. P. 9) przypuszczała gruntu plebańskiego morgów 2½, = „duos morgos et medium” [dwie
morgi i pół]; przy pomiarze atoli w r. 1854 pokazało się gruntów i łąk Grodzkich
Starych, Nowych i Szczepanowiątach, morgów 3, prętów 283.
Nadania temi gruntami Kościoła plebani kulescy na piśmie nie mieli, samo
przecie niezaprzeczone od wieków posiadanie było najlepszym dowodem. Ślad
jednak poświątnego na Grodzkich Nowych mam w Zgodzie kilku Grodzkich,
w r. 1582 w Ziemstwie Brańskiem zawartej, a pozywających się o zabranie
przedtem gruntu danego przez jedną stronę na poświątne (ob. Sum. I f. 7 i 2;
oraz adnotacyę p. Grodzkiego na extrakcie Erekcyi; Sum. II f. 3 i 13.) Strona
pozywana dała na poświątne grunt cudzy: a przekonana, stronie pokrzywdzonej
daje w zamian dwa kawałki „duas portiones alias [dwie części inaczej] kliny”.
Renowacya Erekcyi niewyrozumiawszy aktu, błędnie wskazówkę tych dzialików „unum in struga (…) penes granitiem Litewska (…) alterum vero penes
grnitiem Miziołkowska” [jeden przy strudze (…) przy granicy Litewska (…).
druga zaś przy granicy Miziołkowska (ob. p. 9 ad fn.) jakoby to było poświątne
(należące do Kościoła) w text wciągnęła.
85
2. Cztery włoki gruntu miary zwyczajnej po 30 morgów, na których stał
już pierwszy kościoł i zabudowania plebańskie, oddali na własność kościoła,
jeszcze przed spisaniem Erekcyi, „ex communitate indivisa” [ze wspólnoty niepodzielonej], t.j. z gruntów niepodzielonych, ośmiu bracia stryjeczni Kursztakowie,
dziedzice na Rokitnicy. W r. 1493 przy spisywaniu Erekcyi po formie, włoki
te 4 wyrażono, i jeszcze ciż sami kolatorowie, z jednej strony urodzeni Maciej,
Grzegorz, Andrzej i Jakób, krom tamtych jedną; z drugiej zaś strony Wojciech, Dobrosław, Mikołaj, Michał, drugą włókę, z dóbr swoich wieczyście już
rozdzielonych, dodali temuż kościołowi, ze wszystkiemi i wszelakimi użytki.
A to w porozumieniu się ze swymi parafanami t.j. Stanisławem z Gołaszow
Puszczy (de Deserto), Janem i Stanisławem z Uszyńskich, Maciejem z Dębu,
Marcinem i Wojciechem z Mościch, Janem i Andrzejem z Bików (Czarnowa:
tych braciach ob. „Herbarz” Kapicy str. 62), Wojciechem, Mikołajem, Maciejem,
Marcinem z Kalinowa, Wojciechem z Grodzkich (ob. Erekcyą p. 5 i6; Sum.
I f. 4; II f. 1, 2, 256 i 264; „Herbarz” Kapicy str. 196) Ograniczenie, i to tylko
owych 4 włok, i tylko od wschodu i południa, jest w Erekcyi (ob. p. 7) w formie
postskryptu, w tych słowach: „Isti quatuor mansi in quibus est Eccelsia fundata
extendunt se in longitudine et latitudine a torrente ad lapidem magnum, qui jacet retro Ecclesiam, a lapide vero recte per viam usque ad granitier Czarnowska”
[te 4 włóki, na których został wybudowany kościół rozpościerają się na długość i na
szerokość od potoku do wielkiego kamienia, który leży z tyłu kościoła, od kamienia
zaś prosto przez drogę aż do granicy Czarnowska] w Extrakcie zaś na pargaminie spisanym przez p. Pawła Grodzkiego „Czarnowske”. Innych stron, tych 4
włok, nieokreślono; owych zaś dwóch dodatkowych, nawet ubikacyi dokładniej
niewyrażono, powiedziano tylko „liberos et mensuratos (…) inter alios mansos”
[wolne i wymierzone (…) pomiędzy innymi włókami], to znaczy gdzieś między
ich gruntami. Z dalszych sukcesów dowiemy (domyślamy) się, że dane były i te
2 włoki (gdzieś za strugą, na tak dziś zwanym pieprzu.)
Mizerne to uposażenie! Grunta piaszczyste, podówczas przez wypalenie (czego dowodem odkopywane na spodzie węgle) potem przez cztery
wieki krescencyą i dziesięciną całej parafi mierzwione, a ledwie dziś warstwą
żyznej ziemi nakryte; reszta gaj i zarośle, wówczas prawie bezkorzystne. Co
do obszaru, także przestrzeń to niewielka, bo lubo Erekcya zowie te włoki
morgowanemi t.j. wymierzonemi po 30 morgów, to jednak w rzeczy samej
tak nie było. Owi kolatorowie, wprawdzie dziedzice z Rokitnicy (Haeredes de
Rokitnica) ich grunta niby to folwarki „praedia”, ale bydełko wspólnie pasali,

86
i księdzu pozwalają swoją trzódkę „ad (trudne do odczytania)”. Więc nie byli to
panowie odrębnych (obszernych) folwarków, ale już drobniejąca szlachta, rozrodzeni potomkowie owego to Jakóba Kuleszy (ob. „Herbarz” Kapicy str. 196 i 7)
Kursztakiem (zapewne dla kulejących nóg, bo do dziś w okolicy takie tu tego
wyrazu znaczenie) przezwanego, którzy się rozgnieździli, jak niżej zobaczymy
widocznie, na Litewce, Podlipnem, Podawcach i Wyknie.
Jako drobniejąca czy drobna szlachta, skorzy do obietnic, ale w ich dotrzymaniu nie łatwi, zwykłym sobie obyczajem przechwałki, i owe 4 włok, i potem
2, pomimo że miały być morgowane, liczyli na pamięć, biorąc je, jako to do
dziś w tej okolicy ma miejsce, za znaczne kawały gruntu, łany, „płosy”, jak tu
i wówczas w innych dokumentach je zwano (ob. wyżej str. (puste miejsce); Sum
I f. 15; II f. 29 „płosą, którą nazywali włoką”.) W samej Erekcyi w ich myśl wyrażenie ogólnikowe „in tribus campis (…) per unum mansum” [na 3 polach (…)
przez / na jednej włóce], takiego rozumienia dowodem. Gdybyż przynajmniej to,
co dali, raz na zawsze przy kościele zostało: ale oni, tę przestrzeń piaszczystej
ziemi, jaką ich przodek po Jadźwingach zajął i na jakiej aż dotąd niepodzielnie
żyli, właśnie w tej dobie poczęli drobić, coraz się nią dzielić.
W Erekcyi piszą, że 4 włoki Kościołowi nadali z generalności niedzielnej,
„ex communitate indivisa” [ze wpólnoty niepodzielonej]; 2 zaś dać mają „divisim”
[podzielone] każda strona od siebie, „inter nos fratres divisos” [pomiędzy nas braci
podzielone]: a nie byle jako „divisos” [podzielone], bo wyżej powiedziano „post divisionem factam sempiternam” [po uczynionym podziale na zawsze]. Krótka atoli
była ta dywizya acz sempiterna [wieczna], gdy we trzy lata, bo w r. 1497 znowu
się dzielą i znowu zapisem „perpetuae divisionis” [nieustające podziały] (ob. Sum.
I f. 15; II f. 28) wieczyście. Naturalnie przy takich podziałach, szarpaninach,
i pierwotne nadania kościelne, zwłaszcza, że może jeszcze i księdza stale tu
rezydującego nie było, panowie kolatorowie, co w samej Erekcyi parafan zowią
swoimi „cum suis parochianis” [ze swoimi parafanami], co kościół nazywali nasz
(ob. Sum. I f. 29; II f. 54); grunta kościelne to nasze (ob. Inkwizyc. f. 1: w Sum.
II f. 150): coraz ztąd i zowąd kawałami rwali.
Bóg zdarzył, że w lat sto, jeden z tych samych Kursztaków, Kulesza, alias
Rokitnicki, bo dziedzic na 17 zagonach siedliska w Rokitnicy, Stanisław ksiądz,
został proboszczem w tych tu Kuleszach Kościelnych. Dobrze świadomy rzeczy
i energiczny, około r. 1598 wziął się do panów braci kollatorów. Litwę, Litewkę, Podawce, Podlipne, Wykno i Rokitnice, zapozwał przed Sądy Ziemskie
Bielskie o pograbienie gruntów poświątnego: więc pretendował na tysiąc kop
87
groszy polskich krzywdy, i drugie tyle straconych korzyści. Domagał się tedy,
ażeby panowie kolatorowie z wsi pomienionych Fundationem revifcatorialem
literalem [Przywilej ustanowiony pisemnym dokumentem] zrobili, t.j. wymierzyli
mu na nowo do probostwa włok 4 +2.
Sądy naznaczyły kondescensyą t.j. zjazd na grunt, którego dopełnił
podkomorzy Jakób Falkowski, który z swej wizyi, zdał taką relacyę: „Naprzod
Kursztakowie według funduszu ukazali znaki stare od strugi Rokitnicy do kamienia, który leży wedle kościoła na rynku, a od kamienia przez drogę aż do
granicy Czarnowskich, tam czterdzieści i ośm morgów jest, na którym gruncie
kościół jest z plebanią i inszemi przyległościami, czego probował pan Gierałt
miernik. Powiadają ci Kursztakowie, iż my pro parte sua czyniąc dosyć funduszowi od tych starych znaków, puszczamy ten grunt, co się jedno znajdzie
więcej. Ale panowie Litwianie z Podlipnemi i z Podawcami niech wymierzają
ostatek, co wzięli podle tegoż poświątnego i podzielili między się: jakoż i znaki
nowe xiądz pleban pokazował i dowiodł tego zapisem perpetuae divisionis anni
1497, z którego się to pokazuje, że uczyniwszy między sobą wieczny dział, we
trzy lata po fondowaniu kościoła wzięli połowicę poświątnego do swej dzielnicy
i okupowali. A w polu ukazali płosę, którą nazywali włąką, od granicy Szczęsnowskiej do rzeczki Rokitnica, której pan Gierałt namieszał siedm morgów.
A Litwianie pokazali za strugą Rokitnicą przy poświątnym i grodzi plebańskiej
morgów ośm, jako pan Gierałt probował, a to ad rationem [do rachunku] dwu
włok polnych, wedle fonuszu kościołowi nadanych: powiadając, iż ten grunt, na
którym kościół jest, ex communi fundo omnium haeredum et praedecessorum
[ze wspólnoty wszystkich spadkobierców i posiadaczy majątków] dany. Jako
antecessor od Plebana to trzymał my nic nie odymowali ani okkupowali. Także
też Podlipny ukazali za wsią Podlipnych trochę grontu morgów trzy citra vel
ultra [w pobliżu albo dalej], mówiąc, że Antecessorowie Aktorowi (t.j. X. Rokitnickiego) przestawali na tym a nas nie pozywali i nie odymowaliśmy nic tego,
czego przodkowie nasi podali.
Aktor xiądz pleban, dowodząc tego funduszem, co kościołowi nadali
przodkowie pozwanych, upomniał się, aby mu wymierzali włok cztery od tych
znaków położonych, które sobie strony obiedwie przyznali być pewne i prawdziwe, i to, co odjęli Podlipy, Podawce i Litwianie, aby mu domierzyli: i pozwani
toż mówili, co wyżej „Haec ita vidisse et audisse praefatus camerarius recognovit, suaque personali relatione fassus est” [To zaś przełożony rozpoznał, że wyżej
wspomniane widział i słyszał i osobiście tę relację opowiedział]. Sąd wysłuchawszy

88
tego sprawozdania nie poprzestał na niem, ale nakazał powtórną na grunt kondescensyą, temuż podkomorzemu Falkowskiemu, z panem Kalixtym Wyszeńskim vice-notaryuszem Ziemskim Bielskim, a to na termin t.j. na czwartek po
Ś. Mikołaju w tym samym 1598 r. kazano im przekonać się „scorsim” oddzielnie,
czy owe 4 włoki „in sua circumferentia in provilegio fundationis Ecclesiae descripta immutati et integri sunt” [przyległe / leżące obok w przywileju założenia
Kościoła zapisane zostały zmienione i zintegrowane] i „scorsim” oddzielnie, czy
owe 2 włoki w Erekcyi obiecane, są wymierzone „morgati” (ob. Sum I f. 12-16;
II f. 21-32.)
Stało się snać dosyć temu rozporządzeniu, bo w r. 1600 przed Ś. Wojciechem w poniedziałek, Sąd Grodzki Brański, w skutek wyroku i Trybunalskiego,
i tegoż samego Sądu z r. 1599 w piątek po Niepokalanem Poczęciu N.M.P.
wydanego, skazał dziedziców Podawc na oddanie zajętych gruntów wobec woźnego Walentego Mieczańskiego. Lecz X. Rokitnicki nie mogąc go sprowadzić,
prosił o naznaczenie mu innego woźnego Abrahama Górka (Górki), przed
którym ciż Podawczanie mieli je zwrócić, pod karą tysiąca kop groszy polskich
i tyleż przezysków.
Jakoż Podawce dali kościołowi czy tylko oddali „fundum Terrae sanctuarii et
haereditatis villae Rokitnica (a więc oczywiście byli to potomkowie tegoż gniazda
Kursztaków Rokitnickich) consisti (= consistentem) a fuvio Rokitnica ad transversa recta a metta sanctuarii Podlipnych ad mettam sive granitiem Litwa Nova
(= Litewka dicta most, inter alia sanctuaria jacentem, reservando sibi liberum
transitum son – (wyraz nieczytelny) viam per praefatum fundum tendentem ”
[Kawał ziemi na potrzeby Kościoła, dziedzice wsi Rokitnica, która była położona od
rzeki Rokitnica ukośnie / w poprzek do granic ziem należących do kościoła Podlipnych
aż do granic Litwa Nowa. Pomiędzy inne ziemie należące do kościoła zachowano
wolne przejście, ale nie drogą niepewną]: z czego ich X. Rokitnicki we wtorek po
niedzieli Conductus Parchae 1603r. w Brańsku kwitował: (ob. Sum. I f. 23; II f.
44.) pod karą na recessanta 14 grzywien (marek) groszy polskich. Podobnież Rokitnica, Litwa i Podlipne, skutkiem dekretów Sądowych, odjęte kościołowi grunta
rekompensowali, z czego niejaki Grzebień Jakób woźny, w r. 1600 w poniedziałek
przed Ś. Mateuszem, przed Urzędem Grodzkim Brańskim złożył relacją w tych
słowach: „Iż według dekretu urzędu Grodzkiego Noworoczek Skargowych w poniedziałek w dzień przed Ś. Jakóbem Apostołem blisko przeszły (więc 1599 r.)
odprawionych, między X. Stanisławem Rokitnickim plebanem kuleskim Aktorem, a szlachetnemi (NN. ob. Sum. I f. 19 i n.; II f. 37)… z Kulesz Rokitnicy,
89
Litwy i Podlipnych, ze wszystkiemi cześnikami, uczynionego w sprawie o odjęcie
gruntu kościołowi kuleskiemu należącego, zstępował (ów Grzebień) dnia w dekrecie naznaczonego do Kuleszow Podlipnych z strony interesie ich do czterech włok morgowanych: tedy Podlipcy wedle doliny rzecznej Grąbka morgów
piętnaście tylko wymierzali, potym i z doliną Grąbką cum alneto, torrente, ac
prato [z gajem olchowym, potokiem, i z łąką] między granicką (sic) podawceńską,
na której kamień leżący na stecce Miziołkowskiej, u strumienia i między gościńcem Łomzieńskim versus granitiem [w kierunku granicy] Czarnowska. A strony
polnej włoki, morgowanej, ku dawnemu gruntowi za rzecką Rokitnicą za wsią
Polipnemi nie domierzyli pięciu morgów wedle dekretu, non in toto satisfecerunt sed in parte [nie w całości wymierzyli dosł. wykonali, ale w części]: ze drugich
piętnastu morgów wymierzyć nie chcieli. A Litwianie Nowa i Stara wieś, ode
wsi Podlipnych za rzecką Rokitnicą, po drogę do mostu bieżącą do rzecki cum
rippa, prato et alneto [z rzeką, łąką, gajem olchowym], co należy do włoki polnej
morgowanej, wymierzyli piętnaście morgów versus [w kierunku] most. A co należy do czterych włok morgowanych, na których kościół fundowany i lokowany,
Litwianie Starawieś pro interesse suo [znajduje się pomiędzy] piętnaście morgów
w Dołkoszewiznie od rzecki Rokitnice cum rippa, prato et alneto [z rzeką, łąką,
gajem olchowym], za drogę Miziołkowską ku łosiowemu smugowi, inter granities
[pomiędzy granicami] Wykieńska. Miziołkowska et inter mettas [i pomiędzy granicami] Nowa Litwa wymierzyli; a Litwianie dicti [nazywani] Nowa Wieś, penes
eosdem [w obecności tych samych], takie piętnaście morgów pro suo interesse, co
należy do czterych włok morgowanych od pieczyska od brodu, mostu przez górę
po drogę Wykieńską, inter mettas sive granities Starejwsi Litwian et podaceńska
wymierzyli” = „quae Actor ab eis suscepit” [pomiędzy kamieniem granicznym albo
granicami Starej Wsi=które Autor od nich przyjął].
Tak więc w skutek procesu naprzód do probostwa gruntów odmierzono:
Od Kursztaków z Rokitnicy gruntu, na którym i kościoł stoi, morgów 48.
Ciż sami w polu ukazali płosę od granicy Szczęsnowskiej, morgów 7.
Litwianie pokazali za strugę przy grodzi plebańskiej, (puste miejsce) morgów 8.
Podlipny, za wsią Podlipnych ……………….………………………. morgów 3+-
66.
Ale się X. Rokitnicki ten nie kontentował: więc następnie Podawce dali grunt
od strugi do przeciwległej drogi, od poświątnego Podlipnych, do granicy Litewki – morgów… nie wiadomo, ile?

90
Podlipcy dali Grąbkę (dziś zwaną Grobką) morgów ……………..…… morgów 15.
Litwa: Litewka, za strugą odnosi Podlipnych po drogę do mostu bieżącą, morgów 15.
Ciż Litwianie Starawieś w Dołkoszewiznie …………………………..…. morgów 15.
Ciż Litwianie Nowawieś od pieczyska, od brodu, mostu ……………….. morgów 15.
60 i to,
co bez pomiaru dali Podawce.
Razem tedy głównego terrytoryum z attynencyą na Wyknie i na Podlipnem, wedle tych danych, probostwo kuleskie miało morgów 126 i to, co
bez pomiaru dali Podawce. Przypuśćmy, że Podawce dali też około morgów
15: byłoby w ogólności morgów 141, czyli włók 4 morgów 2115.
Z tych swarów i pomiarów tego się tylko na pewno dowiadujemy, że:
4 włoki liczyły z tej strony, od dzisiejszego gościnca aż ku Łosiowemu smugowi; 2 zaś
polne „in campis” [na polach], to dzisiejszy Pieprz po prawej stronie strugi (ob. Sum.
I f. 23; II f. 44 i 145); trzy morgi na Podlipnem (dziś prawie przed karczmą Jośkową),
i owa płosa „w polu” od granicy Szczęsnowskiej (ob. Sum. I f. 15 i 21; II f. 29 i 40.)
Tym sposobem wyrażenie Erekcyi „in tribus Campis habere per unum
mansum amonae, bladis et angoris” = w trzech polach po włoce oziminy, jarzyny i ugoru, literalniejszem się zdaje. Druga rzecz z tych wymiarów widoczna,
o czemeśmy wyżej namienili, że w Litwie, Litewce, Podawcach, Podlipnem
i Wyknie, rozgnieździli się ci sami Kursztakowie, których przodkowie, pisząc
się dziedzicami z Rokitnicy, a o swoich sadybach na Litwie, Podlipnem, Podawcach (snać po Erekcyi powstałych) i Wyknie najmniejszej wzmianki nie
czyniąc, Kościół tutejszy uposażali. Inaczej bowiem w pokoleniach następnych
mieszkańcy tych wiosek, nie mieliby żadnego tytułu zwać się kolatorami:
a dzialiki i powłoczki przez nich domierzane, tłumaczą dowodnie tę plątaninę
pól Podawc, Podlipnego, Litewki i Litwy. Właśnie w tym samym porządku,
czyli kolei leżą do dziś ich pola, jak szły dzialiki piętnastomorgowe.
Dokładne rozpatrzenie się po papierach i miejscowości taką nam uwagę
ku zanotowaniu nasuwa. Szlachta tutejsza za przykładem sąsiednich Sokoł
(r. 1471) prawie w tym samym, co tam roku, postawiła kościół: chcieli mieć
i księdza, lecz byle jako uposażonego. W lat przeszło dwadzieścia, bo w r. 1493
wizytujący obszar swej dyecezyi biskup, nawiedził też w Jabłoni, Jabłonce i Kuleszach nowopowznoszone a nieuposażone kościoły.
15 Wedle pomiaru z r. 1853/4 probostwo tutejsze na samych Kuleszach Kościelnych (z Podlipnem,
Pieprzem: Kursztakami) miało morgów 132 prętów 179, czyli włók 4, morgów 12, prętów 179.
91
Notaryusz biskupi Wojciech de Wągrowice (czy de Wągrowiec) przechwałki gardłującej szlachty wziął dokumentnie na piórko, dokładnie naznaczył, więc
X. Rokitnickiemu było na rękę z pisma a raczej zapisu ich przodków (bo tamci
i pisać nie umieli, gdy tylko pieczęć wspólną przyłożyli) exekwować sukcessorów. Mierzono, przekonywano, coś niby dano, dodano, ale nie tyle, ile obiecano.
Nie było też szlachetności u tej szlachty. Litwa i Litewka np., istne rusiny: co
dziś dali, jutro odbierali. W r. 1600 domierzyli probostwu owe półwłoczki: a już
w r. 1603 we czwartek po Ś. Marcinie skarży się na nich przed Ziemstwem
Bielskim X. Rokitnicki, że „quia ipsi uti rebelles pecoribus pecundibusque ipsi
siliginem et pratum penes granitiem Wykeńska in Dałkowszczyzna a fuvio
Rokitnica pront se extendit depabularunt et in nihilum converterunt”: [ponieważ sami korzystali jako buntownicy, sami karmili – wypasali zwierzęta i bydło,
i powiększyli łąkę aż do Wykeńska in Dałkowszyzna od rzeki Rokitnica w swoim
kierunku i na nic nie zważali] na trzydzieści grzywien krzywdy i tyleś przezysków na Litwę wkłada.
Tym samym aktem na Litewkę „quia ipsi possederunt et occuparunt
pratum cum alneto a rippa agrum sanctuarii scilicet a pieczysko sive a most
versus Dołkoszewizna et a fuvio Rokitnica ad viam ducentem ad Łosiowy
smug a most”: [ponieważ sami posiadali i zajmowali łąkę z gajem olchowym od
brzegu pola należącego do Kościoła rozumie się – to jest od pieczysko albo od mostu
w kierunku Dołkszewizny i od rzeki Rokitnica aż do drogi prowadzącej do Łosiowy
smug w kierunku mostu] na tysiąc złp. szkody i przezysków. Jeszcze pod tymże
aktem: także na Litewkę: „quia ipsi exciderunt iteratis vicibus gajum alneaticum multarum et immunerabilium arborum in Dołkowszczyzna penes metam
Wykieńska versus most sive pieczysko a fuvio Rokitnica pront se extendit, et
in nihilum redegerunt (wyraz nieczytelny)” [ponieważ sami wycięli gaj olchowy
z licznymi drzewami, i nie do policzenia drzewami w D. przy granicy W. w kierunku mostu albo pieczyska od rzeki Rokitnica w swoim kierunku powiększył i odrzucili
oskarżenie o zniszenie] na trzysta grzywien (marek) groszy polskich szkody (ob.
Sum. I f. 10 i 11; II f. 19-21.) Sądzono tę sprawę w Ziemstwie w Brańskim,
i Trybunale Lubelskim, w piątek po niedzieli Jubilata 1606 r. (ob. Sum. I f.
18; II 35), ale bez skutku; kazano bowiem pierwiej podkomorzemu z woźnym
zrobić oględziny.
Jakoż na temże Trybunał w piątek nazajutrz po Ś. Wicie (= 16 czerwca)
tegoż 1606 r. przyszła ta sama sprawa powtóre. Podkomorzy zaopiniował, że
ksiądz jako uczony, z sześciu świadkami powinien przysiądz, że na mocy praw

92
gaj ten był należny probostwu (ob. Sum. I f. 22; II f. 43.) Miałci X. Rokitnicki za sobą dowód prawny a świeży, bo nawet z vidymusu owego Grzebienia
w skardze dosłownie cytowany (ob. wyżej p. 163 i 4), ale snać osobiście po sądach nierad był świecić, gdy zań widzimy stawiających plenipotentów Marcina
Faszcza (Sum. I f. 18; f. 14 Faszczewskim zwanego), w tym zaś tu razie Jerzego
Wojsławskiego. Co potem zaszło, nie wiemy: mamy jeno w renowacyi Erekcyi
na str. 7 adnotacyę z Akt Ziemskich Brańskich w poniedziałek po Ś. Michale
1607 r., gdzie woźny Mikołaj Dzierżek świadczy, iż pomienieni tam Litwianie
z gruntu plebańskiego ustąpili i oddali: „videlicet pratum cum alneto, videlicet
a Wygon ad agrum sanctuarii, et a fuvio Rokitnica usque ad viam ducentem
ad Łosiowy smug” [mianowicie łąkę z gajem olchowym, mianowicie od wygonu do
pól kościelnych, i od rzeki Rokitnica aż do drogi prowadzącej do Łosiowy smug].
Litewka tymczasem przez wieki z tutejszymi proboszczami o tę attynencyą (na pamięć na 6 morgów liczoną) processowała się, że wspomnimy za
X. Zufikowskiego w r. 1703 (ob. Proces. I), Zawadzkiego, Koćmierowskiego
i Wareckiego. X. Zawadzki po 15 dukatów w złocie naraz posyłał patronowi
na poparcie tej sprawy (ob. Vol. Proces. Z Litewką.) W r. 1854 przy pomiarze
przez Zaleskiego, przeciwko Litewce aż siły zbrojnej użyć musiano. Nawet, gdy
w skutek ukazu grunta proboszczowskie rozdawano, Litewka z Księżowizny
ów sporny wygon (morgów 4 prętów 165) ukręcić potrafła i dla uprawnienia
rowem oddzieliła.
W lat kilkanaście Wilhelm Faszczewski z Dobków przez zemstę za inne
krzywdy Dobkowianom przez Litewkę wzadane wniosł to do sądu w Sokołach,
ale że dowieść nie musiał, sprawa runęła z korzyścią Litewki. I myć jej dziś podnosić nie myślim: służy to jednak za niezłomny dowód, jak kolatorowie tutejsi
uparcie i nieszlachetnie z plebanami swymi wychodzili. Od strony Litewki tedy
granica gruntów plebańskich acz na papierze pewna, w praktyce zawsze była
kwestyonowana.
W rodzaju uwagi i objaśnienia miejscowości to dodajemy: że choć w owym
czasie, t.j. przy końcu w. XVI a na początku XVII, grunta orne i łąki (ob. wyżej
p. 161 „grodź plebańska”) i zarośla, i gaje były jakby dziś, to przecie gościniec
Łomżyński (Surasko-Łomżyński) szedł z przeddzisiejszej karczmy żydowskiej
na Podlipnem Wyłudy, poza młynem i tak dziś zwanym Pieprzem przez górę
do mostu. Z tradycyi to wiemy, że jak Kuleszki pod Kobylinem aż do dziś
nie mają przed dworem mostu, a to dlatego że w owych niespokojnych czasach brak mostu był zasłoną, przynajmniej chwilowo, przed nieprzycielem, tak
93
i w pokrewnych (ob. „Herbarz” Kapicy str. 178 i 183) im Kuleszach, gościńca
i mostu przed dworem mieć sobie nie życzono: szła jeno tędy, jak dziś gościniec,
droga Podlipińska. Ślad dawnego gościńca (czyli drogi, bo ją Podawce w r. 1603
nazywają via=droga; lubo indziej współcześnie gościńcem Łomzieńskim zwany
podziśdzień widoczny, lecz choć tu bywał most (ob. Sum. II f. 11, 21; II f. 20,
40 i 44), od którego nawet Litewką Litwa most (ob. Sum. I f.23; II. 146.)
nazywano, to przecie grobli nie było. Grobla bowiem w gaju, przy dzisiejszem
rozgraniczeniu terrytoryum plebańskiego od szkolnego, jest zbudowana przez
Antoniego Perzanowskiego szwagra X. Wareckiego około r. 1860, wyłącznie
ku wygodzie probostwa na Pieprz. Most i groblę dzisiejszą „przed dworem”,
widzimy tu dopiero w r. 1798; przedtem jeżdżono tędy wbrod (ob. Sum. II
f. 193 i 1971. Powtóre: „Kamień leżący (w owe czasy) a stecce (bo droga szła
naokoło góry ku strudze) Miziołkowskiej u strumienia”, po dziś dzień z lewej
strony jadąc do Niziołk, przy później przekopanej przez górę drodze, leży.
Trudniej nam będzie wywieźć historycznie ścianę poświątnego od strony
dwora Kursztaków. W Erekcyi (ob. p. 7) jest wprawdzie, jakośmy już rzekli,
w formie postskryptu, odgraniczenie poświątnego z tej strony w tych słowach:
„Isti quatuor mansi, in quibus est Ecclesia fundata, extendunt se in longitudine
et latitudine a torrente ad lapidem magnum, qui jacet retro Ecclesiam; a lapide vero recte per viam usque ad granities Ciarniowska” [te 4 włóki, na których
Kościół został zbudowany rozciągają się na długość i na szerokość od strumienia do
wielkiego kamienia, który leży za kościołem; od kamienia zaś prosto przez drogę aż
do granic Ciarniowska], napisano w Renowacyi Erekcyi, w extrakcie zaś pergaminowym Czarnowskie; w Summaryuszu (I f. 6) Czarnowska. Ta longitudo,
latitudo, torrens, lapis [długość, szerokość, strumyk/potok, kamień], a nade wszystko
granica Czarnowska, sprowadzają niejakie wątpliwości. Mniemaćby można, że
wzdłuż i wszerz rzucona miara, znaczy od strumyka, który także w r. 1600 (ob.
Sum. I f. 20; II. 39) torrens [strumyk] się zowie: a płynął, jak i dziś z wiosny
płynie, a potem się jeno sączy nim latem wyschnie, na Grobce, ku Niziołkom.
Ale oględziny z r. 1598 (ob. Sum. I f. 14 i 15; II. 28 i 29; ob. też wyżej p. 160
i n.) pokazujące, że ów torrens [strumyk] w Erekcyi to struga Rokitnica, że
kamień leżał „wedle kościoła (nie na cmentarzu, ale) na rynku”; „a od kamienia
(nie drogą, jakby się per viam tłómaczyć komu podobało, ale) przez drogę aż
do granicy (nie ku granicy, i nie Czarnowa, ale) Czarnowskich wyprowadzają
nas z powyższego mniemania, bo znaki te po stu latach obie strony przyznały
sobie za „pewne i prawdziwe”.

94
Struga płynie po dziś dzień; kamień, świadczył (ob. Inkwizyc. z r. 1798 f. 2)
stuletni starzec Mikołaj Leśniewski, że „wzięty (niebacznie) pod (drugi) kościoł,
który teraz przy kościele nowym leży” (ob. Proces. IV f. 8.) Lecz co się stało z granicą Czarnowa? Kiedy Czarnowo z byłem poświątnem nigdzie, by najmniejszą
krawędzią dziś nie graniczy. A jednak i Erekcya kładzie Ciarniowska, Czarnowskie,
czy Czarnowska (w zamiankach Kuleszów z r. 1588 także Czarnowska); i oględziny z r. 1598 widziały przed sobą granicę Czarnowskich; i X. Rokitnicki w r. 1623
ze swoją schedą ciągnął się z tej strony przy poświątnem „a fuviolo Rokitnica versus
granitiem Ciarnovo” [od strumyka w kierunku granic Ciarnowo].
To się inaczej wytłumaczyć nie da, jak tylko, że ów Jakób, protoplasta
Kursztaków, który się w r. 1441 pisał dziedzicem z Czarnowa, a w r. 1447
z Rokitnicy (ob. „Herbarz” Kapicy str. 196) był ten sam; że Kursztakowie z Rokitnicy, i owi dwaj bracia Jan i Andrzej z Bików (ob. tamże str. 61; 62 i 196),
którzy tu fgurują współfundatorami kościoła w Kuleszach (lubo ich w Erekcyi nie masz), byli tutejszych Kursztaków kolatorów bardzo blizcy krewni; że
więc, jako między takimi, i z tymi nasi Kursztakowie dzielili się a dzielili. Ztąd
i Czarnowo, raz granicą swoją przytykało Kulesz Rokitnicy, a potem Kursztaki
z Wykna, Podawc, Podlipnego i Litwy, w ich nadziały weszli. Dowodem takich
działów z Czarnowem są dokumenty u Czarnowskich w Czarnowie z r. 1531
i 154(czy 5)8: w których i kolej „dziedzin” tych wsi w działach wskazana. To
właśnie był sęk, który w sprawie probostwa z dworem zahaczał wszystkie subselia sądowe, aż do Senatu, a którego moi poprzednicy zgoła strącić nie umieli.
Pójdźmyż w wywodach dalej, ubikacya bowiem gruntów z tej strony poświątnego, i tytuł ich przynależności tutejszemu kościołowi z prawa własności
lub zastawu, wielce był naszym poprzednikiom potrzebny, a przecie jak należało,
nie znali ich. I my się tylko na jakich takich, ale danych, pozytywnych, opierać
będziemy. Twierdzimy naprzód, że zaraz przy Erekcyi kościoła, z tej strony przy
poświątnem, jak i z innych stron, przylegały grunta nieszerokie dworskie, ale
cząstkowe, szlacheckie płosy, szachownice: boć tych stryjecznych Kursztaków,
jako się już mówiło, podzielonych na Rokitnicy dziedziców, było aż ośmiu.
Właśnie z tych samych Kursztaków potomek, X. Rokitnicki, jak nam już
wiadomo, lat około 30 proboszcz kuleski, r. 1623 zapisał tutejszemu Kościołowi
część swoją dziedziczną 17 oziemków z siedliskiem i budynkiem, przyległe
poświątnemu, bo obok owczesnego cmentarza przykościelnego (ob. Erekcyę
p. 10§3: jeno r. 1622 mylnie; Sum. I f. 33; II. 59, 60, 115 i 119), ciągnące
się od strużki (za drogą ukośnie) ku (versus) granicy Czarnowa. Zatem jego
95
dziedzictwem od wschodu, leżały inne części szlacheckie, mianowicie 45
oziemków, które przed r. 1649 (ob. Proces. II; Inkwiz. f. 4.) trzymał p. Tomasz
Zaleski Komornik Bielski, mąż Anny Kuleszanki (Kursztakówny.) W r. 1653 te
same 45 oziemków, miane od Zaleskiego, przezastawił w złp. 60 niejaki Piotr
Osłowski (może Orłowski) Nikodemowi Laskowskiemu. Od tego Nikodema
dostały się snać bratu jego Walentemu Laskowskiemu, mężowi Agnieszki Kuleszanki, późniejszej Radwańskiej: to pokazuje fałszowany kwit przez Nikodema na rzecz p. Radwańskiej z r. 1670 (ob. Sum. I f. 47 – 49; II. 77.)
Tożsamość gruntu, t.j. jego pozycja i obszar, najlepiej tego dowodzą. Był
to ten ogrod z łąką i tu distinctive [różnie] ogrodem hortus zwany, który i dziś
leży od wschodu przed poświątnem, ograniczony z dwóch stron gościńcem
(wówczas drogą Podlipieńską), z czwartej zaś strugą. (Pierwotnie, miał to być
dział Kursztaków z Litewki: bo Wojciech Kulesza starzec 70 letni w Inkwizycyi
1690 r. powiada, że te: „Dobra, co należały nam Kuleszom z Litewki” (ob.
Inkwiz. f. 1; Sum. II f. 150); o czem też do dziś wie wioska Litewka, że to
z jej działów odwiecznych część. Wedle ich gadki, kamień duży, dziś w rogu
szpitala z napisem 1881 r. i cyfrą moją X.S.J. w roku tym samym przeze mnie
ze środka gościńca na rozstańkach przed kuźnią dworską wyjęty, mógł być niegdyś granicznym. Na samej krawędzi od wschodu zimowego, poza owemi 45
zagonami mógł być jakiś kawałek przy drodze dziedzicznej Kursztakowizny,
siedliskami (areae) zwany: bo i dziś po odliczeniu miernych zagonów 17+45=62
od poświątnego do gościńca, jeszcze się trocha przybrzeżna na siedlisko okroi,
pomimo że gościniec szerszy niż była droga (via villanea – droga wiejska): ale
mogło też nic z tej strony dworskiego nie być, bo są świadectwa (ob. Sum. II
f. 193 i 197), że aż do brodu (dzisiejszego mostu) na wylot do strugi (f. 203)
ogrod był plebański.
Na owych 17 zagonach po X. Rokitnickim, przy broździe wschodniej
(ob. Inkwiz. f. 5) „na tejże samej stronie od strugi” (…), „poniżej kościoła stał
Szpital” (ob. Inkwiz. f. 2), a jeszcze „niżej ku drodze Podlipińskiej, Gumna”
plebańskie. Szpital (za X. Zapartowicza i plebania sita ad orientem [położona na
wschód]) na 17, lecz gumna, to już chyba na 45, kiedy „ku drodze Podlipińskiej”.
Lecz jakimże sposobem proboszczowie kuleszcy przyszli do possessyi tych
45 zagonów? Oto p. Walenty Laskowski z małżonką Agnieszką Kuleszanką dnia
25 marca 1663r., zastawił je X. Zapartowiczowi w 85 złp. Było to, jak mówi
zastawa: „siedlisko t.j. ogród, który się poczyna od szpitala aż do drogi, którą do
kościoła od Podlipnych jeżdżą szerzyną, a dłużyną od tejże drogi aż do strugi,

96
wszystko jak się w sobie cale ma; potym w polu naprzeciwko tegoż ogroda za
drogą wedle gruntu poświątnego zagonów ozimych 45…” Zastawa ta oblatowana
w Grodzie Brańskim przez X. Zapartowicza w poniedziałek po niedzieli Cantate
[śpiewanej] 1665 r. (ob. Proces. I.) Wdowa po Walentym Laskowskim, secundo
voto Wojciechowa Radwańska, snać wielka procesowniczka, gdy na nią „wielkie trudności prawne następowały”, potrzebując pieniędzy, sprzedała temuż X.
Zapartowiczowi „z Kulesz Wykna z dóbr ojczystych onej” (bo była córką Pawła
Kuleszy Komornika, wnuką Sędziego Wojciecha, synowicą Felixa także Komornika, a więc stryjeczną siostrą Anny, żony Tomasza Zaleskiego), „piekarnię,
szpichlerzyk (który ksiądz u siebie postawił) na piwnicy, i dwie chałupie proste”.
X. Zapartowicz „dóbr tych zażywał” (ob. Sum. II f. 151; Inkwiz. f. 1); ale
gdy zmarł, państwo Radwańscy z panem Nikodemem Laskowskim (zapewne
bratem pierwszego męża) wzięli się na sztukę. P. Nikodem sfałszował, t.j. skomponował dla pani Radwańskiej pokwitowanie, niby to przez X. Zapartowicza
pod dniem 7 grudnia 1670 r. jej dane, z odbioru 70 (snać zapomnieli, że było
dano 85) złp., oraz pozwolenie zabrania, niby to też „zborgowanych (owych)
kilku budynków”. Pan Wojciech Radwański, mąż pani, takowe fałszywe pokwitowanie oblatował w Akta Zambrowskie d. 9 sierpnia 1671 r., a „originale
idem porrigens ad se recepit” [oryginalny dokument zachował dla siebie]. Aliści
p. Nikodem, redaktor zmyślonego pokwitowania, z jakichś tam przyczyn, czyli
naprawdę „conscientia ductus” [przyprowadzony do świadomości], przyznał się
do fałszerstwa i kwit takowy odwołał (ob. Sum. I f. 47-50; II. 77.)
Pokwitowanie było fałszywe, ale szczegóły z niego bierzemy za dowody, bo
te koniecznie musiały być prawdziwe. Wypada nam właśnie. że w skutek odwołania kwitu owego, budowle przez X. Zapartowicza od p. Radwańskiej kupione
i przeniesione, zostały na miejscu, a zaś zastawa gruntu wyżej pomienionego,
prawem spadku przeszła na Wojciecha Zapartowicza, który był synowcem X.
Andrzeja, więc naturalnym spadkobiercą po stryju. On to te same grunta t.j.
ogrod od drogi Podlipieńskiej (sic) do szpitala 45 oziemków i tyleż oziemków
naprzeciw tegoż ogroda w polu dnia 18 kwietnia 1674 r. (ob. Inkwiz. i Collect. f.
5), czy naprawdę za złp. 85 „Kościołowi Kuleskiemu i plebanowi Kościoła tegoż”
(X. Szymonowi Janowi Wnorowskiemu) przezastawił, obligując go, ażeby za te
„pieniądze kapa do Kościoła” była sprawiona. Przezastaw ten oblatowany w Akta
Zadworne w Brańsku feria 6 acta Dom. Rogationum t. 1674 r. tutejszemu przezastawił; czyli też jak się domyślać godzi, dla uniknienia sporów z p. Radwańską,
w tej summie sobie należnej, darmo takową zastawę spuścił.
97
A była jeszcze i inna tejże p. Laskowskiej wdowy po Walentym, późniejszej p. Radwańskiej u X. Zapartowicza zastawa. Oto pan Jan Kulesza Chorąży
Bielski testamentem z r. 1629 (ob. Sum. I f. 27-31; II. 51-58) zastawą, którą
miał na 300 złp. u Anny Kuleszanki córki Mikołaja Kursztaka Kuleszy (widocznie syna Sędziego Wojciecha, a brata Felixa i Pawła Komorników, więc
to także stryjeczna siostra p. Tomaszowej Zaleskiej) a żony Stefana Bucińskiego Komornika Z. B. zapisał Kuleskiemu Kościołowi z pewnemi obligacjami,
o których się powie, gdy będzie mowa o summach. Owoż X. Zapartowicz w r.
1665, odebrawszy z pomienionej zastawy od nabywców i posesorów majątku
Kursztaki, dając także na zastaw znanej nam Agnieszce Kuleszance, podówczas
wdowie po Walentym Laskowskim. Pani Laskowska, jak akt opiewa, miała te
Kursztaki także w zastawie od Piotra Osłowskiego, a ten miał je oryginalnie
od Anny Kuleszanki córki Felixa (Szczęsnego) a żony Tomasza Zaleskiego.
P. Laskowska księdzu Zapartowiczowi „ejusque succedaneis parochis” [i jego
następnym parafanom] (ob. Sum. II f. 48) naturalnie, boć te pieniądze były legatem kościelnym, w poniedziałek po niedzieli Cantate w powyższym 1665 r.
(a więc w tym samym dniu co oblata pierszej zastawy Cf. wyżej p. 174. Mógł X.
Zapartowicz jeden z tych aktów robić przez kogoś albo ten akt w nieobecności
spisany, podpisać.) przezastawiała owe Kursztaki, i tylko w połowie.
W akcie wprawdzie stoi: „bona sua omnia immobilia in haereditate Kulesze
Kursztaki consistentia” [wszystkie moje dobra nieruchome w spadku] (ob. Proces.
I.), ale to chyba niewłaściwie, bo jeszcze ojciec jej Paweł z Kulesz Kursztaków
ustąpił na Wykno. Te certa bona [te pewne dobra] (ob. Sum. II f. 48) były ogrody
z łąką etc. Przed owoczesnym dworkiem, a więc nie z tej, lecz z tamtej strony
drogi Podlipieńskiej, prawdziwe Kursztaki (ob. Inkwiz. f. 1 i 5.) Owszem, do
tego zastawu musiał należeć i dworek, w summaryuszu bowiem dokumentów
Zaleskich, oblig ten zanotowany: „bona sui omnia mobilia et immobilia in
Kulesze Kursztaki sita originaliter per Annam Zaleska Petro Orłowski, marito
Recognoscentis (t.j. Walentemu Laskowskiemu Cfr. wyżej p. 172) demissa in
summa 240 f. pol. invadiat_Altera simili portionae summae flii relicta” (ob.
Proces. II; Inkwiz. f. 5 i 6.) [wszystkie swoje dobra ruchome i nieruchome położone
w Kuleszach pierwotnie przez Annę Z. Piotrowi O. mężowi uznanemu zastawiła
na sumę 240 f. pol. Z drugiej strony podobny udział / kwotę pozostawiła dla syna].
Mamy tu więc jak na dłoni różnicę dwóch zastaw, które dla tożsamości
osób zastawiających i na zastaw dających, Zalescy skręcali na jedno. Pierwsza
zastawa: Walenty Laskowski z małżonką Agnieszką Kuleszanką d. 25 marca

98
1663r. zastawia 45 oziemków w ogrodzie i polu po 17 zagonach plebańskich
od wschodu położona, w złp. 85 X. Zapartowiczowi samemu (ob. Proces. I); zaś
druga zastawa: ta sama Agnieszka wdowa po Walentym Laskowskim w poniedziałek po niedzieli Cantate 1665 r. zastawia czy przezastawia połowę Kursztaków pod dworkiem (z tamtej strony drogi Podlipińskiej) w złp. 240 księdzu
Zapartowiczowi i następcom jego plebanom kuleskim; bo pieniądze były nie
prywatne X. Zapartowicza, ale funduszowe po Janie Kuleszy Chorążym. Powtarzamy, że Zalescy mierzeli to w jedno.
Z racyi tej zastawy spotykamy się po raz pierwszy z rodziną Zaleskich;
a z racyi przeszło dwustuletnich sporów, zajść i processów proboszczów kuleskich
z Zaleskimy, musimy się z tą rodziną dokładniej poznać. Poprzednicy nasi (jak X.
Koćmierowski) nieznając genealogii i chronologii Zaleskich grube błędy robili,
żywili np. p. Serwacego lat z górą sto, i jego horrenda(?) przed Prokuratoryą Królestwa rozpisywali. My wyzbierawszy z papierów wszystkie szczegóły rodziny tej
tyczące się, tu je ponotujemy. A co nam zaszkodzi, jeżeli sobie nawet, tak piękne
drzewo, czy przynajmniej ziółko, Zaleskich Paluchów wyrysujemy?
Zalescy, o których nam chodzi, pieczętowali się herbem Lubicz (ob.
„Herbarz” Kapicy str. 477.), a mieli majętność Zalesie Wyszonki, ich gniazdo rodowe, często w papierach tutejszych wspominane. W Księdze Metryk
i na papierach Czarnowskich jest nota, że Paluchami z przydomku ich zwano.
Wykres tablicy genealogicznej
99
Najpierwszy Tomasz syn Walentego, podkomorzy (Camerarius) Bielski: pojął
za żonę Anna Kuleszankę, córkę Szczęsnego (Felixa) także podkomorzego Z.
Bielskiego, a wnuczkę Wojciecha Kuleszy Sędziego Grodzkiego Brańskiego
(ob. Sum. II f. 213) dziedziczką na Rokitnicy.
Już ten p. Tomasz, mówi (w r. 1690) dziesiąty świadek, „niesłusznie się
(z księdzem) prawował” (ob. Sum. II f. 151): i choć znaczny urzędnik w Rzeczypospolitej nieszczególnie się spisał: w roku bowiem 1649 już się notuje
„civiliter mortuus” [publicznie zmarły]: to znaczy odsądzony od czci i wiary,
a fama niosła, że za jakowąś kompilację, t.j. podrobienie dokumenciku (ob.
Inkwiz. f. 4 i 6). Fizycznie umarł on przed rokiem 1661. Ci tedy małżonkowie
Zalescy Tomasz i Anna w r. 1649 zastawili swoje Kursztaki (t.j. Rokitnice +
dworek) w 800 złp. Piotrowi Osłowskiemu i jego żonie Elżbiecie (czy Helenie)
z Tuszewickich; a ci znów w r. 1653 przezastawili je takiejże summie 800 złp.
Walentemu Laskowskiemu i jego żonie Agnieszce z Kuleszów, córce Pawła
Kuleszy podkomorzego Z. Bielskiego (ob. Sum. II f. 78), która potem była
za Wojciechem Radwańskim (ob. tamże f. 48) Ta to Agnieszka Kuleszanka
owdowiawszy w r. 1665 zastawione Kursztaki, w połowie (musiało się jej z 800
złp. tylko tyle należeć) przezastawiła w złp. 240 X. Zapartowiczowi i jego następcom plebanom kuleskim (ob. wyżej p. 176.)
Niedługo, wszakże X. Zapartowicz dóbr, z tej drugiej zastawy, zażywał.
Niecnej pamięci Tomasz Zaleski zastawił godnego siebie następcę syna Józefa, którego tytułowano jakimś tam podstarościm czy podstarostą (ob. Sum. II
f. 149; Inkwiz. f. 1.) Owoż ten podstarosta, p. Józef Zaleski, żonaty najprzód
z Anną Gąsieską, potem zaś z Katarzyną Ołdakowską (która powtóre wyszła za
Leona Kulikowskiego) jeszcze księdza Zapartowicza jest wrogim oskarżycielem (ob. Sum. I f. 44; II f. 73) i jeszcze za niego, te drugie dobra (t.j. majętność
z grunta) zastawione nazywają je sobie „haereditaria” = dziedziczne, boć dlań
rzeczywiście były dziedzictwem po matce Annie, zabrał, nie zwróciwszy 240
złp., w jakowej summie były tutejszemu Kościołowi przezastawione.
W Konsystorzu Janowskim d. 11 marca 1670 r. zapadł nań wyrok, skazujący go na zwrot summy obligacyjnej i kosztów z procesu poniesionych. Ale p.
Józef zadosyć temu nie uczynił. Więc już powtóre Konsystorz Janowski dnia 25
września 1673r. na mocy poprzedniego dekretu swojego wykrętnej manifestacji
samegoż Zaleskiego w Grodzie Brańskim 1670 (czy 1672r.) w sobotę po święcie Nawiedzenia Najświetszej Maryi Panny wniesionej, a deklarującej tę summę plebanowi kuleskiemu odpłacić, skazał go na zwrot 240 złp. z dwuletnim

100
procentem (nie znaczonym), na dzień przyszłego Ś. Marcina w sądzie złożyć się
mającym. Pan Zaleski fluternie dekretu wysłuchał i akceptował, ale pieniędzy
w oznaczonym terminie nie oddał (ob. Sum. I f. 25; II f. 48.)
Ferowano nań za to dekret exkomuniki, lecz dekretu tego w papierach
miejscowych mamy tylko początek (ob. Sum. I f. 26; II f. 51), kontynuacyi nie
masz, być może z łaski pana brata (czyli ten tylko krewniaka, księdza Macieja,
późniejszego proboszcza w Kuleszach, któremu w każdym razie rzecz ta była
niemiłą. Błędnie w tym processie Zaleski Zalewskim pisan. P. Józef mocno
przyciśnięty dopiero w lat kilka summą tę 240 złp., w obec kilku kolatorów
w kwicie z 1679 r. w poniedziałek po Ś. Franciszku, wymienionych, X. Szymonowi Wnorowskiemu, owoczesnemu proboszczowi kuleskiemu, przecież oddał
(ob. Summaryusz Dokumentów Zaleskich, w papierach pp. Czarnowskich, Inkwiz. f. 6.) Tem samem byłby koniec tej sprawie, ale p. Józef łakoma bestya: „jak
Kursztaki otrzymał (około r. 1670, wnet) ogrod (księdzu) odjął” (ob. Sum. II f.
149; Inkwiz. f. 1.) t.j. zabrał nie tylko swoje Kursztaki poza dzisiejszym gościńcem od południa, lecz nawet część owych 45 zagonów od strugi (w ogrodzie,
nie w polu.) Był to początek gwałtów i napaści ze strony p. kollatora Zaleskiego,
na tutejsze dobra kościelne.
Nim te grabieże wytkniemy, obejrzymy grunta, o których ubikacyę i nomenklaturę tyle się od r. 1748-1862 spisano. Ogród od strugi po drogę Podlipieńską już znamy (ob. wyżej p. 172 i następna, oraz p. 174.) Przejdźmy wgórę
za drogą ku Wyknu. Gdzie dzisiaj karczma żydowska, szkółka, Dmochowski
i inne domy żydowskie, z pierwotnego nadania „ad lapidem magnum qui jacet
(jacebat) retro Ecclesiam” [do dużego kamienia, który leży (leżał) za kościołem]
było poświątne. Tu w r. 1598 wedle kościoła był rynek i na nim leżał ów wielki
kamień (ob. Sum. I f. 15; II f. 28.) Na dziesięć lat przedtem, bo w r. 1588
(ob. Inkwiz. f. 7) przy tym samym rynku kościelnym „apud Rynek”, pomiędzy
częścią Wardaszkowską i poświątnem ciągnęły się trzy zagony szlacheckie, więc
dworek w tym czasie obok księżego nic nie miał. W r. 1623, jak nieraz już
mówiliśmy, ciągnęło się obok poświątnego od strugi w ogrodzie do drogi Podlipieńskiej, a za drogą ku zachodowi, czyli granicom Czarnowa, 17 oziemków
księdza Rokitnickiego, zapisane Kościołowi. Obok tych, wyżej ku wschodowi
i południu, leżały pasem grunta szlacheckie, mianowicie od stojącego na nich
na górce w polu przed r. 1628 młyna (ob. Inkwiz. f. 3), na którym miał część
swoją i X. Rokitnicki, długo potem młynarskiemi zwane (ob. Sum. II f. 151.)
101
Była to część tych samych 45 zagonów, które się następnie za 85 złp. księdzu
Zapartowiczowi w zastawę dostały (ob. Proces. I.) Po nim w spadku jego synowcowi Wojciechowi, a od tego w r. 1674 przezastawione czy cedowane także
w 85 złp. Kościołowi kuleskiemu. Nie licząc tedy przestrzeni z pierwotnego
nadania po kamień, to już 17+45=62 zagonów: a więc X. Marcin Wnorowski
w r. 1798 (ob. Proces. vol. II.) niedokładnie rozumiał, gdy całej tej przestrzeni
tylko „zagonów wyżej 30-ści do miedzy dawnej” liczył. Chyba że miedza, którą
p. Serwacy Zaleski w r. 1784 (ob. Inkwiz. f. 6) kazał wyorać, dzieliła właściwe
plebańskie od 45 zagonów zastawnych.
Owoż te grunta młynarskie około r. 1680 nie 1690, jak moi poprzednicy
jeden za drugim twierdzili: (ob. Sum. II f. 150: gdzie w r. 1690, świadek siódmy
mówi „od lat dziesiąciu, (…)16 gwałtem zabrał Kościołowi” p. Józef Zaleski:
ob. Sum. II f. 149-152.) Właśnie, przypada to na ten czas, że skoro p. Józef
w r. 1679 złp. 240 na Kursztakach ciążące jakośmy wykazali wyżej (ob. p. 181)
zwrócił, wnet w r. 1680 swoje chciwe pretensye posunął dalej. Już pierwiej, jakośmy mówili, zagrabiwszy „siłą”, „część większą należącą do tych półwłoczków
w ogrodzie”, od strugi, postawił na nich karczmą i chałupę chłopu (ob. Sum. II
f. 150), a potem grunta młynarskie (także) gwałtem wgrodziwszy, postawił na
nich winnicę i browar”, t.j. gorzelnią wódki i piwowarnią. I tego mu nie było
dosyć. Chcąc księdza i z dalszych gruntów (dwoma półwłoczkami tu zwanych)
będących w części zastawą od Zapartowiczów, w części z zapisu X. Rokitnickiego, a w części z nadziału, i pierwotnego z 1493 r., i powtórnego 1598,
wyforować i wyzuć, rozpoczął z X. Szymonem Wnorowskim proces w Grodzie
i w Ziemstwie. Jakoż w r. 1689 (ob. Sum. II f. 175) w poniedziałek po Ś. Trójcy
w Sądzie Grodzkim Brańskim uzyskał podstępem zaoczną kondemnatę na
księdza Szymona.
Proboszcz za nadto był pewien swego: ufał, iż łatwiej bronić się z dworka
jak z worka, boć melior conditio possidentis [lepsze warunki posiadania]; a tymczasem w przedajnych sądach i z kręcielami jurystami, należało się zawczasu
mieć na lepszej baczności i ostrożności, bo ta kondemnata acz niesprawiedliwa,
ale (jeżeli była ferowana?) o ile tyle prawna, następnie stronę napadającą wielce uzuchwalała. X. Szymon, powtarzamy, pewien swego, w r. 1690 sprowadził
Kommisyę duchowną (ob. Sum. II f. 148.) Wydelegowany przez Konsystorz
16 Wielokropkiem oznaczono miejsca, w których tekst został pominięty lub Autor go nie wpisał, jeśli
był w źródle np. nieczytelny.

102
Janowski X. Bazyli Chalecki Dziekan Bielski, proboszcz sokołowski (kapłan
roztropny i zacny), wezwawszy obiedwie strony na dzień 3 lipca t.r. wyprowadził śledztwo na miejscu.
Dwunastu świadków ze wszech miar wiarogodnych, między którymi był
Jan Kulesza Zelka z Litewki starzec stuletni, zeznało pod przysięgą, że gruntów
tych, w ogrodzie i w polu w znacznej części plebanowi już gwałtem zabranych,
a w części jeszcze przecie w possesyi tegoż będących, poprzednicy proboszczowie spokojnie zażywali; że ojciec p. Józefa Tomasz, choć księdza „prawował”
(ob. Sum. II f. 151 chyba o co innego), ale dopiero p. Józef tak wiele księżego
pograbił i na więcej czyha. Po tych 12 świadkach, pisze Kommian: „Pluresque
erant ad deponenda testimonia, sed quoniam idem uno plane ore afrmabant,
satisfecisse duximus” [liczni chętni byli do odrzucenia zastawu – dokumentu, lecz
ponieważ to samo wyraźnie potwierdzili w jednej wypowiedzi, sprawiliśmy /
zdecydowaliśmy, że wypłacimy]. Na ostateczne dokończenie sprawy naznaczył
X. Chalecki obudwom stronom stawiennictwo w Konsystorzu Janowskim na
dzień 30 października tegoż 1690 r. I czy to w tym terminie, czy indziej, sprawa
usnęła.
Sami Zalescy piszą, że X. Wnorowski, niby to pod niebytność p. Józefa w Kuleszach, z gruntu i z budowisk w „kilkunastoletniej possessyi” (a więc
przyznają, że zagrabione) tego rabuśnika będących, wygnał i expulsyą uczynił
(ob. Sum. II f. 214.) Żeby się kto, kiedy z księdza nie gorszył, możemy objaśnić,
że expulsya ta injusti aggressoris [nieusprawiedliwiona agresja] była godziwą
i prawną. Robili tak w owe czasy nie tylko panowie świeccy, ale i biskupi nawet;
czemużby księdzu plebanowi pokrzywdzonemu po dowiedzeniu swej krzywdy
upomnieć się nie było wolno? Przecież i prawa tamtoczesne na to pozwalały.
Twierdząć dalej Zalescy, że p. Józef jakieś aż cztery kondemnaty o expulsyą
w Sądach Brańskich lat kilkanaście prawując się, otrzymał (ib. f. 215), ale tych
kondemnat nie produkują. Przerwanie procesu i possesyi składają tem, że p.
Józef w czasie processu umarł.
Nie umieli moi poprzednicy tego punktu podchwycić. P. Józef po tem śledztwie żył jeszcze lat około ośmiu, bo umarł dopiero w r. 1698. Widocznie czuł, że
przegra, bo słuszności nie miał: i dlatego gdy go X. Wnorowski bez względu na
owe później przytaczane kondemnaty, z zagrabionych gruntów i budowisk wygnał, to przecie wolał z gruntów ustąpić, ale w Konsystorzu do otworzenia rotułu
(rothulus) inkwizycyjnego stawić się nie chciał, gdy takowy dopiero jego synowi
103
Tomaszowi (drugiemu) pozwanemu na dzień 26 sierpnia 1722 r. (po latach 32)
miał być odpieczętowany (ob. Proces. vol. I; Sum. II f. 157.)
Umarł p. Józef, ale zostawił dwóch synów: Zygmunta i Tomasza urodzonego
w r. 1688, którego dla odróżnienia zwać będziemy drugim. Matka ich wdowa po
Józefe, Ołdakowska z domu, wyszła powtórnie już w r. 1699 za Leona Kulikowskiego, który, że człek rycerski, i pasierbów do wojaczki skłaniał. Jakoż Zygmunt
w młodym wieku w służbie żołnierskiej (w r. 1712 jeszcze żył) umarł na Wołyniu. Tomasz zaś Rotmistrz (Rotmagister) ożenił się w Bruszewie z Sokołowską
wdową, z domu Kanigowską, która po raz trzeci wyszła za Jana Kurpiewskiego
(ob. Sum. II f. 215 i 222) utrapionego pijanicę i awanturnika, który się X. Wojciechowi Wnorowskiemu, jakośmy namienili, porządnie dał we znaki.
Pan Tomasz (drugi), lubo Zalescy chcą go mieć zabawnego samą żołnierską, a przecie i powiększenia szczupłej majętności swojej (bo wedle Taryfy z r.
1672 ob. Sum. I f. 59; II 91, Kulesze Kursztaki tylko dwie włók miały) choćby
krzywdą kościelną za przykładem ojca i dziada nie zaniechał (ob. Sum. II f.
156.) Korzystając z łaski i niedbalstwa stryja dobrodzieja X. Macieja Zaleskiego
(proboszcza Kuleskiego od r. 1707-1719), „karczmą swą zabudował grunt kościelny”; a X. Zaleski mawiał: „swoja to rzecz to się milczy” (ob. Sum. II f. 203;
Inkwiz. f. 2.) Na siedlisku „młynowskiem” (ob. Proces. vol. I) za przykładem
ojca, coraz się z budowlami posuwał, że aż przeciwko temu protestował jakiś
Kasper Kulesza w r. 1712 (ob. Proces. vol. I.) I plebański „ogrod aż do brodu puł
drogę za pozwoleniem (stryja) kazał zaorać” (ob. Sum. II f. 197 i 200.) Gdy się
też wytoczyła sprawa o 4 snopki z morga dziesięciny, na równi z niekollatorami,
p. Tomasz, pomimo że nie jeden kęs chleba księżego połknął, był temu bardzo
przeciwny (ob. Sum. I f. 62 w r. 1721; Sum. II f. 96 i 99.) W r. 1722 w piątek po
Ś. Wicie (po 15 czerwca) skarga nań X. Wojciecha Wnorowskiego, że chłopa
na poświątnem mieszkającego, i jakąś babę żebraczkę pobił, a na proboszcza
obelgi miotał (ob. Proces. v. I.) Przy Renowacyi Erekcyi w tym samym 1722
r. 16 września (ob. Erekc. p. 4) p. Tomasz, zapewnie niemylnie podkomorzym
Bielskim tytułowany, grał także rolę ducha przeciwieństwa. Dostał też jakoś
„kalectwa z pojedynku” i prędko umarł (ob. Sum. II f. 215), zostawiwszy po
sobie podobnego sobie, syna Serwacego.
Pan Serwacy miał drugie imię Józef: matką jego była Konstancya z domu
Kanigowska; chrzcił go X. Wojciech Wnorowski dnia 13 maja 1721 r. Za małoletności pasierba wielce się dał we znaki X. Wojciechowi ojczym Zaleskiego
Kurpiewski (ob. niżej Dziesięcina) p. (puste miejsce). P. Serwacy dorosłszy pojął

104
za żonę Teoflę Tabęcką (zapewne Tabędzką). Skarbnik (Tesaurarius) Wizki,
indziej współcześnie Burgrabią Wizkim tytułowany; potem Sędzią Ciechanowskim (może Ciechanowieckim), potem Pisarzem Ziemskim Bielskim (ob.
Sum. II f. 119.) A był to istny satanas, zły duch, gorszy nawet od znanego nam
p. Florencyusza Smorczewskiego, przeciwnik proboszczów kuleskich. Pokąd
p. Serwacy nie odlazł od ziemi, a X. Wojciech Wnorowski tu proboszczował,
choć z awanturnym Kurpiewskim, było jeszcze półbiedy, ksiądz sobie radził.
Karczmę szlachecką t.j. dworską, która się kilkakroć paliła, a z którą się przodkowie p. Serwacego „coraz pod Kościoł przymykali” (ob. Sum. II f. 195), tak że
jeszcze w r. 1690 (ib. f. 151.) mówi świadek ósmy, iż karczma (przed dzierżawą
p. Józefa) nigdy „tak blizko kościoła nie stała”, X. Wojciech „kazał podciąć” (f.
195.) Sam zaś ku wygodzie, karczmę (f. 177) i kuźnię (f. 178) na tej włóce t.j. za
drogą, czyli dzisiejszym gościńcem, około r. 1733 (ob. f. 222) postawił (f. 220):
bo pierwej plebańskiej karczmy dogodnej nie było, jeno „w chałupie chłop piwo
szynkował” (ob. f. 226.)
Za X. Wojciecha prócz karczmy, browaru, studni i kuźni z izdebką, był tu
domek osobny dla kowala (ob. f. 177 i n.), a nadto szkoła parafalna (f. 197.)
Possessya więc księża na tem terrytoryum była najwidoczniejsza. Ale gdy X.
Wojciech 17 grudnia 1743 r. umarł, p. Serwacy choć mu było lat chyba tylko
22, posunął się jednak do takiego stopnia bezwstydu i szelmostwa (zuchwalstwa), iż umierającemu, czyli też już umarłemu księdzu z pod pachy dokumenty
jedne wydarł (ob. f. 197), drugie (porwawszy klucze od zakrystyana, gdy ksiądz
wikary był u chorego) ze skrzyń kościelnych zabrał (ob. f. 194 i 199.) O zgrozo! „sparłszy się na ołtarzu, w cyboryum”, przy ludziach, którzy to zeznają,
papierów szukał (ob. f. 198, 200 i 201.) Okrom papierów, zabrał ukradkiem
w nocy po księdzu wózek skarbny (ob. f. 198 i 200.) Wezwany o te bezprawia
wraz z innymi kollatorami złodziejami pozostałości po X. Wojciechu, przez
Konsystorz Janowski na dzień 28 lutego 1744 r. (ob. f. 164.) pan Serwacy miał
czoło twierdzić, że wziął niektóre rzeczy po zmarłym plebanie, lecz tylko do
sekowania (ob. f. 165.)
Rzucono klątwę papieską na niestawiących się rabusiów, pozbawiono ich
na ten raz prawa patronatu, a p. Serwacemu w przeciągu dwóch tygodni nakazano rzeczy pozabierane zwrócić, papiery w Konsystorzu złożyć i przysiądz, że
ich więcej nie wzioł (ob. f. 167.) Pan Serwacy, pomimo że świadkami, prawem
i własnem zeznaniem był przekonany, chciał appellować do Nuncyatury, ale tę
appellacyę, jako niegodną, odrzucono.
105
Po tej aferze przez lat cztery blizko nie przyszło do ważniejszego zajścia
pomiędzy plebanem kuleskim a p. Serwacym Zaleskim: lubo w późniejszych
skargach powoływano się nieraz (ob. f. 168, 183, 185, 188), że p. Serwacy i poprzednikom i teraźniejszemu plebanowi (X. Marcinowi Wnorowskiemu) coraz
to inne przykrości wyrządzał. P. Serwacy jak i jego przodkowie, zawsze się
trzymał tej żydowskiej polityki, że księdza krzywdził, a wniebogłosy krzyczał,
że go ksiądz krzywdzi: darł worek a kwiczał.
Jakoż w r. 1747 w poniedziałek po Ś. Pietrze w Okowach, w urzędzie zambrowskim pokazywał policzki pobite i palce pokaleczone, jakoby z łaski X. Szymona Zaleskiego. P. Serwacy w odwet przed odpustem Przemienienia Pańskiego
„z kupą swoich chłopów (z Zalesia) przyjechał”, „a nazajautrz księdzu plebanowi
uczynił wiolencyą” (ob. f. 197.) W wigilię odpustu, około południa naszedł z tą
kupą chłopów (do 20 ludzi ob. f. 168 i 183) na rynek plebański, i wystawione
tam tasy przez arendarza plebańskiego wyciął i wyrąbał. A wieczorem, gdy X.
Zaleski z księżmi i z zakonnikami jadł kolacyą, p. Serwacy z chłopami począł na
poświątnem budować tasy (t.j. szałasy do wyszynku trunków) dla swego żyda. X.
Zaleski, wziąwszy za towarzysza X. Michała Wnorowskiego wikaryusza, wyszedł
do napastników z perswazyą. Ale p. Serwacy miast usłuchać perswazyi, obrzucił
księdza obelgami, a nawet któryś chłop jego z zachęty pańskiej „rznął popa struganicą, że aż wolgnęła” (ob. f. 193 i 198)
Znieważony i rożalony pleban, dziekan, kanonik, wracał ze łzami do
domu, mówiąc: „Czegomże ja się doczekał, jużci mię chłopi biją” (ob. f. 194),
i prosił ludzi, by mu już znać nie dawali, nie psuli wczasunku na odpust jutrzejszy. Nazajutrz, podczas dzwonienia na jutrznią junacki p. Serwacy z tąż kupą
hajdamactwa, z kijami, z drągami, z rochami, naszedł poświątne. X. Zaleski
pobiegł sam tylko nie dopuszczać najścia, a w tem za swoim panem nadbiegł
podstarości (gospodarz, ekonom), którego chłopi powaliwszy, mało na śmierć
nie zabili, gdyby go nie obronił X. Wnorowski i bernardyn z Tykocina. Pan
Serwacy lazł księdzu w oczy, szukając zaczepki, szarpał go i wołał: bij mię!
Ale ksiądz, uchodząc, mówił: niech cię kto inny pobije. Po odejściu księdza
zwycięzki p. Serwacy, ludzi z garnkami, czapkami i innemi towarami z poświątnego gdzieś na swój grunt zegnał, i kazał sobie targowe zapłacić (ob. f. 194.)
Te były początki dalszych awantur p. Serwacego Zaleskiego z X. Szymonem Zaleskim proboszczem kuleskim i kobylińskim, kanonikiem Kollegiaty
Brzeskiej, dziekanem Brańskim. X. Zaleski po takim gwałcie, napaści i pokrzywdzeniu, jednocześnie, bo 11 sierpnia 1747 r. zaniosł manifestacyą przed

106
Akta Grodzkie w Goniądzu (ob. f. 167), a 19 t.m. i r. (ob. f. 183) już uzyskał
w Konsystorze Janowskim cytacyą (wezwanie) p. Serwacego przed Sąd duchowny, na dzień 25 tegoż sierpnia (ob. f. 183): dnia 21 sierp. doręczył oskarżonemu pozew (ob. f. 187) miejscowy organista Maciej Modzelewski.
P. Serwacy w Konsystorzu się na termin nie stawił: zapadło więc nań
postanowienie (dnia 25 sierp.), ażeby się stawił powtóre za dwa tygodnie t.j. 11
września, w poniedziałek (ob. f. 185.) Przypominano mu i pierwej, i teraz, że
pokradzonych papierów i rzeczy po X. Wojciechu Wnorowskim dotąd jeszcze
nie oddał, i że mu grozi za te excessy klątwa papieska (ob. f. 184 i 186.) Ten
sam, co wyżej organista, w roli woźnego, dnia 28 sierpnia obwieścił mu powtórny pozew (ob. f. 187.) A p. Serwacy nawzajem pod d. 2 września uzyskał
pozew na X. Zaleskiego do konsystorza, na ten sam termin przez plenipotenta
urodzonego Kazimierza Przygodzkiego: a p. Serwacy sam osobiście.
Wytoczono mu przed oczy wszystkie jego sprawki szelmowskie, lecz p.
Serwacy, swoim obyczajem, wszystkiemu zaprzeczył. Owszem, dowodził, że
księża jego dziedzictwo zagrabili, że X. Zaleski nań zrobił najście, że go i słowy
i kijem pokrzywdził (ob. f. 190.) Konsystorz naznaczył Kommisyą: ze strony
X. Zaleskiego miał być X. Kazimierz Godlewski proboszcz z Jabłonki, i X.
Jan Frankowski proboszcz domanowski; ze strony p. Serwacego zaś X. Paweł
Płoński, kanonik łucki, dziekan posielski, proboszcz płonkowski, i X. Antoni
Porębny, kanonik łucki, proboszcz tykociński (ob. f. 190.) Kommisya miała się
zjechać na dzień 22 stycznia 1748 r. (ob.f.191.)
P. Serwacy tymczasem nie czekając kommisyi duchownej, w Grodzie
Brańskim w poniedziałek przed Ś. Łukaszem (f. 210), a potem i w Trybunale Lubelskim w sobotę po Ś. Andrzeju Apostole (f. 174) podstępem uzyskał
kondemnatę na expulsyą X. Zaleskiego z tych gruntów i budowli. Dowiedziawszy się o tem X. Zaleski we czwartek przed Ś. Marcinem 1747r. (ob. f. 170)
w Brańsku wniosł relacyą, o skasowanie niesłusznej kondemnaty, uzyskanej
zaocznie bez pozwu; 2 stycznia 1748r. zaniosł ksiądz manifestacyą przeciwko
temuż bezprawiu (ob. f. 171) w Grodzie Brańskim. P. Serwacy bez względu na
wszystko, co duchu 5 stycznia przez urząd Burgrabiego Nurskiego, zajął formalnie budowle na zagrabionym gruncie. Włóka i czwartka (ćwiartka) gruntu,
karczma, kuźnia i budynek (ob. f. 200) zostały zajęte (ob. f. 174-179.) Wyrzucił
organistę, wygnał żyda arendarza, wypił trunki, wysypał zboże, potłukł naczynia
i sprzęty: o co nań manifest w Brańsku nazajutrz po Trzech Królach 1748 r.
(ob. f. 172.)
107
Dnia 20 stycznia samiż kollatorowie wnieśli przeciwko tym nadużyciom
p. Serwacego także w Brańsku protest (ob. f. 173.) [Antecessorowie moi dokładnie nie wiedzieli, ile i jakiej bydowli zajęto. Należało porównać Inwentarz
Podawcy z r. 1744 (ob. Rupniew. ad fn.) i tę tradycyę. Zajęto karczmę „ze
wszystkiem jeszcze w dobrym stanie” tylko poszycie nadpsute, kuźnię z mieszkaniem kowala i stary jakiś budynek, może on browar, w którym natenczas
mieszkał organista (ob. Sum. II. F. 173.) Jak dzika była pretensya p. Serwacego
i rabunkowe zajmowanie tych gruntów i budowli, najlepszy dowod w tem, czemu dawniej, za X. Wojciecha Wnorowskiego, ani ojczym Kurpiewski, ani sam
p. Serwacy, do tej księżej karczmy, budowli i gruntów nie pretendowali. Jeżeli
grunta i budynki im by należały, toć nigdy sprzęty: a przecie i te wyrabiono.]
Na dzień 22 stycznia przybyli kommisarze, lecz tylko ze strony X. Zaleskiego; p. Serwacy snać swoich już mieć nie życzył (ob. f. 181.), jemu też
wezwanie przed Delegowanych 15 stycznia Modzelewski doręczył (f. 192.)
Przybyli kommisarze, uderzono w dzwon wielki, zagajono kommisyą, ale p.
Serwacy wysłuchać jej nie chciał, rozgniewany odszedł (ob. f. 195.) Zasadził się
w domku po organiście, i co tam wyrabiał, oto co mówi pod przysięgą świadek
naoczny, starzec 66-letni Sebastyan Kulesza (ob. f. 195):
„Imci Pan Zaleski dobra do Kościoła należące gwałtem zajechał, z chałup
ludzi, jako to organistego, żyda arendarza z karczmy wygnał, w tejże karczmie
wystrzelnice alias dziury kazał powycinać, kobyłę dragońską drzewnianą pod
wystawą kazał postawić i przez chłopów na to wysadzonych szlachtę przejeżdżającą napastować mówiąc: Siadaj na tę kobyłę i mieniaj… a sam Iść pan Serwacy
w budynku organistego rezyduje i ustawicznie co wieczor strzela, i mało baby
(Żochowskiej) nie zabito w szpitalu, gdzie są i znaki od kul wyrażone”. Do sług
też proboszczowskich jak po smentarzu chodzili strzelał (ob. f. 201). W czasie
samej Kommissyi adherenci p. Serwacego p. Mateusz Sokołowski jakiś brat jego,
jakiś „hultaj, który się powiadał pułku Jmci Pana Wilczewskiego”, i sam p. Serwacy, i drudzy, uwijali się po kościele z krocicami (pistoletami); wyzywali przeciwną
partyę do pojedynków (ob. f. 197.) Dziewięciu świadków wiarygodnych, niedawno byłych u spowiedzi, te wszystkie swawole i niecnoty zaprzysięgło, a drudzy
w wielkiej liczbie „magna frequentia” [wielka liczba] kollatorowie i parafanie pod
sumieniem otychże bezprawiach zaświadczyli (ob. f. 203.)
Protokół zwinięty opieczętowano i konsystorzowi do decyzyi posłano. Dnia
12 lutego X. Zaleski osobiście stanął w Konsystorzu w Janowie (ob. f. 204) i skargi
swoje na Serwacego powtórzył. A p. Serwacy zgodziwszy się na odpieczętowanie

108
zwitku protokularnego, produkował niejakieś dokumenty na swoją stronę, i domagał się odesłania sprawy do Sądów Świeckich Grodzkich w Brańsku, lub na
Trybunał Koronny Lubelski (ob. f. 205.) Konsystorz zważywszy to wszystko,
przypomniał mu niecnoty wnet po śmierci X. Wojciecha Wnorowskiego przezeń
wyrządzone i swój nań wyrok z r. 1744, któremu oskarżony i winowajca dotąd
zadość nie uczynił; wyszczególnił też wszystkie krzywdy przez p. Serwacego
w ostatnich czasach Kościołowi i plebanowi Kuleskiemu wyrządzone, i orzekł
nań exkommunikę papiezką: księdza Zaleskiego nakazał w kościele po summie,
w dzień niedzielny albo świąteczny, wobec dwóch osób w godności będących
publicznie, w ciągu trzech tygodni od niniejszego wyroku, przeprosić, papiery
i dokumenty, oraz pograbione rzeczy po X. Wnorowskim w ciągu jednego tygodnia w Kancellaryi Konsystorskiej złożyć i przysięgą rzetelność ich oddania
stwierdzić; zabrane ostatnim razem grunta i budowle Kościołowi powrócić, oraz
koszta processu i dróg dlań odbywanych, powrócić. Co do dawniejszych dwu
półwłoczków i karczmy dworskiej przez X. Wojciecha Wnorowskiego kiedyś
podciętej, rzecz tę Konsystorz odesłał do Sądów Świeckich.
P. Serwacy od tego wyroku appellował do Nuncyatury. Sędzia takową
appellacyę, jako niesłuszną, odrzucił (ob. f. 209.) X. Zaleski niedługo, bo w poniedziałek po I niedzieli postu 1748 r. zaniosł manifest do Grodu Brańskiego
o przywłaszczenie ogrodu kościelnego od strugi, i o inne pokrzywdzenia (ob. f.
209.) Ale tymczasem pod dniem 15 lutego zażądano z Nuncyatury przesłania
sobie tego processu, a p. Serwacego na 50 dni kazano z ambon jako zwolnionego tymczasowie od klątwy ogłosić (ob. f. 182.) Nim przesądzono sprawę
w Nuncyaturze, p. Serwacy, chcąc zrobić regnum inter se divisum: [państwo podzielone pomiędzy siebie] zebrał 6 świadków z różnych parafi, i natrętnie (enixe)
[z trudem] wyżebrał w Konsystorzu dyecezyi płockiej Łomżyńskim, że z nich
w tej samej sprawie d. 3 lipca 1748 r. inkwizycyą ściąniono.
X. Zaleski w poniedziałek po Ś. Bartłomieju zaniosł manifest przeciwko
ważności tej inkwizycyi, jako w obcej dyecezyi zrobionej, 5 świadków manifestującemu się nieznanych z obcych parafi jeden zaś choć tutejszy parafanin,
ale znany wszystkim fałszerz przeniewierzony (perfdus fabricator [zdradliwy,
przewrotny sprawca] ob. f. 227.) Nam się zdaje, że i taka manifestacya nie była
konieczna, gdyż ta inkwizycya (ob. f. 212-216 w Sum. II; i osobno w wierzytelnym extrakcie) sama za siebie na niekorzyść p. Serwacego, mówi.
P. Serwacy wywiódłszy swoją genealogię z Kursztaków po kądzieli i Paluchów po mieczu, co widocznie nie tak potrzebnem do rzeczy było, a w czem
109
mu świadkowie jedni ślepo przytwierdzali, a drudzy mówili, że to nie za nas
było, bił w to, jakoby plebani kulescy, korzystając, bądź z niedbalstwa starych
Paluchów, bądź z małoletności Paluszków, tę ich włókę i czwartkę „nad drogą Wykna Starego idącą od granicy Szczęsnowskiej i przez drogą do rzeczki
Rokitnicy ciągnącą się”… (a nibyto) nabytą przez Wojciecha Kuleszę Sędziego Grodzkiego Brańskiego prapradziada p. Serwacego, przez tegoż prababkę
Annę, od synowców archidyakona X. Mikołaja panów Kołaczkowskich, zabrali.
Donacyi na te grunta, i dekretów, na których świadectwo p. Serwacy się powoływał, z daty i brzmienia nie zacytowano, a pewne dlatego że mającemu
miejscowość, takowe do niej nie przypadały. Nie ma też tu ani słówka o zastawie tego gruntu Orłowskiemu i X. Zapartowiczowi (ob. wyżej p. 172, 174 i n.)
Połapał się też p. Serwacy w wyrażeniach. Bo jeżeli p. Józef Paluch tylko „przez
lat kilkanaście był w spokojnej possessyi pomienionej włoki i czwartki, gruntu,
budynków i rynku”: (ob. wyżej p. 181, 183 i 185) i jeżeli już tego samego Józefa
X. Szymon Wnorowski z tej possessyi wygnał, to widocznie, że possessya ta nie
była nieprzerwaną od czasów Wojciecha Kuleszy, i niegruntowna, kiedy mógł
nieczystego dziedzica z niej przegnać.
Zeznania też świadków sprawę p. Serwacego nie bardzo popierają, oprócz
genealogii, bo oni tylko przepowiadają starych bab powieści (ob. f. 219, 221) …
„słyszałem od ludzi” mówią jedni, a drudzy wprost, ja o tem nie wiem = „nie
słyszałem”, „bo opodal mieszkam”, – „w innej parafi” – „niech p. Aktor tego
dokumentami dowiedzie” i t.p. Owszem, jego świadkowie mówią wyraźnie, że
od lat 50 księża byli w possessyi tych gruntów (ob. f. 222 i 225) lub „za pamięci mojej ksiądz był w possessyi tego rynku” (ob. f. 225 i 226.) Słowem, że
przeczytawszy tę inkwizycyą p. Serwacemu, można powiedzieć: Mentita est
iniquitas sibi, [jesteś niesprawiedliwym kłamcą] albo: Concepit dolorem, peperit
iniquitatem [sprawił ból, zrodził niesprawiedliwość, tak, to wszystko kłamstwem
i przewrotnością pachnie].
Dla „Kroniczki” naszej ma jednak i ta Inkwizycya nie jedno ciekawe, jak
to np., że dawnym obyczajem na domu szpitalnym i tu był krzyż przybity (ob.
f. 212), że go p. Serwacy oberwał i na cmentarz wrzucił, że X. Zaleski kazał
napowrót przybić przed karczmą, robiąc z niej tym sposobem szpital, czyli dom
dla służby kościelnej (ob. f. 221 i 224). Ztąd się też dowiadujemy, że żydzi,
przynajmniej plebańscy, w Kuleszach dopiero około r. 173317 (ob. f. 226) się
17 W r. 1731 miał już i ksiądz swoich żydów = ob. niżej p. 236; …(?) w 1730 ob. p. 251.

110
usadowili, że choć z Nuncyatury przyszła sublewacya klątwy na p. Serwacego
rzuconej, i X. Zaleski już go z ambony nie klął, to jednak po innych kościołach
księża, nie wiedząc o sublewacyi, „kleli” (ob. f. 221 i 224.) Czyby to była prawda,
co ad undecimum zeznaje świadek czwarty „że palec ksiądz panu Zaleskiemu,
kijem go uderzywszy, przetrącił, aż do krwi, i że sygnet miał na palcu, którego dla opuchliny zdjąć było nie można aż tenże sygnet przerznąwszy, dlatego
wieczorem aż mglał” p. Serwacy (ob. f. 224), przeczyć nie chcemy i Vim vi
repellere, omnia jura permittunt [siłę siłą oddalać, wszystkie prawa pozostaną].
Jednakże tuż położone zaprzeczenie tegoż świadka: „Co zaś, aby miał księdza
uderzyć pan Zaleski, tegom nie widział (mógłci nie widzieć); owszem przy
mnie ludziom swoim zakazował groźno, aby przy zamieszaniu żaden nie ważył
się księdza tknąć”: to zaprzeczenie powiadamy dziwnie nie kwadruje w obec
tylu przeciwnych świadectw, i ran okazywanych przez X. Zaleskiego po Grodach i w Konsystorzu (ob. f. 169, 193, 196, 198, 199 i 201.) Zabawna to także,
ale jak widzieliśmy księdza najbardziej to bolało, że go „chłop” uderzył.
Inkwizycyą tą w Konsystorzu Łomżyńskim wyżebraną chciał p. Serwacy
dalej czystą wodę mącić: aliści w rok (trudno odczytać) pod dniem 4 lipca
1749 r. wydano dekret w Nuncyaturze, którego inaczej sobie wytłómaczyć nie
umiemy, jak tylko że Nuncyatura niezrozumiawszy appellacyi p. Serwacego,
o której mówiliśmy wyżej, wzięła qui pro quo [coś za coś]. Appellował p. Serwacy, tu appellans wyszedł X. Zaleski; wyrok jednakże, pomimo włoskiej przechwałki, że w niektórych punktach poprawiony, rzeczywiście takowiusieńki jak
był w Konsystorzu. Papiery i rzeczy po X. Wnorowskim niech p. Serwacy odda
a grunt zaś od dawna w kwestyi będący, niechaj się strony w Sądach Świeckich
na drodze prawa i dowodu rozsądzą (ob. f. 228-231.)
W r. 1753 we czwartek przed niedzielą Białą (Passionis) zrobiony w Grodzie Brańskim przez X. Zaleskiego na p. Serwacego pozew (relatio) o krzywdy poczynione, o zyski stracone, o szkody poniesione, jak o powystrzeliwanie
okien w plebanii i w szpitalu i t.p. (ob. f. 231.) W r. 1754 w poniedziałek po
Ś. Michale na Sądach Ziemskich (Raczkach) w Brańsku dekretowano kondescensyą t.j. zjazd na miejsce, rozpatrzenia dokumentów i miejscowych świadectw w wiadomej sprawie. Stronom stawiennictwo nakazane pod winą banicyi
(ob. f. 233.) W tym dekrecie i dalej p. Serwacy tytułowany już wice-starostą
i Sędzią Grodzkim Ciechanowskim (ob. f. 237.) Jakoż w r. 1755 w poniedziałek
po czwartej niedzieli Postu (Laetare) oblatowana była w Goniądzu innotescensya t.j. obwieszczenie z 1 marca, wedle którego, w skutek powyższego dekretu
111
Ziemstwa Bielskiego z r. 1754, mieli do Kulesz Rokitnicy i Kursztaków, na
dzień 2 kwietnia 1755 r. zjechać dwaj podkomorzowie Ziemi Bielskiej: pan
Paweł Antoni Roszkowski z Woćków parafi płonkowskiej, i p. Kazimierz Gołaszewski z Puszczy, tutejszy parafanin (ob. f. 237.)
I zjechali się pomienieni Camerarii na termin oznaczony, t.j. we środę po
wielkiejnocy. W karczmie, w obec różnych a godnych osób, przy woźnym Janie
Taraszewiczu, rozpoczęli sąd. X. Zaleski komportował dokumenty, jakie mógł
mieć niewykradzione przez p. Serwacego; p. Serwacy zaś przed południem
dnia tego był wprawdzie sam przed komornikami, lecz żądał, żeby oględziny
odłożono na jutro: po południu zaś, pomimo grzecznych i ponawianych aż
do zachodu słońca zaprosin, sam się stawić nie raczył, jeno przez sługi swoje
domagał się odroczenia sprawy na inny czas; dokumentów też zgoła nie produkował. Ogłoszony więc, jak należało, bannitą (ob. f. 238-242.) Kondemnata ta
miała być oblatowana w Brańsku w poniedziałek po niedzieli Przewodniej. Tu
w Summaryuszu jest tylko Remissa t.j. odwłoka, akt zdziałany przy woźnym
tym, co wyżej Tarasiewiczu, w piątek przed niedzielą (Conductur) Przewodnią
t. 1755 r., przed domem chłopa Stanisława Parkowskiego, przez adherentów
p. Serwacego, którzy się domagają odesłania tej sprawy do Ziemstwa Bielskiego
(ob. f. 244.) Widocznie p. Serwacy wilą kręci; chce zyskać na czasie.
W r. 1756 we czwartek w dzień Ś. Jana Chrzciciela w Brańsku wniesiony
przez X. Zaleskiego na p. Serwacego manifest (skarga), że niekontentując się
dawnemi zabory, jeszcze dalej chce i usiłuje grunta kościelne zabierać, oraz że
w jednej sprawie pozywa plebana razem do Grodu i do Trybunału: Oczywiście,
żeby go znękać (ob. f. 244.) Gdy Ziemstwo Bielskie w Sądach zawakowało, X.
Zaleski wnet, bo we wtorek po Najśw. Pannie Nawiedzenia t. 1756 r. wniosł
pozew w Brańsku, do Trybunału o reindukcyą w grunta przez p. Serwacego
pozabierane (ob. f. 246.) Niedługo, bo w poniedziałek przed Ś. Małgorzatą
(więc 12 lipca) w grodzie Brańskim manifest X. Zaleskiego na p. Serwacego,
że karczmą kościelną całkiem sobie przywłaszczył, że nowy budynek na gruncie kościelnym przywłaszczonym stawia, że ogród, na którym stał szpital, chce
sobie przywłaszczyć, i płoty około niego pozabierał. Słowem o wiele różnych
krzywd, probostwu i proboszczowi wyrządzonych (ob. f. 248-251.)
Pan Serwacy trybun owoczesnym, poparcia swych niecnót szukał sobie
w adherentach, pospólstwie, gawiedzi szlachcie pojonej gorzałą i karmionej
hultajskim bigosem. Czytaliśmy wyżej (ob. p. 184), że za lepszych czasów kolatorowie i niekolatorowie stawali hurmem w obronie praw Kościoła; w r. 1748

112
dnia 20 stycznia jak namieniliśmy (ob. wyżej p. 192) kolatorowie zacni wnieśli
manifest, protestując przeciwko zaborom p. Serwacego. Tu niestety! przeciwnie:
w r. 1756 dnia 12 lipca w Grodzie Brańskim manifest X. Zaleskiego przeciwko innym wymienionym tam kolatorom, którzy u żyda zrobiwszy schadzkę
z p. Serwacym, jakieś podpisy, bodaj czy nie na krzywdę Kościoła, albo niesławą
proboszcza, dlań dali (ob. f. 251.) Na tem się kończą papiery processu X. Szymona Zaleskiego z Zaleskim Serwacym.
W r. 1765 notuje X. Marcin Wnorowski (ob. Sum. II. f. 143), że p. Serwacy
jest „teraźniejszy” Sędzia Ziemi Bielskiej; w wizycie zaś z r. 1793 własnoręczenie
nazywa go „przeszłym” pisarzem Ziemi Bielskiej. O X. Zaleskim, poprzedniku
swoim w obu tych miejscach X. Marcin bardzo niekorzystnie się wyraża, jakoby
on tę grabież zaspał, a co gorsza, jakoby z p. Serwacym w jakieś kondyktamina,
kombinacye i komplanacye „uti fertur” [jak mówi się / jak twierdzi się] wchodził.
Poco uti fertur, kiedy tu jest w oryginale z dnia 12 sierpnia 1756 r. ta komplanacya? (ob. Proces. vol. I.) Złośliwe jest jednak i nie zasłużone to uti fertur:
i gdyby X. Marcin, salva ejus reverentia [ocalenie jego czci / godności] przez lat 30
niemal (do r. 1793) swego proboszczowania był się należycie w papierach miejscowych rozczytał, nigdyby tego o X. Zaleskim był nie napisał. Można my było
zarzuać wycięcie i ogołocenie gaju, o puszczenie dachów, ale nie opieszałości
w wiadomym processie. Medyacya, o której się namieniło, jest raczej tymczasowem ustępstwem znękanego starca kapłana przez awanturnika szlachcica, ale
cechy zdrady i zaniechania dobra Kościoła tutejszego, nie nosi.
Dziwimy się raczej samemuż X. Marcinowi, że bojąc się p. Serwacego
(ob. Proces. II.) expecta cadaver = czekał aż jego śmierci i dopiero ledwie w r.
1791 dnia 6 czerwca (wkrótce jakoś po zgonie p. Serwacego, który już 1 maja
1791r. nie żył) podniosł tę dawną sprawę z jego synem Felixem Komornikiem
Ziemskim Bielskim, przed Ziemstwo Bielskie w Tykocinie (ob. Sum. II. f. 252.)
Do gotowych terminów, dekretów i kondemnat, za krzywdy, szkody i niedoszłe
zyski, pozwany po ojcu p. Felix, powinien był grunta i budowle, oraz papiery i rzeczy zwrócić; korzyści probostwu upadłe zapłacić. Pan Felix naodwrót,
w r. 1793 dnia 3 listopada zapoznał X. Marcina Wnorowskiego, domagając
się rachunku z dóbr odebranych, i nowych ustępstw ze strony probostwa.
X. Wnorowski pozew za pozwem (b. nia 4 listopada i 16 grudnia 1793r.) słał
p. Felixowi i Kazimierzowi Kulikowskiemu, który Kursztaki trzymał w zastawie.
P. Felix (żonaty z Maryanną Swarzyszeńską, Swarzyszewską, Swaryczewską czy Swaryczewską, która potem wyszła za Stanisława Poniatowskiego
113
Rotmistrza) wkrótce umarł: bo w r. 1796 dnia 18 listopada już są pozywani
małżonkowie Poniatowscy i p. Kulikowski. Po różnych pozwach, chwilowych
układach, dnia 24 maja sądownie naznaczone, a dnia 12 września 1798 r.
w domu plebańskim i odbyte zostało na nowo dzieło zjazdowe przez Sędziów
Ziemskich Bielskich Kommissyi Królewsko-Pruskiej Prowincyi Podlaskiej Jana
Smorczewskiego (ojca Florencyusza) i Antoniego Dorfa.
Znakomite to dzieło! Strony spór wiodące niegwałtowne, z dokumentami
w ręku, z racyami w ustach przez plenipotentów adwokatów. Sędziowie poważni: motywa, dowody, referat tego wszystkiego, doskonałe! Szkoda jeno, że tych
szczegółów o tytule do possessyi tych gruntów proboszczów kuleskich, jakieśmy
wyżej przytoczyli, ani X. Wnorowski, ani sędziowie, a może i P. Felix, nie znali:
bo strony spór wiodące, zwłaszcza pp. Zalescy, dokumentów swoich do kollacyi z proboszczowskimi nie powierzali. Summaryuz Dokumentów Zaleskich
będący dziś u p. Łukasza Czarnowskiego w Czarnowie, gdyby był wówczas
w ręku X. Wnorowskiego, całkiem by ten przedmiot wyjaśnił. Gdy tego niedostawało, Dorf się nie zgodził, ale Smorczewski zaopiniował, że grunt i domy
powinny być Kościołowi na 25 lutego 1799 r. oddane, dokumenty zwrócone,
propinacya proboszczowi wolna: a za ubytki, strona pozwana miała zapłacić złp.
5100, z czasów administracyi X. Szymona Zaleskiego, na dokończenie i ozdobę
nowozbudowanego kościoła, a zaś złp. 10.200 (po 300 rocznie) do rąk własnych
X. Marcinowi Wnorowskiemu.
Po ostateczną decyzyę odesłano strony do Regencyi, czyli Kamery Białostockiej: a ta dnia 25 stycznia 1799 r. orzekła, że postanowienie powyższe
mocy mieć nie może, gdy nie cały sąd zjazdowy tak wyrokował. Processujący
się przed tem orzeczeniem nawet radzi byli się godzić. Poniatowski podawał
księdzu punkta zgody. Oddawał grunt, chciał tylko wspólnej karczmy (ob. Proces. vol. II.) Za przeszłe ubytki chciał płacić 3000 złp. i X. Wnorowski gotów
je był wziąć. Ale się w to wmieszał zły doradca, patron Paweł Świerżewski
plenipotent X. Wnorowskiego, który księdzu odradził, mówiąc: „nie to Ci księże pachnie!” Kotowski więc, obrońca ze strony Józefa Zaleskiego i Stanisława
Poniatowskiego, kazał zatyki przy wymiarze przez jeometrę niemca na rozgraniczeniu ustawione Józefowi Zaleskiemu, jako dziedzicowi, wyrzucić i proces
poszedł dalej (ob. Proces. vol. III ad fn.)
Dnia 26 marca 1799 r. podał X. Marcin do Kamery (niby do króla) próbę,
wznawiając tę sprawę. Znowu szły pozwy za pozwami, mandaty za mandatami:
a za wszystko becahl; jeździj do Bielska lub Białegostoku, baw z człowiekiem

114
i końmi po dni kilka, włócz się po izbach sądowych. Na 14 września 1802 r.
naznaczono (zapis niejasny) na miejsce: kazano niechybnie przysłać do Bielska
pojazd we cztery konie. Posłał ksiądz powóz z końmi i człowiekiem, ale panowie kommisarze odłożyli przyjazd na inny termin, t.j. na 22 listopada. Tym
razem przyjechali, ale sprawy całkowicie nie załatwili, bo na 6 czerwca 1803
znowu sjast. Posyła proboszcz dwie bryki, 4 konie i dwóch ludzi: kommisarz
nie przyjeżdża; nowy termin na 5 października tegoż 1803 r. ksiądz sprowadza
wino, cukier, kawę, bije krowę na mięso dla panów kommisarzy: i dzięki ich
pruskiemu apetytowi, wypili kawę, wino, i krowę za 72 złp. w ciagu pięciu dni
zjedli, sprawy atoli nie załatwili.
Nie mamy cierpliwości wszystkich kosztów przez X. Wnorowskiego przez
te lat kilka processowania się poniesionych zsumować, widzimy jednak z oburzeniem, że najmniejszy świstek przez lantrejtera podany, musiał być drogo
opłacony; kilka, kilkanaście złotych z sylbergroszami to jeszcze nic, ale bywały
i takie, że po 37 talarów naraz potrzeba było zapłacić (d. 11 grudnia 1803 r.)
Okrom kosztów, fatygi, jakiż to niepokój! X. Marcin studyuje statuty, zbiera
ad rem [do rzeczy / do sprawy] dawne Konstytucye, wertuje Volumina Legum
[Tomy Praw], a wszystko cui bono [dla czyjego dobra]?
Ostatni termin, którego tu w papierach ślad mamy, za rządów pruskich,
w ich Kommissyi Sprawiedliwoscy był na dzień 5 lutego 1806 r. Wiek i znękanie X. Wnorowskiego, brak świętej sprawiedliwości i w rządzie, który się
szczyci godłem Senem cuique; nareszcie zmiana rządu, spowodowały odwłokę.
Dopiero w r. 1809 (czy 1810) X. Hieronim Zawadzki, wydostawszy papiery
z Kancelaryi Kamery Białostockiej, oddał je Józefowi Kulwiecowi obrońcy przy
Trybunale łomżyńskim, w celu podniesienia na nowo tej sprawy. X. Zawadzki
usadny „na popieranie (tej sprawy, pisze X. Wojciech Koćmierowski w r. 1817 d.
5 marca) nader liczne poczynił expema [tłumaczenie]”. Pozew wydany Józefowi
Smólskiemu dnia 14 maja 1814 r. przed Trybunał Departamentu Łomżyńskiego. Z trybunału sprawa ta nierozsądzona przeszła do Prokuratoryi Jeneralnej:
i tu się wlokła od r. 1819-1884.
Dnia 20 marca 1820 r., na żądanie Prokuratoryi w imieniu Kościoła
kuleskiego pozew na małżonków Smolskich przed Trybunał Województwa
Mazowieckiego. Dnia 19 lipca 1821 r. zapadł wyrok tegoż trybunału, nakazujący Smolskiemu oddanie Kościołowi 32+17 zagonów z ogrodami, karczmą i dwoma domami przez jeometrę Bartłomieja Kalnieca (czy Kulwieca) na
mappie oznaczonymi, i złożenie kalkulacyi dochodów z tych realności od r.
115
1748. Koszta i przezyski wyrokiem tym odrzucono. Dnia 22 lipca 1822 r. tenże
trybunał oppozycyę Smolskiego, jako niepopartą, oddalił. W r. 1828 dnia 13
marca Sąd Appelacyjny obadwa owe wyroki trybunalskie uchylił, Kommissyą
na grunt, i zrobienie pomiaru i mapy wszystkich gruntów Kościoła kuleskiego
zalecił, i strony napowrot do Trybunału odesłał. Trybunał Mazowiecki pod
dniem 3 lutego 1830 r. delegował podsędka powiatu tykocińskiego Hilarego
Zaleskiego i jeometrę Franciszka Dąbrowskiego z Wiśniówka, i ci tegoż 1830
r. pod dniem 30 sierpnia stosowny protokól sporządzili. W r. 1833 d. 18 maja
majątek dworski kuleski przeszedł na tytuł własności Jana i Maryanny małżonków Wińskich, a ci znowu sprawę zakręcili, domagając się w myśl wyroku Sadu
Appellacyjnego, pomiaru wszystkich gruntów, na różnych wsiach, uposażenie
Kościoła kuleskiego stanowiących: co było widocznem gmatwaniem. W r. 1841
przeszła ta sprawa do Senatu. Jakoż Rządzący Senat pod d. 16 i 17 października
1845 r. także w myśl, acz niedorzeczną, wyroku Sądu Appellacyjnego kazał
wszystkie grunta kościelne kuleskie (zapis nieczytelny) pomierzyć, a apellującą
Prokuratryę (właściwie zaś proboszcza kuleskiego) skazał na zapłacenie kontrolli rs. 6-, kary rs. 18-, i kosztów Wińskim rs. 12.
Cały ten okres processu od r. 1819 miał miejsce za proboszczowania X.
Koćmierowskiego, i tak się zań fatalnie przerwał. X. Koćmierowski korrespondował, prosił, wzdychał, wszystkie władze o poparcie tej sprawy poruszał; nie
bez tego, żeby i kosztów znacznych nie poniosł, gdy mu i z przegranej, raz
i drugi, coś płacić kazano. Ale nic nie wskórał. X. Warecki w r. 1851 zmuszony
był pchać ją dalej, tembardziej, że Ignacy Wiński, zabierając się do rznięcia
rowu, zapewne od wschodu na łące, chciał nową krzywdę wyrządzić Kościołowi. Gdy w myśl powyższego wyroku Sądu Appellacyjnego i potwierdzenia go
przez wyrok Senatu, potrzeba było zrobić nowy pomiar wszystkich gruntów
kościelnych i nowy protokół oględzin na miejscu, Prokuratorya dodaje wyraźnie, że to „kosztem Ks. Proboszcza nastąpi”.
Jużeśmy namienili, że nowy pomiar i mappę tych gruntów w r. 1853/4,
kosztem proboszczowskich 90 rubli, okrom stołu, wygód, przysługi, zrobił Antoni
Zaleski z Otol; a delegowany do sprawdzenia na gruncie podsędek tykociński
Majewski, zapowiedział z góry złożenie sobie i podpisarzowi ru. 27 za zjazd.
Naznaczył p. podsędek dzień 28 naja/9 czerwca; potem 12/ 24 września 1853 r.
na zjazd, lecz sam nie przybył. X. Warecki rozumie się musiał napróżno gościć
jeometrę i przeciwnika Wińskiego. Zjechał podsędek aż 11/23 listopada, lecz
wymiar „dla nieprzyjemnej pory” znów nie mógł być dokonanym, ale taka pora

116
wymaga lepszego posiłku, i mocniejszych napojów, a wszystko to kosztem księdza, któremu grzeczność nakazuje gości zachęcać i prosić, by się raczyli. W dodatku jeszczeć i p. Smorczewski z członkami dozoru musiał się tu wśrubować,
a policzone przyjęcie puszczał potem co złośliwe szykany przed urzędy na piśmie.
159 rubli kopiejek 31 i ½ kosztowała, ta sztuka zjazdu i mappy, X. Wareckiego.
To też on, jako człek oszczędny, odczuwszy to wszystko patetycznie woła:
„Tak znakomite koszta i wydatki tylko obecne, niech zwrócą uwagę Wysokiej Prokuratoryi Królestwa jako też i Sądów, iż spód Kościoła, czyli proces
z Ignacym Wińskim przeszło od lat 100 prowadzony przez tylu proboszczów,
dowodzi słuszności tych pretensyi ze strony tak Kościoła jak i ich proboszczów,
a nawet za obecne koszta proboszcz teraźniejszy przestrzeń sporną już za gotowe pieniądze bez ambarasu i zmartwienia na rzecz Kościoła skupiłby, a cóż
dopiero mówić o kosztach przez tylu proboszczów, i przez tyle lat, i pod czterema Rządami (rzeczywiście: polskim, pruskim, saskim, ruskim) wyłożonych,
a jakie tychże proboszczów do skrócenia im życia i dobrego bytu przyczyniły
się”. Jakoż i z piszącym to X. Wareckim tak było, gdy pomimo tylu nieprzyjemności i kosztów, wymaganiom sądowych władz zadość nie uczynił. Albowiem
Trybunał Cywilny w Warszawie pod dniem 2/14 marca 1862 r. uznał mappę
Zaleskiego i protokół Majewskiego z dnia 23 listopada 1853 r. za niedokładne.
Rząd tedy Gubernialny Augustowski pod dniem 3/15 lipca t. 1862 r. wzywa
X. Wareckiego, ażeby zaprosił na zjazd powtórny na grunt podsędka okręgu
tykocińskiego i inżyniera Łukasza Włodarkiewicza, którzy by wobec stron raz
jeszcze miejscowość porównali, położenie igły magnesowej dokładnie wskazali,
grunta sporne i budynki na mappie zaznaczyli i t. d. W dodatku jeszcze pigułka,
że proboszcz sam tych zaprosin czy zawezwań zredagować w formie prawnej
nie umie, więc niechaj sobie ku pomocy postara się o „jednego z linii obrończej”.
Bóg zapłać za taką radę! Ostatni to papier urzędowy do kuleskiego proboszcza w tej sprawie, na który X. Warecki pod dniem 4/16 października t.
1862 r. między innemi odpisał: „W tem miejscu proboszcz kuleski nie może
ukryć boleści tak dla doznawanej przewłoki w prowadzeniu tej sprawy, jak i narażaniu go na ciągłe tak ogromne a prawie rozmyślnie koszta”. Bagatela! tym
razem bowiem znowu musiał wydać rs. 63 kop. 82 ½.
Jam, dzięki Bogu! na podobne przykrości i utrapienia w tej racyi nienarażony. Gdyby ten awuls i wrócił był do probostwa, to w skutek ukazu z r.
1865 gniezdziłoby się na nim chłopstwo, którego sąsiedztwo plebanowi byłoby
dokuczliwsze nawet niżeli żydowskie.
117
W r. 1875 chciałem w Prokuratoryi Akta tyczące się tej sprawy jako materyał historyczny miejscowy, wydostać, ale mi odmówiono. Niebawem tamtocześni dziedzice tutejszej dworszczyzny otrzymali wezwania w tej sprawie.
Zgodzony przez nich adwokat Felix Dębski odwlokł ją do r. b. W tym r. 1884
dnia 25 kwietnia / 7 maja zapadł ostateczny bez rekursu wyrok Izby Sądowej
(Судѣбной Палаты) na korzyść dworu, a niby z krzywdą probostwa, którego
czy bronić nie rozumiano, czy może i nie chciano: dość, że Prokuratorya ma
jeszcze zapłacić 25 rs. kosztów. Dnia 10 września poprosiłem osobiście, ażeby
mi Akta pomienione oddano, lecz i tym razem bez skutku, gdyż akta, nawet
spraw przegranych, w Prokuratoryi nie idą na makulaturę, ale do repozytu.
Ktoby chciał, kiedy po mnie sprawę tę roztrząsać okrom czterech foliałów Akt
jej się tyczących, przez nas jako tako uporządkowanych, zachowanych w miejscu, znajdzie w Archiwum Prokuratoryi Jeneralnej Królestwa Polskiego duży
wolumin Nr 5/110 wiele z powyżej przytoczonych szczegółów, dokumentnie
w sobie mieszczący.
Obejrzawszy się na ten dwustoletni dramat reasumując treść jego, powtórzmy, że część spornych gruntów, t. j. owe 45 zagonów, w ogrodzie i w polu,
poza 17 po X. Rokitnickim około r. 1653 były rzeczywiście w jakiemś posiadaniu Anny Kuleszanki (Kursztakówny) praprababki Paluchów Zaleskich, żony
Tomasza: jeno że zastawą w r. 1663 (ob. wyżej p. 174) do gruntów plebańskich
były przyłączone, a Zalescy niezwracając Kościołowi summy 85 złp., gwałtem je
odbierali. Zalescy pozycyę tę, czyli uroczysko, nazywali Kruszyną i Bąkowizną.
Kruszyna to szakłak: a w rzeczy samej po dziś dzień na plebańskiej granicy
z tej strony, moc szakłaków wyrasta. Wątpliwe to jednak, czy te a nie inne
grunta zwały się Kruszyną, gdy tej Kruszyny mogło być dość i z tamtej strony
dwora, na mokrym gruncie. Zalescy twierdzili, ale nie kładli dowodów, że grunta te w końcu XVI wieku przez Kursztaków od Achridyakona Kołaczkowskiego
czy jego sukcessorów były nabyte: żaden to przecie tytuł do ich grabienia, gdy
potem, bo już w połowie XVII wieku, choćby zastawą, przeszły w inne ręce.
Gdybyć się Zalescy tymi 45 zagonami (od r. 1798 w wyroku Smorczew. f.
7, na 32, nie wiadomo, dlaczego zmniejszone) kontentowali. Ale się nędznym
wszarzom Paluchom, drobnej szlachcie jak drudzy, bo wedle Taryfy z r. 1672
(ob. Sum. I f. 69; II. 91.) „Kursztaki włók dwie”: na dwóch włókach dziedzicom
ubrdało, że są panami, dworem: a niemając gdzie się szerzyć, nuż w proboszczowskie pomykać się wzięli. Co prawda juryści, bo któryż szlachetka wonczas
nie był jurystą? Panowie Zalescy bywali komornikami, posłami, deputatami na

118
sejmy i trybunały (ob. Proces. II); osobliwie Serwacy pieniacz z amatorstwa
„w jurydyce wyperfekcyonowany” – „w prawie usadny i zawzięty” – piszą o nim
współcześni.
Pisarz Ziemi Bielskiej przy Sądzie Tykocińskim, miał różne stosunki,
i umiał sobie radzić bez skrupułu, kiedy się odważył nieboszczykowi pod pachą, a nawet w cyboryum poszukać papierów (dokumentów); sam szarpał, bił
i ranił, a potem jakoby pobity i poraniony krzyczał i obdukcye robił; formował
aktoraty bez pozwów i uzyskiwał pospieszne, bez wysłuchania drugiej strony,
kondemnaty; czynił expulsyę, a sam poruszał wszystkie subselia i niby pokrzywdzony w niebogłosy wołał; domagał się dokumentów, a pokradzionych zgoła
nie zwracał; w Sądach Duchownych chciał odesłania sprawy do świeckich,
a jednocześnie po Konsystorzach lubelskich, łomżyńskich i Nuncyaturze żale
rozwodził; cytował dekreta ziemskie i trybunalskie, a podobno takich zgoła nie
było, bo ilekroć urzędownie był o produkowanie ich rekwirowany, pokazać nie
chciał. Mamy tu napisano wyraźnie, że „rekwirowana Palestra Brańska tych
kondemnat w regestrach Sądowych wynaleźć nie może.”
Dodajmy do tego ludzkie także niechęci. X. Wojciech Wnorowski, za którego się na tę aferę wyraźniej już zanosiło, był „przytrudny” – cierpki; domagał
się całkowitej (niepołowicznej) 4 (czy 8) kop dziesięciny; miał karczmę korzystniejszą niż dworska: wszystko to kwasiło stosunki, gniewało, biesiło młodego
półpanka ze saskiej szkoły. Mało już było bojaźni Bożej, wstydu przed ludźmi;
zuchwalstwo i buta dosyć popłacały. W p. Serwacym wyraźnie płynęła krew
brzydka, nie z Kursztaków po Annie, ale po Tomaszu pradziadku, qui „civiliter
mortuus” [publicznie zmarły] po Tomaszu ojcu, co legł z pojedynku, po niecnych
Paluchach.
Dziwnie się też tu w tych Kuleszach plątali Zalescy. Okrom tych Zaleskich Paluchów rodziny, był ich X. Maciej proboszczem tutejszym, X. Szymon
Zaleski także proboszcz kuleski. Potem podsędek Hilary Zaleski zjeżdżał tu
w tej sprawie, a Zaleski Antoni jeometra, robił ostatnie pomiary i mappę.
Dziedzictwo Paluchów poszło na strzępki. Na Józefe Cyryllu w początku tego
wieku kończy się ich genealogia.
W r. 1808 już Józef Smólski, przedtem dziedzic Kazunia pod Modlinem,
pisze się kollatorem dziedzicem na Kuleszach z przyległościami. Lecz jak to być
mogło, gdy dopiero 14 września 1817 r. tenże Józef Smólski kupuje Kulesze
za złp. 39.000 u Wojciecha Milewskiego? Po Smólskim w r. 1833 dostały się
Kulesze Janowi i Maryannie z Pietruszyńskich Wińskim; w roku zaś 1857 d. 9
119
lipca kupił je od Ignacego Wińskiego Wiktor Milewski za rs. 6.600. W r. 1859
nabyli je od Towarzystwa Kredytowego na licytacyi Przeździeccy: Wawrzyniec
ojciec i syn Teofl. Od tych Godlewscy, od Godlewskich złodzieje, żydzi i tutti
quanti [i cała reszta]. Sic lapsit po części z księżej krzywdy nabytek. Prawda, że
i księżem dziś by to nie było! Istnie jak w Krasickim:
„Po dwudziestu dekretach, trzynastu remissach,
Czterdziestu kondemnatach, sześciu kompromisach
Zwyciężył Marek Piotra; a że się zbogacił,
Ostatnie trzysta złotych za dekret zapłacił.
Umarł Piotr, umarł Marek, powróciwszy z grodu,
Ten co przegrał, z rozpaczy; ten co wygrał, z głodu”18.
Studyowanie tej sprawy przekonało nas, jak dorywcze są niemal wszystkie
wyroki sądów. Prawdziwie „śmieszne te sądy i trybunały!” Obrońcy, sędziowie,
ba! nawet strony wojujące, najczęściej tabaka w rogu, barany o dwu głowach.
Kłócą się do upadłego o kozią wełnę. Wołają, krzyczą: włoka i czwartka (ćwiartka), 32 zagony i 17; Księża się boją pomiaru, by się na terytoryum dalszem
więcej niżeli 6 włók i 17 zagonów nie okazało. Tymczasem z pomiaru wypada,
że kwestyonowanego jest tylko morgów 8 i prętów 216; a wszystkie grunta
księże na Rokitnicy, z Podlipnem i Kursztakami, summa summarum mają włók
4 morgów 8 i prętów 14. = po odtrąceniu awulsu Litewki morgów 4 prętów
165: z nim zaś: włók 4 morgów 12, prętów 179 (ob. wyżej p. 165 i n.)
Przestrzeń kwestyonowanego awulsu najłatwiej było wynaleść matematycznie z pomiaru z 1598 r. (ob. wyżej p. 164 i n.) Było tam w przypuszczeniu
i przybliżeniu morgów 126:
Dodać do tego 17 zagonów na 9 stajach z zapisu X. Rokitnickiego, wypadnie
morgów około 5.
45 zagonów zastawnych także na 9 stajach – morgów około 13
Razem morgów + – 144 .
Jeometra w r. 1853/4 znalazł ich 132 prętów 179, a więc brak morgów 11
z prętami: cyfra bardzo podobna do przestrzeni owych 45 zagonów. To obliczenie jednak kładziemy tu tylko jako ciekawostkę, nie dowód, bo się tu nigdy na
taki dowód, ni ta, ni owa strona nie powoływała: tembardziej, że w takim razie
18 Por. I. Krasicki, Pieniacze.

120
wsiąknięcie 17 zagonów po X. Rokitnickim byłoby nieodgadnione. Kończąc
uwagi nad tym procesem, zanotujemy, że w tym względzie z poprzedników
naszych, jeden X. Rokitnicki miał zmysł praktyczny, domagając się wymiaru:
inni szli omackiem. W sądach zaś, grody, ziemstwa i trybunały, to istne beczące
barany; nie lepsze Justic Kommissye, Appellacye i Senaty. Jeden i jedyny sędzia
Jan Smorczewski (w r. 1798) na miejscu rzecz dokładniej zbadał, zdanie też
sprawiedliwsze, obiedwie strony uwzględniające, wydał. Rozumiemy, iż patron
X. Wnorowskiego pan Paweł Świerżewski, jako jurysta a tutejszy parafanin,
więc sam dobrze rzeczy świadom, sędziego dobrze objaśnił.
Rzecz jednak dziwna, czemu p. Świerżewski nic o zastawie onych 45 zagonów nie wspomniał. Wyjąwszy ten punkt, dobrze się p. Świerżewski w tej
sprawie rozpatrzył w tył, lecz mało przewidział naprzód, gdy stronom wojującym pogodzić się nie dopuścił. Dziś, przebieg tego procesu we wszystkich jego
szczegółach, tak jakośmy go tu opisali, ma swój interes, ciekawym jest: acz i to
nie dla wszystkich, jeno dla znających przeszłość narodową: bo zresztą dla stron
niegdy walczących dziś wszystko lapsit [minęło]!…
3. Dział na Kuleszach Kursztakach położony, w swej długości od wschodu
poczynający się od rzeczki Rokitnicy, a kończący się przy granicy Kulesz Wykna Nowego; omiedzowany od północy od pól podawczyńskich, a od południa
od pól szlacheckich zwanych Kursztaki (bo w bliskości terrytoryum dawnego
dworku, właściwych Kursztaków.) Podług wymiaru Dąbrowskiego obejmuje
morgów 6, prętów 135; Zaleski zaś namierzył morgów 6, prętów 229. A więc
jest to ten sam dział, o którym dokument z r. 1598 (ob. Sum I f. 15; II. 29)
powiada, iż panowie: „Kursztaki … w polu ukazali płosę, którą nazywali włąką
od granicy Szczęsnowskiej do rzeczki Rokitnice, której pan Gierałt namierzał
siedm morgów” (ob. wyżej p. 161.)
4. Dział na Podlipnem poczynający się od drogi Podlipneńskiej (pisze X.
Koćmierowski: a my go znajdujemy tuż przed karczmą Wyłudą poczynający się
od gościńca łomżyńskiego) od zachodu, a kończący się po dróżkę do Podawc
od Litewki ciągnącą, między miedzami od południa i północy w posrzód pól
szlacheckich. X. Koćmierowski powiada, iż „ten dział jak tradycya opiewa za
pogłowszczyznę sługi szpitalnego nadany” i X. Warecki to za nim powtarza.
A my powiadamy: bajki prześwietny sądzie!
121
Jest to dzialik z pierwszego w r. 1493 i powtórnego w r. 1598 nadania Podlipnych, o którym dokument (ob. Sum. I f. 15; II 29; Cfr. wyżej p. 161) mówi:
„Także też Podlipny ukazali za wsią Podlipnych trochę grątu morgów trzy citra
vel ultra [z tej albo z tamtej strony], mówiąc, że Antecessorowie Aktorowi (X.
Rokitnickiego) przestawali na tym, a nas nie pozywali i nie odymowaliśmy nic
tego, czego przodkowie nasi podali”. Jakoż i Dąbrowski znalazł tu morgów 2,
prętów 13; a zaś Zaleski już bliżej owego „citra vel ultra” [z tej albo z tamtej
strony], bo morgów 2, prętów 259.
5. Dział zwany Danielowski, położony na Niziołkach Dobkach od zachodu, od głów gruntów Niziołkowskich, od południa o brozdę czy miedzę
z poszczególnym szlachcicem, od północy między gruntami w równem położeniu wsi Niziołki. Kawałek tu tylko roli, reszta łąka, czyli pastewnik Danielowskim zwany od Daniela, ale tych Danielów wielu tu bywało, i dziś w parafi
imię to niedziwne. X. Koćmierowski, co mu zwykła pisać niegruntownie, to
zakonotował: „Świadkowie nadmieniają, iż kawałek w mowie będący, nie sposobem tytułu kollatorskim, lecz w innym względzie jest ofarowany, gdyż tylko
przez jednego został nadany, etc.” A przecie w Summaryuszu II f. 115 i 116
akt tego nadania w skróceniu; fol. [folium / karta] zaś 146 per extensum [przez
rozwinięcie], i w Miscelaneach w wiernym extrakcie. W r. 1679 w wigilię śś.
Apostołów Szymona i Judy (t. j. 27 października) w Grodzie Brańskim, dwaj
bracia Szymon i Adam Kalinowscy „sortem certam praecipue circulum prati
cum sylvis (kawałek łąki z lasem) in Kulesze Niziołki” ciągnący się do strugi Rokitnicy, przez ich przodków od Kuleszy Koska (może Kózka?) nabyty,
Kościołowi kuleskiemu wiecznymi czasy zapisują na odpuszczenie grzechów
swoich i swoich przodków, na msze i nabożeństwa. Nie znajdujemy jednak
śladu, żeby okrom ogólnego wspomnienia za dobrodziejów, osobne msze albo
ofcya, za tych Kalinowskich, kiedy odprawowano. Grunt to lichy – na łące
sama wułnianka; całej przestrzeni tego nadania Dąbrowski namierzył morgów
2, prętów 160; Zaleski morgów 2, prętów 274.
Wszystkie tu dotąd wyliczone grunta były już uposażeniem probostwa
kuleskiego przed renowacyą Erekcyi w r. 1722: Erekcya ta atoli, snadź w skutek niedokładnego przedstawienia źle je wyłuszcza, gdy (na str. 9 § 1, 2, 3
i 4) mówi: „Bona omnia nimirum Mansos sex in villa Kulesze Rokitnica inter
agros nobilium ejusdem villae incolarum jacentes cum suis pratis, sylvis, rubetis,

122
mericis, paludibus etc. deinde duos morgos et medium in villa Grodzkie (na
trojgu Grodzkich wedle pomiaru Zaleskiego było morgów 3 prętów 283) unum
in struga penes granitiem Litewska alterum vero penes granitiem Miziołkowska dictam situm Sanctuarium vocatum (co jest zgoła błędnem zrozumieniem
dokumentu, o którym dalej: ob. wyżej p. 156 ad fn.) de quibus in concordia coram Actis Terrestribus Bielscensibus in Brańsk feria secunda post Dominicam
Conductus Pascha proxima millesimo quingentesimo octuagesimo secundo
anno per nobiles Grodzkich facta mentio extat. Denique septemdecem sulcos penes coemeterium Kuleszense jacentes per Reverendum olim Stanislaum
Rokitnicki Kuleszensis Ecclesiae Rectorem donatos et coram Actis Castrensibus Zambroviensibus feria tertia in crastino festi Sanctorum Philipi et Jacobi
Apostolorum millesimo sexcentesimo vigesimo secundo (powinno być tertio)
anno inscriptos. Areamque (siedlisko) ad dictos sulcos spectantem, in qua ad
praesens taberna ecclesiastica (plebańska karczma) reperitur et existit”. [Wszystkie dobra, mianowicie 6 włók, położone we wsi Kulesze Rokitnica, leżące pomiędzy
polami mieszkańców – szlachciców tej samej wsi, z łąkami, lasami, krzakami jeżyny,
bagnami i pozostałe; później 2 morgi i pół położone we wsi Grodzkie – jedna przy
strudze, przy granicy Litewki, druga zaś przy granicy Miziołkek, mówi się/uważa
się to miejsce za miejsce święte/przynależne do Kościoła. O tych terenach/ziemiach w ugodzie sądowej w Aktach Ziemskich Bielskich w Brańsku, w poniedziałek
po święcie Paschy w 1582 roku przez wspanałomyślnych – szlachetnych Grodzkich
została uczyniona wzmianka. W końcu 17 zagonów leżących – położonych przy
cmentarzu przez zmarłego Szlachetnego Stanisława Rokitnickiego, rektora Kościoła
w Kuleszach, zostało zapisanych i poświadczone w Aktach Grodzkich Zambrowskich, we wtorek, w święto Apostołów Jakuba i Filipa w 1622 roku – powinno być
w 1623. Siedlisko uwzględniające omawiane zagony, na których do dnia dzisiejszego
– do chwili obecnej znajduje się plebańska karczma.]
O tych 17 zagonach wizyta z r. 1670 zgoła milczy i podobnież wizyta z r.
1717, dlatego że w nich uposażenie kościelne wyrażone ogólnie. Wizyta z r.
1737 wyraźnie powiada: „Septemdecem sulcos penes coemeterium Kulesense
jacentes sed non sunt in possessione moderni rectoris” (ob. Lib. Visit. I; Sum. II
f. 158.) Wizyta zaś z r. 1798 (ob. Lib. Visit. II), pisze: „Na tejże wsi Kuleszach
Rokitnicy zagonów 17 przy miedzy włók wyżej wyrażonych funduszowych
leżące przez niegdy WJX. Stanisława Rokitnickiego w r. 1623 Kościołowi zapisane”. Przy renowacyi Erekcyi tedy w 1722 r. byłyby te 17 zagonów w possessyi
proboszcza, boć p. Tomasz przy układaniu tej Erekcyi był osobiście (ob. p. 4§)
123
i na nią się zgodził: „In praesentia Generosi Tomae Zaleski … in Erectionem
Fundationis ejusque approbationem Consentientis” [W obecności Wielce Szanownego Tomasza Zalewskiego … wyraził zgodę na erekcję i założenie tego kościoła].
Chybaćby Kurpiewski, ojczym Serwacego przed r. 1737 księdzu Wojciechowi
Wnorowskiemu je odebrał. W r. 1750 wizytujący X. Kłosowicz notuje, że te 17
zagonów u p. Serwacego (Rupnieviane ad fn.) W roku znowu 1798 X. Marcin
Wnorowski (jak pokazuje powyższa wizyta z t. r.) miał je w possessyi, lecz tylko
w ogrodzie od strugi, bo i w projekcie „przyjacielskiego układu” z d. 17 września
tegoż 1798 r. Stanisław Poniatowski, ojczym i opiekun Józefa Zaleskiego, tak
się wyraża: „ażeby X. Marcin Wnorowski ogrod naprzeciwko tegoż gruntu (t. j.
włoki i czwartki w polu, za gościńcem ku Wyknu zagrabionych), który od strugi
Rokitnicy bezprawnie trzyma, oddał” (ob. Proces. v. II.)
Jeżeli w tem nie ma ze strony X. Wnorowskiego złego rozumienia, i jeśli
dawna miedza przeniesiona, to te 17 zagonów od strugi, byłyby i dziś w obrębie
possessyi plebańskiej: boćby niekiedy po r. 1798 od probostwa odpadły: lecz
w takim razie wszystkie nasze powyższe kombinacie, co do tego terrytoryum,
zgołaby się powikłały. Przekonamy się o tem, gdy przez wykopane trumny znajdziemy granice dawnego cmentarza przykościelnego, na które dotąd trafć nie
mogliśmy.
Dalej Erekcya renowacyjna uposażenie Kościoła kuleskiego w gruntach
tak opisuje: „Aggerem (groblę) quoque in rivulo per villam Kulesze currente
factum, in quo olim exstabat molendinum plebanale, locumque stagni prope
dictum agerem (sic) quondam existentis.” [Zbudowano groblę także na rzece
płynącej przez wieś Kulesze, na której niegdyś istniał młyn plebański, i w miejscu
stawu kiedyś istniejącego obok omawianego pola.] Jest tu także napomknień wiele
dokładności mało. Grobla o której mowa, i miejsce stawu, będą znaczyć tę groblę przed grobką na drodze ku Niziołkom, gdzie też ślady ocembrowania brukiem dawnego zbiornika wody, do dziś widoczne. Wypadnie zatem, że i rivulus
biegący (chyba tylko sączący się) przez Kulesze (raczej przez grunta dawne
plebańskie), nie będzie to Rokitnica, ale ten sam strumyczek, który dokument
z r. 1600 (ob. Sum I f. 20; II f. 39) torrens, w olszowym gaju na gróbce z poza Ś.
Marka ciekący wspomina. Indziej bowiem tu grobli w tym czasie zgoła nie było
(ob. wyżej p. 169 i n.) Groblę przy dzisiejszym moście w Kuleszach Prussacy
zbudować kazali. O młynie plebańskim wodnym ob. wyżej p. 139.
„Pratum cum alneto (łąka i olszanki) a wygon ad agrum sanctuarii, et
a fuvio Rokitnica ad łosiowy smug tendentem” [Łąka i Olszanki rozciągające

124
się od wygon do pola należącego do kościoła i od rzeki Rokitnica do Łosiowy
smug]. (Erek. p. 4§3.) Jest tu także i niedokładność, i omyłka. Wyrażenie wzięte
ze skargi X. Rokitnickiego na Litewkę w r. 1605 i 1606 (ob. Sum. I f. 10 i 18;
II f. 19 i 34) wnoszonej: lecz w tych skargach są wyrażenia o tej łące i olszynie:
„a rippa agrum sanctuarii scilicet a pieczysko sive a most (t. j. od brodu kędy
dawniej szedł gościniec łomżyński) versus Dołkoszewizna [w kierunku Dołkszewizna], et a fuvio Rokitnica ad viam ducentem i biegnące od rzeki Rokitnica
do drogi na Łosiowy smug. (wyrazy w Erekcyi opuszczone) ad Łosiowy smug”.
X. Rokitnicki w skargach tak terrytoryum to ograniczał, i pewneć jako mąż
uczciwy i kapłan nienapaścią: w pomiarze jednak zań w r. 1600 (ob. Sum. I f. 19;
II f. 37) zrobionym poświątnego, nadanie Litewki referujący woźny tak kładzie:
„A co należy do czterych włąk morgowanych… Litwianie Stara wieś pro interesse suo [znajduje się] piętnaście morgów w Dołkoszewiznie od rzeczki Rokitnice
cum rippa prato et alneto (z brzegiem, łąką i olszyną) za drogą Niziołkowską ku
łosiowemu smugowi inter granities [między granicami] Wykieńska, Miziołkowska et inter mettas [i między granicami] Nowa Litwa wymierzyli. A Litwianie
dicti [nazywani] Nowa wieś penes eosdem takie piętnaście morgów pro suo
interesse [znajduje się], co należy do czterych włok morgowanych od pieczyska
od brodu, mostu, przez górę po drogę Wykieńską inter mettas sive granities
[pomiędzy granicami] Starej Wsi Litwian et Podawceńska wymierzyli” (ob. Sum.
I f. 21; II. 40.)
Z niezrozumienia tych słów wynikły wnet, bo w r. 1605 i 6 gwałty, wypasanie przez Litewkę księdzu łąki, zboża, i wycięcie gaju. W r. 1607 (ob. Erekcyę
p. 7) wprawdzie w skutek Ziemskiego wyroku, w poniedziałek po Ś. Michale,
woźny Mikołaj Dzierżek z dwoma szlachty schodził na grunt i Litwa ustąpiła
znowu do poświątnego „pratum cum alneto videlicet a wygon ad agrum sanctuarii, et a fuvio Rokitnica usque ad viam ducentem ad Łosiowy smug [łąka
z gajem olchowym rozciągająca się od wygon do pola należącego do kościoła,
i od rzeki Rokitnica do drogi prowadzącej na Łosiowy smug]. „Woźny księdza
w possessyę tego terrytoryum na nowo wprowadził, i relacyą swoją wniosł do
Akt Ziemskich w Brańsku, atoli jak to mówią: Pop swoje, czort swoje. Litewka
od owego to czasu, t. j. od początku wieku XVII o ten kawałek (liczony na
pamięć 6 morgów, w rzeczywistości tylko 4 i prętów 165) marnego smugu, jej
wprawdzie bardzo, jako podboczny wygon przydatny, ale przez Litwę (nie przez
Litewkę ob. wyżej) probostwu nadany, do r. 1854, a nawet aż do 1865, bójkę
toczyła.
125
Stosy awantur (ob. Proces z Litewką i indziej; Cfr. wyżej p. 166-169),
kosztowne zjazdy na grunt, kreślenie odręczne mappek, spór o wyraz wygon,
którego na pewne ni ta, ni owa strona pokazać nie mogła. Księża pokazywali
im wygon z tamtej strony strugi, pomiędzy Pieprzem a Litewką; oni zaś chcieli
go mieć z tej strony strugi, w rogu między strugą, od wschodu, poświątnem od
południa i zachodu, a polem Niziołk Dobków od północy ograniczony. Ksiądz
im tego ustąpić nie mógł, bo i nie w jego to było mocy, i narażałby się przez to
na wielkie szkody na dalszem terrytoryum plebańskiem.
Że słuszność była przy nim, jasno wskazują słowa odgraniczenia z północy: „a fuvio Rokitnica usque ad viam ducentem ad Łosiowy smug” [od rzeki
Rokitnica aż do drogi prowadzącej na Łosiowy smug]. Odgraniczenie to proste,
nie łamane jak chce Litewka, bo w takim razie sformułowanie go urzędowe,
byłoby niedorzeczne. Droga też tu nie inna, ale ta od brodu i mostu ku Łosiakowi, bo wprost z Litewki ku Łosiakowi drogi wonczas nie było: jakoż i dziś
Litewka tylko cudzym zagonem pola Dobkowskiego na Łosiak się przebiera.
Zresztą na pierwszy rzut oka, ten klinek przez Litewkę pretendowany byłby
dziwnie wstrzyżony w obce działy, ciągnące regularnie do samej strugi. Dziś
także mniejsza o to. Miałby trzymać chłop, moskal lub żyd jaki, niech trzyma
brat szlachcic, jaki taki kollator!
Wreszcie Erekcya renowacyjna uposażenie gruntem probostwa kuleskiego
tak kończy. „Areas tandem in quibus templum Kuleszense, aedifciaque plebanalia et ministrorum ecclesiasticorum antiquitus et ad praesens sunt extructa,
et alias hortos, agros, campos, prata, sylvas cum suis circumferentiis, adjacentiis
et partinentiis universis prout nunc possidentur et ab antiquo possidebantur”.
[Obszar, na którym zostały wybudowane: świątynia w Kuleszach i budynki należące do plebani i pracowników kościoła od czasów najdawniejszych do chwili obecnej
i inne: ogrody, pola, łąki, lasy ze swoimi przyległościami są w posiadaniu kościoła od
czasów najdawniejszych.]
Wypada tu zauważyć, o czemeśmy wyżej (ob. p. 158 i n.) już namienili, że
sześć włók z pierwotnego nadania były tylko na papierze, nigdy w rzeczywistości, na gruncie i w gruncie, że tylko X. Rokitnicki fałsz ten rozumiał. A wszyscy
jednak antecessorowie moi, powtarzając za panią matką pacierz, w imaginacyi
sześciu włokami się cieszyli. Tak w r. 1670 X. Zapertowicz dyktuje uposażenia
swego włók 6 „in omni triplici campo, cum pratis, agris, pascuis, piscinis, piscatoriis, paludibus, borris, agris, et aliis attinentiis [na każdym składającym się
z trzech części polu z łąkami, polami, rybami, bagnami, i innymi przyległościami]

126
(ob. Acta Visit. f. 115 i n., w Bibliot. Głów. Warszaw. № 393.) Wizyta Przebendowskiego z r. 1717 mówi: „Pro dote haec Ecclesia habet sex mansos agri
in eadem villa Kulesze seu Rokitnica” [W darze ten Kościół otrzymał 6 włók pola
w tej samej wsi Kulesze albo Rokitnica] (ob. Lib. Visit. I; Sum. I f. 55; II f. 86
i 153.) Renowacya Erekcyi w r. 1722 (p. 9§1) to mansos sex [6 włók] powtarza,
w myśl, czyli raczej w literę, pierwotnej Erekcyi z r. 1493. Wizyta z r. 1737,
patrząc się na instrument świeży renowacyjny, jego słowa powtarza z grubym
bąkiem, licząc na Grodzkich 2 włoki (powinno być morgi) i pół, a ze słuszną
konnotatą, że owe 17 zagonów „non sunt in possessione moderni rectoris” [nie
są w posiadaniu obecnego rektora Kościoła] (ob. Lib. Visit. I; Sum. II f. 158.) W r.
1750 wizytator X. Kanonik Kłosowicz liczy: „Dobra i prowenta należące do
Kościoła kuleskiego na wsi Kuleszach Rokitnicy włók № 6” (ob. Rupnieviane
ad fn.) Temci niedokładniej, że 20 zagonów na Kursztakach kładzie osobno.
X. Marcin Wnorowski, obejmując probostwo tutejsze w r. 1765 także sześcią
włokami na Rokitnicy, a osobno 20 zagonami w swoim ograniczeniu (pól: należałoby raczej powiedzieć w ograniczeniu głów piszących i przyjmujących księży,
nieumiejących się rozczytać w dokumentach) na Kursztakach, i innymi Atynencyami poświątnego, się cieszy: (ob. Sum. II f. 142.) Cóż mówić, kiedy nawet
do Spisu Funduszów w r. 1819 widocznie na uciemiężenie benefcyatów przez
Rząd robiącego się, X. Koćmierowski dyktuje włók 6, chcąc je tylko uszczuplić
znacznym awulsem aż o półtory włóki.
Dopiero rzetelniejsze pomiary jeometrów przekonały o znacznie mniejszej
przestrzeni tych gruntów: gdyż wedle pomiaru Zaleskiego ogółem na Kuleszach (z protendowanym wygonem Litewki, bo ten był w possessyi księży, lecz
bez awulsu ze strony dworu), Grodzkich i Niziołkach, probostwo tutejsze miało
morgów 139 prętów 136: czyli włók 4, morgów 19 i prętów 136. Na samych zaś
Kuleszach (z Podlipnem morgów 2, prętów 259; Pieprzem morgów 14 prętów
44; i Kursztakami morgów 6, prętów 229) było morgów 132, prętów 179; czyli
włók 4, morgów 12, prętów 179.
Grunta przybyłe probostwu kuleskiemu po renowacyi Erekcyi są to:
6. Na Gołaszach Górkach gruntu w trzech polach różnego obszaru między szlacheckiem, w siedliskach i ogrodach, kawałków, czyli miejsc 4, w polach
39, w lesie i gajach 4, w łąkach 3, w stawie (pewno jeziorku) 2 = razem brań
52. Mierzone nie były nigdy za księżej possessyi.
127
Pierwszy raz wzmianka o nich w wizycie z r. 1798. „Taż Altarya ma siedlisko i trzy morga gruntu na dobrach Górkach leżące, które JX. Proboszcz zarabia.”
W r. 1804 dnia 19 stycznia w Inkorporacyi Altaryi Różańcowej Kuleskiej do
probostwa, po wyliczeniu summ, dołożono siedliska i trzy morgi gruntu: „areae et
tribus Jugeris agri.” W wizycie dekanalnej z tegoż samego 1804 r. było zapisano:
„Na dobrach Gołaszach Górkach (do tejże Altaryi applikowane) jest siedlisko
szerokie zagonów zimowych 4, długie staj 2; i w polu gruntu trzy morgi.” Ręką
X. Koćmierowskiego w późniejszym czasie dodano: „Owszem, morgów 7 i pół,
równie jak Dominik Kołakowski, który mając Leśniewską za żonę, tejże części,
zwanej Leśniewizną, połowę z 15 morgów dziedziczy.” X. Warecki w r. 1865
w Deklaracyi urzędowej, opierając obliczenie gruntów na Górkach tylko na
szczegółowem obliczeniu zagonów i kosisk siana, naliczył morgów 6.
Być może: jednakże w skutek ukazu jeden jest tylko niemi nadany, były
żołnierz Wojciech Leśniewski: bo umiał podejść jeometrę, a może i Komisarza;
on zaś powiada, że niemało z tych brań księżowizny utaili poprzedni dzierżawcy
pp. Kołakowscy. Choć rząd zagrabił, a ci pokręcili, księdzu i pokrzywdzonemu
nie godzi się mówić: Bierz ich kaduk: ale Bóg z nimi!
Grunta te są darowizną z testamentu p. Mateusza Łapińskiego Cześnika Bracławskiego na Altaryę Różańcową Kuleską w r. 1751 zrobionego: (ob.
w Dokumentach Altar. Różańcowej; Cfr. wyżej p. 104.) Pomimo że Inwentarz
Podawczy z r. 1765 ich nie liczy, i X. Marcin, jakby się po nim, jako dobrze
świadomym, spodziewać należało, ku wdzięcznemu wspomnieniu takiego dobrodzieja i dobrodziejstwa nie zakonotował, atoli w pomienionym testamencie
wyraźnie napisano: „Chłopa Jana z żoną i z trzema synami, i z trzema córkami
z gruntem nazwanym Leśniewsczyzna, z chałupą i siedliskiem do kościoła kuleskiego na Rożaniec xiędzu Rozańcowemu leguję i zapisuję”.
7. Podobnież na Tyborach Uszyńskich: Siedlisko, w bardzo dogodnem
i ładnem miejscu „przy samej wsi,” i siedm brań gruntu w trzech polach i zaroślach. X. Koćmierowski (przy końcu wizyty z r. 1804) dołożył konotatę tych
gruntów, i na wiatr twierdzenie, że one są „przez niejakiego Uszyńskiego, w roku
nie wiadomo, którym zapisane, więcej od lat sta (?) w possessyi proboszczów
kuleskich”. Przy wizycie w r. 1822 tenże X. Koćmierowski liczy na Tyborach
Uszyńskich gruntów „pół włoki, wraz z siedliskiem dobrem 24 zagonów obejmującem, na trzy dobre staja rozciągających się”. Jeometra Dąbrowski namierzył w tych działach z siedliskiem morgów 11 prętów 9: a X. Koćmierowski

128
położył tu znowu inną konotatę, że grunta te „przez niejakiegoś Choińskiego
(tam Uszyńskiego) bezdzietnego (jak tradycya opiewa) za pogrzeb, kościołowi
parafalnemu kuleskiemu ofarowane i więcej od stu lat, przez rządzców tegoż
kościoła bez żadnej kontrowersyi w possessyi utrzymywane”.
Nie mógłże się o to, przez lat kilka z nim żyjąc, X. Marcina rozpytać?
A wszakże wyraźnie nie od lat stu, ale za proboszczowania tego plebana, i to
później od gruntów na Górkach, jeno bez dokumentu, cichaczem, possessyą (bo
urzędownie już w te czasy wieleby trudności) probostwu one przybyły. Jeometra
Zaleski namierzył tych tu gruntów z siedliskiem morgów 14 prętów 140: tyle
snadź przez lat przeszło 20 po pomiarze Dąbrowskiego świętej ziemi przyrosło!
Koniec końców probostwo kuleskie uposażenia w gruntach, bez względu na
awuls pretendowany na zbyt wysoko (przez X. Wareckiego przy Deklaracyi
w r. 1865 d. 14 czerwca, na morgów około 60) miało w ogólności morgów
wymierzonych 153 prętów 276, i niewymierzonych na Górkach morgów około
6 = Razem morgów 159 prętów 276, czyli włók 5, morgów 9, prętów 276.
Grunta te, mianowicie na głównem terrytoryum Kuleszach, wzgórzyste,
piasczyste; w dołach zaś torf i sapy. Poprzednicy moi, bo tak wypadało, dodawali, że „nieurodzajne.” Widywaliśmy jednak sami, że pokąd szła na nie mierzwa
z dziesięciny i były dobrze uprawiane, żyto i inne gatunki zboża, okrom pszenicy, doskonale się udawały. Łąk acz nie tęgich, pomiędzy niemi było niemało; gaj
i kawałek borku dawały dosyć opału, grodzy, a nawet udarowani z zahodowanej
a bardzo gatunkowej po-proboszczowskiej choiny, budowle gumienne i mieszkalne sobie powznosili. Wskutek ukazu z 1865 r. rozdrapano to wszystko na 41
części, oprócz nadania szkółki, kancellaryi gminnej, propinacyi i kuźni. Drzewo
miało być osobno sprzedane i już było poznaczone, i na 800 rubli z górą ocenione, ale staraniem mojem temuż chłopstwu przyznane. Rozumiałem bowiem,
iż tym sposobem ozdobę miejsca ocalę: alem się srodze omylił!
Drugiem źródłem uposażenia proboszcza kuleskiego, a niemniej od pierwszego ważnem, była dziesięcina. „Dantes etiam Decimas post praedia nostra
ac incolis omnis grani perpetuis temporibus et in aevum Rectori praedictae
Ecclesiae capi, tolli, et in usus beneplacitos converti” [Także dziesięcinę…] mówi
Erekcya pierwotna w r. 1493 (ob. p. 7§ Decimae.) Tu również albo kolatorowie za wiele postępowali, albo redakcya piszącego Erekcyę notaryusza była za
obszerna. Obiecują i zobowiązują się dziedzice kolatorowie ze swoich folwarków (post praedia nostra [po naszych gospodarstwach] Cfr. wyżej p. 158) bez
129
różnicy od drugich: ab incolis [od mieszkańców] t. j. i od innych mieszkańców
parafan, których się zgodą, jednomyślnością wyżej szczycili „cum suis parochianis adhaerentibus ,” – raz na zawsze (perpetuis temporibus et in aevum [i od
niepamiętnych czasów]) dawać plebanom kuleskim dziesięcinę większą omnis
grani [wszystkie te nasiona], z wszelakiego gatunku zboża, to znaczy wytyczną: co potwierdzają słowa „capi, tolli” = brać i zabierać po wytknięciu. Takie
było zobowiązanie się piśmienne, z przyłożeniem wszystkich braci Kursztaków
wspólnej pieczęci, przed biskupem wizytującym Kulesze na miejscu (in praesentia suae Paternitatis [w obecności przełożonego]), przy świadkach biskupich
kapelanach, i notaryuszu to spisującym.
Ale czy temu zobowiązaniu się zaraz od początku należycie zadość czyniono, wątpić się godzi. Pierwszy pleban, o którym tu wiemy, X. Kołaczkowski,
poważny i gospodarczy, gdy rozsądzał spory (Sum. I f. 34; II. 61), dawał na
zastawy i kupował grunta (Sum I f. 37; II. 65; Proces. v. II w Sum. Zaleskich
r. 1586 i 1595), ale o posag kościelny nie zabiegliwy. X. Rokitnicki zabiegliwy
i bardzo, ale o dziesięciny nie ma śladu, żeby miał spory. Prawda, że dziesięcina
pomiędzy 1564-1649 szła na potrzeby krajowe. To też dopiero aż X. Zapertowicza w r. 1670 znajdujemy pobierającego „decimam manipularem”: w snopkach nie w ziarnie; i jemu pozwala wizytator wystąpić do sądu przeciw „male
decimantibus” (ob. Sum I f. 40; II. 70.) W r. 1672 z Laudum, czyli Uchwały
Sejmikowej ułożona urzędowa Taryfa, i tegoż roku w Akta Grodzkie Brańskie wniesiona, którą potem wzięto za zasadę wymiaru gruntów na wszystkich
wioskach, i wedle niej składano tak podatek dymowy, licząc po 5 włók na dym,
jakoteż i dziesięcinę (ob. Sum I f. 59; II. 91.) W tej tedy Taryfe (lubo z rzeczywistością niezgodnie) jest ogółem na wszystkich wioskach kuleskiej parafi
włók 261, morgów 28. Jednakże w tej liczbie nie masz Uszyńskich (włók 10),
bo ci płacili podatek do poborcy Drohickiego, oraz Pażoch (włók 12) i Wiechów (włók 10), bo ci do Tykocina wnosili podymne. Dodawszy te trzy wioski,
w całej parafi będzie się liczyć włók 293, morgów 28. W r. 1819 kommisarze
delegowani do opisu intraty naliczyli włók 294, morgów 10.
Lecz i to przypuszczenie.
Chodzi jeno o to, jakiem zbożem i po ile z morga obowiązani byli parafanie kulescy dawać tej dziesięciny?
Kolatorowie, t. j. mieszkańcy 13 wiosek, piszących się kolatorskiemi, niby
ze względu, że „to grunta bardzo nieurodzajne” (ob. Sum II f. 219), dawali pono
tylko po 2 snopki z morga, i to samej oziminy, czyli żyta; niekolatorowie zaś

130
po 4, t. j. 2 oziminy, i 2 jarzyny: czyli 2 żyta, 1 jęczmienia i 1 owsa (ob. Sum.
II f. 159.) Żyto na chleb, jęczmień na kaszę i słód, gdy księża niemając kawy,
a temci bardziej herbaty, jęczmienny kleik, na przemian z grzanem piwem, na
śniadanie najpospoliciej jadali; owies dla koni i drobiu. Od tej reguły po 2 i po
4 snopki z morga, w parafi tutejszej Górki stanowiły wyjątek, bo ci od dawna
dziesięcinę z żyta dawali przez pół, a w jarzynie całkowicie (ob. Spis funduszów
w r. 1819.)
Takowa norma dziesięciny, acz praktykowana w sąsiednich z łuckiej dyecezyi parafach, np. w Sokołach, nie była przecież obyczajem całego Podlasia,
i dlatego wizytujący w r. 1717 d. 13 paźdz. Kulesze biskup Przebendowski,
zwrócił uwagę na tę niewłaściwość stopy w uiszczaniu się tu z dziesięciny. Dziesięcina mówi: „ex villis ad eandem (Ecclesiam) pertinentibus ex quolibet earum
manso unam capetiam siliginis et alteram leguminum vulgojarzyny: exceptis
mansis collatorum, ex quibus licet jure petitorio debetur decima, per usum tamen nonnisi unam capetiam siliginis percipit parochus”. [Dziesięcina oddawana
dla tego Kościołach dotyczy tych samych wiosek, gdzie z jednej włóki oddawano jedną
kopę pszenicy i dwie kopy jarzyn: z wyjątkiem włók kolatorów, którzy złożyli skargę
w sprawie dziesięciny, chociaż niektórzy jedną kopę pszenicy przekazują proboszczowi.] I tu wyliczone wioski z liczbą włók gruntu, i kóp dziesięciny (ob. Sum. I f.
55; II f. 87 i 153; Lib. Visit. I.) W dekrecie reformationis pomiędzy innemi,
względem dziesięciny kazano się udać do prawa. „Contra renitentes in exsolutione decimarum jure agat” [Przeciwko sprzeciwiającym się w płaceniu dziesięciny
problem nakazano rozwiązać zgodnie z obowiązującym prawem].
Jakoż widać, że X. Maciej Zaleski, pod innymi względami opieszały, co do
dziesięciny wnieść skargi nie omieszkał: bo już 10 stycznia 1718 r. znany nam
pan Paweł Grodzki K. Z. B. ma na 17 t. m. i r. nakaz do Janowa o dziesięcinę zaległą; dnia zaś 22 maja 1719 (więc prawie w czasie śmierci X. Macieja)
w Konsystorzu Janowskim, agitowała się sprawa proboszcza kuleskiego z p.
Pawłem Grodzkim i drugimi z Grodzkich Starych i Szczepanowiąt o dziesięcinę całkowitą. Ten sam biskup Przebendowski, przed którym na wizycie
w r. 1717 na miejscu tu kwestyę tę poruszono, rozpatrzywszy, jak powiada,
w regestrach dawnych, przez X. Zaleskiego Konsystorzowi przysłanych „tum
quoque considerato usu et consuetudine a tempora immemorabili in tota Podlachia practicata,” zawyrokował, ażeby nadal wszyscy bez wyjątku, kolatorowie
i niekolatorowie po 2 kopy z włóki, czyli po 4 snopy z morga dawali (ob. Sum.
I f. 61; II. 95; Decreta ration. Decimae.)
131
P. Paweł Grodzki od tego wyroku zaapellował do Nuncyatury, a biskup
appellacyę przyjął „quoad efectum devolutivum, non vero suspensivum” [aby
następstwa prawne nie powodowały dalszego unikania, nie ma możliwości odwołania się]. Ale snadź appellacya była zaniechana i upadła, bo X. Wojciech
Wnorowski, zostawszy (d. 24 lut. 1720 r.) proboszczem kuleskim, dnia 14
września tegoż 1720 r. uzyskał powtórny wyrok biskupi na kollatorów i niekolatorów, w ogóle wszystkich parafan kuleskich, powyższemu wyrokowi o dziesięcinę nieuległych. Wyrokiem tym zagrożono pozwanym, że jeśli w ciągu
trzech tygodni wezwaniu do zadośćuczynienia z dziesięciną po 2 kopy z włóki
nie uczynią, popadną w exkomunikę; a wyrok takowy, dnia 13 października, X.
Szymon Makowski, wikaryusz kobyliński, w Kuleszach z ambony ogłosił i na
drzwiach kościelnych przybić go kazał.
Nie poskutkowało to jednak: owszem, d. 16 grudnia tegoż 1720 r., znany
nam skądinąd p. Tomasz Zaleski Rotmistrz Ziemski Bielski z innymi kolatorami przypozywają, przed tegoż biskupa Przebendowskiego, X. Wojciecha,
jakoby niesłusznie po 2 kopy z włóki dziesięciny od nich domagającego się.
Sprawa przyszła na stół w Konsystorzu Janowskim dnia 8 stycznia 1721 r.,
gdzie X. Wnorowski pokazawszy Erekcyę i wyrok Konsystorski z 22 maja 1719
r., wygrał. Skarżący go appellowali do Nuncyatury, i appellacyę przyjęto (ob.
Sum. I f. 62; II. 98.) W Nuncyaturze przesądzano tę sprawę 21 lipca i 8 sierpnia
tegoż 1721 r., gdzie dziesięciną kazano oddawać wedle wyroku konsystorskiego,
a appellujących na koszta processu wskazano (ob. Sum. I f. 64-67; II. 99-104.)
W myśl tych dekretów (boć i słowy ich) renowacya Erekcyi z r. 1722,
przyjąwszy za regułę ilość włók w parafi z owej taryfy Brańskiej z r. 1672,
w urzędowym extrakcie sobie przedstawionej, i wyliczywszy wioski z ich włókami, powiada: „cum decimis per unam sexagenam manipulorum siliginis hiemalis et alteram frumentorum aestivalium, de unoquoquo manso, juxta antiquum usum et consuetudinem decimationis in Palatinatu Podlachiae practicatam,
quotannis pendi et extradi solitis” [Dziesięcina kopa pszenicy zimowej (oziminy)
i druga kopa zboża jarego z każdej włóki, od czasów najdawniejszych ten zwyczaj
był praktykowany w Kościele Podlaskim, od wielu lat ten obowiązek był spełniany]
(p. 12§ Decimae.)
Na zasadzie też tych dekretów, i tej Erekcyi, X. Wojciech Wnorowski
niemało jeszcze potem o dziesięcinę spraw przeprowadził: tak w r. 1723 d.
22 lutego uzyskał groźną biskupią admonicyę na Grodzkie Stare; 1725 i 1729
processował się z różnemi wsiami. Przyszło aż do tego, że w r. 1731, wyrokiem

132
z d. 18 kwietnia, p. Janowi Kurpiewskiemu ojczymowi Serwacego Zaleskiego
i jego kompanii kolatorom i parafanom, przypomniano dekrety dawniejsze
Konsystorskie potwierdzone przez Nuncyaturę, powołano się na ogłoszenie
ich trzykrotne z ambony w Kuleszach, dnia 14 lutego przez X. Michała Dworakowskiego altarystę sokołowskiego, d. 28 lutego przez X. Stanisława Wendzińskiego komedarza (wikaryusza) kuleskiego, i po trzecie 18 marca: a zatem
i exkommunikę tu, i w sąsiednich kościołach opublikować kazano.
Bito we dzwony, gaszono świecę i rzucano ją z ambony, bo tak przykazano: „Vestris in ecclesiis, campanis pulsatis, cereis candelis accensis extinctis, ac
demum in terram projectis, in signum inobedientiae ac maledictionis aeternae,
publice ex ambona demuntietis” [w kościołach, przy dźwiękach dzwonów, po
zgaszeniu zapalonych świec, w końcu po rzuceniu świec na ziemię, na znak nieposłuszeństwa i wiecznego potępienia, publicznie z ambony zostali wyklęci]. Z wyklętymi zakazano jeść, pić i przestawać, także pod klątwą. A wszystko dotąd
trwać ma, nim odwołanie nastąpi (ob. Varia Decreta rat. Decimae.) Było to
za Rupniewskiego biskupa łuckiego: jego własnoręczne podpisy na niektórych
z tych dekretów fgurują.
Kurpiewski zaciął się, a że już prawie przed półrokiem, bo 24 listop. 1730 r.
(ob. Proces. v. I) podał był skargę na X. Wojciecha, z racyi, i dziesięciny, i innych
nieporozumień z nim, więc dnia 19 września 1731 r. Administrator łucki prałat
Archidyakon X. Eliasz Hulewicz X. Krzysztofa Wyszyńskiego dziekana Brańskiego proboszcza Wyszonkowskiego, X. Stanisława Kruszewskiego proboszcza z Sokoł, X. Kazimierza Godlewskiego proboszcza z Jabłonki i X. Fabiana
Pruszyńskiego proboszcza z Wysokiego, na kommisarzy i inkwirentów w tej
mierze do Kulesz, którzy „in capella Kuleszensi” [w kaplicy kuleszeńskiej] zapewne w tymczasowej szopie, gdy kościół przebudowywano na 10 grudnia zjazd
odbyć mieli. Tę Kapellę tak rozumiemy, bo i w pytaniach inkwizycyi stoi 19:
„Jako wiedzą w parafi wszyscy, że xiądz w kaplicy nikogo nie bił”. Z Inkwizycyi
tej widać, że p. Kurpiewski mimo dekretów i klątwy, nie tylko po kóp dwie ze
swych włók, ale „dotychczas i snopa nie dał”. I zaległej z dawna, mimo kondemnat w Brańsku nań przez jego dzierżawcę otrzymanych, kościołowi nie uiścił.
I do robienia o to kombinaty, przychodził do plebanii pijany, i „nie do rzeczy
diskurował”; i szkody plebanowi w łąkach i zbożu, inwentarzem nawet w nocy
niezaganianym, czynił; i do olszyny a wierzbiny (zapewne tej przy dworskiem
terytoryum) pretensye rościł. Nie należy to do rzeczy, lecz że curiosa, a skrypt
acz bardzo czytelny, ale przeleżały, więc zeń tu notujemy:
133
1) Mięso dwór i ksiądz miewali na miejscu od żyda (ob. Pytania przy tej Inkwizycyi w papierach Varia decreta rat. Decimae; Cfr. Proces. v. I r. 1730).
2) P. Kurpiewska niemając pieniędzy dać na mszę za nieboszczyka męża
Zaleskiego, „dała z borku swego na krokwi i na łaty do kuźni i chlewka”.
P. Kurpiewski 13) zarzucał, że X. Wnorowski jego żydów bił. Na co mu
ksiądz odpowiada, że jego „żydów nigdy nie bił, tylko swego żyda Majora,
bo był tego godzien, i córkę tegoż Majora,” snadź także była tego godna. 14) P. Kurpiewski skarży się, że ksiądz pleban ludzi od jego karczmy
odstręcza. A ksiądz mu na to: „Jako xiądz pleban nie tamuje nikomu do
karczmy Jmć. P. Kurpiewskiego, ale tam każdy idzie, gdzie liquor lepszy
i gdzie się komu podoba”. 15) Odpowiedź podobna: „Jako tam każdy drwa
wiezie, gdzie mu się zda, i gdzie więcej weźmie”. Dorozumiewamy się, że
X. Wnorowski, niechąc plebańskich lasków i gaju niszczyć, drzewo do
palenia w browarku potrzebne skupował, a p. Kurpiewski dla siebie także.
20) Wie świadek „jako p. Kurpiewski z żoną, siostrą i Walentym Kuleszą
szwagrem swoim naszli na ogród xięży, nie dawali grodzić, i xiędza tam
wszy…” zapewne wszyscy lżyli…, bo już ten wiersz przez zbutwienie papieru wypadł.
W r. 1732 w poniedziałek po Ś. Trójcy w Grodzie Zambrowskim dekret o dziesięcinę „utriusque grani” dla proboszcza kuleskiego pomyślny. W r.
1735 dnia 12 grudnia znowu w Konsystorzu Janowskim sprawka przeciwko
p. Kurpiewskiemu i podobnym mu kolatorom: którzy udają jakoby dekretów
uprzednich w tej mierze nie widzieli i nie znają. Konsystorz obiecuje im w sądzie swym takowe pokazać w pierwszy czwartek po Trzech Królach roku następnego 1736. W lipcu 1741 r. pozew na 25 sierpnia już p. Serwacemu, jego
godnej matuli wdowie po Kurpiewskim, i innym kolatorom i parafanom, do
Konsystorza, za nieoddaną dziesięcinę. I tu Riaucour późniejszy biskup, nieposłusznym klątwą grozi. A dnia 27 listopada tegoż 1741 r. rzeczywiście nakazuje
ogłosić za wyklętego niejakiego Antoniego Witkiewicza dzierżawcę na Wyknie
Starem, Czarnowie, Litewce i Podlipnem, attynencyj majątku p. Kurpiewskiej
i jej syna Serwacego (ob. Proces. v. I.)
Najważniejszy atoli w tej mierze dekret konsystorski z dnia 8 stycznia
1742 r. Ksiądz Wnorowski po dawnemu pozwał Kurpiewską wdowę, jej syna
Serwacego Zaleskiego i innych kolatorów i parafan, domagając się na nich, jako
dekretom znanym nieposłusznych, kontumacyi. P. Serwacy zaś, sam na terminie
z 7 innymi szlachty obecny, okazał komplanacyę zawartą z X. Wnorowskim,

134
i jeszcze w r. 1731 we czwartek po 4-ej niedzieli postu (Laetare) w Grodzie
Brańskim roborowaną, na mocy której pozwani od większej dziesięciny czuli
się być wolnymi. Konsystorz zważywszy poprzednie dekreta, komplanacyę z X.
Wojciechem, zawartą bez zezwolenia władzy duchownej, na krzywdę Kościoła,
uznał za nieważną: i tylko ze względu, że pomienieni pozwani w tym czasie
(pomiędzy r. 1730-1732), budując nowy kościół, znaczną kwotę na pobudowanie
go wydali, Konsystorz pokwitowania dawniejsze przez X. Wojciecha z odbioru
dziesięciny wydane, uznaje za ważne; nadal przecie pozwanym przykazuje dawać
po 2 kopy z włóki, oziminą i jarzyną, a X. Wnorowskiego zobowiązuje, ażeby
tylko w takiej mierze z pobranej dziesięciny pokwitowania wydawał. Pozwani
od takiego wyroku znowu appellowali do Nuncyatury. Sędzia tę appellacyę jako
bezzasadną odrzucił. O tem wszystkiem ob. oryginalne i autentyczne, przez
nas w osobny foliał zebrane dokumenty p. t. Varia decreta ratione Decimae
manipularis.
Pomimo tak poważnych i legalnych zakazów władzy, niebaczny X. Wnorowski, który zamiast się pieniać, odrazu powinien był Zwierzchność swoją
inaczej poinformować, i choć już za poprzednika wsczętą sprawę zażegnać,
w tym samym r. 1742 d. 6 marca przy komplanacyi o karczmę, zgodził się ze
dworem na dziesięcinę „juxta usitatam praxim (a kiedy tu kto dawał?) z włók
dwóch dwiema kopami oziminy i jarzyny subsecuto tempore a data niniejszej
komplanacyi kontentować się”: lecz i tej trochy nie widzimy, ażeby p. Serwacy dał kiedy potem. W znanych nam zatargach X. Szymona Zaleskiego z p.
Serwacym, między obwinieniami przeciwko p. Serwacemu, prawie na każdej
stronnicy Summaryusza (II. f. 168, 183, 186, 189, 191, 194, 200, 201, 202, 205,
208) i nieoddawanie dziesięciny jest przypominane. P. Serwacy nawzajem, trzymając się i w tem polityki żydowskiej, lubo dziesięciny „nieoddawał i nieoddaje”
(f. 200), to jednak po sądach świeckich i konsystorzach rozwodzi żale, że go
ksiądz dziesięciną nęka (ob. ib. f. 181, 213, 219, 222, 224, 226.)
W r. 1750 w wizycie Kłosowicza, wyliczono wsi kolatorskie i niekolatorskie, „z których należy coroczna dziesięcina”. „Z tych wsi wszystkich z każdy
(sic) włoki należy kopa żyta, pułkopy jęczmienia, pułkopy owsa” (ob. Rupniev.
ad fn.) Wyrok Smorczewskiego z r. 1798 potrąca wszystkie punkta sporu, lecz
dziesięcinę pomija. Cóżkolwiek bądź, pomimo tych processów i surowych wyroków, przetrwało jednak to do dziś, że kolatorowie dają po 2 snopki z morga,
i to żyta; niekolatorowie zaś po 2 żyta i po 2 jarzyny: ale to nie wszyscy. Bogdajby i tyle, a regularnie i wiernie!
135
Toczonych o tęż dziesięcinę processów za następnych proboszczów nie referujemy, boby tu już tego było za wiele. Z p. Szepietowskim dziedzicem Mazur
w Prokuratoryi Akta № 5/924. Z p. Florencyuszem Smorczewskim, i z pism
i z tradycyi, ciekawe by tu wyszły historye: Kto chce niech się ich w papierach
doczytuje. Kozak, exekucya natychmiastowa, to było najskuteczniejsze: acz nie
najlepsze! Zawsze to był kamień obrazy. Najwyższy ukaz z 26 grud. 1865 r.
artykułem 27 przeciął te wikłaniny, zatamował drogę processom o dziesięcinę.
Nie kozak, ale sumienie powinno kierować w obowiązkach i plebana i parafan.
Druga kwestya o dziesięcinę w Kuleszach była w tem, że z Pażoch i Więchów do Kobylina, a z Pawłowiąt, Stanków i Sierociąt do Wysokiego, domagali się jej tamtejsi proboszczowie alternatim t. j. co drugi rok. X. Maciej
Zaleski, przy pomienionej wizycie w r. 1717, żali się na tę niesprawiedliwość
przed wizytującym biskupem Przebendowskim, lecz jeszcze tylko względem
Kobylina: „Kobylinensis parochus usurpat… impedit…” dziesięcinę z Pażoch
i Wiechów. Więc dzisiejszy Mazowieck, czyli Wysokie, w tym 1717 r. do dziesięciny z trzech Chojanych jeszcze nie pretendował (ob. Sum. I f. 56 Cfr. 59;
II. 88 Cfr. 92.) W dekrecie reformationis: „Reservatur ei (parocho Kuleszensi)
actio,” t. j. kazano mu się udać do prawa. W tym punkcie jednakże przez sto lat
(bo do r. 1819) dziwne poprzedników moich milczenie. Owszem, do alternaty
Kobylińskiej przybyła Wysocka, a X. Marcin Wnorowski w wizycie 1793 r.
spokojnie ten haracz uznaje. Dopiero X. Koćmierowski pod d. 22 lipca 1819 r.
wystąpił do Konsystorza Augustowskiego repartycyi tykocińskiej, z użaleniem
się tej krzywdy z Kobylina i Wysokiego. Biskup przez Konsystorz zesłał na
Komissoryum X. Kazimierza Zawadzkiego proboszcza z Jabłoni, dziekana
tykocińskiego, i X. Ignacego Tymińskiego proboszcza kuczyńskiego, dziekana wysockiego. A ci dnia 30 sierpnia t. 1819 r. zaopiniowali: „Kommisarze
przekonawszy się z dokumentów złożonych, kościołowi kuleskiemu służących,
jakoteż uważając, iż pasterz za pracę swą powinien mieć nagrodę, a proboszczowie kościołów Wysokiego Mazowieckiego, jakoteż i kobylińskiego, nic się do
pracy wyrażonych wsiów, z których alternatę pobierają, nie przykładają; również
że i w Erekcyi żadnej wzmianki o alternacie nie masz: zatem zdaje im się, aby
kościoły wymienione od alternaty dziesięciny były usunięte” (ob. Akta proces.
X. Koćmierow.)
Zapytana przez biskupa Gołaszewskiego Kommissya Wyznań Religijnych
i Oświecenia Publicznego pod d. 18 września t. r. odpowiedziała: „iż rzecz ta
pozostać ma in statu quo [w obecnym stanie] dopóki urządzenie funduszów

136
Kościelnych nie nastąpi”, o czem Konsystorz z Waniewa pod d. 5 października X.
Koćmierowskiego powiadomił. W protokóle Kommisarskim są szczegóły, które
nam tu objaśnić wypada. X. Antoni Kulesza proboszcz kobyliński produkował
cztery wizyty, z r. 1726, 1750, 1777 i 1784, w których ta alternata z Pażoch
i Więchów była wzmiankowana. Zaś X. Antoni Markiewicz proboszcz wysocki
dokumentów żadnych nie złożył, „oświadczając, iż wszystkie spalili się”: (sic.)
Pierwej jednakże, snadź na odstraszenie X. Koćmierowskiego, proboszcz wysocki
przywodził na poparcie swej uzurpacyi „jakiś biskupi dekret z r. 1551, którego nie
wie, w którym Konsystorzu i za którego biskupa był pisany”.
My tę rzecz tak widzimy. O alternacie do Kobylina w pierwotnej Erekcyi z r. 1493 nie ma nic, bo nie widzimy przy niej (jak należało) urzędownie
proboszcza kobylińskiego fgurującego: lecz bardzo być mogło, że Pażochy
i Więchy, jak inne Wnory, przed Erekcyą kościoła w Kuleszach, może nawet
i po Erekcyi, gdyż w Erekcyi wymienienia tych dwóch wsi zgoła nie masz, należały do parafi kobylińskiej, jako znacznie wcześniejszej: jakoż te wsie i potem,
w administracyi świeckiej należały do powiatu bielskiego, a Pażochy i obecnie
są w innej gminie.
Nie dowód i z tego, że w renowacyi Erekcyi z r. 1722 wymienione Pażochy i Więchy w parafi kuleskiej, bez żadnej wzmianki o alternacie, bo i tu
kontumacya domyślnie spada jeno na owoczesnego proboszcza kobylińskiego, który widocznie jako niedbaluch, pomimo obwieszczeń do Konsystorza
Janowskiego na terminy 28 sierpnia, i 16 września, jak był powinien wedle
wezwania biskupiego z 5 maja 1722 r., nie stawił się, i swego prawa alternaty
dziesięcinnej z tych wsiów nie przypilnował. Nic też tu nie znaczą słowa niby
z Taryfy z r. 1672 przez X. Koćmierowskiego przytaczane: „Wnory Więchy,
Pażochy do poborcy tykockiego traktu podatek płacą. Dziesięcina zaś do Kulesz
ab antiquo [od czasów najdawniejszych] należy i jest in possessione [w posiadaniu] kościół kuleski tych dwu wsi Wnorów Pażochów i Więchów, którym ab
antiquo administrantur Ecclesiae Sacramenta ex ecclesia Kuleszensi” [od czasów
najdawniejszych są zarządzane przez Kościół w Kuleszach]. (ob. Sum. I f. 59;
II f. 92) a przez ichmość księży kommisarzów za dobrą monetę przyjęte, bo
słowa te nie są oryginalne z laudum [z pochwałą] pomienionej Taryfy (ob. jej
extrakt urzędowy w Dekretach o dziesięcinie) jeno w Summaryuszu, w r. 1723
przepisywanym, dobrą czy złą wiarą dołożone.
Mogły być nawet w tym względzie jakieś, acz niecałkiem legalne, pomiędzy
proboszczami kuleskim a kobylińskim układy, a może i formalne dysmembracye,
137
jeno gdy w Kuleszach był np. taki X. Zapertowicz, a w Kobylinie współcześnie
taki pan nierezydujący jeno zysk ciągnący, X. Jan Dzierżawski kanonik kijowski
prepozyt (czy nie infułat?) Klimontowski i Zbuczyński, najformalniejszy akt
rzucono, zgubiono.
Co do Wysokiego rozumiemy alternatę dziesięcinną tak: że X. Stefan Obiedziński, proboszcz wysoćki (a potem dziekan i proboszcz Brański) na początku
XVIII stulecia (pomiędzy r. 1707–1720) miał Kulesze w komendzie dwa, czy trzy
razy: bardzo być mogło, że sobie po śmierci X. Macieja Zaleskiego, trzymając
acz tymczasowie Kulesze per commendam, alternatim, dziesięcinę z trojga pomienionych Chojanych przywłaszczył: tembardziej, że pierwsza wzmianka o tej
alternacie wysockiej jest dopiero w r. 1737 (ob. Sum. II f. 159 i 140.)
Z papierów Kobosków mamy przed sobą kwit w tych słowach: „Anno
1741 d. 15 octobris – 15 paździenika Szlachetny Pan Mikołaj Koboska oddał
Dziesięciny z Dóbr Chojanego Stankowiąt z morgów dziewiątka pospolitego
zboża snopów ośmnaście do Kościoła Wysockiego należącej. Tyleż i za rok 1739
z tychże dóbr zaległej, a z dóbr zaś Chojanego Pawłowiąt z morga jednego i puł
snopów trzy do tegoż Kościoła Wysockiego za rok teraźniejszy 1741 należącej:
z którego oddania quituję i na to się podpisuję Karol Święntochoskij” (sic.)
Powoływanie się X. Markiewicza na jakieś w tym względzie postanowienie
biskupie z r. 1551, może być także echem jakiejś półprawdy, a może i prawdy
jeno nie całkowicie dojrzanej. W dzisiejszym Mazowiecku jest fundacya na
szpital, zrobiona w r. 1554 przez Gnoińskiego Przecława wice-starostę miejscowego, do dziś nieuzupełniona, i niezagrabiona. Owoż mogło być, że na powiększenie funduszów tego szpitala, i w znaczeniu szpitala, mógł być, kiedy jakowy
projekt przeznaczenia tam alternaty dziesięcinnej. X. Koćmierowski jeszcze pod
dniem 18 sierpnia i 8 grudnia 1823 r. poruszał tę kwestyę, a biskup Czyżewski
wznowić ją pozwolił; ale gdy Czyżewski niedługo umarł, i sprawa zawisła.
Rzecz tę zbadawszy, przedstawiłem ją między innemi na piśmie w czasie
wizyty biskupiej w r. 1874, lecz wizytator, zwyczajnym sobie trybem przytrudniejszych rzeczy obejścia, milczeniem ją obszedł. Więcem sam zważywszy, że
to istotnie krzywdzące i niesprawiedliwe, ażeby jeden czynił posługi a drugi
pobierał zyski; że biskup Gołaszewski chciał tę niewłaściwość poprawić, jeno
Kommissya W.R. i O.P., (która nas nic nie obchodzi) na to nie przyzwoliła,
i że dziś dziesięcina pobiera się u nas tytułem utrzymania koni do chorych:
z X. Kazimierzem Choińskim prob. kobylińskim od czasu nastania tu mojego
do Kulesz porozumiał się, bo ten mi sam pierwszy oświadczył, ażebym sobie

138
o dziesięcinę z Pażoch i Więchów dopominał się rokrocznie, bo oni zbałamuceni ukazem, ani jemu ani mnie alternatim [na przemian] nie oddadzą. Układ ten
nasz, przynajmniej za naszego zobopolnie życia i dzierżawy ważny: a następcy
niechaj się wiedzą.
Co do Mazowiecka byłby może i dziś tytuł jakiegoś ustępstwa, gdy kilka
wiosek bliższych Mazowiecka z tutejszej parafi tam do kościoła uczęszcza. Ale
zważywszy powyższe racye, woli biskupa Gołaszewskiego, utrzymania koni, i to,
że kapłani wikaryusze z Mazowiecka proszeni niezawsze nieśli ochotną posługę
religijną najbliższym z mej parafi wioskom, i to żeć i sam z księdzem wikarym
dam swoim parafanom radę: w r. 1877/8 kazałem z trzech pomienionych Chojanych rokrocznie wozić dziesięcinę do Kulesz: inaczej! qui secus fecerit, niechaj
i do chorego (gdy nie ma swoich, ale na moich koniach) daje znać tam, gdzie
zawiozł dziesięcinę. Żądanie moje odrazu poskutkowało. Bo czyż nie dosyć, że
z 18 wiosek (z Górkami, Dębem, Mościskami, Stankowiętami i Sierociętami)
dziesięcinę mam poskąpioną, połowiczną (albo ¾); że jej takie np. Pażochy,
mało co, a dawne Kursztaki dwór i różniczanie, nie dają nic; że Wróble ustępują organiście; że bez exekucyi jest ona dziś zapracowanym przemysłem, nie
uposażeniem; że w skutek przedaży i innych okoliczności, wedle dawniejszej
miary, ledwie mię ¼ dochodzi: mamże jeszcze dać się podrywać? Kto rozumny
i sprawiedliwy, niechaj rozsądzi.
Regestra tej dziesięciny mamy tu od r. 1765. Mamy jeszcze dwa kwitki
z odbioru z r. 1732 i 3 godne uwagi. P. Szymon Grodzki Skarbnik Ziemi Bielskiej, część gruntów swoich na Grodzkich Nowych i Litwie (Litfa) dzierżawił
niejakiemu Jerzemu Broszkowskiemu, który też z tej części dziesięcinę w latach
pomienionych oddawał. X. Wojciech M. (zapewne Marcin) Wnorowski kwituje go z odbioru: „decimam manipularem … ad Ecclesiam meam Kulesenem
spectantem et debitam de plano (z gruntu, całkowicie) enumeravit advexit et
reddit, de qua praesenti quietatur scripto. Datt in Domo Parochiali Kulesensi”
[dziesięcinę snopową … do mojego Kościoła oczekiwaną i należną z gruntu – całkowicie, wyliczył, sprowadził i przekazał, o czym obecnie zostało napisane]. Łacina
nie tęga, ale myśl dobra. W processie był tu dowód, jeno go nie spożytkowano,
że się dziesięcina odwoziła na probostwo.
I nie zrzucano jej ze złością, bez rachuby, ale się trzeba było wyliczyć: dowodzą tego wyrazy advexit przywiozł, enumeravit obliczył i reddit czy reddidit
oddaje, czy oddał.
139
To dla prawnika: My, że „Kroniczkę” piszemy, musimy przedstawiać rzecz
nie tak, jakbyśmy byli radzi, żeby się działo, lecz jak się w istocie działo. A działo się w istocie różnie. P. Smorczewski, nie mogąc zaprzeczyć należnej z Pażoch
dziesięciny, sprzeczał się z X. Wareckim przed władzami przynajmniej o to,
że po dziesięcinę ksiądz swoje furmanki przysyłać powinien. Powoływał się
Smorczewski na to, że X. Koćmierowski przed pogorzelą (w r. 1844) sam po
nią przysłał. Smorczewski z tem przegrał, bo przegrać był powinien. Atoli sama
Erekcya ze swojem „capi, tolli” powyższe kwitki i szczątki regestrów dziesięcinnych przekonywają, że kiedyś istotnie tak się praktykowało. Jedni, gorliwsi
przywozili ją zawczasu sami, do drugich, niedbalszych, trzeba było posyłać.
Wybranie tej zaległej na parafi dziesięciny, najczęściej polecał pleban organiście albo któremu woluntaryuszowi ze szlachty z talentem exekucyjnym.
Jechał ten organista lub szlachcic, szły wozy drabiaste, wjeżdżali do wsi, waliła
się cała czerada do gumien, i pozdrawiając, salutując, pokpiwając a żartując,
zabierała, co się dało, notując w dudkowy regestrzyk oddał z tylu, tyle a tyle,
oddał wszystko, albo dużemi literami Winien to winien, na szykanę jeszcze
w oczach debenta, gzygzaczkiem obwodzono, by i potem łacniej go było zoczyć.
Szlachcic dobra wola, potulny dopuszczał wybierać snopki, jakie chcieli, flut co
lepsze pochował głęboko, więc słabo bronił wyboru, zuchwalszy, mniej dbały
o opinię, przymówki, estymę, oburzał się i całą czeradę wyganiał. Tak bywało
za X. Marcina Wnorowskiego, tak już za X. Koćmierowskiego, a tak snadź
i przed X. Wojciechem Wnorowskim, bo pokwitowania jego są rafneryą na
przyszłość, czegoby sobie życzy, nie zaś istotnym dowodem, że tak już ogólnie
było. Owszem, niewyrażona liczba snopów i tu dowodzi, że Broszkowski dziesięcinę zbył, jak to mówią psim swędem: tylko że pokorny, X. Wojciech daje
mu pokwitowanie, na dowód przed dziedzicem p. Skarbnikiem, idealizowane.
Co do stopy, czyli ilości snopów z morga, także było różnie. Zasadę i prawo już znamy, a jednak praktykę widzimy inną. W r. np. 1765 Gołasze Dąb,
Mościckie, lubo niekolatorskie wioski, dawali przecie tylko po 2 snopy z morga, Górki po 3, Stanki i Sierocięta „dla nierzetelnego oddawania” jedni po 2,
drudzy po 4. Tak i w kwicie Kobosków (ob. wyżej p. 243) z 1741 r. z morgów
dziewiątka snopów 18; z morga 1 ½ snopów 3. Możniejsi, często urywali, niewchodząc w szczegółową rachubę ochłoniętych od sąsiadów cząstek, dawali
niby po pańsku, z waszecia, taką a taką liczbę kóp ogólnie.
P. Gaspar Wnorowski (brat proboszcza kuleskiego X. Marcina) K. Z. B.
(Komornik Ziemi Bielskiej: bo i to w regestrze koniecznie stać musiało) z 7

140
włók na Pażochach dawał 7 kóp żyta, i 7 jarzyny; p. Wojciech (drugi brat)
także K. Z. B. lub P. G. B. (podkomorzy graniczny Bielski) na Więchach miał
ojcowizny włók 3, i nabytego włók 3 morgów 15: dawał kóp także 14. P. Jan
Grodzki W. G. B. (vice-Gerent Bielski) z Grodzkich Starych i Nowych, z włók
9, dawał punktualnie kóp 9. Ale dwór po Kursztakach, znane nam Paluchy,
zgoła i w regestrach nie fgurują, boć p. Serwacy pokąd żyw († około 1791
r.) nic nigdy księdzu nie dał, a wszystko chciał zagrabić, odebrać. Ubożsi tak
samo jak i dziś, jedni oddali co do snopka uczciwie, drudzy z utajeniem cząstek
nabytych, drudzy chwastami, a drudzy i nic. Mniej jednak było takich co nie
dawali, jak dziś. Zanotujmy i to tu, bo godne zanotowania, że od r. 1771, lat
kilka na Górkach, na 13 morgach ojcowizny fguruje JX. Maciej Gołaszewski: fortunkę jego obrabiali szlachta sąsiedzi i dziesięcinkę z niej dawali. W r.
zaś 1773 w Gorczanach na 15 morgach podobnież gospodarzył JX. Adam
Choiński proboszcz topczewski i dziesięcinę po 30 snopów żyta, i 30 jarzyny
dawał. A więc i Clericus clerico decimabat [Duchowny od duchownego pobierał
dziesięcinę].
Trzebażby nam wiedzieć, ile też w ogólności pleban kuleski miewał
dziesięciny?
W r. 1789 przy wyprowadzeniu rocznej intraty p. Orsetti liczył dziesięcinę
na pieniądze po 4 złp kopa (po odtrąceniu alternaty do Kobylina) złp. 565 gr.
2; (do Wysokiego) złp. 547. W r. 1793 summa dziesięciny należało z włók 287
(po potrąceniu alternaty) żyta kop 287, jarzyny 121; w istocie pobierał pleban
(kombinując z 5 wiosek alternatę) żyta kop 227 snopów 4, jarzyny kop 100
snopów 18; niedoboru bywało kop 49 i snopów 4 żyta, a 20 kop i snopów 44
jarzyny (ob. Lib. Visit. II.) Z tej summy organiście na Solkach odstępował
pleban, ale tylko żyta kop 15.
W r. 1802 X. Marcin, własną ręką o dziesięcinie kuleskiej tak pisze: „Parochus Kulesensis percipit Decimam manipularem tantum ex villis omnibus
Parochiae suae… cujus quantum [Proboszcz w Kuleszach przyjmuje dziesięcinę
snopową tylko z wiosek przynależnych do jego parafi, którym po odtrąceniu (słowo
nieczytelne)]: odtrąciwszy alternaty żyta kop 40 snopów 18; jarzyny kop 13
snopów 15: czemu nie narówni? kiedy to przecie wioski niekolatorskie: proboszczowi kuleskiemu pozostawał efcit siliginis capetias 210, et manipulos 54,
hordei capetias 45 et manipulos 44, avenae capetias totidem 45 et manipulos 44.
Estque in pacifca ejus possessione. Reliquum Decimae quod juxta Erectionem
desideratur, ad capetias circiter 60, reddi ac recipi posse non speratur: quia
141
possessores illam celaverunt” [pszenicy kop 210, i snopków 54, jęczmienia stogów
45 i snopków 44, również owsa tyle samo i snopków 44. I pozostaje (ta dziesięcina)
w jego posiadaniu nienaruszona. Natomiast pozostała dziesięcina, ponieważ były
ustalana przy Erekcji Kościoła, tj. około 60 stogów – kop, proboszcz nie spodziewa
się jej otrzymać, ponieważ właściciele ukrywają należną Kościołowi dziesięcinę].
(ob. Lib. Visit. II.) Do Spisu Tabellarycznego funduszów w r. 1819 zadyktował
X. Koćmierowski z dziesięciny pobieranych żyta kop 207 snopów 50, jęczmienia i owsa kop 88 ½. Niedobioru ogółem kop 85. Tyleż podawał i X. Warecki
w r. 1858 a delegaci z biegłymi ocenili ją na rs. 323 kop 49.
W stosunku do ilości, nawet na owe czasy, które i pod tym względem
dobrze pamiętamy, cena to zbyt niska, lecz cyfra urzędowa. Za X. Wareckiego
dwór z Kulesz z przyległościami włók 4 m. 14 dawał do r. 1864 kop tylko 4.
Dwór Pażochy z włók 8 morgów 7 ½, ostatni raz w r. 1858 dał kop żyta 4,
i jarzyny 4. Za Więchy włok 9 morgów 7, za X. Wareckiego ni razu nie dano.
Trzeciem źródłem intraty dla kuleskiego plebana była propinacya, po prostu karczma. Byłyć karczmy i w r. 1493, i często na uposażenie księży w tym
czasie odstępowane: tu przy Erekcyi w tym roku wyraźnej mowy o karczmie nie
masz, bo gdy wódki jeszcze nie znano, piwo nie tyle czyniło. Atoli fundatorowie między innemi tak mówią: „Homines suos habere in praedictis mansis, ac
eosdem excollere. Haec omnia damus, donamus, inscribimus, incorporamus, invisceramus, in usus praedictae Ecclesiae in Rokitnica seu Rectori vel Rectoribus
pro praesenti et in futurum existentibus, donavimus, dedimusque adscripsimus
eidem Ecclesiae seu Rectoribus in praesenti et in futurum habitantibus, uti frui
tolli et in usus beneplacitos converti” [Ludzie posiadają swoje (pole – swoją ziemię) w zapisanych włókach, i starannie je uprawiają. To wszystko dajemy, oferujemy, zapisujemy, oddajemy na własność, zgodnie ze zwyczajem Kościoła w Rokitnicy
albo Rektorowi albo Rektorom, obecnym i przyszłym mieszkańcom dobrowolnie] (ob.
p. 6 i 7.)
Czemużby na mocy tego pozwolenia, zaciągania sobie ludzi, i ciągnienia
korzyści, pożytków, jakie się podoba, ksiądz karczmy mieć nie mógł? To też
przynajmniej od r. 1649 widzimy księżą karczmę. W Summaruszu Zaleskich
(ob. Proces. v. II) pod tym rokiem wyrażono: „iż xiądz pleban zdjąwszy kośnicę,
chałupą i karczmą grunt pp. Zaleskich zabudował”. W r. 1670 X. Zapertowicz
ma „tabernam liberam” to znaczy wolny wyszynk, propinacyę: a dla niej i swój
browar (braxatorium) W r. 1717 w wizycie Przebendowskiego wyraźnie też
stoi: „Modernus hujus Ecclesiae Rector habet etiam usum propinationis liberaa

142
omnis liquoris in villa Kuleszy” (ob. oryg. Lib. Visit. I; Sum.I f. 56; II f. 88
i 154.) To też i renowacya Erekcyi w r. 1722 (ob. p. 2 i 13) bez żadnej oppozycyi
ze strony kollatorów, nawet obecnego przytem p. Tomasza Zaleskiego, zamieściła: „Et quoniam per Fundationem suprainsertam (t. j. pierwotną Erekcyę)
Taberna, inque ea libera propinatio seu venditio liquorum potabilium parocho
Kulescensi est permissa et concessa, in cujus possessione ab autiquo et usque
hodie idem parochus extitisie dignoscitu ideo quatenus in ea tabernatorem,
quantum feri potest non judaeum (bo biskup Rupniewski wielce był na żydy
niełaskaw, a jednak tu pobłażliwy „in quantum feri potest”) sed catholicum foveat et conservet mandavimus”. [Obecny Rektor tego Kościoła ma także możliwość
korzystania z wolnego wyszynku we wsi Kulesze … (I ponieważ wyszynk – karczma została założona na mocy pierwotnej Erekcji i istnieje z wolnym wyszynkiem
i corocznymi dochodami, i wolno w niej spożywać alkohol albo sprzedawać za zgodą
i przyzwoleniem proboszcza w Kuleszach, bowiem od najdawniejszych czasów aż do
dnia dzisiejszego do proboszcza w Kuleszach należy prawo do sprzedaży alkoholu.
Dlatego też od wielu lat karczmą zarządza człowiek pochodzenia semickiego – dosłownie w tekście żyd, który jest pobłażliwy i sprzyja katolikom.]
V. Terytorium parafalne
W tej samej renowowanej Erekcyi wyżej (p. 10§3) powiedziano jest, że na
siedlisku po X. Rokitnickim „ad praesens [do chwili obecnej] (t. j. w r. 1722) Taberna Ecclesiastica [karczma kościelna, plebańska] reperitur et existit” = znajduje
się, stoi. W r. 1731 na Inkwizycyi pomiędzy X. Wnorowskim a p. Kurpiewskim
(ob. wyżej p. 236) jest mowa o wódce (liquor), browarze i karczmie, i arendarzach,
dworskim a księżym. X. Wojciech Wnorowski tedy miał karczmę w chłopskiej
chałupie, bo wedle powyższej biskupa przestrogi, za niego nie żyd, jeno „chłop
piwo szynkował” (ob. Sum. II f. 226); w browarze jednak księżym, i to nawet co
niedziela, jeżeli prawda, żyd gorzałkę pędził (ob. Proces. v. I r. 1730.)
Około r. 1733 (ob. Sum. II f. 222) postawił X. Wojciech karczmę wygodniejszą, o której wizyta z r. 1737 mówi: „taberna ecclesiastica reperitur
[karczma kościelna jest naprawiana] (a także jak i w r. 1722 na siedlisku po X.
Rokitnickim) et existit, cum libera propinatione et annuo proventu” [i istnieje
z wolnym wyszynkiem i corocznymi dochodami] (ob. Sum. II f. 158) więc snadź
była w rocznej arendzie. Dwór też już, jak słyszeliśmy (ob. wyżej p. 183) jeszcze
143
przed r. 1690 (p. Józef Zaleski), postawił na plebańskiem. Karczmę i browar (ob.
Sum. II f. 150) potem się coraz ze swoją karczmą ku kościołowi bliżej pomykał
(ob. ib. f. 151 i 195 nb. Cfr. też wyżej p. 186, 187 i 188.)
Nie ksiądz, ale obywatele, inni na Kuleszach dziedzice w r. 1712 we wtorek po niedzieli Reminiscere (ob. Proces. I; Cfr. Sum. II f. 150) skarżą się na
Zygmunta i Tomasza Zaleskich po Józefe, że im od ośmiu lat z karczmą na
siedlisko młynowskie wleźli. X. Wojciech Wnorowski snadź po śmierci Kurpiewskiego jakoś w początkach r. 1742 karczmę dworską podciął. Już sam p.
Serwacy d. 19 lutego 1742 r. zanosi o to skargę przed Konsystorz Janowski:
(ob. Process. vol. I.) Ofcyał Riacour pod tą samą datą naznacza wyprowadzić
śledztwo. Ze strony p. Serwacego Delegowani X. Paweł Płoński kanonik łucki,
proboszcz z Płonki, i X. Antoni Porębny kanonik łucki, prob. z Tykocina; a zaś
ze strony X. Wojciecha mieli być X. Szymon Zaleski prob. z Kobylina, i X.
Maciej Wyszyński prob. z Dąbrówki (Dąbrowscensis.)
Śledztwo miało się odbyć na miejscu przed 14 marca; tymczasem dnia
6 marca za pośrednictwem przyjacioł nastąpiła komplanacya (ob. Proces. v. I),
z której się pokazuje, że albo X. Wnorowski niepotrzebnie zadzierał, a potem
się haniebnie cofał, albo też, że p. Serwacy acz młody, ale już chytry, za pośrednictwem przyjacioł umiał starego nastraszyć i omotać. Dość, że niby „palpabiliter” [namacalnie] pokazało się, że karczma na własnym gruncie p. Zaleskiego
była postawiona, że ksiądz tylko „obawiając się, ażeby poświątnego gruntu nie
przyjęto, nie dopuścił pomieszkania w niej”. Ksiądz nawet przyjął na się restauracyę i „bonifcationem” [odszkodowanie] zrujnowanej przez siebie karczmy,
„a rzetelniej wyrażając odbudować i wystawić swoim kosztem” obowiązał się.
Czy X. Wnorowski temu zobowiązaniu się podpisanemu zadość uczynił, nie
wiemy, dość, że zatargów jego z p. Serwacym aż do śmierci (d. 17 grud. 1743
r.) w dokumentach tutejszych nie masz.
Po X. Wnorowskim, gdy w r. 1744 X. Szymon Zaleski obejmował kuleskie
probostwo, w Inwentarzu Podawczym, pisze się: „Karczma nowa, sień wjezna
z komorą, okien Nr 5, drzwi Nr 3, piec z kominkiem Nr 1. Słomą pokryta.
Stajnia nowa z wystawą drzwi duże na zawiasach Nr 1, podłogą, żłobów Nr 2,
przy której koleśnia na podłodze drzwi Nr 1, słomą pokryta”: (ob. Rupnieviane
ad fn.) W tym Inwentarzu i to dołożono, że budynek ten, jak i browar stary,
i ożnica (hozdownia) były „za drogą alias [inaczej] z drugiej strony kościoła”. Podczas zgromadzeń ludu na odpusty nie kontentowano się jedną i drugą
karczmą, ale ksiądz proboszcz na udry z dziedzicem, arendarzom swym żydom

144
stawiali z gałęzi tassy t. j. szałasy do wyszynku liquorów: jak to miało miejsce
d. 5 sierp. 1747 r. (ob. wyżej p. 189.)
Gdy p. Serwacy 5 stycznia 1748 r. na mocy przedajnie uzyskanych w Grodzie Brańskim i w Trybunale Lubelskim, bez pozwów strony przeciwnej, wyroków, zrobił zajęcie gruntów i budowli (ob. wyżej p.191 i 192) w karczmie
tej po X. Wojciechu akt zajęcia (traditionis) spisywano: (ob. Sum. II f. 174.)
Wezwano do tego zajęcia, w nieobecności proboszcza X. Wojciecha Kuleszę
kommendarza, który, protestując, mówił im: „robcie co się wam podoba”: (ob.
Sum. II. 176.) Po tej grabieży, przynajmniej w r. 1756 był arendarz w jakimś
domu plebańskim (ob. Sum. II f. 252.) W poniedziałek oktawy Bożego Ciała
t. 1756 r. zgorszony p. Serwacy oskarża księdza Zaleskiego w Grodzie Brańskim, że „cum scandalo religionis Catholicae” [dla zgorszenia wiary katolickiej]
w szpitalu trzyma żyda arendarza, który tam szynkuje trunki i swoje żydowskie
nabożeństwa odprawia (ob. Sum. II. f. 250 i n.)
Wielekroć też jeszcze p. Serwacy z księżym arendarzem wojował (ob. ib. f.
246.) Karczemka plebańska przy szpitalu alias „przy rozjeznych drogach” dopiero w r. 1796 rozebrana. W r. 1785 X. Marcin pobiera ze swojej karczemki arendy złp. 113 czy też 115 (ob. Proces. v. III.) Potem snadź p. Serwacy płacił mu
suchej arendy 200 złp. rocznie, a przecie sam brał z księżej zagrabionej „więcej
jak po osiemset”. Po śmierci p. Serwacego, w r. 1795 X. Marcin Wnorowski
postawił osobną plebańską karczmę (ob. Lib. Visit. II.) P. Kulikowski w krzyk.
Przypomniał sobie piosnkę p. Serwacego, że „propinacyi w Erekcyi kościoła
kuleskiego nie pozwolono” (ob. Sum. II. f. 216.), że to zgorszenie „na miejscu
poświęconem blisko kościoła” (ob. Akt skargi z d. 25 lip. 1796 r. w Proces. v. II)
żyda na szynku trzymać.
Ale go X. Marcin grzał już innymi jeden za drugim pozwy. Dowcipny
adwokat X. Wnorowskiego, zapewne p. Paweł Świerżewski, ogromadziwszy dowody za possessyą księżej karczmy wymotywował, że sprawa ta razem z innymi
punktami do Sądu Kommissyjnego odesłaną i łącznie sądzoną być winna. W r.
1797 dnia 22 lutego obiedwie strony w Białymstoku w Regencyi w tej sprawie
o karczmę stawiące się, przed wyrokiem czy zagajeniem sprawy, czyli jak to
nazwać, ułożyły się polubownie, że X. Wnorowski karczmę swoją i dworską, do
czasu rozsądzenia sporu o grunta i zabraną karczmę przed Sąd Kommissyjny,
za jednym kontraktem arendarzowi wypuszczać będzie, a p. Kulikowskiemu ma
jeno arendarz 600 złp. rocznie wypłacać.
145
Najdoskonalej i w tym punkcie sprawę tę Sędzia Zjazdowy Smorczewski
w r. 1798 rozstrzygnął. Naprzód powoływanie się pp. Zaleskich i p. Kulikowskiego, a potem Stanisława Poniatowskiego, na milczenie Erekcyi o propinacyi
uznał za niesłuszne, gdy Erekcya właśnie pozwala księdzu na wszelki sposób
z nadania, jak się tylko podoba, korzystać. Powtóre, Sędzia zsumowawszy wedle
znanej Taryfy z r. 1672 włoki na wszystkich wsiach kolatorskich, znalazł ich
104, a zaś Kursztakowizny dziedzictwa pp. Zaleskich tylko włok 2: pokazał im
tedy jak na dłoni, że dziedzictwo Paluchów wobec dziedzictwa innych kolatorów, przeciwko księżej propinacyi nieoponujących, znaczy tyle, przepraszamy
za wyrażenie, jak mysi bobek w korcu kaszy. Zostawił więc Sędzia księdza po
dawnemu przy karczmie i propinacyi.
Dnia 17 września t. 1798 r. więc przy konkluzyi sprawy, strony się o propinacyę jeszcze układały i są w papierach z obu stron notyski oryginalne, a prawdziwie oryginalne, nawzajem sobie przesyłane. Ksiądz Marcin chciał zwrotu
wszystkiego, co zagrabiono, p. Poniatowski nic nie chciał oddać, i jeszcze chciało mu się jakiegoś ogroda od strugi, niby to także „bezprawnie” trzymanego:
i „ażeby JX. Marcin żadnej propinacyi ani też karczmy na poświątnym, czyli
gruncie do kościoła należącym nie miał”. Z kontraktu X. Wnorowskiego z żydem arendarzem w r. 1801 d. 12 maja na lat trzy do Ś. Jana zawartego widzimy,
że taki wedle zgody z p. Kulikowskim z r. 1797, ksiądz za jednym kontraktem
obiedwie karczmy wypuszczał w dzierżawę: swoją za 400, p. Poniatowskiego za
600 złp. rocznie. X. Wnorowski Dawidowi Lejbowiczowi i jego żonie Dworce,
dawał dwie łąki, za groblą na Pieprzu, i na Kursztakach: krom tego sześć sztuk
bydła musiał żydowi żywić przez zimę. Do karczmy się liczyły: browar, ozdownia i szopa do młyna końskiego; oraz komora i sklepik na zachowanie zboża
i wódki. Żyd wprawdzie miał warunek „ludzi podejrzanych nie przechowywać”,
ale ksiądz nawzajem i trudniejszy „zapewnić wszelką spokojność arendarzowi”.
Czy warto było dla tej karczmy tyle zabiegów? Dodajmy, że ona to, ona!
była powodem tylu i tak kosztownych od r. 1730-1865 processów. W r. 1802 sam
X. Wnorowski na zapytanie An habeat propinationem? Czy powinien posiadać
karczmę? odpowiada: „Propinationem habet haec Ecclesia ab antiquis temporibus,
quae nunc exercetur per judaeum arendatorem in taberna per modernum curatum in Sanctuario in anno 1800 aedifcata” Pozwolenie na prowadzenie karczmy
ma ten Kościół od czasów najdawniejszych, która to karczma obecnie jest prowadzona przez Żyda arendarza, któremu została wydzierżawiona, a karczma staraniem
obecnego księdza w 1800 roku została zbudowana. Co się stało z tamtą w r. 1795

146
pobudowaną? Prawdopodobnie X. Marcin się zapomniał, bo w r. 1804 pisze znowu o tamtej w r. 1795 pobudowanej. Dodano jeszcze w tym 1804 r., że „w tyle
tej karczmy” nowo wymurowana piwnica. W r. 1819 jest karczma, zapewne ta
sama, z r. 1795, długa łokci 11, szeroka tyleż, słomą kryta, potrzebująca reparacyi.
Z propinacyi bierze proboszcz złp. 200. Czy tylko tyle istotnie brał, wiedzieć nie
możemy. Dosyć, że dziedzice dworu użyli potem tego za argument, że tylko tyle
ta propinacya warta. Gdy się 30 listopada 1844 r. plebańska karczma z chlewkiem
zaasekurowana rs. 37 ½ spaliła, X. Koćmierowski podniosłszy połowę assekuracyi
zdrąb na nią postawił, lecz że za blisko kościoła, takowy musiał być usunięty. X.
Warecki w sporach ze dworem o podwyższenie z 38 rubli rocznie arendy propinacyjnej, groził się, że nową karczmę postawi, przecie jej do ukazu 1865 r. nie
postawił. Po ukazie żydzi kupili od rządu naprzód propinacyę, a potem w r. 1882
d. 2/14 czerwca Aktem Nr 349 u Sankowskiego rejenta w Łomży zdziałanym
za rs. 138 kupili i gruntu morg 1 prętów 150 niegdyś do plebańskiej karczmy
należącego. Cfr. wyżej p. 133 i n.
Taka jest tedy historya tej księżej w Kuleszach karczmy: która byłać jakiemś źródłem intraty, ale podobno większej utraty: albowiem okrom kłopotów
i processów przeszło stoletnich (od r. 1730-1865), prawdę mówiąc, była ona
niejednemu okazyą grzechu, gdy nie sięgając dalej, pamiętają ludzie jak jeszcze
za X. Koćmierowskiego w niedziele i święta parobcy do browaru rąbali drzewo
a żyd na kotle hozdował, a ludzie chodzący do studni, miasto nabożeństwa, na
ten proceder się gawronili. W kościele bęben hu! hu! hu! a szlachta w księżej
karczmie, tuż przed drzwiami kościoła, ha! ha! ha! Ile też ludu parafan, z tej
racyi się rozpijało! ile to dzbanów księżej śmierdziuchy, po pokrzywach rozniesiono i rozkradziono! a ile odrazu na miejscu w browarze wypito! ile ksiądz
znowu u siebie musiał rozczęstować! Prawda, że go chwalili, i do dziś za to
chwalą: i to to chyba była jego czysta intrata.
Czwartem źródłem uposażenia proboszczów kuleskich były gotowe summy, czyli kapitały. Kładziemy to źródło po innych, gdyż w wieku erygującego
się tu kościoła i probostwa nie było obyczaju uposażać duchowieństwa procentami od gotowych summ. Tu w Kuleszach najdawniejszy tego rodzaju legat na
korzyść kościoła jest 30 złp. rocznie „dochodu”. Zapisanie testamentu p. Jana
Kuleszy (z Ładugów) Chorążego Ziemi Bielskiej, datowanym w dzierżawionym przezeń majątku Bachorze (pozostawiono puste miejsce) dnia 6 marca
1629 r., a ciążące na jego „majętności Kuleszeńskiej”: z obligacyą jednej mszy
co tydzień za zmarłych, i jednej co miesiąc pro peccatis [za grzechy]. Testament
147
ten podawał do konfrmacyi w Konsystorzu Janowskim X. Jan Zaleski Kommendarz w Hadzinowie, a Konsystorz go pod dniem 11 maja t. 1629 r. kazał
w Akta swoje zaingrossować (ob. Sum. I f. 27-31; II f. 51-58.) „Szaty lepsze
i srebra co jest sprzedawszy,” kazał p. Chorąży obrócić na pogrzeb i jałmużnę.
A nawet, gdy owej zastawy „dochodem (t. j. 30 złp.) nie będzie się chciał xiądz
kontentować, ani Jego Mość Xiądz Biskup nie będzie chciał konfrmować, tedy
ja chcę raczej, aby ona zastawa była dana i obrócona na kilka tricesim trzysta
złotych (t. j. cały kapitał, summa, od której miał się liczyć dziesiąty procent złp.
30) za duszę moją do kościoła, którego żona moja zechce”.
Summa ta była (tu dzieś na Wyknie) na majątku p. Stefanowej Bucińskiej,
2o
voto Sewerynowej Domanowskiej, z domu Anny Kuleszanki córki Mikołaja
Kursztaka Kuleszy (a więc i to wnuka Sędziego Wojciecha ob. niżej p. …),
po której mienie dostało się innym (prawie stryjecznym) Kuleszom, a ci z tej
summy, 240 złp. uiścili X. Zapertowiczowi w poniedziałek po niedzieli Cantate
1665 r., który je przeniosł na przezastaw Agnieszki Kuleszanki, na połowę majętności Kursztaków, które oryginalnie były własnością Anny Kuleszanki córki
Felixa a żony Tomasza Zaleskiego (ob. wyżej p. 178.) Syn p. Tomaszów Józef
Zaleski (znany nam dziedzic na Kursztakach) dnia 29 listopada 1675 r. aktem
datowanym w Śledzianowie (ob. Sum. I f. 51; II. 79) przyznał przed Konsystorzem Janowskim summę powyższą złp. 240 legowaną testamentem przez p.
Jana Kuleszę Chorążego na dobrach jego własnych, a przeniesioną potem przez
X. Zapertowicza na dobra p. Zaleskiego; i zobowiązał się na Ś. Marcin w r. 1676
takową do rąk X. Szymonowi Wnorowskiemu proboszczowi kuleskiemu oddać;
a w razie, gdyby nie mógł, 7 % od niej opłacać.
A widać, że nie mógł, t. j. nie chciał (co zresztą z Paluchem łatwo było
przewidzieć), bo nacóżby tego aktu była oblata w Akta Grodzkie Brańskie,
w poniedziałek po niedzieli Białej (Passionis) 1679 r. zrobiona? Mocno przyciśniony – jako się rzekło wyżej (ob. p. 180 i 181) – oddał te 240 złp. przy
kolatorach X. Szymonowi Wnorowskiemu w poniedziałek po Ś. Franciszku,
w tym samym 1679 r. Gdzie X. Wnorowski podział te 240 złp., co się stało z 60
złp. pozostałemi u sukcessorów Wojciecha Choińskiego Kawałczyka, i czy nie
były to te same, które (wedle Summaryusza Zaleskich) oddał p. Józef księdzu
Wnorowskiemu w r. 1682 w poniedziałek po niedzieli dni krzyżowych? wyjaśnić nie umiemy. Dosyć, że odtąd o legacie p. Chorążego zgoła zapomniano,
i my go tu tylko historycznie wywodzim. Niedoszłe swego przeznaczenia zapisy
przy X. Zapertowiczu przed r. 1669 ob. Sum. I f. 45 i n.

148
W r. 1728 we czwartek po siedmdziesiątnicy złp. 100 zapisane we Dworze
(Zamku) Zambrowskim (in Curia Regia) przez Eufemię Choińską, wdowę po
Mikołaju a córkę Jakóba także Choińskiego na Kościół Kuleski (pro fabrica
Ecclesiae), do którego przebudowywania istotnie wonczas się zabierano. Sumkę
tę, więc mógł rzeczywiście X. Wojciech Wnorowski wyexekwować z mężowskiego majątku ofarodawczyni, na którym w r. 1706 d. 13 grudnia była jej
odpisana, i obrócić na budujący się Kościół II: szkoda jeno, że rezultatu nie
zakonotowano: (ob. Miscelanea).
W r. 1732 d. 31 lipca także w Zambrowie Andrzej Kalinowski „de Kalinowo Antiqua Trojany haeres” odstąpił X. Wojciechowi Wnorowskiemu i jego
następcom zastawę jakąś na Bruszewie w 31 złp., a to „in sufragium animarum
parentum” [za dusze rodziców] (ob. tamże).
W r. 1739 d. 18 października Wojciech Stypułkowski testamentem datowanym w Kuleszach zapisał 50 złp. na Kościół, a 30 X. Wojciechowi Wnorowskiemu za pogrzeb. Taler bity u Choińskiego Aszecia, żyta kop półtrzeci,
grochu młóconego i gryki, co pozostawało, i żelaza (pewne żelastwo, tak między
ludem z dawiendawna cenione) wszystko także X. Wnorowskiemu.
W r. 1749 d. 10 sierpnia Stanisław po Pawle Wnorowski z Wykna Nowego zapisał testamentem Kościołowi tutejszemu tynfów 20. A że pieniędzy
gotowych nie miał, więc każe sprzedać wołu lub krowę i Kościołowi oddać.
Oprócz tego połowę inwentarza swojego t. j. wołu, krowę, nieuka i źrebczyka
wypusta, i owiec dwie starych, każe oddać „na ozdobę kościoła kuleskiego t. j.
na kapę żałobną, albo też na inny jaki ornament potrzebny”. Drugą połowę
inwentarza matce swej zostawiał. Dalej na wszystkiej fortunie swojej, tak po
ojcu jak i nabytej, na rzeczach ruchomych i na „budowiskach” kładł „złp. 300 na
Rożaniec do tegoż kościoła kuleskiego”. Prosił nawzajem, ażeby go pogrzebano
„w kościele kuleskim,” i obligował X. Zaleskiego, ażeby pamiętał na duszę jego
„przy odprawianiu Różańca”: (ob. Miscelanea.)
Nie wiadomo, pod jaką datą, dosyć, że w wizycie w r. 1750 zanotowano, iż
niejaki Piotr Dąbrowski, testamentem w Aktach Grodzkich Brańskich approbowanym, zapisał na Wnorach Starej wsi na części zwanej Chrypaczewizną złp. 300
„na początek ufundowania Rożańca” (ob. Rupnieviane ad fn. Cfr. wyżej p. 102.)
W r. 1751 d. 6 maja zapisem w Kuczynie Grodku i testamentem 30 września t. 1751 r. w Gołaszach Górkach powtórzone i przytwierdzone summy
w różnej monecie i przedmiotach, o których ob. wyżej p. 103.
149
Summy te, przynajmniej Rożańcowe, za X. Szymona Zaleskiego legowane,
przechodziły z rąk do rąk w różnej kolei. Najprzód za 600 szanków żyta X. Zaleski
wziął rzeczywiście 2000 złp, ale nieporozumiawszy się z exekutorami testamentu
i mianowanymi kolatorami Altaryi, pp. Mateuszem Wnorowskim i Kazimierzem
Gołaszewskim, ulokował je, aktem z czwartku po Nawiedzeniu N. M. P. 1752
r. w Grodzie Wizkim, u Stanisława Opackiego, naówczas Podstolego (Dapifer)
Ziemi Łomzyńskiej, poźniejszego Chorążego Wizkiego. Kwotę za ocenione srebro
przyjął X. Zaleski także do siebie, lecz nie wiadomo, gdzie podział (nescitur quo
vertisse), a summy u podkomorzego Brzezińskiego zgoła nie windykował.
Skarżą go w r. 1768 o to, Wojciech Sędzia Grodzki Goniądzki, Kasper
podkomorzy Z. B. synowie po Mateuszu, a bracia X. Marcina, Wnorowscy,
wraz z p. Kazimierzem Gołaszewskim podkomorzym, jako kollatorowie Altaryi,
i w poniedziałek po Ś. Trójcy w Sądzie Ziemskim Tykockim zapada nań wyrok,
ażeby bez względu na oblig Opackiego, 2000 złp. z 7% od czasu rezygnacyi
Kulesz, w poniedziałek przyszłego Ś. Jana Chrzciciela, do rąk p. Wojciecha
Wnorowskiego Sędziego, złożył. Srebro zastawne „in natura,” i dokumenty
tyczące się altaryi, miał również X. Zaleski na tenże termin w Grodzie
Brańskim pod przysięgą a pod karą 14 grzywien (marcarum) złożyć. Resztę
zaś summ z zapisu p. Łapińskiego zalecono tymże wyrokiem p. Wojciechowi
Wnorowskiemu u dłużników dochodzić.
Jakoż p. Wojciech tem się zająć nie omieszkał. W r. 1770 d. 2 grudnia Hetman Branicki podpisał akt Kommisarski Białostocki z własnoręczną notyską,
ażeby u pewnego żydka w Orli 50 dukatów wyexekwowano; które jak widać
w latach 1771, 1773, 1774 i lat następnych, przynajmniej kapaniną ściągnięto.
Chodziły te summy po Pażochach, Więchach, Makowie, Rusi i Mazurach:
a zawsze z wielkimi kłopotami i nieprzyjemnościami dla księdza: bo panowie
dziedzice długi zaciągali z przymileniem, a procenta płacili niedbale, nierzetelnie, z grubiańskiemi odpowiedziami, gdy się o nie upominano, a bywało, że
po lat kilka i zgoła nie płacili. X. Koćmierowski w sprawie ze Smorczewskim
w r. 1840 musiał przysięgać, że procentów tyle to a tyle nie pobrał. To się też
z żalem w jednem piśmie wyraża, życząc sobie, żeby już te summy coprędzej
przeszły do Banku. „Co daj Boże najprędzej nastąpiło. Wolałbym z Bankiem
mieć tysiąc razy do czynienia, aniżeli z p. Smorczewskim raz”.
O ile się to dziś da sprawdzić, widzimy, że w r. 1789 summa złp. 4906 gr. 20
była u p. Zambrzyckiego podczaszego Nurskiego z procentem rocznym złp. 171
gr. 22; summa zaś złp. 2000 w tym samym roku była u p. Jeruzalskiej Chorążynej

150
Bielskiej z procentem rocznym złp. 70. W r. 1798 summa złp. 4906 gr. 20 była
lokowana na Pażochach u p. Józefa Wnorowskiego podstarościca; procentu od
niej pobierał proboszcz tyleż co wyżej, t. j. 171 złp. i gr. 22. złp. 2000, z aktu
w Grodzie Brańskim w poniedziałek po Ś. Janie Chrzcicielu 1768 r. zapisane
(a więc to te wywindykowane od X. Zaleskiego) w r. 1798 były zlokowane
na Mazurach u p. Szepietowskiego Porucznika Kawaleryi byłej Narodowej, od
których procentu szło także złp. 70. złp. 1000 lokowane w r. 1782 były i teraz
na Makowie i Wnorach Starych majątku p. Marcina Wnorowskiego Cześnika
Rożańskiego. W tym jednak już 1798 r. o tej ostatniej summie pisze X. Marcin,
że „procent od niej od wielu lat zaległy”.
Potrzeba było prowadzić proces, ażeby ten tysiąc bezpieczniej ulokować.
I ulokowano go bezpieczniej, bo snadź skutkiem tego procesu rząd Pruski zabrał je a w r. 1819 dyktuje X. Koćmierowski „i należy do Likwidacyj Dworów
zagranicznych”: to się znaczy, że jest w Berlinie. Summa ta, z tysiąca zredukowana na 810 złp. (bo Prusacy i za poleżenie u siebie zapłacić kazali) dopiero
w r. 1825 była na wniosek Prokuratoryi ulokowana na Mazurach z 5%: o czem
K. W. R. i O. P. pod dniem 29 sierpnia Administratorowi Dycezyi Choromańskiemu donosi, a ten X. Koćmierowskiemu pod d. 4 października, z wezwaniem
do pilnowania się w pobieraniu od niej procentów, znać daje.
W r. 1804 owe 4906 złp. i gr. 20, jakoteż 2000 złp. z Mazur były przeniesione na Pażochy do p. Józefa Wnorowskiego. Od pierwszej summy płacił procentu złp. 260, od drugiej 100. W roku jednak 1819 dyktuje X. Koćmierowski,
że i „od tych obydwóch summ procent 5% 12-u niedochodzi,” i same summy
niepewne, gdy długi wartość dóbr przewyższają. W r. 1821, gdy na dniu 11 maja
przyszła kolej nowej regulacyi Hypoteki Pażoch i Więchów, Prokuratorya Jeneralna uczyniła wniosek do zapisania na rzecz kuleskiego Kościoła następujących
summ: złp. 2000 te, co wyżej do Altaryi Kuleskiej.
Złp. 4906 i gr. 20 także do Altaryi Kuleskiej. Oczywiście obedwie te summy po p. Łapińskim.
Trzecia summa złp. 5606 i gr. 20 i w Hypotece Pruskiej, i tu mylnie wniesiona. Kommissya Wojewodzka Augustowska pod d. 8 lutego 1823 r. pytała
o jej pochodzenie, a X. Koćmierowski pod d. 19 lutego t. r. wyjaśnił, że to
pomyłka. Lecz w Hypotece Pruskiej Nr 4 rubryka III była czwarta summa,
która nas bliżej obchodzi. Złp. 8000 zahypotekowane tu z dokumentu w Aktach Ziemskich Zambrowskich pod dniem 11 września 1795 r. zeznanego,
którym przez p. Józefa Wnorowskiego stryjowi jego Antoniemu summa ta była
151
zapewniona. Wprawdzie nie dla Kościoła ta summa, lecz wkrótce zobaczymy,
że i dla nas ważne jej źródło.
W r. 1809 dnia 17 maja właśnie ten p. Antoni Wnorowski (stryj Józefa,
a więc brat, może i rodzony, X. Marcina) współdziedzic na Więchach, zrobił
akt przed notaryuszem (rejentem, jeno nie powiedziano którym) powiatu tykocińskiego spisany, w którym na powyższej summie 8000 złp., legował złp. 1550
na korzyść Kościoła w Kuleszach. P. Antoni umarł dnia 20 stycznia 1810 r., jak
widać z Akt Zejścia Nr 76. W r. 1821 d. 4 maja Kommisarz Łomżyński zawiadomił X. Koćmierowskiego, że dokument tej legacyi Prokuratorya Jeneralna
przesłała niejakiemu Wojciechowi Garszyńskiemu sekretarzowi swemu przy
Kommissyi Hypotecznej Wojewodztwa Augustowskiego, celem zameldowania
na mocy tego dokumentu do Hypoteki dóbr Pażoch i Więchów, sposobem
ingrossacyi złp. 1550 na summie większej 8 tysięcy.
Kto, kiedy i na jakiej zasadzie, podniosł z tej summy złp. 300, dojść nie
możemy: dosyć, że w dziale IV hypoteki Pażoch z przyległościami pod Nr 6
zostały wpisane złp. 1250 (z większej summy 8 tysięcy), z których 1000 złp. na
upiększenie ołtarza Matki Boskiej; złp. 150 na baldachym, i złp. 100 na ornat
żałobny, do kościoła w Kuleszach były przeznaczone (ob. Proces. v. III i Akta
proces. X. Koćmier. ze Smorczewskim.) Rząd Gubernialny Łomżyński w r.
1882 twierdzi, jakoby ze swoich „архивныхъ дѣлъ” wyczytał, że 22 rs. i kop.
50 na ornat, a 15 rs. na baldakim. Niech będzie i tak. Razem rs. 187 kop. 50.
I od tej summy czas jakiś X. Koćmierowski pobierał procenty, ale dokuczny Smorczewski, a ten raz słusznie, uważył, że procent od niej nie należy się
proboszczowi na osobistą korzyść, lecz iść powinien na potrzeby wyłącznie
kościelne, albo też na powiększenie summy. Przybyłe tedy od r. 1823-1840
procentem rs. 148 kop. 68 ½ obrócono na zbudowane w r. 1836 organy; a 4%
przez dwa lata rs. 15 dołączono do summy, i d. 5 września 1842 r. rs. 202 kop.
50 deponowano w Banku Polskim, które tu wzrastały procentem. Smorczewski, jako prezes dozoru kościelnego, kilkakroć chciał tę summę podnieść, ale
na próżno. Ja, od nastania mojego, postarawszy się, ażeby wola testatora ze
wszystkiem była spełniona, acz z innych funduszów, robiłem usilne starania,
ażeby ją podnieść, i po dziesięciu latach (od 31 grud. 1873 – do 25 lutego
1883r.) korrespondencyj i różnych nie bez kosztu zabiegów, udało się przecie,
że w r. 1883 dnia 25 lutego odebraliśmy z Kassy Powiatowej Mazowieckiej
całą summę z procentami, w ilości rs. 793 kop. 75, z tem zastrzeżeniem, że
rs. 415, jako pretendowane przez nas za wydatki, możemy sobie potrącić,

152
a resztujące rs. 378 kop. 75 mamy niezwłocznie odesłać do Banku, na tak zwany
сторительный капиталъ = fundusz budowlany. Jakoż z tych 415 rubli zrobiło się
takie nabytki:
1. Za grunt pod nowy cmentarz Janowi Dmochowskiemu rs. 230.
2. Za szafę żelazną na depozytoryum dokumentów rs. 95.
3. Opakowanie jej i zwiezienie rs. 5 k. 81
4. Miednica do prania korporałów rs. 2 k. 20
5. Na oprawę dzwonów użyto z tych rs. 50 k. 25
6. Sekretarzowi powiatowemu Kruszyńskiemu rs. 25 k. 75
7. Expens przy nabożeństwie, honoraryum księdzu obcemu rs. 6
Rs. 415 k. 1
Resztujące zaś rs. 378 kopiejek 75 pod d. 1/13 marca t. 1883 r. odesłaliśmy w depozyt do Banku, na co i pokwitowanie Nr 15894 z d. 30 maja
1883 r. Zaś ś. p. pana Antoniego Wnorowskiego, z którego łaski ta summa
nam się dostała, a w reszcie została, przy poświęceniu przybranego Cmentarza
dnia 15 czerwca 1883 r. z X. Antonim Średnickim wikaryuszem rutkowskim,
odprawiliśmy solemne nabożeństwo żałobne, ze stosownemi przemówieniami,
wynosząc zasługę tego benefaktora Kościoła. O tem wszystkiem ob. foliał p. t.
Papiery tyczące się Cmentarzy, Dworów … i Ołtarza Matki Boskiej, vol. I.
W r. 1831 wzięto dzwon do Arsenału, i za ten w summach kościołowi
kuleskiemu należnych w Banku rs. 3 fguruje.
Summ pokładnego dotąd rs. 720.
Dodawszy owe 378 kop. 75 i 3 rs. za dzwon: 381 kop. 75
Razem w Banku jest rs. 1101 kop. 75: oprócz procentów.
W r. 1858 X. Warecki od trzech summ w Banku lokowanych w ilości rs. 1186
pobierał procentu rs. 47 kop. 44.
Na rachunku Kościoła w Kuleszach d. 1 stycznia 1862 r. (okrom należności
za dzwon i summ pokładnego) stały w Banku Królestwa następujące summy:
1. Spłacone przez Kassę Gubernialną Augustowską pod d. 4 grud. 1832 r. z dóbr
Mazury rs. 216.
2. z dóbr Wnory Pażoch i Więchy pod d. 5 wrześ. 1842 r. rs. 1036.
3. z dóbr Wnory Pażochy pod d. 22 listop. 1851 r. rs. 150.
Rs. 1402.
153
Z procentem 4% prostym: którego X. Warecki, wedle jego rapportu do
Konsystorza z dnia 10/22 kwiet. 1866 r. pobierał rocznie do 10/22 czerwca
1865 r. rs. 56 kop. 8.
Dla Altaryi fgurowały owe 202 rs. kop. 50 z procentem 3% składanym,
spłacone także przez Kassę Gubernialną Augustowską pod d. 5 września 1842
r. z dóbr Wnory Pażochy i Wiechy, jako summa 4o
.
Tak tedy w skutek art. 24 z ukazu z r. 1865, przeszły na rzecz Skarbu
trzy powyższe summy posażne tutejszego plebana w ilości rs. 1402 i półroczny
procent X. Wareckiego r. 28 kop. 4.
W r. 1876 d. 12/24 października, Julia Zaleska, przedtem żona p. Teofla
Wnorowskiego z Wnorowskich Nosalów (vulgo Żyłów) z Pażoch, przed Rejentem Franciszkiem Kuleszą zapisała rs. 100 na ozdobę tutejszego kościoła
i modły za jej duszę. I te po długich Korowodach, a ustępieniu temuż Kruszyńskiemu rs. 6, dało się przecie d. 6 maja 1882 r. do rąk uzyskać i na cel wskazany,
t. j. na upiększenie wielkiego ołtarza obrócić: a za ofarodawczynię stosowne
nabożeństwo odprawić, i wdzięczne wspomnienia niniejsze przekazać. Ob. papiery tyczące się Cmentarzy etc.
Jako memento szlachetnej szczodrobliwości dla Kościoła, wypada tu namienić, że w r. 1809 dnia 18 paźdz. pozywany przez stryja X. Marcina p. Józef
Wnorowski o należną za lat 8 dziesięcinę na 1792 złp. lekko wartującą, „przez
łaskawą przychylność serca stryjowskiego” miał sobie w Sądzie zmniejszoną do
złp. 800: z których połowę (t. j. złp. 400) miał oddać do rąk X. Zawadzkiemu
na restaurujący się wówczas ołtarz Matki Boskiej. Czy oddał? Nie wiemy.
Oprócz tych uposażeń w gruntach, dziesięcinie, propinacyi i kapitałach, miał
jeszcze proboszcz kuleski pierwotną Erekcyą z r. 1493 zapewnione mielenie bez
miarki (chybać i darmo) na młynach kolatorskich: „in molendinis sine mensura
molere” [można było mielić w młynie bez mierzenia] (ob. Erekcyę p. 6).
Młyn, snadź wiatrak, kolatorski był gdzieś na Rokitnicy za X. Rokitnickiego, bo w r. 1628 Maciej, brat rodzony i spadkobierca po nim, odstępuje
Wojciechowi Kuleszy vice-staroście Grodowemu Brańskiemu, część na młynie
sobie po księdzu należną (ob. Sum. Zalesk.; Proces. II; Inkwiz. f. 3.) Od tego
to i grunta, na którym takowy stał młynarskiemi się zwały, a starzy wiedzą
do dziś, że to te pomiędzy dzisiejszym dworkiem a karczmą na wzgórku.
W Inkwizycyi z r. 1690 (ob. Sum. II f. 150) świadek czwarty przyznaje, że
„xiędzu plebanowi mleć powinno bez miarki”. W kontrakcie z r. 1699 Leona
Kulikowskiego i Anny z Gąseckich Kulikowskiej a byłej Józefowej Zaleskiej,

154
z Karolem i Elżbietą Rządkowskiemi dzierżawcami Kulesz Kościelnych (t. j.
Kursztaków) zastrzeżona reparacya młyna (ob. Sum. Zalesk. w Proces. II.) Były
więc, czy przynajmniej był młyn kolatorski, a na nim księdzu powinno się było
mleć darmo: bez czarki i miarki. Atoli od czasu objęcia Kulesz przez Paluchów,
musiało się to niepraktykować, gdy X. Zapertowicz w r. 1670 ma swój młyn
i na domowe potrzeby miele u siebie. Potem (w r. 1722 w renow. Erekcyi p.
10) mowa o plebańskim młynie wodnym, który „olim exstabat” [niegdyś istniał].
Dopokąd ksiądz miał browar, miał swój i deptak: za X. Wareckiego i szczątki
z tego młyna przepadły: ob. wyżej p. 139 i 140.
Pastewnik, na wszystkich wsiach kolatorskich od r. 1493 ma pleban kuleski
wspólny. „Pecora ac pecudes, tam majores quam minores (t. j. krowy i świnki) ad
gregem communitatis apellare” (ob. Erekc. p. 6.) Bywały i o to spory ze dworem,
a X. Warecki w r. 1865 dnia 14 czerwca w Deklracyi pisze: „Z mocy cytowanej
Erekcyi benefcyant kuleski ma prawo wspólnych pastwisk na wsiach kollatorskich, których powierzchni nie jest w możności oznaczyć (a toć wedle Taryfy
z r. 1672 włok 104), dlatego do niniejszej Deklaracyi niezapisuję, bardziej że
inwentarze swe pasa na tych wsiach, gdzie ma Kościół swą własność, i to tylko na wsiach obocznych z probostwem”. Przy zaborze w skutek ukazu z 26
grud. 1865 r. pastwisk nie zabrano, dopiero w r. 1883 komisarz udarowanym
na gruntach kolatorskich tutejszych pastewnik im zapewniał, nie wzmiankując
probostwa. Że jednak pastewniki te były i są liche, wypalone odłogi, prędzej dla
kóz i owiec niźli dla bydła; i że udarowani poproboszczowskimi i podworskimi
gruntami, pasają na nich swoje inwentarze dość liczne, a proboszcz obecnie
małą ma liczbę inwentarza: więc od r. 1877, wszystek inwentarz plebański, zimą
i latem na stajni: tylko dla utrzymania possessyi pastewników, kiedy niekiedy
posyła się konie na pastewniki obocznych wsi kollatorskich.
Rybołóstwo, także Erekcya z r. 1493 zapewnione proboszcz kuleski „In
stagnis: pisces cum vata (więcierzem), videlicet Rokitnica et Litwa prehendere,
duo bulgustra (jazy) ponere” [W stawach ryby więcierzem, można sądzić, że są
łowione w Rokitnicy i na Litwie, między dwa jazy kładzione]. Z tego prawa dotąd
korzystam; przynajmniej siatką bądź na odpusty, bądź indziej ilekroć mi się
podoba, łowić rybki posyłam.
Z tylu toż tak różnych źródeł, jakaż być mogła ogólna intrata? W roku
przynajmniej 1789 (ob. Akt. Proces. vol. III) mamy urzędowo przez Kommisarza prezydującego Dionizego Orsetti wyciągniętą intratę roczną z probostwa
Kulesze, mianowicie:
155
z zasiewów, arędy karczemnej i dziesięciny złp. 1465 gr. 12 ½.
intraty z gruntów i summ altaryjskich złp. 225 gr. 22.
Razem złp. 1691 gr. 4 ½.
W r. 1819 dnia 7 stycznia w Wykazie Tabellarycznym przychodu rocznie
wyliczono złp. 2919 gr. 13; wydatków 1483 gr. 1: więc czystej intraty złp. 1436
gr. 12. Przy podobnymie Spisie majątku kościelnego w r. 1858 X. Warecki wykazał ogólnej intraty rs. 702 kop. 17; wydatków rs. 412 kop. 50: więc czystej
intraty rs. 289 kop. 67. Policzono w to i Jura stolae rs. 169 kop. 50 ½, i ze
skarbonki kościelnej 6 rubli.
Naturalnie, że Spisy takowe ofcyalne, prawdę mówiąc, kłamane, dla odwrócenia zazdrosnego oka. Jura stolae widzimy, że z dawiendawna tu pobierano,
gdy już X. Zapertowicz w r. 1670 dawał trzeci grosz swym bakałarzom: „tertiam
proventuum partem ecclesiasticorum” [trzecią część dochodów kościoła]. Prawda,
że były to czasy na pieniądze trudne, to też nieraz w naturze, jak widzimy
w r. 1739 z rachunku Kobosków (ob. wyżej p. 66) oraz z zapisu Wojciecha
Stypułkowskiego (ob. wyżej p. 260), i w r. 1749 z testamentu Stanisława Wnorowskiego (ob. tamże.) Księdzu je dawano, ale dawano hojnie i szczodrobliwie.
W wizycie z r. 1874 wykazaliśmy rocznego przychodu rs. 1700, wychodu 785,
a więc remanentu rs. 915. Jednakże, że prowadzenie inwentarza żywego i sprzętów różnych, oraz budowanie się, pochłaniało dużo, więc defcyt tamtoroczny
był 1605 rubli.
Obliczmy tu rzetelnie fnanse roku bieżącego od 1 października 1883 do
tegoż dnia 1884 r.
Akcydens urzęnika Stanu Cywilnego i jura stolae [dochody parafalne] rs 1201 k. 65.
Stypendya mszalne rs. 289 k. 50.
Pensya rs. 300
Dziesięcina rs. 172 k. 20.
Razem rs. 1963 k. 35.
Roczne wydatki domowe i kościelne nieuniknione rs. 785

156
Budowanie się
Materyał starej plebanii rs. 120 k. 30.
Materyały dokupione 83 k. 50.
Deski 55 k. 60.
Gwoździe etc. 31 k. 15.
Majstry i pomocniki 149 k. 95.
440 k. 50.
Studnia i ogrodzenie 25
Ogółem na budowanie się w tym roku wydano rs. 465 k. 50.
Rs. 1250 k. 50.
Remanent powinien być rs. 712 kop. 85, lecz gdzie się podział, kiedym
ja tylko około rs. 400 obrócił na swoje wyłączne potrzeby? Znaczy się, że
utrzymanie domu i kościoła pochłonęło więcej. I w rzeczy samej, gdy wedle
doczesnej mody czy obyczaju wystawności, i gustów herbatowania, kawowania
a winowania, potrzeba za te wszystkie zagraniczności spłacać dług, gdy parobeczek próżniak bierze rs. 50 krom oberchapków także z pańskiej kieszeni;
i gdy funt mięsa poszukiwany po miastach i musi być zapłacony kop. 12 v 13:
trudno to wszystko zbyć mniejszym kosztem. Fabryki też ustawiczne od lat tuż
12-u przez nas prowadzone, bardzo kieszonkę nam opróżniają.
VI. Parafa kuleska
Dotąd mówiliśmy o samem terrytoryum plebanialnem: obejrzyjmyż teraz
parafę całą, rozejrzyjmy się w wioskach ją składających.
Przy samej Erekcyi w r. 1493 widzimy naprzód Rokitnicę t. j. tę wieś,
od owychczas kościelną, której część dworska, od dziedziców Kursztaków alias
Kuleszów, zwała się Kuleszami lub Kursztakami: a od kościoła obok niej erygowanego, zwana też potem Kuleszami Kościelnemi. Było to dziedzictwo wielu,
którzy czy to już wtenczas siedzieli, czyli też potem się rozsiedli po innych
przyległych wioskach Kuleszach: jak Litwie, później i Litewce, Podlipnem,
Podawcach, Wyknach i Niziołkach. Prócz Rokitnicy, i nawiasem Litwy, żadnej
innej z tych wiosek w Erekcyi, ani namienionej nie masz, a przecie mieszkańcy
ich, przynajmniej w sto lat po Erekcyi (w 1598 r.) występują jako już dawni,
pierwotni kolatorowie. Dowód to najoczywistszy, że te wszystkie wsie Kulesze
157
(okrom Czarnowa) z jednego krza Kuleszów Kursztaków dziedziców na Rokitnicy powstały.
Co się tknie Czarnowa, i ono było dziedzictwem w tem samem gnieździe
Kursztaków, jeno, że Jan i Andrzej pomiędzy sobą rodzeni haeredes de Biki
t. j. z Czarnowa, byli dla ośmiu Kursztaków Rokitnickich już dalsi, i dlatego
to Biki osobno w Erekcyi fgurują (Cfr. wyżej p. 25, 157 i 158.) Rodzina ta
w głównem gnieździe Rokitnicy długo jeszcze trwała. A byli, acz niebogacze,
ale dość zacni ludzie, gdy mimo rozdrobnienia, w powtórnem czy powtórzonem
nadaniu morgów 48+7=55 „pro parte sua” od siebie „czyniąc dosyć funduszowi”
dla księdza i Kościoła ustępowali (ob. Sum. I f. 15; II f. 28.) Z tych, których
Kapica w swoim „Herbarzu” pod domem Kuleszów herbu Ślepowron (ob. str.
195 – 198) wylicza, niektórych tu w miejscowych papierach mamy:
Wojciech syn Wojciecha Kulesza, według Kapicy w r. 1596 składał przysięgę na podkomorzego (camerarius) Ziemskiego Bielskiego. Tych komorników, czyli podkomorzych w okolicy i parafi bywało tu dosyć, gdy szlachta
spory gruntowe częste prowadziła. Więc podkomorzowie za zleceniem sądów
ziemskich bardzo często zjeżdżali na grunt, oglądali „znaki stare”, uznawali je
za „pewne i prawdziwe” (ob. Sum. I f. 15; II. 28 i 29.); albo też nowe zaznaczali.
W papierach Czarnowskich z Czarnowa mamy z r. 1531 takie rozgraniczenie:
„Stipibus alias sochami incipiendo a graniciebus Ducatus Masoviae, alias od
Płos, usque ad bagnum dictum Bulcza, per idemque Bagnum meta seu tramite
recto pariete procedendo, incisionibus in arboribus ad instar crucis positis, ad
parietem seu granicies Czarnowskie obsignatae” [Granice Księstwa Mazowieckiego rozpoczynają się od drzew inaczej nazywanymi sochami, inaczej od Płos i rozciągają się aż do bagna zwanego Bułcza i granica przebiega przez to właśnie Bagno
wzdłuż drzew aż do stojącego krzyża aż do granicy Czarnowskie].
Owoż do tego rodzaju częstych czynności, gdy jakośmy już rzekli (ob.
wyżej p. 159). choćby ci sami Kursztakowie, pomimo że się pisali perpetualiter,
sempiterne divisi, [nieustannie, zawsze podzieleni], a przecie się znowu we trzy
lata na nowo dzielili, szarpali, nowe granice i nowe znaki zakładali, i panów
Podkomorzych, zwanych Ziemskimi (Terrestris), Granicznymi (Granitialis)
potrzeba było, i niemało. To też szlachcic o kilku włokach, a człek rozsądny, poważny bene natus et possessionatus [dobrze urodzony i majętny], mógł
być podkomorzym. Takim to podkomorzym był i nasz pan Wojciech Kulesza Kursztak, przedostatni z gniazda Kursztaków Rokitnickich płci męskiej
potomek. Wprawdzie tutejsze papiery nie podkomorzym, ale vice-capitaneus

158
(vice-starostą) go tytułują, ale w donacyi z r. 1616 (w papierach Czarnowsk.)
robionej synom, Wojciechem synem Wojciecha, i podkomorzym tytułowany;
potem (w r. 1621) Notarius castrensis Branscensis (Pisarz Grodowy); dopiero
w r. 1623 w tutejszych papierach jest Sędzią Grodzkim, czyli Grodowym, a w r.
1637 już jako nieboszczyk: a więc na tę godność Sędziego, przy schyłku życia
z podkomorzego, wyawansował.
Wojciech ten miał pięciu synów: Felixa, Pawła, Wojciecha, Mikołaja i Stanisława. Z tych Felix (Szczęsnym pisany) podkomorzy Ziemski Bielski (snać
zaraz po awansie ojcowskim, bo w) 1617 r. (ob. w Kapicy Herb. str. 198.) przysięga na podkomorzego; mieszkał tu w Kuleszach; inni zaś bracia, po wsiach
obocznych mieli swoje działy. O jednym tylko Pawle wiemy, że mieszkał w Wyknie Starem. W r. 1621 bratu Felixowi część ojcowizny na Czarnowie i Wyknie
Starem sprzedawał; gdy się jednak w r. 1637 stryjowie (a jego bracia) z dwoma
córkami po Felixie Anną i Katarzyną dzielili, Pawłowi się jeszcze część borów
„Borrae” na Czarnowie w dodatku dostała. Na tych tu Kuleszach tedy ostatni
płci męskiej Kursztak Kulesza był podkomorzy Felix.
Ruska to była rodzina, jako się już mówiło (ob. wyżej p. 26 i 166): źródłosłów Колесо koło, koleśnik, kolaska: mało co do tej nazwy brzmieniem podobny;
polski Kulas i Kursztak pono podobniejsi. Powtarzają tu anegdotę od kiedyś, że
moskal jakiś spisywał pp. Kuleszów, ale co się zapyta którego, każdy pan Kulesa.
Sprzykrzyło się to suzdalczykowi, więc mówi do pisarza: wsio Kolesa i Kolesa:
piszy jemu Telega. Owoż ci Kuleszowie nadarzeni pewne przez którego z książąt Litewskich mazurską Rokitnicą i jej przyległościami od siebie Kuleszami
ją przezwali. W Erekcyi pierwotnej panowie Kurstaki pierwsi dziedzice „primi
Haeredes” zgoła się ani sami, ani też tej miejscowości, Kuleszami nie nazywają,
choć Rokitnica pięć razy wymieniona, aleć już w r. 1421 i 1447 (ob. wyżej p.
25) de Kulesze się z tej Rokitnicy pisali. Po łacinie pisano ich Kulesza: Kulescha, a przymiotnik pisano najczęściej i najwłaściwiej Kuleszensis lub Kulesensis;
czasami, i to w różnych epokach i miejscach Kuleszoviensis (ob. Sum. I f. 17,
i 65 Kuleszeviensis) po polsku też różnie. Kuleski najpospoliciej, teraz z ruska
Kuleszski, a nieświadomi miejsca sądownicy pisali: Kuleszowski lub Kuleszeński.
Po panu Felixie tedy i żonie jego Dorocie Ołdakowskiej, córki Anna i Katarzyna dziedziczyły tutejsze Kulesze (= Rokitnica seu Kurstaki ob. Sum. Zalesk.
u Czarnowskich). Ale już przy tym podziale w r. 1637 Anna jest żoną Tomasza
Zaleskiego, protoplasty na Kuleszach Paluchów, którego dość znamy; Katarzyna niezamężna, dopiero w r. 1640 z mężem Andrzejem Jarnickim, siostrze swej
159
Annie i szwagrowi Zaleskim, dziedzictwo swoje tutejsze sprzedają. Matka zaś
ich Dorota w r. 1639 już jest za Stanisławem Jałbrzykiem (t. j. Wyszyńskim).
Anna, która nas tu najwięcej obchodzi, jako miejscowa dziedziczka, owdowiała
po r. 1655: dosyć, że r. 1661 już jest za Stanisławem Markowskim; a wszystko
mienie swoje, tak na Rokitnicy jak i indziej, dwom synom z pierwszego męża
Józefowi i Janowi (o Macieju księdzu nic) donacyą zapisuje: Cfr. supr. p. 178.
W tej tu dobie, lubo trochę wcześniej, bo jeszcze w r. 1649 przyplątał się do
Kulesz Kursztaków niejaki Piotr syn Augustyna (czy Zygmunta) Kalsztyn (coś
niemieckiego) Osłowski, żonaty z Elżbietą (czy Heleną) Tuszewicką, którzy
w tym roku brali od Zaleskich Tomasza i Anny Kursztaki w 800 złp. w zastawę.
W r. 1652 chciał im Zaleski summę zwrócić, a przynajmniej z zastawy wygnać,
bo to już była polityka Paluchów, poczynając od p. Tomasza, że księdza czy nie
księdza, kogokolwiek krzywdzili, zawsze po sądach i urzędach krzyczeli, że są
krzywdzeni. Więc i p. Tomasz, snadź nieoddawszy summy, chciał Osłowskich
z zastawy wygnać, lecz ci się jakoś jeszcze w r. 1653 nie dawali. Z tego to roku
datuje się i przezastawa ogrodu 45 zagonów od strugi w 60 złp. zrobiona przez
tegoż Osłowskiego Nikodemowi Laskowskiemu synowi Macieja. I w tym samym 1653 r., ci sami Osłowscy całkowity swój kontrakt zastawy na 800 złp. na
Kursztaki, odstępują Walentemu Laskowskiemu i jego żonie Agnieszce z Kuleszów, córce Pawła Kuleszy Komornika Gruntowego Ziemi Bielskiej (Camerarii
Campestris Terrare Bielscensis), czyli po prostu, bez szumu, podkomorzego.
Był to ten sam Paweł, dziedzic na Wyknie Starem, syn Wojciecha Sędziego,
a brat rodzony podkomorzego Felixa, a więc stryj pani Tomaszowej Zaleskiej
Anny, Kuleszanki z domu; a więc i Agnieszka, żona Walentego Laskowskiego,
była stryjeczną siostrą Anny. Owoż skąd te stosunki majątkowe i familijne: Cfr.
supr. p. 172-175. Państwo Walentowie tedy, mając przezastawą od Osłowskich,
snadź przez brata Nikodema, owe 45 zagonów z łąką w 60 złp, a osobno całe
Kursztaki już od samych Osłowskich, także przezastawą w 800 złp. pierwsze,
t. j. 45 zagonów w r. 1663 (ob. Proces. v. I), przezastawili X. Zapertowiczowi
(ale nie jego następcom, bo pieniądze były X. Andrzeja własne) w tem jeno
nieprawnie, że już nie w 60, ale w 85 złp. Drugiej zaś zastawy połowę, t. j.
połowę dworku Kursztaków, taż sama Agnieszka Kuleszanka, ale już wdowa
po Walentym Laskowskim, w r. 1665, w złp. 240 t. j. w kwocie, jaką księdzu
Zapertowiczowi, nabywcy majętności po Janie Kuleszy Chorążym z 300 złp.
przezeń legowanych na Kościół, zwrócili, przezastawiła: Cfr. supr. p. 175-177.
Drugą połowę zastawnych Kursztaków w takiejże summie złp. 240 (to za mało?

160
boć było 800 złp?) synom zostawiała. Synowie jej byli Grzegorz i Stefan, i córka Maryanna.
Mamy jeno, że w r. 1675 Stefan i Maryanna kwitowali z zastawy Kursztaków p. Józefa Zaleskiego; a w papierach Czarnowskich jest dokument, że
w r. 1698 tenże Stefan syn Walentego Laskowski, sprzedawał swoje mienie na
Wyknie Nowem temuż Józefowi Zaleskiemu. Panowie Zalescy Józef i Jan (ob.
wyżej p. 277) dzielili się w r. 1671. Józef wziął Rokitnicę z Atynencyami, a Jan
Wyszonki Zalesie. Z tej genealogii Kursztaków i Zaleskich, oraz processów
przez nich z wmieszanymi Osłowskimi prowadzonych, przekonywamy się, że
Zalescy nie bez racyi do swego dziedzictwa po Annie całych dworka Kursztaków, i owego 45 zagonów ogrodu, pretendowali.
W tem tylko nieuczciwość ze strony ich, że zabierali dziedzictwo, a nie
zwracali summ zastawnych: choć oni i na to zacytują manifestacye zanoszone
w grodach przeciwko wierzycielom, jako summ przyjmować nie chcieli: bo tak
robił p. Tomasz z Osłowskimi w r. 1652; i tak p. Józef z X. Zapertowiczem
w r. 1667; i z X. Szymonem Wnorowskim w r. 1670 (czyli też 1672?): ale to
były fluterye prawne, do których się pp. Zalescy zwykle uciekali, ażeby potem
robić zajazdy. P. Józef np. dostał pokwitowanie od X. Szymona Wnorowskiego
w r. 1679 w poniedziałek po Ś. Franciszku, z odebranych 240 złp. na dworek
Kursztaki, a wnet, bo tegoż roku we wtorek przed Ś. Jadwigą, zyskiwał kondemnatę na tegoż X. Wnorowskiego, że mu poprzyłączał bez żadnego prawa „nullo
jure” pewne jego dobra, do dóbr kościelnych, i pobudował się na jego gruntach.
W prędce też, bo w r. 1680 we czwartek przed Ś. Fabianem i Sebastyanem
powtórna kondemnata; i zaraz w tymże roku we czwartek po niedzieli Misericordiae dekret na przezyski przeciwko X. Wnorowskiemu; i zaraz w r. 1681
w poniedziałek po Ś. Tomaszu Apostole nowa napaść na X. Wnorowskiego
o dwa półwłoczki gruntu.
W r. 1682 w poniedziałek po niedzieli Dni Krzyżowych oddał 60 złp. przy
kollatorach X. Wnorowskiemu (ob. wyżej p. 259), lecz jakie to były te 60 złp?
z jakiego tytułu? Czy zwrot z pierwotnej zastawy 45 zagonów (ob. wyżej p. 174
Cfr. 172); czyli też może dopłata do owych 240 złp? (ob. wyżej 175, 180 i 259.)
Nie mamy wyjaśnienia. Jeżeli pierwsze, to księża najniesłuszniej by o grunt ten
pretendowali; jeżeli drugie, to co innego; a może to zgoła inna należność, gdy
per extensum kwitu nie mamy. Ta niewyraźność w summaryuszu konotowana
prawdopodobnie jest także szwyndlem ze strony p. Zaleskiego: zwracał summę
jedną, a sięgał po dwie zastawy.
161
W r. 1689 w poniedziałek po Ś. Trójcy uzyskuje p. Józef ową niesprawiedliwą kondemnatę na X. Wnorowskiego (ob. wyżej p. 183), na której się potem
p. Serwacy tak zuchwale opierał. Gdy X. Wnorowski w r. 1690 na 3 lipca uzyskał z Konsystorza Kommissoryum z inkwizycyą na miejscu (ob. wyżej p. 184)
p. Józef, że mu to niedogodne się udało, niby zabawny sprawami na Trybunale
Koronnym w Lublinie dnia 6 lipca zanosi przed tameczny Konsystorz manifest
z uniewinnieniem siebie. Dnia 25 sierpnia jeszcze ten sam p. Józef manifestuje
się przed Konsystorzem w Janowie, przeciwko podejrzanym świadkom, użytym
przy powyższej inkwizycyi. Jak ten manifest niesłuszny i niegodny, prosimy się
rozpatrzyć w tem cośmy wyżej p. 184 już napisali.
Dalszy też przebieg processu i kolej genealogii dziedziców na Rokitnicy
Zaleskich, oraz ich stosunków z plebanami tutejszymi, odsyłamy do tego co
wyżej: Cfr. p. 172-204; 233-238; 251-256. Ostatni z Paluchów był tu Józef
Cyryll Zaleski. Księży krzywdzili aż sami poszli na marność. Sprawdziło się
na nich, co mówił biskup konsekrujący w r. 1493 kościół do ich antecessorów:
„Si decimam, non dederis, tu ad decimam revoceris. Dabis impio militi, quod
non vis dare sacerdoti; et hoc tollit fscus, quod non accipit Christus” [Jeśli
dziesięciny nie będziesz przekazywać Kościołowi, zostaniesz wezwany do składania
dziesięciny. Oddasz bezbożnemu żołnierzowi, ponieważ nie chcesz dać Kościołowi,
zabierze fskus to czego nie otrzyma Chrystus].
W r. 1808 dnia 6 czerwca w Inwentarzu Podawczym już podpisany Józef
Smólski dziedzic Kulesz Kościelnych z przyległościami, kolator. W r. 1814 dnia
18 maja temże Smólski pozwany przed trybunał departamentu łomżyńskiego
w wiadomej sprawie o grunta. A przecie mamy extrakt aktu urzędowego, że
Smólski dopiero dnia 14 czerwca 1817 r. kupuje Kulesze od Wojciecha Milewskiego? W r. 1857 d. 9 lipca sprzedał znów Kulesze Wiński Ignacy Wiktorowi
Milewskiemu za rs. 6,600. W r. 1859 Przezdzieccy Wawrzyniec ojciec i syn
Teofl kupili je od Towarzystwa Kredytowego. Od nich Godlewscy, od Godlewskich jeszcze drobniejsza szlachta, złodzieje, żydzi etc. Dymów tu chrześcijańskich 6, dusz 41; żydowskich domów 10, dusz 85.
Pomiędzy wsiami kolatorskimi, po Kuleszach Kościelnych zwykle szły,
snadź jako najdawniejsze, Kulesze Litwa. Wszystkich Rusinów w tamte to czasy, jako uległych władzy Książąt Litewskich, najczęściej Litwinami, zwłaszcza
w Aktach Księstwa Mazowieckiego, tytułowano (ob. Kapicy „Herbarz” str. 59,
176, 177 i indziej).

162
To też nie dziw, że i ta wieś zasiedlona rusinami, Litwą nazwana. W r. 15(5
czy 6)8 w papierach Czarnowskich i później wielekroć, pisze się Maćkowięta:
widocznie od Maćka, Macieja, a może nawet od owego to Mathiasa, który jako
najpierwszy primus haeres [pierwszy dziedzic] w Erekcyi na pierwszem miejscu
fguruje. Nazwano ją też Litwa Stara, Starawieś: (ob. Sum. I. f. 21 r. 1600; II.
f. 40) dla odróżnienia od Kulesz Litewki później powstałej. Litwa dziś dymów
20, dusz 134.
Że Litewka powstała później, krom nazwy tej, i drugiej Litewka Nowa,
Nowawieś (ob. Summaryusze l. c.), Litwa Nowa dicta [nazwana] Most (ib. f.
23 i 18; II. 146) mamy dowód i w tem, że przy pierwotnem nadaniu w r. 1493,
które w r. 1600 powtórzyć się przyszło, Litewka bardzo ciasny sobie wygon
zostawiła: czegoby zgoła nie uczyniono, gdyby Litewka była tu już wioską w r.
1493. Ztąd to późniejszy, więc niewczesny jej opor i upor, processy o ten błahi,
lecz jej nieodzowny wygon (ob. wyżej p. 166-168; 222-223.) Zwała się ona
w owym to 15(5 czy 6)8 roku Bohdanowięta: od jakiegoś znowu rusina Bohdana, który tu w owe czasy i dobrze później niemało widzimy, a dziśby jednego.
Litewka obecnie ma dymów 17, dusz 106.
Kulesze Podlipne: od jakiejś lipy wioska tak nazwana, a mieszkańcy jej pisali się Podlipcy, Podlipny, i Podlipnianie albo Podlipianie. Nie było tu włościan
zgoła, jeno bracia szlachta, najbliższe kolatory Kursztaki; dopiero Zalescy dziedzice na Rokitnicy poczęli nabywać tam cząstki, schedki szlacheckie, zastruża
(r. 1698) i na nich sobie poddanych (subditos), chłopów, czyli wedle toczesnej
formy włościan, lokować. Najstarszy dom w tej wiosce pod Nr 2 jest z r. 1750
z napisem: Laudetur Jesus Christus In secula seculorum Amen [Niech będzie
pochwalony Jezus Chrystus Na wieki wieków Amen]. Dymów tu 8, dusz 51.
Kulesze Podawce, znaczy tyle co kollatory: bo nasza prezenta na benefcyum, u ruskich podawanje się zwała i zowie. Nawet tu na miejscu tak tego wyrazu niegdyś używano, gdy w Inkwizycyi z r. 1690 (ob. Sum. II f. 150) świadek
Stefan Kulesza Krysweik powiada: „dobra Młynarskie (p. Józef Zaleski), które
tak Kościołowi jako i panom podawcom (t. j. kolatorom) należą, wgrodził gwałtem”. Widocznie tedy że i tej wsi przed r. 1493 nie było. Dom tu pod Nr 3 ma
kalligrafczny napis Laudetur JESUS CHRISTUS Benedic Domine DEUS
Domum istam et ingredientes illam habitantes in ea. Anno Domini 1750 prima
163
die Aprilis † Jozef Jamiołkowski [Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus, Niech
będzie Błogosławiony Pan i mieszkańcy tego domu. Bóg w dom. W roku Pańskim
1750 1 kwiecień]. Czy gospodarz domu, czy cieśla, majster? trudno odgadnąć.
Dymów tu 11, dusz 70.
Kulesze Wykno Stare (Antiqua) jest prawdziwie Stare, gdy na swem terrytoryum ma objatnicę pogańską (ob. wyżej p. 25): musiało być i przy Erekcyi,
lubo niewymienione. Mieszano jego nazwę czasami z Czarnowem, może dziedziców Czarnowa było possessyą, to znów tu Wonieck sadyba czy moczysko (r.
1626) jest wspominane. W Wyknie tem mieszkał p. Paweł Kulesza Komornik
Z. B., syn Wojciecha, brat Felixa, a ojciec Agnieszki, o której tylekroć wspominaliśmy. Po p. Pawle to pono będzie owe włók 10 lasu, które dziś należą
do dziedzica Szepietowa p. Kierznowskiego. Najstarszy dom Nr 7 ma datę:
Anno Domini 1756 [Roku Pańskiego] będzie to chyba rok 1756? W tym domu
miał się urodzić, czy zeń pochodzić X. Wojciech Kulesza z Wzorków syn Michała a brat Stanisława, Franciszka, Jakóba i Walentego. Około r. 1810 był
on altarzystą Świerżeńskim (gazety piszą Świeżyńskim) w Mińskiem, pono
w dobrach Radziwiłłowskich, i ztamtąd naciuławszy groszów, fundował 4 stypendya szkolne, w ilości po 124 rs. rocznie, dla imienników testatora „przy czem
pierszeństwo mieć mają pochodzący z parafi Kuleskiej”. Wykno Stare i dzisiaj
jest wsią dość dużą, bo ma dymów 31 a ludności dusz 208.
Kulesze Wykno Nowe powstałe później: lubo już w r. 1569 (w papierach
Czarnowskich) jest wspomniane. W r. 1583, może i wcześniej, i później nieraz
Szczęsnowiętami zwane (ob. Sum. I f. 35; II. 61) snać od jakiegoś Szczęsnego (Felixa), których tu, przynajmniej z imienia, nigdy nie brakło. Część, czyli
połać Wykna Nowego za strużką na prawo od gościńca mazowieckiego dotąd
Kursztakami bywa nazywana: lubo Kursztaki właściwe to dawny dworek na
Rokitnicy.
W tem Wyknie Nowem mieszkał niegdyś p. Jan Kulesza Chorąży Ziemi
Bielskiej, z Ładugowiczów, czyli Ładugów. Już w r. 1617 pisze się tribunus (wojski), a w r. 1626 vexillifer Terrae Bielscensis [chorąży Ziemi Bielskiej] (ob. Kapicy
„Herbarz” str. 198.) Mamy tu jego testament z r. 1629 dnia 6 marca w Bachorze
przez spowiednika jego X. Marcyana Niestojemskiego Ś. Teologii dominikanina
zpisany. O summie 300 złp. tym testamentem na Kościół tutejszy legowanej,
a opartej „na majętności (jego) Kuleszeńskiej,” jużaśmy mówili (ob. wyżej p. 175,

164
180, 258 i 280.) Wspomina tu pan Chorąży o testamencie swoim z 18 listopada
1626 r.: „gdym pro fde Catholica [w obronie wiary katolickiej], pro Patria [w obronie ojczyzn w Prusiech w wojsku był, na odpór brzydkiemu odszczepieńcowi” (ob.
Sum. I f. 29; II f. 53) t. j. szwedom, zalewającym wonczas Infanty i Prussy. Żona
Chorążego Anna, ale kto z domu, nie wyrażono: chybać Brzozowska? Tylko dwie
córki Zofa i Helena dziedziczki „chudoby mojej” pozostawały.
A jednak tej chudoby było niemało, gdy 4 tysiące złp. w gotówce leżały; a były
i sreberka, i szaty lepsze. Okrom dziedzictwa „Kuleszeńskiego” na Wyknie (nie dystyngowano na którem, ale z tradycyi do dziś pokazują na Wyknie Nowem dzialiki
chorążego i zawaloną sadzawkę), trzymał Chorąży dzierżawę Bachorza. Za opiekunów żonie i córkom uprasza J. O. Xcia na Ołyce i Nieświeżu, Hrabi na Krożu,
Alexandra Ludwika Radziwiłła, Stolnika W. X. L.; i p. Jana Podoskiego Kasztelana
Raciążskiego, Starostę Ciechanowskiego; i p. Jana Chądzeńskiego Starostę Nurskiego, i pana brata Krzysztofa Brzozowskiego pisarza Ziemi Bielskiej. Musiał też
p. Kulesza być jakoś zkolligacony i z Zaleskimi, kiedy X. Jan Zaleski Kommendarz
Hadzinowski (Hadinoviensis) 11 maja t. 1629 r. testament ten w Konsystorzu Janowskim aktykował. Zastawka 300 złp., jaką Chorąży na Kościół legował, naprzod
w summie 240 złp. w r. 1665 weszła na tutejsze Kursztaki, a potem może? i resztujące 60 złp. tu przeniesiono, gdy znowu z czasem X. Szymon Wnorowski odbiera
od Zaleskich, i 240, i swoją drogą 60 złp. Tylko gdzie się ta kwotka, na owe czasy
znaczna, podziała? A wszak Chorąży zastrzegał, że „żona moja i dzieci moje (snadź
córki i przyszli zięciowie), i póki potomka zostaje, powinni będą oddawać te 30 złp.
(procentu) nieodmiennie Kościołowi kuleszeńskiemu”.
Dziś Wykno Nowe ma dymów 31, dusz 215. Najdawniejszy dom Nr 12:
A. D. 1774 był budowany.
Kulesze Czarnowo pisane Ciarnowo, bardzo dawna wieś, pierwotnie
zwana Biki, gdy i przy Erekcyi w r. 1493 są dwaj bracia Jan i Andrzej haeredes
de Biki [dziedzice z Bik] (ob. „Herbarz” Kapicy str. 62.) Ostatnia to wioska na
Podlasiu, tuż przy granicy Mazowsza: i dlatego grunta mazowieckie zwane
„płosami mazowieckiemi,” a podlaskie „ruskiemi.” Czarnowo Uńdy (=Chońdy)
już Księztwo Mazowieckie; nawet tuż leżące włoki Cholewińskie (ob. w „Herbarzu” Kapicy przywilej z r. 1448 str. 47 i 61. nadania tych włók) dziś jako
nabytek w mojej parafi, a wonczas należały już do terrytoryum Księztwa Mazowieckiego: Cfr. wyżej p. 26. Rozdzielająca to Księztwo od Podlasia granica
i dziś jeszcze widoczna.
165
Dlaczego ta wieś zwana Czarnowo, dlaczego Biki, trudno odgadnąć: jednakże dziwna, że w dokumencie z r. 1531, mamy w tej wsi Jana, który się
nazywa Czarny, i Marcina zwanego Byk. Z nimi jest Wszebor, Abraham, Salomon, ale to inna historya. Pod tem Czarnowem ciągnęły się niegdyś bory,
i zstąd Czarnowo a Borrae niekiedy za jedno brane; i dziś tu pola zowią się na
borach. Jednakże już w końcu przeszłego wieku X. Marcin Wnorowski opisując
z rozporządzenia władzy parafę swoją, którą znał dokładnie, topografcznie,
drogę z Kulesz „do Czarnowa” prowadzi „polem otwartem.” Wcześniej więc
już wytrzebiono te Borrae, których dziś pamiątką zaledwie nazwa, i gdzie na
brukawnicy ocalały krzaczek grabiny, lub innego drzewa.
Droga tędy z Suraża do Łomży prowadząca już w r. 1531 zowie się strata
łomzensis, w r. 1598 gościniec łomzieński. W obrębie tym pomiędzy Rokitnicą
a Czarnowem, nazywano cóś w r. 15(5 czy 6)8 Niziołki Wykińskie, Świątki
Wykińskie: ale ku czemu te miana się odnoszą, objaśnić trudno. Z dokumentu
rozdziałów w r. 1531 robionych pokazuje się, że dziedzice Litwy nie ochodzili
wtenczas do rozdziału i ograniczenia boru Czarnowskiego; a dokument z r.
15(5 v 6)8 pokazuje, że bór Kulesz Litwy 90 kopcami był obsadzony: i że działy
szły tu od południa takim jak dziś porządkiem: Podlipne, Podawce, Litewka,
Litwa. Czarnowo ma dziś dymów 12, dusz 75.
Kulesze Niziołki Stare i Kulesze Niziołki Dobki: obiedwie wioski jeszcze
w obrębie dziedzictwa kolatorów Kuleszów Kursztaków: inaczej bowiem nie
zwaliby się kolatorami, gdy sami od siebie nic nigdy Kościołowi nie nadawali.
Pisane bywały urzędownie, bo nawet w renowacyi Erekcyi 1722 r. (ob. p. 9, 11
i 12) Miziołki, bo prowincyonalizm tutejszy mówił mizina, mizko, zamiast nizina, nizko. W Niziołkach starych rodził się X. Felix Kulesza proboszcz i dziekan
nowoalexadryjski, kanonik kolegiaty zamojskiej. Najstarszy dom pod Nr 11 ma
napis: „Anno Domini 1749” [roku pańskiego 1749]: Na miziołkach pszenica się
nie rodzi. Kto używa prawa, niech do pana Adama bez pieniędzy nie chodzy”.
Snadź p. Adam był prawnym doradcą i ztąd ta do klientów apostrofa. Dymów
we wsi 13, ludności osób 89.
Dobki widocznie od Dobiesława nazwane, ale nie od Dobrosława, który jest
w Erekcyi (ob. p. 5), bo w takim razie zwaćby się powinny nie Dobki, ale Dobrki
albo Dobrochy. W tych tu Niziołkach Dobkach przy końcu XVI w. mieszkał p.
Jan Kulesza syn Stanisława Komornik Ziemi Bielskiej, który u Kapicy (str. 198)

166
już w r. 1570 jest Komornikiem. W papierach miejscowych w dokumencie z r.
1583 (ob. Sum. I f. 34, 36 i 37; II f. 61 i n.) są o nim wzmianki, kiedy się szlachta nazwani Szczęsnowięta ze szlachtą Dobkowięta o jakiś półwłoczek gruntu
na Niziołkach, i o jakieś zalewy snadź wstrzymaniem wody do młyna, godzili.
Wspomniana tu jest Czerwona struga (torrens sive fuvius) [potok albo rzeka], od
której aż do granicy Olszewskiej ciągnęły się 8 morgów łąki i roli przy granicy
Niziołk Starych, wymierzone przez Dobkowian Szczęsnowichom. Jest ten dział
podziśdzień odrębny: 8 zagonów ciągnące się pewne staj ze 30, od strugi Rokitnicy, tu Czarną nazywanej, przez górę pod Niziołkami Dobkami i aż do granic
Olszewa. P. Jan Kulesza Komornik w dokumentach Dębu jest jeszcze pod r. 1593.
Obecnie w Dobkach jest dymów 10, ludności wszystkiej 56 dusz.
Na tych 10 wsiach kolatorskich rozsiedli się po Jadźwingach rusini Kuleszowie. Prawdopodobnie ci wszyscy, których Kapica pod Domem Kuleszów
herbu Ślepowron (Nr 233 str. 195-198) wymienia, z tych tu Kulesz byli, jeno
że na miejscu u siebie, dowodów na to nie mamy. Księży ztąd po całym kraju
bywało dosyć. Niektórzy, jak X. Stanisław Kulesza proboszcz w Turośni, fundator obrazu Matki Boskiej, gdzie on sam klęczący, z tej i owej strony herbu
litery u spodu napis: Aetatis suae 40 Ao
D ni 1650 die 28 Mesis – Mensis
Januarji [w wieku lat 40 roku pańskiego 1650 w dniu 28 w miesiącu styczniu]:
(ob. wyżej p. 33) i ołtarza wielkiego (ob. str. 31.); albo jak X. Wojciech Kulesza
altarzysta świerżeński (ob. wyżej p. 284) fundator stypendyów szkolnych dla
ziomków Kuleszów, pamiętali o tutejszym Kościele i miejscu rodzinnem.
X. Stanisław Rokitnicki, czyli Kulesza, tutejszy rodak, był też tu pomiędzy
1597 a 1624 zacnym i czynnym proboszczem miejscowym (ob. wyżej p. 45.)
Dwóch Kuleszów z Podawc Antoni i Paweł było proboszczami w sąsiednim
Kobylinie. Czy X. Piotr Kulesza jezuita, około r. 1602 kapelan w pułkach
Żołkiewskiego, spowiednik hetmana Jana Zamojskiego, był ztąd, lub nie, nie
wiemy. Inny jezuita Jan Aloizy Kulesza, autor dzieła „Wiara prawosławna” urodzon na Polesiu, więc nie ztąd. Obecnie czterech z tych Kuleszów Księży: X.
Felix syn Macieja (ob. wyżej p. 288), z którego łaski mamy tu kielich mszalny
i kilka pięknych książek w bibliotece plebanialnej; X. Alfons Kulesza Kapucyn
w Lublinie (Gawek z Wykna Nowego), który nam tu ofarował srebrny kielich
z pateną, i krzyż ręczny platerowany; brat jego przyrodni X. Hipolit ex. dominikan prob. Surkowski obecnie Kiełczewicki w Lubelskiem, i X. Franciszek
w Warszawskiem z Wzorków z Dębu.
Przejdźmy do 3-ch wsi jeszcze kolatorskich, Grodzkiemi zwanych.
167
Grodzkie te podobno kiedyś zwały się Mieczsług (ob. Kapicy „Herbarz”
str. 123 i 456); lubo nam się zdaje, że chyba tylko jakieś uroczysko na Grodzkich
w r. 1444 tak lub podobnie się nazywało. To pewne, że Grodzkie i sąsiednie
im kilka wsi Wnory, za jedno siedlisko stały i zstąd Wnorowscy i Grodzcy
jednejże linii i dzielnicy, jednegoż są herbu Rola. Są oni tu dawniejszymi niż
Kuleszowie na swych Kuleszach, może nawet nie przybyszami po Jadźwingach,
bo ich działy są w glebie pszennej, lepszej; nie jak Kuleszów w Piaskach.
Oczywiście był tu gród, horod, gorod, miasto jeszcze jadźwingowskie, czego
dowodem krom nazwy, wspaniałe do dziś horodyszcze, sterczące jako monument
dalekiej przeszłości, pomiędzy wsiami Grodzkie Stare a Wnory Wypychy, t. j. najodleglejsze, najbardziej z rodzimego gniazda wypchnięte: lubo Pażochy i Więchy,
dziś w kuleskiej parafi, od Wnorów Starych, pierwotnej sadyby, są jeszcze dalsze.
Lud w tych tu trzech wioskach Grodzkich Starych, Nowych, które od tamtych
poszły, i Szczepanach, czyli Szczepanowiętach, tak od imienia jakiegoś Stefana
czyli Szczepana, pierwszego osiedleńca, nazwanych, był i jest dobry, ochotniejszy
i szlachetniejszy: złodzieje, którzy im sławę popsuli, to są przybysze, czart wie
zkąd mechesy, i różne przybłędy. Herb Rola pp. Grodzkim bardzo właściwy, bo
mają rolę dobrą i dobrze ją uprawiają: ztąd też są dostatniejsi niż drudzy w parafi.
Zaraz w Erekcyi 1493 r. (ob. p. 5) widzimy Wojciecha dziedzica na Grodzkich; podobno nawet przed Erekcyą jeszcze w r. 1472 oni już na Kościół nadania
robili (ob. wyżej p. 155.) W miejscowych papierach od w. XVII znajdujemy kilka
osobistości wybitniejszych z tych Grodzkich. Pierwsze miejsce trzyma p. Paweł
Alexy Grodzki syn Szymona, już w r. 1697 (ob. w Kapicy str. 123) Komornik
Ziemski Bielski, mąż zacny a wielki dobrodziej tutejszego Kościoła. Pierwszym
dowodem jego życzliwości dla kuleskiego Kościoła, jest extrakt Erekcyi z r.
1493 w r. 1702 z Ksiąg Ziemskich Tykockich na pergaminie własnoręcznie
przez p. Pawła odpisany: „rescriptum et extraditum et lectum cum Actis per
me Paulum Grodzki Camerarium Terrestrem Bielscensem mp” [przepisany
i …. Przeczytany z Aktami przeze mnie Pawła Grodzkiego podkomorzego Ziemi
Bielskiej] napisano u dołu tego extraktu (ob. wyżej p. 2.) Z tego podpisu znamy
własnoręczny charakter p. Pawła, a z niego wnosimy, że cały kajet z 36 foliów
złożony, a zatytułowany Munimenta et Jura praecipua ac principaliora Ecclesiam
Parochialem Kuleszensem concernentia [obowiązki i prawa najważniejsze i początkowe kościoła parafalnego w Kuleszach] (który my Summaryuszem I tu cytujemy:
ob. wyżej p. 5) najpodobniej ręką p. Pawła w r. 1723 z fascykułów dokładnie
przekopiowany. W summaryuszu Zaleskich znajdujemy p. Pawła pod r. 1711

168
w poniedziałek po Ś. Pietrze w okowach manifestującego „nomine vice-Notarii” [w imieniu zastępcy notariusza] (ale nie dołożono jakiego) na mieszczan
Surazkich o zniszczenie Akt Ziemskich Surazkich (ob. Proces. v. II.) W r. 1717
wizyta Przebendowskiego notuje z wdzięcznością, że szpitale (xenodochium ob.
wyżej p. 110) w Kuleszach „extructum a Nobili ac Generoso D. Paulo Grodzki
Camerario Terrestri Bielscensi” [wybudowane przez szlachetnego i wspaniałego
Pawła Grodzkiego Podkomorzego Ziemi Bielskiej] (ob. Sum. I f. 56; II 88.)
Ale są o p. Pawle i mniej pochlebne reminiscencye. W r. 1718 na 17 stycznia pozwany p. Paweł przez X. Macieja Zaleskiego do Konsystorza, o jakiś
rewersik (syngraphis) przez jego ojca i przezeń podpisany, oraz o dziesięcinę (ob.
Decret. rat. Xae), lecz jak się tym razem z pozwem załatwił, śladu nie mamy.
W r. 1719 (ob. Sum. I f. 60; II. 93) pan Paweł w Konsystorzu Janowskim,
w swojem i sąsiadów imieniu, pozwanych o dziesięcinę po 2 kopy z włoki, broni
się i dowodzi, że jako kolatorowie „uti collatores Ecclesiae juxta usum et antiquam consuetudinem” [że jako kolatorowie kościoła według prawa i dawnego
zwyczaju] tylko połowę tego, t. j. po jednej kopie z włoki, dawać obowiązani. Od
wyroku Konsystorskiego zaappellował p. Paweł do Nuncyatury, i na appellacyę
się zgodzono. Tym razem jednak tej appellacyi p. Pawłowej uskutecznionej nie
widać, gdy w r. 1721 ta sama sprawa na nowo się wytacza, ale w niej p. Paweł
już nie fguruje.
Rzecz dziwna, w r. 1732 (ob. Decret. rat. Xae) p. Paweł „Camerarius Terrestris Zambroviensis’ (extrakt nieczytelny z pieczęcią, chyba jednakże pomyłka) w imieniu X. Wojciecha Wnorowskiego, przeciwko kolatorom w sprawie
o dziesięcinę staje w Zamku Zambrowskim, i zyskuje wyrok „quatenus pars
citata decimas utriusque grani juxta antiquum usum et consuetudinem annuatim solito tempore praeviis quietationibus parti Actoreae extradant luita poena
trium marcarum polonicalium parti et Ofcio…” [ponieważ przytaczana dziesiąta część zboża według dawnego zwyczaju, corocznie, tak jak w poprzednich latach,
dla uspokojenia strony powodowej, Sprawcy przekazują sumę pieniężną w kwocie 3
polskich marek jako karę z urzędu…] Snadź między sobą, p. Paweł z X. Wnorowskim, już się jakoś, może nie całkiem legalnie, porozumieli.
Mamy jeszcze o p. Pawle niejedno do zanotowania, lecz przede wszystkiem to, że ten szlachcic zacny pisał pamiętniki swojego czasu, czyli tak przezeń
zwaną Księgę Domową. Niestety! nie doszła nas ta Księga, mamy tylko z niej
excerpt, na zewnątrz zatytułowany: Antecedaneorum Perillustrium Plebanorum
Specifcatio per G.(enerorum) Grodzki Camerarium conscripta [Wyszczególnienie
169
przez Wspaniałego – Szlachetnego Grodzkiego – wojewodę wcześniejszych pism
znakomitych księży/proboszczy], dla nas nieoceniony i przenajciekawszy! a jednak
przez kogoś położona na nim adnotacya: „niepotrzebne to do żadnej kategorii,
ale dla wiadomości detineatur” [jest zachowane]. To jest, że jako niedokument
na jaki kawałek, może jeszcze zakwestyonowanego gruntu, półkopek dziesięciny, lub jaką setkę złotych, niewiele wart, można go jednak „dla wiadomości”
zatrzymać, na śmiecie nie wyrzucić.
Smutna wróżba i dla tej naszej pracy, boć i ona już nie da prawa do żadnego
kawałka gruntu, ni dziesięciny, ni kapitału: prosimy jednak dla wiadomości detineatur! Niech nie będzie rzucona na poniewierkę, ani też molom lub myszom
na pastwę, ta nasza kilkoletnia ochotna i pilna praca!
Skrypt pomieniony p. Pawłowy składa się z dwóch arkuszy, na 7 foliach
całkiem, i nieco na 8-em, charakterem bitym zapisany. Obca tu ręka przepisywacza, ale dokładność w szczegółach i miłość dla miejscowości rodzinnej własna p.
Pawłowa. Pierwszy nagłówek w nim taki: Dilatio Institutionis ad Ecclesiam Kuleszensem et contra raptores monitorium. [Odroczenie postanowienia/decyzji w sprawie
kościoła w Kuleszach i zawiadomienie o terminie rozprawy przeciwko grabieżcom].
W r. 1702 po śmierci X. Szymona Wnorowskiego, jakośmy już wyżej mówili
(ob. p. 59), konkurowali 5 maja w Konsystorzu Janowskim o Kulesze, X. Tomasz
Wróblewski wikaryusz Kobyliński, i X. Adryan Gołasiewski (sic) wikaryusz Wysocki. Obadwaj produkowali prezenty, ale X. Gołaszewski i jego liga obecnych
kolatorów zarzucała stronie przeciwnej symonią, a podpisanych na prezencie X.
Wróblewskiego kolatorów zwała rabuśnikami (raptores) rzeczy po zmarłym plebanie. Dubrawski biskup Loryceński sufragan, sede vacante Administrator łucki,
wstrzymawszy obu pretendentów, Kulesze per commendam [na polecenie] dał
proboszczowi Wysockiemu X. Janowi (sic) Obiedzińskiemu: wkładając nań obowiązek z dwoma sąsiednimi proboszczami spisania inwentarza i zabezpieczenia
dobra kościelnego. Dotychczasowy w Kuleszach wikaryusz X. Wawrzyniec Wojkiel wezwany z testamentem zeszłego plebana do Janowa, a przeciwko kolatorom
rabuśnikom, wezwanym a niestawiącym się, wydane Monitorium [zawiadomienie
o terminie rozprawy sądowej]. Pan Paweł zaraz w r. 1702 wpisał tę historyę sobie
„w Księgę Domową oprawną” a teraz na starość po 42 latach (bo w r. 1744)
dodawszy późniejsze wypadki komuś extraktem wydał.
Następny tytulik powiada, jak obaj cytowani wyżej konkurrenci, niewytrzymawszy examinu, upadli, i w jaki sens X. Wróblewski swój reces w Konsystorzu
uczynił. W tytule trzecim mowa jak 18 kolatorów podpisało zaraz w pałacu

170
biskupim w Janowie, a inni w swoich kwaterach po karczmach, prezentę księdzu Żufikowskiemu: i wnet instytucya tegoż X. Żufikowskiego. Dalej oblata dwóch prezent X. Żufikowskiego, z których widzimy, że w tej czeredzie
kolatorów wlokących się do Janowa, zaledwie kilku umiało się własnoręcznie
podpisać, a reszta „ręką powodzoną”. Jeden dodaje, że podpisuje za siebie i za
żonę, a drugi znać sam prawa nie miał, bo tylko „imieniem żony mojej”. O czasy i obyczaje! Zatem oblata instytucyi X. Żufikowskiego i Introdukcya tegoż.
Przeszło stu kolatorów prawnych „legitimorum collatorum dictae Ecclesiae
Kuleszensis in numero plus quam centum et ultra,” assystowało tej introdukcyi:
a iluż to ich było nieprawnych: a kto tę gawiedź po sasku napoił, nakarmił!
Jednak dobrze zrobił p. Paweł, że i to wpisał, bo dobrze i o tem wiedzieć,
jak to drobną szlachtę bawiła elekcya nowego plebana… X. Żufikowski wnet
po introdukcyi, bo 29 maja, na rabuśników wniosł skargę, ale go z tą biskup,
jakośmy już indziej mówili (ob. p. 60), odesłał do Sądów Grodu Brańskiego.
Dużo snadź było punktów w proteście X. Żufikowskiego przeciwko panom
kollatorom, kiedy p. Paweł już tylko ogólnie powiada, że było tego więcej niż
zeszyt (kajet) cały „plusquam in flura” [więcej niż flura].
Między innemi było tam „o dobycie pieca żydowskiego”. Nie kontentując
się panowie kollatorowie tem, co na probostwie po zmarłym plebanie pochwycić mogli, bo u nich się to wszystko nazywało nase, w plebańskiej „karczmie,
w piątek w wieczor, dobyli pieca i zjedli kugel, mięsiwo i pierogi maślane”. Wytoczona już im była sprawa w Brańsku; patronami mieli być Paweł Żochowski i Kazimierz Pruszyński, ale gdy X. Żufikowski w kwietniu 1704 r. umarł,
i sprawa upadła. Papiery miały być w plebanii, ale ich nie masz; i gdyby nie
p. Paweł i jego „Księga Domowa oprawna”, nic byśmy do dziś o tak charakterystycznych sprawkach tutejszych panów kollatorów owej epoki, nie wiedzieli. Po
Żufikowskim, pisze p. Paweł, że Kuleszowie i Grodzcy „zgodnie podali (prezentowali) xiędza Stanisława Kaczyńskiego wikarego kuleskiego nomine contradicente” [przeciwko niemu nikt nie wnosił sprzeciwu]. Musiał być bardzo popularny!
„Tandem [w końcu] Kaczyński umarł 1707 in Majo [w maju]: po Kaczyńskiem
(sic: rozumie się Księdzu) Ich Mość panowie Zalescy swojego stryja xiędza Macieja Zaleskiego promowali, i do mnie z niem (sic) i do ojca mego nieboszczyka
Szymona Grodzkiego przyjechali, i tak ociec mój pozwolił na niego, i ja sam
instrument prezenty pisałem i wszystkich kollatorów do podpisów ręce powodziłem. Pisał za xiędzem Zaleskim list Imci Pan Antoni Kobyliński Regent Ziemski
do ojca mego i mnie samego, i tak my z ojcem promowaliśmy xiędza Zaleskiego”.
171
Dodaje jeno z żalem p. Paweł, choć tyle zacny, ale nieodrodny kolator,
że X. Zaleski nie wywdzięczył się. „I tak my z ojcem promowaliśmy xiędza
Zaleskiego, który w lat kilka niewdzięczność mi świadczył i do szkody mię
przywiodł z nienawiści (Cfr. wyżej p. 292 de syngraphis: sprawka o rewersiki),
któregom ja osadził na plebanię i kosztu łożyć pomogłem. Introductus xiądz
Zaleski 16 junii 1707, in praesentia [w obecności] mnie samego i Ichmość panów
Zaleskich synowców, i innych kollatorów, i napisano praesentes na Introdukcyej.
Tandem [w końcu] xiądz Maciej Zaleski umarł 1719 die 1 junii: po niem byli
wielkie kłótnie, gdzie Kuleszowie nie przyznawali za kolatorów Imci P. Zaleskiego, ojca Imci P. Serwacego i Grodzkich, tak że tandem stanął dekret w Janowie za
JWImci xiędza Joachima Przebendowskiego biskupa Łuckiego 1719 die 7 (powinno być 17) julii…”, którym biskup zostawił przy prawie patronatu i Zaleskiego
i Grodzkich. X. Jakób Sokołowski popierany przez Zaleskiego i Grodzkich, a X.
Wnorowski (Wojciech) przez Kuleszów, w tym dniu ubiegając się o Kulesze,
składali prezenty. X. Wnorowski dowodził, że kolatorowie na jego prezencie
podpisani są prawniejsi: habent „potioritatem juris” [mają pierwszeństwo z mocy
prawa], czego mu „quovis meliori modo” [czegokolwiek lepszym sposobem] po Ś.
Bartłomieju dowieść kazano. Dekret ten autentycznym extraktem w całej rozciągłości ob. w Miscelanea. „Po tym dekrecie, pisze dalej p. Paweł, X. Wojciech
Wnorowski przepraszał nas, że nam się nie kłaniał, i dał pokoj więcej wadzić się:
i tak my xiędza Wnorowskiego 1720 wprowadziliśmy na plebanię kuleską die 4
martii (dodać był powinien, że ta introdukcya przynajmniej instytucya nie była
immediate [bezpośrednio] po X. Zaleskim, ale po X. Kamieńskim ob. wyżej p. 63),
który umarł 1743 die 17 decembris [dnia 17 grudnia].
Tandem [w końcu] po X. Wnorowskim Imci Pan Serwacy Zaleski Grodzkich
i innych Kuleszów nie przyznawał za kollatorów, a przedtym i jego ojca Kuleszowie nie uznawali za kollatora i przez dekret przysądzono Zaleskiemu Tomaszowi
i Grodzkim kollacyę i wedłuk (sic) praw staroświeckich i zwyczaju, że nie tylko na
Kuleszach, ale i na Grodzkich, poświątne kościelne trzyma Kościół i jest w possesyej.
Tak tedy daremną kłótnię robi Imci Pan Serwacy Zaleski, a należy nam po godnym
plebanie mieć takiegoż Wielmożnego JXiędza Szymona Zaleskiego K(anonika)
B(rzeskiego) P(roboszcza) Kobylińskiego Dziekana Brańskiego, który w Kobylinie
zbudował kosztem wielkim kościół w jedno Lato 1740”. Dalej opisuje p. Paweł, jak
przez trzy lata z X. Wnorowskim w Kuleszach kościół budował: ob. wyżej p. 36. Ad
rem [do spraw] kolatorstwa swojego i drugich tak prawi: „Ja chociażbym i nie był
kollator, toby za zbudowanie kościoła mnie był Sąd uznał za kollatora i fundatora,

172
zwoziciela drzewa i tabulatora [dostawcę żywności i paszy], a na kollatorach niektórych stanęła kondemnata ratione non decretionis arborum et non subministrationis
victualium, operariorum in Terminis Querelarum castrensium Branscensium 1730
f. (eria) 2 post Trium Regum [wyrok zasądzający sumę – wykaz drzew nie dekretem,
wykonaniee skargi w granicach ziem Brańskich 1730 poniedziałek po święcie Trzech
Króli]. Nie wszyscy popłacili ustawę na Kościół i żywności nie wszyscy dodawali, i podwód, robotników nie dodawali. Są na Regestrze spisani, którzy pomagali,
pracowali etc. żywności jak mogąc dawali”. Tem się kończy Skrypt p. Pawłowy.
Przytoczyliśmy zeń wiele, bo wszystko ciekawe, charakterystyczne. Cujus generis [tego rodzaju] byli ci panowie kollatorowie, te fakta bez długich kommentarzy
dosadnie świadczą. Kłócić się, krzyczeć, gardłować; jeść i pić, byle kto ubiegający
się o probostwo fundował: oto ich zalety; a gdy przyszło do budowania, choćby
reparacyi znaczniejszej, z ich pomocą, kolatorowie dudy i trąby w miech: pochowali
się! Kubek w kubek przez wieki i do dziś ci sami. Po śmierci każdego proboszcza
rwali i kradli, pod pretextem, że to nase. Tak po X. Szymonie Wnorowskim, tak
po X. Wojciechu Wnorowskim, tak nawet po ostatnim przede mną X. Wareckim.
Kubeł w studni i ten nie dowisiał; waza z rosołem, połmisek z pieczenią w czasie
pogrzebu, i to rozszarpali: a zabawna to była jak Stanisław K. Joc z Wykna Starego, dwoma par robiący gospodarz, porwał z pod topoli (czy nawet z pod łóżka
nieboszczykowskiego) miedziany nokturnik, sądząc, iż to skowródka do jajecznicy:
tem zabawniejsza jak go pod połą, na domaganie się spisującego pozostałości rejenta, wśród śmiechu innych, mało co lepszych odeń współkolatorów, zmuszony był
napowrot…
Zeszliśmy do tych uwag o kolatorach od notysek p. Pawła Grodzkiego.
Kiedy ten zacny mąż umarł, nie wiemy: dosyć, że za proboszczowania w Kuleszach X. Szymona Zaleskiego, już p. Pawła w probostwie zgoła nie spotykamy.
Za tyle życzliwości względem tutejszego Kościoła, i za tyle przekopiowanych
dokumentów, zebranych konnotat, godzien wdzięcznego wspomnienia: Requiescat in pace: Panie świeć nad duszą jego!
Drugi znaczniejszy z Grodzkich był p. Szymon Grodzki Skarbnik Ziemi
Bielskiej, żył jeszcze w roku śmierci pierwszego króla Sasa 1733. Grunta miał
na Grodzkich Starych, Nowych i Litwie. Umarł bezpotomny a fortuna jego
przez drugie ręce drobnej szlachty dostała się p. Janowi Grodzkiemu W. G. B.
(Vice Gerentowi = Rejentowi Bielskiemu), który w r. 1765 miał jej 5 włók na
Grodzkich Nowych, i tyleż na Starych; a dawał dziesięciny kop 10; w roku zaś
1769 i 1772 już uszczuploną, bo tylko włók 9, kop 9.
173
W Grodzkich Szczepanowiętach w r. 1771 spotykamy jakiegoś Grzegorza
Krajewskiego K. G. Z. (Komornika Granicznego Ziemskiego); gruntu miał
włokę 1 morgów 10: dziesięciny dawał snopów 80.
W Gr. Starych najstarszy dom Nr 10 z r. 1772. Dymów 26 dusz 168.
Nowych do
15 do
124.
Szczepanow. do
Nr 11 z r. 1766, Nr 13 r. 1767. do
15 do
101.
Na początku tego wieku Łukasz Grodzki, biorąc włościankę z Dobroch za
żonę, zapłacił cunagium f. 50 dziedzicowi Makowskich.
Ponieważ tu już koniec wsi kollatorskich, więc po szczegółach o tem kolatorstwie tylko co ze Skryptów p. Pawłowych podanych (ob. wyżej od str. 293-
298) najstosowniejsze będzie, gdy i resztę szczegółów, zkądinąd wynotowanych
w tej materyi, tu pomieścimy.
Patronowie Kościoła, mówiąc wyrażeniem kanonicznem, tu jak w całym
kraju abusive [niegodziwie] kollatorami się zwali. Mówiliśmy już wyżej (ob. p.
165/6 i 289), jakim sposobem 10 wsi Kulesze, i ich mieszkańców Kuleszów, przyszło do tego prawa i przywileju. Zkąd i 3 wsie Grodzkie, i mieszkający w nich
Grodzcy lub inni jacy kolatorami, takżeśmy już namienili wyżej: ob. p. 155, 291
i 297. Po owych sporach o kolatorstwo (ob. wyżej p. 296 i n.) wkrótce, bo w r.
1722 wypadła renowacya Erekcyi, przy której też prawa patronatu nie pominięto.
„Jus Patronatus toties memoratae Kuleszensis Ecclesiae (powiedziano tam p. 12)
Nobilibus ac Generosis villarum Kulesze Rokitnica, Kulesze Kurstaki (to znaczy
dwór?), Kulesze Litwa, Kulesze Litewka, Kulesze Podawce, Kulesze Podlipne,
Kulesze Miziołki Stare, Kulesze Miziołki dobki, Kulesze Wykno Stare, Kulesze Wykno Nowe, Kulesze Ciarnowo sive Biki, Grodzkie Starawieś, Grodzkie
Nowawieś, et Grodzkie Szczepanowięta, haeredibus praesentaneis Collatoribus
corumque legitimis successoribus per totum reservavimus, exceptis in haeresim
lapsis, quos ab Electione ac praesentatione Parochi abrogavimus et collatione
abjudicavimus, electionemque Plebani ad Nos Successoresque Nostros in dicto
casu devolvi voluimus et declaravimus” [Prawo patronatu całego wspomnianego
Kościoła w Kuleszach szlachetnym i wspaniałym dziedzicom wsi Kulesze Rokitnica, Kulesze Kurstaki (?), Kulesze Litwa, Kulesze Litewka, Kulesze Podawce, Kulesze Podlipne, Kulesze Miziołki Stare, Kulesze Miziołki dobki, Kulesze
Wykno Stare, Kulesze Wykno Nowe, Kulesze Ciarnowo sive Biki, Grodzkie
Starawieś, Grodzkie Nowawieś, i Grodzkie Szczepanowięta, obecnym spadkobiercom kolatorów i zgodnie z obowiązującym prawem w całości zachowujemy

174
– przyznajemy , z wyjątkiem …, które ( to prawo) od wyboru i prezentacji proboszcza odrzuciliśmy, pozbawiliśmy dodatków od kolatorów, i oznajmiliśmy, że
nie przyjmujemy i nie akceptujemy wyboru proboszcza].
To dobrze: tylko niebacznie ta sama renowacya (ob. p. 4) nazwała Zaleskiego pierwszym czy przedniejszym kollatorem: „primarius collator;” a Kuleszów konkolatorami: bo to dało powód do róźnych warcholstw, o których wyżej.
Z racyi kollatorstwa słynna była parafa Kuleska: professorowie prawa
kanonicznego za przykład z katedr ją cytowali. W r. 1850 liczono ich tu 339,
okrom tych, którzy jako różniczanie, mieli grunta na wsiach kollatorskich (o co
się umyślnie starano), a więc także i prawo kollacyi; kiedyindziej widzimy ich
aż 424. Już to, co prawda, była wina i księży ubiegających się o probostwo,
którzy się nie wstydzili stawić rzędem po 4-ch do wyboru panom kollatorom,
jak to tu bywało za naszej dobrej pamięci. Z papierów jeszcze to tak szpetnie
nie wygląda, bo tu przecie pewne decorum zachowywano: ale w praktyce było
to arcygłupio. Forytujący kandydata kolator, sam albo i z tymże kandydatem,
z baryłką gorzały w wózku, jeździł od chaty do chaty, i drożących się elektorów
całował, prosił, traktował, aż zezwolenie i przyjęcie się pióra uzyskał.
Objęcie probostwa per commendam przeze mnie w r. 1873 bez ich prezenty, w głowie się moim kollatorom pomieścić nie mogło. Ledwiem ich pocieszył, że w skutek ukazu z r. 1865 i w myśl objaśnień urządzującego Komitetu,
pozbawieni są oni tylko prawa prezentowania, ale nie tytułów kollatorskich:
owszem, jako kollatorowie, okrom wspólnej z drugimi parafanami składki,
obowiązani jeszcze osobno do 10-go grosza na budowle kościelne i plebanialne. Kontentując ich i tem jeszcze, że po innych wypominkach co niedziela, za
dusze fundatorów, kollatorów i dobrodziejów miejsca tego, zdrowaśkę odmówić
zalecam. Ale to pewna i szczera, że gdyby po dawnemu exystował ten przywilej
kollatorski prezentowania, nigdybym w Kuleszach proboszczem nie był.
Ponieważ po patronach, czyli kollatorach według dawnego zwyczju (ob.
Encyklop. Kościel. t. XI str. 242), szli tak zwani vitrici prowizorowie kościelni,
więc i o kuleskich, zwanych tu victrici (ob. Sum. I f. 42-45) namieniamy. Grali
oni tu, jak widać z dokumentu z r. 1669 w miejscu cytowanem Summaryusza, tę
samą rolę jak indziej, i na tych samych warunkach jak indziej. Zbierali kollektę
do skarbony kościelnej pod kluczem, a obracali ją na potrzeby i ozdobę Kościoła, pod okiem proboszcza: słowem jak za nas brastewni. Bywali także róźni
acz swego chowu bydełko, nadużywający powierzonych im groszów, jak widać
z dokumentu wyżej cytowanego.
175
O braciach rożańcowych nie słychać, dopiero za X. Koćmierowskiego
powstała: Xięga obejmująca osoby, obojej płci do Bractwa Rożańcowego wpisanych; w r. 1820 sporządzona. Wytknięty tu był cel i obowiązki wskazane. Byli
1o
) Skarbnicy i podskarbni „do dozorowania karboną” (sic.) 2o
) marszałkowie
do lasek przy processyi. 3o
) zatrudniający się tacą czy zbieraniem ofert. 4o
) do
noszenia chorągwi w czasie processyi. 5o
) Pomocnicy „organistemu” w śpiewaniu Rożańca. 6o
) do tejże czynności z niewiast. 7o
) do noszenia przy processyi
proporców (panny). 8o
) do noszenia obrazów. 9o
) do przodkowania w processyi
ze świecami. 10o
) do noszenia świec i chodzenia z niemi przy uroczystych processyach? Z kollekty przez lat kilka (nie powiedziano odkąd, ale do 13 marca
1843 r.) wydał X. Koćmierowski złp. 650. Następnie w którymś roku spisane
niedołożenie jakby nowa ustawa bracka, w której powiedziano, że już „od lat
dwóch wypełniają te obowiązki parafanie kulescy,” i prośba do X. Proboszcza,
ażeby się o formalną Erekcyę Bractwa postarał. Uczyniliśmy zadość tej prośbie
w r. 1876, lecz o tem będzie niżej.
Dozor Kościelny, jak wiadomo, dopiero pod r. 1817 zaprowadzony;
częstokroć również przez złośliwych prezesów i członków, jak np. p. Paweł
Świerżewski, Florencyusz Smorczewski, lub Marcin Wróblewski, plebanowi
dał się we znaki. Moglibyśmy i o tem niejedną drammę ciekawą powiedzieć,
ale odsyłamy do Akt Dozoru osobno zebranych.
Wsie niekollatorskie następnym porządkiem opisywać będziemy.
Chojane sześć wsi generice Chojane, specifce z różnemi nazwami. Najpóźniej snadź powstała, na miejscu borów (sośniny tu prowincyonalnie bez
różnicy najpospoliciej choiną zwanej) trzebisk wioski, bo w Erekcyi z r. 1493
o nich ani słówkiem nie wspomniano; i w „Herbarzu” Kapicy (str. 76) o Choińskich wzmianki dopiero w drugiej połowie XVI wieku. Kapica je poplątał: na
miejscu tak idą:
Chojane Bąki (u niego jeszcze Bączki, w papierach Kobosków w r. 1647
Bącki), u nas tu w Aktach miejscowych Boruty, snadź od mazurskiego djabła
tej nazwy dostały; musiał to być krewny tego Rokity z Rokitnicy. Mówimy to
żartem: a na prawdę to był tu przed r. 1569 jakiś Boruta, którego syn Szymon
w pomienionym roku unii Litwy z Koroną przysięgał na przyłączenie Podlasia
do Korony (ob. Kapica str. 76.) Dymów tu 10, dusz 64.

176
Chojane Piecki, od jakiegoś smolanego pieca tak nazwane. Dymów tu 17,
dusz 108.
Chojane Gorczany, Gurczany, pewne to samo co u Kapicy w r. 1569
Chojane Górki Antiqua. Być może, że się pierwiej na przyległych wzgórkach
gnieździły, i ztąd ich nazwa. Ztąd pochodził X. Adam Choiński w drugiej połowie zeszłego wieku proboszcz topczewski, z którego ojcowizny w r. 1773 dawano dziesięcinę. Tu w wieku bieżącym był urząd gminny, ztąd Gmina Chojane.
Najstarszy dom Nr 3 z r. 1750. Dymów tu 9, dusz 58.
Chojane Pawłowięta od jakiegoś Pawła tak zwane, w papierach Kobosków
pisane w r. 1675, lecz pewnie dawniejsze. Miejsce urodzenia X. Kazimierza
Choińskiego kanonika h. lubelskiego i sandomierskiego, kanonika katedralnego Sejneńskiego, proboszcza Kobylińskiego, a tutejszego Kościoła dobrodzieja.
Urodził się d. 13 lut. 1834 r. Umarł 18 października 1903 roku, pogrzeb we środę 21 p. mowę w kościele miał X. Mioduszewski prob. z Dąbrowych, celebrował
X. kanonik Włostowski z Zambrowa, było na pogrzebie 22 księży. Dymów tu
19, dusz 125.
Chojane Stanki, Stankowięta, widocznie od Stanisława; u Kobosków r.
1608 Stankowietha pisane; w wizycie Kłosowicza 1750 r. Janowiętami zwane.
Dymów tu 22, dusz 125.
Chojane Sierocięta, w r. 1728 Sieroty pisane: zapewne były one działem
najmłodszego brata dwóch innych Pawła i Stanisława. Tu urodzeni X. Józef
Bagiński 19 marca 1806 r. i brat jego przyrodni X. Wojciech Wyszyński ur. 23
kwiet. 1818 r. obaj dziś w Szczepankowie. Dymów 16, dusz 102.
Prócz dwóch księży Choińskich wyżej pomienionych, był jeszcze X. Antoni Choiński około r. 1750 altarzysta rożańcowy Kobyliński, który pono był
dziedzicem na Grodzkich Nowych, gdy w r. 1764, będąc proboszczem w Płonce
(praepositus Płonszensis) jako kolator, podpisał prezentę imieniem swojem
i braci X. Adamowi Dąbrowskiemu tutejszemu wikaryuszowi, i na probostwo
tutejsze: ale na próżno, gdyż go X. Marcin Wnorowski uprzedził.
Cztery Kalinowa od kaliny krzewu; mianowicie: Stare, pewne najdawniejsze, i niezawodnie to, które Erekcya (ob. p. 5) w r. 1493 wymienia. Bliższe
177
ono jest dawniejszego uposażeniem (bo 1471 r.) kościoła w Sokołach, bliższe
w tym samym 1493 (ale w lipcu) uposażanej Jabłoni, a jednak rzecz dziwna,
przez dziedziców Wojciecha, Mikołaja, Macieja i Marcina w pomienionym
1493 r. do Kulesz się zapisało. Ten dokument Kalinowskich herbu Ślepowron
najdawniejszy i w Kapicy (str. 151.) A ztąd oczywista, że w r. 1493 jeszcze tylko
to Kalinowo-Stare exystowało. Od niego powstały Kalinowo Nowe, Kalinowo
Solki i Kalinowo Czosnowo. W Kalin. Starem dymów 22, dusz 119.
Kalinowo Nowe i Solki, raz jedno, drugi raz drugie, zwane Trojankami: w r. 1590 (u Kapicy str. 153) „de Kalinowo Trojanki Dąbrowka haeredes”.
Trojanki od imienia Trojana, których w tym jednym dokumencie aż dwóch
widzimy; Dąbrówka, od rosnących tu na gliniastej ziemi dębów: jeszcze jeden
dowód, że okolica ta była niegdyś lesistą, puszczną. Solki, pisane pierwiej (ob. r.
1545 i 1590) Sulki, i to bardzo słusznie, bo od wyrazu łacińskiego sulcus ‘zagon’:
co znowu najwidoczniej późniejsze powstanie wsi tej wskazuje. W renowacyi
Erekcyi (ob. p. 11) Sutki mylnie, a w wizycie Kłosowicza 1750 r. i zapowiedzi
leśnej Czosnowa z 1755 r. Szulki pisane. W Kalinowie Trojankach w w. XVII
mieszkał niejaki Stanisław Kalinowski, snadź człek uczony i Kościołowi życzliwy, bo w r. 1676 darował do tutejszej biblioteki plebanialnej dzieło naonczas
drogie i ważne „Polianthea Nova”, które podziśdzień tu mamy (ob. wyżej p. 56.)
W Kalinowie Nowem przy końcu zeszłego a w pierwszej połowie tego
wieku mieszkał p. Paweł Świerżewski, obrońca sądowy powiatu tykocińskiego,
dziedzic na Wyknie Starem i Nowem, a więc „współ kollator” jako się przy
prezencie X. Koćmierowskiego sam opisał (ob. Libr. Visit. II.) Pan Świerżewski
jako jurysta X. Marcinowi Wnorowskiemu, jakośmy nieraz mówili, bardzo się
przysługiwał, ale też i za X. Koćmierowskiego, jako przybrany członek dozoru
za wielką chciał grać rolę, od r. 1825 tak się naraził, że i po śmierci (w r. 1836)
nie chciał się chować w Kuleszach, ale w Sokołach.
Z Solk było kilku księży Kalinowskich Pikatów, a między tymi X. Wincenty kanonik honorowy podlaski proboszcz w Janówce pod Augustowem, zmarły
16 maja r. b. 1884 (ob. Przegląd Katol. z r. b. str. 543.) Z Solki też był rodem,
ale z przydomku Kuc, X. Bazyli Kalinowski bazylian ex-prowincyał i superyor
klasztoru warszawskiego, dziś na schizmę obróconego. X. Bazyli urodził się dnia
18 sierpnia 1771 r. (nie 1772 jak jest w „Przeglądzie Katol.” z r. 1865 str. 701)

178
z Macieja i Kunegundy; ochrzczony w Kuleszach Bernardem. Przy wzięciu
Pragi przez Suworowa już był księdzem, bo wyświęcony 1794 r., i mieszkał
w warszawskim klasztorze. Tegom ja dobrze znał, bo mię staruszek w r. 1859
w Akademii Duchownej na Franciszkanach pod Cytadellą odwiedzał i dał na
ręce moje do tutejszego kościoła relikwiarzyk z drzewem Krzyża świętego.
Wspomina o nim i Likowski „Historya Unii Kościoła Ruskiego” Poznań 1875.
Umarł X. Bazyli w Warszawie dnia 22 października 1865 r. Synowiec jego
i wychowanek Karol Kalinowski syn Wojciecha zesłaniec kaukazki, a potem
ofcer wojsk ruskich, nareszcie urzędnik przy kolei Warszawsko-Wiedeńskiej,
któregom też znał, zmarły przed paru laty, napisał „Pamiętnik mojej żołnierki
na Kaukazie i niewoli u Szamila” od r. 1844-1854, Warszawa 1883.
W Kal. Nowem dom najstarszy Nr 4 z r. 1799: w nim właśnie mieszkał
Świerżewski. Dymów tu 11, dusz 61. W Solkach dom Nr 12 z r. 1744, Nr 24
z r. 1780; Nr 4 był z r. 1737, ale już zmieniony. Dymów tu 33, dusz 176.
Kalinowo Czosnowo zapewne kiedyś się zwało Szczęsnowo, i tylko
z przekręcenia potem tak: jednakże u Kapicy (str. 152) już w r. 1545 pisze się
„Czosnowo”. Druga połać tej wsi od Bucina, nie tak jeszcze dawno zwała się
Kurawiec albo Kurowo. W papierach z tej wsi w r. 1662 czytamy, że był tu
wielki głód, „hoc tempore famelicoso” [dosłownie w tym głodnym czasie], kiedy
matka z synem dziewięcioletnim obecnym przy akcie donacyjnym w Brańsku
„ne fame pereat” [aby z głodu nie zginęła]: ażeby z nim z głodu nie umarła,
sprzedaje pewną część gruntów. Z r. 1755 ciekawa zapowiedź lasów, w której się
gospodarze tej wsi powołując na Konstytucye prawa de Inhibitione Sylvarum
i swój jednozgodny konsens, postanawiają mieć wyrąb tylko w poniedziałki
pierwsze miesiąca. Na przestępców kara „przepaść sprzężaju i woza lub siekiery,” tudzież odpowiedzialność przed Sądem sto grzywien polskich i zawita.
Domy najstarsze w Czosnowie Nr 3 z r. 1792; Nr 9 z r. 1777 i Nr 22 z r. 1773.
Dymów tu 27, dusz 149.
Dalej wieś Bucino Mikosy: w pierwotnej Erekcyi niewspomniane, w renowacyi (ob. p. 11) pisze się Buczyno Mikosze, indziej Nikose, indziej tylko
Bucino, lub tylko Mikosy. Buczyno słusznie od buczyny, buku: i dziedzice być
może tutejsi, z Wnorowskimi skoligaceni, w r. 1583 (ob. u Kapicy str. 28, 152
i 458) Buczyńskimi się pisali. Będzie to jedno co i Buciński, Bucińscy. Pisano
te wieś i Buciony (ob. Sum. II f. 261), ale to mylnie. A zaś Mikosy od jakiegoś
179
Mikołaja, skrócone prostacze nazwanie. Przed r. 1663 był podkomorzy Z. B.
Stefan Buciński (ob. Miscelanea), kto wie, azali nie ten sam, o którym p. Jan
Kulesza Chorąży w swoim testamencie w r. 1629 wspomina. Dymów tu 11,
ludności dusz 68.
Gołasze (pisane dawniej Gołasie) pięć wsi: a z tych pierwsze za Bucinem
Wróble.
Wsi Wróblów na świecie, bać w samej Polsce niemało: te nasze w pierwotnej Erekcyi niewspomniane, ale w renowacyi (ob. p. 11) wyraźnie Gołasie
Wroble; dziś tylko Wróble się zowią. Musiały być już w r. 1493, bo gdyby po
r. 1496 powstały, jużbyć się przyłączyły do Wysokiego. Tylko snadź z Puszczą i Górkami były pierwotnie jednem dziedzictwem, i dlatego przy Erekcyi
1493 r. jeden „Stanislaus de Deserto” hoc est Gołasie (= z Puszczy) haeres
fguruje. Gołasze od Gołaźń, gołobosz, pustynia u ludu puszcza: więc są synonimy: Puszcza też nasza do dziś u ludu ogólnem tylko mianem Gołasie
zwana. Wróble i Puszcza tuż pod Mazowieckiem, Górki niedaleko: a jednak do
dziś do parafi kuleskiej należą: bo w Mazowiecku erekcya Kościoła późniejsza,
w 1496 r. Wróble dymów 17, dusz 88.
Mieszkańcy tych wsi dawniej się pisali Gołaś albo Gołasz, potem Gołaszewski (ob. w „Herbarzu” Kapicy str. 118.) Puszcza w renowacyi Erekcyi
(ob. p. 11) inaczej Wola się zowie: lubo dziś tylko jej pola ku Czosnowu tak
nazywane. W tej Puszczy w r. 1751 (ob. testament p. Łapińskiego) mamy p.
Kazimierza Gołaszewskiego z Kołaczów, podkomorzym Ziemi Bielskiej, który
w r. 1765 dawał z włók 2 dziesięciny kop 4; w roku zaś 1773 już tylko z 1 ½
włóki 90 snopów żyta i tyleż jarzyny. Po Kazimierzu w r. 1798 widzimy tu Jana
Gołaszewskiego, który przy zezwoleniu na inkorporacyę Altaryi, jako jej kollator, nawet się podpisać własnoręcznie nie umiał. Po podkomorzym jest jeszcze
podziśdzień dom Nr 6 z r. 1754, ale przebudowywany. Był tu jeszcze starszy
dom pod Nr 13 z r. 1727, ale już rozebrany. Dom pod Nr 8 pobudowany Anno
Domini 1786; pod Nr 7 ma napis: Niech Bóg ten dom błogosławi i mieszkających
w nim. 1825. Największa to wieś w Kuleskiej parafi, bo dymów 41, dusz 248.
Ksiądz prałat Butkiewicz kapelan przy Janie Klemensie Gołaszewskim
biskupie Augustowskim (ob. Encyklop. Kościel. t. VI str. 274) powiadał nam, że
z ust samegoż biskupa to słyszał, jakoby jego ojciec Franciszek czy dziad, z tej
Puszczy Gołaszów (które X. Biskup Hołyszami nazywał) pochodził. Jeżeli ten
źródłosłów prawdziwy, to i Gołaszewscy, podobnie jak Kuleszowie, są rusinami.

180
W Gołaszach Górkach w połowie przeszłego wieku mieszkał p. Mateusz
Łapiński Cześnik Bracławski, osobliwy dobrodziej tutejszego Kościoła. Rodem
był z Łap, paraf Płonkowskiej, żonaty z Petronellą Obedzińską19 (vel Obidzińską,
a najprawdopodobniej Obiedzińską) zapewne, jaką kuzynką X. Stefana Obiedzińskiego proboszcza w Wysokiem Mazowieckiem, dziekana Brańskiego. Dziedzictwo na Łapach i Płonce niewielkie snadź było, ale się p. Mateusz staraniem
i oszczędnością pięknego grosza dorobił. Testamentem z dnia 30 września 1751
r. w Gołasiach Górkach datowanym majętność dziedziczną na Łapach jure successivo przekazał synowcom Pawłowi i Walentemu, a zaś „pieniądze i inne rzeczy
(w testamencie, który in originali mamy pod ręką: ob. Akta tyczące się Altaryi)
specyfkowane, nie z fortuny mojej (powiada) dziedzicznej, ale szczególnie przy
łasce Pana Boga a staraniem mojem są nabyte”: te rozporządził dowolnie.
Do Kościoła Kuleskiego na Rożaniec legował 100 dukatów i 141, i 32 =
#273; w białej monecie tynfów 1460; żyto gotowe w 2000 złp.; i srebro „jak
taxa grodowa pokaże.” Z tych to summ uformowała się potem owa ogólna złp.
4906 i gr. 20 (ob. wyżej p. 263.) Przeznaczenie ich poszczególne było takie:
100# „na apparaty, kielich i mszał do kościoła kuleskiego do Rożańca; 141# „do
Rożańca kościoła kuleskiego na sporządzenie obrazu i sukienki, i na pozłotę
ołtarza applikuję”. Reszta summy była już pierwej przezeń dnia 6 maja tegoż
1751 r. w Grodku Kuczynie „na Erekcyę Rożańca świętego w kościele kuleskim” zapisana. A okrom tego p. Cześnik „Chłopa Jana Gatka z żoną z trzema
synami i z trzema córkami, z gruntem nazwanym Leśniewsczyzna, z chałupą
i siedliskiem, do kościoła kuleskiego na Rożaniec xiędzu Rożańcowemu leguję
i zapisuję”. „Kontusz piaskowego koloru, żupan karmazynowy atłasowy, także
i pas od tych sukien, na ornaty do kościoła kuleskiego do Rożańca oddaję”.
„Łyżek srebrnych dwanaście na Kielich i patynę kościołowi kuleskiemu do Rożańca oddać obliguję”. „Cynę na lichtarze do kościoła kuleskiego”.
Cóż to za piękna intencya! czemuż to wszystko przepadło? Antecessorowie
moi za chciwi byli na sumkę. Ani obrazu, ani sukienki nań, ani pozłoty ołtarza,
nie zrobiono. Kielich, patena etc., także nie mamy śladu w inwentarzach, ażeby
wedle intenci ofarodawcy były sprawione. Wszystko się zbijało na sumkę; gdybyż choć w tej sumce na właściwe cele fgurowało w Banku, byłby przynajmniej
ukaz z r. 1865 wszystkiego nie zabrał. A Rożaniec byłże erygowany?
19 1o
voto była za Michałem Szymborskim Vicesgerentem … Branscens.
181
Trzeba wiedzieć, że p. Łapiński nie tylko o Kuleszach pamiętał. Pamiętał
on osobliwie o ojcach franciszkanach Drohickich, bo choć umarł tu w Górkach,
przecie tam u nich w Kościele życzył sobie być pochowanym. Legował też
im 14 tysięcy złp. na pogrzeb, mszę jedną co tydzień, wypominek po kazaniu
i inne sufragia zakonne. 118# do ich kaplicy Loretańskiej, i 40# jednorazowie
ojcom franciszkanom drohickim na msze święte. Nadto „Klacze alias Kobyły
wszystkie ze zrzebiętami zlecam i oddaję ojcom franciszkanom konwentu Drohickiego, które aby przedawszy, lub na swoją potrzebę obróciwszy, msze święte
za duszę moją albo sami odprawili, albo po kościołach innych rozdali”.
I jeszcze „Ratarz (nie wiemy, co to za sprzęt: może rapier?) rubinami sadzony
staroświecki, zastawny w dwóchset tynfach od Jmci Pana Zembrzuskiego starszego, który jeżeli wykupi obliguję żony mojej, aby pieniądze ojcom franciszkanom
konwentu drohickiego na szpital oddała”. Franciszkanom do Stawisk legował złp.
1000, dukatów 20 i tynfów 300 „na mszę świętą za duszę moją i żony mojej
rachując każdą mszę po tynfe”. „Kościołowi Surazkiemu na Koronkę Świętej
Trójcy, aby była śpiewana,” cedował dukatów 40+16=56; oraz „wstęga rubinami
sadzona w złoto oprawna zastawna w pięciudziesiąt talerach plus vel minus od
ś. p. Jmci pana Mikołaja Łyczka, obliguję, aby była applikowana do szpitala Surazkiego”. Nareszcie z pobożnych legatów „na trycezymy” po tynfów 30, ojcom
bernardynom tykockim, reformatom boćkowskim, i karmelitom bielskim.
Rzecz dziwna, że dla Kościoła w Płonce zgoła nic. A rezerwował jeszcze
sobie do dyspozycyi summy: złp. 1000, #20 i #100. Dostatni człowiek! Synowicom: Opackiej dał wyprawy 10.000 złp., 6 kobył i 6 krów; Brzozowskiej 1.500
złp.+ #20, 2 kobył ze zrzebiętami, parę zrzebców, i inne domowe wyprawy.
Przy śmierci jeszcze obudwom do podziału 145 dukatów zostawiał. Synowcom
pomienionym, krom ojcowizny w spadku, przekazywał jeszcze 400 złp., i osobno sto talarów bitych (=800 złp.) „za hanyż” (anyżek, do wódki) należne mu
u żydów Ciechanowieckich.
„Nie mając żadnego potomstwa,” więc tylko żonie „najukochańszej” zostawiał resztę jeszcze pięknej chudoby, między innemi „parę koni gniadych i kolasę francuzką”. A były i jeszcze „karabela złocista”, „szabla w srebro oprawna
pozłacana, a rządzik do tegoż; i suknie tryumfatowe, i kubek, i łyżki (krom
tamtych) srebrne, i pudełka, i manelki;” wszystkiego nawet trudno było spisać,
gdy testator mówi: „przy manelkach, jeżeli się jaki sznurek pereł nie znajduje”.
Wiele jeszcze z tych precyozów, kazał p. Cześnik sprzedać i na msze, a na
jałmużny rozdać. Gdzie tu dziś taka zamożność! gdzie pobożność taka!

182
Exekutorami testamentu tego ustanowił p. Łapiński X. Szymona Zaleskiego K. B. D. Br. P. K. i Kuleskiego, P. Mateusza Wnorowskiego podkomorzego
Z. B. dziedzica na Pażochach i Więchach, oraz p. Kazimierza Gołaszewskiego
także podkomorzego Z. B. dziedzica na Gołaszach Puszczy. Ci dwaj ostatni i ich
potomkowie, mieli być i kollatorami przyszłej Altaryi w Kuleszach. Wszystkim
zaś trzem exekutorom „za świadczone fatygi i prace” przy exekwowaniu tego
testamentu, naznaczył p. Cześnik po tynfów sto. W tych też Górkach, jakośmy
mówili (ob. wyżej p. 248), od r. 1771 lat kilka dziedziczył X. Maciej Gołaszewski, na 13 morgach ojcowizny. Tu była attynencya Skiwskich z Kamianki, którą
dziś posiadają Kołakowscy.
Dymów w Górkach 14, dusz 106. Najstarszy dom Nr 5 z 1771 r.
Gołasze Mościcki albo Mościckie, bardzo dawna wieś, gdy już przy pierwotnej Erekcyi 1493 r. Martinus et Albertus haeredes de Mosciska [Marcin
i Albert spadkobiercy, dziedzice z Mościsk] fgurują (ob. p. 5; Herb. Kapicy str.
288.) Mościccy, pisali się dawniej, a i dziś między sobą w liczbie pojedynczej
się zwą Mościczny: pieczętowali się herbem Ślepowron, jak i Kuleszowie. Zkąd
im taka nazwa? Jeżeli wieś Mosciska, toby było od mostów, których tu chyba
jak świat nie było: bo dzisiejsze dwa przecieki trudno tak nazywać. Prawdopodobniej nazwanie Mościck pochodzi od tytułu Mość, skróconego z Miłość.
U przodków naszych ulubiony to tytuł JegoMość, Waszmość; sami pomnimy
jeszcze starych ludzi, u których w mowie nieodzowne było Mospanie, Mości
Dobrodzieju. A inni tak to Mość skracali, że dziwolągi śmieszne z tego się
składały. Np. aptekarz Piasecki w Łomży każde zdanie przeplatał tem Mostordzieju; inny mówił Macamdzieju, a inny Mosmrodziu; Mospanów i Mopanow
i Mosianów przydomki się poformowały.
Od jakiegoś tedy Gołasza, co za zbyt często dodawał Mości, i te Gołasze Mościcki nazwane. A jeźli Mościcki ma się zwać Mościczny, to pewne
od przysłowia: Mój śliczny (mój piękny! mój złoty!) W r. 1760 dzieliły się
Mościcki na stronę Michałowską i Piotrowską. Najwybitniejszą osobistością
z naszych Mościckich będzie p. Walenty, wojski Z. B. urodzony około r. 1556.
Wprawdzie on dziedzic na Tyborach Kamiance, ale i na etc. więc może i na
Gołaszach Mościckach; tembardziej, że w herbie ma Kościenę (Gołaszewskich)
i Ślepowron (Mościckich.) Jako persona in tali quali dignitate [o jakim, takim
znaczeniu], więc w szlacheckich papierach tutejszej parafi (w dokumentach
Dębu 1593; u Kapicy str. 288 r. 1590) także wspominany. We własnej kaplicy
183
w Kamiance miał nagrobek za życia sobie przygotowany; po zrujnowaniu kaplicy przed laty, monument ten sterczał w bruku, i jako na oślanym może na nim
ostrzono: obecnie jest we drzwiach bocznych kruchty przy kościele w Jabłonce.
Jest to plita podłużna dość duża z kamienia Szydłowieckiego, bardzo starannie
i udatnie wyrobiona, na której krom ozdób napis wypukłemi litery taki:
[Szlachetny i wpaniały
Pan Walenty Mościcki,
trybun Ziemi Bielskiej,
w Tybory Kamianka
i pozostałe, spadkobiercom, ten kamień
przy wejściu do własnego grobowca położył
w 1600 roku przed narodzeniem Chrystusa,
na przyszłość, w wieku
44 lat i w końcu po
śmierci jego niech pozostanie w łasce, w pokoju
Boga Wszechmogącego
na wieczność. Amen.]
U dołu jego klejnot
szlachecki o czterech
polach.

184
W miejscowych aktach mamy ślady, że i tu w Mościckach niegdyś mieszkali ludzie godniejsi i zamożniejsi. W r. 1751 na testamencie p. Mateusza
Łapińskiego (ob. wyżej p. 309) podpisany własnoręcznie Wojciech Mościcki.
Ten p. Wojciech w r. 1769 pisze się Komornikiem Ziemi Bielskiej, gruntu ma
włók 4 morgów 20. W r. 1770 widzimy tu Kazimierza Mościckiego Bartula,
który daje dziesięciny kop 4 snopów 40. Jednocześnie ma tu jakąś attynencyę
o 15 morgach p. Andrzej Skiwski R. G. Z. (Regent Graniczny Ziemski), ale
tę schedę żyd u niego dzierżawi. Dziś, gdzie się to podziało, co tutaj siedziało
i się działo? Mieszkał tu wójt gminy pono powyższy Kazimierz Mościcki
Bartul. A byli też w Mościckach przed laty i słynni złodzieje… Dymów tu 22,
dusz 94.
Ostatnie Gołasze Dąb, z którego „Mathias haeres de Dąb” był i zgadzał
się na Erekcyę Kościoła w Kuleszach 1493 r. Bliżejci było z Dębu do Kołaków,
ale tam już ziemia inna, Księztwo Mazowieckie. Musiał tu być jakiś osobliwy
dąb, od którego i nazwa tej wsi, ale w dokumencie z r. 1540 jest wymieniony
Quercus jakiś dąb starowieczny jako znak graniczny.
Z tej wsi Dębu (błędnie przez X. Franciszka Siarczyńskiego pisany „z Gołasza Dąb,” a przez Bartoszewicza „z Gołaszowego Dębu: „(bo powinno być
z Gołaszów Dębu) był biskup przemyski, czyli przemyślski Antoni Gołaszewski, urodzony tu dnia 13 czerwca 1745 r. Biskupem nominowany przez Józefa
II Cesarza niemieckiego dnia 8 kwietnia 1786 r. Umarł we Lwowie dnia 24
kwietnia 1824: więc żył lat prawie 79. Życiorys jego napisany przez Juliana
Bartoszewicza ob. w „Encyklopedyi” większej Orgelbranda w tomie X str. 160.
Był to mąż znaczny i zacny: największa chluba tutejszej parafi. Portret jego od
r. 1808 jest tu w plebanii; innej pamiątki żadnej. Nawet X. Marcina Wnorowskiego, lubo zań był raz w Dębie, tytułem choćby honorowym nie zaszczycił,
czem wówczas szczodrze szafowano, i co się ziomkowi, za zbudowanie kościoła,
słusznie należało. W Przemyślu niemałe pamiątki po sobie zostawił.
Druga rzecz osobliwa w tym Dębie to proces wzczęty w XV w. o zabójstwo
dwóch głów „in capitibus occisis”: Dębaki zabili dwóch Saniaków, a niemając
czem zapłacić pogłowszczyzny, dali im w zastaw kąt ziemi „angulum terrae”.
Ten kąt ziemi, niepewny w ograniczeniu i przestrzeni, przynajmniej od r. 1540
do dziś pomiędzy Dębem a Saniami jest okazyą sprzeczek, bójek i kosztownego, dotąd nierozegranego processu. Dymów tu 28, dusz 199.
185
Wieś Tybory Uszyńskie, jedna z kilku Tyborów do parafi Jabłonkowskiej
należących. Tybory od imienia Stiborius, Ciborius, Tiborius, Ścibor, Cibor, Tybor, w XV wieku jeszcze tu bardzo pospolitego. Rzecz dziwna, czemu ta wioska
należy do Kulesz, nie do Jabłonki? Powiadają o tem wprawdzie anegdotę, lecz
niedorzeczną. W Rubrycelli kościół w Jabłonce pisze się pobudowany 1496 r.,
ale my tu mamy Litterae Cridae [dokument o stawieniu się/publiczne wezwanie
wszystkich zainteresowanych do stawienia się] biskupa Rupniewskiego (ob. Rupnieviane) wydane w r. 1722 dnia 27 czerwca, kiedy chodziło o potwierdzenie
Erekcyi kościoła w Jabłonce. Powiedziano tu wyraźnie, że fundatio seu erectio
założenie albo erekcja kościoła w małej Jabłonce kościoła in parva Jabłonka
miała miejsce dnia 29 października 1493 r., a w Kuleszach „die jovis ultima
mensis octobris” w dniu Jowisza, w miesiącu październik tegoż 1493 r.; z czegoby wypadało, że biskup Jan Andruszewicz był w Jabłonce dnia 29 października,
a potem 31 w Kuleszach (tegoż roku był i w Jabłoni.) Czemuż więc Uszyńskie
należą do Kulesz, nie do Jabłonki? A jednak od początku do Kulesz, bo przy
Erekcyi pierwotnej byli „Joannes et Stanislaus haeredes de Uszeńskie” [Jan
i Stanisław dziedzice/spadkobiercy z ? Uszeńskich] (ob. p. 5.) Tem to dziwniej,
że Tybory Uszyńskie musiały kiedyś należeć do ziemi Drohickiej, bo choć
się potem piszą w ziemi Bielskiej (ob. „Herbarz” Kapicy str. 437), to przecie
w Taryfe z r. 1672 ich nie masz, „niewyrażone, bo dają podatek do poborcy
Droickiej Ziemi, nie do Bielskiej ziemi” (ob. Sum. I f. 59; II f. 91.) Prawo
prawem, fakt faktem: Tybory Uszyńskie, czyli Uszeńskie dotąd do Kulesz, jako
swojego parafalnego Kościoła, należą. Dymów tu 13, dusz 80.
Wnory Pażochy i Wnory Więchy: w pierwotnej Erekcyi zgoła niewspomniane, musiały więc należeć do Kobylina: tembardziej, że i wedle Taryfy
z r. 1672 (ob. Sum. I f. 59; II f. 91) „Wnory Więchy i Pażochy do poborcy
Tykockiego traktu (ktorym był natenczas, przynajmniej w r. 1683 „exactor contributionum terrae Bielscensis tractus Tykocinensis” [poborca podatkowy ziemi
Bielskiej, traktu Tykoceńskiego] ob. w Kapicy str. 146. Stanisław Jamiołkowski
Camerarius Campestris terrae Bielscensis, regens et vicenotarius castrensis
Branscensis [podkomorzy ziemi Bielskiej, zarządca i zastępca pisarza grodzkiego],
od którego my się legitymujemy, podatek płacą”.
Pażochy nawet podziśdzień wyjątkowo pod względem administracyjnym
do gminy dawnej Piszczat, teraz Kobylińskiej należą. Wnory Pażochy w r. 1580
(ob. „Herbarz” Kapicy str. 457 i 459) piszą się Wnory Wola Pażochy; a Więchy

186
w renowacyi Erekcyi 1722 r. (ob. p. 11) błędnie Więcki napisane. W Pażochach
przed kilku laty rozebrany młyn dworski miał na swym wale r. 1686.
Dymów w Pażochach 23, dusz 136. W Wiechach dymów 25, dusz 150.
Prawie z nastaniem mojem do Kulesz, na trzebiskach borku po Smorczewskim poczęła się formować nowa wioska, którąśmy z początku nazywali
Borkiem, a dziś urzędownie Nowe Wiechy zwana. Dymów tu 6, dusz 34.
Na tych tu Wnorach dziedziczyła od dawna znaczniejsza rodzina Wnorowskich Nosalów, wiodących ród swój od Baltazara, być może od tego, który
w Kapicy (str. 152 i 428) w r. 1583 jest cytowany. Za naszej pamięci tych Nosalów
Żyłami zowią. Z powtarzających się imion Wojciech, Kasper, Marcin, domyślamy
się przodków naszych Wnorowskich w tych właśnie, których Kapica na str. 152
i 457 przytacza. W r. 1724 „Adalbertus M. Wnorowski nosal” sprawiał dzwon
do Kulesz. My przypuszczamy, że napis ten oznacza X. Wojciecha (ob. wyżej p.
65) i w takim razie Wnorowscy, o których mówić mamy, byliby z przydomkiem
Nosale? A może Legęcie? Dosyć, że w r. 1746 (u Kapicy str. 461) pisze się
Mateusz syn Jana podkomorzy Bielski, a ten był właśnie bratem X. Wojciecha
proboszcza kuleskiego od r. 1720-1743, ojcem zaś X. Marcina.
X. Marcin miał dwóch starszych braci, Wojciecha, który już w r. 1756
jest podkomorzym Bielskim, a w r. 1764 sędzią kapturowym Ziemi Bielskiej,
„naostatek (pisze Kapica) z sędziego grodzkiego goniądzkiego, wice-starostą
grodzkim brańskim (w r. 1772) zostawszy, przez kilkanaście lat tenże urząd
pracowicie posiadując umarł”. „Jego brat rodzony Kacper Wnorowski (w r.
1765) wice-gerent grodzki warszawski, potem komornikiem ziemi bielskiej
został, dobra Wnory Więchy dziedziczył i już umarł”: pisze Kapica, a dalej:
„Tychże wyżej wyrażonych trzeci brat rodzony xiądz Karol (Marcin) Wnorowski proboszczem Kuleskim od kilkunastu lat (od 1765 r.) został i temi czasy
jeszcze żyje” (ob. Kapicy str. 462.) Był czwarty brat Antoni, nie wiadomo jeno,
czy rodzony: umarł 74 – letnim kawalerem d. 20 stycz. 1810 r. Ten właśnie jest
osobliwym dobrodziejem tutejszego Kościoła (ob. wyżej p. 265.)
Po Wojciechu był syn Józef, wicestarościcem brańskim po ojcu się tytułujący, żonaty z Wiktoryą z Mleczków, za którą wziął posagu złp. 28 tysięcy. Po
Kasprze było dwóch synów: Franciszek i Leon Wincenty. Wojciech dziedziczył
na Pażochach i miał tu w r. 1765 fortuny włók 10, a zaś w r. 1772 i na Więchach
dziedzictwa włók 3, i nabytego włók 3, morgów 15. Dziesięciny z Więchów
dawał żyta kop 6, i jarzyny 6. Kasper na Więchach miał włók 7: z których
187
dawał dziesięciny żytem i jarzyną kop 14. Obiedwie te fortuny ogromadził p.
Józef, zapłaciwszy za Więchy z przyległościami bratu Franciszkowi 3 tysiące
talarów pruskich, a Leonowi Wincentemu 1833 talary i groszy srebrnych 8.
Cały majątek p. Józefa pażochowski (chybać z Więchami?) oszacowany był do
Hypoteki Pruskiej 80 tysięcy złp.
Ale p. Józef nie tęgo gospodarzył. W r. 1810 dnia 2 maja Pażochy zastawił w 25 tysiącach złp. Andrzejowi Xaweremu Bóbr; a ten je w r. 1816
dnia 5 czerwca przezastawił Józefowi Modzelewskiemu (ze wsi Czaple parafi
Słuckiej, z Biebrzańskiego.) Hypoteka coraz bardziej się obciążała, p. Józef już
i na Wiechach dotrzymać się nie mógł, więc się przeniosł do wsi Bacze Mokre
w parafi Puchalskiej. Pażochy i Więchy wystawione na publiczną licytacyę
kupił w r. 1833 dnia 16 września Florencyusz Smorczewski, a w r. 1834 objął
je w possessyę.
Lat temu 8 czy 9, syn Florencyusza Leon puścił Pażochy na żydy, czy
żydy na Pażochy: Więchy bowiem, a i z Pażoch niemało jeszcze u p. Florencyusza poszło szmatami do szlachty. Do tego dziedzictwa Pażoch i Więchów,
kiedyś pono należały i Penzy w Rutkowskiej parafi, lecz o tem jedyna wzmianka w akcie zejścia X. Marcina Wnorowskiego. Księży po różnych miejscach
i urzędników w dawnej Rzeczypospolitej było tego nazwiska niemało, choćby
tych tylko liczące, których Kapica pod domem Wnorowskich herbu Rola (Nr
594 str. 456-462) przytacza. Niedawno zmarły (w r. 1877) X. Mateusz proboszcz Wojkowicki w Siewierskiem i żyjący jeszcze w klasztorze Jasnogórskim
brat jego Felix, z Pażoch są rodem.
Wszystkich wsi tedy w parafi kuleskiej, z Nowemi Więchami, jest 33. Synod Rupniewskiego z r. 1726 naliczył ich tu wonczas 34, bo Kulesze Kursztaki
i Kalinowo Kurawiec, dziś bez oddzielnej nomenklatury, tu wyliczone: nazwiska
też tych wsi, w pomienionym synodzie, niemiłosiernie poprzekręcane. Czytamy
jeszcze w Summaryuszu II f. 160 jakieś Kulesze Bondarowizna, a w wizycie z r.
1737 Bondanowizna: może to Litewka Bohdanowięta, a może po prostu błąd.
I pospolita ludność zamieszkująca te wsie i wioski, nie mniej dla statysty
i historyka ciekawa. Zaraz przy Erekcyi w r. 1493 na Rokitnicy dziedziców
stryjecznych braci Kursztaków aż ośmiu; dodawszy dwóch z Czarnowa, będzie
ich dziesięciu: ale też to dziedzice dużej płachty ziemi, przestrzeni dziesięciu
Kulesz, wsi kollatorskich. Z innych też wsi reprezentantów ledwie po dwóch,
po trzech; z Kalinowa czterech, lecz za to na wszystkie Grodzkie jeden; Chojanych, jakośmy rzekli, zgoła nie widać.

188
Ludność tedy była tu wonczas niewielka: a więc i wartość ziemi niska: łatwo
tedy szafowano sześciu włók obietnicami. Mimo to lasów i borów prawie jak
dziś mało, wszędzie trzebiska: bo i probostwu nie dawano boru do trzebienia,
ale już ziemię orną, z gajami etc. W sto lat potem, jak widać ze zgody 1583 r.
pomiędzy X. Kołaczkowskim a szlachtą tam wymienioną zawartej (ob. Sum. I f.
34.), z processów X. Rokitnickiego od r. 1598, i innych danych, ludność znacznie
większa, i ubieganie się o ziemię żywsze. Ale tu już z papierów jak na dłoni widać,
że każdy kawałek gruntu i łąki był pusty jakby dziś, ledwie gdzie krzaki, olszanki.
Klęski wojen za Jana Kazimierza pono i tu sięgały. „Crudelis Moschus
Chowański” [Okrutny Moschus Chowański], jak go wizyta z r. 1670 (ob. Księgę
tej str. 349) zowie, w r. 1660 szedł od Wilna i Grodna do Brześcia, paląc kościoły i cerkwie unickie, mordując kapłany, ale tu z jego żołdactwa chyba nikt
nie był: lubo wspomniana wizyta mówi, że tamtoczesny kościół w Kuleszach,
acz konsekrowany „sed per hostilitatem violata” [lecz przez wrogów zniszczony];
może przez Moskwę, a może przez Szweda, bo w r. 1657 szwedzi w Sokołach
kościół zrabowali: „per Suecos hostes Patriae nostrae, lacerata e Ecclesia nostra
Socolosensis spoliata et devastata” [kościół nasz w Sokołach przez Szwedów, wrogów naszej ojczyzny zniszczony, obrabowany].
W papierach Kobosków jest tylko taka o przejściu wojsk notatka: „Roku
1733 w dzień wtorkowy po święcie Świętego Mateusza wojsko Moskiewskie
staneło nanoc w Wysokiem Mazowieckim: „było to popieranie na tron drugiego Sasa. Trakt szedł z Suraża przez Kulesze do Łomży, przez Mazowieck do
Warszawy: nic więc dziwnego, jakby się i tu nieprzyjaciel dostał.
Morowe powietrze za pierwszego Sasa nie wiemy, czy tu grassowało, bo
tamtoczesnych metryk nie mamy: śmierć jednak przedwczesna i prędka X. Żufikowskiego w r. 1704, i X. Kaczyńskiego w r. 1707 daje coś do myślenia, lecz
czemuż p. Paweł ani słówkiem o tem nie natrącił?
Zawracając do wieku XV i XVI, z papierów miejscowych i z „Herbarza”
Kapicy widzimy, że dzisiejsze nazwiska na ski, były skrócone: np. Gołaś, Wnor,
Gierałt, Faszcz, Jamiołka; inne dziś zgoła w okolicy niesłychane: Doroszczyk,
Ostrozik, Piszczał. Imiona też dziwne: jedne niemieckie, drugie starego zakonu,
a inne chyba całkiem pogańskie: Brikcyusz, Hinka, Kaus; Abraham, Mojżesz,
Dawid, Salomon, Enoch, Eliasz, Cherubin; Boruta, Daćbog, Falisław, Grzymisław, Gogorno, Hermosław, Kołak, Krzesław, Marcibella, Mruczysław, Mirzon,
Niemierza, Paris, Pomścibor, Raciborz, Staneta, Szenbor, Wichrzon, Wszebor,
Zbilut, Ządzian, oto imiona, które się i tu w owe wieki plątały. Inne zwyczajne
189
polskie: Stanisław, Wojciech, Szczęsny; albo też ruskie: Bohdan, Jarosz, Mścisław i t. p. te jednak rzadkie, i pomimo nazwisk przeważnie rusińskich, imiona
od najdawniejszych czasów przeważnie polskie.
Przezwisk też co niemiara: Bazylak, Bartul, Czajko, Gala, Gawek, Dzierka,
Koś, Koczan, Ładuga, Raźnik, Rurka, a wszystko Kuleszowie, Choińscy a Grodzcy,
1731 r. w skardze o dziesiecinę do biskupa Rupniewskiego wniesionej, wymienieni. Indziej Daćbog, Paliświat, Poterała i t. p. Przezwiska te czy przydomki
niewiada, z jakiej okazyi powstawały i upadały, ustępując miejsca innym, jeszcze
więcej prostaczym. Świńskie podroby szczególniej były tu upodobane: Schab,
Szczecinka, Kiełbasa etc.; na skomponowanie całej świni podziśdzień pomiędzy
tutejszą szlachtą przezwisk dobierze; jedna gałąź Grodzkich w Szczepanowiętach ma przydomek tak sprośny, iż go powtórzyć bez grzechu nie można, a oni
przecie wobec kobiet i dzieci, z upodobaniem i bez najmniejszego zawstydzenia
się, nawzajem go sobie przypominają.
Ogólną ludność tej parafi dopiero za rządów pruskich mamy obliczaną.
W r. 1802 X. Marcin Wnorowski podawał kommunikujących 2263 (za RzeczyPosp. 2235), niekommunikujących 656=2919 (669=2904). X. Koćmierowski
liczył chrześcijan 3036 i 60 żydów w obrębie swej parafi przemieszkujących.
I myśmy na wizytę 1874 r. podali parafan 3915, ale to cyfra po poprzedniku
na domysł, ażeby wikaryusz nie był odjęty. Naprawdę, wedle trzykrotnego spisu
podczas kolendy w ciągu dziesięciu lat przez nas robionego, jest mniej, bo w r.
zeszłym 1883 było kommunikującyh 2720, ogół 3730. Dymów i gospodarzy
601. Żydów w Kuleszach Kościelnych i 15 wsiach w parafi 238.
Terrytoryum, na którem ta ludność mieszkała i te 33 wsi są usadowione,
przed r. 1569, jakośmy na początku tej „Kroniczki” historycznie wywiedli (ob.
wyżej p. 19-24), należało do Wielkiego Księztwa Litewskiego: i dlatego zawierających ztąd transakcye w Aktach Księztwa Mazowieckiego pisano z Litwy:
„ex Magno Ducatu Lithvaniae” [z Wielkiego Księstwa Litewskiego]; a nawet czasem i z Rusi „ex Russia” [z Rusi] (ob. „Herbarz” Kapicy str. 58, 59 i 177.) W tej
tu parafi, w dokumentach Czarnowa i Dębu, często spotykamy te nazwy: Płosy
ruskie, Płosy mazowieckie: stosownie jak z tej lub tamtej strony rozgraniczenia
były położone. Dopiero r. 1569, t. j. Unia Lubelska, przyłączając województwo
podlaskie po staremu do Korony, położyła koniec takowym dystynkcyom.
Z tutejszej parafi na to przyłączenie przysięgali w Grodzie Brańskim zaraz
w tymże 1569 r. Chojeńscy, czyli Choińscy (ob. Herb. Kapicy str. 76); Grodzcy (str. 124) i Kalinowscy (str. 152.) Zapewneć i Gołaszewscy, i Kuleszowie?

190
Odtąd więc parafa kuleska położona w Królestwie Polskiem, w województwie
Podlaskiem, w Ziemi Bielskiej, w powiecie Brańskim. Po trzecim rozbiorze
Kraju w r. 1796 znalazła się w dystrykcie Surazkim, Regencyi Białostockiej. Za
Księstwa Warszawskiego i później, w departamencie Łomżyńskim, od r. 18…20
w gubernii Augustowskiej, a zaś od r. 18…21 i obecnie w gubernii Łomżyńskiej,
powiecie Mazowieckim.
Pod względem jurysdykcyi duchownej, aż do r. 1798 była tu dyecezya
Łucka; niekiedy na to terrytoryum, acz mniej właściwie, dyecezyą Brzeską zwana (ob. Renowac. Erekcyi p. 1), bo Brześć Litewski nie był nawet kollegiatą,
a Katedra w Łucku. W r. 1589 (ob. Synod. Bern. Maciejow. p. 28) Kulesze
wymienione w dekanacie Michnickim pod drugim dziekanem, lecz w r. 1670
w osobnym dekanacie Brańskim. Za biskupa Turskiego, przynajmniej w r. 1788
czytamy je w Rubrycelli w archidyakonacie Brzeskim, a w dekanacie jak poprzednio Brańskim. W dyecezyi Wigierskiej liczyły się Kulesze w dekanacie
Tykocińskim; w r. 1818 przyłączone do dekanatu Wysockiego, i do dziś w tym
dekanacie, przemianowanym na Mazowiecki, zostają.
Wizyty Kanoniczne Kuleskiego Kościoła, acz ich kompletu nie mamy
i nie znamy, są przecie ważne i interesujące.
Za najpierwszą taką wizytę, acz wizytą nietytułowana, uważamy tę w r.
1493 dnia 31 października, który był dniem czwartkowym. Biskup łucki Jan II
Andruszewicz z przezwiska Pudełko nawiedzał tutejszą okolicę i kościół kuleski
pokonsekrował; i „in praesentia Suae Paternitatis” [i w obecności swoich Opatów],
pierwotna Erekcya przez jego notaryusza spisaną została (ob. Erekcyi p. 7.)
W r. 1593 wizytował sąsiednie kościoły (przynajmniej był w Tykocinie
ob. „Przegl. Katol.” z r. 1879 str. 840) Bernard Maciejowski, biskup łucki: ale
w Kuleszach chyba nie był.
W r. 1670 dnia 29 i 30 października odbyła się w Kuleszach kanoniczna
wizyta z rozkazu biskupa łuckiego Tomasza Leżeńskiego, dopełniona przez
X. Stanisława Bedlińskiego archidyakona łuckiego, kanonika Chełmskiego,
prepozyta Skierbieszowskiego, z X. Stanisławem Rosochackim proboszczem
Sarnackim, notaryuszem Konsystorza Janowskiego. Z tej wizyty na miejscu
(ob. Sum. I f. 39; II. 68) jest niby to Dekret reformacyjny, czyli raczej protokół
20 Kronikarz nie wpisał pełnych dat, a powinien wstawić rok 1866. 21 Tu zaś rok 18
191
skandaliczny, ale ciekawy; w Akta zaś Wizyt oryginalne (znajdujące się obecnie
w Bibliotece Głównej Warszawskiej pod Nr 393) na str. 115 wpisano całą wizytę obszerniej, pomijając jednak oględnie gorszące sprawki tutejszego plebana
X. Andrzeja Zapertowicza (ob. wyżej p. 29 i n. oraz 47-54.)
W r. 1698 dnia 18 października wizytował Kulesze X. Kazimierz Godlewski archidyakon łucki, kanonik Warszawski, ofcyał Podlaski i Brzeski. Ale
z tej wizyty pozostał ślad jeno na portatylu do dziś tu będącym, na którym się
X. Godlewski ze wszystkiemi tytułami mp. jako Visitator Generalis [Wizytator
Generalny] podpisał.
W r. 1700 dnia 6 maja wizytował tutejszy Kościół, lecz tylko jako dziekan
(circa visitationem Decanalem) acz Visitator Delegatus X. Alexander Godlewski, Kustosz Kijowski (Chioviensis) Dziekan i prepozyt Brański. Ob. o tem
wzmiankę w Summaryuszu I f. 6; II. 11. X. Koćmierowski, w processie o alternatę dziesięciny, powołuje się na wizytę z r. 1707: lecz że to pływak, trudno mu
uwierzyć, żeby tu z tej daty, jaka wizyta była.
W r. 1717 wizytował wszystkie kościoły w okolicy, w Kuleszach dnia
13 października biskup łucki Joachim hr. Przebendowski. Z wizyty tej mamy
i protokół, i dekret Reformacyi, oryginalny (w Lib. Visit. I) i kopię podwójną
(ob. Sum. I f. 54-58; II f. 85-90.) Szczegóły ciekawsze z tej wizyty, jużeśmy
wedle przedmiotów wycytowali.
Biskup Rupniewski kilkakroć wizytę swoją zapowiadał, mianowicie w r.
1722 dnia 9 czerwca edyktem datowanym w Łucku (ob. Sum. I f. 3; II f. 5),
naznaczając takową na rok następny 1723: ku czemu w druku (ob. Rupnieviane
na początku) stosowny program był tu już przysłany. Ale ta wizyta, przynajmniej co do Kulesz, do skutku nie przyszła. W r. 1724 był biskup Rupniewski
z wizytą kanoniczną w Tykocinie. W 1725 dnia 24 września (ob. Rupniev.
l. c.) zapowiedział powtóre, specyalnie w dalszym ciągu w dyecezyi Brzeskiej
„hoc praesenti tempore, nimirum primis diebus mensis Octobris anni currentis”
[w obecnym czasie, mianowicie w pierwszych dniach października bieżącego roku]
wizytę dekanatu Brańskiego, która się miała zacząć od Dziadkowic; lecz i tym
razem w naszych tu stronach tego zacnego biskupa nie widać. Dopiero w r.
1726 dnia 16 sierpnia widzimy go w Kobylinie, 15 sierpnia w Sokołach, a 20
sierpnia w Płonce: ale te Kościoły były w dekanacie Bielskim, Kulesze zaś,
jak wiadomo, w Brańskim: więc też w Kuleszach Biskup Rupniewski nie był.
Powiada on wprawdzie w swojem Monitorium do Kollatorów tutejszych dnia
15 marca 1728 r. (ob. Miscelanea) „tametsi sub tempus Visitationis Generalis

192
certam quotam pecuniariam ex sortibus suis totius parochine Kuleszensis pro
Ecclesia de nova radice extruenda sponte ac libere contribuendam declaraverunt”
[podczas tej Wizytacji, pewną sumę pieniędzy, z udziału w parafi w Kuleszach dla
Kościoła, na nowej podstawie ustanowionej, z własnej i wolnej woli zadeklarowali
podatkiem], lecz nie dodano, gdzie ta ich deklaracya była uczyniona? może gdzie
w sąsiednim kościele, a może też w Kuleszach, ale nie samemu biskupowi.
Tak czy owak, dosyć, że po wizycie Przebendowskiego aż do r. 1737 wizyty
kanonicznej w Kuleszach nie znajdujemy.
W r. 1737 dnia 3 grudnia X. Jan Bystram kanonik łucki, dziekan Bielski, prepozyt Boćkowski, deputowany Wizytator Generalny, odbył tu wizytę kanoniczną.
Mamy z niej Inwentarz Sprzętów Kościelnych (ob. Lib. Visit. I) oryginalnie przez
X. Bystrama podpisany; mamy (ob. tamże) w wierzytelnym extrakcie protokół
stanu owoczesnego kościoła i benefcyum w Kuleszach, oraz dekret reformacyi:
który, że nie był dla X. Wojciecha Wnorowskiego pochlebny, więc go w Summaryuszu I (f. 74); i II (f. 112) tylko zaczynano, ale nie dokończono. Dopiero na
wizytę w r. 1793 w Summaryuszu II f. 156-164, i to wszystko bez ogródki, w całej
rozciągłości wciągnięto. I z tej wizyty szczegóły w ciągu niniejszej „Kroniczki”
wyczerpaliśmy, więc tu nie powtarzamy. Streszczenie o niej w Sum. II ob. f. 119.
W r. 1738 odbywano w tych stronach, przynajmniej w Tykocinie (ob.
„Przegląd Katol.” z r. 1880 str. 38), wizytę kanoniczną za biskupa Jędrzeja Załuskiego. Dekret tej wizyty w Tykocinie tak zreferowany, że zgoła nie można
wyrozumieć, czyli sam biskup był na niej obecny. To pewna, że w Kuleszach nie
był: bo śladu nie masz.
W r. 1750 dnia 27 sierpna wizytował tutejszy Kościół i probostwo X.
Wojciech Stanisław Kostka Kłosowicz, S. T. et J. Uz. Dr. Cantor Brestensis,
Canonicus Varsaviensis, (…) S. Aut. Aplica Nrig (zapewne publicus S. Authoritate Apostolica Notarius), Ecclesiarum Mieleczycensis et Wołczynensis (bo i to
do powagi a honorów należało, mieć kilka benefcyów) praepositus, Visitator.
Z tej wizyty ślad jeno w jego własnoręcznej konnotacie na pergaminie extraktu
Erekcyi na drugiej stronie i w Rupnievianach ad fnem. Cfr też Sum. II f. 250.
W r. 1761 na mocy upoważnienia danego w Zasławiu przez biskupa łuckiego Wołłowicza pod dniem 30 stycznia, X. Jan Dominik Czarnocki, kanonik
Brzeski, dziekan Drohicki, prepozyt w Grannem miał z początkiem września
rozpocząć wizytę generalną dekanatu Brańskiego; ku czemu litteras Innotescensiales (zawiadomienie) wydał pod dniem 26 maja. Ale z tej wizyty wyjęte
były: Brańsk, Kulesze i Wysokie Mazowieckie, które ksiądz Biskup sobie na
193
wizytę zarezerwował (sibi metipsi visitandas reliquit): a przecie ich nigdy nie
nawiedził (ob. Lib. Visit. I. w oryginale Kursorya o tem.)
W r. 1781 dnia 23 maja wizytował Kulesze Jan Szyjkowski biskup Synopeński (Sinopensis) sufragan łucki, prepozyt Bielski; którego podpis i ślad tych
nawiedzin znalazłem na portatylu, przesłanym przeze mnie do tambowskiego
Spaska X. Walentemu Osińskiemu, bedącemu tam na wygnaniu.
W r. 1793 na wizytę Dekanalną mamy sporządzone przez X. Marcina Wnorowskiego dokładne opisanie tutejszego kościoła i benefcyum. Poświadczenia
jednakże tej wizyty nie mamy; jeno X. Koćmierowski na okładce Summaryusza
Dokumentów (który my w tej „Kroniczce” drugim zowiemy) możeć nie omylnie
zakonotował, że się tu takowa dnia 26 marca odbyła (ob. Lib. Visit. II.)
W r. 1798 jeszcze porządniejszy (snadź ręką X. Stanisława Miłkowskiego
wygotowany) exemplarz wizyty Dziekańskiej mamy tu w Księdze II Wizyt. Poświadczył go wizytator X. Michał Dziewanowski dziekan i proboszcz Brański,
tylko że dnia uczynionej przez siebie wizyty nie położył.
W r. 1802 z rozkazu biskupa wigierskiego Karpowicza, dziekan tykocki X.
Waleryan Kruszewski, dnia 14 października podpisał dane przez X. Marcina
Wnorowskiego własnoręcznie odpowiedzi, na artykuły, czyli pytania wizytacyjne zadane. Ob. Lib. Visit. II.
W r. 1804 snadź tenże X. Miłkowski, z małą odmianą przekopiował wizytę z r. 1798 i X. Waleryan Kruszewski, kanonik infancki, dziekan tykocki,
proboszcz Kobyliński, takową (ale bez daty) poświadczył. Ob. Lib. Visit. II.
W r. 1816 dnia 14 października wizytował Kulesze jako wice-dziekan,
czyli poddziekan Tykociński, X. Antoni Konarzewski proboszcz Sokołowski:
ale tej wizyty jeno wzmianka przy Spisie funduszów w r. 1819.
W r. 1822 „stosownie do wydanych z Kancellaryi JWI X. Ignacego Czyżewskiego, biskupa Augustowskiego etc. przepisów” – odprawiona, a nam się
widzi, że tylko odbyta była wizyta dekanalna przez X. Ignacego Tymińskiego,
dziekana Wysockiego, proboszcza Kuczyńskiego, który, wszakże jak i dwaj
wyżej, zapomniał czy omieszkał, przy poświadczeniu tej wizyty, bliższej daty
położyć. Ob. Lib. Visit. II ad fnem.
W r. 1838 dnia 1 lipca, bardzo troskliwie, prawdziwie pasterska wizyta
dopełniona tu przez biskupa Augustowskiego Pawła Straszyńskiego, której
opisanie i dekret Reformacyjny (nawet podwójnie) mamy w II Księdze Wizyt
ad fnem [do końca].

194
Dwukrotnej bytności w Kuleszach biskupa Konstantego hr. Łubieńskiego,
na jesieni 1867 i w kwietniu 1868 r., zgoła za wizyty liczyć nie można.
Tandem – na koniec w r. 1874 dnia 18 do 20 lipca odbyła się w Kuleszach wizyta generalna przez biskupa Sejneńskiego, czyli Augustowskiego
Piotra Pawła Wierzbowskiego. List pasterski z programem (żywcem z wizyty
Straszyńskiego wziętym) i szczegółowe Artykuły (podobnież do toczesnych
urządzeń nieprzypadające) wydał. Biskup jeszcze 10 lutego 1873 r. edyktem
późniejszym o terminie tej wizyty miał zawiadomić. Jakoż Konsystorz Sejneński pod d. 1 kwietnia 1874 r. na tę część dyecezyi przypomniał wnet mającą się
rozpocząć wizytę biskupią, a kolej na Kulesze tym razem była wyznaczona od
16 do 18 lipca, i to z Płonki do Kulesz.
Po przybyciu do dekanatu zmieniono kolej i termin: z Jabłoni przez Mazury w sobotę dnia 18 lipca pod wieczor przyjechał biskup do Kulesz. Przywiozł
Go swym ekwipażem dziedzic Mazur Jeliński, a w świcie Jego był zawzięty na
mnie X. Kanonik Marmo i przyjacielski X. Dereszkiewicz. Nie życzył sobie
Biskup dalekiej processyi, więc na przedkościelnym placu, tuż przy gościńcu
przyjmowaliśmy Go. Że program przyjęcia był poplątany, a X. Marmo wszędzie się sadził przy ceremoniale ze swoją wyłączną usługą, ja mu tu wskazałem
porządek.
Na wstępie biskupowi krzyż podałem sam; pokropienie, jakie X. Marmo
zarządzał w tem miejscu, wstrzymałem aż do drzwi kościelnych, a tam, nie
dałem do ręki turybularza, chwytającemu go Marmie, lecz przypominając mu
głośno „juxta Pontifcale et decreta, incensat rector ecclesiae” [formuły i dekrety,
Rektor Kościoła okadza wonnościami], sam pokadziłem. Zrobiłem zaś to i tak
dlatego, że wizytujący miejscowych rządców Kościoła bardzo postponowali:
chciałem im tedy przypomnieć owo: fac mihi honorem [uczyń mi ten zaszczyt].
Jam chwalił i wynosił Biskupa przed ludem w nieobecności Jego, On mię
powinien podnieść wobec parafan. Po odśpiewanych modłach, usadowiwszy
biskupa przed ołtarzem, powitałem krótką mówką: wspominając od jak dawna
ten Kościół przez biskupów bywał nawiedzany, jaki w tej parafi obecnie lud,
a jakim być przyrzeka.
Naturalnie, nie wypadało mi moich parafan kompromitować: alem się
sam na sam w przeddzień z biskupem w Jabłoni rozmówił, jakie tu panujące
wady i jaka o moich owieczkach okoliczna fama. To też biskup dość ostro do
nich przemówił, a X. Marmo był tem ucieszony, że to było niby wbrew przemówieniu mojemu. Plebania się budowała, sam mieszkałem w altance w sadzie,
195
kuchnia w szkółce, tam i przyjęcia, a mieszkanie biskupa i świty w opróżnionym
szpitalu. W niedzielę t. j. 19 lipca, biskup pobierzmował 1804 osob, zostawił
porządek nabożeństwa i dekret Reformacyjny (pomimo uprzednich przegróżek marmowskich, przez niegoż referowany, a przyznać należy, że sprawiedliwy
i dla mnie cale pochlebny) i 20 lipca do Kołaków odjechał (ob. Lib. Visit.
III.) Godne zanotowania, że pod Księgi prawa Kanonicznego, jakie uczony X.
Marmo za sobą włóczył, potrzeba było cztery konie zaprządz.
Wizyta, prawda, że co do zewnętrznej formy cale się nieźle odbyła, lecz
tylko odbyła: bo treści wewnętrznej wizyt pasterskich ani biskup Wierzbowski,
ani też jego mentor magnus canonista i asceta X. Marmo, zgoła nie rozumieli.
Spójrzano, obejrzano, spytano, powąchano i odjechano. I pewne już za mego
żywota, ci gorliwcy raz drugi z wizytą tych stron już się nie pokażą.
W r. 1883 dnia 18 października X. Jan Dąbrowski dziekan i proboszcz Mazowiecki, z nakazu biskupa Wierzbowskiego, odbył tu wizytę dekanalną. Przygotowałem wcześnie na tę wizytę w języku łacińskim Opisanie Stanu tutejszego
Kościoła i benefcyum w dwóch exemplarzach moją własną ręką spisanych,
i formalniejszy exemplarz oddałem X. Dziekanowi, a pierwszy referat, na
miejscu zostawiłem. Potrącone tu wszystkie melioracye, jakie przez dziesięć lat
zarządu mojego parafą porobiłem, i Dziekan swoje encomium przypisał: lecz
że to chwalca wszystkiego, co warto i niewarto, dla tego też małą wagę do tej
ostatniej wizyty przywiązujemy.
Po tych wszystkich historyach, nie pozostaje mi już, jak tylko opisać stan obecny Kościoła i probostwa, tak jak ja go rozumiem a to tem pilniej i niezwłoczniej
zrobić powinienem, o ile że coraz czuję się na wzroku słabszym, i na zdrowiu
gorszym. Owoż to:
VII. Opisanie obecnego stanu Kościoła parafalnego
i probostwa w Kuleszach
Kościół parafalny w Kuleszach obecnie stojący pobudowany w r. 1798
przez miejscowego proboszcza ś. p. X. Marcina Wnorowskiego, z drzewa sosnowego w kostkę oprawianego, ma pułap i suft, czyli podbitkę, cały na podłodze z desek, okożuchowany zewnątrz, wewnątrz zaś na sufcie i ścianach olejno
w flungi i kaszetony wymalowany; suft sześcią słupami podparty, dach nakryty

196
gontem osowym także olejno pomalowanym; na wierzchu ozdobiony wieżyczką, blachą angielską obitą i pomalowaną, krzyżem żelaznym zakończoną.
Ob. tej „Kroniczki” wyżej p. 39-43.
Oto jest jaki taki odręczny Plan tego Kościoła
197
Drzwi w nim 10, wszystkie z okuciem porządnem, zakrystyjne, frontowe
i dwoje zewnętrznych z zamkami skrzynkowemi; frontowe też i boczne okutemi drągami zawarowane.
Okien zewnętrznych 16 i 2 wewnątrz na galeryach; prócz tego jedno
w szczycie od frontu na poddaszu, i 4 w kopule: wszystkie porządnie oszklone
i pomalowane, a jedno na chórze na zawiaskach ze szturmhakami, wieżyczkowe
zaś na haczykach.
Ołtarzy trzy: Wielki od wschodu o jednej kondygnacyi i niezupełnem
zakończeniu, składający się z tablatury i osobnego na mensie tabernakulum, w r.
1871 za rubli srebr. 300 kosztem parafan przez Franciszka Trolla w Tykocinie
pracowicie, ale nieforemnie zbudowany; w r. 1882 staraniem mojem niektóremi dodatkami przyozdobiony i należycie doporządkowany; w części pozłocony
a tło pod lakier brzoskwiniowo (kolor papieski) pomalowane. Obraz w nim
Pańskiego Przemienienia pędzla Wojciecha Gersona (przez znawców chwalony? „Przeglądzie Katol.” z r. 1881 str. 511 omylnie dziełem Murzynowskiego
pisany) w r. 1881 sprawiony, kosztuje rs. 300 (prócz wielu wydatków z powodu
przerabiania głównej osoby P. Jezusa) dwa obrazy Matki Boskiej po bokach na
ścianie w ramach czarnych lakierowanych: po prawej malowany w r. 1875 przez
Augusta Strunge kosztuje rs. 30; po lewej dawny z r. 1650 (ob. wyżej p. 289)
z koronami odnowionemi.
Wszystek koszt tego ołtarza przeszło 1100 rubli: najznaczniejsze ofary na
to dali: X. Kazimierz Choiński prob. Kobyliński rs. 300 za obraz, p. Scholastyka
Faszczewska z Bąków rs. 100: po jej bratanku i p. Janie Faszczewskim rs. 3.
z legatu i p. Julii Zaleskiej (ob. wyżej p. 268) rs. 94; reszta z pomniejszych
datków i ofar do kassy brackiej.
Z prawej strony Kościoła w bocznej północnej nawie Ołtarz Matki Boskiej
o dwóch kondygnacyach, na początku tego wieku (ob. wyżej p. 146) wedle pięknego pomysłu i rysunku (tylko fgury nieudatne) rzeźbiarską sztuką zrobiony.
W r. 1881 za rubli srebr. 75 całkowicie doporządkowany. Obraz w nim niżej
Matki Boskiej Rożańcowej pędzla Antoniego Murzynowskiego w r. 1878 za rs.
200 sprawiony (ob. „Przegląd Katol.” z r. 1878 str. 220) bardzo wdzięcznie według
medalu rzymskiego odmalowany. W kondygnacyi górnej Obraz Matki Boskiej
Szkaplerznej tegoż pędzla, w r. 1879 za rs. 100, wedle drzeworytu przeze mnie
danego, wymalowany. Mensę ma z dawna murowaną (i jeźli Bóg pozwoli chcę
go zrobić ołtarzem ściśle stałym) przed nią podnóżek o jednym gradusie.

198
Wszystek koszt w uporządkowaniu tego ołtarza rs. około 450. Najznaczniejsze na to dali ofary: Kapitan Winc. Taszczewski z Piech z żoną rs. 20, Piotr
Kapica z Wiechów i inni.
Z lewej strony kościoła w bocznej południowej nawie Ołtarz Ś. Bartłomieja Apostoła, o dwóch kondygnacyach, pod koniec przeszłego wieku (ob. wyżej
II Lib. Visit.), lecz tylko w połowie kształtnie zbudowany. W r. 1871 tenże sam
Troll stolarz i rzeźbiarz dorobił doń odpowiedniejszą górną kondygnacyę; w r.
1881, po uzupełnieniu braków został pozłocony i pomalowany. Obraz w nim
(lubo mniej właściwie, gdy powinien być w wielkim) Ś. Bartłomieja Ap. Patrona
tutejszej parafi, pędzla tegoż Murzynowskiego w r. 1880 za rs. 105 sprawiony,
wedle jego oryginalnego pomysłu wymalowany. W kondygnacyi wyższej obraz
Ś. Michała Archanioła, podług Guido Reniego przez Augusta Strunge w r.
1876 za rs. 18 wymalowany: acz mniejszej nierównie niż tamte wartości, jednak
dość udany. Mensę ma także z dawna stałą murowaną; przed nim podnóżek
o jednym gradusie. Wszystek koszt w jego uporządkowaniu wyłożony rs. przeszło 300. Przy tym ołtarzu stroi się Grób Wielkanocny, i dlatego też stosowne
przyrządy ku temu osobno porobione.
Ambona z daszkiem po lewej stronie kościoła przy zakrystyi, w r. 1871
przez Trolla za rs. 100 po stolarsku i snycersku zrobiona, w głównym korpusie
bardzo gustowna; w r. 1882 za rs. 30 pozłocona i pod lakier pomalowana.
Chrzcielnica: po prawej stronie wielkiego ołtarza, tuż przed nim przy ścianie, Chrzcielnica stara (bo jeszcze w r. 1671 wspominana) rzeźba Anioł dźwigający na głowie fontem, z przykrywą w kształcie korony w r. 1873 za rs. 20,
gradusami i okoleniem w r. 1882 dorobionemi; w tymże roku pozłocona i pomalowana; opatrzona zameczkiem. Dwie szafki (armariole) w kształcie kroksztynów,
na ścianach przy wielkim ołtarzu, na Oleje śś. i Relikwie, z zameczkami: na nich
fgurki stearynowe P. Jezusa i Najśw. Panny z daru p. Schol. Faszczewskiej.
Konfessyonały: jest ich 4, wszystkie poporządkowane i pomalowane w r. 1882.
Katafalk ozdobny z różnemi przyborami w r. 1882 całkowicie uporządkowany i pomalowany, o czterech gradusach i podwojnym postumencie pod trumnę.
Ławki: Dwa rzędy (po cztery ławy) między flarami kościoła na środku
i dwie ławki (potrójna i pojedyncza) pód chórem przy ścianach, oraz jedna
kapłańska w prezbyteryum z drzwiczkami (w r. 1882 sprawiona) i jedna dla
starców w kruchcie: wszystkie w stolarsczyznie i okuciach w r. 1882 poporządkowane i pomalowane. Przy środkowych 4 postumenciki toczone pod proporce.
199
Prezbyteryum oddziela kratka z wrotkami, z okuciem i podporami żelaznemi.
Organ o ośmiu głosach, klawiatury tylko manuałowej w r. 1836 częścią ze składek parafan, częścią z funduszu legowanego (ob. wyżej p. 106 i 266) sprawiony:
w odpowiedniej tece na galeryi znad babińca, czyli kruchty na kościół wystającej, z dwoma miechami, jeszcze w dobrym stanie lubo dawniejszego systemu
i rozstrojony. Galerya przy nim w r. 1882 dwoma z krat drewnianych oknami
i głową jelenią rzeźbioną z naturalnemi rogami (mój nabytek po ś. p. biskupie
Łubieńskim) na miejsce dawnej przepadłej (ob. wyżej p. 143) przybrana.
Dzwonnica. Na kilkanaście kroków przed kościołem stoi Dzwonnica
kwadratowa, o dwóch kondygnacyach ze starodrzewu sosnowego w kostkę
i klatkę 1770 r. pobudowana. W r. 1875, 6 i 7 restaurowana pod dozorem
Kościelnego Dozoru a kosztem parafan: ob. wyżej p. 114 i 115. Przez jej środek
przejście wybrukowane i dwie deski rzucone dla ułatwienia przejścia: na lewo,
pod zamkiem, na podłodze.
Archiwum: najważniejszych dokumentów miejscowych w osobnej szafe
żelaznej ogniotrwałej zachowanych, papierów, ksiąg i rupieci; oraz przyborów
kościelnych mniej używanych. Na prawo, pod zwykłem drzwiami zamknięciem
także na podłodze,
Trupiarnia, skład aparatów pogrzebowych, wschody i wejście na górę do
dzwonów; na drugiej kondygnacyi skład pak kościelnych i dalsze przejście do
dzwonów – na górze dzwony. Dach gontami osowemi pomalowanemi pobity,
kopułka blachą angielską, na wierzchu krzyż żelazny.
Cmentarz przykościelny. Oparkaniony brukiem zwyczajnym, drzewami
i krzewami starannie obsadzony. Ob. wyżej p. 111. W dzwonnicy główne wejście zamykane bramą szelowaną i pomalowaną; od strony południowej przed
dzisiejszą szkołą, dawna o trzech słupach murowanych zesklepionych we dwie
arkady furta, o dwojgu drzwiczkach z zawiasami i haczykami; od strony plebanii
furtka żelazna w r. 1876, z sum pokładnych sprawiona, we dwa nowo wymurowane słupy ujęta: kosztuje ze wszystkiem rs. 42.
Na tymże Cmentarzu stoją dwa krzyże drewniane okrągło obrobione
i olejno pomalowane, z passyjkami cynkowemi, i tabliczkami mosiężnemi z wyrzniętym rokiem 1877, za rs. 40 kosztem Kassy brackiej sprawione i w owym
roku postawione.

200
Inwentarz kościelny
Aparaty
Ornaty białe:
1. Ornat używany za biały solenny – tło błękitne – kolumna haftowana jedwabiami i srebrem, boki adamaszkowe ze srebrem (ze starej materyi)
garnirowany galonem złotym (srebrnym pozłacanym) – z rekwizytami – na
podszewce dymowej czerwonej: mój własny w r. 1873 za rs. 56 sprawiony.
2. Ornat biały jedwabny – kolumna z dwóch mitr po biskupie Choromańskim w Raczkach przechowywanych a mnie przez ś. p. X. Bened. Maleszewskiego darowanych – galonem złotym półtorsadowym od tychże mitr ugarnirowany
– boki grodeturowe ze srebrem z kawałków materyj miejscowych – z rekwizytami – na podszewce dymkowej czerwonej: w r. 1873 okomponowany.
3. Ornat biały brokatelowy, kolumna krzyżowej roboty sędzinej Borewiczowej z Kleiw – obramowany tasiemką jedwabną czerwoną z żółtem (po ś. p.
biskupie Łubieńskim: druga połowa tej tasiemki od ornatu i z ornatem przedniej strony na na Bł. Andrzeju Boboli w Pińsku przez Łubieńskiego pokryjomu
włożona) – z rekwizytami – na podszewce dymkowej ceglastej: mój własny,
darowany mi 24 kwiet. 1873 przez Kapitułę Sejneńską – wart rs. ze 40.
4. Dwa ornaty uchodzące za białe – żółte, grodeturowe, środki haftowane,
galonem żółtym szychowym obszyte – z rekwizytami – na podszewce dymowej
czerwonej: oba ze starych materyj z Tykocina po-missyonarskich, resztek z Sejn
i Płonki, w r. 1879 okomponowane.
5. Ornat biały jedwabny adamaszkowy, środek lyoński z metalem, galonem
wiedeńskim szychowym żółtym ugarnirowany – z rekwizytami – na podszewce
dymkowej czerwonej: w r. 1884 za rs. 30 z kassy brackiej sprawiony.
6. Ornat biały atłasowy z Krzyżem lyońskim, galonem żółtym szychowym
ugarnirowany – z rekwizytami – na podszewce dymkowej czerwonej: sprawiony
w r. 1875 z kassy brackiej za rs. 26.
7. Ornat biały brokatelowy – do codziennego użycia – taśmą żółtą jedwabną obszyty – z rekwizytami – na podszewce dymkowej różowej: sprawiony w r.
1875. Kosztuje rs. 20.
Razem ornatów białych 8.
201
Czerwone. 1. Ornat czerwony adamaszkowy jedwabny, środek na tle
tabaczkowem gęsty rzucik srebrny, galonem złotym jeneralskim oblamowany
– z rekwizytami – na podszewce dymkowej czerwonej: darowany mi w r. 1873
przez Kapitułę Sejneńską: ale też boki i galon były pierwotnie moim nabytkiem.
2. Ornat czerwony prawdziwie aksamitny, środek adamaszkowy, ugarnirowany koroną złotą i galonkami – z rekwizytami – na podszewce dymkowej
czerwonej: w r. 1879 z kawałków materyi tykocińskich okomponowany.
3. Ornat czerwony utrechtowy, środek parczowy, ruski torsada żółta
szychowa – z rekwizytami – na podszewce dymkowej czerwonej w r. 1873
okomponowany.
4. Ornat czerwony brokatelowy, środek lyoński w krzyżyki szychowe żółte,
galonem szychowym białym obszyty – z rekwizytami – na podszewce dymkowej czerwonej: w r. 1873 z dawniejszego przerobiony.
Ornatów czerwonych 4.
Ornat zielony, ze słuckich pasów, z takiemże oblamowaniem – z rekwizytami – na podszewce astrachaniowej sinej: mój własny, w r. 1873 okomponowany.
Fioletowe. 1. Ornat foletowy jedwabny atłasowy, środek w krzyż, lyoński,
koroną srebrną, miejscową i zbieraną ubramowany – z rekwizytami – na podszewce dymkowej foletowej: w r. 1880 za rs. 25 (prócz koron) sprawiony: wart
rs. z 50.
2. Ornat foletowy grodenaplowy, środek adamaszkowy w kwiaty złote,
tasiemką jedwabną żółtą obszyty – z rekwizytami – na podszewce astrachaniowej jasnej: z kawałków materyj miejscowych przefarbowanych w r. 1873
okomponowany.
3. Ornat foletowy z adamaszku ruskiego (na tle atłasowem szychowy
deseń), środek manszestrowy, galonkiem szychowym białym ugarnirowany –
z rekwizytami – na podszewce astrachaniowej sinej: z dawniejszej miejscowej
materyi, z dodaniem środkowej kolumny w r. 1873 przerobiony.
4. Ornat foletowy grodeturowy, z zielonych materyj miejscowych przefarbowany, taśmą żółtą (z Tykocina) obszyty – z rekwizytami – na podszewce
dymkowej żołtej: w r. 1880 przerobiony.
Ornatów foletowych 4.

202
Czarne. 1. Ornat czarny morowy jedwabny, środek w krzyż, lyoński, taśmą jedwabną białą ugarnirowany – z rekwizytami – na podszewce dymkowej
czarnej: w r. 1882 za rs. 47 sprawiony.
2. Ornat czarny adamaszkowy jedwabny, środek manszestrowy, obszyty
taśmą jedwabną białą – z rekwizytami – na podszewce dymkowej czarnej w r.
1873 zrobiony.
3. Ornat czarny merynosowy, codzienny, tasmą pstrą krajową obszyty –
z rekwizytami na kielich jedwabnemi – na podszewce astrachaniowej czarnej:
ze starych miejscowych materyj w r. 1873 przerobiony.
Ornatów czarnych dotąd 3.
Wszystkich ornatów używalnych dotąd 20.
Kapy 1. Kapa biała ze stułą, jedwabna adamaszkowa, pas i kaptur haftowane jedwabiami i złotem, taśmą gotycką lyońską ubramowana – z klamrą
bronzową pozłacaną – na podszewce dymkowej czerwonej: w r. 1877 za rs. 60
kosztem ś. p. Apolonii Wróblewskiej z Puszczy sprawiona.
2. Dwie kapy białe dawniejsze (parczowe roboty Kanigowskiej z Maryampola, i pokrzywkowa z pasem i kapturem jedwabnym w pasy, z daru Arcybractwa Ador. Najśw. Sakr. z Warszawy) odświeżone i uporządkowane.
3. Kapa czerwona wełniana adamaszkowa, galonem szychowym białym
ugarnirowana: także z daru Arcybractwa, w r. 186… darowana.
4. Kapa foletowa z kapturem…
5. Kapa foletowa, z sukna granatowego, z pasem krzyżowej roboty, z opony przerobiona. Używana i za zieloną.
6. Kapa czarna wełniana, taśma pstrą krajową obszyta, ze starej przefarbowana i przerobiona.
Wszystkich kap 7.
Dwie Dalmatyki perkalowe w kwiaty, ze stułą … 7 sierp. 1880 r. w Tykocinie pożyczone.
Baldachim czerwony adamaszkowy wełniany, szychem żółtym ufryzowany, na czterech kijach bez blejtramu: ofara niegdyś.
Bursów do chorych jedwabnych nowych 3 i jedna manszertrowa haftowana, przez księży wikaryuszów nieumiejących cudzej ofary cenić, znacznie
obniszczona.
Sukienka na puszkę jedwabna, z dawnej odświeżona.
203
Umbrakulum białe jedwabne z materyi faille, haft z monogramem złotem
wyhaftowanem, koronką i fręzlą złotą ugarnirowane; w 1880 r. sprawiona: 20
rubli na nie dała ś. p. Maryanna Kuleszanka z Dębu, i 3 p. Schol. Faszczewska:
kosztuje rs. 23.
Stuły osobne. 1. Stuła biała z lamy morowej, łapki całkowicie kordonkiem
z połami, w obwodzie krzyża przełamanego i Matki Boskiej Częstochowskiej,
haftowana, galonkiem z fręzlą złotemi obszyte, na poduszce jedwabnej morowej. Pamiątka to z czasów powstania X. Kan. Walent. Osińskiemu ofarowana,
dotąd przy niem będąca.
2. Stuła biała na morze jedwabnej w deseń zielonym kordonkiem uhaftowana, galonkiem, sznurkiem i frędzlą złotemi ugarnirowana, na podszewce
białej jedwabnej – pamiątka moja po biskupie Łubieńskim nabyta.
3. Stuła biała jedwabna, pelami i złotem haftowana, z frędzla i galonkiem
złotemi – na poduszce jedwabnej czerwonej; dana mi w prezencie od Siostrzyczek w Rodzinie Maryi w Warszawie w r. 1873; wartująca rs. 18.
4. Stuła biała na kanwie szychem podłożonej wroczką i perłą haftowana,
sznurkiem szychowym białym obszyta, na poduszce jedwabnej białej zbrudzonej; jedyna pozostałość po X. Wawrzyńcu Wareckim.
5. Stuła biała od Kapy Nr 1.
6. Stuła czerwona brokatelowa, galonkiem naokoło i frędzlą wiedeńską
żółtą na końcach obramowana, na poduszce dymowej siwej; w r. 1879 na rs. 8
w Częstochowie przez Karolową Kuleszynę z Dębu sprawiona.
7. Stuła czerwona lamowa, z galonem i sutą frędzlą srebrem z resztek tykocińskich skomponowana; służąca do krzyża rezurekcyjnego.
8. Stuła czerwona adamaszkowa, z galonkiem i frędzlą także do krzyża
rezurekcyjnego przeznaczona.
9. Stuła jedwabna na tle czarnem w różnokolorowe kwiaty, za zieloną
i żałobną używana; ugarnirowana żółtym galonkiem szychowym i takąż frędzlą na końcach i na podszewce jedwabnej błękitnej. Także pamiątka z czasów
powstania X. Osińskiemu ofarowana.
10. Stuła foletowa pelowa w r. 1859 przez p. Teklę Łęską (siostra Ministra) dla mnie na pamiątkę zrobiona; na podszewce dymkowej czarnej.
11. Stuła foletowa (drugostronnie biała) krzyżowej roboty, włóczką i pelami, w darze X. Kazim. Ruszkiewicza (dzisiejszego biskupa).
12. Dwie stuły foletowe (jedna z nich drugostronnie biała) merynosowa,
z daru Arcybractwa w r. 1874.

204
13. Jedenaście stuł dwustronnych (foletowo–białych) ze starych materyj
miejscowych w r. 1873 skomponowanych.
14. Stuła czarna ołtarzowa z frędzla jedwabną.
15. Dwie stuły czarne do export; i dwie foletowo–białe do chorych.
Wszystkich stuł osobnych 29.
Paski: 2 wełnianych i 1 lniany bernardyński, dawniejsze – 1 pstry lniany
dziergany, wyrobu p. Tekli Łęskiej – i 4 lniane, wyrobu X. Kan. Wal. Osińskiego,
w r. 1882 ze Spaska tambowskiego tu przysłane = razem sztuk 8.
Pasek, czyli taśma przy dzwonku zakrystyjnym, na czarnem suknie haftowany, w podszewce jedwabnej – z oprawą bronzową posrebrzaną i rączką,
w kształcie winogronu, szklanną: dar X. Kazimierza Ruszkiewicza, dzisiejszego
biskupa. Poduszka pod mszał czerwona, krzyżowej roboty.
Nakrycia ołtarzowe: 3 czerwone z obszyciami i podszewką.
Ceraty ołtarzowe: 6 większych i 3 mniejsze.
Całuny: Najparadniejszy sukienny czarny, taśmą, frędzlą, kwartami i wyszyciami ugarnirowany: kosztem 22 rubli danych przez p. Reginę Grodzką ze
Szczepanowiąt, w r. 1880 sprawiony; i drugi, mniejszy i mniej ozdobny za rs.
10 danych przez ś. p. Józefa Kuleszę z Wykna Starego, w r. 1877 sprawiony.
Całunów półwełnianych nowych 3. = Wszystkich 5.
Dywany: Dywanik prawdziwie turecki po ś. p. kapitanie Wincentym
Faszczewskim: pamiątka z jego służby kaukaskiej.
Kilim paskowaty duży, przez różańcowych w r. 1875 sprawiony.
Kilimów przedołtarzowych domowej roboty większych 4, mniejszych 2.
Wszystkich 8.
Opona zaołtarzowa amarantowa galonem szychowym obszyta 1.
Opona do wielkanocnego grobu ponsowa szychowa nowa 1.
Okrycia taboretowe ponsowe 1.
Do Aparatów zaliczyć należy:
Proporce proccessyonalne solenne: 2 czerwone (ponsowe) i 2 błękitne
sukienne, z jednostronnym haftem monogramów Imienia Jezus i Maryi, Serc
Jezusa i Maryi, lamą i jedwabiami, ufręzlowane: w r. 1877 sprawione, kosztują
rs. 83.
Sześć proporców żałobnych pogrzebowych.
8 zasłon do okien płóciennych szarych.
205
Na ten wszystek Aparat przez lat dwanaście, okrom materiałów miejscowych spożytkowanych, i przez różne osoby darowanych, gotówką w Warszawie
w Rodzinie Maryi wydano rubli srebrem 511.
Bielizna
Alby
Alba z cienkiego płótna hollenderskiego, z drobną siatką w deseń gotycki
– o ś. p. biskupie Łubieńskim przyznana mi za forszus pieniężny przez Kapitułę
Sejneńską.
Alb płóciennych nowych z płótna żyrardowskiego lub pruskiego, z haftem
lub siatkami szydełkowej roboty 7.
Alb płóciennych starych z nowemi siatkami 7.
Wszystkich alb 15.
Humerałów płóciennych 21.
żagnotowy 1.
Razem – 22
Komże
Komża batystowa z koronką prawdziwie brabancką w lilie francuskie – moja
własna.
Komża żagnotowa haftowana atłaskiem i jedwabiem czarnym w winogrona –
moja własna.
Komża tiulowa haftowana X. Kan. Walent. Osińskiego.
Komża bengalowa z siatką – także X. Osińskiego.
Komżów płóciennych z siatkami ………………………………5
Perkalowych z haftem lub siatkami……………………………. 7
Bez siatki……………………………………………………..… 8
Wszystkich komży księżych – 24.
Komeżek studenckich płóciennych 7
perkalowych 8
Razem – 15

206
Korporały:
haftowany 1.
zwyczajnych webowych 24
cynowatych żyrardowskich 6
pomniejszych do burs do chorych 4
starych do cedzenia wody chrzcielnej 2
do wyściełania cyboryum i pod monstrancyę 3
Wszystkich korporałów 40.
Palek dubeltowych 17
pojedynczych 3.
20.
Puryfkaterzy cienkich 40
grubych 20
60.
Obrusów płóciennych wierzchnich z różnymi obrzeżami………………..……..18
spodnich bez obszyć……………………………………………………………………. 6
Obrusów perkalowych z obszyciami: do przystroju piwnicy grobu
wielkanocnego i ołtarzy na Boże Ciało ………………………………………. 4
Nakrycia kratek przy kommunii dwie pary płócienne z siatkami…….. sztuk 4
Okrycia stołu przy poświęcaniu gromnic, palm i wody chrzcielnej,
haftowane z siatka szydełkową naokół ………………………………..………. .1
Okrycie stągwi przy poświęcaniu wody płócienne …………………………… 1
Firanek do piwnicy i grobu par 3..………………………………… ….sztuk 6.
Ręczników zakrystyjnych i do chrzcielnicy, większych …………………….. 22
Ręczników ołtarzowych …………………………………………….………… 16
Razem – 38.
Argentera
Złoto
Dukat węgierski z Matką Boską z r. 1765 z daru p. Scholastyki Faszczewskiej.
Dukat hollenderski z orzełkiem polskim z r. 1831, mój własny.
207
Dukat hollenderski z r. 1763 znaleziony w skarbie w Czarnowie i darowany
do kościoła przez Ign. Mościckiego: do obu tych kazałem dorobić uszka, ażeby
mogły być przyczepione do monstrancyi jako numizmaty.
Pięciofuntówka (napoleondorka) z r. 1854: jedyna moneta złota, jaką w ciągu
26 lat mojego kapłaństwa na mszę dostałem.
Krzyżyk złoty ruski z r. 1856 przypadkiem przeze mnie nabyty.
Wszystko to złoto ofaruję na własność Kościołowi kuleskiemu i przeznaczam
raz na zawsze do poświęcenia na Trzy Króle.
Srebro
Monstrancya srebrna dawna (ob. wyżej p. 49: 145, 146) w r. 1878 za rs.
49 przerobiona i ozdobiona ametystem oprawnym w metal, i topazem, oprawnym w złoto, oraz 72 numizmatami, od daty erekcyi tutejszego kościoła króla
Olbrachta aż do czasu Alex. (1493–1878.) Kamienie te i monety moje. Cała ta
Monstrancya, z wyjątkiem niektórych ozdób, srebrna, lecz srebro lichej próby
– waży w całości funtów warszawskich bez mała ośm: w futerale.
Kielich srebrny gładki, ważący łutów 18¼, z takąż pateną, ważącą łutów
2¾: razem łutów 21. Próby 84 (16) w r. 1854 przez Bojanowskiego w Petersburgu zrobiony. Jest to jeden z tych, jakie ś. p. arcybiskup Hołowiński kazał
porobić, pokonsekrował i naszym polskim wygnańcom rozesłał. Ten był darowany do Wiatki X. Cypryanowi Woronowiczowi, a jam go kupił za 21 rs.
od Bołnarynów w r. 1869. Na postawie w otoku i na spodzie pateny kazałem
wygrawirować napis: Memento Stanislai Sacerdotis.
Kielich srebrny gładki z takąż pateną, próby 12, ważące razem łutów 35
⅛ pokonsekrowany przez biskupa kujawskiego Popiela, darowany tutejszemu
kościołowi w r. 1880 przez X. Alfonsa Kuleszę kapucyna w Lublinie, tutejszego
ziomka, rodem z Wykna Nowego.
Kielich srebrny gładki z takąż pateną, kapa dorabiana próby 84, reszta
niedużej próby; waży razem z pateną łutów bez mała 37, pokonsekrowany, po
dorobieniu kapy i odzłoceniu, przez biskupa augustowskiego Łubieńskiego, na
podstawie napis: Anno Domini 1802 przez X. Marcina Wnorowskiego był
sprawiony (ob. wyżej p. 145 i 146).
Kielich, którego kapa, kapsa i podstawa mają być srebrne, tylko rączka
z kompozycyi, misternie cyzelowany, z pateną srebrną, lecz lichej próby i wyrobu,
waży razem łutów warszawskich 49 pokonsekrowany przez biskupa lubelskiego
Baranowskiego; darowany tutejszemu kościołowi w r. 1869 (ob. wyżej p. 148)

208
przez X. Feliksa Kuleszę dziś kan. kolleg. zamojskiej i dziekana puławskiego,
proboszcza łostowickiego, rodem z Niziołk Starych. U spodu podstawy napis
atramentem: Memento Felicis Sacerd. Mathiae et Rozaliae [Na Pamiątkę Szczęśliwego Kapłaństwa Mateusz i Rozalia] † jego rodzice (ob. wyżej p. 288 i 289.)
Puszka srebrna w stylu gotyckim, z ażurową kapą, podstawa: przykrywa
garnirowana, zakończona krzyżykiem z Panem Jezusem ukrzyżowanym i dwoma osobkami (Najśw. Panny i ś. Jana); srebro próby 12, waży łutów 34¼, wysoki
do końca krzyżyka cali 12½. Pamiątka to z XVI w. po X. Rokitnickim (ob.
wyżej p. 76 i 140), wyrestaurowana w r. 1876 za rs. 20.
Puszeczka, czyli vasculum do chorych, składana, srebrna, pośledniejszej
próby, tylko kubełeczek pro oleo Infrmorum pozłotnik przy restauracyi w r.
1878 zatracił i zrobił bronzowy. W całości waży łutów 12 ⅛. Na spodzie rok
1703 (ob. wyżej p. 61.)
Puszeczka, czyli naczyńko do chorych srebrne; wierzch grawirowany, w podstawie wyjmujący się skud papierki. Razem waży łutów przeszło 12.
Wszystkiego srebra w naczyniach śś. ma zakrystya tutejsza funtów warszawskich 14 łutów 12½.
Miedź, mosiądz, cyna, cynk, bronz, spiż iróżne inne kompozycye
Monstrancya bronzowa pozłocista, wyrób paryski z futerałem. Sprawiona
w r. 1876 za rs. 120 dana przez Apolonię Wróblewską z Puszczy.
Relikwiarz bronzowy, w kształcie monstrancyjki, pozłacany i posrebrzany.
W nim „in theca argentea rotundae formae” [w puszce srebrnej o okrągłym kształcie]. Drzewo Krzyża Ś. Autentyk na tę relikwię (mieszczący się w podstawie)
wydany w Rzymie 7 kwiet. 1851 r. przez Et. Hurnny archicep. Siracens. Coadj.
Księdzu Michałowi Dąbrowskiemu Z. Ś. B. W. prowincyałowi, który ją d. 6
lip. 1852 r. przesłał X. Bazylemu Kalinowskiemu (ob. wyżej p. 306) Z.Ś. B. W.
exprowincjałowi i superyorowi. Ten w r. 1859 kazał Arnoldowi brązownikowi
zrobić Relikwiarz; położył na nim napis: „Ofara X. Bazylego Kalinowskiego
Bazylianina z Warszawy d. 1 lipca 1859 roku kościołowi parafalnemu w Kuleszach” i przeze mnie (gdym był jeszcze w akademii) do Kulesz go przysłał.
Była w Kuleszach już dawniej takowa święta Relikwia „in parva Cruce
crystlina flo ductili argenteo ornata” [na małym Krzyżu ozdobionym srebrną,
cienką nitką kryształową] – lecz dziś po niej już tylko autentyk d. 4 lipca 1741 r.
209
w Rzymie przez Filipa Spada archiep. Teodoriae podpisany. Na drugiej stronie admina Konsystorza Janowskiego z 5 lutego 1778 r., w której pozwolono
ją „in Ecclesia Kulescensi, cui donata existit,” [w kościele kuleszeńskim, istniała,
podarowana] ku nauczaniu wiernych wystawiać. W wizycie z r. 1793 jeszcze jest
w osobnym srebrnym relikwiarzu, który zabrano w r. 1794 (ob. wyżej p. 144),
a relikwia snać w tym czasie przepadła, bo w r. 1802 już jej nie ma.
Kielich bronzowy z 1806 r. i dwie pateny z jakiejś kompozycji wytarte
– nieużywane.
Puszka dość duża, wewnątrz wyzłacana, zewnątrz posrebrzana, podstawa z wytłaczaną ozdobą, krzyżyk na wierzchu.
Puszeczka, czyli vasculum do chorych platerowana.
2 ampułki z tacką platerowane; tacka osobna moja platerowana.
3 vascula do olejów śś. cynowe, stare i tacka cynowa z r. 1873.
2 krzyże z postumentami ozdobnemi, platerowane: jeden na wielkim ołtarzu,
drugi ręczny
w zarystyi, darowany w r. 1873 przez X. Alfonsa Kuleszę.
2 korony u Matki Boskiej i Pana Jezusa na starym obrazie, pozłacane
i posrebrzane
z imitacyami (ob. wyżej p. 53, 141 i 145 historya tych koron).
Krzyż mosiężny do katafalka.
Krzyż cynowy do chrzcielnicy, ręczne.
Kubek i tacka do chrzcielnicy, cynowe. Dzban cynowy do wlewania wody
chrzcielnej.
2 kociołki z uszkami miedziane do święconej wody.
Kociołek miedziany z uszami i przykrywka w chrzcielnicy.
Kociołek miedziany z dujką do aspresyi, w r. 1874 sprawiony.
Kociołek mosiężny z dujką do aspresyi, w r. 1884 za rs. 10 kosztem Jana Czarnowskiego z Piech sprawiony.
Kropielnica cynkowa bronzowa z aniołkiem u spodu w r. 1883 sprawiona, kosztuje rs. 10.
Kropielniczka niklowa z Matką Boską za rs. 7 tegoż roku kupiona.
Turybularz z łódką i łyżeczką, platerowane w r. 1873 kosztem Michała Buchowskiego z Gawiniańców paraf. sejn. sprawione.
Turybularz bronzowy z takąż łódką i łyżeczką, wyrób paryski z r. 1876 za rs.
15 razem

210
z monstrancyą kosztem Apolonii Wróblewskiej sprawione.
Turybularz mosiężny, stary, przez X. Koćmierowskiego sprawiony, dziś obrócony na fajerkę do przynoszenia ognia.
6 lichtarzy platerowanych w r. 1865 za rs. 29 k. 70 sprawionych.
12 lichtarzy cynowych w r. 1866 za rs. 46 k. 50 sprawionych.
4 lichtarze cynowe dawne, z cyfra TK, pogniecione, ważące f. 17.
4 lichtarze mosiężne stare (ob. wyżej p. 50 i 14) ważą f 20.
6 lichtarzy cynkowych z ozdobami bronzowemi, wyrób paryski, wysokie po cali
warszawskich 21, razem ważą funtów 54 – kosztują rubli srebrem 88, sprawione
w r. 1884, z kassy brackiej.
Para kandelabrów siedmioramiennych bronzowych z pryzmami szklannemi: ofarowane tutejszemu kościołowi w r. 1884 przez P. Józefę Krajewską
z Warszawy.
Lampa wisząca cynowa stara odświeżona w r. 1874.
Żyrandol bronzowy dwunastoramienny z pryzmami szklannemi sprawiony w r.
1877 za rs. 45 przez Wincentego Kuleszę z Litwy.
Żyrandol z drutów sprawiony niegdyś przez Antoniego Perzanowskiego, w r.
1883 ponaprawiany, tylko go w szkła ubrać należy.
2 latarnie sześciokątne bronzowe posrebrzane, ozdoby pozłociste, szkła kolorowe, na kijach do processyi z Najświętszym Sakramentem przeznaczone,
sprawione w r. 1878, kosztują rs. 30.
Szczypce i tacka polerowana, rączka żelazna ozdobna i przycisk cynowy po X.
Osińskim.
Dzwony
1. Jan: z r. 1511. Wysoki do ucha cali 23, obwodu u dołu stóp 7 cali 4:
u góry w otoku w jednym wierszu napis: Jesus Nazarenus Rex Judeorum [Jezus
z Nazaretu Król Żydowski] 15 XI.
2. Andrzej: z r. 1719. Wysoki łokieć 1 cali 2½. Obwodu stóp 9 cali 2 w jednym wierszu u góry napis: Jesus Nasarenus Judeorum Sancte Andreas ora pro
nobis [Jezus Nazareńczyk, król Żydów Święty Andrzeju módl się za nami] 1719.
3. Bartłomiej: w r. 1882 ze starego z r. 1724 przelany. Stary ważył funtów
514, a miał napis u góry w trzech i pół wierszach: Adm. D. g. Beatissimae
Virginis Mariae nec non S. Bartholomei patroni Tutelaris ecclesiae Kulesz
211
[Błogosławiona Maryja Panna i św. Bartłomiej, opiekunowie kościoła w Kuleszach]: Omnium SS. cultum reneracnem (text nie do odczytania) et his norem
perpetuum Adalbertus M. Wnorowski nozal anno Domini 1724. Piąty wiersz
u dołu: Jesus, Maria Joseph, Anna de tuisdatis ac Davis oferimus tibi pro vivis
atque defunctis [Jezus, Maria, Anna, za Twoje dary i donacje ofarujemy za żywych i umarłych]. Wysoki był cali 22½, obwodu stóp 8 cali 5; pomiędzy vivis
i atque [żywych] i na pół stopę spękany. W r. 1882 d. 29 kwiet. Stanisławowa
Grodzka dała na przelanie jego rubli 150 i 18 listop. t. r. drugie 150 =300.
Jakoż dołożywszy doń 22 funty kawałków ze starych potłuczonych dzwonków, kazałem materyał oczyścić, i nowego dodać tak, żeby cały ważył f około
800. Przelany waży prócz serca funtów 805, serce f 29 = 834: zapłacono za to
rs. 255 kop. 30, konwisarzowi rs. 2, grawierni 3 = 260 kp. 30.
Ma on na sobie obraz Ś. Bartłomieja, wedle szkicu Murzynowskiego, z ołtarza i swoje imię Bartholomeus. U góry w jednym wierszu literami wypukłemi
text z psalmu 150: Laudate Dominum in cymbalis bene sonantibus i Laudate
eum in cymbalis jubilationis; u dołu, także w jednym wierszu wypukłe Rupta
antiqua haec campana additis meliori materia, majorique mensura ac pondere
pro Ecclesia Kuleszensi …fusa 1882 anno. Fudit me A. Zwolinski Varsaviae
[Chwalcie Pana na dzwonkach dobrze brzmiących, Chwalcie Pana na dzwonkach
przeznaczonych na święta; Dawne dzwony zostały zniszczone, obecne zostały wykonane z lepszego materiału i o większym ciężarze dla kościoła w Kuleszach w 1882
roku. Wykonał mnie A. Zwoliński Warszawa]. Wiele kłopotu i kosztu miałem
z temi napisami dla nieuctwa giserów. Rad też byłem, ażeby mi ten dzwon
biskup Gintowt pokonsekrował: miałem obietnicę, lecz nieuczynność jednego
kapłana, któregom o to prosił, sprawiła, że musiałem go zabrać bez poświęcenia.
Dwa poprzednie najprawdopodobniej też niepoświęcone, jak i następny.
4. Stanisław: także w r. 1882 razem z powyższym z nowego materyału
odlany, na miejsce wziętego w r. 1831 w czasie rewolucyi do arsenału; waży
z sercem funtów 67 kosztuje rs. 32 kop. 75; napis ma wklęsły: Stanislaus Agonirantes plango [Stanisław Agonirantes lament]: bo przeznaczony do sygnowania,
kiedy ksiądz do chorego wyjeżdża.
Oprawione te dwa na nowo, a stare w oprawie przerobione w r. 1883. Koszt
oprawy (prócz podróży, posyłek za materyałami i majstrami, szkód w sprzężaju,
poczęstunków etc.) za dębinę, żelazo, surowiec i majstry rs. 74 kop. 58: ogółem
więc rs. 367 kop. 63. Zaspokojony ten wydatek owemi 300 rublami, resztę 50 rs.
i kop. 25 użyto z legatu ś. p. Antoniego Wnorowskiego (ob. wyżej p. 266) resztę

212
może się da zaspokoić z pokładnego. Pierwszy raz w Stanisława dzwoniono d.
19 marca, w Bartłomieja 13 kwietnia 1883 r.
Upraszam następców moich, ażeby, niespuszczając się na kościelną służbę,
sami dawali baczenie, osobliwie na opadnięcie serca (o. „Przegląd Katolicki” z r.
1882 str. 747 art. „Pękanie dzwonów”) i zapobiegli powtórnemu rozbiciu tak
kosztownych sprzętów.
Sygnaturka w kopule kościelnej.
Dzwonek przy zakrystyi w żelaznej obsadzie.
3 dzwonki przy ołtarzach dawne, na oprawie jednego z r. 1798.
2 dzwonki przy bursach od chorych.
Para dzwonków poszóstnych na kijach, do procesyi z Najśw. Sakr.
Bęben miedziany napięty w r. 1863 sprawiony. Kocioł miedziany do robienia
świec i prania bielizny kościelnej.
Rama żelazna, czyli baldakim do strojenia grobu wielkanocnego.
Cęgi i szufelki żelazne, potrzebne przy poświęcaniu ognia w Wielką Sobotę.
Lichtarz blaszany na krosienkach żelaznych po X. Osińskim.
Cęgi, czyli żelazo do pieczenia opłatków stare, z przeszłego wieku (ob. wyżej
p. 141) popsute.
Drugie żelazo także stare, ale w zdatnim stanie.
Trzecie mosiężne w r. 1877 za rs. 15 przez grawiera tutejszego p. Franciszka
Witkowskiego artystycznie obrobione.
Cyrkuł żelazny do wycinania komunikantów stary.
Cyrkułów do hostyj dużych oraz komunikantów większych i mniejszych nowosprawione w r. 1877 za rs. 6 trzy.
Puszka cynowa do hostyj mszalnych z r. 1877.
Misa duża blaszana malowana do prania puryfkatorzy w r. 1883 kupiona.
Krzyż przydrożny żelazny na podstawie trójkątnej z dużych polnych kamieni
ob. wyżej p. 113.
Szafa żelazna, czyli kassa ogniotrwała w r. 1883 za rs. 95 z funduszu po Ant.
Wnorowskim (ob. wyżej p. 26) na przechowywanie dokumentów i najdroższych zabytków sprawiona. Cfr. obok załączone objaśnienia otwierania tej szafy.
Pieczęci kościelne: Jedna stara z wyobrażeniem Ś. Bartłomieja wklęsło
grawirowana.
213
Druga nowa z r. 1881 artystycznie przez Witkowskiego podług szkicu Murzynowskiego wyrobiona.
Trzecia do kartek, jak odcisk niniejszy. (tu odcisk pieczęci z napisem: PAROCHIAN. KULESZENS. CONFESS. CAPAX).
Czwarta do książek biblioteczki plebanialnej kuleskiej. (tu odcisk omawianej pieczęci)
Naczynia i Sprzęty szklanne, kamienne, drewniane i tp.
Ampułki: 3 pary ampułek szklannych rzniętych z zatyczkami.
2 pary gładkich zwyczajnych z korkami.
Solniczka do chrztu rznięta z przykrywką.
Butel osobny z korkiem oprawnym do wody chrzcielnej na zimę.
Latarnie i żyrandol
z proftkami, pryzmy w zapasie.
Puszeczka z przykrywką do święcenia złota na Trzy Króle.
Kanony, preparacye, indulty odpustów i porządek nabożeństw, wszystko w ramach i ramkach lagrowem szkłem zaszklone.
2 pulpity pod mszały z oszklonemi obrazkami, pamiątka po kapit. Faszczowskim.
Kamień duży polny w kształcie stągwi obrobiony do święconej wody, przed
kościołem: zabytek dawny acz w inwentarzu dopiero w r. 1793 zapisany.
Kamień kanadyjski (tafa z zasuwką) do konsekracyi wielkiego ołtarza.
3 kamienie w portatylach: o których niżej.
Ołtarz stary z rzeźb drewnianych ob. wyżej p. 31 i 32.
Ambona stara stolarskiej roboty, grat zrujnowany na składzie.
Skrzynia od pozytywu dawnego, także grat nic warty.
Komoda o 4 szufadach większych, 6 mniejszych i dwóch szafkach – grat stary

214
przez szczury niegdyś powygryzany, stoi w archiwum.
Pułki nad nią, na stare papiery i książki.
Kuferek zielony, mój z czasów szkolnych, na mniej używane aparaty.
Szafka drewniana malowana z zamkiem służąca za postument pod żelazną.
Komoda nowa w zakrystyi z dwoma szafkami na wierzchu, o 4 szufadach
większych i 6 mniejszych, z 5 zameczkami z 14 kołeczkami bronzowemi, sprawiona w r. 1873, kosztuje rs. 56.
Pulpit na mszały i postumencik pod puryfkatorze w tymże roku sprawione.
Klęcznik z preparacyą z roboty stolarsko–snycerskiej jednocześnie sprawiony.
Wieszadło na stuły i komże, politurowane o 6 rączkach mosiężnych.
2 szafy na światło i różne sprzęty z zamkiem, pomalowane.
2 skrzynie, na światło i dokumenty, zamykane na kłódki, pomalowane.
2 paki na świece i lampy.
Szufadka na świece.
Tacka drewniana do ofert zbieranych przez różańcowych.
2 skobeliony pomalowane.
Taborek pomalowany.
3 krzesła z poduszkami, politurowane – po kapitanie Faszczowskim.
2 kosze do bielizny kościelnej.
Kropideł 6.
Baba t. j. okrągła szczotka do opylania ścian na tyczce.
Pędzel duży do opylania ołtarzy.
Trąbka akustyczna do słuchania spowiedzi głuchych.
Szczoteczka mała do czyszczenia kielichów.
Drabina z choru na pułap kościelny darowana p. ś. p. Andrzeja Gołaszewskiego.
Dwie skarbonki na oferty, pomalowane.
Kufereczek na cyrkuły i opłatki.
Skrzyneczka politurowana, szkłem wykładana, na komunikanty – z daru X. kan.
Władysława Knapińskiego.
Lichtarz pod Paschał rzeźbiony i bronzowany z osobną podstawką.
6 lichtarzy dużych z koranami bronzowemi – pomalowane w r. 1873(?).
30 lichtarzy do katafalka większych i 8 mniejszych, wszystkie w porządku
i pomalowane.
Szwajcarski kostjum: Granatowa parciana kapota, czerwony pas, buława z gałą
mosiężną, a 4 zapaśne z gałkami mosiężnymi.
Pulpit do święcenia wody, przez kapit. Faszczowskiego zrobiony.
215
Relikwie, Krzyże, Obrazy, Chorągwie, Portatyle, Kanony
i Przywileje.
Relikwia Ligni Crucis w osobnym Relikwiarzu ob. wyżej p. 355.
Obraz za szkłem staroświecki, na którym obok krzyża dwa Agnus Dei i Relikwij cząsteczki: ale bez autentyku.
Relikwie Ś. Franciszka Salezego i Bł. Andrzeja Boboli, w dwóch teczkach
srebrnych, ale bez autentyku: dostały mi się po biskupie Konstantym Łubieńskim z jego zbioru relikwij.
Innych Relikwij nie masz, tylko w portatylach.
Krzyż duży (wysoki łok. 3 cali 4) z fgurą ukrzyżowanego, cały z drzewa, wyrób
tyrolski, czarno politurowany a fgura kolorowana: sprawiony w r. 1881 za rs. 45
dane przez Karola Kuleszę zawieszony pośród kościoła.
Krzyż cały z fgurką drewniany, uporządkowany w r. 1873: w zakrystyi na ścianie.
2 krzyże drewniane z takimiż fgurkami na ołtarzach bocznych, a 3-ci sztucznie
wyrabiany pamiątka z przeszłego wieku po X. Jamiołkowskim, 4-ty z kościaną
fgurką i ozdobami, katafalkowy, wszystkie cztery z postumentami.
Krzyż procesyonalny z fgurą cynkową bronzowaną w r. 1873 sprawiony.
2 krzyże pogrzebowe z fgurkami.
4 krzyże metalowe policzone wyżej p. 356.
2 duże drewniane cmentarne ob. p. 340.
1 żelazny ob. p. 113.
Obrazy: okrom tych 5-ciu po ołtarzach, i 2-ch na ścianach (ob. wyżej p. 336 –
338) są jeszcze na ścianach kościoła te:
Przemienienia Pańskiego, wyjęty z wielkiego ołtarza. Ruskiego pędzla p. X.
Zawadzkiego sprawiony.
Obraz serca P. Jezusowego – malował go Władysław Skiwski, dar p. Schol.
Faszczowskiej.
Obraz Ś. Rodziny – wyjęty zołtarza, sprawiony niegdyś przez X. Koćmierowskiego.
2 obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej.
4 obrazy litografi francuskiej 4-ch Ewangelistów – do procesyi Bożego Ciała
w r. 1882 za rs. 18 ze szkłem i ramkami sprawione.
4 obrazy w dwóch ołtarzykach przenośnych.
Olejne wszystkie nędznego pędzla, ale w porządku i w nowych ozdobnych ramach.

216
Chorągwie 2 z 4 obrazami: Pańskiego Przemienienia, Matki Boskiej Różańcowej, Ś. Michała oraz Ś. Bartłomieja pędzla Aug. Struga – amarantowe wełniane
– przed rokiem odnowione.
4 proporce ozdobne ob. wyżej p. 349.
6 pogrzebowych ob. tamże.
Portatyle
Na wielkim ołtarzu z relikwiami ŚŚ. MM. Desiderii et Candidi [św.
Dezydery i św. Kandydy] poświęcony w Krakowie dnia 24 stycz. 1672 r. przez
Mikołaja Oborskiego biskupa sufragana: ofcyała krakowskiego. Poświadczony
przez wizytatorów 18 paźdz. 1698 r., 3 grud. 1737 r., 1 lip. 1838 i 1874.
Portatyl maleńki od Matki Boskiej z relikwiami Ś. Izydora posłałem X.
Osińskiemu.
A zaś 2 portatyle dzisiejsze na bocznych ołtarzach nowe przez biskupa
sejneńskiego Wierzbowskiego konsekrowane: u Matki Boskiej z relikwiami ŚS.
MM. Magni et Validae [Silni i Mocni] Justini e Florii [św. Justyna i św. Flora]
poświęcony 10 lutego 1875 r.
Ś. Bartłomieja z relikwiami Verecundi, Concordiae, Urba (słowo nieczytelne) [Dziękczynienie, Zgoda] … poświęcony 27 kwiet. 1874 r.
Kanony na wszystkich trzech ołtarzach nowe, ozdobne, w złoconych ramkach
i za szkłem: przy bocznych ołtarzach na zawiaskach ruchomie umocowane.
Preparacya: Gratiarum Actio [Dziękczynienie] w zakrystyi na klęczniku w ramie rzeźbionej za szkłem.
Porządek nabożeństw w r. 1874 podczas wizyty przez biskupa Wierzbowskiego przepisany w ramce (wyraz nieczytelny) za szkłem.
Indult odpustu wielkiego ołtarza ad septermium (słowo nieczytelne) pro defunctio [za zmarłych] d. 17 lut. 1880 r. dany – także w ramce laserowanej za szkłem.
Przywilej na Erekcyą Bractwa Różańca Ś. od Jenerała Dominikanów w Rzymie
dnia 25 września 1876 r. osobiście mi udzielony, z prawem na zawsze proboszczom kuleskim (bez osobnych czyichbądź pozwoleń) służącem wpisywania do
tegoż Bractwa w kościele tutejszym – w ramie za szkłem.
Wykaz wszystkich Odpustów Różańcowych także w ramie politurowanej
za szkłem.
Inne przywileje w osobnej Księdze w szafe ogniotrwałej.
217
Księgi kościelne
2 Mszały Ratysbońskie z r. 1869 suto oprawne w najnowszych świętach
podopełniane.
2 Mszały rekwialne (1686, 1694) nowe oprawne.
4 Mszały stare różnych edycji – obszarpane.
2 (brak wyrazu) (wyraz nieczytelny) 1750 1809 – w takimże stanie – bez użytku.
2 Rytuały oprawne nowe: warszawski z r. 1847 oprawny suto i wileński z r.
1858 po X. Osińskim.
1 Rytuał stary, ale używany.
2 Kancyonały (Grabskiego i Soleskiego) oprawne nowe.
1 Kancyonał warszawski po X. Osińskim.
2 Ewangeliczki porządnie oprawne – moje.
2 Vade–mecum: fundowane i moje.
Książeczka z modlitwami porannemi i wieczornemi oraz katechizmem, jaki się
w tutejszym kościele odmawiać zwykło.
2 Śpiewniczki X. Siedleckiego dla brastewnych.
Formularium Benedictionum Absolutionum etc. do Bractwa Różańcowego.
Erekcya w dwóch exemplarzach pergaminowych i różne najważniejsze
miejscowe dokumenty w kassie ogniotrwałej.
Biblia Szasfenbegerowska z 1577 exemplarz kompletny.
Biblia Wujka z r. 1599 także exemplarz kompletny.
Księgi rzadkie i niemałej wartości bibliografcznej moje – w kassie ogniotrwałej
przechowujące się.
Pełna skrzynia rozmaitych dokumentów i papierów dawnych i nowszych przeze mnie
w księgi i fascykuły podporządkowanych w przedsionku kościelnym – pod zamkiem.
Przywileje kanoniczne tutejszego kościoła oraz Porządek
odprawianego w nim Nabożeństwa.
Krom zwykłych przywilejów kościołom parafalnym służących, a tutejszemu kościołowi, już to przez erygującego go biskupa Andruszewicza 1493r. – już
też przy renowacyi 1722 r. przez biskupa Rupniewskiego (ob. Erekcyi p. …)
nadanych i wyłuszczonych: kościół kuleski ma jeszcze te poszczególne:
1) Odpusty na dzień Przemienienia Pańskiego i Ś. Bartłomieja Ap. Patrona
tutejszego kościoła. Obchodzono je snadź z dawien dawna, przynajmniej

218
w r. 1747 (ob. Sum. II f. …) jest już o odpuście Przemienienia Pańskiego
wzmianka. Z wizyty z 1798 r. się pokazuje, że „te obydwa in perpetuum
[na stałe] nadane” były. Nie wiedział jednak o tem X. Koćmierowski i dlatego wizyta biskupa Straszyńskiego z r. 1838 zaleca: „Ne pop ulus hujus
(wyraz nieczytelny) populus…” (Nieczytelny tekst łaciński.)
Zauważyłem to przy wizycie 1874 r. biskupa Wierzbowskiego (ob. § e
De religniis et Indulgentiis), a swoją drogą dla pewności, będąc w Rzymie w r.
1876, pod dniem 26 września uzyskałem Breva, którego kopia:
Pius PP. IX
(Nieczytelny tekst łaciński.)
Ad perpetuam rei memoriam [Na wieczną pamiątkę]
Breva to w roku następnym przez X. Kan. Dworakowskiego Loci Ordinaria
[ordynariusza] prezentowane i uznania „oretanus” [ustnie] uzyskane. W r. 1883
dnia 2 sierpnia uzyskałem znów reskrypt biskupa sejneńskiego Wierzbowskiego przenoszący na mocy władzy od Stolicy Apostolskiej pod d. 21 lutego tegoż
1883 r. sobie danej, te odpusty raz na zawsze „una cum solemnitatem exteriori
praefatis festis cadentibus diebus feriatis, in Dominicas immediate sequentes
sive infra octavas, ofciis diebus fxis remanentibus” (ob. Liber privilegiorum)
[zgodnie ze zwyczajem wcześniejszym powinny pozostać niezmiennie w święta
uroczyste, w niedziele następujące po sobie bezpośrednio i w dniach powszechnych
(Księga Przywilejów)].
2. Odprawianie Mszy żałobnych. Mamy tu Dekret Ś. Kongregacyi Obrzędów z 17 grudnia 1880 r. dozwalający w tutejszym kościele choćby in
duplicibus [dwukrotnie] odprawiać trzy msze żałobne tygodniowo exceptis
excipientis [z wyjątkiem bezpośrednio następujących po sobie]. Oto jego kopia:
Nr 187/C Augustovien
219
Konsens po temu Loci Ordinarii z 14 listop. 1881 r. Nr 1328.

220
W rok po moim przywileju i w skutek niego uzyskano podobneż dozwolenie dla całej dyecezyi sejneńskiej (ob. w Księdze Urządzeń Duchownych),
w którem podobnież jest powiedziano: „dummodo singulae praedictae ecclesiae
alio simili Indulto non gaudeant” [podczas pojedynczych przywilei wymienionych
dla Kościoła. Podobne pozwolenia nie cieszą].
W Kuleszach więc tylko przywilej powyższy specyalny ma walor.
3. Bractwo Różańcowe. Była tu wprawdzie oddawna myśl zaprowadzenia
Bractwa Różańca Świętego, gdy robiono po temu różne zapisy i Altaryę Różańcową fundować chciano (ob. wyżej p. 102–106 i 261), ale się piękne ludzi dobrej woli intencye rozwiały. Różaniec w tutejszym kościele śpiewano, jak widać
z wizyty 1793 r. i następnych: X. Koćmierowski w r. 1820 nawet założył księgę
i ta jest do dziś: „Xięga obejmująca osoby obojej płci do Bractwa Różańcowego
wpisanych w roku 1820 sporządzona”.
Wytknięty tu cel, skazane obowiązki brackie, naznaczeni ofcyarze: 1.
Skarbnicy i podskarbi do dozorowania karboną, 2. Marszałkowie do lasek przy
processyi, 3. Zatrudniający się tacą, czyli zbieraniem ofert, 4. Do noszenia
chorągwi w czasie processyów, 5. Pomocnicy w śpiewaniu Różańca, 6. Do tejże
czynności z niewiast, 7. Do noszenia przy processyi proporców dziewczęta co
już niedorzeczne, 8. Do noszenia obrazów też same niewiasty co i do Różańca,
9. Do przodkowania w processyi ze świecami, 10. Do noszenia świec i chodzenia z niemi przy uroczystych processyach.
Pokazuje się z tej Księgi, iż wydatki na różne potrzeby kościelne z kassy
brackiej robili zawsze proboszczowie (X. Koćmierowski i X. Warecki). Bywała
tej kassy i rewizya przez Dziekana i Dozór kościelny dopełniana. Nabożeństwo
za braci odprawiało się po dniu zadusznym, ale stypendyum na mszę śpiewaną
dostawał ksiądz z kassy brackiej. Wszystko to jednak bez widocznych pożytków
duchownych niedbale się wlokło. Dopiero w którymś roku, (zdaje się 1865)
założona nowa księga: został spisany przez kogoś (zapewne p. Macieja Wojnę)
niby to protokół sessyi brackiej, takiej osnowy.
221
Bractwo Matki Boskiej Różańcowej w Kuleszach
„W Imię Trójcy Przenajświętszej parafanie kulescy pragną wyjednać
u władz, do których należy wprowadzenia Bractwa Matki Boskiej Różańcowej
w kościele kuleskim i w skutku tego obowiązki takowe w całej potędze ducha
pobożności my parafanie kulescy wypełniamy od lat dwóch w sposób zwykły, jak
się praktykuje w sąsiednich kościołach, gdzie takowe bractwa są zaprowadzone,
a trwając w tem przekonaniu, że miłosierdzie Boga i przychylność Władz, nie
będą nam usunięte, bardziej, że świątynia Pańska naszej parafi koniecznie tego
wymaga – na tej zasadzie zebrani w dniu dzisiejszym na Nabożeństwo parafanie kulescy uchwaliliśmy jednozgodnie obowiązki Bractwa Matki Boskiej
Różańcowej w Kuleszach bez przerwy wypełniać, a dla większego porządku
w Nabożeństwie kościelnem, oraz aby ofarne fundusze tego Bractwa na właściwy cel użyte były, niemniej iżby takowe fundusze zabezpieczyć – wybraliśmy
pomiędzy siebie następujących członków: ob. Księga Bractwa parafi Kulesze.
ś. p. X. Wawrzyniec Warecki zapisał się prezydującym w tem Bractwie.
Kwoli tym życzeniom parafan, ze wszechmiar słusznym, będąc w Rzymie dnia 25 września 1876 r. uzyskałem osobiście od Jenerała Dominikanów
przy bazylice Najśw. Panny sopra Minerva [dawniej świątynia Minerwy] patent
na erygowanie Bractwa Różańcowego w kuleskim kościele za pozwoleniem
choćby „oratemus” [ustne] Loci Ordinarii [ordynariusza]. Jakoż uzyskawszy
za pośrednictwem X. kan. Dworakowskiego komens biskupi w r. 1877 dnia 7
października wedle formuły ceremoniału także mi w Rzymie danej Bractwo
Różańcowe przy ołtarzu Matki Boskiej erygowałem.
Oto kopia owego patentu:

222
223

224
225

226
Patent takowy w oryginale był d. (brak daty) przedstawiony biskupowi
sejneńskiemu i jego zezwolenie ustne pozyskane i na piśmie bowiem jak przewidywałem i Jenerałowi ustnie przedstawiłem z obawy rządu trudno się tego
zezwolenia dopraszać.
Odpusty różańcowe długim szeregiem są wymienione w Eleuchu t. j.
osobnej drukowanej tablicy za szkłem, w przedsionku kościelnym zawieszonej, jakową mi z powyższym patentem i formularzem do erygowania Bractwa
razem udzielono. Pomiędzy odpustami jest święto Matki Boskiej Różańcowej,
które od daty erekcyi z wystawieniem Najświętszego Sakramentu tu obchodzimy. Przy konsekracyi kościoła, jeżeli mi Bóg dozwoli, starać się będę o to,
ażeby ołtarz Matki Boskiej był także jako ściśle stały pokonsekrowany: bo to
do odpustów brackich potrzebne.
Pozwolenie biskupie na wystawienie Najświętszego Sakramentu w dwa
powyższe odpusty i ten różańcowy, co trzy lata się prolonguje.
4. Odpust wielkiego Ołtarza pro Defunctis ad septenium pod d. 17
lutego 1880 r. przez biskupa podpisany nim się ołtarz pokonsekruje i przywilej
wieczysty nie uzyska.
Porządek Nabożeństwa od wieków był w tutejszym kościele prawie jednaki. Pokąd nie było organów, proboszcz utrzymywał tak zwanych Scholares
(ob. wyżej p.48, 106 i 107), którzy mu przy Nabożeństwie śpiewem pomagali,
potem przy pozytywie już tylko kantora. W renowacyi Erekcyi 1722 r. biskup
Rupniewski obyczajem dyecezyi brzeskiej wkłada na proboszcza: … (Tekst
łaciński nieczytelny.) Et imposuimus ut scilicet Diebus Sabathi et in Vigiliis
Festorum … [I obarczamy proboszcza, co jest rzeczą zrozumiałą, w soboty
i w dni świąteczne …]
W wizycie r. 1793 taki: Porządek Nabożeństwa:
1. W sobotę lub wigilię świąt uroczystych Nieszpory.
2. W niedziele lub święta uroczyste zaczyna się o godzinie siódmej Jutrznia.
3. Po skończonej Jutrzni Godzinki o Niepokalanem Poczęciu Najśw. Pannie Maryi.
4. Po skończonych Godzinkach Różaniec, w środku którego msza św. czytana.
5. Po skończonej mszy ś. Modlitwy Poranne z Aktami Wiary, Nadziei
i Miłości.
6. W niedziele i święta uroczyste kazanie – stosowne do ewangelii.
227
7. Aspercya – po Aspercyi Processya.
8. Po Processyi Supplikacye coram (słowo nieczytelne) [w obecności] z zalecenia Loci Ordinarii.
9. Po Supplikacyach msza ś. śpiewana parafalna, po której zakończeniu Anioł
Pański: które to wszystkie Nabożeństwa kończy się o godzinie dwunastej.
10. W niedziele i święta uroczyste o godzinie czwartej Nieszpory.
W wizycie z r. 1798 prawie tak samo:
„W każdą sobotę i Wigilię Świąt Uroczystych, w każdą też niedzielę
i święto uroczyste Jutrznia o godzinie 8. śpiewana bywa, po tej o godzinie 9.
Godzinki o Najświętszej Pannie. Potym Różaniec, w środku którego (jeżeli
drugi Xiądz jest) bywa msza ś. czytana. Po skończonym Różańcu o jedynastej nauka, czyli katechizm po nim Aspercya”. Ten tu jeno szczegół osobliwy:
„W każdą pierwszą niedzielę miesiąca i czasu święta uroczystego nie nauka,
ale kazanie bywa. Potym Summa śpiewana po jedynastej, a po Summie śpiewa
się Anioł Pański”. Do tego szczegółu od czasu nastania (1873 r.) zawróciliśmy
i do dziś to zachowujemy, że przez wszystkie niedziele miewamy Naukę przed
summą po aspercyi i processyi, sami – zaś w święta uroczyste ich Mość księża
wikaryuszowie po ewangelii summy przed Credo kazania.
W r. 1802. Respond.
(W niniejszej edycji pominięto łaciński tekst oryginału.)
W r. 1804 troszkę znów inaczej:
„W każdą sobotę lub Wigilią (kiedy nie przeszkodzi księdzu, jaka nagła
potrzeba oddalenia się od kościoła) śpiewane bywają Nieszpory. W każdą Niedzielę i Święto, jeśli się księża nie rozjadą do chorych, odprawia się Jutrznia
o ósmej godzinie, o godzinie 9. Godzinki do Niepokalanie Poczętej N. M.
Panny, dalej śpiewa się Różaniec, podczas którego, jeśli jest drugi ksiądz, bywa
Msza ś. czytana. Po skończonym Różańcu Aspercya Processya w Niedziele
potym Nauka lub Katechyzm albo Kazanie na Mszy ś. W święta zaś uroczyste
tym samym porządkiem odbywa się Nabożeństwo prócz tego, że zawsze kazanie w Summie – po której skończeniu śpiewa się Anioł Pański. Po południu
o 4 Nieszpory albo gdy xiędza nie ma Litania”.

228
Z opisania z r. 1808 pokazuje się, że w 4-ty dzwon mały, co sygnują, jak
Xiądz cum Sanctifcum [z olejami świętymi] do chorych wyjeżdża”.
W 1822.
„Lampa przed Najśw. Sakramentem tylko wtenczas bywa zapalana, kiedy
potrzeba jest, aby prędzej ogień do świec na ołtarzu zapalić mających, mógł być
dostarczonem”. Dalej to:
„W dni święte per tuomun [text nieczytelny] z wikaryuszem kazania miewa w niedziele zaś sam Proboszcz nauki, przez trzy pryncypalne pytania założone o różnych materyach dotyczących się oświecenia ludu, przez siebie będąc
wikaryuszem i zostawszy proboszczem za pomocą Teologii, Pisma Ś. i innych
Autorów, wypracowane opowiada zwyczajem na Missyach niegdyś używanem.
Zawsze się stara w administrowaniu Sakramentów wraz z wikaryuszem bydź
czułem (sic) Msze śś. śpiewane co niedziela i święto za parafan odprawiane
bywają o godzinie 11 przed południem pospolicie zaczynane, przed któremi
o godzinie 8-ej z rana Jutrznia, potem Różaniec, śpiewane bywają, po Różańcu
ukończonem Kazanie lub Nauka, po tech Aspercya i Processya”.
W r. 1838 wizytujący Kulesze biskup Starzyński zostawił aż podwójny
Porządek Nabożeństw: jeden w dekrecie Reformacyjnym za Nr 670 po łacinie,
drugi osobno za Nr 668 po polsku. Że się nieco między soba różnią, więc jeden
i drugi per externum [dla porządku] przytaczamy22:
Po polsku zaś tak:
„Porządek nabożeństw w dni święte i Niedzielne w Kościele Parafalnym Kuleskim, w czasie wizyty Jeneralnej dnia 1. miesiąca Lipca 1838 Roku
ustanowiony.
1. W Wigilię Święta albo Niedzieli Nieszpory będą grane, po których, gdyby
ludu więcej zgromadziło się, Modlitwy wieczorne odmawiane bydź mają.
2. W Niedzielę lub Święto zrana o godzinie 7-ej Jutrznia, po której Msza
ś. czytana będzie. Po mszy kapłan odmówi z ludem Modlitwy poranne,
krótkie czyniąc uwagi nad ich pożytkiem.
3. O godzinie 8-ej Różaniec i inne pieśni nabożne lud śpiewać będzie, na
odmiany mężczyzn z niewiastami – w czasie tym kapłani spowiedzi słuchać
mają.
22 Pomija się zapis łaciński, ponieważ Autor przytoczył jego wersję w języku polskim.
229
4. O godzinie po dziewiątej zacznie się Katechizm przez całą godzinę trwać
mający, to jest ucząc dzieci przez pół godziny, a przez drugie pół godziny
ich pytając. Potem Pacierz, Pozdrowienie Anielskie, Skład Apostolski, dziesięcioro Bożego i pięć Kościelnego Przykazań, siedm Sakramentów, Akty
Wiary, Nadziei, Miłości i Żalu za grzechy głośno odmawiane będą.
5. W pół do jedenastej Asparsya, Processya, Msza wielka śpiewana, na której
kazanie lub Nauka z Ewangelii dla starszych mianą będzie. W czasie podniesienia Najświętszego Sakramentu organista z wszystkim ludem „Święty
Boże” śpiewać będzie. Po summie zakończy Nabożeństwo Anioł Pański.
6. O godzinie trzeciej lub czwartej stosownie do pory roku Nieszpory, po
których Modlitwy wieczorne z uwagami nad ich pożytkiem odprawia się
i w końcu Anioł Pański odśpiewany będzie”.
/podpisano/ Paweł Biskup
Biskup Wierzbowski wierny naśladowca praktyk Straszyńskiego podczas
swojej wizyty Jeneralnej 1874 zostawił w tutejszym kościele także Porządek
Nabożeństw w dekrecie Reformacyjnym po łacinie, i osobno drukowany po
polsku, trochę poprawniej niż Straszyńskiego zredagowane.

230
231
Mało co odmiennie brzmi Porządek Nabożeństw drukowany za ostatecznie
obowiązujący więc go też w całej rozciągłości wnet przytaczamy:
(W niniejszej edycji pominięto ów łaciński tekst oryginału.)

232
Każdy z tych Porządków, jak widzimy w głównych punktach jednaki,
w szczegółach atoli nieco różny, a praktyka miejscowa jeszcze nieco wedle okoliczności różna. Inna rzecz, gdy dwóch albo i więcej księży, a inna, gdy jeden,
inna, gdy czas pogodny, sprzyjający i zgromadzenie się ludu większe, a inna, gdy
w kościele ledwie ksiądz i organista.
Mimo to od nastania mojego przestrzegam (lubo księża wikaryusze to
sobie przykrzą), ażeby Nieszpory w przeddzień i sam dzień świątkowany były
śpiewane. Z jutrznią także pilnuję się i pospieszam, ażeby było dość czasu na
Różaniec. Tak zwanych śpiewanek w niedziele i święta nie dopuszczam, bo
przez to się Porządek Nabożeństw psuje. Po Roratach w niedziele i święto
Niepokalanego Poczęcia N. M. P., w Adwencie, czytamy Modlitwy Poranne
z osobnej, tu z dawien dawna używanej książeczki X. Białobrzeskiego p.t. (brak
zapisu tytułu) podobnież wieczorne po Nieszporach, ilekroć te z wystawieniem. Msze ranne niedzielami przed ołtarzem Matki Boskiej przez proboszcza
miewane i za parafan applikowane; supprony także przez samego proboszcza
czytane, ale po przedzwonieniu w dzwon duży, i przy dźwięku organu. Słuchamy spowiedzi – w niedziele przed jedenastą Asparsya, Processya. Sam czytam
z ambony przypadającą Ewangelię – mam z niej wykład homiletyczny – potem
z kolei ustęp przypadający historyi biblijnej (przez lat 10 podług Gaunia (słowo
nieczytelne) Zasady i Całość Wiary etc., od lat dwóch wedle Kozłowskiego
„Historya Święta” etc.) także z wykładem – potem różne bieżącej chwili przestrogi i objaśnienia, dla dobra dusznego i doczesnego tutejszych parafan. Zapowiedzi i Wypominki: przy których na końcu zawsze dodajemy: „Za fundatorów,
kolatorów i dobrodziejów miejsca tego 3 Zdrowaś i 3 Wieczne Odpocznienie”.
Zatem z śpiewaną summą na swoją intencyę wychodzi ksiądz wikary. Podczas
summy Suplikacye – po summie na koniec śpiewają Anioł Pański. O stosownej,
jak można godzinie, znowu Nieszpory i Anioł Pański. Na wiosnę i ku jesieni,
pomiędzy summą a nieszporami, katechizowanie dzieci.
W dni święte taka różnica, że mszę podczas Różańca ma X. wikary na swoją intencyą – o 10-ej dzwonią w dzwon duży, i sam proboszcz czyta z ambony
z owej to książeczki Modlitwy Poranne, Pacierze, Katechizm i Akty Strzeliste
– podczas dwóch odpustów Przemienienia Pańskiego i Ś. Bartłomieja, zamiast
tego stosowana missyjna Nauka. Sumę za parafan śpiewa sam proboszcz (od
czasu jak tu obcym księżom na odpusty przyjeżdżać nie wolno); podczas sumy
przed Credo ma x. wikary kazanie.
233
Ten uczył, że kazanie przed Credo wart historycznej notyski Biskup
Łubieński w r. 1863, wjechawszy pierwszy raz do swojej dyecezyi, miał mszę
w łomżyńskiej farze i kazanie przed Credo: zdziwionym księżom kazał zajrzeć
do mszału i przekonać się, że właśnie tak być powinno. Przez 10 lat w dyecezyi
(przynajmniej w katedrze) tego przestrzegano: a więc po 10 latach praktyka
zgodna z rubryką mszału stała się ścisłym prawem: tem bardziej, że i arcybiskup
Leduchowski (de jure – według prawa nasz Prymas) wprowadził ten przepis
(nie grymas). Ob. Synody t. III p. 267. Biskup Wierzbowski i jego przyboczni adulatorowie23 a zaś nieboszczykowscy adwersarze gwałtem to zmienili, ja
jeden pono, acz bez odzywania się z tem, praktykę wprowadzoną przez biskupa
Łubieńskiego w Kuleszach utrzymuję.
W wielkim Poście w soboty Nieszpory przed objadem, po południu śpiewana przy organie Kompleta. Po summie brastewni z ludem zaczynają Gorzkie
Żale, po nich Nieszpory – po nieszporach ksiądz bierze Relikwiarz z Drzewem
Krzyża Ś., klęka przed ołtarzem i intonuje: Krzyżu święty, lud śpiewa a ksiądz
przez kościół klęczącym daje relikwią ś. do pocałowania – w końcu nią błogosławi i Anioł Pański.
W dzień Popielcowy (tylko), niedzielę Palmową, wielki czwartek, piątek
wszystkie ceremonie uroczyście, przy napływie ludu się odprawują.
W dzień Bożego Ciała obchody po cmentarzu – kazania w sumę i na
nieszporach.
Odpusty Pańskiego Przemienienia i Ś. Bartłomieja, jeżeli przypadają w dni
powszednie przenoszą się na niedziele po nich następne. Jeżeli jest trochę ludu,
tedy i pierwsze nieszpory z wystawieniem. Podobnież przed Różańcową. Po
Matce Boskiej Różańcowej w dniu zapowiedzianym odprawia się nabożeństwo
żałobne za nieboszczyków brastewnych, a kolekta dnia tego idzie księżom na
stypendium za msze.
Po dniu Zadusznym, byle pogoda, Processya ze stacyami odbywa się po
cmentarzu grzebalnym. Dzwonienie od rana aż do południa wedle żądania za
wynagrodzeniem na rzecz plebana po 20 groszy wprowadził tu w r. 1869 będąc
wikaryuszem X. Wojciech Świeszkowski (ob. wyżej p. 101).
23 ‘Pochlebcy’.

234
Do Kroniki parafalnej w Kuleszach (Rokitnicy)
ks. Stanisława Jamiołkowskiego. Uzupełnienie
Pisząc Historię Parafi Kobylińskiej, w „Herbarzu” Ignacego Wawrzyńca
Kapicy Milewskiego z r. 1870 znalazłem i dokumenty mówiące o erekcji parafi w Kuleszach, które w oryginale przepisuję i przesyłam JWielmożnemu Ks.
Proboszczowi.
Kulesze herbu Ślepowron.
„1421, in Actis terrestribus Łomzensibus. Paulus de Kulesze scribit se.
[w Aktach ziemskich Łomżyńskich, Paweł z Kulesz wpisał się / fguruje].
1423, ibidem24. Petrus Kulesza, Derslaus Kulesza et Venceslaus Kulesza
scribunt se [Piotr Kulesza, Dersław Kulesza i Wacław Kulesza fgurują].
1424, ibidem. Getardus Kulesza scribit se [Getard Kulesza fguruje].
1432, ibidem. Paulus Kulesza scribit se [Paweł Kulesza fguruje].
1441, ibidem. Jacobs Kulesza de Czarnowo haeredes scribit se [Jakub Kulesza dziedzic z Czarnowa fguruje].
1447, in Actis Zambroviensibus. Jacobs Kulesza de Rokitnica haeres transactionem confecit [w Aktach ziemskich Zambrowskich. Jakub Kulesza dziedzic
z Rokitnicy zawarł ugodę].
1452, ibidem. Petrus Kulesza scribit se [Piotr Kulesza fguruje].
1454 et 1455 ac 1461, in Actis terrestribus Visnensibus. Paulus Kulesza
scribit se [i w 1455 i w 1461, w Aktach ziemskich Wiskich. Paweł Kulesza
fguruje].
1477, ibidem. Mathias Kulesza scribit se [Mateusz Kulesza fguruje].
Fundacja i erekcja kościoła w Kuleszach.
1493, Nos haeredes cum suis parochianis, et quidem primi haeredes Mathias,
Gregorius, Andreas, Jacobus fratres germani ex una, et altera parte nos Albertus,
Dobroslaus, Nicolaus, Michael Kursztak fratres germani, jam vere Inter se fratres
24 Czytaj: tamże.
235
omnes patrueles, haeredes de Rokitnica in bonis suis divisi perpetualiter, cum suis
parochianis sibi adhaerentibus hoc est: Stanislae de Puszcza Gołasie et Mathia de
Dąb Gołasie haeredibus, Joanne et Andrea haeredibus de Ciarnowo Biki, Alberte
haerede de Grodzkie, Alberte, Nicolae, Mathia haeredibus de Kalinowo, Martine
et Alberte haeredibus de Mościska, Joanne et Stanislaus haeredibus de Uszyńskie,
omnes cum posteritatibus futuris zele venturae vitae aeternae terrae pro aeternis commutare cupientes, ecclesiam parochialem in villa praedicta Rokitnica in
honorem Dei omnipotentis, gloriosaeque Virginis Mariae, S. Bartholomaei, S.
Nicolai, S. Dorotheae, S. Catharinae, S. Pauli Apostoli et S. Laurentii Martyris,
S. Michaelis Archangeli et Omnium Sanctorum funda mus et erigimus nos vere
haeredes 2 mansos ex communitate fratrum nostrorum post sempiternam divisionem factam, unum mansum nos Manu conjucta fratres Albertus, Dobroslaus,
Nicolaus, Michael haerdes de Rokitnica liberos et emensuratos, Inter nos fratres
divisos, et alios 4 mansos, in quibus estpraefata ecclesia, perpetuo et aeviterno
dotamus et donamus, in eoque facta est fundatio et erectio.25
[1493
My dziedzice razem ze swoimi parafanami, irazem z pierwszymi dziedzicami – Panami Mateuszem, Grzegorzem, Andrzejem, spokrewnieni z bratem Jakubem z jednej strony, a z drugiej strony, my Albert, Dobrosław, Mikołaj spokrewnieni z bratem Michałem
Kursztak już zaś między sobą jako braćmi jesteśmy spokrewnieni, dziedzice z Rokitnicy
podzielili pomiędzy siebie dobra, razem ze swoimi parafanami: dziedzic Stanisław
z Puszczy Gołasie i Mateusz z Dąb Gołasie, Jan i Andrzej dziedzice z Ciarnowo
Biki, Albert spadkobierca z Grodzkie, Albert, Mikołaj, Mateusz spadkobiercy – dziedzice z Kalinowa, Marcin i Albert właściciele majątku Mościska, Jan, Jan i Stanisław
spadkobiercy – dziedzice Uszyńskie, pragnący w przyszłości zamienić życie powstałe na
ziemi w nadchodzące życie wieczne i dlatego na chwałę Boga Wszechmogącego i chwałę
Maryi Panny, św. Bartłomieja, św. Mikołaja, św. Doroty, św. Katarzyny, św. Piotra
Apostoła i św. Wawrzyńca Męczennika, św. Michała Archanioła i Wszystkich Świętych
wznosimy i wyposażamy kościół parafalny we wsi nazywanej Rokitnica, my zaś dziedzice przekazujemy dwie włóki wyłączone ze wspólnoty naszych braci na wieczność,
jedną ręką – jednomyślnie zjednoczeni dziedzice z Rokitnicy Albert, Dobrosław, Mikołaj,
Michał i inne cztery włóki, które były podzielone pomiędzy nas braci przekazujemy iofarowujemy na budowę wyżej wspomnianego kościoła na wieczność, i tu został uczyniony
(podpisany akt) założenia i erygowania kościoła w Rokitnicy.]
25 Herbarz Kapicy, s. 195-196.

236
1521, in Actis terrestribus Zambroviensibus. Mathias Filius Nicolai de
Kulesze ex Ducatu Lithvaniae scribit se [w Aktach ziemskich Zambrowskich.
Mateusz, syn Mikołaja z Kuleszy, z prowincji Litewskiej fguruje].
1531, in Actis terrestribus Branscensibus. Tomas, Niemiera, Martinus et
Albertus fratres germani, olim vere Mathiae de Kulesze Czarnowo flii
transactionem confecerunt [w Aktach ziemskich Brańskich. Tomasz, Niemiera, Marcin i Albert, bracia spokrewnieni, synowie zmarłego (św. pamięci)
Mateusza z Kuleszy Czarnowo zawarli ugodę].
1540, in Actis Zambroviensibus. Niemierza Filius Mathiae Kulesze scribit
[w Aktach Zambrowskich, Niemierza, syn Mateusza fguruje].
1545, in Actis terrestribus Surasensibus. Laurentius Filius olim Petri de
Kulesze scribit se [w Aktach ziemskich Suraskich, Wawrzyniec syn zmarłego
Piotra z Kulesz fguruje.
1553, in Actis terrestribus Zambroviensibus. Albertus flius olim Mathias
Kulesza de Magno Ducatu Lithvaniae scribit se [w Aktach ziemskich Zambrowskich, Albert, syn zmarłego Mateusza Kulesza z Wielkiego Księstwa
Litewskiego fguruje].
1557, in Actis terrestribus Surasensibus. Michael et Petrus flii olim Joannis
Kulesze Rokitnica scribit se [w Aktach ziemskich Suraskich, Michał i Piotr
synowie św. Pamięci Jana Kulesze Rokitnica fgurują].
1568, in Actis castrensibus Branscensibus. Joannes Kulesza judex castrensis
Branscensis, Terrae Bielscensis scribit se [w Księgach grodzkich Brańskich Jan
Kulesza sędzia grodzki Brański, w aktach ziemskich Bielskich fguruje].
1570, 1596 et 1617, in Actis terrestribus Surasensibus. Joannes Kulesza
camerarius terrestris Bielscensis, olim Stanislai Kulesza flius scribit se. Albertus olim Alberti Kulesza Filius, de Kulesze haeres, super munus camerariatus terrestris Bielscensis explevit juramentum. Felix Kulesza super munus
camerariatus terrestris Bielscensis explevit juramentum. Joannes Kulesza
tribunus Terrae Bielscensis scribit se [w Aktach ziemskich Suraskich. Jan
Kulesza zarządca ziemski Bielski, syn zmarłego Stanisława Kulesza fguruje.
Albert, syn zmarłego Alberta Kulesza, dziedzic – spadkobierca z Kuleszy, za
poręką urzędu ziemskiego wypełnił przysięgę. Feliks Kulesza za poręką zarządcy ziemskiego Bielskiego wypełnił przysięgę. Jan Kulesza – przełożony Ziemi
Bielskiej fguruje].
1622 et 1626, ibidem. Albertus Kulesza notarius castrensis Branscensis
scribit se. Joannes Kulesza vexillifer Terrae Bielscensis scribit se. Albertus
237
Kulesza idem ex 1622, vicecapitaneus castrensis Branscensis scribit se [Albert Kulesza, pisarz grodzki Brański opisał siebie. Jan Kulesza chorąży ziemi
Bielskiej opisał siebie. Albert Kulesza to samo w roku 1622, podstarości majątku
Brańsk fguruje].
1637, in Actis castrensibus Branscensibus. Albertus Kulesza tribunus Terre
Bielscensis scribit se. [w Aktach grodzkich Brańskich Albert Kulesza, przełożony Ziemi Bielskiej fguruje].
1639, in Actis terrestribus Tykocinensibus. Stanislaus Kulesza camerarius
terrestris Bielscensis scribit se26 [w aktach ziemskich Tykocińskich Stanisław
Kulesza zarządca ziemski Bielskiej fguruje].
1493, Joannes et Andreas haeredes de Ciarnowo Biki ecclesiam parochialem in bonis Rokitnica, cum aliis personis fundaverunt et erexerunt27 [Jan
i Andrzej dziedzice (spadkobiercy) Ciarnowo Biki z innymi osobami założyli
i erygowali Kościół parafalny w dobrach Rokitnica”.]
W „Herbarzu” Kapicy są dokumenta i innych wiosek parafi Kulesze.
Zalesie Dolne, listopad 1954 r.
Ks. Mgr Antoni Czajkowski
(podpis własnoręczny)
26 Herbarz Kapicy, s. 198. 27 Tamże, s. 62.

238
Summary
Te book we present to our readers is absolutely unique. Te frst argument
for its uniqueness is a long period of time – around 140 years – between the
time it was written and the publication. Te second is the book’s character – it’s
a peculiar monograph of an unusual St. Bartholomew Parish founded 525 years
ago in Kulesze Kościelne but still somewhat representative of MazowieckoPodlaski region in many ways. It had been written using historical sources, most
of which don’t exist anymore. Te third argument is the author of Te Little
Chronicle himself. Stanisław Ludwik Jamiołkowski is a representative of a noble
family, a priest, an authority to the local society, the memory of whom is passed
down from generation to generation. Moreover, he is a well-educated man, able
to take a methodical approach to a scientifc study which the chronicle, in may
ways, is. Te fourth argument is that the chronicle is a historical source, partly
used many times in diferent scientifc papers.
Te author of Te Little Chronicle is a remarkable man who created
something that cannot be overvalued, leaving behind the material that could be
used to make more than one monograph but most importantly, he passed down
the information about shared traditions, description of social and neighbourly
relations and characteristics of petty nobility’s representatives.
Te history of the parish church in Kulesze (Rokitnica) is the headline of the
introduction to Reverend Jamiołkowski’s study, because Te Little Chronicle – as
a historical document – begins with the list of sources he used. Rev. Jamiołkowski
titled the material “the sources on which Te Little Chronicle is based on” and
sorted them into nine groups, describing what role they played in his work
and how well they were preserved. Among them we can fnd valuable original
documents and the copies of the missing original works, for example Foundation
of the Kulesze parish, Compendium Of Documents; Canonical Visitation Books, Te
Case Files Of Te Village Initially Called Rokitnica, Ten Kursztaki; Te Decrees Of
Bishop Rupniewski. Te chronicler says: Te material is invaluable to our chronicle
as it contains many details concerning the villages, which wouldn’t be available to
us if the original work had been lost. Moreover, the rector uses printed sources
from his time. Among them we can fnd Te History Of Te Polish Nation by
Adam Naruszewicz (1836) and Armorial by Ignacy Kapica Milewski (1870).
Te author refers to them many times and they are the foundation of the
account of the history of the church and parish.
239
Te main content of the chronicle is titled Te Little Chronicle Of Kulesze
Rector and it is the result of the work he briefy described: during 10 years of my
management of the parish I tried to learn as much as I could about its topography,
the neighbourhood, and most of all, the church itself from all available sources. Firstly,
the chronicler describes the prehistoric times, explains the etymology of the
name Rokitnica and writes about the history of the territory based on the
sources (for example Orgelbrand’s Encyclopaedia). He characterizes the times
of the settlement in Podlasie, the settlers and their representatives. Ten, he
writes about the history of the so called Church I, a Latin church that had been
built before 1472 in Kulesze-Rokitnica, Church II, dedicated in 1737 and built
in Rev. Wojciech Wnorowski’s times and Church III, built during Rev. Marcin
Wnorowski’s residency, still in good condition when Rev. Jamiołkowski was the
rector of the parish. Under the headline Rectors of Kulesze Parish the chronicler
wrote 14 biographical notes about his predecessors, recording their contributions
to the parish and the church. He doesn’t avoid less favourable remarks, wanting
to convey the truth. He writes about himself in the 15th biography note. Tat
part of the chronicle is dated 5th August 1884. He leaves blank pages for his
successor to complete his biography and add more information about the future
priests. His wish had been fulflled as Rev. Złotkowski wrote down notes for 8
more rectors of Kulesze.
Te next part, Rector’s Helpers Of Kulesze Parish, is the introduction of
more than 70 vicars, described vaguely or just mentioned by name. We can
also fnd the data about the acolyte and 12 organists, mentioned in sources. Ten
the chronicler shares information about the school existing on the presbytery
grounds since 1670, a hospital – shelter from 1717, a churchyard, iron crosses,
a belfry, a mortuary and presbytery buildings like braxatorium, an inn, a smithy,
threshing foors, sheds, shops, an ice house, a well, a pond, an arbour, a mill, all
belonging to the rector of Kulesze parish.
Rev. Jamiołkowski describes the church and economic inventories very
thoroughly and retrospectively, using the documents available to him. He
characterizes the territory and then he writes: So far we have talked about the
territory of the presbytery, let’s see the whole parish, its villages. Tat’s how he
marks the beginning of the second part of the chronicle, Te Kulesze parish.
He includes the detailed description of the villages belonging to the parish,
the etymology of their names, their history, sometimes mentioning the names
of the founders and the inhabitants. Tis part of the chronicle is especially

240
valuable. Because of its monographic character the chronicle can be the basis
for detailed studies but above all else it can be the source of knowledge about
the place for contemporaries, allowing them to learn about their heritage.
Te Descripction Of Te Current State Of Te Parish Church And Presbytery In
Kulesze should be considered a separate part. Te chronicler makes an inventory
of sorts, which he gives the account of. Te result is the detailed description
of the church in Kulesze in the second part of the 19th century, including the
history of some objects. Te chronicle ends with the list of traditions and church
services.
241
Słowniczek niektórych wyrazów, wyrażeń
i zwrotów łacińskich
Vocabularia
genus, generis(n) – rodzaj, gatunek
dictum, i – powiedzenie, słowo
encomium, i – mowa pochwalna
haeres, haeredis (heres,heredis) – dziedzic, spadkobierca
immediatus 3 – bezpośredni, a, e
praesentia, ae – obecność, teraźniejszość
canonista, ae – znawca prawa kościelnego
praepositus, i – przełożony, proboszcz
ius, iuris (n) – prawo
subditus 3 – poddany, a, e
syngrapha, ae – rękopis, pismo
torrens, torrentis – potok, strumień
fuvius, i – potok, strumień
vexillifer 3 – niosący sztandar, chorągiew
vitricus, i – ten, kto zarządza fnansami Kościoła
xenodochium, i – szpital
antiquus 3 – dawny, czcigodny
incola, ae – mieszkaniec
bonifcatio, bonifcationis – wynagrodzenie za stratę, odszkodowanie
braxatorium, i – browar
camerarius, i – podkomorzy
dapifer 3 –stolnik, podstoli
decima, ae – dziesięcina, dziesiąta część jako danina
enumero 1 – obliczać
capella, ae – mały kościół, kaplica (w odróżnieniu od kościoła parafalnego)
natura, ae – natura
possessio, ionis – posiadanie, własność
labor 3 lapsus sum – zapadać się, pośliznąć
liquor, liquoris – płyn, woda – w tekście znaczenie: okowita
mansus, i – włóka
notarius castrensis – pisarz grodowy
olim – niegdyś, zmarły
perpetualiter – stale, wiecznie
reddo 3 reddere reddidi redditum – oddawać
vulgo – powszechnie, otwarcie
frater, is – brat
parochus, i – proboszcz
parochianus 3 (paroecianus 3) – należący do parafi, parafalny

242
parochianus, i (paroecianus, i) – parafanin, przynależny do parafi
erigo 3 erexi erectum – wznieść, wybudować
fundo 1 – zakładać, uposażyć
ecclesia, ae – kościół
flia, ae – córka
flius, i – syn
bonum, i – dobro, zaleta / pl. bona, orum – dobra, majątek
bonus 3 – dobry, a, e
sigillum, i – pieczęć, odbitka
persona, ae – osoba
pergamena, ae – pergamin
collator, oris – kolator
exstruo 3 struxi, structum – budować, wznosić
ager, i – pole
schola, ae – szkoła
villa, ae – wieś, zabudowanie gospodarskie za miastem, folwark, posiadłość ziemska, dwór
wiejski
pratum, i – łąka
palus, paludis – bagno, moczary, mokradło
pecco 1 – grzeszyć
indultum, i – odpust, pozwolenie
annus, i – rok
patria, ae – ojczyzna
rector, oris – rektor
molendinum, i – młyn
alneatum, i – gaj olchowy
iaceo 2 iacui, iacitum – leżeć, trwać, pozostawać
divido 3 divisi divisum – dzielić
sempiternum, i – wieczność
sempiternus 3 – ustawiczny, niezmienny, wieczny
via, ae – droga, w kierunku
lapis, lapidis – kamień
versus – w kierunku, naprzeciw
Dicta
tabernam liberam – wolny wyszynk
cuius generis – tego rodzaju
fac mihi honorem – uczyń mi zaszczyt
Laudetur Iesus Christus – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
In saecula saeculorum – na wieki wieków
pro Fide – w obronie wiary
pro Patria – w obronie ojczyzny
alias – kiedy indziej
bene natus – dobrze urodzony
243
Iura stolae – dochody parafalne
in actis terrestribus – w aktach ziemskich
bis – dwa razy, dwukrotnie, na dwa sposoby
status quo – obecny stan rzeczy
miscellanea, orum – zbiór utworów, artykułów, rozpraw rozmaitej treści
decimam manipularem – dziesięcina snopowa
ad rem – do sprawy, do rzeczy, do głównego tematu powrócić
cui bono? – dla czyjego dobra?
Sigla
R.I.P. – Requiescat In Pace – Niech odpoczywa w pokoju
Sum. – Summarius, i – lista
f. – folium, i – karta
Rmus – Reverendissimus – Najdostojniejszy (jako tytuł odnoszący się do prałatów, opatów, biskupów, etc.)
ibid. – ibidem – tamże, tam właśnie
A.D. – Anno Domini – w Roku Pańskim
L. – Liber, i – księga
p. – pagina – strona
d. – dies, ei – dzień
vol. – volumen, inis – pismo, tom, księga
a. – anno – w roku

244
Indeks miejscowości
A
Augustów, 52, 177
B
Bachorze, 146, 163, 164
Bacze Mokre, 187
Bąki, 175
Bąkowizna, 117
Białystok, 113, 144
Bielsk, 10, 12, 51, 113, 114
Bohdanowięta, 162, 187
Brańsk, 10, 12, 18, 20, 22, 54, 88, 91, 96, 106,
107, 108, 110, 111, 112, 121, 122, 124, 132,
134, 144, 149, 150, 170, 178, 189, 192, 237
Bruszewo, 40, 103, 148
Brześć, 12, 188, 190
Buczyno Mikosze, 10, 178
C
Chojany/Chojane, 9, 14, 38, 137, 138, 175, 187
Chrypaczewizna, 53, 148,
Ciechanów, 110, 164
Czarnowo/Czarnowo d. Biki, 9, 10, 13, 14, 22, 72,
75, 85, 93, 94, 100, 113, 133, 157, 158, 163,
164, 165, 173, 187, 189, 207, 234, 235, 236
Czarnowo Uńdy, 164
Czerwone, 53
D
Dąb, 9, 10, 85, 138, 139, 166, 182, 184, 189,
203, 235,
Dobkowięta, 22
Dołkoszewizna, 89, 90, 91, 124
Dziadkowice, 191
G
Gołasie (Gołasze) Górki, 9, 53, 126, 127, 148,
179, 180
Gołasze Puszcza, 9, 54, 85, 111, 179, 182, 202,
208, 235
Gołasze Wróble, 10, 128, 179
Goniądz, 106, 110
Gorczany, 27, 140, 176
Górki, 10, 54, 72, 127, 128, 130, 138, 139, 140,
176, 181, 182
Grąbka, 89, 90
Grodno, 188
Grodziska Stare, 84
Grodzkie Nowe, 14, 19, 84, 138, 140, 167, 172,
173, 176
Grodzkie Stare, 9, 55, 84, 130, 131, 140, 167,
172, 173
J
Jabłonka, 31, 38, 47, 50, 90, 106, 132, 183, 185
Jabłoń, 37, 38, 47, 48, 52, 90, 135, 177, 194
Janów, 26, 27, 28, 30, 33, 42, 50, 107, 130, 161,
169, 170, 171
Jedwabne, 52
K
Kalinowo, 9, 85, 176, 187, 235
Kalinowo Czosnowo, 177, 178, 179
Kalinowo Kurawiec, 178, 187
Kalinowo Nowe, 177, 178
Kalinowo Solki, 140, 177, 178
Kalinowo Stare, 25, 176, 177
Kobylin, 14, 18, 32, 33, 34, 35, 38, 41, 48, 55, 92,
135, 136, 137, 140, 143, 166, 171, 176, 185, 191
Kolno, 53
Kołaki, 48, 52, 184, 195
Kruszyna, 117
Kuczyn Gródek, 53, 148, 180
Kulesze (cały tekst)
Kurowo, 178
Kursztaki, 6, 27, 97, 98, 100, 101, 103, 111, 112,
117, 119, 120, 126, 138, 145, 147, 156, 159,
163, 173, 187
Kursztakowizna, 95, 145
L
Leśniewszczyzna, 54, 127, 180
Litwianie Nowawieś, 88, 89, 90
Litwianie Starawieś, 84, 89, 90, 124, 162
Litewka, 13, 29, 38, 82, 86, 89, 90, 91, 92, 95, 102,
120, 122, 124, 125, 133, 156, 162,165, 173
Litwa, 9, 13, 82, 89, 90, 91, 94, 124, 138, 154,
156, 161, 162, 165, 172, 173, 189, 210
Lublin, 11, 161, 166
Ł
Łapy, 180
Łomża, 46, 48, 49, 146, 165, 182, 188, 233
Łosiak, 13, 125
Łuck, 1, 29, 132, 190, 191
245
M
Maćkowięta, 162
Maków, 54, 149, 150
Mariampol, 79, 202
Matele, 53
Mościcka, 138, 235
Mościckie, 9, 10, 139, 182, 184
N
Nieśwież, 164
Niziołki/Miziołki: 22, 36, 75, 93, 121, 122, 123,
124, 126, 156, 166
Niziołki Dobki, 121, 125, 165, 166, 173
Niziołki Stare, 79, 165, 166, 173, 208
Niziołki Wykińskie, 165
Nowogród, 52
Nurzec, 53, 106, 149
O
Olszewo, 9, 166
Ołyka, 164
Orla, 54, 149
Ostrów, 21, 54
Otole, 34, 83, 115
P
Pawłowięta, 14, 135, 137, 176
Pażochy, 9, 14, 30, 33, 38, 49, 54, 129, 135, 136,
138, 139, 140, 141, 149, 150, 151, 152, 153,
167, 182, 185, 186, 187
Piątnica, 52
Piecki, 13, 25, 27, 176
Pieprz, 90, 92, 93, 125, 127, 145
Płonka, 18, 143, 180, 181, 191, 194, 200,
Podawce, 13, 82, 86, 87, 88, 90, 93, 94, 120, 156,
162, 165, 166, 173
Podlipne, 9, 13, 27, 82, 86, 87, 88, 89, 90, 94, 95,
119, 120, 121, 127, 133, 156, 162, 165, 173
Podlipne Wyłudy, 92
Pohojne, 52
Poświętne, 52
R
Rokitnica, 6, 9, 13, 14, 22, 82, 85, 86, 88, 89,
90, 94, 99, 111, 119, 122, 126, 141, 153,
154, 156, 157, 158, 159, 160, 161, 173, 187,
234, 235, 236
Rutki, 41
Rydzewo, 53
S
Sejny, 36, 42, 45, 200
Sierocięta, 14, 47, 58, 135, 138, 139, 176
Sokoły, 18, 29, 39, 40, 42, 45, 46, 50, 57, 90, 92,
130, 132, 177, 188, 191
Stankowięta / Stanki, 14, 135, 137, 138, 139, 176
Suraż, 22, 165, 181, 188
Szczebro, 53
Szczepankowo, 47, 176
Szczepanowięta, 83, 84, 130, 167, 173, 189, 204
Szczęsnowięta, 22, 163
Szepietowo, 38, 135, 163
Ś
Śniadowo, 49
Świątki Wykińskie, 165
T
Trojanki Dąbrówka, 177
Turośń, 16, 17, 166
Tybory Uszyńskie, 85, 127, 129, 185, 235
Tykocin, 2, 3, 12, 37, 39, 54, 56, 112, 129, 143,
149, 190, 191, 192, 197, 200, 201, 202
W
Warszawa, 47, 188, 203, 205, 210, 208, 211
Warta, 51
Wągrowice, 1, 91
Wągrowiec, 1, 3, 91
Więchy/Wiechy, 14, 33, 34, 38, 54, 83, 84, 129,
135, 136, 138, 140, 141, 149, 151, 152, 153,
167, 182, 185, 186, 187, 198
Wilno, 188
Wiśniówek, 83, 115
Wnory, 136, 167, 186
Wnory Stare, 53, 54, 148, 150, 167
Woćki, 111
Wykińskie, 124
Wykno, 9, 13, 22, 72, 82, 86, 90, 94, 96, 97, 100,
123, 156, 164, 166, 173, 177, 207
Wykno Nowe, 13, 21, 53, 79, 120, 148, 160, 163, 164
Wykno Stare, 13, 20, 109, 133, 158, 163, 172,
173, 177, 204
Wysokie Mazowieckie (Wysokie, Mazowieck),
13, 14, 38, 39, 48, 52, 54, 57, 132, 135, 137,
138, 140, 159, 179, 180, 188, 192
Z
Zalesie Wyszonki, 98, 160
Zambrów, 14, 28, 29, 39, 133, 148, 168, 176

246
A
Akielewicz ksiądz, 48
Aleksandrowicz ksiądz, 48
Andruszewicz Jan II Pudełko biskup łucki, 15,
185, 190, 217
Andruszkiewicz administrator diecezji, 40
Antonowicz ksiądz, 47
B
Bagieński Kalisty, 78
Baranowski biskup, 207
Barthus Jan ksiądz, 53
Bartoszewicz Julian, 184
Bedliński Stanisław ksiądz, 23, 190
Białkowski Ludwik organista, 55
Białobrzeski autor śpiewnika, 232
Bojanowski, 207
Boratyński Aleksander ksiądz, 42, 53
Borewiczowa sędzina, 200
Borkowski Andrzej ksiądz, 59
Bóbr Andrzej Ksawery, 187
Branicki Hetman, 149
Broszkowski Jerzy, 138, 139
Brzeziński Stanisław podkomorzy, 53, 149
Brzozowska: Anna, Zofa, Helena, 164
Brzozowski Krzysztof, 164
Buchowski Michał, 209
Bucińska Stefanowa secundo voto Sewerynowa
Domanowska, 147
Buciński Stefan Komornik Ziemi Bielskiej, 97
Bulwin Leon ksiądz, 53
Butkiewicz prałat, 37, 40, 179
Bystram Jan ksiądz, 3, 31, 63, 76, 192
C
Chalecki Bazyli ksiądz, 102
Chądzeński Jan starosta nurski, 164
Chodakiewicz Kazimierz dominikanin, 51
Choińska Eufemia, 148
Choiński Adam ksiądz, 140, 176
Choiński Antoni, 176
Choiński Jakub, 27, 28, 148
Choiński Kawałczyk Wojciech, 147
Choiński Kazimierz ksiądz, 137, 176, 197
Choromański biskup, 37, 39, 200
Czarnocki Jan Dominik ksiądz, 192
Czarnowski Łukasz, 13, 22, 113
Czyżewski Ignacy biskup augustowski, 137,
193
D
Darski Honoriusz karmelita, 51
Dąbkowski Wiktor ksiądz, 53
Dąbrowski Adam ksiądz, 33, 50, 176
Dąbrowski Franciszek geometra, 83, 84, 115,
120, 121, 127, 128
Dąbrowski Jan ksiądz, 39, 195
Dąbrowski Michał ksiądz, 208
Dąbrowski Piotr, 53, 148
Dąbrowski Szymon ksiądz, 39
Dereszkiewicz ksiądz, 194
Dębieński Justus ksiądz, 52
Dębski Feliks adwokat, 117
Dmochowski Franciszek, 83
Dmochowski Jan, 59, 152
Dmochowski Leopold organista, 56
Dobecki Franciszek organista, 56
Drof Antoni sędzia, 113
Dubrawski Paweł Konstantyn biskup, 28, 169
Dudarzewski Maciej ksiądz, 51
Dworakowski ksiądz, 132, 221, 218
Dyczpinigajtys ksiądz, 48
Dziekoński inżynier z Warszawy, 47, 48
Dziekoński Jan ksiądz, 52, 53
Dzierżawski Jan, 137
Dzierżek Mikołaj woźny 92, 124
Dziewanowski Michał ksiądz, 193
F
Fabiańczuk Paweł, 78
Falkowski Jakub podkomorzy, 87, 88
Faszczewska/Faszczowska Scholastyka, 197,
198, 203, 206, 215
Faszczewski Jan, 197
Faszczewski Wilhelm, 92
Faszczewski Wincenty, 204
Faszczowski kapitan, 213, 214
Fiszer, 39
Frankowski Jan ksiądz, 106
G
Garszyński Wojciech, 151
Gatek Jan, 180
Indeks nazwisk
247
Gąsieska/Gąsecka Anna, 99, 153
Gąsowski Szymon, 40
Gierałek/Gierałt/Gierałtowski geometra, 82, 87, 120
Girgowski ksiądz, 48,
Godlewski Aleksander ksiądz, 191
Godlewski Kacper ksiądz, 50
Godlewski Kazimierz ksiądz, 106, 132, 191
Gołaszewski Adrian ksiądz, 28, 29, 169
Gołaszewski Andrzej, 214
Gołaszewski Antoni biskup przemyski, 78, 184
Gołaszewski Jan, 179
Gołaszewski Jan Klemens biskup, 32, 179
Gołaszewski Kazimierz, 54, 111, 149, 179, 182
Gołaszewski Maciej, 140, 182
Gołębiewski Albert bernardyn, 52
Gosiewski Alojzy kapucyn, 52
Gosiewski Stanisław ksiądz, 51
Górka Abraham woźny, 88
Grądzka Maryna, 26
Grodzka Regina, 204
Grodzka Stanisława, 59
Grodzki Paweł Aleksy Komornik Ziemi Bielskiej, 2, 3, 4, 6, 14, 18, 19, 29, 31, 32, 57,
83, 85, 130, 131, 167, 168, 170, 171, 172
Grodzki Szymon Skarbnik Ziemi Bielskiej, 19,
138, 170, 172
Grodzki Jan, 140, 172
Grudziński Jerzy, 45
Grzebień Jakub woźny, 88, 89, 92
Gutry Jan malarz, 21
H
Hollak ksiądz, 48
Hołowiński arcybiskup, 207
Hulewicz Eliasz, 132
I
Iwanowski Piotr ksiądz, 47
J
Jabłoński Anzelm ksiądz, 51
Jabłoński Marcin ksiądz, 50
Jabłoński Paweł ksiądz, 51
Jabłoński Władysław organista, 56
Jałbrzyk Stanisław, 159
Jamiołkowski Antoni ksiądz, 36, 51
Jamiołkowski Grzegorz ksiądz, 32
Jamiołkowski Józef, 163
Jamiołkowski Stanisław Ludwik ksiądz, 8, 41,
42043, 45-47, 48, 51
Janczewski ksiądz, 40, 42
Janczewski Paweł ksiądz, 59
Jarnicki Andrzej, 158
Jasiulewicz Kazimierz ksiądz, 52, 58
Jaśkiewicz Mikołaj organista, 55
Jaworowski Antoni ksiądz, 51
Jaworowski Piotr ksiądz, 51
Jeliński dziedzic Mazur, 194
Jonkajtys Wincenty ksiądz, 48
Jurgielewicz ksiądz, 48
K
Kachnowski ksiądz, 47
Kaczkowski Wojciech ksiądz, 50
Kaczyński Stanisław ksiądz, 29, 50, 170, 188
Kalinowski Andrzej, 148
Kalinowski Bazyli ksiądz, 177, 208
Kalinowski Karol, 178
Kalinowski: Maciej, Marcin, Mikołaj, Wojciech, 177
Kalinowski Piotr ksiądz, 51, 52
Kalinowski Teofl ksiądz, 51
Kalinowski Wincenty ksiądz, 177
Kalinowski Stanisław, 27
Kalinowski: Szymon i Adam, 27, 121
Kalsztyn Osłowski Augustyn, 159
Kalsztyn Osłowski Piotr, 159
Kamieński Andrzej ksiądz, 50
Kamieński Mateusz Stanisław ksiądz, 30
Kamiński Jerzy ksiądz, 49
Kanigowska (z Mariampola), 79, 202
Karpowicz biskup wigierski, 193
Kędzierski, 23
Kierznowski dziedzic Szepietowa, 163
Klimontowski, 137
Kłosowicz biskup, 6, 32, 123, 134, 176, 177
Kłosowicz Wojciech Stanisław Kostka ksiądz, 192
Knapiński Władysław ksiądz, 214
Kobyliński Antoni regent ziemski, 170
Kociah/Koziak Lejbka, 59, 72,
Koćmierowski Wojciech ksiądz, 3, 4, 6, 36, 37-
39, 40, 41, 54, 55, 56, 57, 59, 66, 67, 71,
72, 73, 79, 81, 83, 92, 98, 114, 115, 120,
126, 127, 129, 135, 136, 139, 141, 146, 149,
150, 151, 175, 177, 189, 191, 193, 210, 215,
218, 220
Kojko Grzegorz ksiądz, 53
Kołaczkowski Mikołaj ksiądz, 21-22, 109, 188
Kołaczkowski Stanisław synowiec księdza Kołaczkowskiego, 22

248
Kołakowski Dominik, 127
Kommian, 102
Konarzewski Antoni ksiądz, 37, 81, 193
Konarzewski Piotr ksiądz, 52
Korytkowski Mikołaj, 56
Kotowski obrońca, 113
Kowalewski Marcin organista, 55
Kowalski, 83
Krajewska Józefa, 210
Krajewski Grzegorz, 173
Krassowski Jan ksiądz, 52
Kruszewski Stanisław, 132
Kruszewski Walerian ksiądz, 78, 193
Kruszyński, 152, 153
Kulesza (Kursztak) Mikołaj, 147
Kulesza (Kursztak) Wojciech, 157
Kulesza (Kursztak): Feliks, Paweł, Wojciech,
Mikołaj, Stanisław, 158
Kulesza Albert, 237
Kulesza Alfons, 166, 207, 209,
Kulesza Alojzy Jan jezuita, 166
Kulesza Antoni ksiądz, 35, 38, 51, 136, 166
Kulesza Dawid s. Mikołaja, 22
Kulesza Feliks ksiądz, 79, 165, 166, 208
Kulesza Feliks, 97
Kulesza Franciszek, 153
Kulesza Jakub, 13, 86
Kulesza Jan chorąży bielski, 27, 97, 98, 146,
147, 159, 163, 164, 179
Kulesza Jan sędzia grodzki, 236
Kulesza Jan, komornik 165, 166
Kulesza Józef ksiądz, 52
Kulesza Józef, 204
Kulesza Karol, 215
Kulesza Kasper, 103
Kulesza Marcin, 19
Kulesza Paweł, 96, 99, 159, 163
Kulesza Piotr ksiądz, 166
Kulesza Sebastian, 107
Kulesza Stanisław ksiądz, 16, 17, 78, 166
Kulesza Walenty ksiądz, 50, 133
Kulesza Wincenty, 210
Kulesza Wojciech ksiądz, 50, 144, 153, 166
Kulesza Wojciech, 95, 97, 99, 109, 159, 163
Kulesza Zelka Jan, 102
Kulesza: Jan, Stanisław, Albert, Felix, Jan, 236
Kulesza: Jan, Walenty, Tomasz, 27
Kulesza: Piotr, Dersław, Wacław, Getard, Paweł, Jakub, Mateusz, 234
Kuleszanka Agnieszka, 27, 95, 97, 99, 147, 159
Kuleszanka Anna, 95, 99, 117, 147, 159
Kuleszanka Marianna, 203
Kuleszyna Karolowa z Czajkowskich Marcjanna, 203
Kulikowski Kazimierz, 112, 113
Kulikowski Leon, 99, 103, 153
Kulikowski Wacław ksiądz, 53
Kulwiec Bartłomiej geometra, 83, 114
Kulwiec Józef obrońca, 114
Kurpiewski Jan, 31, 103, 104, 107, 123, 132,
133, 142, 143
Kursztak Kulesza Mikołaj, 97
Kursztak: Albert, Dobrosław, Mikołaj, Michał,
235
L
Laskowska Marianna, 160
Laskowski: Grzegorz, Stefan, 160
Laskowski Maciej, 159
Laskowski Nikodem, 96, 159
Laskowski Walenty, 95, 96, 97, 98, 99, 159, 160
Legota Józef ksiądz, 59
Lejbowicz Dawid, 145
Lejbowicz Dwora, żona Dawida, 145
Lendo Franciszek ksiądz, 53
Lendo Józef ksiądz, 52
Leśniewski Mikołaj, 94
Lewkiewicz, 42
Leśniewski Wojciech, 127
Leżeński Tomasz biskup łucki, 190
Lipnicki Szymon, 71, 72
Lubowidzki Karol ksiądz, 52
Ł
Łada Adam organista, 55
Łada Dominik ksiądz, 40
Łapiński Mateusz cześnik Bracławski, 53, 54,
127, 180, 181, 182, 184
Łęska Tekla, 203, 204
Łopuszyński Tomasz ksiądz, 41, 52
Łubi(e)ński biskup, 42, 45, 199, 200, 203, 205,
207, 233
Łubieński hr. Konstanty biskup, 194, 215
Łyczek Mikołaj, 181
M
Maciejowski Bernard biskup, 2, 190
Majewski podsędek, 115, 116
Makowski Szymon ksiądz, 131
Maleszewski Benedykt ksiądz, 200
249
Marciejewski, 36, 37
Markiewicz Antoni ksiądz, 136, 137,
Markowski Stanisław, 159
Marmo ksiądz, 45, 194, 195
Maykowski Franciszek ksiądz, 51
Mieczański Walenty woźny, 88
Mieleszkiewicz Zachariusz pop unicki, 52
Mikołajewski Mikołaj bernardyn, 52
Milewski Ignacy Kapica, 8, 13, 15, 27, 29, 31,
85, 86, 93, 94, 98, 157, 158, 161, 163, 164,
165, 166, 167, 175, 176, 177, 178, 179, 182,
185, 186, 187, 188, 189, 234
Milewski Wiktor, 119, 161
Milewski Wojciech, 161
Miłkowski Stanisław ksiądz, 51, 77, 193
Mioduszewski Kacper ksiądz, 51, 176
Mleczko Antoni, 34
Młodzianowski kaznodzieja, 11
Modzelewski Józef, 187
Modzelewski Maciej organista, 55, 106, 107
Mościcki Bartul Kazimierz, 184
Mościcki Ignacy, 207
Mościcki Walenty, 182, 183
Mościcki Wojciech, 184
Mościcki Wojciech Komornik Ziemi Bielskiej, 4
Mościczanka Zofa, 26
Mroczkowski Antoni ksiądz, 50
Murzynowski Antoni malarz, 197, 198, 211,
213
N
Niciporski Łukasz ksiądz, 52
Niemirowski ksiądz, 30
Niestojemski Marcjan ksiądz, 163
O
Obiedzińska Petronela, 180
Obiedziński Jan ksiądz, 169
Obiedziński Stefan ksiądz, 28, 29, 30, 137, 180
Olszewski Edward ksiądz, 51
Ołdakowska Dorota, 158
Ołdakowska Katarzyna, 99
Omilianowski Józef organista, 56
Opacka, 181
Opacki Stanisław podstoli, 149
Orłowski/Osłowski Piotr, 95, 97, 99
Osiński Walenty ksiądz, 42, 45, 46, 193, 203,
204, 205, 210, 212, 216, 217
Ostrowski Jan ksiądz, 41
Ostrowski Konstanty ksiądz, 48
P
Paluch Józef, 109
Parkowski Stanisław chłop, 111
Perzanowski Antoni, 93, 210
Piasecki aptekarz, 182
Piętka, 56
Piotrowski Adam, 48
Piramowicz Jan ksiądz, 51
Płoński Paweł ksiądz, 106, 143
Pogorzelski Wojciech ksiądz, 52
Poniatowski Stanisław rotmistrz, 112, 113, 123, 145
Porowski Józef organista, 55
Porębny Antoni ksiądz, 106, 143
Pożarowski Michał ksiądz, 52
Prawdzikowski Romuald ksiądz, 52, 57
Pruszyński Fabian, 132
Pruszyński Kazimierz, 170
Przebendowski hr. Joachim biskup, 5, 15, 30,
50, 59, 60, 126, 130, 131, 135, 141, 168,
171, 191, 192
Przecławski inżynier gubernialny, 48
Przeździecki Teofl s. Wawrzyńca, 119, 161
Przeździecki Wawrzyniec, 119, 161
Przygodzki Jakub ksiądz, 50
Przygodzki Kazimierz plenipotent, 106
Pstrokoński Kazimierz geometra, 83
R
Rabinowicz Eliasz, 53
Radwańska Wojciechowa, 96
Radwański Wojciech, 96, 99
Radzieński Kajetan, 52
Rakowicz organista, 56
Rokitnicki Stanisław ksiądz, 1, 2, 22-23, 24, 26,
27, 57, 71, 86, 88, 89, 91, 92, 94, 95, 100,
101, 117, 119, 120, 121, 122, 125, 129, 142,
153, 166, 188, 208
Rosochacki Stanisław ksiądz, 190
Roszkowski Andrzej ksiądz, 38
Roszkowski Paweł Antoni, 111
Ruciński M. Ksiądz, 52
Ruszkiewicz Kazimierz ksiądz, 203, 204
Rupniewski biskup, 2, 3, 4, 5, 6, 14, 18, 31, 50,
132, 142, 185, 187, 189, 191, 217, 226
Rządkowscy Elżbieta i Karol, 154
S
Sankowski rejent, 146
Siedlecki ksiądz, 217

250
Skiwski Andrzej, 182, 184
Skiwski Władysław, 21, 182, 215
Smorczewski Florencjusz, 7, 38, 41, 104, 135,
139, 175, 187
Smorczewski Jan sędzia, 113, 120, 134, 145
Smólski Józef, 114, 115, 118
Sokołowska z d. Kanigowska, 103
Sokołowski Jakub ksiądz, 30, 171
Sokołowski Mateusz, 107
Srzednicki/Średnicki Antoni ksiądz, 59, 152
Stankowski Ludwik ksiądz, 52
Starzyński Paweł biskup, 228
Straszyński Paweł biskup, 5, 39, 57, 193, 218
Stru(n)ge August malarz, 197, 198, 216
Stypułkowski Jan ksiądz, 52
Stypułkowski Wojciech, 155
Supiński Paweł ksiądz, 52
Swarzyszeńska / Swarzyszewska / Swaryszewska Marianna, 112
Szabłowski Kazimierz ksiądz, 52
Szepietowski dziedzic Mazur, 38, 135
Szumowicz ksiądz, 37
Szyjkowski Jan biskup, 193
Szyjkowski Marcin, 2
Ś
Śledziewski Piotr ksiądz, 48
Świerżewski Paweł obrońca sądowy, 7, 78, 113,
120, 144, 175, 177, 178
Święszkowski Wojciech ksiądz, 47, 52, 233
Świętochowski Piotr organista, 55
T
Tabęcka / Tabędzka Teofla, 104
Tarasiewicz/Taraszewicz Jan woźny, 111
Troll Franciszek, 197, 198
Tymiński Ignacy ksiądz, 135, 193
(z) Tuszewickich Elżbieta, 99, 159
W
de Wągrowiec Wojciech, 1, 91
Warecki Wawrzyniec ksiądz, 39-42, 43, 52, 54,
59, 60, 67, 73, 75, 78, 79, 80, 82, 83, 92,
115, 116, 120, 127, 128, 139, 141, 146, 152,
153, 154, 155, 172, 203, 220, 221
Wendziński Stanisław ksiądz, 50, 132
Werner, 78
Wierzbowski biskup, 5, 41, 59, 216, 218, 229,
233
Wierzbowski Piotr Paweł biskup, 194, 195
Wilczewski, 107
Wińscy Jan i Marianna, 115, 118
Wiński dziedzic Kulesz, 58
Wiński Ignacy, 115, 116, 119, 161
Witkiewicz Antoni, 133
Witkowski Franciszek, 212, 213
Włodarkiewicz Łukasz, 116
Włostowski Marcjan ksiądz, 48
Włostowski Roch ksiądz, 39
Wnorowski Antoni, 59, 150, 151, 152, 186,
211, 212
Wnorowski Franciszek, 186, 187
Wnorowski Gaspar, 139
Wnorowski Józef, 150, 153, 186, 187
Wnorowski Kacper/Kasper, 54, 149
Wnorowski Karol Marcin ksiądz, 7, 19, 20, 32,
33-35, 36, 38, 51, 52, 54, 56, 58, 60, 64,
65, 72, 74, 77, 78, 83, 101, 105, 112, 113,
114, 123, 126, 128, 135, 139, 140, 144, 145,
146, 165, 176, 177, 184, 186, 187, 189, 193,
195, 207
Wnorowski Leon Wincenty, 186, 187
Wnorowski Marcin cześnik różański, 54, 150
Wnorowski Mateusz, 54, 149, 182, 186
Wnorowski Michał ksiądz, 50, 105
Wnorowski Stanisław, 148, 155
Wnorowski Stanisław ksiądz, 29, 50, 53
Wnorowski Szymon, 23
Wnorowski Szymon Jan „Pławacz” ksiądz, 27-
28, 96, 100, 101, 109, 147, 160, 161, 164,
169, 172
Wnorowski Wojciech, 54, 140, 149, 186
Wnorowski Wojciech ksiądz, 2, 3, 6, 8, 15, 19,
30-32, 80, 103, 104, 106, 107, 108, 110,
118, 123, 131, 133, 134, 139, 142, 143, 148,
168, 171, 172, 186, 192
Wojnowa Anna, żona wójta Macieja, 79
Wołłowicz biskup łucki, 33, 192
Woronowicz Cyprian ksiądz, 207
Woykiel Wawrzyniec ksiądz, 27, 28, 29, 50, 169
Woyno Klemens ksiądz, 50
Woyno Maciej, 21, 220
Wróblewska Apolonia, 202, 208, 210,
Wróblewski Marcin, 175
Wróblewski Tomasz ksiądz, 28, 169
Wyszeński Kalikst vicenotariusz, 88
Wyszyński Krzysztof ksiądz, 19, 132
Wyszyński Maciej ksiądz, 143
Wyszyński Wojciech ksiądz, 47, 176
251
Z
Zakrzewski ksiądz, 52
Zaleska Julia, 153, 197
Zaleski Antoni geometra, 83, 84, 115, 118, 120,
121, 122, 126, 128
Zaleski Hilary podsędek, 115, 118
Zaleski Józef, 27, 99, 100, 101, 102, 103, 113,
123, 143, 160, 161
Zaleski Józef Cyryll, 98, 118, 161
Zaleski Maciej ksiądz, 29, 30, 38, 103, 130, 135,
137, 168, 170, 171
Zaleski Serwacy dziedzic kuleski, 6, 8, 32, 72,
103, 105, 106, 107, 110, 111, 112, 118, 123,
132, 133, 134, 140, 143, 144, 161, 171
Zaleski Szymon ksiądz, 6, 19, 32-33, 54, 56, 80,
105, 106, 107, 108, 110, 111, 112, 113, 118,
134, 143, 148, 149
Zaleski Tomasz, 95, 96, 97, 98, 103, 123, 131,
142, 143, 147, 158, 159, 171
Zaleski Tomasz podkomorzy, 2, 3, 99
Zaleski Szymon ksiądz, 171, 172, 182
Zaleski Zygmunt, 98, 103
Załuski Jędrzej biskup, 192
Zambrzycki podczaszy, 149
Zapartowicz / Zapertowicz Andrzej ksiądz, 2,
6, 23-26, 27, 43, 50, 56, 61, 64, 72, 75, 80,
95, 96, 97, 98, 99, 101, 109, 125, 129, 137,
141, 147, 154, 155, 159, 160, 191
Zawadzki Hieronim Emilian ksiądz, 35-37, 38,
56, 65, 70, 80, 81, 92, 114, 153, 215
Zawadzki Kazimierz ksiądz, 38, 135
Zbuczyński, 137
Zembrzuski, 181
Zendzian Idzi bernardyn, 50
Zieliński Łukasz organista, 55
Ziękowicz Idzi organista, 56
Złotowski Józef ksiądz, 49
Zufikowski/Żufikowski Jan Antoni ksiądz, 2,
28, 29, 92, 170, 188
Ż
Żegota Jerzy ksiądz, 53
Żochowska, 107
Żochowski Benedykt cieśla, 21
Żochowski Paweł, 170
Żukowski biskup, 46

252
Fot. barokowa monstrancja z ok. 1720 r. ze stopą płaską, owalną ozdobioną numizmatami
na zamówienie ks. Stanisława L. Jamiołkowskiego w 1877 r. Pośród monet tej dekoracji
są: dukat węgierski z Matką Boską z r. 1765 z daru p. Scholastyki Faszczewskiej; dukat
hollenderski z orzełkiem polskim z r. 1831; pięciofuntówka (napoleondorka) z r. 1854:
jedyna moneta złota, jaką w ciągu 26 lat mojego kapłaństwa na mszę dostałem; mój
własny dukat hollenderski z r. 1763 znaleziony w skarbie w Czarnowie i darowany
do kościoła przez Ign. Mościckiego. W Kroniczce znajdujemy informację, że kuleski
proboszcz polecił „dorobić uszka, ażeby mogły być (wymienione monety – inf. edytora)
przyczepione do monstrancyi jako numizmaty” (por. Kkp s. 207).


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

184 views
Zmień rozmiar